Kadra na Chiny i Niemcy

Selekcjoner Peter Gerhardsson powołał pierwszą w tym roku kadrę na oficjalne zgrupowanie i … trzeba mu oddać, że nie obyło się w niej bez delikatnego, zimowego odświeżenia. Bo o ile nominacja dla Tove Enblom może być traktowana chyba jednak w kategoriach ciekawostki i nagrody za świetnie przepracowany na portugalskim wybrzeżu Algarve styczeń, o tyle kilku piłkarkom z pola warto przyjrzeć się bliżej. Szansę potencjalnego debiutu w reprezentacji A otrzymały bowiem aż cztery takie zawodniczki i tak się składa, że wszystkie one to przedstawicielki szeroko pojętej defensywy. Cieszyć może fakt, że wreszcie dostrzeżona została Freja Olofsson, ale timing tej decyzji może już nieco zastanawiać. 24-latka z Örebro powołania doczekała się bowiem nie po kapitalnym sezonie na boiskach Damallsvenskan, nie wówczas, gdy swoją solidną grą cieszyła fanów z Louisville, nawet nie zaraz po rekordowym transferze do Hiszpanii, a w momencie, kiedy to ma niemałe problemy z regularnymi występami w barwach madryckiego Realu. Taka zawodniczka z pewnością zasługuje jednak na to, aby zbyt pochopnie jej nie skreślać, więc samą decyzję ocenić należy na plus. Tym bardziej, że sparing z Chinkami rozegramy przecież na hiszpańskiej ziemi, czyli tam, gdzie akurat Olofsson powinna czuć się doskonale. Pozostałe nowe twarze to już poszukiwania dodatkowych opcji na mocno przetrzebionych kontuzjami bokach defensywy, a alternatywę w tych sektorach boiska stanowić mają nastoletnia rewelacja rundy jesiennej Anna Sandberg z Häcken, jej nieco bardziej doświadczona koleżanka Stina Lennartsson z Linköping, czy wreszcie jeszcze jedna Hiszpanka w tym towarzystwie, czyli Hanna Lundkvist z Atletico. Do tej listy śmiało moglibyśmy dopisać nasze ubiegłoroczne odkrycie w osobie Hanny Wijk, która jednak u progu nowego sezonu zmaga się z problemami zdrowotnymi.

kadra1

t1


Podczas wtorkowej konferencji poznaliśmy także nazwiska 23 piłkarek powołanych na lutowe zgrupowanie szwedzkiej kadry B, zwanej oficjalnie kadrą U-23 (choć patrząc na nazwiska widzimy, że jak zwykle jest to nazwa mająca niewiele wspólnego z rzeczywistością). Podopieczne trenera Martina Qvarmansa Möllera swój obóz rozpoczną w najbliższy poniedziałek w hiszpańskiej Marbelli, a jego punktem kulminacyjnym będą dwa mecze towarzyskie z naprawdę mocnymi rywalkami. 16. lutego aktualną siłę zaplecza szwedzkiej kadry sprawdzą bowiem młode Holenderki, a cztery dni później to samo uczyni reprezentacja Włoch.

Kadra reprezentacji B na Holandię i Włochy:

Bramkarki: Sofia Hjern (Norrköping), Emma Holmgren (Lyon), Angel Mukasa (Rosengård)

Obrończynie: Wilma Carlsson (Piteå), Evelina Duljan (Juventus), Josefin Harrysson (Kristianstad), Elma Nelhage (Häcken), Agnes Nyberg (Uppsala)Josefine Rybrink (Häcken)

Pomocniczki: Fanny Andersson (Piteå), Marika Bergman Lundin (Häcken), Wilma Finnman (Kalmar), Alexandra Hellekant (Häcken), Stinalisa Johansson (Djurgården), Felicia Saving (Linköping), Alva Selerud (Roma), Linn Vickius (Vålerenga), Matilda Vinberg (Hammarby)

Napastniczki: Evelyn Ijeh (Växjö), Zara Jönsson (Stabæk), Cornelia Kapocs (Linköping), Loreta Kullashi (Rosengård), Paulina Nyström (Juventus)

Witajcie w naszej lidze

1361266

Jordan Brewster – nowa idolka trybun w Kristianstad? (Fot. KDFF)

Wszyscy doskonale wiemy, że Damallsvenskan to świetne okno wystawowe dla piłkarek marzących o wielkiej, sportowej karierze. I choć dziś żyjemy w nieco innych realiach ekonomicznych niż na przykład dwadzieścia lat temu, to najwyższa klasa rozgrywkowa w Szwecji niezmiennie pozostaje całkiem atrakcyjnym wyborem dla młodych zawodniczek, które już za chwilę ruszą na podbój największych aren Europy i świata. Jasne, nie zawsze starania te kończą się pełnym powodzeniem, ale nawet wpis sprzed kilku dni pokazuje, jak wiele rozpoczętych właśnie na naszym klubowym podwórku karier doczekało się kolejnych, udanych rozdziałów. Tej zimy szeregi Damallsvenskan także opuściła całkiem solidna reprezentacja i mocno trzymamy kciuki, aby Amalie Vangsgaard, Pauline Hammarlund, czy Paulina Nyström odważnie podążyły śladami Marty Vieiry da Silvy, Lotty Schelin lub Pernille Harder. Życie nie znosi jednak pustki, a transferowy łańcuch pokarmowy wygląda tak, że każdą powstałą lukę trzeba jak najszybciej wypełnić. Szwedzkie zespoły najwyraźniej wzięły sobie tę maksymę głęboko do serca, w związku z czym grudniowo-styczniowe poranki upłynęły nam nie tylko przy akompaniamencie pożegnań, ale i powitań. A skoro tak, to warto przyjrzeć się tym zawodniczkom, które już tej wiosny będą nas – miejmy nadzieję – czarować swoją grą w każdy kolejny weekend. I z całkiem sporym prawdopodobieństwem możemy założyć, że to właśnie one rzucą poważne wyzwanie Evelyne Viens, Oldze Ahtinen oraz Sofii Bredgaard w wyścigu o tytuł MVP nadchodzącej, ligowej kampanii. Oto subiektywny ranking sześciu najbardziej ekscytujących nowych twarzy na szwedzkich boiskach (kolejność alfabetyczna):

