Te amo, Viola!

EpX-c8MXYAQCstG

Kto by przypuszczał, że właśnie tak będzie wyglądał najważniejszy ze szwedzkiej perspektywy moment grudniowych emocji z Ligą Mistrzyń? (Fot. Getty Images)

Choć piłkarki z Göteborga wyruszały w podróż do Manchesteru z zaledwie jednobramkowym deficytem z pierwszego meczu, w powodzenie misji awansu do 1/8 finału nie wierzył w obozie mistrzyń Szwecji chyba nikt. Jest to zresztą w pewnym sensie znamienne, gdyż przecież dokładnie rok wcześniej – także po domowej porażce w stosunku 1-2 – udawaliśmy się do Monachium pełni wiary i nadziei. Dziś, pomimo urzędowego optymizmu i niewątpliwie szczerych zapowiedzi o walce do końca, chodziło przede wszystkim o to, aby to rewanżowe spotkanie po prostu rozegrać i uniknąć w nim kompromitacji. Jedno spojrzenie w składy meczowe uzmysławia nam jednak, że do bólu racjonalne podejście było w tym konkretnym przypadku w pełni uzasadnione. Smutna prawda wygląda bowiem tak, że Göteborg szans na sprawienie sobie miłej, noworocznej niespodzianki pozbawił się sam na długo przed pierwszym gwizdkiem meczu na Valhalli. A wszystko, co wydarzyło się później na boisku, było jedynie następstwem kilku błędnych decyzji natury ekonomicznej. I tym razem to klub znad Göty padł ofiarą znanego powiedzenia, że chytry dwa razy traci.

Czy z Emily Sonnett, Natalią Kuikką, Rebecką Blomqvist, Emmą Berglund i Julią Zigiotti (ta ostatnia wypadła akurat przez kontuzję) w składzie mistrzynie Szwecji byłyby faworytkami w rywalizacji z Manchesterem City? Oczywiście, że nie. Ale jest wielce prawdopodobne, że dwumecz rozegrany w optymalnym zestawieniu przyniósłby nam zdecydowanie więcej pozytywnych wspomnień. Stało się jednak inaczej, w wyniku czego musieliśmy zadowolić się kilkunastoma minutami pożyczonego szczęścia, gdy po golu Vilde Bøe Risy Göteborg przez chwilę mógł łudzić się nadzieją. Równie błyskawicznie została ona jednak zgaszona, a rewanż na skąpanym w deszczu Academy Stadium w Manchesterze był już wyłącznie dopełnieniem formalności. Jasne, kilkoma wyśmienitymi paradami ponownie popisała się Jennifer Falk, ale kto wie, czy to frustracja zmienionej w końcówce Stiny Blackstenius nie będzie najlepszym podsumowaniem wyjątkowo krótkiej, europejskiej kampanii ekipy Matsa Grena. Jeśli jednak na przestrzeni dziewięćdziesięciu minut oddaje się w kierunku bramki rywalek z Anglii jeden celny strzał (inna sprawa, że uderzenie Bøe Risy było naprawdę najwyższej próby), to trudno liczyć na choćby honorową porażkę. Gospodynie zrobiły bowiem dokładnie to, co do nich należało i niezwykle pewnym krokiem wmaszerowały do grona szesnastu najlepszych drużyn w Europie. Jeszcze przed przerwą kapitalnym uderzeniem swoją słabszą nogą wynik spotkania otworzyła Lauren Hemp, a w drugiej części gry dwiema dobitkami z najbliższej odległości ustaliła go Georgia Stanway. Kto wie, być może gdyby w defensywie Göteborga występowały dziś nominalne obrończynie, to utraty przynajmniej jednej z bramek dałoby się uniknąć, ale teraz pozostało nam jedynie na ten temat spekulować. Najpierw jednak wypada pogratulować piłkarkom z Manchesteru awansu, który tak naprawdę ani przez chwilę nie podlegał jakiejkolwiek dyskusji.

******

Wielkich emocji nie spodziewaliśmy się także w Malmö, choć zawodniczki Rosengård w swoim ostatnim oficjalnym występie w roku 2020 postawiły przed sobą ambitny cel strzelenia przeciwniczkom z Gruzji przynajmniej dziesięciu goli. Choć z drugiej strony, jeśli tydzień temu w Tbilisi podopieczne Jonasa Eidevalla uderzały na bramkę Lanczchuti prawie sześćdziesiąt razy, to być może plan ten należałoby nazwać nie tyle ambitnym, ile całkiem realnym. Tak, czy inaczej, wszystko zaczęło się według określonego wcześniej scenariusza, gdyż już w szóstej minucie Sanne Troelsgaard wykorzystała dogranie swojej rodaczki Sofie Svavy, dając w ten sposób sygnał do wielkiego strzelania w stolicy Skanii. Grająca swój ostatni mecz w barwach Rosengård 20-letnia defensorka była zresztą wiodącą postacią pierwszej połowy i to właśnie po jej akcjach na listę strzelczyń wpisały się także Jelena Cankovic oraz również żegnająca się na jakiś czas z Malmö Johanna Kaneryd. Pomimo niewątpliwie wielkich chęci, zawodniczkom z Gruzji ani razu nie udało się tak na poważnie zagrozić bramce Zeciry Musovic, w wyniku czego emocjonować mogliśmy się wyłącznie tym, ile razy futbolówkę z siatki będzie musiała wyciągać Tatia Gabunia. Skończyło się ostatecznie na dziesięciu sztukach, a dwucyfrowe zwycięstwo zapewniła gospodyniom dwukrotna królowa strzelczyń Damallsvenskan Anna Anvegård. W ramach ciekawostki możemy w tym miejscu podkreślić, że na tym etapie Ligi Mistrzyń żaden klub nie wygrał swojego dwumeczu wyżej niż zrobiły to piłkarki ze Skanii, ale celebrując ten fakt, nie możemy zapominać, że nikt inny nie wylosował w 1/16 finału aż tak słabego przeciwnika. Dla amatorek z małej, gruzińskiej miejscowości sam występ w tej fazie rozgrywek był oczywiście największą możliwą nagrodą, ale my na weryfikację aktualnego potencjału Rosengård musimy poczekać przynajmniej do marca.

