20. kolejka – zapowiedź

unisport-tunavallen3

Na Tunavallen znów czekają nas derbowe emocje (Fot. UniSport)

Liga, puchary krajowe i europejskie, a już za chwilę kolejne okienko reprezentacyjne – piłkarska runda jesienna pędzi jak szalona i ani myśli się zatrzymywać. Zanim jednak kadrowiczki wszystkich nacji rozjadą się na zgrupowania, przed nami jeszcze jeden emocjonujący weekend z Damallsvenskan, podczas którego w teorii możemy poznać zarówno mistrza, jak i spadkowicza, ale nie jest też wykluczone, że w niedzielę wieczorem będziemy wiedzieli … jeszcze mniej niż na chwilę obecną. Bo taka już jest ta nasza nieprzewidywalna liga i między innymi za to ją przecież pokochaliśmy.

Naszą błyskawiczną zapowiedź zaczniemy niestandardowo, czyli … chronologicznie. Już dziś wieczorem na Linköping Arenie podopieczne Andrée Jeglertza podejmą Växjö i jeśli tego meczu nie przegrają, to klub ze Småland definitywnie pożegna się z marzeniami o pozostaniu w Damallsvenskan na kolejny sezon. Wskazanie faworytek tej potyczki nie jest jednak łatwym zadaniem, gdyż klub z Östergötland jesienią zawodzi na całej linii, a przedłużająca się seria rozczarowujących występów i brak perspektyw na walkę o jakikolwiek wymierny sukces z pewnością nie wpływają budująco na morale w szatni zespołu. Z drugiej jednak strony, po raz pierwszy od dawna w pełni gotowy do gry wydaje się być podstawowy duet napastniczek LFC, a pomocniczki pokroju Sofie Bredgaard, czy Yuki Momiki także powinny gwarantować konkretną, sportową jakość. Czy wystarczy jej jednak na zdeterminowane jak nigdy wcześniej Växjö? Tutaj pewności mieć nie możemy, tym bardziej, że na przykład Adelina Engman wciąż czeka na swojego premierowego, ligowego gola po powrocie na szwedzkie boiska. A wiemy, że w przypadku takich zawodniczek strzelecka posucha nie może przedłużać się przecież w nieskończoność.

Niezwykle ciekawie zapowiada się także korespondencyjna (choć nie tylko) rywalizacja o miejsce na najniższym stopniu ligowego podium. Od pewnego czasu zajmują je oczywiście piłkarki z Eskilstuny, ale ich sprzymierzeńcem zdecydowanie nie jest terminarz. W najbliższej kolejce na Tunavallen przyjedzie Örebro i choć ekipa prowadzona przez Rickarda Johanssona nie gra już o nic poza prestiżem, to o determinację zawodniczek z Behrn Areny na derbowe starcie możemy być akurat całkowicie spokojni. Tym bardziej, że przyjezdne udadzą się do Sörmland opromienione niespotykaną od dawna passą; z siedmiu ostatnich meczów piłkarki z Örebro przegrały tylko jeden, a aż pięciokrotnie schodziły z boiska jako zwyciężczynie. Eskilstunie zadania nie ułatwi ponadto absencja pauzującej za kartki Felicii Rogic, czyli napastniczki, którą zdecydowanie niełatwo zastąpić. Na potknięcie United czekać będą w Kristianstad, choć podopieczne Elisabet Gunnarsdottir także czeka w sobotę niełatwa przeprawa. W obecnych rozgrywkach nikomu nie gra się bowiem łatwo na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie, a Djurgården za kadencji Magnusa Pålssona jeszcze nigdy nie zanotował trzech kolejnych porażek. Przed Sveindis Jane Jonsdottir i całą resztą Pomarańczowej Armii także zatem całkiem poważne wyzwanie. Kalkulacji i miękkiego granie na pewno nie będzie za to w Vittsjö, gdzie sytuacja jest całkowicie jasna i klarowna. Kto przegra, ten w zasadzie na dobre wypada z walki o puchary, a takiego scenariusza nie chcieliby ani w północnej Skanii, ani w południowym Sztokholmie. A to sprawia, że jeszcze bardziej niecierpliwie wyczekujemy pojedynku strzeleckiego Fernandy da Silvy oraz Madelen Janogy.

I wreszcie nasza eksportowa dwójka, która tym razem wejdzie do gry w niedzielę. To właśnie tego dnia Rosengård stanie przed szansą przypieczętowania dwunastego w historii klubu tytułu mistrza Szwecji, ale aby tak się stało, spełnione muszą zostać dwa podstawowe warunki. Pierwszy, chyba nieco łatwiejszy do realizacji, zakłada zwycięstwo podopiecznych Renée Slegers nad wciąż niepewnym ligowego utrzymania Piteå. Drugi to strata punktów przez Häcken w rywalizacji z AIK i mając na uwadze wiosenną konfrontację tych zespołów, akurat w taki przebieg wydarzeń niezwykle trudno uwierzyć. Choć z drugiej strony, nie byłby to przecież pierwszy przypadek, gdy Damallsvenskan zaskakuje nas w najmniej spodziewanym momencie.


