Podsumowanie 4. kolejki

Piłkarki lidera z Linköping postanowiły, że w Kristianstad nie będą czekać z rozstrzygnięciem spotkania do ostatniej minuty i od początku z wielkim impetem ruszyły na bramkę Maron. Taktyka ta okazała się nadspodziewanie efektowna, gdyż już pierwsza nieco bardziej składna akcja gości przyniosła im powodzenie. Wszystko rozpoczęło się od Samuelsson, następnie Lennartsson zagrała kapitalną klepkę z Banusic, a najlepsza snajperka Damallsvenskan sezonu 2017 po raz piąty tej wiosny skierowała futbolówkę do siatki rywalek. Niestety, strzelony w 4. minucie gol był jednocześnie końcem występu byłej zawodniczki Chelsea na Vilans IP, co mocno ostudziło chwilowy wybuch radości w obozie LFC. Nawet bez Banusic, podopieczne Kima Björkegrena potrafiły jednak w miarę spokojnie kontrolować przebieg boiskowych wydarzeń i choć w Skanii nie oglądaliśmy jakiegoś wielkiego widowiska, to do końca pierwszej połowy Kristianstad w zasadzie nie potrafił w jakikolwiek sposób zagrozić bramce Cajsy Andersson. Nie mamy pojęcia, co w przerwie powiedziała swoim piłkarkom Elisabet Gunnarsdottir, ale faktem jest, że obraz gry zmienił się po niej diametralnie. Gospodynie sprawiały wrażenie drużyny, która właśnie zrozumiała, że godzinę wcześniej wyszła na murawę ze zdecydowanie zbyt wielkim respektem dla przeciwnika i z coraz większą inicjowały kolejne ofensywne wypady. Bardzo bliska wyrównania stanu rywalizacji była w 64. minucie Sandström, ale dopiero strzał głową Amandy Edgren, po uprzednim przedłużeniu centry przez Edwards, uszczęśliwił sympatyków Kristianstad. Biorąc pod uwagę sam przebieg meczu, podział punktów byłby chyba rozstrzygnięciem nie krzywdzącym żadnej ze stron, ale Linköping miał dziś w swoich szeregach Tove Almqvist, o której tydzień temu pisaliśmy, że z meczu na mecz czuje się w wyjściowej jedenastce Kima Björkegrena coraz pewniej. Młodzieżowa reprezentantka Szwecji w 88. minucie podsumowała swój świetny występ idealnym wykończeniem dośrodkowania Jonny Andersson, dzięki czemu już w sobotę w okolicach godziny 17 mogliśmy ogłosić, że po czwartej serii spotkań obrończynie tytułu bez względu na pozostałe rozstrzygnięcia wciąż będą znajdować się na szczycie ligowej tabeli.

01

Choć przed tygodniem przeciwko Kristianstad piłkarki Limhamn Bunkeflo zaprezentowały się nadzwyczaj mało spektakularnie, charyzmatyczny szkoleniowiec ekipy z Malmö Sven Sjunnesson zapowiadał, że z Vittsjö jego podopieczne wrócą z kompletem punktów. Możemy jednak przypuszczać, że nawet on był zaskoczony widząc, że przez początkowe dwadzieścia minut gra toczyła się wyłącznie na jedną bramkę i była to bramka strzeżona przez Shannon Lynn. Zawodniczki beniaminka imponowały kreatywnością w poczynaniach ofensywnych i gdyby tylko Mia Persson lub Michaela Jonsson wykorzystały choćby co drugą okazję do pokonania szkockiej bramkarki, to na przerwę zawodniczki z Malmö schodziłyby z całkiem pokaźną zaliczką. Jak na ironię, pierwszy i w dodatku stracony w niezwykle przykrych okolicznościach gol padł po przeciwległej stronie boiska. Prosty błąd techniczny spowodował, że Winberg w zupełnie niegroźnej sytuacji zagrała ręką we własnej szesnastce, a Sällström postanowiła skorzystać z okazji, pewnie egzekwując jedenastkę. Niezbyt fortunny przebieg wydarzeń nie załamał jednak zawodniczek beniaminka, które nieustannie nękały defensywę Vittsjö i w końcu, tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, ich starania zostały w odpowiedni sposób nagrodzone. Wännerdahl popisała się pięćdziesięciometrowym podaniem na dobieg w stylu Lisy Dahlkvist, a Johnsson – tuż po tym jak jednym zwodem zakręciła w głowie Amandzie Persson – mierzonym strzałem przy dalszym słupku wyrównała stan rywalizacji. Po przerwie obie drużyny postanowiły rozpocząć od bardzo mocnego uderzenia, w efekcie czego obejrzeliśmy niesamowicie efektowną wymianę ciosów. Najpierw, wykorzystując jeszcze jedno dobre dogranie Wännerdahl, swoją drużynę na prowadzenie wyprowadziła Kristjansdottir, ale zanim do zawodniczek z Malmö zdążyło w ogóle dotrzeć, że znalazły się o kilkadziesiąt minut od historycznego zwycięstwa, za sprawą akcji duetu Wilkinson – Sällström na świetlnej tablicy znów pojawił się remis. Ostatnie słowo znów należało jednak do podopiecznych trenera Sjunnessona, które bez wątpienia swoją postawą na przestrzeni dziewięćdziesięciu minut w pełni zasłużyły na to, aby 6. maja 2017 na zawsze zapisał się w historii klubu jako dzień historycznej, pierwszoligowej wiktorii. Akcję na wagę trzech punktów zainicjowała prostopadłym podaniem Salmi, a Mia Persson – jak przystało na kapitankę – wykorzystała niezdecydowaną reakcję stoperek Vittsjö i celnym strzałem zapewniła nielicznym, ale bardzo głośnym sympatykom LB radosną podróż powrotną do Malmö.

