Pięćdziesiąt twarzy kadry

porsve

Nathalie Björn oraz Nilla Fischer mają nad czym myśleć (Fot. Bildbyrån)

Dwa mecze, dwa pomysły na grę i dwa kompletnie różne oblicza szwedzkiej kadry – tak w największym skrócie można podsumować dotychczasowe popisy zespołu Petera Gerhardssona na portugalskiej ziemi. Dokładnie 48 godzin po naprawdę efektownym zwycięstwie nad Szwajcarią przyszło nam przełknąć niezwykle gorzką pigułkę w postaci porażki z gospodyniami, które przez większą część meczu w Albufeirze były po prostu lepszą drużyną i uczciwie zapracowały na to, aby cieszyć się po ostatnim gwizdku słabo prowadzącej te zawody chilijskiej sędzi. Można oczywiście próbować tłumaczyć dzisiejszy wynik krótkim okresem regeneracji po poprzednim spotkaniu, nadzwyczaj eksperymentalnym ustawieniem (choć z drugiej strony – to szwedzki sztab szkoleniowy dobrowolnie się na nie zdecydował), czy wreszcie czerwoną kartką obejrzaną jeszcze w pierwszej połowie przez Julię Zigiotti, ale zachowania szwedzkiej defensywy przy obu bramkowych sytuacjach nie da się niestety usprawiedliwić w żaden logiczny sposób. Jasne, my lepiej niż inni jesteśmy świadomi potencjału drzemiącego w Claudii Neto, ale od piłkarek pokroju Fischer czy Sembrant mamy prawo oczekiwać interwencji na zdecydowanie wyższym poziomie niż te dzisiejsze.

Obie doświadczone stoperki ewidentnie nie miały dziś swojego dnia, a na tle niezwykle dynamicznych i ruchliwych portugalskich pomocniczek ich braki szybkościowe uwidaczniały się jeszcze bardziej. Na domiar złego, Fischer i Sembrant solidarnie popełniały dziś błędy także przy dośrodkowaniach ze stojącej piłki, czego kulminację mogliśmy obejrzeć przy wyrównującym golu. Prawdą jest, że swoim obrończyniom nie pomogła w tej sytuacji Cajsa Andersson (Lindahl najpewniej zareagowałaby na centrę Dolores Silvy nieco inaczej), ale obdarzone takimi warunkami fizycznymi zawodniczki najzwyczajniej w świecie nie mają prawa przegrać walki o górną piłkę z jedną z najniższych na placu gry Dianą Silvą. A tym bardziej zostawiać jej w szesnastce tyle przestrzeni, że piłkarka Sportingu zdążyłaby jeszcze przed oddaniem strzału podskoczyć do Lagos.

A przecież nie zapominajmy, że Portugalia z dzisiejszego meczu do nie tylko wygrywająca powietrzne pojedynki Diana Silva, czy tańcząca ze szwedzką defensywą Claudia Neto. Świetne zawody w drugiej linii rozegrała przecież Dolores Silva, dobrą (choć nieplanowaną) zmianę dała Ana Leite, a Carola Costa nie wpisała się na listę strzelczyń tylko dlatego, że Andersson instynktownie odbiła uderzoną przez nią futbolówkę na poprzeczkę. Oczywiście, wszystkie te sytuacje miały miejsce już po tym, jak czerwoną kartkę obejrzała Julia Zigiotti (o słuszności tej decyzji także można byłoby dyskutować), ale nawet grając w dziesiątkę nie można pozwalać tak usposobionym rywalkom na tak wiele. A przecież nawet w pełnym składzie gra Szwedek ewidentnie się nie kleiła; zmieniona w przerwie Sandra Adolfsson zaliczyła dramatycznie niski procent udanych zagrań, a Nathalie Björn zaczęła cokolwiek dawać zespołowi dopiero wtedy, gdy została przesunięta na naturalną dla siebie pozycję. Niewiele pozytywnych bodźców przyniosły tym razem także zmiany dokonywane w trakcie spotkania przez szwedzkiego selekcjonera. O ile Caroline Seger zapamiętaliśmy przynajmniej z dwóch naprawdę przyzwoitej jakości podań otwierających Sofii Jakobsson drogę do bramki, a także z przytomnego zachowania w polu karnym Portugalii przy golu na 1-0, o tyle Olivia Schough zapisała się w meczowym protokole jedynie dzięki kompletnie niepotrzebnym przepychankom z Carole Costą na wysokości linii środkowej. Bez wsparcia pozostawionej dziś poza meczową kadrą Asllani, stosunkowo niewiele wniosła do gry również autorka trzech bramek przeciwko Szwajcarii Mimmi Larsson, choć mając na uwadze obraz meczu, akurat do niej pretensje możemy mieć chyba najmniejsze.

W pierwszej połowie widać było, że Peter Gerhardsson polecił swoim piłkarkom nieco bardziej eksploatować lewą flankę, gdyż – na co sam zwracałem już wielokrotnie uwagę – to właśnie tą stroną reprezentacja Szwecji konstruowała ostatnimi czasy zdecydowanie najmniej akcji. Całkiem przyzwoicie wyglądało to jednak tylko w początkowej fazie spotkania, głównie za sprawą ustawionej dziś na wahadle Jonny Andersson, która naprawdę nieźle weszła w mecz. Obiecujący początek zanotowała także Stina Blackstenius, która – podobnie jak w Viborgu – pełniła rolę fałszywej dziewiątki i to właśnie napastniczka Linköping mogła stosunkowo szybko otworzyć wynik. Niestety, pomimo znalezienia się w dogodnej pozycji strzeleckiej, Blackstenius zdecydowała się poszukać w szesnastce swojej byłej koleżanki klubowej z Montpellier Sofii Jakobsson, z czego skrzętnie skorzystały portugalskie defensorki, błyskawicznie wyjaśniając sytuację. Po przerwie, szwedzkie ataki były już zdecydowanie bardziej sporadyczne, choć wspomniana Jakobsson w najlepszej dyspozycji pewnie nie miałaby problemów z wykończeniem sytuacji z 85. minuty, kiedy to stanęła oko w oko z Ines Pereirą. Młoda, portugalska golkiperka zrehabilitowała się jednak za błąd sprzed kilkunastu minut, gdy w kuriozalny sposób przepuściła do siatki … centrę Nathalie Björn i to również dzięki jej interwencji gospodynie mogły zapisać do swojego dorobku drugie w historii zwycięstwo nad Szwecją. Cóż, pozostaje jedynie pogratulować i życzyć powodzenia w kolejnych meczach, bo niewykluczone, że europejski futbol właśnie doczekał się jeszcze jednej bardzo solidnej reprezentacji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s