******

Jak na ironię, zdecydowanie najbardziej istotny dla szwedzkiej piłki klubowej gol nie padł jednak dziś ani w Malmö, ani nawet w Manchesterze, lecz w Pradze. Co więcej, stało się w okolicznościach cokolwiek dramatycznych. Na boiskowym zegarze dobiegała bowiem końca piąta minuta czasu doliczonego, gdy na strzał rozpaczy po zagraniu Tatiany Bonetti zdecydowała się Daniela Sabatino. Trudno powiedzieć, na ile 35-letnia napastniczka z Florencji rzeczywiście chciała w tamtym momencie zrobić z piłką dokładnie to, co zrobiła, ale w niczym nie zmienia to faktu, że rezerwowa nominalnie golkiperka praskiej Slavii Barbora Sladka lecącej do bramki futbolówki nie zatrzymała, choć od pełni szczęścia dzieliły ją dosłownie milimetry. Ten gol, co akurat w pełni zrozumiałe, wprowadził w ekstazę wszystkich sympatyków Fiorentiny, ale równie mocno fetowano go także w pewnym kraju na północy Europy. Zawodniczka, która przed trzema laty tak bardzo dała się nam we znaki podczas meczu fazy grupowej EURO 2017, w jednej sekundzie odkupiła wszystkie swoje dawne winy, stając się przynajmniej na chwilę ulubienicą całej, piłkarskiej Szwecji. A dlaczego awans Fiorentiny był z naszej perspektywy aż tak kluczowy? Powodów jest aż nadto, ale rozpocznijmy od tego zdecydowanie najbardziej oczywistego: odpadnięcie Slavii Praga w 1/16 finału automatycznie premiuje Rosengård do grona drużyn rozstawionych podczas losowania kolejnej fazy tegorocznych zmagań. Patrząc nieco bardziej dalekowzrocznie: fakt, że piłkarki z Czech w tej edycji europejskich zmagań już nie zapunktują, otwiera przed Rosengård furtkę wyprzedzenia Slavii w klubowym rankingu pięcioletnim, co z kolei zapewniłoby drużynie z Malmö łatwiejsze losowanie w eliminacyjnej fazie play-off ścieżki niemistrzowskiej Ligi Mistrzyń 2021/22. To ostatnie nawet bez wypełnienia tego warunku może i tak stać się udziałem drużyny prowadzonej przez trenera Eidevalla, ale wówczas będziemy zmuszeni na wiosnę kibicować przeciwniczkom madryckiego Atletico i to zarówno na niwie krajowej, jak i europejskiej. I wreszcie trzeci powód, czyli również obejmujący pięć ostatnich sezonów ranking ligowy. O nim więcej opowiemy przy okazji osobnego wpisu dedykowanego pucharowym statystykom, ale już teraz możemy poinformować, że z prawdopodobieństwem sięgającym 99,99% także w sezonie 2022/23 aż trzech przedstawicieli Damallsvenskan będzie mogło spróbować swoich sił w rywalizacji o miano najlepszej drużyny klubowej w Europe. A dzisiejsze rozstrzygnięcia stawiają nas w całkiem wygodnej pozycji, aby prawidłowość ta miała zastosowanie również w edycji 2023/24. To już jednak na tyle odległa przyszłość, że lepiej póki co nie zaprzątać sobie nią głowy. No, chyba że ktoś uwielbia zabawy futbolową statystyką …


1/16 finału Ligi Mistrzyń:

Manchester City 3-0 Göteborg (Hemp 37., Stanway 65., 67.)

Rosengård 10-0 Lanczchuti (Troelsgaard 6., 57., Cankovic 14., 49., 57., Anvegård 17., 68., Kaneryd 30., Bennison 32., Seger 47.)


Potencjalne rywalki FC Rosengård w 1/8 finału:

(losowanie 16. lutego 2021)

Atletico Madryt (Hiszpania)

Fortuna Hjørring (Dania)

Brøndby IF (Dania) – do rozegrania dwumecz przeciwko Vålerenga IF

Lillestrøm SK (Norwegia)

BIIK-Kazygurt Szymkent (Kazachstan)

FC Zürich (Szwajcaria) – do dokończenia dwumecz przeciwko SKN St. Pölten

AC Sparta Praga (Czechy)

ACF Fiorentina (Włochy)

