Tak działa magia Damallsvenskan

lbfcr

Sensacja w derbach Malmö – tego nie spodziewał się nikt (Fot. Richard Lindholm)

Dlaczego niby mamy z nimi nie wygrać? Przecież na boisku będziemy mieć tyle samo piłkarek, co one – mówiła przed piątymi w historii pierwszoligowymi derbami Malmö Mia Persson, ale mało kto brał jej słowa na poważnie. Jasne, futbol już wiele razy uczył nas, że w tej pięknej dyscyplinie sportu nie wolno nikomu odbierać szans na korzystny wynik, ale akurat w tym konkretnym meczu ewentualna niespodzianka wydawała się czymś tak nieprawdopodobnym, że aż nierzeczywistym. I to nawet pomimo faktu, że Jonas Eidevall nie zdecydował się wpisać do meczowej kadry kontuzjowanych Nathalie Björn oraz Caroline Seger, a Fiona Brown rozpoczęła spotkanie na ławce rezerwowych (wśród gospodyń nieobecna była Sofia Wännerdahl). W końcu to Rosengård rozpoczął sezon od serii przekonujących zwycięstw, którą w ostatniej kolejce zastopowała dopiero ekipa z Göteborga, a LB 07 znajdował się na przeciwnym biegunie tabeli z zerowym dorobkiem punktowym i niezbyt optymistycznymi prognozami na przyszłość. Kiedy jednak na Limhamns IP wybrzmiał pierwszy gwizdek, wszystko to przestało mieć znaczenie.

Nieoczekiwanie dla większości obserwatorów, to gospodynie jako pierwsze potrafiły stworzyć zagrożenie pod bramką zdecydowanie bardziej utytułowanych rywalek i choć Rosengård szybko odgryzł się swoją okazją, to w początkowej fazie meczu oglądaliśmy naprawdę wyrównane spotkanie. Co więcej, to Zecira Musovic musiała zaprezentować próbkę swoich bramkarskich umiejętności zanim uczyniła to Vera Varis, broniąc bardzo nieprzyjemny strzał Hanny Persson i to ona – tym razem zaskoczona przez … Sanne Troelsgaard – prędzej niż fińska golkiperka LB 07 musiała wyciągać futbolówkę z siatki. Ze zdobytego w niecodziennych okolicznościach prowadzenia miejscowe piłkarki nie cieszyły się jednak przesadnie długo. Dosłownie minutę później, ponad 100-krotna reprezentantka Danii naprawiła swój błąd sprzed kilkudziesięciu sekund, dorzucając idealną piłkę na głowę Lisy-Marie Utland, która wyrównując stan rywalizacji umocniła się na czele klasyfikacji strzelczyń. Do przerwy, pomimo obustronnych prób, wynik meczu zmianie już nie uległ, choć w doliczonym czasie gry Ebba Wieder sprawdziła jeszcze wytrzymałość poprzeczki na Limhamns IP.