Zestaw par 20. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Faza grupowa skompletowana

bildblock-damernas-svcup

Starciem Borgeby z Rosengård zakończyliśmy tegoroczne granie w Pucharze Szwecji. Do grupy szesnastu szczęśliwców, którzy wciąż zachowują szansę na zdobycie trofeum, dołączyły ostatecznie piłkarki Renée Slegers, choć niejako zgodnie z tradycją, zwycięstwo nad znacznie niżej notowanym rywalem nie przyszło im wcale łatwo. Jeszcze na kwadrans przed końcem meczu na tablicy wyników widniał remis 2-2, ale dwa gole last minute liderek Damallsvenskan sprawiły, że to w Malmö mogli pogratulować sobie awansu do kolejnej fazy rozgrywek. Styl, w jakim udało się go osiągnąć, z pewnością nie budzi jednak entuzjazmu fanów Rosengård i to pomimo wielu zmian w wyjściowej jedenastce, na które zdecydowała się holenderska trenerka FCR. Jedynym tak naprawdę powodem do optymizmu może być znakomita forma strzelecka Stefanie Sanders, która w rywalizacji z Borgeby ustrzeliła hat-tricka. Jest to o tyle istotne, że pod nieobecność Mimmi Larsson oraz Lorety Kullashi, to właśnie na byłej piłkarce Freiburga będzie opierać się formacja ofensywna klubu z Malmö w arcyważnym meczu na LF Arenie.

Zdecydowana większość pierwszoligowców swoje pucharowe obowiązki wypełniła jednak bez niepotrzebnych turbulencji i do tego grona zaliczyć możemy na przykład: Häcken (6-0 z GDFF), Kristianstad (6-1 z Eskilsminne), Djurgården (5-0 z Boo), czy Örebro (7-0 z Västerås). Wielkich emocji nie zabrakło za to w potyczkach derbowych. W rywalizacji klubów ze stolicy Bromma pokonała AIK 3-2, po meczu pełnym efektownych goli i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Dogrywka była natomiast niezbędna do wyłonienia zwycięzcy starcia, którego stawką był prymat w Småland. Gol Juliette Kemppi sprawił, że z awansu ostatecznie cieszyli się w Växjö, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że za kilka (tygo)dni to w Kalmarze fani futbolu będą znajdować się w zdecydowanie lepszych humorach.

Trzecia runda Pucharu Szwecji przyniosła nam także niespodzianki. Tę zdecydowanie największą sprawiły piłkarki Jitexu, które wyrzuciły za burtę pierwszoligowe Vittsjö. Rezultat osiągnięty przez ekipę z Möldnal jest tym bardziej imponujący, że to pierwszoligowiec rozpoczął strzelanie na Åbyvallen. Gole Stinalisy Johansson oraz Fanny Linderoth pozwoliły jednak podopiecznym Kajsy Tornfalk skutecznie odwrócić losy rywalizacji. Po rocznej przerwie, w fazie grupowej zameldowało się także Piteå, które w najskromniejszych możliwych rozmiarach pokonało drugoligowe Morön. Co ciekawe, złotego gola na wagę awansu niedawnych mistrzyń Szwecji strzeliła Katrina Guillou, czyli dokładnie ta sama piłkarka, która niespełna dwanaście miesięcy wcześniej, na tym samym etapie rozgrywek, zakończyła pucharową przygodę piłkarek Stellana Carlssona.


Puchar Szwecji – 3. runda (komplet wyników):

Göteborgs DFF  0-6  BK Häcken

Bollstanäs SK  3-2  IK Uppsala

IFK Kalmar  2-3 (dogr.)  Växjö DFF

Boo FF  0-5  Djurgårdens IF

Eskilsminne IF  1-6  Kristianstads DFF

Jitex BK  2-1  Vittsjö GIK

Husqvarna FF  0-3  Linköpings FC

IFK Norrköping  1-2  Eskilstuna United

Västerås BK  0-7  KIF Örebro

Sätra SK  0-3  Hammarby IF

IF Bromma  3-2  AIK FF

Kvarnsvedens IK  1-3  Mallbackens IF

Morön BK  0-1  Piteå IF

Lidköpings FK  1-2  Alingsås FC

Själevads IK  1-4  Umeå IK

Borgeby FK  2-4  FC Rosengård

Szesnastu zwycięzców trzeciej rundy utworzy teraz w drodze losowanie cztery czterozespołowe grupy, których zwycięzcy zapewnią sobie bezpośredni awans do półfinałów. Rywalizację na kolejnym etapie rozgrywek zaplanowano na luty oraz marzec 2022.

