Za wysokie progi

bkhol

Pierwszy gol dla Lyonu z dedykacją dla kontuzjowanej w ostatnim meczu ligowym koleżanki (Fot. Getty Images)

Choć ma to znaczenie wyłącznie symboliczne, to warto zauważyć, że pierwszy gwizdek nowej ery piłkarskiej Ligi Mistrzyń rozbrzmiał właśnie w Hisingen. Starcie mistrzyń Szwecji z wicemistrzyniami Francji miało oczywiście jednego, zdecydowanego faworyta, ale kibice, którzy niemal w komplecie wypełnili we wtorkowy wieczór Bravida Arenę, mieli powody, aby liczyć na miłą niespodziankę ze strony drużyny prowadzonej przez Matsa Grena. Faktem jest, że Häcken na otwarcie fazy grupowej mierzył się z najlepszym klubem ostatniej dekady, lecz jeśli kiedyś w ogóle była szansa, aby z tym wielkim Lyonem realnie powalczyć, to chyba właśnie teraz. W mocno przebudowanym zespole z południa Francji trudno dziś bowiem szukać takich nazwisk jak Marozsan, Kumagai, Karchaoui, czy Le Sommer, a dodatkowo z różnych powodów na boisku nie mogły pojawić się Renard, Majri, czy Mbock Bathy. Jeżeli dodamy do tego powracającą po niemal dwuletniej przerwie od poważnego grania Adę Hegerberg, to rzeczywiście okaże się, że siła rażenia słynnego OL nie robi już aż takiego wrażenie. Owszem, następczynie wielkich gwiazd to także piłkarki gwarantujące bardzo wysoką, sportową jakość, ale tej nie da się przecież odmówić również gospodyniom. Trener Gren nie dysponuje rzecz jasna aż tak szeroką kadrą jak Sonia Bompastor, ale wyjściowa jedenastka Häcken na dzisiejszy mecz zdecydowanie prezentowała się całkiem okazale.

I jeśli spojrzeć na pierwsze minuty, to właściwie potwierdzały one tezę, że Häcken nie wyszedł na boisko wyłącznie po to, aby się bronić. Pierwszym ostrzeżeniem dla defensywy gości był rajd prawym skrzydłem Elin Rubensson, po którym o krok od pokonania własnej bramkarki była Kadeisha Buchanan, a drugim minimalnie niecelny strzał z ostrego kąta w wykonaniu Julii Zigiotti. Swoje okazje stwarzały sobie też przyjezdne, ale Jennifer Falk bez większych problemów poradziła sobie z uderzeniem z dystansu byłej piłkarki klubu z Göteborga Danielle van de Donk. Dobre wejście w mecz dawało nadzieję, że to mistrzyniom Szwecji uda się otworzyć wynik spotkania, ale ambitne plany w 10. minucie zniweczył jeden prosty błąd defensywy z Hisingen. Emma Kullberg wybijała futbolówkę tak nieszczęśliwie, że nastrzeliła Julię Zigiotti, a van de Donk do spółki z Melvine Malard z takiego prezentu po prostu nie mogły nie skorzystać. I to był właśnie ten moment, w którym boleśnie przypomnieliśmy sobie, że do Västergötland zawitał zespół, który takich pomyłek absolutnie nie wybacza. Całkiem prawdopodobne, że na boiskach Damallsvenskan to zagranie Kullberg nie niosłoby za sobą poważniejszych konsekwencji, ale faza grupowa Ligi Mistrzyń to już całkiem inne granie. I tej różnicy mieliśmy okazję na własnym przypadku doświadczyć.