Druga odsłona rozpoczęła się od niesamowicie mocnego uderzenia ze strony gości. Asystująca tej wiosny jak na zawołanie Anja Mittag zacentrowała dobrą piłkę na dalszy słupek, a rezerwowa Fiona Brown bez większego trudu przestawiła Elin Björklund i wpakowała futbolówkę do siatki. Reprezentantka Szkocji zaliczyła tym samym wejście marzeń i wydawało się, że od tej pory Rosengård będzie już całkowicie kontrolował boiskowe wydarzenia. Nic bardziej mylnego: gdy stadionowy zegar wskazywał 60. minutę, kapitalną, zespołową akcję przeprowadziły piłkarki Limhamn Bunkeflo. Sundqvist zagrała do Mii Persson, ta w porę dostrzegła wychodzącą na wolne pole Nathalie Persson, a była zawodniczka lizbońskiego Sportingu strzałem w długi róg nie dała Musovic jakichkolwiek szans na skuteczną interwencję. Na pół godziny przed końcem znów mieliśmy więc remis, choć naprawdę niewiele brakowało, aby podopieczne Jonasa Eidevalla raz jeszcze błyskawicznie odpowiedziały na straconego gola. Vera Varis tym razem wygrała jednak pojedynek sam na sam z Mittag, a kilkanaście minut później w niemal identyczny sposób zatrzymała Troelsgaard. Z każdą upływającą sekundą podział punktów na Limhamns IP stawał się coraz bardziej realny, ale mało kto przypuszczał, że to gospodyniom uda się wyprowadzić decydujący cios, a tak właśnie stało się w trzeciej minucie doliczonego czasu gry. Wprowadzona chwilę wcześniej na boisko Andrea Thorisson wykorzystała katastrofalny w skutkach błąd Mii Leth Jans i nadspodziewanie licznie przybyli na stadion miejscowi fani po raz trzeci tego popołudnia eksplodowali ze szczęścia. Podrażniony Rosengård jeszcze próbował, ale ambitna postawa do ostatniego gwizdka nie wystarczyła nawet do uratowania remisu. Magia Damallsvenskan znów dała o sobie znać, a Limhamn Bunkeflo odniósł podwójnie historyczne zwycięstwo.

******

Pozostałe sobotnie spotkania toczyły się nieco w cieniu derbów Malmö, ale warto odnotować domowe zwycięstwa Vittsjö i Örebro nad odpowiednio Eskilstuną i Växjö. Oba mecze zakończyły się skromną wygraną gospodyń w stosunku 1-0, choć w obu przypadkach wynik mógł być nieco wyższy i nikt nie mógłby zgłaszać w tej kwestii pretensji. Na szczególne pochwały zasłużyła sobie drużyna Thomasa Mårtenssona, która w trzecim kolejnym meczu u siebie zagrała na zero z tyłu, a kwartet Klinga – Benediktsson – Adolfsson – Bott dość nieoczekiwanie stał się tej wiosny czołową, defensywną formacją ligi. Raz jeszcze wybornie zaprezentowała się największa w tej chwili gwiazda Vittsjö Michelle De Jongh i jak najbardziej uzasadnione są głosy, że selekcjoner Peter Gerhardsson mógłby poważnie zastanowić się nad włączeniem znajdującej się w uderzeniu 22-letniej pomocniczki do kadry na mundial. O miejsce w samolocie do Rennes do ostatniej chwili walczyć będą także dwie napastniczki Göteborga: Rebecka Blomqvist oraz Pauline Hammarlund, które wczoraj podzieliły się dorobkiem bramkowym w wygranym 3-1 meczu z Djurgården. Komplet punktów zapisał na swoim koncie także Linköping, który nadspodziewanie długo nie potrafił sforsować zasieków postawionych przez beniaminka z Kungsbacki. Dopiero skutecznie wykonany przez Fridę Maanum rzut karny pozwolił podopiecznym Olofa Unogårda otworzyć wynik spotkania, który na niespełna kwadrans przed końcem ustaliła Stina Blackstenius. Jedyny niedzielny mecz piątej serii spotkań odbył się przy akompaniamencie mocno padającego deszczu, a na przemoczonej płycie LF Areny obrończynie tytułu z Piteå okazały się o jedną bramkę lepsze od gości z Kristianstad. Z bardzo dobrej strony w zespole Stellana Carlssona pokazała się pozyskana w zimowym okienku transferowym Brazylijka Fernanda Da Silva, która jeszcze w pierwszej połowie zmieniła kontuzjowaną Ellen Löfqvist, a następnie miała bezpośredni udział przy obu trafieniach dla ekipy z Norrbotten. Po stronie Kristianstad na listę strzelczyń wpisała się Sofia Hagman, dla której był to premierowy gol na boiskach Damallsvenskan.


Komplet wyników:

Vittsjö – Eskilstuna 1-0 (Markstedt 21.)

Örebro – Växjö 1-0 (Williams 82.)

Linköping – Kungsbacka 2-0 (Maanum 44. (k), Blackstenius 80.)