SKN St. Pölten (Austria) – do dokończenia dwumecz przeciwko FC Zürich

Vålerenga IF (Norwegia) – do rozegrania dwumecz przeciwko Brøndby IF

Kadra na IO – prognoza

images

Oficjalnie doczekaliśmy czasów, w których piłkarski turniej na Igrzyskach Olimpijskich stał się najbardziej elitarną imprezą w kalendarzu. Podyktowane przede wszystkim względami finansowymi i jednocześnie mocno przedwczesne rozszerzanie finałów mistrzostw świata do granic absurdu sprawiło, że z tym większą niecierpliwością wyczekujemy tego, co na przełomie lipca i sierpnia przyszłego roku wydarzy się na stadionach Tokio i okolic. Oczywiście, zakładamy w tym miejscu, że planów ponownie nie pokrzyżuje organizatorom czynnik zewnętrzny, który w tym roku na kilka miesięcy całkowicie wyhamował sportową karuzelę. Trzymając się jednak tej nieco bardziej optymistycznej wersji wychodzimy z założenia, że za nieco ponad pół roku selekcjoner Peter Gerhardsson stanie przed poważnym dylematem wyselekcjonowania osiemnastu piłkarek, które w dalekiej Azji powalczą o to, aby poprawić fenomenalny (przynajmniej w ujęciu wynikowym) rezultat z Rio. Brutalny regulamin Igrzysk sprawia, że selekcja zapowiada się na ostrzejszą niż kiedykolwiek wcześniej i bez względu na wszystko możemy założyć, że poza kadrą znajdzie się przynajmniej kilka zawodniczek, które na wyjazd do Japonii będą jak najbardziej zasługiwać. Na ostateczne decyzje przyjdzie nam oczywiście poczekać do lata, ale wykorzystując jeden z długich, zimowych wieczorów zastanówmy się, jak mogłaby wyglądać kadra Szwecji na IO 2021, gdyby sztab szkoleniowy musiał dokonać wyboru właśnie dziś.

01

Pozycja, na której najczęściej mamy do czynienia z hierarchią. Hedvig Lindahl, jeżeli tylko dopisze jej zdrowie, o miejsce w kadrze powinna być względnie spokojna. Sytuacja może oczywiście stać się nieco bardziej dynamiczna, jeśli doświadczona golkiperka nie wywalczy sobie pewnej pozycji między słupkami bramki madryckiego Atletico, ale takiej opcji póki co wolimy w ogóle nie rozważać. A skoro tak, to w grze pozostaje jedno miejsce, o które jeszcze do niedawna toczyła się całkiem wyrównana walka między przynajmniej trzema bramkarkami. Fenomenalna jesień w wykonaniu Jennifer Falk sprawiła jednak, że na tę chwilę to piłkarka Göteborga znajduje się w tym wyścigu w zdecydowanie najbardziej korzystnym położeniu.

02

Formacja, w której mamy prawdziwe kłopoty bogactwa. Zacznijmy więc od pewniaczek w osobach podstawowych defensorek londyńskiej Chelsea. Magdalena Eriksson to najlepsza i najrówniejsza szwedzka piłkarka na przestrzeni trzech ostatnich lat, zaś Jonna Andersson w ostatnich dwunastu miesiącach wykonała największy spośród wszystkich wymienionych tu zawodniczek progres. Podobnie silną parę w innym, wielkim klubie stanowią od niedawna Hanna Glas oraz Amanda Ilestedt, które z kolei zachwycają swoją grą kibiców lidera Bundesligi z Monachium. Zagraniczną kolonię uzupełnia nam jedna z wicekapitanek turyńskiego Juventusu, czyli Linda Sembrant, zaś rodzimą ligę reprezentują w tym zestawieniu weteranka z Linköping Nilla Fischer, a także zdecydowanie od niej młodsza Nathalie Björn, która w razie potrzeby może także stworzyć z Caroline Seger duet środkowych pomocniczek.

03

Blisko, coraz bliżej. Caroline Seger z każdym kolejnym meczem zbliża się do pobicia rekordu Therese Sjögran i kto wie, czy moment ten nie nastąpi właśnie podczas japońskich Igrzysk. Równie pewną pozycję wydaje się mieć w kadrze Kosovare Asllani, która podczas kadencji Petera Gerhardssona wskoczyła na poziom, którego nie prezentowała nigdy wcześniej. Przydział kolejnych miejsc w samolocie do Azji jest mocno uzależniony od kwestii zdrowotnych, gdyż zarówno Lina Hurtig, jak i Fridolina Rolfö zaliczają się niestety do grona piłkarek równie fenomenalnych, co kontuzjogennych. Jeśli jednak wiosną forma będzie im dopisywać, to obie powinny znaleźć się ostatecznie w szczęśliwej osiemnastce. Podobnie zresztą jak powracająca do gry po przerwie ciążowej Elin Rubensson oraz mająca za sobą najbardziej udaną rundę w karierze była już skrzydłowa Djurgården Olivia Schough.

04

Tutaj także brakuje na liście kilku nazwisk, ale wydaje się, że to właśnie akcje tej trójki stoją na ten moment najwyżej w rankingu selekcjonera. Sofia Jakobsson ma za sobą kapitalny mundial, podczas którego na tyle skutecznie przełamała reprezentacyjną niemoc, że dziś trudno wyobrazić sobie kadrę bez piłkarki madryckiego Realu. Anna Anvegård to napastniczka wszechstronna, która z powodzeniem radzi sobie nie tylko na dziewiątce. I wreszcie Stina Blackstenius, czyli nasz as a rękawie na mecze, w których będziemy bazować przede wszystkim na kontratakach.

Cudu nie było …

mcfc

Manchester City wyszarpał zwycięstwo w Göteborgu (Fot. Tommy Holl)