Kolejne minuty to już coraz większa dominacja piłkarek z Francji, choć szybkie kontrataki w wykonaniu Häcken cały czas miały potencjał, aby popsuć humory żywiołowej grupie fanów z Lyonu. W takich meczach stwarzane okazje trzeba jednak wykorzystywać, a w 34. minucie nie potrafiła tego zrobić Stina Blackstenius. Liderka klasyfikacji strzelczyń ligi szwedzkiej, po przytomnym zgraniu piłki przez Stine Larsen, znalazła się w sytuacji sam na sam z Christiane Endler, ale to chilijska golkiperka wyszła z tego pojedynku obronną ręką. Tuż przed końcem pierwszej połowy równie kapitalną interwencją popisała się także Falk, którą drugi raz tego wieczora próbowała pokonać Malard. Gola nie udało się jednak strzelić ani jej, ani dobijającej futbolówkę do bramki Signe Bruun. Cóż jednak z tego, skoro już siedem minut po wznowieniu gry, mecz był całkowicie rozstrzygnięty. I znów, jak to często bywa, o niepowodzeniu Häcken przesądziły indywidualne błędy. Pierwszy z nich popełniła Luna Gevitz, która – nie wiedzieć czemu – ten jeden raz zamiast za końcową linię, posłała piłkę prosto pod nogi Catariny Macario, a reprezentantka USA z zimną krwią podwyższyła prowadzenie gości. Gol na 0-3 to już samobój Stine Larsen, która walczyła w powietrznym starciu z Buchanan i choć de facto je wygrała, to końcowy efekt z pewnością był daleki od zamierzonego. W tej fazie meczu przyjezdne sprawiały wrażenie drużyny o klasę lepszej i prędzej spodziewalibyśmy się kolejnych trafień po ich stronie niż honorowej bramki dla Häcken. I taki obraz meczu utrzymywał się aż do momentu, w którym Lyon postanowił nieco zdjąć nogę z gazu.

W końcówce wicemistrzynie Francji bardziej niż dążeniem do zdobywania kolejnych goli zajęły się szanowaniem piłki oraz fetowaniem długo wyczekiwanego powrotu Ady Hegerberg. Ten stan rzeczy spróbowały wykorzystać gospodynie, dla których premierowy gol w Lidze Mistrzyń także byłby nie lada osiągnięciem. Niestety, pomimo kilku obiecujących stałych fragmentów gry (pani Lorraine Watson najwyraźniej przypomniała sobie o takim urządzeniu jak gwizdek, gdyż w pierwszej połowie odgwizdywane nie były nawet ewidentne przewinienia), żaden z nich nie przyniósł realnego zagrożenia pod bramką Endler. I choć możemy pochwalić ambicję zarówno Johanny Kaneryd, jak i rezerwowej Milicy Mijatovic, to ofensywne próby Häcken najczęściej kończyły się niestety na dobrych chęciach. Pod koniec meczu jeszcze jedną okazję na zmniejszenie rozmiarów porażki miała Blackstenius, ale tego dnia nie dane jej było celebrować zdobycia gola. A że więcej nie strzeliły także przyjezdne, debiut ekipy z Hisingen w zasadniczej fazie Ligi Mistrzyń zakończył się trzybramkową porażką. Co ciekawe, identycznym rezultatem zakończyła się także poprzednia wizyta Lyonu na szwedzkiej ziemi, choć wtedy, a konkretnie osiem lat temu, ówczesne mistrzynie Francji pokonały w takich rozmiarach Rosengård. Jak zatem widać, choć futbol błyskawicznie zmienia się na naszych oczach, niektóre jego prawidła pozostają cały czas niezmienne. A jedno z nich głosi, że Lyon to firma, której zawsze, bez względu na okoliczności, trzeba okazać wielki szacunek.


05.10.2021.

Liga Mistrzyń 2021/22 – grupa D

BK Häcken 0-3 Olympique Lyonnais

0-1 Malard 10., 0-2 Macario 48., 0-3 Larsen 53. (s)

Häcken: Falk – Rubensson, Gevitz, Kullberg, Ökvist – Curmark, Zigiotti (63. Holmes) – Kaneryd (85. Zomers), Gejl (67. Mijatovic), Larsen – Blackstenius

Lyon: Endler – Carpenter (78. Morroni), Buchanan, Henry, Bacha – van de Donk (78. Baga), Egurrola, Macario (78. Hegerberg) – Cascarino (58. Cayman), Malard (65. Laurent) – Bruun


W drugim spotkaniu pierwszej kolejki grupy D doszło natomiast do nie lada sensacji. W portugalskiej Lizbonie punkty stracił mistrz Niemiec Bayern Monachium, który w sześciu wcześniejszych meczach sezonu 2021-22 odniósł komplet zwycięstw z imponującym bilansem bramkowym 27-0. Tym razem drużyna Jensa Scheuera nie potrafiła jednak znaleźć sposobu na pokonanie Leticii Limy da Silvy, dzięki czemu potyczka na Campusie Seixal zakończyła się bezbramkowym remisem.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s