Dla kogo półfinał?

svava

Svava Gudmundsdottir zaliczyła w Kristianstad debiut marzeń (Fot. Bildbyrån)

W grupie pierwszej o awans zagrają dobre znajome, które rok temu na tym samym etapie rozgrywek zakończyły zmagania z idealnie remisowym bilansem punktów, goli oraz meczów bezpośrednich. W grupie drugiej – derby Skanii z wieloma podtekstami i Kristianstad, które jeszcze nigdy w historii nie potrafiło zwyciężyć na Malmö IP. W grupie czwartej – pierwsza poważniejsza weryfikacja Djurgården, które po prześlizgnięciu się przez Uppsalę i Örebro potrzebuje wyłącznie zwycięstwa na Tunavallen, aby pójść dalej. I tylko w odległym, choć niewątpliwie bliskim naszym sercom Piteå błogi, zimowy spokój, gdyż zwycięstwo w grupie ambitnym Laponkom z Norrbotten udało się w zasadzie przypieczętować jeszcze przed przerwą reprezentacyjną.

Trzy bezpośrednie starcia o półfinał siłą rzeczy wysuwają się na pierwszy plan ostatniej kolejki fazy grupowej Pucharu Szwecji. Smaczku dodaje im jeszcze fakt, że żadne z nich nie ma w zasadzie zdecydowanego faworyta, bo choć na przykład Rosengård wydaje się na papierze dysponować nieco silniejszą kadrą niż Kristianstad (szczególnie po zakontraktowaniu Hailie Mace), to ekipa ze wschodniej Skanii jeszcze nigdy w historii nie mogła tak realnie myśleć o pokonaniu zdecydowanie bardziej potężnego i utytułowanego klubu ze stolicy regionu niż właśnie teraz. Trochę analogicznie przedstawia się sytuacja w grupie czwartej, gdzie logika podpowiadałaby, że zwycięsko z wyrównanej batalii na Tunavallen wyjdzie Djurgården, ale jeśli punkt(y) pozostaną ostatecznie w Eskilstunie, to też raczej nikt nie będzie się z tego powodu przesadnie dziwić. Co do Göteborga oraz Linköping, to w tym klasyku zdarzyć może się absolutnie wszystko i chyba nikt nie ma wątpliwości, że spędzenie dwóch niedzielnych godzin na Valhalli jest jak najbardziej pomysłem godnym uwagi. Wszak nie codziennie mamy możliwość popatrzeć jak Elin Rubensson i Kosovare Asllani walczą o to, aby przedłużyć nadzieje swoich zespołów na pierwsze w tym roku trofeum. A pewne jest tylko to, że po ostatnim gwizdku powody do zadowolenia będzie mieć dokładnie jedna z nich.

Pucharowy weekend:

Grupa A: Växjö – Jitex (niedz., godz. 13), Göteborg – Linköping (niedz., godz. 13)

Grupa B: LB 07 – Kalmar (niedz., godz. 13), Rosengård – Kristianstad (niedz., g. 13)

Grupa C: AIK – Ljusdal (niedz., godz. 14), Piteå – Hammarby (niedz., godz. 14)

Grupa D: Örebro – Uppsala (sob., godz. 13), Eskilstuna – Djurgården (sob., godz. 13)

Reklamy

21 wniosków po Algarve

Football, Algarve Cup 2019, Day 5, Portugal - Sweden

Zamyślony Peter Gerhardsson. Mundial coraz bliżej, a znaków zapytania wciąż sporo (Fot. SvFF)