… bo być go po prostu nie mogło. Choć trzeba uczciwie przyznać, że środowa potyczka Göteborga z Manchesterem City rozpoczęła się dla nas tak pięknie, że o taki początek meczu nie prosiliśmy nawet w najbardziej odważnych, optymistycznych snach. Wicemistrzynie Anglii nie zdążyły bowiem przeprowadzić swojej pierwszej, składnej akcji, a już musiały odrabiać na Valhalli straty. Stało się tak za sprawą grającej dziś w wyjściowej jedenastce Anny Csiki, która urwała się lewym skrzydłem, jednym zwodem oszukała duet Bronze – Houghton i zacentrowała idealną piłkę w kierunku Pauline Hammarlund. Zwyciężczyni klasyfikacji punktowej Damallsvenskan natychmiast oddała niesygnalizowany strzał, z którym poradziła sobie jeszcze Ellie Roebuck, ale wobec dobitki Vilde Bøe Risy jedna z najbardziej utalentowanych golkiperek młodego pokolenia była już całkowicie bezradna. Po 124 sekundach gry Göteborg prowadził więc z murowanym faworytem do awansu, a pięć minut później mógł stanąć przed kapitalną szansą, aby swoją przewagę podwoić. Mógł, gdyż pędzącą na bramkę gości Stinę Blackstenius zatrzymał gwizdek czeskiej sędzi Jany Adamkovej, która chwilę wcześniej dopatrzyła się faulu Hammarlund na Alex Greenwood. Czy słusznie? Podstawy do podjęcia takiej właśnie decyzji w tej sytuacji niewątpliwie były, ale z drugiej strony wielokrotnie widzieliśmy, że w analogicznych przypadkach arbitrzy nakazywali grać dalej. Tak, czy inaczej, pierwszy kwadrans wlał w nasze serca mnóstwo optymizmu i nieśmiało zaczęliśmy marzyć, że może oto nadszedł dzień, w którym osłabiony niemal do granic kadrowych możliwości Göteborg zostanie sprawcą największej sensacji 1/16 finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń.

Największy problem mistrzyń Szwecji 2020 polegał jednak na tym, że mecz piłkarski rozgrywany jest na dystansie nie piętnastu, lecz dziewięćdziesięciu minut. A przyjezdne z Manchesteru, po niemrawym początku, zaczęły rozpędzać się tak bardzo, że ciężar gry błyskawicznie przeniósł się nie tyle na połowę Göteborga, co na przedpole bramki Jennifer Falk. Reprezentacyjna golkiperka robiła, co mogła, ale trzeba uczciwie przyznać, że defensywa KGFC nie ułatwiała jej dziś zadania. Grające na kompletnie nie swoich pozycjach Koivisto i Roddar w niczym nie przypominały piłkarek, których grą tak często zachwycaliśmy się na boiskach Damallsvenskan, a kurczowe trzymanie się ustawienia z trójką stoperek sprawiało, że Chloe Kally oraz Janine Beckie miały w swoich sektorach tyle wolnej przestrzeni, że same  były tym faktem nieco skonfundowane. Kolejnym problemem była liczba niecelnych podań i niewymuszonych strat na własnej połowie, które bezpośrednio przekładały się na coraz większą częstotliwość bramkowych okazji po stronie Manchesteru City. Momentami można było odnieść wrażenie, że to nie Keira Walsh do spółki z Caroline Weir, a defensorki Göteborga posyłają najlepsze piłki w kierunku Stanway czy Kelly. Bardzo długo jednak dopisywało nam w tym meczu szczęście, którego czasami mieliśmy tak wiele, że w odstępie mniej więcej trzydziestu sekund dwukrotnie ratował nas słupek. Na tym poziomie liczenie wyłącznie na przysłowiowego farta nie jest jednak dobrym pomysłem, o czym ostatecznie przekonaliśmy się w 41. minucie. Uderzenie z dystansu Stanway raz jeszcze zatrzymało się na słupku, ale odbita od niego futbolówka zatańczyła jeszcze na linii bramkowej i wtoczyła się do siatki. Szkoda, ale z drugiej strony ostrzeżeń wysyłanych przez wicemistrzynie Anglii było przecież aż nadto …

Druga połowa to kontynuacja absolutnej dominacji przyjezdnych, którą udało się im udokumentować tylko i aż jednym golem. Znajdująca się ostatnio w wybornej formie Weir dośrodkowała na głowę Samanthy Mewis, a ta pokazała dlaczego nadany jej nie tak dawno przydomek The Tower of Power jak najbardziej ma sens. Gol reprezentantki USA zapewnił więc gościom z Manchesteru skromne zwycięstwo, które jednak mogło być zdecydowanie bardziej okazałe gdyby nie instynktowne parady Jennifer Falk. To właśnie one, wraz z ogromnymi pokładami szczęścia, pozwoliły mistrzyniom Szwecji przetrwać bez znaczących strat kolejne fale naporu piłkarek Garetha Taylora. Co więcej, w samej końcówce Filippa Angeldal miała nawet na nodze piłkę na remis, ale gdyby po jej strzale padł gol, to jeszcze bardziej zamazałby on prawdziwy obraz meczu. A ten wyglądał tak, że piłkarkom z Göteborga ewidentnie brakowało sportowej jakości. Niejako z konieczności skrzydła mistrzyń Szwecji napędzać musiały dziś Anna Csiki, Hanna Wijk oraz Hanna Andersson, czyli zawodniczki, które jeszcze dwa miesiące temu nie zawsze łapały się do osiemnastki na starcia z rywalkami pokroju Örebro czy Umeå. I jeśli coś ma na zawsze zostać wizytówką tego meczu, to chyba właśnie to. Szkoda, bo o ile ciekawiej wyglądałoby dzisiejsze starcie, gdyby mogły wystąpić w nim Emma Berglund, Natalia Kuikka, Beata Kollmats, Elin Rubensson, Julia Zigiotti i Rebecka Blomqvist. Gdyby Blackstenius i Koivisto były w pełni formy, a Roddar i Curmark mogły zagrać na swoich pozycjach. Niestety, los chciał tak, że w rywalizacji z niemal najsilniejszą wersją Manchesteru City, musieliśmy łatać meczową kadrę posiłkami z drużyny U-19. I chyba w tym całym, grudniowym zgiełku najbardziej szkoda tego, że w ogóle nie dostaliśmy szansy, aby skonfrontować nasz mistrzowski Göteborg z drużyną europejskiej czołówki. Faworyt oczywiście wciąż pozostawałby ten sam, ale przynajmniej dalibyśmy sobie szansę …