Kadra na Irlandię i Szkocję

Peter Gerhardsson powołał kadrę na październikowe zgrupowanie (Fot. Ludvig Thunman)

Wtorkowa konferencja selekcjonera reprezentacji Szwecji upłynęła przede wszystkim na dyskusji o zachowaniu odpowiedniego balansu między strukturą, a kreatywnością we współczesnym futbolu. Peter Gerhardsson odniósł się przy okazji do dwóch wrześniowych meczów, w których gra kadry nie porywała, choć – jak ocenił to sam szkoleniowiec – szczególnie w starciu z Gruzją problemem numer jeden okazał się przede wszystkim brak skuteczności. I coś w tym chyba rzeczywiście jest, bo jeśli oddajesz na bramkę rywalek ponad czterdzieści strzałów, to masz prawo liczyć na to, że więcej niż tylko dziesięć procent spośród nich znajdzie ostatecznie drogę do siatki. Teraz w naszych głowach nie ma już jednak Słowaczek i Gruzinek, gdyż podczas październikowego zgrupowania poprzeczka pójdzie znacząco w górę. Wprawdzie Irlandia to reprezentacja, która jak dotąd nie zagrała na żadnym wielkim turnieju, ale chociażby ostatni mecz przeciwko Australii pokazał, że tego przeciwnika absolutnie nie można lekceważyć. Jak zauważył Gerhardsson, stawką meczu w Dublinie będą jednak nie tylko trzy punkty, ale również podtrzymanie swoistej mody na kadrę, która ewidentnie zapanowała w kraju od czasu francuskiego mundialu. Efektem tego jest chociażby już niemal dziesięć tysięcy sprzedanych biletów na listopadowy mecz z Finlandią, a selekcjoner gorąco wierzy, że dobre występy przeciwko Irlandii i Szkocji sprawią, że za nieco ponad miesiąc uda się w całości zapełnić trybuny Gamla Ullevi. I jakkolwiek surrealistycznie to na pierwszy rzut oka brzmi, to nie jest to wcale marzenie nierealne do realizacji. Nie tak dawno błyskawicznie rozeszła się przecież cała pula biletów na mecz z Gruzją (wtedy oczywiście wciąż obowiązywały jeszcze dość drastyczne obostrzenia), a Finlandia to jednak przeciwnik na wielu płaszczyznach zdecydowanie bardziej atrakcyjny. A frekwencja podczas niedawnych derbów Sztokholmu jasno pokazuje, że po niemal dwóch latach restrykcji, szwedzcy fani są spragnieniu dobrego futbolu oglądanego z wysokości trybun.

Co do samej selekcji, to trudno w zasadzie o szeroki komentarz. Gerhardsson nie zaskoczył bowiem w najmniejszym stopniu i gdyby urazy nie wykluczyły z udziału w zgrupowaniu Kosovare Asllani, to mielibyśmy do czynienia właściwie z identyczną grupą powołanych piłkarek, co ostatnio. To oczywiście nie będzie stanowić dla większości opinii publicznej problemu tak długo, jak będą się zgadzały osiągane na boisku wyniki, ale kto wie, czy nie nadszedł właśnie moment, aby pierwszy raz delikatnie zadzwonić dzwonkiem alarmowym. Bardzo nie chcielibyśmy bowiem powrotu sytuacji, w której kadra A stanie się zamkniętym kręgiem, do którego wstęp będzie zarezerwowany wyłącznie dla posiadaczek kart stałego reprezentanta. Z taką sytuacją w przeszłości mieliśmy do czynienia wielokrotnie (jej apogeum przypadało na drugą połowę kadencji Pii Sundhage) i nigdy nie przełożyła się ona na cokolwiek pozytywnego. Brak choćby jednego nowego nazwiska w szerokiej kadrze dziwi tym bardziej, że przecież pięć dni po meczu o punkty przeciwko Irlandii zagramy towarzysko ze Szkocją. I choć Gerhardsson już zapowiedział znaczącą rotację w perspektywie nadchodzącego dwumeczu, to najpewniej odbędzie się ona wewnątrz sprawdzonej już, mniej więcej 25-osobowej grupy nazwisk. Szkoda, bo wydaje się, że obecność w kadrze na przykład Emilii Larsson z Hammarby, czy znajdującej się w wybornej wręcz dyspozycji strzeleckiej Karin Lundin z Fiorentiny na pewno by reprezentacji nie zaszkodziła, a być może by jej pomogła. A już ponad wszelką wątpliwość stanowiłaby jasny sygnał dla zawodniczek znajdujących się obecnie poza kadrą, że selekcja w żadnym stopniu nie została jeszcze zakończona. To ostatnie stwierdzenie Gerharsson wypowiedział zresztą dziś otwartym tekstem, więc pozostaje mieć nadzieję, że za słowami pójdą także czyny. Bo – cytując Kosovare Asllani – wczorajsze medale nie zagwarantują nam sukcesu jutro.