Göteborg – Djurgården 3-1 (Hammarlund 9., 68., Blomqvist 48. – Jalkerud 25.)

Limhamn Bynkeflo – Rosengård 3-2 (Troelsgaard 25. (s), N. Persson 60., Thorisson 90+3. – Utland 26., Brown 46.)

Piteå – Kristianstad 2-1 (Janogy 44., Atladottir 55. (s) – Hagman 82.)

Emocje od Vittsjö do Piteå

contentmedium

Niepokonane od trzech spotkań Växjö poszuka punktów w Örebro (Fot. Bildbyrån)

Cóż to były za emocje!! Starcie piłkarek Rosengård i Göteborga na długo pozostanie nam w pamięci, ale dobra wiadomość jest taka, że wcale nie musimy czekać długo, aby znów obejrzeć Hannę Bennison i Julię Zigiotti w akcji. Oba kluby w ten weekend powalczą o kolejne ligowe punkty i niewątpliwie będą w swoich zestawieniach faworytami. A co jeszcze czeka nas w piątej serii spotkań?

Cała zabawa rozpocznie się wczesnym, sobotnim popołudniem, gdy na Vittsjö IP zawita Eskilstuna. Zespół prowadzony przez Magnusa Karlssona jeszcze nigdy nie wygrał oficjalnego meczu w północnej Skanii (bez względu na poziom rozgrywkowy), choć wielokrotnie był tego wyczynu bliski. Czy sztuka ta powiedzie się teraz, gdy to w gospodyniach większość ekspertów upatruje faworytek? Być może, choć kolejno w Kungsbace, Linköping oraz Växjö zdążyli się już przekonać, że powstrzymanie Michelle De Jongh i Clary Markstedt jest tej wiosny zadaniem iście karkołomnym. Z drugiej strony, zestawiana często naprawdę eksperymentalnie defensywa United także spisuje się póki co bez większych zarzutów, co powinno zagwarantować nam wspaniałe, piłkarskie emocje.

Tych ostatnich nie powinno zabraknąć także na Behrn Arenie, gdzie spotkają się dwa zespoły mające sobie sporo do udowodnienia. Zarówno Örebro, jak i Växjö, solidarnie przegrywają w początkowej fazie sezonu z ligowymi potentatami, ale już w starciach z zespołami środka tabeli zarówno tegoroczny, jak i ubiegłoroczny beniaminek potrafił pokazać klasę. Czy obrończynie ze Småland znajdą sposób na amerykańską ofensywę miejscowych? A może to Anna Anvegård raz jeszcze zachwyci wszystkich, dając jednocześnie Peterowi Gerhardssonowi ostateczny argument w kwestii włączenia jej do 23-osobowej kadry na mundial? Tak, czy inaczej, na Behrn Arenie będzie się działo i warto być z tymi wydarzeniami na bieżąco.

Piąta kolejka to także trzy starcia, które spokojnie można sklasyfikować jako potyczki toppen mot botten, czyli rywalizacja faworytów do mistrzostwa z zespołami okupującymi ostatnie lokaty w tabeli. O ile jednak zarówno w derbach Malmö, jak i w rywalizacji Linköping z Kungsbacką faworyt może być tylko jeden, o tyle Djurgården na pewno nie wybiera się na Valhallę wyłącznie po to, aby ładnie przegrać. Piłkarki ze Sztokholmu już raz zawitały tej wiosny do Göteborga i po dziewięćdziesięciu minutach remisowały z wicemistrzyniami Szwecji 1-1. Gola dla podopiecznych Joela Riddeza strzeliła wówczas Olivia Schough i możemy spodziewać się, że była skrzydłowa KGFC raz jeszcze spróbuje popsuć plany swojej dawnej drużynie. O to, aby jej się to nie udało, zadbać powinny Taylor Leach oraz Natalia Kuikka, natomiast duet Blomqvist – Hammarlund zrobi wszystko, aby spokojnego popołudnia między słupkami nie miała w sobotę Gudbjörg Gunnarsdottir.