02

Zespół Joela Riddeza był bez wątpienia faworytem pojedynku z Kvarnsveden, ale ostatnie lata nauczyły nas, że starcia Djurgården z rywalkami z Dalarny charakteryzują się przede wszystkim kompletną nieprzewidywalnością. Nie inaczej było także i tym razem, a koniec końców różnicę zrobiła ta, która coraz pewniej kroczy po tytuł MVP całej ligi – Tabitha Chawinga. Zanim jednak napastniczka z Malawi rozpoczęła swoje show, na murawie Stadionu Olimpijskiego obejrzeliśmy tyle zwrotów akcji, że scenariusz tego meczu spokojnie można byłoby przedstawić najlepszym reżyserom najlepszych thrillerów. W początkowym kwadransie dość niespodziewanie korzystniejsze wrażenie sprawiały piłkarki z Borlänge, ale to sztokholmianki po 20 minutach znalazły się w sytuacji niemal komfortowej. Za wybicie ręką zmierzającej do siatki futbolówki, Johanna Axfeldt otrzymała od pani Olofsson zaproszenie na przedwczesny prysznic, a Sheila van den Bulk nie pomyliła się z jedenastu metrów, otwierając w ten sposób wynik spotkania. W tym momencie wydawało się, że piłkarki Djurgården mają po swojej stronie wszystkie atuty: korzystny rezultat, własny stadion i perspektywę 70 minut gry w przewadze przeciwko defensywie Kvarnsveden. Wtedy jednak Lina Lundqvist postanowiła, że oto nadszedł najbardziej odpowiedni moment na to, aby rozegrać najlepszy mecz w swojej krótkiej jeszcze pierwszoligowej karierze i zamiast kolejnymi golami dla gospodyń, mogliśmy zachwycać się kolejnymi robinsonadami golkiperki z Dalarny. Próbowała Schmidt, z dystansu uderzała Gisladottir, ale chociaż ich strzały były naprawdę niezłej jakości, Lundqvist cały czas utrzymywała swój zespół w grze. Zawodniczki ze stolicy miały sporo zastrzeżeń do pracy Tess Ofolsson, która nie odgwizdała ewidentnego ich zdaniem rzutu karnego za faul na Rytting Kaneryd, a chwilę wcześniej ze względu na pozycję spaloną anulowała gola Jalkerud, ale prawda jest taka, że pretensje po ostatnim gwizdku mogą mieć przede wszystkim do siebie. Sytuacji pod bramką Lundqvist było bowiem wystarczająco wiele, aby to spotkanie już po godzinie gry można było uznać za rozstrzygnięte. Tak się jednak nie stało, a potem na arenę wkroczyła Chawinga i opowiedziała nam własną, zakończoną w iście kalifornijskim stylu historię.

03

Wprawdzie w piłce nożnej cuda zdarzają się znacznie częściej niż w jakimkolwiek innym sporcie drużynowym, ale akurat na Malmö IP ciężko było liczyć na niespodziankę. Wyjazd do stolicy Skanii trafił się bowiem zawodniczkom z Göteborga w najgorszym możliwym momencie i choć ambicji oraz woli walki ani przez chwilę nie można było im odmówić, to jednak podopieczne duńskiego szkoleniowca Jacka Majgaarda i tak zrobiły to, co drużyna naszpikowana gwiazdami zazwyczaj robi w starciu z zespołem dopiero do tego miana aspirującym. Pewnym zaskoczeniem było być może jedynie to, że na pierwszego gola w wykonaniu dziesięciokrotnych mistrzyń Szwecji musieliśmy czekać aż do 39. minuty i – co gorsza – był on następstwem podyktowanego w dość kontrowersyjnych okolicznościach rzutu wolnego. Stwierdzenie, że pani Malin Johansson ze Sztokholmu w znaczący sposób wpłynęła na wynik spotkania byłoby jednak sporym nadużyciem, gdyż – pomimo solidnej postawy Jennifer Falk w bramce gości – kolejne bramki dla zespołu z Malmö były tak naprawdę jedynie kwestią czasu. Defensywa z Västergötland robiła, co tylko mogła, ale największym pozytywem z punktu widzenia Stefana Rehna może być to, że jego młode zawodniczki odebrały w niedzielne popołudnie darmową lekcję futbolu, udzieloną przez najlepsze w kraju profesorki i jeśli tylko będą potrafiły wyciągnąć z niej odpowiednie wnioski, to dzisiejsza porażka w szerszej perspektywie wcale nie musi okazać się aż tak bolesna. Analizując spotkanie na Malmö IP pod kątem reprezentacji nie sposób również nie zauważyć, że do formy prezentowanej w styczniowo-lutowych sparingach w pełni wróciła już Lotta Schelin. Dyspozycja królowej strzelczyń EURO 2013 jest jednak jedną z niewielu pozytywnych informacji dla szwedzkiego kibica na mniej więcej dwa i pół miesiąca przed rozpoczęciem holenderskiego turnieju.

