Podsumowanie 3. kolejki

Piątkowy wieczór na Behrn Arenie przebiegał pod znakiem przepięknej urody goli, ale dla żadnej z biorących udział w inauguracyjnym spotkaniu trzeciej kolejki drużyn nie było to specjalnym pocieszeniem. Gospodynie żałowały dwóch straconych w teoretycznie najłatwiejszym meczu rundy wiosennej punktów, natomiast piłkarki ze Sztokholmu zastanawiały się, dlaczego w ostatnich sekundach wypuściły z rąk tak bardzo potrzebne im zwycięstwo. Remis w Örebro był więc z gatunku tych, które nie zadowoliły nikogo. Początkowa faza meczu należała zdecydowanie do beniaminka ze stolicy, co z pewnością zaskoczyło tych, którzy spodziewali się, że to podopieczne Martina Skogmana będą stroną prowadzącą grę. Zawodniczki Bajen wyszły jednak na murawę bez respektu dla faworyzowanego rywala i już w 4. minucie udokumentowały swoją przewagę trafieniem Alexandry Lindberg. Szybko zdobyty przez gości gol nie spowodował wycofania się piłkarek ze Sztokholmu do głębokiej defensywy, w efekcie czego gospodyniom dopiero w okolicach 30. minuty udało się przesunąć ciężar gry nieco bliżej szesnastki Emmy Holmgren. Wciąż wynikało jednak z tego stosunkowo niewiele, a jedyną godną odnotowania sytuacją był nieuznany w kontrowersyjnych okolicznościach gol Mariny Pettersson-Engström. Drugą część meczu Hammarby również rozpoczęło od niezwykle mocnego uderzenia. Pozostawiona kompletnie bez opieki tuż przed linią pola karnego Angeldahl przymierzyła tak idealnie, że defensorki Örebro prawdopodobnie do końca swoich karier będą pamiętały, że tej zawodniczce nie wolno zostawiać tyle wolnej przestrzeni w tym sektorze boiska. W 60. minucie spotkania przed szansą na definitywne zamknięcie meczu stanęła Kajsa Sund, a że w futbolu niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, to zamiast 3-0 dla gości, pół godziny później mieliśmy 2-2. Dwoma efektownymi strzałami remis uratowała zawodniczkom z Örebro niezastąpiona Julia Spetsmark, która kolejnym świetnym występem udowodniła, że na chwilę obecną zalicza się do ścisłej czołówki szwedzkich bocznych pomocniczek. Pozostaje tylko mieć nadzieje, że w porę dostrzeże to również sztab reprezentacji.

01

Piłkarki beniaminka z Malmö ewidentnie nie mają na początku sezonu szczęścia do warunków pogodowych. Przed tygodniem przyszło im rywalizować o ligowe punkty w śniegu, zaś tym razem derbowe starcie z Kristianstad opóźniło się o prawie czterdzieści minut z powodu rzęsiście padającego deszczu. Sprowadzone na Limhamns IP specjalne maszyny do osuszania murawy spisały się jednak na tyle dobrze, że Lovisa Johansson w końcu mogła dać sygnał do rozpoczęcia spotkania, w którym od samego początku zarysowała się wyraźna przewaga gości. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir całkowicie zdominowały środek pola, wygrywały niemal wszystkie stykowe sytuacje i sprawiały wrażenie drużyny o przynajmniej jedno tempo szybszej. Tak chwalona za bardzo solidny występ przeciwko Piteå defensywa Limhamn Bunkeflo na tle niesamowicie dynamicznego tercetu Edgren – Chikwelu – Chukwudi sprawiała wrażenie kompletnie zagubionej i raz po raz dopuszczała do niezwykle groźnych sytuacji w okolicach pola karnego Emmy Lind. Taki obraz gry zwiastował gospodyniom spore kłopoty i rzeczywiście już po trzynastu minutach było w zasadzie po zabawie. Najpierw Chikwelu wykorzystała świetną centrę Belgijki van de Putte, a następnie po zamieszaniu w szesnastce gospodyń na 2-0 wynik podwyższyła Edgren. Zadziwiająca bezradność zawodniczek z Malmö sprawiła, że w tym momencie na Limhamns IP skończyły się emocje, ale była pomocniczka Göteborga tuż przed przerwą raz jeszcze pokonała Lind, wykorzystując nieoczekiwany prezent od Elin Björklund. Po przerwie wreszcie obudziły się gospodynie, które w pierwszej połowie w niczym nie przypominały pierwszoligowej drużyny, ale trudno powiedzieć w jakim stopniu pomogły im w tym przechodzące z minuty na minutę na tryb coraz bardziej ekonomiczny zawodniczki z Kristianstad. Honorowego gola beniaminkowi zdobyć się jednak nie udało, a najlepszą ku temu okazję zmarnowała kapitanka Mia Persson, dwukrotnie przegrywając pojedynek z Brett Maron.