Kadra na Irlandię i Szkocję:

Bramkarki: Jennifer Falk (Häcken), Hedvig Lindahl (Atletico), Zecira Musovic (Chelsea)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Everton), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (PSG), Emma Kullberg (Häcken), Elin Rubensson (Häcken)

Pomocniczki: Filippa Angeldal (Man. City), Hanna Bennison (Everton), Filippa Curmark (Häcken), Johanna Kaneryd (Häcken), Fridolina Rolfö (Barcelona), Olivia Schough (Rosengård), Caroline Seger (Rosengård), Julia Zigiotti (Häcken)

Napastniczki: Anna Anvegård (Everton), Stina Blackstenius (Häcken), Rebecka Blomqvist (Wolfsburg), Lina Hurtig (Juventus), Sofia Jakobsson (Bayern), Madelen Janogy (Hammarby)


Terminarz kadry:

21. października, godz. 20:00: Irlandia – Szwecja (Dublin)

26. października, godz. 20:05: Szkocja – Szwecja (Paisley)

Podsumowanie 19. kolejki

damf

Podsumowanie 19. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Hammarby 4-1 AIK. To miał być wyjątkowy mecz i rzeczywiście taki był. Atmosferę wielkiego święta w stolicy czuć było już od samego rana, ale ze sportowego punktu widzenia najważniejsze jest to, że do kapitalnej atmosfery dostroiły się także zawodniczki obu klubów. Ku uciesze niemal dwudziestotysięcznej widowni na Tele2 Arenie, komplet punktów pozostał przy Hammarby, ale końcowy wynik nieco zakłamuje obraz meczu. Piłkarki AIK rozegrały bowiem jedno z lepszych spotkań w sezonie i po golu kontaktowym Honoki Hayashi taśmowo stwarzały sobie doskonałe okazje do wyrównania stanu rywalizacji. Niestety dla fanów ekipy z Solnej, piłki na 2-2 nie potrafiła wykorzystać ani bohaterka poprzedniej kolejki Jenny Danielsson, ani wracająca do gry po kontuzji Kaisa Collin. A ponieważ zmarnowane okazje w futbolu lubią się mścić, dosłownie chwilę później na listę strzelczyń wpisała się Berglind Thorvaldsdottir, uszczęśliwiając tym samym wszystkich sympatyków Bajen. W samej końcówce, z mocno problematycznego rzutu karnego, prowadzenie miejscowych podwyższyła jeszcze Emma Jansson i stało się jasne, że beniaminek z Södermalm wciąż pozostaje w grze o europejskie puchary. I choć droga do nich daleka, to akurat na wsparcie swoich wiernych fanów piłkarki Hammarby zawsze mogą liczyć.

Wydarzenie kolejki: Kristianstad znów na zwycięskiej ścieżce. W tym roku piłkarki z Kristianstad zaliczyły swój europejski debiut i tak im się on spodobał, że we wschodniej Skanii bardzo liczą na rychłą powtórkę. Aby jednak dać sobie na nią szansę, trzeba było pokonać na własnym boisku nieobliczalną Eskilstunę. W teorii zadanie to wydawało się być jak najbardziej w zasięgu podopiecznych trenerki Elisabet Gunnarsdottir, ale praktyka ma do siebie to, że nie zawsze idzie w parze z teorią. I tym razem również, pomimo wyraźnej przewagi optycznej gospodyń, bardzo długo na Arenie Kristianstad utrzymywał się rezultat bezbramkowy. Spora w tym zasługa Emelie Lundberg, która szczególnie w pierwszej połowie stanowiła dla zawodniczek w pomarańczowych koszulkach zaporę nie do przejścia. Dopiero po upływie godziny gry skutecznie sforsowała ją Anna Welin, która uderzyła po dalszym słupku tak precyzyjnie, że nawet dobrze dysponowana golkiperka United nie była w stanie skutecznie zainterweniować. W samej końcówce pieczęć na zwycięstwie Kristianstad postawiła jeszcze ewidentnie rozkręcająca się z każdym kolejnym, jesiennym meczem reprezentantka Tajlandii Miranda Nild i tym samym stało się jasne, że walka o najniższe miejsce na ligowym podium wciąż jest daleka od ostatecznego rozstrzygnięcia.