04

Pierwsza połowa rywalizacji Hammarby z Piteå była zdecydowanie daniem dla piłkarskich koneserów. Stroną bardziej aktywną były na murawie Zinkendamms IP zawodniczki z Norrland, które szczególnie prawą flanką kilka razy skutecznie przedarły się przez defensywne zasieki Hammarby, ale zagrożenie pod bramką beniaminka sprowadzało się wyłącznie do pewnie wyłapanych przez Emmę Holmgren dośrodkowań. Pomysłem gospodyń na ten mecz były natomiast długie, prostopadłe piłki grane przez Ekblom oraz Angeldahl w kierunku ruchliwych napastniczek, ale one również nie przekładały się na dogodne sytuacje pod bramką Carlén. Można więc było przypuszczać, że jeśli w tym spotkaniu padnie gol, to najprawdopodobniej będzie on efektem indywidualnego błędu którejś z piłkarek i taki w 23. minucie przytrafił się Emmie Holmgren. Bramkarka młodzieżowej reprezentacji Szwecji nie w tempo wyszła do zagranej przez Aronsson piłki, z czego skwapliwie skorzystała Löfqvist i strzałem głową otworzyła wynik spotkania. Po przerwie Hammarby spróbowało zaatakować nieco bardziej odważnie, angażując do akcji ofensywnych większą liczbę zawodniczek, ale zapędy sztokholmianek raz po raz kasowała dyrygowana przez bezbłędną niczym za swoich najlepszych lat w Damallsvenskan Faith Ikidi defensywa z Norrland. Znacznie więcej działo się za to w okolicach pola karnego Holmgren, gdzie najpierw Janogy, a kilkanaście minut później Karlsson stanęły przez szansą definitywnego rozstrzygnięcia tego spotkania. Obu napastniczkom Piteå do pełni szczęście zabrakło jednak kilkunastu centymetrów, ale na ich szczęście trafienie Löfqvist z pierwszej połowy w zupełności wystarczyło do tego, aby trzy punkty pojechały ostatecznie do Norrland. Żałować nieco zbyt łatwo przegranego meczu mogą za to piłkarki ze stolicy, bo jeśli beniaminek rzeczywiście chce zadać kłam wszystkim skazującym go na pewną degradację, to ewentualnych zwycięstw szukać powinien właśnie w takich pojedynkach jak niedzielne starcie z drużyną Stellana Carlssona.

05

Nie od dziś wiemy, że derby rządzą się swoimi prawami szczególnie wtedy, gdy na boisku spotykają się dwa zespoły mające sobie sporo do udowodnienia, a właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia na Tunavallen. Ostatni akord czwartej kolejki przedstawiał się tym bardziej smakowicie, że w roli trenerów po przeciwnych stronach piłkarskiej barykady stanęli niedawni współpracownicy, a starcie przy linii bocznej zapowiadało się nie mniej ciekawie niż rywalizacja piłkarek na murawie. Pierwsze minuty mogły wskazywać, że z taktycznego pojedynku zwycięsko wyjdzie Martin Skogman, gdyż to jego Örebro w początkowej fazie meczu niespodziewanie narzuciło na Tunavallen swoje warunki, dokumentując zdecydowaną przewagę przepięknym golem Emmy Jansson. Opromienione niedawną wygraną z Rosengård zawodniczki United stosunkowo szybko otrząsnęły się jednak z letargu i niespełna dziesięć minut po utracie bramki przez Eskilsunę znów wróciliśmy do punktu wyjścia. Ze strzałem Larsson poradziła sobie jeszcze Söberg, ale wobec przytomnej dobitki Andersson golkiperka z Behrn Areny była już całkowicie bezradna, w efekcie czego zrobiło się 1-1. Co zrozumiałe, podopieczne Viktora Erikssona nie zamierzały zadowalać się takim rezultatem, a postawa najlepszej w szeregach United Malin Diaz wyraźnie wskazywała, że gospodynie ani myślą schodzić do szatni przy wyniku remisowym. Nie będzie więc chyba przesadnym zaskoczeniem, jeśli powiemy, że to właśnie filigranowa pomocniczka zainicjowała w 41. minucie akcję, którą celnym strzałem z bardzo ostrego kąta sfinalizowała Larsson. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę jeszcze jedno rozegranie piłki przez duet Diaz – Larsson zaowocowało trzecim golem dla Eskilstuny, ale tym razem gości z Örebro uratowała sędzia, dopatrując się pozycji spalonej, której – jak pokazały powtórki – absolutnie nie było. Malin Diaz tempa nie zwalniała także po przerwie i to właśnie za faul na niej podyktowany został w 60. minucie, ale tym razem na drodze United do podwyższenia jednobramkowego prowadzenia stanęła Söberg, intuicyjnie broniąc strzał Fiony Brown. Niewiele brakowało, aby niewykorzystane przez gospodynie sytuacje zemściły się w sytuacji, gdy z dystansu uderzała Jenny Hjohlman, ale była napastniczka Umeå sprawdziła jedynie wytrzymałość poprzeczki bramki Lundberg, a z dobitką nie zdążyła Spetsmark. Nie była to jednak ostatnia okazja podopiecznych Martina Skogmana w tym meczu, ale więcej goli w niezwykle interesującym, derbowym pojedynku już nie padło, dzięki czemu Tunavallen wciąż pozostaje areną, z której żadna z goszczących tu drużyn nie wywiozła jeszcze w obecnym sezonie choćby punktu.