******

Większych emocji nie było w Tbilisi, gdzie Rosengård bez jakichkolwiek problemów rozprawił się ze sprawczyniami najbardziej głośnej sensacji obu rund eliminacyjnych. Bohaterką starcia w stolicy Gruzji była niewątpliwie Jelena Cankovic, która miała bezpośredni udział przy sześciu golach strzelonych przez ekipę Jonasa Eidevalla. Reprezentantka Serbii na listę strzelczyń wpisała się już w 7. minucie gry, a następnie trzykrotnie asystowała swoim klubowym koleżankom i zanotowała jedno kluczowe podanie (choć mówiąc bardziej precyzyjnie był to niecelny strzał, który chwilę później na gola zamieniła Anna Anvegård). Patrząc na liczbę celnych strzałów po stronie wicemistrzyń Szwecji (aż 28!), możemy zastanawiać się, jakim cudem ambitnym Gruzinkom udało się ostatecznie uniknąć dwucyfrowej porażki. Już za tydzień piłkarki z Malmö będą miały jednak okazję, aby ten stan rzeczy zmienić i rok 2020 zakończyć najbardziej okazałym zwycięstwem. A szybka analiza potencjału ofensywnego Rosengård każe przypuszczać, że bramkarkę Lanczchuti Tatię Gabunię za siedem dni czekać będzie równie intensywne popołudnie.


1/16 finału Ligi Mistrzyń:

Lanczchuti – Rosengård 0-7 (Cankovic 7., Kaneryd 18., Anvegård 19., Troelsgaard 26., Bennison 28., Viggosdottir 32., Seger 74.)

Göteborg – Manchester City 1-2 (Bøe Risa 3. – Stanway 41., Mewis 76.)

Puchar rozlosowany

lottning

Fot. CMore

Jakie są trzy największe absurdy współczesnego futbolu? Po pierwsze VAR; chyba każdy, kto przynajmniej pobieżnie śledził francuski mundial, nie będzie potrzebował w tym punkcie dodatkowej argumentacji. Po drugie psucie wszystkich wielkich turniejów poprzez rozszerzanie ich do rozmiarów wykraczających daleko poza granice zdrowego rozsądku. I wreszcie po trzecie stosowanie kryterium geograficznego podczas losowania fazy grupowej Pucharu Szwecji. Jasne, żyjemy w takich czasach, że rezygnacja z tego klucza oznaczałaby potencjalnie większą liczbę dalekich podróży, których obecnie wszyscy chcemy raczej unikać, ale jednak całkowitą niedorzecznością jest podział, według którego sześć najwyżej rozstawionych ekip znajduje się ostatecznie po jednej stronie drabinki. A z dokładnie taką sytuacją mieliśmy do czynienia dziś wieczorem.

Skoro jednak pucharowej rzeczywistości nie zmienimy, to przyjrzyjmy się kto w największym stopniu skorzystał tym razem z uśmiechu fortuny. A zwycięzcę w tej kategorii wskazać nietrudno, gdyż aby to zrobić, wystarczy jedno spojrzenie w kierunku grupy 4. Stołeczny Djurgården przystąpi do marcowych bojów już bez Olivii Schough, ale na drodze do fazy pucharowej naprzeciwko drużyny prowadzonej przez Pierre’a Fondina stanie trzech przedstawicieli Elitettan! Co więcej, każdy z obecnych tu drugoligowców najprawdopodobniej wyjdzie z zimowego okienka transferowego mniej lub bardziej rozbity, co jeszcze bardziej przemawia na korzyść szans Dumy Sztokholmu. Z drugiej jednak strony w takim Umeå także są świadomi, że oto właśnie na loterii trafił się szczęśliwy los, a taka okazja na awans do półfinału może się szybko nie powtórzyć. Podobnie rozumuje z pewnością komplet zespołów z grupy 3, gdzie teoretycznie najwyżej rozstawione jest Örebro, ale to Eskilstuna i Hammarby na papierze wydają się najpoważniejszymi pretendentami do zajęcia pierwszej lokaty. Stawkę uzupełnia Sundsvall, ale beniaminka Elitettan – pomimo ogromnej sympatii – trudno zaliczyć tu do grona faworytów.

Zdecydowanie poważniejsze granie szykuje nam się za to w obu grupach południowych. W pierwszej najprawdopodobniej znów zetrą się dobre znajome z Göteborga oraz Linköping i naprawdę trudno nie czekać na kolejny rozdział w najnowszej historii rywalizacji tych dwóch ekip. A przecież do tej zabawy dołączy jeszcze zawsze nieobliczalne Växjö, które przy dobrym układzie jest w stanie wygrać z każdym i nieco słabszy personalnie, ale żądny rewanżu po katastrofalnym sezonie 2020 Lidköping. Grupa 2 to już natomiast nieoficjalne mistrzostwa Skanii w iście galowym składzie. Rosengård, Kristianstad i Vittsjö razem to niewątpliwie przepis na pyszne, futbolowe danie, które szczyptą drugoligowej egzotyki przyprawi nam dodatkowo Alingsås.

Przypominamy, że mecze fazy grupowej Pucharu Szwecji rozegrane zostaną w marcu 2021. Wstępne terminy trzech kolejek grupowych zmagań to: 13-14 marca, 20-21 marca oraz 27-28 marca.