W jedynym niedzielnym meczu Piteå podejmie na LF Arenie Kristianstad i choć obrończynie tytułu na własnym boisku nie zwykły przegrywać, to akurat zespół Elisabet Gunnarsdottir jako jeden z nielicznych doskonale wie, jak zwyciężać w Norrland. Tę wiedzę udało się przekuć w praktykę zarówno w ostatnim starciu ligowym, jak i w marcowym półfinale Pucharu Szwecji, co może na koniec dnia okazać się zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem klubu ze Skanii. Lekcję z tamtych spotkań z pewnością wyciągnął bowiem także Stellan Carlsson, a prowadzone przez niego zespoły znane są z tego, że trzy razy z rzędu w podobny sposób zaskoczyć się nie dają. Tym bardziej wtedy, gdy swoją optymalną formę zdają się łapać Nina Jakobsson i Madelen Janogy.

Zestaw par 5. kolejki:

omg5_01

omg5_02

omg5_03

omg5_04

omg5_05

omg5_06

4. kolejka w liczbach

dam

4. kolejka w liczbach:

Gole: 20  (średnia 3.33 / mecz)

Rzuty karne: 4  (2 wykorzystane)

Żółte kartki: 10

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 1 312  (Rosengård – Göteborg)

Najniższa frekwencja: 103  (Limhamn Bunkeflo – Eskilstuna)

Najszybszy gol: Stina Blackstenius (Linköping) – 2. minuta (vs. Örebro)

Najpóźniej strzelony gol: Therese Ivarsson (Kristianstad) – 82. minuta (vs. DIF)

Piłkarka kolejki: Julia Zigiotti (Göteborg)

Bramka kolejki: Julia Zigiotti (Göteborg)


Jedenastka kolejki:

team_4

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

Fantastyczny spektakl w Malmö

db2a2491-6057-4ce1-8180-01fdce1dfe72

Michelle De Jongh jest wiosną w fenomenalnej dyspozycji strzeleckiej (Fot. Bildbyrån)

Czwartą kolejkę Damallsvenskan zainaugurowały piłkarki Växjö i Vittsjö. Spotkanie na Myresjöhus Arenie rozpoczęło się bardzo pechowo dla gospodyń, gdyż jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa urazu uniemożliwiającego dalszą grę doznała Nellie Karlsson. Coraz bardziej przetrzebiona kontuzjami defensywa ze Småland przez długi czas trzymała się naprawdę dzielnie, ale moment nieuwagi tuż przed przerwą sprawił, że to przyjezdne schodziły do szatni przy korzystnym dla siebie wyniku. Tove Almqvist przytomnie odegrała futbolówkę do Michelle De Jongh, a była zawodniczka Örebro po raz czwarty w tym sezonie zapisała swoje nazwisko w najważniejszej rubryce meczowego protokołu. Przepięknej urody gol nie pozwolił jednak piłkarkom z Vittsjö odnieść trzeciego z rzędu zwycięstwa, a wszystko przez całkowicie nieudaną próbę złapania Anny Anvegård na spalonym. Najlepsza snajperka Växjö zrobiła użytek ze złego ustawienia defensorek ze Skanii i – korzystając z prostopadłego podania Alexandry Jonasson – wyrównała stan rywalizacji. Więcej goli na Myresjöhus Arenie już nie padło, choć komplet punktów gościom mogły w samej końcówce zapewnić jeszcze Almqvist oraz rezerwowa Summer Green. Pozyskana z Chicago Red Stars napastniczka przegrała jednak pojedynek sam na sam z Moą Edrud, dzięki czemu dwa zespoły z ośrodków na literę V po raz pierwszy w historii bezpośrednich potyczek podzieliły się punktami.