06

07

08

09

4. kolejka – zapowiedź

Powiedzmy sobie szczerze – mało kto chciałby w ten weekend znaleźć się w sytuacji Jennifer Falk i niezaprawionej w ekstraklasowych bojach defensywy z Göteborga. Ekipa Stefana Rehna rozpoczęła wprawdzie obecny sezon niezwykle obiecująco, solidny debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej zaliczyła nawet szesnastoletnia Felicia De Feo, ale w niedzielne popołudnie młode piłkarki czeka wyprawa do jaskini lwa i to w momencie, gdy ów lew jest najbardziej rozdrażniony. Nie trzeba być Jackiem Majgaardem, żeby wiedzieć, że sportowa złość zawodniczek z Malmö po porażce w Eskilstunie sprawi, iż Schelin, Mittag, Masar, Martens i reszta gwiazdozbioru ze stolicy Skanii najpewniej już od pierwszych minut rzuci się do szaleńczych ataków na bramkę Falk. Kluczowy może okazać się zatem początkowy kwadrans, gdyż jeśli obrończyniom z Västergötland nie uda się go przetrwać, to w dalszej fazie meczu możemy być świadkami prawdziwego festiwalu strzeleckiego w wykonaniu gospodyń. Z drugiej strony, gdyby gościom udało się w tym momencie sezonu przywieźć ze Skanii choćby jeden punkt, to kto wie, czy właśnie na Malmö IP nie narodzi się nowa, pierwszoligowa tożsamość drużyny z Göteborga

W południowej części kraju w ramach czwartej serii spotkań odbędą się jeszcze dwa pojedynki i możemy przypuszczać, że wynik przynajmniej jednego z nich będzie bardzo interesował sympatyków FC Rosengård. Mistrz i lider z Linköping zawita bowiem na Vilans IP w Kristianstad, gdzie nigdy nikomu nie gra się łatwo. Kim Björkegren najprawdopodobniej będzie mógł już od pierwszej minuty skorzystać z usług Mariji Banusic, ale pod dużym znakiem zapytania stanął za to występ Kristine Minde. Swoje problemy ma także Elisabet Gunnarsdottir, bo o ile nigeryjska druga linia Kristianstad spisuje się póki co bez zarzutu, o tyle kontuzja Belgijki Schryvers sprawiła, że drużyna ze wschodniej Skanii została pozbawiona swojej najgroźniejszej snajperki. Oba zespoły zagrają osłabione, oba potrzebują punktów, a to zawsze jest gwarantem sporych emocji. Tych nie powinno zabraknąć także w Vittsjö, gdzie kibice Limhamn Bunkeflo będą mogli przekonać się, która twarz ich zespołu realnie oddaje jego aktualne możliwości. Przeciwko Piteå do zwycięstwa zabrakło beniaminkowi kilku sekund, przeciwko Kristianstad po trzynastu minutach było już po zabawie, więc co wydarzy się w Vittsjö? Do gry gotowa będzie już Emma Lundh, a to oznacza, że podopieczne trenera Mårtenssona mają coraz więcej argumentów przemawiających za tym, że trzy punkty jednak pozostaną na najsłynniejszej szwedzkiej wsi.

Sporo będzie działo się także w Sztokholmie. Najpierw, w sobotnie popołudnie, Djurgården podejmie na Stadionie Olimpijskim Kvarnsveden, a to oznacza, że możemy spodziewać się wielu goli, bowiem starcia tych ekip niemal zawsze w nie obfitują. O defensywie Kvarnsveden powiedziano tej wiosny już bardzo wiele i niestety nie były to raczej miłe słowa. Czy wyjazd do stolicy może okazać przełomowym dla zespołu z Dalarny? Na pewno, ale rozczytanie gry Schmidt, zatrzymanie dynamicznej Rytting Kaneryd, czy skuteczne krycie Jalkerud to nie są wcale łatwiejsze zadania niż te, z którymi piłkarki z Borlänge mierzyły się w poprzednich kolejkach. Na Zinkendamms IP Hammarby podejmie Piteå i choć drużyny te nie miały w ostatnich latach okazji do częstych konfrontacji, to i tak mają sporo całkiem świeżych rachunków do wyrównania. Bezbramkowy remis w ostatniej serii spotkań 2015 oznaczał wówczas brązowe medale dla zawodniczek z Norrland przy jednoczesnej degradacji do Elitettan ekipy z Södermalm. Jedną z piłkarek najbardziej przeżywających gorycz spadku z Damallsvenskan była tamtego wieczora Julia Karlernäs, która w niedzielę wyjdzie na boisko już jako piłkarka … Piteå. Czy pogrąży swój były klub, czy może raz jeszcze znajdzie się w obozie pokonanych?

Ostatnim akordem czwartej kolejki będzie derbowe i pełne boiskowych smaczków starcie Eskilstuny z Örebro. Z punktu widzenia reprezentacji będziemy obserwować korespondencyjne pojedynki Larsson, Diaz, Andersson, Glas i Schough z Dahlkvist, Spetsmark oraz Petterson Engström. Z punktu widzenia trenerów pasjonować będzie nas rywalizacja Viktora Erikssona z Martinem Skogmanem, którzy przez dłuższy czas stali podczas derbów po tej samej stronie barykady. Piłkarek, które podczas swoich karier miały przyjemność występować dla obu klubów, nie ma nawet sensu przytaczać, bo szczególnie w ostatnim czasie losy Eskilstuny i Örebro wielokrotnie się przeplatały. I tylko kibice spod znaku Tuna12 niestrudzenie trwają na swoich stanowiskach i w poniedziałkowy wieczór znów licznie stawią się na trybunach i zjednoczą się w jednym pragnieniu, aby kolejny zespół – podobnie jak w minioną środę Rosengård – wyjechał z Tunavallen bez punktów.