Jeżeli zgadzamy się co do tego, że turniej o Puchar Algarve miał mieć dla szwedzkich piłkarek dużą wartość szkoleniową, to musimy przyznać, że kadrowiczki Petera Gerhardssona akurat to założenie wypełniły w stu procentach. Przez osiem dni rozegraliśmy bowiem na portugalskiej ziemi trzy mecze, w których przetestowaliśmy nie tylko wszystkie dostępne ustawienia i warianty personalne, ale również każdy możliwy wynik. Zaczęło się niezwykle obiecująco – od odniesionego w naprawdę dobrym stylu zwycięstwa nad Szwajcarią, następnie przyszła nieoczekiwana, choć w pełni zasłużona porażka z gospodyniami, a zamknęliśmy całą imprezę remisem z Kanadą. Maksymalna różnorodność boiskowych doznań z pewnością dostarczyła szwedzkiemu sztabowi szkoleniowemu mnóstwo materiału do analizy, choć sam Gerhardsson jednoznacznie stwierdził, że aby liczyć się w walce o poważne cele na francuskim mundialu, za trzy miesiące będzie trzeba zaprezentować futbol na zdecydowanie wyższym poziomie. Czy stać nas na taki skok jakościowy? Cóż, ta kadra już podczas eliminacji udowadniała, że w najważniejszych momentach jest w stanie wejść na absolutne wyżyny swoich umiejętności, więc nadzieje na to, że wydarzy się to po raz kolejny, są całkowicie uzasadnione. Wnioski z portugalskiego tournée wyciągnąć jednak koniecznie trzeba, a skoro pilnie będą robić to szwedzcy szkoleniowcy, to nie zaszkodzi chyba podzielić się także własnymi spostrzeżeniami. A tych, choć mecze były tylko trzy, uzbierało się w poturniejową noc całkiem sporo.

21 szybkich wniosków po Algarve:

1. Lindahl, Eriksson, Seger i Asllani tworzą na chwilę obecną szkielet tej kadry. Do kompletu brakuje w tym zestawie jeszcze wysuniętej napastniczki, ale choć kandydatek do obsadzenia tej roli jest kilka, żadna w stu procentach nie przekonuje.

2. Magdalena Eriksson pokazała, że jej fenomenalna dyspozycja w drużynie klubowej ma przełożenie na reprezentację. I to bez względu na to, czy Peter Gerhardsson decyduje się na grę z trójką, czy z czwórką obrończyń.

3. Eriksson jest dobrą opcją zarówno na środek, jak i na lewą stronę bloku defensywnego. Wydaje się jednak, że przy obecnym stanie posiadania, najbardziej optymalne jest ustawienie piłkarki Chelsea jako stoperki lub pół-lewej obrończyni (to przy wariancie z trójką z tyłu).

4. Fischer i Sembrant szybsze już nie będą. Warto jednak zadbać o to, aby nie przytrafiały im się takie wpadki jak przy obu golach dla Portugalii, gdyż takie błędy na mundialu mogą być niezwykle kosztowne.

5. Szczególnie tyczy się to kapitanki Montpellier, która ewidentnie nie może wejść na poziom chociażby sprzed trzech-czterech sezonów. W starciach z dynamicznymi Dianą Silvą oraz Nichelle Prince było to aż nadto widoczne.

6. Amanda Ilestedt, jeśli tylko będzie w pełni zdrowa, znajdzie się w kadrze na mundial. Jej atutem dość nieoczekiwanie okazała się ujawniona na portugalskim zgrupowaniu wszechstronność.

7. Nathalie Björn na szóstce to nie jest dobry pomysł. Szczególnie jeśli na ósemce gra równocześnie Julia Zigiotti.

8. Caroline Seger w odbiorze i spowalnianiu gry radzi sobie zdecydowanie lepiej niż w kreowaniu koleżankom bramkowych sytuacji. Choć na jedno-dwa otwierające podania w meczu możemy z jej strony liczyć.

9. Takich oczekiwań nie powinniśmy mieć za to w stosunku do Hanny Folkesson. Ani ona, ani Olivia Schough, nie zbliżyły się ostatnimi występami do wyjściowej jedenastki.