W niedzielę swoich pierwszych ligowych punktów poszukać próbowały Kungsbacka oraz Limhamn Bunkeflo, ale odpowiednio Piteå i Eskilstuna okazały się zbyt wymagającymi rywalkami. Szczególnie boleśnie czwartą kolejkę wspominać będą piłkarki beniaminka, które w starciu z aktualnymi mistrzyniami Szwecji nie miały absolutnie nic do powiedzenia i gdyby tylko zawodniczki z Norrland były nieco bardziej skuteczne, to Moa Öhman wyciągałaby futbolówkę z siatki więcej niż pięć razy. Zdecydowanie bliżej wywalczenia przynajmniej remisu były natomiast podopieczne holenderskiej trenerki Renée Slegers, ale moment nieuwagi i pozostawienie bez opieki Felicii Karlsson w 60. minucie gry sprawiły, że komplet punktów odjechał autobusem na Tunavallen. Dynamiczna napastniczka United przeprowadziła rajd prawym skrzydłem i idealnie wypatrzyła dobrze ustawioną Kaisę Collin, a ubiegłoroczna królowa strzelczyń fińskiej ekstraklasy otworzyła w ten sposób swój bramkowy licznik na boiskach Damallsvenskan. Nieco bardziej wyrównanej potyczki spodziewaliśmy się w Sztokholmie, ale podrażniony pechową porażką w finale Pucharu Szwecji Kristianstad nie pozwolił piłkarkom Joela Riddeza na zbyt wiele. Mecz rozpoczął się nawet całkiem obiecująco dla miejscowych, gdyż w poprzeczkę trafiła Ogonna Chukwudi, ale później z każdą minutą to zespół ze wschodniej Skanii przejmował coraz większą kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. O końcowym wyniku zadecydowały ostatecznie dwa stałe fragmenty gry, które na gole zamieniła tradycyjnie już bramkostrzelna defensorka KDFF Therese Ivarsson.

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem zdecydowanie najwięcej emocji towarzyszyło starciu na Malmö IP, gdzie miejscowy FC Rosengård podejmował jedenastkę z Göteborga. Mecz na szczycie nie zawiódł nawet najbardziej wybrednych malkontentów i stanowił fenomenalną reklamę piłki nożnej w szwedzkim wydaniu. Przyjezdnym zabrakło naprawdę niewiele, aby po raz pierwszy w historii pokonać odwieczne rywalki na ich terenie, choć jeszcze po dwóch kwadransach wydawało się, że to podopieczne Jonasa Eidevalla odniosą kolejne tej wiosny łatwe zwycięstwo. W początkowej fazie meczu zachwycaliśmy się przede wszystkim kapitalną postawą 16-letniej Hanny Bennison, która w 12. minucie – po zagraniu Johanny Kaneryd – po raz drugi tego popołudnia umieściła piłkę w bramce Loes Geurts. Nieco wcześniej wynik otworzyła liderka klasyfikacji strzelczyń Lisa-Marie Utland (kolejna asysta Anji Mittag) i w tamtym momencie mogliśmy jedynie zastanawiać się czy gościom uda się w Malmö uniknąć pogromu. Końcówka pierwszej połowy była jednak w wykonaniu zawodniczek z Göteborga piorunująca: najpierw po kapitalnej akcji całego zespołu (naprawdę warto obejrzeć ją w całości!) kontaktowego gola zdobyła najlepsza na placu Julia Zigiotti, a tuż przed zejściem obu drużyn do szatni niepewną interwencję Zeciry Musovic bezwzględnie wykorzystała Rebecka Blomqvist, wyrównując stan rywalizacji. Po przerwie szybko stało się jasne, że remis w tej potyczce w najmniejszym stopniu nie zadowala żadnej ze stron, w związku z czym ciekawie robiło się to pod jedną, to pod drugą bramką. Nieco bliżej wywalczenia kompletu punktów były chyba piłkarki z Västergötland, które w 88. minucie zmarnowały zdecydowanie najlepszą okazję, aby rozstrzygnąć ten niesamowity spektakl. Szarżującą Julię Roddar we własnym polu karnym sfaulowała Ebba Wieder, ale Musovic udanie zrehabilitowała się za błąd z pierwszej połowy, broniąc rzut karny wykonywany przez Vildę Bøe Risę i po ostatnim gwizdku Tess Olofsson zdecydowanie najwięcej powodów do zadowolenia mieli neutralni kibice.