omg4_01

omg4_02

omg4_03

omg4_04

omg4_05

omg4_06

Podsumowanie 3. kolejki

Piątkowy wieczór na Behrn Arenie przebiegał pod znakiem przepięknej urody goli, ale dla żadnej z biorących udział w inauguracyjnym spotkaniu trzeciej kolejki drużyn nie było to specjalnym pocieszeniem. Gospodynie żałowały dwóch straconych w teoretycznie najłatwiejszym meczu rundy wiosennej punktów, natomiast piłkarki ze Sztokholmu zastanawiały się, dlaczego w ostatnich sekundach wypuściły z rąk tak bardzo potrzebne im zwycięstwo. Remis w Örebro był więc z gatunku tych, które nie zadowoliły nikogo. Początkowa faza meczu należała zdecydowanie do beniaminka ze stolicy, co z pewnością zaskoczyło tych, którzy spodziewali się, że to podopieczne Martina Skogmana będą stroną prowadzącą grę. Zawodniczki Bajen wyszły jednak na murawę bez respektu dla faworyzowanego rywala i już w 4. minucie udokumentowały swoją przewagę trafieniem Alexandry Lindberg. Szybko zdobyty przez gości gol nie spowodował wycofania się piłkarek ze Sztokholmu do głębokiej defensywy, w efekcie czego gospodyniom dopiero w okolicach 30. minuty udało się przesunąć ciężar gry nieco bliżej szesnastki Emmy Holmgren. Wciąż wynikało jednak z tego stosunkowo niewiele, a jedyną godną odnotowania sytuacją był nieuznany w kontrowersyjnych okolicznościach gol Mariny Pettersson-Engström. Drugą część meczu Hammarby również rozpoczęło od niezwykle mocnego uderzenia. Pozostawiona kompletnie bez opieki tuż przed linią pola karnego Angeldahl przymierzyła tak idealnie, że defensorki Örebro prawdopodobnie do końca swoich karier będą pamiętały, że tej zawodniczce nie wolno zostawiać tyle wolnej przestrzeni w tym sektorze boiska. W 60. minucie spotkania przed szansą na definitywne zamknięcie meczu stanęła Kajsa Sund, a że w futbolu niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, to zamiast 3-0 dla gości, pół godziny później mieliśmy 2-2. Dwoma efektownymi strzałami remis uratowała zawodniczkom z Örebro niezastąpiona Julia Spetsmark, która kolejnym świetnym występem udowodniła, że na chwilę obecną zalicza się do ścisłej czołówki szwedzkich bocznych pomocniczek. Pozostaje tylko mieć nadzieje, że w porę dostrzeże to również sztab reprezentacji.

01

Piłkarki beniaminka z Malmö ewidentnie nie mają na początku sezonu szczęścia do warunków pogodowych. Przed tygodniem przyszło im rywalizować o ligowe punkty w śniegu, zaś tym razem derbowe starcie z Kristianstad opóźniło się o prawie czterdzieści minut z powodu rzęsiście padającego deszczu. Sprowadzone na Limhamns IP specjalne maszyny do osuszania murawy spisały się jednak na tyle dobrze, że Lovisa Johansson w końcu mogła dać sygnał do rozpoczęcia spotkania, w którym od samego początku zarysowała się wyraźna przewaga gości. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir całkowicie zdominowały środek pola, wygrywały niemal wszystkie stykowe sytuacje i sprawiały wrażenie drużyny o przynajmniej jedno tempo szybszej. Tak chwalona za bardzo solidny występ przeciwko Piteå defensywa Limhamn Bunkeflo na tle niesamowicie dynamicznego tercetu Edgren – Chikwelu – Chukwudi sprawiała wrażenie kompletnie zagubionej i raz po raz dopuszczała do niezwykle groźnych sytuacji w okolicach pola karnego Emmy Lind. Taki obraz gry zwiastował gospodyniom spore kłopoty i rzeczywiście już po trzynastu minutach było w zasadzie po zabawie. Najpierw Chikwelu wykorzystała świetną centrę Belgijki van de Putte, a następnie po zamieszaniu w szesnastce gospodyń na 2-0 wynik podwyższyła Edgren. Zadziwiająca bezradność zawodniczek z Malmö sprawiła, że w tym momencie na Limhamns IP skończyły się emocje, ale była pomocniczka Göteborga tuż przed przerwą raz jeszcze pokonała Lind, wykorzystując nieoczekiwany prezent od Elin Björklund. Po przerwie wreszcie obudziły się gospodynie, które w pierwszej połowie w niczym nie przypominały pierwszoligowej drużyny, ale trudno powiedzieć w jakim stopniu pomogły im w tym przechodzące z minuty na minutę na tryb coraz bardziej ekonomiczny zawodniczki z Kristianstad. Honorowego gola beniaminkowi zdobyć się jednak nie udało, a najlepszą ku temu okazję zmarnowała kapitanka Mia Persson, dwukrotnie przegrywając pojedynek z Brett Maron.