10. Kosovare Asllani to w tej chwili zdecydowanie najważniejszy element tej reprezentacji. Jej dobra dyspozycja może okazać się kluczowa, jeśli chcemy powalczyć we Francji o strefę medalową.

11. Wiosenne mecze Linköping będą analizowane pod każdym możliwym kątem, gdyż to właśnie w nich może wykuć się nam wyjściowa jedenastka na Chile. Asllani swego miejsca w niej oczywiście nie odda, ale Hurtig, Blackstenius oraz Larsson mają o co walczyć.

12. Ich szanse gwałtownie wzrosną, jeśli współpraca którejś z nich z Asllani będzie wyglądała tak obiecująco jak w meczu ze Szwajcarią.

13. Pomimo tego, niezmiennie czekamy na zdrową i w pełni gotową do gry Fridolinę Rolfö. Takiej piłkarki bardzo nam podczas gościnnych występów na Algarve brakowało.

14. Szwedzkie skrzydła wciąż są podcięte i wszystko przemawia za tym, że we Francji – bez względu na ustawienie – zagramy bez klasycznych skrzydłowych. Nawet jeśli wiosną na ligowych boiskach wystrzeli nam jakaś Rytting Kaneryd.

15. Madelen Janogy zagrała cały mecz w kadrze i choć nie był to występ pozbawiony błędów, to absolutnie nie dała nim Gerhardssonowi powodów, aby z niej rezygnować. Na swojej pozycji wyglądała nie gorzej niż Lina Hurtig czy Sofia Jakobsson.

16. Problem z środkowymi napastniczkami jest i musimy być tego świadomi. Choć zawsze możemy pocieszać się tym, że wykończenie perfekcyjnej piłki od Asllani nie jest jakimś karkołomnym zadaniem.

17. Jeśli jednak chcemy mieć na dziewiątce większy spokój, to już teraz zacznijmy prosić los o odnalezienie zagubionej formy przez Stinę Blackstenius, gdyż to właśnie ona wydaje się być pierwszym wyborem selekcjonera.

18. Nie zaszkodzi także poprosić o dobrą dyspozycję Anny Anvegård. Jej zmiana przeciwko Kanadzie była naprawdę obiecująca.

19. Ustawienie z czterema stoperkami tworzącymi formację defensywną przyniosło nam mecz na zero z tyłu, ale może nie próbujmy powtarzać tego eksperymentu we Francji.

20. Nie szukajmy też rozwiązań, w których nie ma miejsca dla klasycznej dziesiątki. Asllani w tej roli daje zespołowi zdecydowanie najwięcej, a pozbawianie drużyny takiej wartości dodanej byłoby sporym niedopatrzeniem.

21. Z dwojga złego lepiej przegrać z Portugalią w marcu niż z Holandią w czerwcu. Teraz przynajmniej możemy z tej lekcji wyciągnąć naukę.

Remis na zakończenie

can_swe_anvegard

Anna Anvegård dała bardzo udaną zmianę w meczu z Kanadą (Fot. SvFF)

Choć starcie Szwedek z Kanadyjkami nie było finałem turnieju o Puchar Algarve, to właśnie ono prezentowało się zdecydowanie najciekawiej spośród wszystkich meczów rozgrywanych ostatniego dnia imprezy na portugalskim wybrzeżu. Wielkiego, piłkarskiego widowiska na stadionie nieopodal Faro tym razem się jednak nie doczekaliśmy, a bezbramkowy remis to chyba najbardziej sprawiedliwe rozstrzygnięcie tej mało ekscytującej potyczki. Jeśli ktoś bardziej zasłużył dziś na odniesienie zwycięstwa, to z pewnością były to przejawiające zdecydowanie większą aktywność Kanadyjki, ale i one nie stworzyły sobie aż tylu klarownych okazji, aby móc narzekać na wyjątkowy brak szczęścia. Trenera Kennetha Heinera-Møllera niewątpliwie ucieszył za to fakt, że w piątym tegorocznym meczu kanadyjska defensywa ani razu nie dała się zaskoczyć. Wspaniała seria 450 minut bez utraty choćby jednego gola pokazuje, że ekipa z Ameryki Północnej jest obecnie niewygodnym rywalem dla każdego i ewentualne wpadnięcie na nią podczas fazy pucharowej francuskiego mundialu w żadnym razie nie będzie oznaczać łatwej przeprawy.