Bohaterka kolejki: Olivia Schough (Rosengård). Nie jest tajemnicą, że ofensywa Rosengård cierpi pod nieobecność Jeleny Cankovic prawdziwe katusze. Nie inaczej było w sobotnie popołudnie, gdy do stolicy Skanii zawitał mający fatalną passę wyjazdową Linköping i … bardzo szybko objął w meczu prowadzenie. Wtedy jednak do akcji wkroczyła Olivia Schough, która najpierw sama pokonała Cajsę Andersson przepięknym strzałem z rzutu wolnego, a następnie wyłożyła futbolówkę Sannie Troelsgaard tak idealnie, że reprezentantka Danii musiała jedynie dostawić nogę. Dwa niezwykle cenne gole, kto wie czy nie na wagę mistrzostwa dla Malmö. Jeśli wcześniej zastanawialiśmy się, czy Schough może być jedną z liderek FCR, to ten mecz dał nam na to pytanie jednoznaczną odpowiedź.

Gol kolejki: Wilma Öhman (Örebro). Z głębi pola dograła Carly Wickenheiser, a Wilma Öhman zajęła się resztą. I to jak! Była pomocniczka Umeå najpierw zgrała sobie piłkę głową, następnie przeprowadziła rajd lewym skrzydłem, ścięła akcję do środka i pewnym strzałem umieściła futbolówkę w siatce Kelsey Daugherty. A że był to jedyny tego dnia gol strzelony na Behrn Arenie, to Örebro dopisało do swojego dorobku trzy kolejne punkty. Cóż, jak wygrywać, to najlepiej po takich golach!

Sensacja kolejki: Odroczona degradacja. To był kolejny z meczów ostatniej szansy dla piłkarek Växjö, ale tym razem sytuacja wyglądała na tyle poważnie, że jedynie zwycięstwo nad Piteå przedłużało nadzieję podopiecznych Marii Nilsson na pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ci, którzy liczyli, że w niedzielę na VISMA Arenie poznamy pierwsze z najważniejszych rozstrzygnięć sezonu 2021, mocno się jednak przeliczyli. A to wszystko za sprawą sytuacji z 52. minuty. Z narożnika boiska dobrą piłkę posłała Andrea Mist Palsdottir, a najlepsza na placu Nellie Karlsson wygrała powietrzny pojedynek i precyzyjnie umieściła futbolówkę w bramce gości. Nieco ponad pół godziny później okazało się, że był to gol przedłużający przynajmniej o cztery dni matematyczne szanse na uratowanie Damallsvenskan dla Växjö. Pewnym utrudnieniem niezmiennie pozostaje fakt, że zawodniczki z VISMA Areny już do końca rozgrywek nie mogą pozwolić sobie na żadną stratę punktów, ale dopóki piłka w grze, to akurat tego zespołu lekceważyć absolutnie nie można. Tym bardziej, że w najbliższej kolejce ekipa Marii Nilsson udaje się do Östergötland, gdzie zmierzy się z grającym już wyłącznie o prestiż i lepsze humory podczas zimowego urlopu Linköping. Łatwo oczywiście nie będzie, ale ze Småland popłynął dziś jasny sygnał, że nie wszystkie karty zostały jeszcze rozdane.

Liczba kolejki: 18537. Tyle od dziś wynosi nowy rekord frekwencji na meczu Damallsvenskan. Zgodnie z zapowiedziami pobili go sympatycy Hammarby, przy wsparciu 412 fanów AIK w sektorze gości. Poprzedni rekord, ustanowiony na Arenie Linköping, znajdował się na szczycie rankingu aż przez trzynaście lat. Ciekawe, czy dzisiejszy wynik utrzyma się na nim równie długo, czy może już za rok przekroczymy barierę dwudziestu tysięcy kibiców?


19. kolejka statystycznie:

Gole: 12  (średnia 2.00 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 10

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Wilma Öhman (Örebro) – 5. minuta (vs. Djurgården)

Najpóźniejszy gol: Emma Jansson (Hammarby) – 81. minuta (vs. AIK)


Jedenastka kolejki:

lag19

Sabrina D’Angelo (Vittsjö) – Nellie Karlsson (Växjö), Clare Polkinghorne (Vittsjö), Nilla Fischer (Linköping), Eva Nyström (Hammarby), Anna Sandberg (Örebro) – Fanny Hjelm (Hammarby), Anna Welin (Kristianstad), Elli Pikkujämsä (Örebro) – Madelen Janogy (Hammarby), Olivia Schough (Rosengård)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

19. kolejka – zapowiedź

Växjö DFF

Cztery lata temu piłkarki z Växjö świętowały historyczny awans do Damallsvenskan (Fot. Växjö DFF)