02

Fakt, że niemal każdą tegoroczną relację rozpoczynamy od raportu pogodowego może wydawać się na pierwszy rzut oka nieco zaskakujący, ale tej wiosny natura niejako nie pozostawia nam wyboru. Jasne, opady śniegu pod kołem podbiegunowym nie są zjawiskiem jakoś szczególnie nietypowym, ale jednak na przełomie kwietnia i maja nawet w Norrland zazwyczaj towarzyszy nam już nieco bardziej przyjazna aura. Skoro jednak trzeba było grać, to gospodynie postarały się, aby ci kibice, którzy mimo wszystkich przeciwności postanowili w niedzielne popołudnie odwiedzić LF Arenę, opuszczali stadion usatysfakcjonowani. Różnicę zrobiły precyzyjnie egzekwowane przez June Pedersen stałe fragmenty gry, które w końcowym rozrachunku przyniosły piłkarkom z Piteå aż trzy gole. Najlepsza na placu norweska obrończyni dwukrotnie popisała się idealnymi dośrodkowaniami na głowę Julii Karlernäs, a raz zmusiła do błędu naciskaną przez Madelen Janogy Amerykankę Decker. Zawodniczki Jonasa Björkgrena także miały na LF Arenie swoje szanse, ale tradycyjnie najlepsza w ich szeregach Tabitha Chawinga tym razem nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną Hildę Carlén, która trzykrotnie popisała się skutecznymi interwencjami po strzałach napastniczki z Malawi. Mecz w Piteå kolejny raz uwypuklił, jak wielkim problemem Kvarnsveden jest na obecną chwilę postawa formacji defensywnej, która na dodatek do końca sezonu będzie musiała radzić sobie bez stanowiącej w poprzednim sezonie jej centralny punkt Denise Sundberg. Trzynaście goli straconych w trzech kolejkach jak najbardziej upoważniałoby nas do odkurzenia klasycznego żartu przyrównującego obronę z Dalarny do budżetu Tyresö, ale doskonale zdajemy sobie sprawę, że w Borlänge raczej nikomu nie jest w tej chwili do śmiechu. Jeśli bowiem pomimo strzelenia pięciu bramek w meczach przeciwko Rosengård i Göteborgowi ląduje się ostatecznie w strefie spadkowej, to chyba nie trzeba innych dowodów na to, że coś funkcjonuje nie tak.

03

Nic dwa razy się nie zdarza? A niby dlaczego? Jeśli ktoś pamięta ubiegłoroczny mecz aktualnych mistrzyń kraju przeciwko Djurgården na Arenie Linköping, to w niedzielne popołudnie przeżył klasyczne deja vu. Ogromna przewaga optyczna miejscowych? Była. Zdobyty po wielu próbach gol? Był. Całkowicie niespodziewane wyrównanie tuż przed końcem meczu? A jakże. Zwycięskie trafienie Linköping w momencie, gdy niektórzy zaczynali się już godzić z utratą pierwszych w sezonie punktów? Nie inaczej. O ile scenariusz był w zasadzie identyczny, o tyle w porównaniu z poprzednim sezonem znacząco zmieniła się obsada, ze szczególnym uwzględnieniem odtwórczyń głównych ról. Po stronie LFC tym razem wystąpiły w nich grająca nieco z konieczności w roli ofensywnie usposobionej skrzydłowej Jessica Samuelsson oraz Lina Hurtig, która jeszcze jako piłkarka Umeå na Arenie Linköping zazwyczaj spisywała się bez zarzutu. Z dobrej strony niezwykle tego dnia głośnej publiczności w Östergötland pokazała się również Tove Almqvist, która ewidentnie z meczu na mecz czuje się coraz pewniej w roli podstawowej piłkarki LFC, a obiecującą zmianę dała nieprzypadkowo nazywana nową Blackstenius siedemnastoletnia Finka Emmaliina Tulkki. Równie cenny jest fakt, iż gospodyniom udało się sięgnąć po komplet punktów pomimo absencji Mariji Banusic, gdyż z powodu drobnego urazu najlepsza snajperka Linköping całe spotkanie spędziła na ławce rezerwowych. Pomimo poniesionej w niezwykle pechowych okolicznościach porażki, goście ze Sztokholmu także mają pełne prawo spoglądać w najbliższą przyszłość z optymizmem. Dwa najtrudniejsze mecze wiosny już za nimi, a forma w nich zaprezentowana jak najbardziej uprawnia ich do tego, aby myśleć o poprawie ubiegłorocznej szóstej lokaty. Aby to zrobić, trzeba będzie jednak zredukować liczbę błędów własnych i wydaje się, że właśnie nad tym w najbliższych tygodniach skupi swą uwagę Joel Riddez.

04

W ostatnich latach piłkarki z Vittsjö z reguły radziły sobie na Valhalli całkiem przyzwoicie, więc kibice z północnej Skanii mogli mieć w pełni uzasadnione nadzieje, że ich drużyna powróci z Göteborga jako wciąż niepokonana w tegorocznym sezonie Damallsvenskan. Pierwsze 25 minut rzeczywiście należało do gości i w tym właśnie okresie podopieczne Thomasa Mårtenssona stworzyły sobie kilka naprawdę dogodnych okazji na to, aby otworzyć wynik spotkania. Najlepsza z nich była efektem dwójkowej kombinacji Ebby Hed z Sandrą Adolfsson, ale strzał nastoletniej pomocniczki Vittsjö zatrzymał się na poprzeczce bramki Jennifer Falk. Po okresie przewagi ekipy ze Skanii, do głosu dochodzić zaczęły gospodynie, a uskuteczniane niezwykle często przez drugą linię Göteborga prostopadłe piłki sprawiały defensywie gości niemałe problemy. Po jednym z takich zagrań w sytuacji sam na sam z Lynn znalazła się Blomqvist, ale szkocka golkiperka popisała się fenomenalną interwencją. Tuz przed końcem pierwszej połowy piłkarkom Stefana Rehna udało się jednak dopiąć swego, a na listę strzelczyń wpisała się Kollmats, wykorzystując fatalny błąd Benedikstton, która źle obliczyła lot piłki. Ofensywa ekipy z Göteborga nie osłabła także po przerwie i choć długo nie udawało się podwyższyć skromnego prowadzenia, to w 71. minucie najlepsza na placu Pauline Hammarlund sytuacyjnym strzałem pokonała Lynn, pieczętując w ten sposób zwycięstwo swojej drużyny. W Vittsjö mogli się wprawdzie pocieszać, że rok temu w ostatnim kwadransie udało się odrobić na Valhalli dwubramkową stratę, ale tym razem – pomimo odważnej gry na trzy napastniczki i kapitalnych okazji Sällström oraz Wilkinson w samej końcówce – zawodniczek ze Skanii nie stać było choćby na gola honorowego. Komplet punktów zasłużenie pozostał więc na zachodnim wybrzeżu.