Peter Gerhardsson postawił dziś na nieco eksperymentalne ustawienie z linią obrony złożoną z czterech nominalnych stoperek, ale Amanda Ilestedt oraz Magdalena Eriksson udowodniły, że ten szalony z pozoru pomysł nie był do końca pozbawiony sensu. Co więcej, to ustawione dziś bliżej bocznych sektorów boiska defensorki długimi minutami prezentowały się lepiej od grającego centralnie duetu Fischer – Sembrant, gdyż szczególnie piłkarka Montpellier miała sporo problemów z zatrzymaniem niezwykle ruchliwej Nichelle Prince. Braki szybkościowe szwedzkich weteranek na pewno są jednym z czynników, który każe sztabowi szkoleniowemu rozważać kilka wariantów optymalnego zestawienia formacji defensywnej, ale na dzień dzisiejszy wydaje się wręcz nieprawdopodobne, aby jednym z jej filarów nie była w czerwcu prezentująca się zdecydowanie najsolidniej z tego grona Eriksson. Defensorka Chelsea także w starciu z Kanadą zanotowała kilka udanych interwencji, a wspomniana Ilestedt dzielnie jej sekundowała, między innymi ratując po przerwie reprezentację Szwecji przed utratą pewnego gola.

Wielkiego meczu nie rozegrała dziś również Kosovare Asllani, która jednak nawet w niepełnej dyspozycji była niezwykle ważnym elementem szwedzkiej drugiej linii. Warto odnotować również dobrą zmianę rekonwalescentki Anny Anvegård, która pojawiła się na placu na kwadrans przed końcem właśnie w miejsce Kosse i wniosła do gry zdecydowanie najwięcej spośród wszystkich rezerwowych. Swego dnia wyjątkowo nie miały za to obie szwedzkie dziewiątki; zarówno Stina Blackstenius jak i Mimmi Larsson tak wiele razy były skutecznie neutralizowane przez Kadeishę Buchanan, że niewykluczone, iż któraś z nich będzie dziś w nocy miała koszmary ze stoperką Lyonu w roli głównej. W pełni usatysfakcjonowane ze swojej postawy nie mogą być także skrzydłowe, bo choć udało im się wygrać kilka newralgicznych przebitek i pojedynków biegowych, to żaden z nich nie doprowadził do poważnego zagrożenia w szesnastce Stephanie Labbé. Najbliżej pokonania byłej golkiperki Piteå, Örebro i Linköping szwedzkie piłkarki były po jednym ze stałych fragmentów gry, kiedy to w wyniku sporego zamieszania futbolówka znalazła się pod nogami Nilli Fischer. Strzał kapitanki Wolfsburga zatrzymał się jednak na poprzeczce.

Nieco częściej dogodne okazje stwarzały sobie Kanadyjki, ale ani Prince, ani Beckie, ani nieustannie goniąca za rekordem strzeleckim Abby Wambach Sinclair nie znalazły dziś sposobu na pokonanie Hedvig Lindahl. Bramkarka Chelsea, zupełnie jak za dawnych lat, skutecznie interweniowała nie tylko na linii, ale także poza polem karnym i choć znów (zupełnie jak wtedy!) przy kilku jej wyjściach delikatnie zadrżało nam serce, to czyste konto udało się zachować do ostatniego gwizdka Anny-Marie Keighley. W doliczonym czasie pierwszej połowy podopiecznym trenera Heinera-Møllera udało się wprawdzie jeden, jedyny raz umieścić piłkę w szwedzkiej bramce, ale czujna, nowozelandzka sędzia słusznie dopatrzyła się chwilę wcześniej pozycji spalonej Jessie Fleming. Więcej razy nasze defensywa rozmontować się już nie dała, ale Peter Gerhardsson i tak nie był zadowolony z postawy swoich piłkarek na portugalskim turnieju. Musimy poprawić każdy aspekt, musimy być lepsi w ofensywie, w defensywie, w konwersji gry i przede wszystkim przy stałych fragmentach – powiedział szwedzki selekcjoner i niech te słowa staną się mottem, które będzie towarzyszyć nam aż do mundialu. Czasu na dokonanie poprawek pozostaje coraz mniej, ale na szczęście wciąż go mamy.