Rok wykonanych planów

contentmedium

Awans na angielskie EURO reprezentantki Szwecji świętowały na pustym Gamla Ullevi (Fot. Getty Images)

Ostatni w tym roku mecz kadry Petera Gerhardssona za nami, a skoro tak, to najwyższy czas przejść do tradycyjnego podsumowania minionych dwunastu miesięcy w wydaniu reprezentacyjnym. Z przyczyn obiektywnych tym razem nie mamy aż tak wiele materiału do analizy, ale szwedzkie piłkarki postarały się o to, aby przynajmniej dorobek strzelecki prezentował się całkiem okazale. Inna sprawa, że jesienią graliśmy przede wszystkim z rywalkami, które pomimo wielkich pokładów chęci i ambicji, wykazywały gigantyczne braki w wyszkoleniu, co w sposób oczywisty ułatwiało nam zdobywanie kolejnych goli. Ze względu na przełożenie Igrzysk Olimpijskich w Japonii, celem numer jeden było w tym roku wywalczenie awansu na angielskie EURO i drużynie Petera Gerhardssona bez większych turbulencji udało się go zrealizować. Po drodze nie obyło się wprawdzie bez wpadki na Islandii, gdzie udało nam się wyszarpać remis głównie dzięki przychylności sędzi liniowej, ale już rewanż na Gamla Ullevi nie pozostawił żadnych wątpliwości co do tego, która z drużyn zasłużyła na pierwsze miejsce w tabeli grupy F. Starcia z nieco słabszymi rywalami w obrazku także wyglądały zdecydowanie lepiej niż miało to miejsce na przykład podczas kadencji poprzedniej selekcjonerki, ale musimy oczywiście brać poprawkę na to, że na prawdziwy test wartości szwedzkiej kadry musimy poczekać przynajmniej do wiosny. Z drugiej jednak strony, trzeci raz z rzędu możemy powiedzieć, że w nowy, reprezentacyjny rok wchodzimy z dużymi pokładami optymizmu i naprawdę warto ów stan rzeczy docenić.

No dobrze, a jak te wszystkie boiskowe wydarzenia wyglądają w ujęciu liczbowym? Otóż całkiem przyzwoicie! Podczas ostatnich dwunastu miesięcy kadra Petera Gerhardssona rozegrała 8 meczów, spośród których 5 zakończyło się jej zwycięstwem, 1 remisem, a 2 porażką. Stosunek bramek? 27-4, tradycyjnie na plus. Najlepszymi strzelczyniami reprezentacji Szwecji w roku 2020 zostały Anna Anvegård oraz Lina Hurtig, zdobywczynie 4 goli. Z identycznym dorobkiem wewnętrzną klasyfikację asystentek wygrała natomiast – co nie jest chyba jakimkolwiek zaskoczeniem – Kosovare Asllani. Pewnego stopnia niespodzianką może być za to fakt, że tuż za plecami pomocniczki madryckiego Realu znalazł się w tym zestawieniu duet Anna AnvegårdOlivia Schough, czyli dwie piłkarki, które podczas lutowych powołań na Puchar Algarve znalazły się poza kadrą. Warto jednak pamiętać o tym, że Asllani zapisała na swoim koncie również znaczącą liczbę tak zwanych asyst drugiego stopnia (lub kluczowych podań) i gdyby one także liczyły się do oficjalnych statystyk, to pozycja urodzonej w Kristianstad 31-latki byłaby w tym rankingu niepodważalna.


Reprezentacyjne NAJ – kolekcja 2020:

Najlepszy mecz: Szwecja – Islandia 2-0. Zdecydowanie najważniejszy mecz kończącego się roku. Zwycięzca zapewni sobie bezpośredni awans na EURO 2022, przegrany będzie musiał niecierpliwie wyczekiwać na rozstrzygnięcia w pozostałych grupach eliminacyjnych. Jak reprezentacja Szwecji poradziła sobie z taką presją? Fenomenalnie! Jasne, do starcia na Gamla Ullevi przystępowaliśmy w roli faworyta, ale przecież dopiero co przeżywaliśmy męczarnie na arenie w Reykjaviku (więcej szczegółów poniżej). Rewanż w Göteborgu dobitnie pokazał jednak, która z tych ekip jest na tę chwilę piątą drużyną rankingu FIFA, a która zajmuje w nim lokatę pod koniec drugiej dziesiątki. Symbolem tego meczu na zawsze pozostanie akcja sfinalizowana golem Olivii Schough na 2-0, ale warto zaakcentować także fakt, że ogromną cegiełkę do końcowego zwycięstwa dołożyła niemal bezbłędna postawa formacji defensywnej. Jennifer Falk swój pierwszy poważny sprawdzian w reprezentacyjnej bramce zdała z wyróżnieniem, a postawa Hanny Glas i Jonny Andersson może stanowić materiał szkoleniowy dla bocznych obrończyń z całego świata. Perfekcja. 

Najgorszy mecz: Islandia – Szwecja 1-1. Na Wyspę Gejzerów lecieliśmy pewni swoich umiejętności, ale jednocześnie świadomi klasy rywalek. W porównaniu ze Szwedkami, kadra Islandii mogła pozornie wydawać się młoda i mało doświadczona, ale jeśli brakuje w niej miejsca dla piłkarek prezentujących się solidnie na boiskach Damallsvenskan, to jest to już pewien wyznacznik jej poziomu sportowego. Dwa początkowe kwadranse przyniosły nam wyrównane widowisko, ale im dłużej trwał mecz, tym wyraźniejsza zdawała się być dominacja gospodyń. Dobrą grę udało się Islandkom przypieczętować zdobyciem dwóch prawidłowych goli, ale tylko jeden z nich został ostatecznie zapisany na ich konto. W notesach skautów z całej Europy z pewnością zostały natomiast zapisane nazwiska Sveindis Jane Jonsdottir oraz Alexandry Johannsdottir, które na murawie Laugardalsvöllur zagrały po prostu życiówkę.