Nie macie pomysłu na tegoroczną kreację na Halloween? Po prostu przebierzcie się za Elitettan i wybierzcie się w podróż do Växjö. Furorę zrobicie na pewno. Śmiechy śmiechami, ale już w najbliższą niedzielę klub ze Småland może w sposób oficjalny i definitywny stracić resztki szans na utrzymanie w Damallsvenskan, a to równałoby się z powrotem na drugi szczebel rozgrywkowy po trzyletniej przerwie. Z dzisiejszej perspektywy, marzenia i plany poprzedniego już zarządu o podboju piłkarskiej Europy najpóźniej do roku 2025 mogą wydawać się nieco kuriozalne, ale bez względu na dalszy rozwój wypadków, pierwszoligowa przygoda Växjö i tak okazała się nadzwyczaj owocna na wielu płaszczyznach. Jak to często bywa, na przeszkodzie do osiągnięcia jeszcze bardziej spektakularnych wyników stanęła przede wszystkim ekonomia, choć i sportowo do kilku elementów dałoby się oczywiście przyczepić. Na to przyjdzie jednak czas po zakończeniu ligowych zmagań, kiedy to podsumowania roku będą umilać nam długie, zimowe wieczory. Póki co nie ogłaszajmy jednak jeszcze pożegnania, bo przynajmniej w ten weekend podopieczne Marii Nilsson zależne są wyłącznie od siebie. Jeżeli w niedzielę uda im się pokonać na własnym stadionie Piteå, to ceremonię degradacji uda się im odroczyć o kolejny tydzień. Każdy inny rezultat oznacza jednak przypieczętowanie spadku do Elitettan i nowe otwarcie na wiosnę 2022. Czy zatem na VISMA Arenie poznamy pierwsze spośród najważniejszych rozstrzygnięć obecnych rozgrywek? Przekonamy się niebawem, ale jest to z pewnością mocny argument za tym, aby tego meczu absolutnie nie odpuszczać!

Już w sobotę swoje mecze rozegrają natomiast liderki i wiceliderki tabeli. Zarówno Rosengård, jak i Häcken przystąpią do nich po porażkach, ale to wcale nie muszą być dobre informacje dla rywalek z odpowiednio Linköping oraz Vittsjö. Ekipa z północnej Skanii może oczywiście liczyć na to, że w Hisingen wciąż będą odczuwać skutki dwóch wyczerpujących spotkań z Rosengård i Lyonem, choć trener Mats Gren zapewnia, że o żadnym przemęczeniu na ten moment nie może być mowy. I choć obrończynie mistrzowskiego tytułu nie dysponują przesadnie szeroką kadrą, to wydaje się, że tym słowom naprawdę warto zaufać. Podobnie zresztą jak zapewnieniom Caroline Seger i Renée Slegers, że w Malmö nie dojdzie do powtórki z rozrywki w postaci wypuszczenia z rąk złotych medali na ostatniej prostej. I nawet jeśli FCR nie będzie mógł zagrać jutro w optymalnym składzie, to w rywalizacji z grającym już wyłącznie o prestiż Linköping i tak będzie faworytem. Podobnie zresztą jak Häcken w konfrontacji z Vittsjö, choć tutaj akurat drobna niespodzianka ze strony tercetu Markstedt – Da Silva – De Jongh aż tak bardzo by nas nie zaskoczyła. Tym bardziej, że na wiosnę oba kluby po równym meczu podzieliły się punktami. Zwycięstwo gospodyń to także najbardziej prawdopodobne rozstrzygnięcie potyczki w Kristianstad, choć nie zapominajmy, że przyjezdne z Eskilstuny pojadą do Skanii zmotywowane jak nigdy wcześniej. Jeżeli bowiem uda im się wywalczyć w konfrontacji z drużyną prowadzoną przez Elisabet Gunnarsdottir komplet punktów, to nierealne stałoby się w ich przypadku rzeczywistością. Bo chyba nie da się inaczej skomentować ewentualnego startu klubu z Sörmland w eliminacjach przyszłorocznej Ligi Mistrzyń. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę to, co jeszcze wiosną i latem działo się na Tunavallen.