* Po zakończeniu meczu odbył się konkurs rzutów karnych (według formatu ABBA), który wyłonił trzeci zespół tegorocznego turnieju o Puchar Algarve. Jedenastki skuteczniej wykonywały Kanadyjki, zwyciężając w tym elemencie w stosunku 6-5.

 

Pięćdziesiąt twarzy kadry

porsve

Nathalie Björn oraz Nilla Fischer mają nad czym myśleć (Fot. Bildbyrån)

Dwa mecze, dwa pomysły na grę i dwa kompletnie różne oblicza szwedzkiej kadry – tak w największym skrócie można podsumować dotychczasowe popisy zespołu Petera Gerhardssona na portugalskiej ziemi. Dokładnie 48 godzin po naprawdę efektownym zwycięstwie nad Szwajcarią przyszło nam przełknąć niezwykle gorzką pigułkę w postaci porażki z gospodyniami, które przez większą część meczu w Albufeirze były po prostu lepszą drużyną i uczciwie zapracowały na to, aby cieszyć się po ostatnim gwizdku słabo prowadzącej te zawody chilijskiej sędzi. Można oczywiście próbować tłumaczyć dzisiejszy wynik krótkim okresem regeneracji po poprzednim spotkaniu, nadzwyczaj eksperymentalnym ustawieniem (choć z drugiej strony – to szwedzki sztab szkoleniowy dobrowolnie się na nie zdecydował), czy wreszcie czerwoną kartką obejrzaną jeszcze w pierwszej połowie przez Julię Zigiotti, ale zachowania szwedzkiej defensywy przy obu bramkowych sytuacjach nie da się niestety usprawiedliwić w żaden logiczny sposób. Jasne, my lepiej niż inni jesteśmy świadomi potencjału drzemiącego w Claudii Neto, ale od piłkarek pokroju Fischer czy Sembrant mamy prawo oczekiwać interwencji na zdecydowanie wyższym poziomie niż te dzisiejsze.

Obie doświadczone stoperki ewidentnie nie miały dziś swojego dnia, a na tle niezwykle dynamicznych i ruchliwych portugalskich pomocniczek ich braki szybkościowe uwidaczniały się jeszcze bardziej. Na domiar złego, Fischer i Sembrant solidarnie popełniały dziś błędy także przy dośrodkowaniach ze stojącej piłki, czego kulminację mogliśmy obejrzeć przy wyrównującym golu. Prawdą jest, że swoim obrończyniom nie pomogła w tej sytuacji Cajsa Andersson (Lindahl najpewniej zareagowałaby na centrę Dolores Silvy nieco inaczej), ale obdarzone takimi warunkami fizycznymi zawodniczki najzwyczajniej w świecie nie mają prawa przegrać walki o górną piłkę z jedną z najniższych na placu gry Dianą Silvą. A tym bardziej zostawiać jej w szesnastce tyle przestrzeni, że piłkarka Sportingu zdążyłaby jeszcze przed oddaniem strzału podskoczyć do Lagos.