Najładniejszy gol: Fridolina Rolfö (na 2-0 z Portugalią). Była 51. minuta meczu na doskonale nam znanym stadionie nieopodal miasta Faro. Jonna Andersson w swoim stylu urwała się lewym skrzydłem, ale dośrodkowana przez nią futbolówka natychmiast została wybita z pola karnego przez Portugalki. Na ich nieszczęście dokładnie w tym miejscu czekała już na nią Fridolina Rolfö, która strzałem w samo okienko ustaliła wynik meczu. Strzałem, którego z pewnością nie obroniłaby żadna golkiperka na świecie.

gettyimages-1157215696-1024x1024

Świetna w klubie, świetna w kadrze. Jonna Andersson ma za sobą niezwykle udany rok (Fot. Alex Grimm)

Piłkarka roku: Jonna Andersson. W ostatnich latach niepodzielnie królowała w tej kategorii Kosovare Asllani, ale rok 2020 przyniósł nam delikatne przetasowanie. Nie ma wielkiej tajemnicy w tym, że największą siłą szwedzkiej kadry był tradycyjnie kolektyw, ale to właśnie postawa bocznych defensorek najczęściej była powodem do zachwytów podczas analizy jesiennych spotkań w ramach eliminacji EURO 2022. Z tego grona najbardziej wyróżniała się natomiast Jonna Andersson, która po słabszym roku 2019 ewidentnie wróciła na właściwe tory zarówno w klubie, jak i w reprezentacji. Ukoronowaniem niezwykle udanej w jej wykonaniu kampanii był pierwszy strzelony w seniorskiej kadrze gol, ale równie wysoko (a być może nawet wyżej!) cenić należy jej asysty, stałe fragmenty, nieustanne rajdy lewym skrzydłem, czy wreszcie czyste przechwyty i odbiory. To wszystko złożyło się na to, że właśnie jej nazwisko znalazło się ostatecznie w tym miejscu, a sama zainteresowana zapowiada, że w kolejnym roku wcale nie zamierza zwalniać tempa. Takie zapowiedzi zdecydowanie lubimy.

Rozczarowanie roku: koronawirus. Negatywny bohater wszystkich tegorocznych rankingów. Jego działalność wykroczyła daleko poza świat sportu i storpedowała nie tylko Igrzyska Olimpijskie w Tokio, czy młodzieżowe EURO w Szwecji, ale przede wszystkim codzienne życie i funkcjonowanie miliardów ludzi na całym świecie. Walki z nim, wbrew temu co starają się nam przekazać wszystkie rządy od lewa do prawa, wygrać się niestety nie udało, ale mamy nadzieję, że rok 2021 będzie dla nas wszystkich początkiem powrotu do względnej normalności, za którą niemal wszyscy tak bardzo tęsknimy.

mathiasbergeld

Jennifer Falk zbiera zasłużone gratulacje za dobry występ przeciwko Islandii (Fot. Mathias Bergeld)

Największa wygrana: Jennifer Falk. Kontuzja Hedvig Lindahl sprawiła, że w decydującej fazie eliminacji EURO tematem numer jeden stała się dość nieoczekiwanie obsada szwedzkiej bramki. Po krótkich eksperymentach szwedzki sztab szkoleniowy postawił ostatecznie na Jennifer Falk i trzeba oddać, że golkiperka Göteborga w chwili największej próby z nawiązką spełniła wszelkie oczekiwania. Bezbłędny występ przeciwko Islandii niewątpliwie przybliżył ją do wyjazdu na Igrzyska do Japonii (oczywiście jeżeli te ostatnie w ogóle się odbędą), ale doceniając jej coraz mocniejszą pozycję, nie będziemy jeszcze obwieszczać, że to właśnie Falk na stałe przejmie za kilkadziesiąt miesięcy reprezentacyjną bluzę z numerem jeden. Nie ma jednak wątpliwości, że na ten moment jest tego celu zdecydowanie najbliżej, co jeszcze rok temu wcale nie było takie oczywiste. 

Najbardziej niedoceniana: Anna Anvegård. Pięć meczów, cztery gole, trzy asysty. Dwukrotna królowa strzelczyń Damallsvenskan pokazała wreszcie, że trafiać do siatki rywalek potrafi nie tylko w koszulce swojej drużyny klubowej. A miejmy na uwadze fakt, że spośród zawodniczek ofensywnych wcale nie dostała od selekcjonera najwięcej minut. Dodatkowym atutem Anvegård jet niewątpliwie jej wszechstronność, która pozwala jej z powodzeniem sprawdzać się w różnych rolach. Na konkrety z jej strony liczyć możemy niezależnie od ustawienia, czy klasy rywala. A co najważniejsze, nasza bohaterka nie tak dawno obchodziła dopiero 23. urodziny, co oznacza, że przynajmniej w teorii szczyt kariery wciąż jeszcze przed nią. Podobnie jak w przypadku Falk, także i tutaj powstrzymajmy się jednak z ferowaniem wyroków i pochopnym wsadzaniem napastniczki Rosengård w buty Hanny Ljungberg czy Lotty Schelin. Choć nie ukrywamy, że miniony rok mocno rozbudził w tym temacie nasze apetyty.