Ostatnie w tym sezonie pierwszoligowe derby Sztokholmu odbędą się na Tele2 Arenie, a mocno bijący licznik sprzedaży biletów jasno mówi nam, że właśnie podczas tego meczu będziemy świadkami nowego rekordu frekwencji na trybunach Damallsvenskan. Jest to oczywiście pokłosie zniesionych przed tygodniem restrykcji w związku z końcem czwartej fali pandemii koronawirusa, a o to, że kibice obu klubów zafundują nam kapitalny spektakl, możemy być względnie spokojni. Zdecydowanie większy znak zapytania stawiamy przy piłkarkach obu zespołów, gdyż ani Hammarby, ani AIK jesienią formą nie imponuje. Jeśli jednak kadry obu tegorocznych beniaminków dostroją się poziomem do wspaniałego, futbolowego święta, to możemy być pewni, że niedzielne popołudnie na Tele2 pamiętać będziemy bardzo długo. Czy to samo będziemy mogli powiedzieć o starciu na Behrn Arenie? Raczej nie, gdyż zarówno Örebro, jak i Djurgården, swój podstawowy cel na sezon 2021 już zrealizowały, a na włączenie się do walki o wyższe lokaty przesadnie wielkich szans już nie mają. Być może jednak to właśnie kluby grające bez nadmiernej presji zafundują nam najciekawszy, piłkarski spektakl nadchodzącego weekendu? Znając realia Damallsvenskan, jest to oczywiście całkiem prawdopodobne.


Zestaw par 19. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Za wysokie progi

bkhol

Pierwszy gol dla Lyonu z dedykacją dla kontuzjowanej w ostatnim meczu ligowym koleżanki (Fot. Getty Images)

Choć ma to znaczenie wyłącznie symboliczne, to warto zauważyć, że pierwszy gwizdek nowej ery piłkarskiej Ligi Mistrzyń rozbrzmiał właśnie w Hisingen. Starcie mistrzyń Szwecji z wicemistrzyniami Francji miało oczywiście jednego, zdecydowanego faworyta, ale kibice, którzy niemal w komplecie wypełnili we wtorkowy wieczór Bravida Arenę, mieli powody, aby liczyć na miłą niespodziankę ze strony drużyny prowadzonej przez Matsa Grena. Faktem jest, że Häcken na otwarcie fazy grupowej mierzył się z najlepszym klubem ostatniej dekady, lecz jeśli kiedyś w ogóle była szansa, aby z tym wielkim Lyonem realnie powalczyć, to chyba właśnie teraz. W mocno przebudowanym zespole z południa Francji trudno dziś bowiem szukać takich nazwisk jak Marozsan, Kumagai, Karchaoui, czy Le Sommer, a dodatkowo z różnych powodów na boisku nie mogły pojawić się Renard, Majri, czy Mbock Bathy. Jeżeli dodamy do tego powracającą po niemal dwuletniej przerwie od poważnego grania Adę Hegerberg, to rzeczywiście okaże się, że siła rażenia słynnego OL nie robi już aż takiego wrażenie. Owszem, następczynie wielkich gwiazd to także piłkarki gwarantujące bardzo wysoką, sportową jakość, ale tej nie da się przecież odmówić również gospodyniom. Trener Gren nie dysponuje rzecz jasna aż tak szeroką kadrą jak Sonia Bompastor, ale wyjściowa jedenastka Häcken na dzisiejszy mecz zdecydowanie prezentowała się całkiem okazale.

I jeśli spojrzeć na pierwsze minuty, to właściwie potwierdzały one tezę, że Häcken nie wyszedł na boisko wyłącznie po to, aby się bronić. Pierwszym ostrzeżeniem dla defensywy gości był rajd prawym skrzydłem Elin Rubensson, po którym o krok od pokonania własnej bramkarki była Kadeisha Buchanan, a drugim minimalnie niecelny strzał z ostrego kąta w wykonaniu Julii Zigiotti. Swoje okazje stwarzały sobie też przyjezdne, ale Jennifer Falk bez większych problemów poradziła sobie z uderzeniem z dystansu byłej piłkarki klubu z Göteborga Danielle van de Donk. Dobre wejście w mecz dawało nadzieję, że to mistrzyniom Szwecji uda się otworzyć wynik spotkania, ale ambitne plany w 10. minucie zniweczył jeden prosty błąd defensywy z Hisingen. Emma Kullberg wybijała futbolówkę tak nieszczęśliwie, że nastrzeliła Julię Zigiotti, a van de Donk do spółki z Melvine Malard z takiego prezentu po prostu nie mogły nie skorzystać. I to był właśnie ten moment, w którym boleśnie przypomnieliśmy sobie, że do Västergötland zawitał zespół, który takich pomyłek absolutnie nie wybacza. Całkiem prawdopodobne, że na boiskach Damallsvenskan to zagranie Kullberg nie niosłoby za sobą poważniejszych konsekwencji, ale faza grupowa Ligi Mistrzyń to już całkiem inne granie. I tej różnicy mieliśmy okazję na własnym przypadku doświadczyć.