A przecież nie zapominajmy, że Portugalia z dzisiejszego meczu do nie tylko wygrywająca powietrzne pojedynki Diana Silva, czy tańcząca ze szwedzką defensywą Claudia Neto. Świetne zawody w drugiej linii rozegrała przecież Dolores Silva, dobrą (choć nieplanowaną) zmianę dała Ana Leite, a Carola Costa nie wpisała się na listę strzelczyń tylko dlatego, że Andersson instynktownie odbiła uderzoną przez nią futbolówkę na poprzeczkę. Oczywiście, wszystkie te sytuacje miały miejsce już po tym, jak czerwoną kartkę obejrzała Julia Zigiotti (o słuszności tej decyzji także można byłoby dyskutować), ale nawet grając w dziesiątkę nie można pozwalać tak usposobionym rywalkom na tak wiele. A przecież nawet w pełnym składzie gra Szwedek ewidentnie się nie kleiła; zmieniona w przerwie Sandra Adolfsson zaliczyła dramatycznie niski procent udanych zagrań, a Nathalie Björn zaczęła cokolwiek dawać zespołowi dopiero wtedy, gdy została przesunięta na naturalną dla siebie pozycję. Niewiele pozytywnych bodźców przyniosły tym razem także zmiany dokonywane w trakcie spotkania przez szwedzkiego selekcjonera. O ile Caroline Seger zapamiętaliśmy przynajmniej z dwóch naprawdę przyzwoitej jakości podań otwierających Sofii Jakobsson drogę do bramki, a także z przytomnego zachowania w polu karnym Portugalii przy golu na 1-0, o tyle Olivia Schough zapisała się w meczowym protokole jedynie dzięki kompletnie niepotrzebnym przepychankom z Carole Costą na wysokości linii środkowej. Bez wsparcia pozostawionej dziś poza meczową kadrą Asllani, stosunkowo niewiele wniosła do gry również autorka trzech bramek przeciwko Szwajcarii Mimmi Larsson, choć mając na uwadze obraz meczu, akurat do niej pretensje możemy mieć chyba najmniejsze.

W pierwszej połowie widać było, że Peter Gerhardsson polecił swoim piłkarkom nieco bardziej eksploatować lewą flankę, gdyż – na co sam zwracałem już wielokrotnie uwagę – to właśnie tą stroną reprezentacja Szwecji konstruowała ostatnimi czasy zdecydowanie najmniej akcji. Całkiem przyzwoicie wyglądało to jednak tylko w początkowej fazie spotkania, głównie za sprawą ustawionej dziś na wahadle Jonny Andersson, która naprawdę nieźle weszła w mecz. Obiecujący początek zanotowała także Stina Blackstenius, która – podobnie jak w Viborgu – pełniła rolę fałszywej dziewiątki i to właśnie napastniczka Linköping mogła stosunkowo szybko otworzyć wynik. Niestety, pomimo znalezienia się w dogodnej pozycji strzeleckiej, Blackstenius zdecydowała się poszukać w szesnastce swojej byłej koleżanki klubowej z Montpellier Sofii Jakobsson, z czego skrzętnie skorzystały portugalskie defensorki, błyskawicznie wyjaśniając sytuację. Po przerwie, szwedzkie ataki były już zdecydowanie bardziej sporadyczne, choć wspomniana Jakobsson w najlepszej dyspozycji pewnie nie miałaby problemów z wykończeniem sytuacji z 85. minuty, kiedy to stanęła oko w oko z Ines Pereirą. Młoda, portugalska golkiperka zrehabilitowała się jednak za błąd sprzed kilkunastu minut, gdy w kuriozalny sposób przepuściła do siatki … centrę Nathalie Björn i to również dzięki jej interwencji gospodynie mogły zapisać do swojego dorobku drugie w historii zwycięstwo nad Szwecją. Cóż, pozostaje jedynie pogratulować i życzyć powodzenia w kolejnych meczach, bo niewykluczone, że europejski futbol właśnie doczekał się jeszcze jednej bardzo solidnej reprezentacji.