05

Ci, którzy spodziewali się, że to właśnie na Tunavallen obejrzymy najlepsze spotkanie trzeciej serii spotkań, ani trochę się nie zawiedli. Gospodynie rozpoczęły od niesamowicie mocnego uderzenia i już po 59 sekundach objęły prowadzenie za sprawą Mimmi Larsson, a także fatalnego zachowania dwójki stoperek z Malmö. Eskilstuna absolutnie nie zamierzała  jednak zadowalać się szybko zdobytym golem i nie cofnęła się do głębokiej defensywy, dzięki czemu cały czas oglądaliśmy niesamowicie otwarty pojedynek, z szansami dla obu zespołów. Co więcej, zdecydowanie bardziej klarowne okazje stwarzały sobie podopieczne Viktora Erikssona, które w 26. minucie po raz drugi umieściły futbolówkę w siatce Zeciry Musovic. Ściślej rzecz ujmując, zrobiła to nawet sama golkiperka ze Skanii, choć można mieć wątpliwości, czy naciskająca ją Larsson przypadkiem nie przekroczyła w tej sytuacji przepisów. Prowadząca to spotkanie Sara Persson nie dopatrzyła się jednak przewinienia i była to jedna z bardzo wielu tego wieczora niezwykle kontrowersyjnych decyzji podjętych przez rozjemczynię z Rävlandy. Szwedzka sędzia międzynarodowa myliła się solidarnie w obie strony, w wyniku czego na murawę wkradła się kompletnie niepotrzebna nerwowość. W tych warunkach wciąż pełna kontrola nad meczem należała do zawodniczek z Eskilstuny; Andersson i Schjelderup zdominowały środek pola, a Larsson dwukrotnie stanęła przed szansą podwyższenia rezultatu na 3-0. Jack Majgaard, który miał na ławce rezerwowych zawodniczki mające łącznie 325 występów w reprezentacjach narodowych, bardzo szybko dokonał dwóch korekt personalnych, ale i tak nie był w stanie zapobiec utracie trzeciego gola. Fiona Brown dośrodkowała z rzutu wolnego na głowę Viggosdottir, a ta sytuacyjnym uderzeniem pokonała Musovic. W tym momencie chyba nawet najbardziej optymistycznie przed meczem nastawieni sympatycy United przecierali oczy ze zdumienia, spoglądając na tablicę wyników. Bolesny powrót do rzeczywistości zafundowała im jednak Schelin, która niemal natychmiast po wznowieniu od środka zgrała futbolówkę do Mittag, a była snajperka PSG i Wolfsburga w swoim stylu nie dała szans Emelie Lundberg. Trudno powiedzieć, czy to właśnie trafienie Niemki tak bardzo napędziło gości, ale faktem jest, że w ostatnich 25 minutach inicjatywa należała już do faworytek, które z coraz większą determinacją szukały kolejnych goli. Defensywę z Eskilstuny udało im się jednak rozmontować tylko jeszcze jeden raz, kiedy to niezwykle przytomnie w szesnastce gospodyń zachowała się najlepsza w szeregach Rosengård Schelin. Na więcej piłkarkom ze Skanii nie starczyło już czasu i po raz pierwszy w historii istnienia klubu przyszło im poznać smak porażki na Tunavallen. Jeśli do dziś ktoś wątpił, że Damallsvenskan może być ciekawa, to ten mecz chyba i największych sceptyków pozbawił jakichkolwiek wątpliwości.

06

09.jpg

07

08

Obiecujący start szwedzkiej wiosny

Fot. Petter Arvidson

Damallsvenskan bez Harder i Marty miała już nigdy nie być taka sama, ale po szesnastu meczach nowego sezonu pewni jesteśmy jednego – tak ciekawego otwarcia sezonu nie oglądaliśmy w szwedzkiej ekstraklasie od dawna. Możemy dyskutować, czy poziom piłkarski w porównaniu z poprzednimi latami podwyższył się, czy może obniżył (i jestem dziwnie przekonany, że zdania zapewne będą w tej kwestii podzielone), ale nie da się zaprzeczyć, że w zaledwie dwa tygodnie liga dostarczyła nam więcej emocji niż w niektórych krajach cała runda. A nie zapominajmy, że to dopiero początek, wszak przed nami jeszcze 116 ligowych spotkań, a wiele klubów właśnie w tej chwili zaczyna nabierać rozpędu.