Komplet wyników:

Vittsjö – Växjö 1-1 (Anvegård 71. – De Jongh 37.)

Limhamn Bunkeflo – Eskilstuna 0-1 (Collin 60.)

Kungsbacka – Piteå 1-5 (Asperot 63. – Jakobsson 6., Aronsson 25., Karlernäs 37. (k), Janogy 52., 57.)

Djurgården – Kristianstad 0-2 (Ivarsson 37., 82. (k))

Rosengård – Göteborg 2-2 (Utland 4., Bennison 12. – Zigiotti 39., Blomqvist 45.)

Linköping – Örebro 4-1 (Blackstenius 2., Hurtig 26., 67., Lennartsson 59. – Regnås 45+1.)

Czas odpowiedzi

sdltd4e64aa-nh

Jesienią to Göteborg górował nad Rosengård (Fot. Björn Larsson Rosvall)

Podbudowany zdobyciem Pucharu Szwecji Göteborg jedzie na teren, na którym jeszcze nigdy w historii nie wygrał meczu o stawkę. Rosengård pała żądzą rewanżu za ostatnią kolejkę sezonu 2018, kiedy to gole Rebecki Blomqvist oraz Julii Zigiotti w doliczonym czasie gry po raz pierwszy od wielu lat zamknęły przed najbardziej utytułowanym szwedzkim klubem wrota Ligi Mistrzyń. Dwa zespoły, którym – trochę wbrew nordyckiej szkole futbolu – piłka przy nodze absolutnie nie przeszkadza w grze, dwaj charyzmatyczni trenerzy, którzy nigdy nie gryzą się w język i wreszcie 22 piłkarki, którym w niedzielne popołudnie przyświecać będzie jeden cel – zwycięstwo. Mecz na Malmö IP nie wymaga chyba żadnej dodatkowej reklamy, ale nie zapominajmy, że trochę w jego tle odbędzie się w najbliższych dniach jeszcze pięć innych meczów, a każdy z nich ma potencjał, aby stać się wspaniałym, piłkarskim spektaklem.

Całą zabawę zaczniemy już dziś wieczorem, gdy na nowoczesnej Myresjöhus Arenie Växjö podejmie mocno podbudowane ostatnim zwycięstwem Vittsjö. W potyczce z Linköping drużyna Thomasa Mårtenssona pokazała się z tak dobrej strony, że najwięksi optymiści w północnej Skanii zaczęli już nawet snuć wizję europejskich pucharów na wsi nieopodal Hässleholm. Do realizacji takiego scenariusza jeszcze oczywiście bardzo daleka droga, ale przy takiej postawie ofensywnego tercetu Markstedt – Almqvist – De Jongh absolutnie każdy rywal wydaje się być w zasięgu Vittsjö. W Småland pocieszają się jednak tym, że Växjö na własnym boisku przegrywać nie zwykło, a dwa mecze z czystym kontem z rzędu dodały wszystkim wiary, że nawet w obliczu tak poważnych problemów z optymalnym zestawieniem formacji defensywnej da się zagrać na zero z tyłu. Czy mur postawiony przez Jennie Nordin i bliźniaczki Karlsson nie da się skruszyć także ofensywie ze Skanii? Odpowiedź na to niewątpliwie frapujące pytanie poznamy już za kilkanaście godzin.