02

Fakt, że niemal każdą tegoroczną relację rozpoczynamy od raportu pogodowego może wydawać się na pierwszy rzut oka nieco zaskakujący, ale tej wiosny natura niejako nie pozostawia nam wyboru. Jasne, opady śniegu pod kołem podbiegunowym nie są zjawiskiem jakoś szczególnie nietypowym, ale jednak na przełomie kwietnia i maja nawet w Norrland zazwyczaj towarzyszy nam już nieco bardziej przyjazna aura. Skoro jednak trzeba było grać, to gospodynie postarały się, aby ci kibice, którzy mimo wszystkich przeciwności postanowili w niedzielne popołudnie odwiedzić LF Arenę, opuszczali stadion usatysfakcjonowani. Różnicę zrobiły precyzyjnie egzekwowane przez June Pedersen stałe fragmenty gry, które w końcowym rozrachunku przyniosły piłkarkom z Piteå aż trzy gole. Najlepsza na placu norweska obrończyni dwukrotnie popisała się idealnymi dośrodkowaniami na głowę Julii Karlernäs, a raz zmusiła do błędu naciskaną przez Madelen Janogy Amerykankę Decker. Zawodniczki Jonasa Björkgrena także miały na LF Arenie swoje szanse, ale tradycyjnie najlepsza w ich szeregach Tabitha Chawinga tym razem nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną Hildę Carlén, która trzykrotnie popisała się skutecznymi interwencjami po strzałach napastniczki z Malawi. Mecz w Piteå kolejny raz uwypuklił, jak wielkim problemem Kvarnsveden jest na obecną chwilę postawa formacji defensywnej, która na dodatek do końca sezonu będzie musiała radzić sobie bez stanowiącej w poprzednim sezonie jej centralny punkt Denise Sundberg. Trzynaście goli straconych w trzech kolejkach jak najbardziej upoważniałoby nas do odkurzenia klasycznego żartu przyrównującego obronę z Dalarny do budżetu Tyresö, ale doskonale zdajemy sobie sprawę, że w Borlänge raczej nikomu nie jest w tej chwili do śmiechu. Jeśli bowiem pomimo strzelenia pięciu bramek w meczach przeciwko Rosengård i Göteborgowi ląduje się ostatecznie w strefie spadkowej, to chyba nie trzeba innych dowodów na to, że coś funkcjonuje nie tak.

03

Nic dwa razy się nie zdarza? A niby dlaczego? Jeśli ktoś pamięta ubiegłoroczny mecz aktualnych mistrzyń kraju przeciwko Djurgården na Arenie Linköping, to w niedzielne popołudnie przeżył klasyczne deja vu. Ogromna przewaga optyczna miejscowych? Była. Zdobyty po wielu próbach gol? Był. Całkowicie niespodziewane wyrównanie tuż przed końcem meczu? A jakże. Zwycięskie trafienie Linköping w momencie, gdy niektórzy zaczynali się już godzić z utratą pierwszych w sezonie punktów? Nie inaczej. O ile scenariusz był w zasadzie identyczny, o tyle w porównaniu z poprzednim sezonem znacząco zmieniła się obsada, ze szczególnym uwzględnieniem odtwórczyń głównych ról. Po stronie LFC tym razem wystąpiły w nich grająca nieco z konieczności w roli ofensywnie usposobionej skrzydłowej Jessica Samuelsson oraz Lina Hurtig, która jeszcze jako piłkarka Umeå na Arenie Linköping zazwyczaj spisywała się bez zarzutu. Z dobrej strony niezwykle tego dnia głośnej publiczności w Östergötland pokazała się również Tove Almqvist, która ewidentnie z meczu na mecz czuje się coraz pewniej w roli podstawowej piłkarki LFC, a obiecującą zmianę dała nieprzypadkowo nazywana nową Blackstenius siedemnastoletnia Finka Emmaliina Tulkki. Równie cenny jest fakt, iż gospodyniom udało się sięgnąć po komplet punktów pomimo absencji Mariji Banusic, gdyż z powodu drobnego urazu najlepsza snajperka Linköping całe spotkanie spędziła na ławce rezerwowych. Pomimo poniesionej w niezwykle pechowych okolicznościach porażki, goście ze Sztokholmu także mają pełne prawo spoglądać w najbliższą przyszłość z optymizmem. Dwa najtrudniejsze mecze wiosny już za nimi, a forma w nich zaprezentowana jak najbardziej uprawnia ich do tego, aby myśleć o poprawie ubiegłorocznej szóstej lokaty. Aby to zrobić, trzeba będzie jednak zredukować liczbę błędów własnych i wydaje się, że właśnie nad tym w najbliższych tygodniach skupi swą uwagę Joel Riddez.