Szóstka w Trnawie i po sprawie

Football, UEFA Women's Euro Qualifier, Slovakia - Sweden

Piłkarki Göteborga, ze szczególnym uwzględnieniem Filippy Angeldal, zagrały w Trnawie naprawdę świetne spotkanie (Fot. Radovan Stoklasa)

Nieczęsto mamy okazję oglądać mecze reprezentacji Szwecji w grudniu, szczególnie jeśli mówimy tu o eliminacjach do wielkich, piłkarskich turniejów. Zwariowany na każdej możliwej płaszczyźnie rok 2020 przyniósł nam jednak i taką sposobność. Starcie na pustym obiekcie w Trnawie nie miało już żadnego wpływu na ostateczną kolejność w tabeli grupy F, ale kadra Petera Gerhardssona i tak przystąpiła do niego na maksymalnym poziomie koncentracji. Wola zwycięstwa w dobrym stylu nad niżej notowanym rywalem widoczna była w poczynaniu szwedzkich piłkarek od pierwszej do ostatniej minuty, co mając na uwadze różnicę potencjałów obu ekip, błyskawicznie przełożyło się na obraz gry, a w konsekwencji również na końcowy rezultat. Skalę dominacji naszej kadry najlepiej oddaje fakt, że przez cały mecz Słowaczki zaledwie raz skutecznie zagroziły bramce Jennifer Falk, ale nawet wówczas golkiperka Göteborga nie została zmuszona do interwencji. Ta wiele mówiąca statystyka jest jednak wypadkową solidnej i zdyscyplinowanej postawy całej szwedzkiej jedenastki, zaczynając od niemal bezbłędnych dziś defensorek, a kończąc na mającej w tym meczu ogromnego pecha Stinie Blackstenius. 24-letnia napastniczka pokazała się bowiem z naprawdę udanej strony i tylko brak elementarnego szczęścia sprawił, że znów przyszło jej kończyć mecz bez indywidualnej zdobyczy bramkowej.

Snajperkę Göteborga w strzelaniu goli skutecznie wyręczyła jednak klubowa koleżanka. Dla mającej za sobą średnio udany sezon Filippy Angeldal mecz w Trnawie był zaledwie piątym występem w reprezentacyjnych barwach, ale nie mamy najmniejszych wątpliwości, że oto właśnie pierwszy dzień grudnia 2020 na zawsze zapisał się w jej pamięci. Była piłkarka między innymi Hammarby oraz Linköping dwukrotnie pokonała bowiem słowacką bramkarkę Korenciovą, otwierając i zamykając wynik meczu. Jej gole przedzieliły jeszcze cztery trafienia, z których każde miało swoją wymowę. Jonna Andersson i Rebecka Blomqvist właśnie na słowackiej ziemi otworzyły swój bramkowy dorobek w kadrze A (ta ostatnia formalnie dokonała tej sztuki jeszcze jako zawodniczka Göteborga), zaś rekonwalescentka Fridolina Rolfö udanie zrehabilitowała się za fatalne pudło z ubiegłotygodniowej konfrontacji z Eintrachtem Frankfurt, tym razem zachowując zdecydowanie więcej zimnej krwi w polu karnym rywalek. Ze swojego gola cieszyć mogła się ponadto stoperka turyńskiego Juventusu Linda Sembrant, która raz jeszcze przekonała wszystkich, że przy ofensywnych stałych fragmentach gry jej obecność w szesnastce przeciwniczek zawsze zwiastuje im nie lada kłopoty. Zwycięstwo Szwedek mogło, a być może powinno być jeszcze bardziej okazałe, ale po strzałach Blackstenius i Anvegård futbolówka za żadne skarby nie zamierzała wpadać do siatki, a rzut karny egzekwowany przez Seger skutecznie na rzut rożny sparowała Korenciova. Inna sprawa, że akurat w tej ostatniej sytuacji podopieczne trenera Gerhardssona i tak kilkadziesiąt sekund później cieszyły się z gola.

Moglibyśmy oczywiście na siłę szukać problemów, zauważając na przykład, że aż cztery z sześciu szwedzkich goli padły bezpośrednio po stałych fragmentach gry i był to kolejny w tych eliminacjach mecz, w którym to właśnie ten element piłkarskiego rzemiosła stanowił zdecydowanie najgroźniejszą broń w naszym arsenale. Moglibyśmy klatka po klatce analizować zachowanie słowackich defensorek po dośrodkowaniach Asllani w ich pole karne i utyskiwać, że w finałach Igrzysk lub EURO raczej nie spotkamy się z sytuacją, w której cztery szwedzkie zawodniczki pozostaną w analogicznym przypadku bez jakiegokolwiek krycia. Możemy jednak równie dobrze zauważyć, że gdyby tylko fortuna zechciała uśmiechnąć się dziś do nas nieco szerzej, to goli z gry także mogło paść na stadionie w Trnawie zdecydowanie więcej. Przecież mecz, w którym dobrze dysponowaną Blackstenius cztery razy milimetry dzieliły od pełni szczęścia, ze statystycznego punktu widzenia po prostu nie ma prawa się powtórzyć. Możemy cieszyć się, że wchodzące przy rozstrzygniętym już wyniku Eriksson, Jakobsson, czy Schough dają fenomenalne zmiany i wprowadzają do gry szwedzkiego zespołu mnóstwo ożywienia. Możemy wreszcie celebrować każdego spośród czterdziestu zdobytych w zakończonych właśnie eliminacjach goli i choć zarówno ich formuła, jak i sposób ich rozgrywania momentami budziła jak najbardziej słuszny gniew, to akurat do naszych piłkarek pretensji nie możemy mieć żadnych. One zrobiły dokładnie to, co do nich należało i czego od nich oczekiwaliśmy, kolejny raz stając na wysokości zadania. Tylko tyle i aż tyle. Ot, nowa normalność, która jeszcze nie tak dawno wcale nie była przecież czymś oczywistym. A skoro tak, to cieszmy się chwilą i … do zobaczenia w nowym roku!