Nieco dłużej przyjdzie nam czekać na powrót na murawę piłkarek Kristianstad, które szansy na odkucie się po pechowo przegranym finale pucharu poszukają w niedzielę na stołecznym Stadionie Olimpijskim.  Sporo do udowodnienia samym sobie mają jednak także sztokholmianki, które w miniony weekend zapisały wprawdzie na swoim koncie pierwsze tej wiosny ligowe zwycięstwo, ale ich dyspozycja w meczu przeciwko beniaminkowi z Kungsbacki była daleka od oczekiwanej. Początek sezonu pokazał, że w trudnych chwilach Joel Riddez zawsze może liczyć na błysk geniuszu duetu Schough – Jalkerud, ale w stolicy liczą na to, że do wspomnianej dwójki ze zwyżkującą formą dołączą niebawem Ogonna Chukwudi oraz Malin Diaz. A gdyby jeszcze zbiegło się to w czasie z eksplozją talentu Tilde Lindwall, to sympatycy DIF byliby już chyba w pełni ukontentowani. Nieco inne zmartwienia mają za to w Kristianstad, gdzie na problemy zdrowotne w początkowej fazie sezonu narzekają dwie niezwykle istotne dla siły ofensywnej KDFF piłkarki – Svava Ros Gudmundsdottir oraz Evelina Duljan.

Po nieco dłuższej, przymusowej przerwie wracają na ligowe boiska dwa kluby, które w poprzedniej kolejce pauzowały. Limhamn Bunkeflo poszuka pierwszych w sezonie punktów, podejmując na własnym stadionie mocno podrażnioną ostatnią porażką Eskilstunę i zdecydowanie nie będzie w tym starciu faworytem. Z diametralnie innej pozycji przystąpią natomiast do swojego meczu mistrzynie z Piteå, choć akurat one – jak mało kto – powinny na beniaminka z Kungsbacki uważać. Bezpośrednia potyczka Linköping z Örebro będzie dla obu zespołów szansą na odbudowę morale w klubowej szatni po ubiegłotygodniowych klęskach i choć to gospodynie wydają się być naturalnymi kandydatkami do wywalczenia w tej batalii kompletu punktów, to piłkarek z Behrn Areny w tym zestawieniu lekceważyć w żadnym razie nie wolno. Oczywiście pod warunkiem, że Frida Abrahamsson z Linnéą Svensson wyciągnęły właściwe wnioski z lekcji udzielonej w minioną sobotę przez profesorki futbolu z Malmö.

Zestaw par 4. kolejki:

omg4_01

omg4_02

omg4_03

omg4_04

omg4_05

omg4_06

Kristianstad ukarane w końcówce

cupen

Puchar Szwecji pozostanie przynajmniej na rok w Göteborgu (Fot. Bildbyrån)

Dla obu zespołów był to jeden z najważniejszych meczów na przestrzeni kilku ostatnich lat. Ani Göteborg, ani Kristianstad nie posiadają w klubowej gablocie wielkiej ilości trofeów, w związku z czym finał Pucharu Szwecji był dla obu klubów doskonałą okazją, aby wreszcie zacząć ją zapełniać. Przed trzema dniami, ligowe starcie drużyn prowadzonych przez Elisabet Gunnarsdottir i Marcusa Lantza zakończyło się remisem, ale dziś zwycięzcę poznać już musieliśmy. I poznaliśmy, choć stało się to w okolicznościach, których wszyscy – bez względu na klubowe sympatie i antypatie – raczej wolelibyśmy uniknąć.

Zanim jednak byliśmy świadkami kontrowersji w doliczonym czasie gry, na wypełnionej niemal do ostatniego miejsca Valhalli obejrzeliśmy naprawdę ciekawe, piłkarskie widowisko. Pierwszy kwadrans upłynął obu ekipom na wzajemnym badaniu sił, ale gdy w 16. minucie pozostawiona bez opieki na dalszym słupku Pauline Hammarlund wykorzystała centrę Elin Rubensson i strzałem głową wyprowadziła Göteborg na prowadzenie, mecz rozkręcił się na dobre. Z zapartym tchem obserwowaliśmy taktyczną potyczkę obojga trenerów, z której bardzo długo zwycięsko wychodził szkoleniowiec z Västergötland, przede wszystkim dzięki fenomenalnej postawie ustawionego na prawej flance duetu Koivisto – Rubensson. Swoje robiła także grająca tym razem w wyjściowej jedenastce niezmordowana Natalia Kuikka, która znów udowodniła, że zawodniczki mające za sobą przeszłość w NCAA charakteryzują się kapitalnym przygotowaniem motorycznym. Wśród gospodyń podobać mogła się także Rebecka Blomqvist, która z miesiąca na miesiąc staje się piłkarką coraz bardziej wszechstronną, z czego na Valhalli nauczyli się zresztą umiejętnie korzystać. To właśnie wspomniana Blomqvist, a także kapitanka KGFC Beata Kollmats, miały najlepsze okazje ku temu, aby podwyższyć skromne, jednobramkowe prowadzenie, ale żadnej z nich nie udało się miejscowym zamienić na drugiego gola. Grający do tej pory bez większego polotu Kristianstad wciąż pozostawał więc w grze, co okazało się o tyle istotne, że od mniej więcej 60. minuty obraz meczu zaczął się diametralnie zmieniać.