Nie dokonam przesadnie wielkiego odkrycia jeśli powiem, że szwedzką ekstraklasę (a także jej zaplecze) najlepiej śledzić od pierwszej do ostatniej kolejki, ale jeśli wśród czytelników są tacy, którzy w natłoku innych wydarzeń z nieco mniejszą uwagą przypatrywali się rozwojowi sytuacji w Damallsvenskan oraz Elitettan – nic straconego. To właśnie z myślą o nich powstał subiektywny przegląd kwietnia, który – miejmy nadzieję – pomoże nie tylko nadrobić ewentualne zaległości, ale także w pełni delektować się tym, co jeszcze przed nami. Jako osoba śledząca te rozgrywki od prawie dwóch dekad mogę z całkowitą odpowiedzialnością zapewnić, że jeszcze będzie się działo, a ponieważ na szwedzką karuzelę najlepiej wsiąść zanim ta rozkręci się na dobre (co obserwujemy zazwyczaj w okolicach drugiej połowy maja), to naprawdę nie ma na co czekać. Jako się rzekło, zaczniemy od małego podsumowania i bliższego zapoznania się z głównymi bohaterkami minionych dwóch tygodni, do których zaliczają się:

Pogoda. Cóż, nie jest wielką tajemnicą, że Szwecja raczej nigdy nie zaliczała się do grupy krajów tropikalnych, ale jednak aż tak kapryśnej aury towarzyszącej początkowi ligowych zmagań nie oglądaliśmy już dawno. W Malmö derbowe starcie z Kristianstad rozpoczęło się z czterdziestominutowym opóźnieniem, gdyż na Limhamns IP trzeba było sprowadzić specjalny sprzęt do osuszania murawy, a w Piteå, Risögrund oraz Borlänge piłkarki grały swoje mecze w śnieżnej nawałnicy. Pozostaje tylko wierzyć, że nieco bardziej optymistyczne prognozy na najbliższy weekend faktycznie się sprawdzą.

Gwiazdy. Piłkarska rzeczywistość nie znosi próżni, więc po transferach Harder i Marty nie musieliśmy czekać długo aż ktoś nowy wskoczy na ich miejsce. W pierwszych tygodniach nowego sezonu zachwycaliśmy się przede wszystkim postawą Holenderki Lieke Martens, która momentalnie wyrosła na największą gwiazdę ekipy Jacka Majgaarda i główną kandydatkę do tego, aby w listopadzie zgarnąć nagrodę dla MVP całej ligi. Niektórzy zaczęli się już nawet zastanawiać, w którym okienku transferowym Martens trafi do Wolfsburga, gdyż właśnie ten kierunek preferują w minionych latach czołowe piłkarki Damallsvenskan. O tytuł najbardziej wartościowej zawodniczki ekstraklasy z pewnością powalczy również Tabitha Chawinga. Napastniczka z Malawi to prawdziwy fenomen i jest dla mnie oczywiste, że już niebawem jej piłkarską klasę docenią nawet ci, którzy z powątpiewaniem patrzyli na obecność zawodniczki Kvarnsveden na mojej liście pięćdziesięciu najlepszych piłkarek świata. Na początku sezonu formą imponują ponadto nigeryjska pomocniczka Kristianstad Rita Chikwelu, a także pierwsza strzelba mistrzowskiego Linköping Marija Banusic.

Niesamowite mecze. Dziewięć goli na inaugurację, nieprawdopodobny i wymykający się jakiejkolwiek logice spektakl w Borlänge, czy wypuszczone w dosłownie ostatniej akcji przez Limhamn Bunkeflo historyczne zwycięstwo to tylko niektóre z interesujących wydarzeń, jakie mieliśmy okazję obserwować na szwedzkich boiskach. Wiadomo, raz na jakiś czas i u nas trafi się danie wyjątkowo ciężkostrawne, ale póki co (i całe szczęście) stanowią one zdecydowaną mniejszość.

Niespodzianki. Nawet jeśli założymy, że sprawdzi się ten najmniej pasjonujący z perspektywy neutralnego kibica scenariusz, w którym miejsce pierwsze i drugie obsadzone zostaną przez faworyzowane zespoły z Malmö oraz Linköping (co – szczególnie w przypadku obrończyń tytułu – wcale nie jest takie pewne), to kolejności na dalszych miejscach przewidzieć po prostu nie sposób. W zasadzie każda z drużyn dysponuje swoimi atutami i nawet skazywane przez niemal wszystkich na pożarcie Hammarby udowodniło, że w Södermalm nikt nie myśli o szybkim powrocie do Elitettan. Walka o miejsce na podium, górną połówkę tabeli, czy wreszcie uniknięcie degradacji zapowiada się więc niezwykle smakowicie, gdyż chyba każdy z nas chce się naocznie przekonać, czy w decydujących meczach Chawinga będzie w stanie strzelić więcej goli niż defensywa Kvarnsveden stracić.

Pasjonująca walka o ekstraklasę. Skoro wspomnieliśmy już o Elitettan, to zapewne znacie powiedzenie, że najciekawsze rzeczy zawsze dzieją się na zapleczu. Nie mam pojęcia, czy twórca tej maksymy był fanem szwedzkiej piłki, ale myślę, że nie możemy tego całkowicie wykluczyć. Będąca jedną z najbardziej niedocenianych lig w Europie Elitettan w tym roku oferuje nam bowiem tyle emocji, że czasami podczas oglądania drugoligowej rywalizacji aż strach mrugnąć, żeby nie przeoczyć czegoś istotnego. Växjö zgodnie z planem obrało kurs na ekstraklasę, Kalmar, AIK i Umeå spróbują go trochę opóźnić, a Mallbacken szuka pierwszego punktu, błąkając się w okolicach strefy spadkowej. Zamieszanie większe niż w Kristianstad podczas kompletowania dokumentów licencyjnych.

Assi. Prawdziwa rewelacja początku piłkarskiej wiosny i potencjalny, zbiorowy kandydat do tytułu odkrycia roku. Drużyna z dalekiej Północy wjechała na szczebel centralny na tyle efektownie, że już wkrótce doczeka się tu osobnego artykułu na swój temat, gdyż BillerudKorsnäs Arena to miejsce, w które niewątpliwie warto zajrzeć.