04

W ostatnich latach piłkarki z Vittsjö z reguły radziły sobie na Valhalli całkiem przyzwoicie, więc kibice z północnej Skanii mogli mieć w pełni uzasadnione nadzieje, że ich drużyna powróci z Göteborga jako wciąż niepokonana w tegorocznym sezonie Damallsvenskan. Pierwsze 25 minut rzeczywiście należało do gości i w tym właśnie okresie podopieczne Thomasa Mårtenssona stworzyły sobie kilka naprawdę dogodnych okazji na to, aby otworzyć wynik spotkania. Najlepsza z nich była efektem dwójkowej kombinacji Ebby Hed z Sandrą Adolfsson, ale strzał nastoletniej pomocniczki Vittsjö zatrzymał się na poprzeczce bramki Jennifer Falk. Po okresie przewagi ekipy ze Skanii, do głosu dochodzić zaczęły gospodynie, a uskuteczniane niezwykle często przez drugą linię Göteborga prostopadłe piłki sprawiały defensywie gości niemałe problemy. Po jednym z takich zagrań w sytuacji sam na sam z Lynn znalazła się Blomqvist, ale szkocka golkiperka popisała się fenomenalną interwencją. Tuz przed końcem pierwszej połowy piłkarkom Stefana Rehna udało się jednak dopiąć swego, a na listę strzelczyń wpisała się Kollmats, wykorzystując fatalny błąd Benedikstton, która źle obliczyła lot piłki. Ofensywa ekipy z Göteborga nie osłabła także po przerwie i choć długo nie udawało się podwyższyć skromnego prowadzenia, to w 71. minucie najlepsza na placu Pauline Hammarlund sytuacyjnym strzałem pokonała Lynn, pieczętując w ten sposób zwycięstwo swojej drużyny. W Vittsjö mogli się wprawdzie pocieszać, że rok temu w ostatnim kwadransie udało się odrobić na Valhalli dwubramkową stratę, ale tym razem – pomimo odważnej gry na trzy napastniczki i kapitalnych okazji Sällström oraz Wilkinson w samej końcówce – zawodniczek ze Skanii nie stać było choćby na gola honorowego. Komplet punktów zasłużenie pozostał więc na zachodnim wybrzeżu.

05

Ci, którzy spodziewali się, że to właśnie na Tunavallen obejrzymy najlepsze spotkanie trzeciej serii spotkań, ani trochę się nie zawiedli. Gospodynie rozpoczęły od niesamowicie mocnego uderzenia i już po 59 sekundach objęły prowadzenie za sprawą Mimmi Larsson, a także fatalnego zachowania dwójki stoperek z Malmö. Eskilstuna absolutnie nie zamierzała  jednak zadowalać się szybko zdobytym golem i nie cofnęła się do głębokiej defensywy, dzięki czemu cały czas oglądaliśmy niesamowicie otwarty pojedynek, z szansami dla obu zespołów. Co więcej, zdecydowanie bardziej klarowne okazje stwarzały sobie podopieczne Viktora Erikssona, które w 26. minucie po raz drugi umieściły futbolówkę w siatce Zeciry Musovic. Ściślej rzecz ujmując, zrobiła to nawet sama golkiperka ze Skanii, choć można mieć wątpliwości, czy naciskająca ją Larsson przypadkiem nie przekroczyła w tej sytuacji przepisów. Prowadząca to spotkanie Sara Persson nie dopatrzyła się jednak przewinienia i była to jedna z bardzo wielu tego wieczora niezwykle kontrowersyjnych decyzji podjętych przez rozjemczynię z Rävlandy. Szwedzka sędzia międzynarodowa myliła się solidarnie w obie strony, w wyniku czego na murawę wkradła się kompletnie niepotrzebna nerwowość. W tych warunkach wciąż pełna kontrola nad meczem należała do zawodniczek z Eskilstuny; Andersson i Schjelderup zdominowały środek pola, a Larsson dwukrotnie stanęła przed szansą podwyższenia rezultatu na 3-0. Jack Majgaard, który miał na ławce rezerwowych zawodniczki mające łącznie 325 występów w reprezentacjach narodowych, bardzo szybko dokonał dwóch korekt personalnych, ale i tak nie był w stanie zapobiec utracie trzeciego gola. Fiona Brown dośrodkowała z rzutu wolnego na głowę Viggosdottir, a ta sytuacyjnym uderzeniem pokonała Musovic. W tym momencie chyba nawet najbardziej optymistycznie przed meczem nastawieni sympatycy United przecierali oczy ze zdumienia, spoglądając na tablicę wyników. Bolesny powrót do rzeczywistości zafundowała im jednak Schelin, która niemal natychmiast po wznowieniu od środka zgrała futbolówkę do Mittag, a była snajperka PSG i Wolfsburga w swoim stylu nie dała szans Emelie Lundberg. Trudno powiedzieć, czy to właśnie trafienie Niemki tak bardzo napędziło gości, ale faktem jest, że w ostatnich 25 minutach inicjatywa należała już do faworytek, które z coraz większą determinacją szukały kolejnych goli. Defensywę z Eskilstuny udało im się jednak rozmontować tylko jeszcze jeden raz, kiedy to niezwykle przytomnie w szesnastce gospodyń zachowała się najlepsza w szeregach Rosengård Schelin. Na więcej piłkarkom ze Skanii nie starczyło już czasu i po raz pierwszy w historii istnienia klubu przyszło im poznać smak porażki na Tunavallen. Jeśli do dziś ktoś wątpił, że Damallsvenskan może być ciekawa, to ten mecz chyba i największych sceptyków pozbawił jakichkolwiek wątpliwości.

06

09.jpg

07

08

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s