Przyjezdne w końcu wychodziły zwycięsko z niezwykle istotnych przebitek w środku pola, a bliżej linii bocznych Mia Carlsson i Kajsa Törnkvist zaczęły stanowić realną przeciwwagę dla fińskiego duetu z Göteborga. Wyrównujący gol padł jednak w wyniku indywidualnego rajdu Josefine Rybrink oraz błędu Jennifer Falk, która absolutnie nie powinna wybijać przed siebie futbolówki zagranej przez obrończynię z Kristianstad. Do bezpańskiej piłki dopadła na szóstym metrze Amanda Edgren i to właśnie była pomocniczka KGFC sytuacyjnym strzałem doprowadziła do remisu. W kolejnych minutach oglądaliśmy wyrównaną grę z delikatnym wskazaniem na piłkarki ze Skanii, ale zdyscyplinowana postawa obu formacji defensywnych sprawiała, że żadna ze stron nie potrafiła wyprowadzić decydującego ciosu. Wszyscy byliśmy zatem gotowi na to, że finałowym starciem przyjdzie nam emocjonować się jeszcze przez przynajmniej trzydzieści minut, ale wtedy sprawy w swoje ręce postanowiła wziąć Pernilla Larsson, która już w doliczonym czasie gry dostrzegła domniemany faul Rybrink na Blomqvist. Ponieważ cała sytuacja miała miejsce w polu karnym, sędzia z Trollhättan wskazała na jedenasty metr, a najlepsza na boisku Elin Rubensson pewnym strzałem tuż przy słupku wprawiła kibiców z Göteborga w ekstazę. Rywalki ze Skanii nie miały już ani czasu, ani energii na to, aby poszukać wyrównującego gola, ale po ostatnim gwizdku więcej niż o pierwszym od siedmiu lat zwycięskim finale dla ekipy z zachodniego wybrzeża mówiło się o mocno kontrowersyjnej decyzji pani Larsson. Zbulwersowana trenerka Kristianstad nazwała decyzję o podyktowaniu rzutu karnego szaleństwem i przedwcześnie zakończyła swoją pomeczową wypowiedź, natomiast obóz KGFC zachowywał w ocenie tej sytuacji godną podziwu powściągliwość. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że charakterystyczny puchar przez najbliższe dwanaście miesięcy pozostanie w Göteborgu i choć w decydującym momencie do Marcusa Lantza oraz jego podopiecznych rzeczywiście uśmiechnęła się fortuna, to trzeba jasno podkreślić, że trofeum absolutnie nie trafiło w przypadkowe ręce. A gdy opadną emocje, to bardziej niż starcie Blomqvist z Ryrbrink w szesnastce Kristianstad pamiętać będziemy rajdy Elin Rubensson, interwencje Emmy Koivisto i Taylor Leach, trafienie Julii Zigiotii przeciwko Djurgården, czy wreszcie niemal perfekcyjny mecz w fazie grupowej przeciwko Linköping. A zatem, gratulacje dla Göteborga, bo dzisiejszy wieczór należy do was!

Wynik finału Pucharu Szwecji 2019:

Göteborg – Kristianstad 2-1 (Hammarlund 16., Rubensson 90+1. (k) – Edgren 67.)