Kolejne minuty to już coraz większa dominacja piłkarek z Francji, choć szybkie kontrataki w wykonaniu Häcken cały czas miały potencjał, aby popsuć humory żywiołowej grupie fanów z Lyonu. W takich meczach stwarzane okazje trzeba jednak wykorzystywać, a w 34. minucie nie potrafiła tego zrobić Stina Blackstenius. Liderka klasyfikacji strzelczyń ligi szwedzkiej, po przytomnym zgraniu piłki przez Stine Larsen, znalazła się w sytuacji sam na sam z Christiane Endler, ale to chilijska golkiperka wyszła z tego pojedynku obronną ręką. Tuż przed końcem pierwszej połowy równie kapitalną interwencją popisała się także Falk, którą drugi raz tego wieczora próbowała pokonać Malard. Gola nie udało się jednak strzelić ani jej, ani dobijającej futbolówkę do bramki Signe Bruun. Cóż jednak z tego, skoro już siedem minut po wznowieniu gry, mecz był całkowicie rozstrzygnięty. I znów, jak to często bywa, o niepowodzeniu Häcken przesądziły indywidualne błędy. Pierwszy z nich popełniła Luna Gevitz, która – nie wiedzieć czemu – ten jeden raz zamiast za końcową linię, posłała piłkę prosto pod nogi Catariny Macario, a reprezentantka USA z zimną krwią podwyższyła prowadzenie gości. Gol na 0-3 to już samobój Stine Larsen, która walczyła w powietrznym starciu z Buchanan i choć de facto je wygrała, to końcowy efekt z pewnością był daleki od zamierzonego. W tej fazie meczu przyjezdne sprawiały wrażenie drużyny o klasę lepszej i prędzej spodziewalibyśmy się kolejnych trafień po ich stronie niż honorowej bramki dla Häcken. I taki obraz meczu utrzymywał się aż do momentu, w którym Lyon postanowił nieco zdjąć nogę z gazu.

W końcówce wicemistrzynie Francji bardziej niż dążeniem do zdobywania kolejnych goli zajęły się szanowaniem piłki oraz fetowaniem długo wyczekiwanego powrotu Ady Hegerberg. Ten stan rzeczy spróbowały wykorzystać gospodynie, dla których premierowy gol w Lidze Mistrzyń także byłby nie lada osiągnięciem. Niestety, pomimo kilku obiecujących stałych fragmentów gry (pani Lorraine Watson najwyraźniej przypomniała sobie o takim urządzeniu jak gwizdek, gdyż w pierwszej połowie odgwizdywane nie były nawet ewidentne przewinienia), żaden z nich nie przyniósł realnego zagrożenia pod bramką Endler. I choć możemy pochwalić ambicję zarówno Johanny Kaneryd, jak i rezerwowej Milicy Mijatovic, to ofensywne próby Häcken najczęściej kończyły się niestety na dobrych chęciach. Pod koniec meczu jeszcze jedną okazję na zmniejszenie rozmiarów porażki miała Blackstenius, ale tego dnia nie dane jej było celebrować zdobycia gola. A że więcej nie strzeliły także przyjezdne, debiut ekipy z Hisingen w zasadniczej fazie Ligi Mistrzyń zakończył się trzybramkową porażką. Co ciekawe, identycznym rezultatem zakończyła się także poprzednia wizyta Lyonu na szwedzkiej ziemi, choć wtedy, a konkretnie osiem lat temu, ówczesne mistrzynie Francji pokonały w takich rozmiarach Rosengård. Jak zatem widać, choć futbol błyskawicznie zmienia się na naszych oczach, niektóre jego prawidła pozostają cały czas niezmienne. A jedno z nich głosi, że Lyon to firma, której zawsze, bez względu na okoliczności, trzeba okazać wielki szacunek.


05.10.2021.

Liga Mistrzyń 2021/22 – grupa D

BK Häcken 0-3 Olympique Lyonnais

0-1 Malard 10., 0-2 Macario 48., 0-3 Larsen 53. (s)

Häcken: Falk – Rubensson, Gevitz, Kullberg, Ökvist – Curmark, Zigiotti (63. Holmes) – Kaneryd (85. Zomers), Gejl (67. Mijatovic), Larsen – Blackstenius

Lyon: Endler – Carpenter (78. Morroni), Buchanan, Henry, Bacha – van de Donk (78. Baga), Egurrola, Macario (78. Hegerberg) – Cascarino (58. Cayman), Malard (65. Laurent) – Bruun


W drugim spotkaniu pierwszej kolejki grupy D doszło natomiast do nie lada sensacji. W portugalskiej Lizbonie punkty stracił mistrz Niemiec Bayern Monachium, który w sześciu wcześniejszych meczach sezonu 2021-22 odniósł komplet zwycięstw z imponującym bilansem bramkowym 27-0. Tym razem drużyna Jensa Scheuera nie potrafiła jednak znaleźć sposobu na pokonanie Leticii Limy da Silvy, dzięki czemu potyczka na Campusie Seixal zakończyła się bezbramkowym remisem.