Jordan Brewster (23 lata, obrończyni, Kristianstad) – zastąpienie Gabrielle Carle czy Easther Mayi Kith to zadanie niełatwe, bo choć żadna z nich nie była może postacią, o której w trakcie sezonu mówiło się najwięcej, to jednak częstotliwość, z jaką obie wymienione tu panie były wybierane na przykład do jedenastek kolejki, jednoznacznie wskazuje na ich wkład w sukcesy klubu z północno-wschodniej Skanii. W Kristianstad mogą jednak o tyle spać spokojnie, że Elisabet Gunnarsdottir i jej sztab postarali się o naprawdę godną następczynię. Mówimy wszak o zawodniczce, która dopiero co była wymieniana w kontekście niezwykle prestiżowej Nagrody Hermanna, a indywidualne nagrody i wyróżnienia także nie są jej obce. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że spokojnie poradziłaby sobie na boiskach NWSL, więc tym większa radość, że to właśnie Damallsvenskan stanie się przynajmniej na pewien czas jej nowym domem. I oby był to naprawdę owocny dla obu stron związek.

Maika Hamano (18 lat, napastniczka, Hammarby) – Ile ty masz lat? Osiemnaście! Jedna z bohaterek finału (i półfinału zresztą też!) młodzieżowych mistrzostw świata zdecydowała się w bardzo młodym wieku opuścić najlepszą japońską akademię, ale zanim wyruszy na podbój londyńskich uniwersytetów, czeka ją jeszcze dwunastomiesięczny staż w południowym Sztokholmie. Rozpoczęła go od niezwykle mocnego uderzenia (cztery gole w dwóch inauguracyjnych meczach sparingowych) i jeśli tylko uda jej się podtrzymać tę fenomenalną dyspozycję, to zielono-białe trybuny w najbliższym czasie nie raz oszaleją ze szczęścia. A to będzie zdecydowanie przepiękny obrazek.

Audrey Harding (24 lata, napastniczka, Örebro) – w barwach Uniwersytetu Karoliny Północnej z niebywałą regularnością biła kolejne rekordy strzeleckie i punktowe. To wszystko wystarczyło jednak zaledwie do tego, aby zostać wybraną w czwartej rundzie ubiegłorocznego draftu. Rozczarowanie? Najwyraźniej nie dla samej zainteresowanej, która z determinacją szła po swoje i latem 2022 najpierw wywalczyła sobie miejsce w kadrze Washington Spirit, a następnie zaliczyła dziewięć występów w najbardziej wymagającej lidze świata. I nawet jeśli liczba ta szału nie robi, to szacunek budzić musi. Tym bardziej, że akurat na Behrn Arenie mają całkiem przyjemne doświadczenia ze współpracy z zawodniczkami z przeszłością w amerykańskiej stolicy. A historia podobno lubi się powtarzać.

Clarisa Larisey (23 lata, napastniczka, Häcken) – nigdy nie była cudownym dzieckiem kanadyjskiego futbolu, jakich w ostatnich latach ewidentnie nie brakowało. Miniony rok był jednak w jej wykonaniu prawdziwą eksplozją nieco uśpionego dotąd potencjału. Na boiskach szkockiej ekstraklasy robiła prawdziwą furorę, a niebywała solidność i regularność doprowadziły ją w końcu do upragnionego debiutu w kadrze Bev Priestman. I jeśli wydarzy się to, co wydaje się być najbardziej logicznym ciągiem dalszym tej historii, to w Västergötland być może doczekali się właśnie godnej następczyni Christen Press. A to porównanie zdecydowanie wyraża więcej niż tysiąc słów.

Isabella Obaze (20 lat, obrończyni, Rosengård) – pochodzi z Nigerii, ale urodziła się w Danii i to właśnie tam wychowała się jako piłkarka. Jest niezwykle wszechstronna i doskonale potrafi odnaleźć się zarówno w trzy-, jak i czteroosobowym bloku defensywnym, co może okazać się niezwykle cenną informacją dla jej nowej trenerki Renée Slegers. W ostatnich dwóch kampaniach była podstawową zawodniczką HB Køge, z którym nie tylko sięgnęła po pierwsze dla klubu mistrzostwo Danii, ale także sensacyjnie awansowała do fazy grupowej Ligi Mistrzyń. Po transferze do Rosengård stała się najdroższą zawodniczką w historii Kvindeligi, a doskonale wiemy, że akurat obrończyniom taki zaszczyt trafia się niezwykle rzadko. I to chyba mówi o niej naprawdę wiele.

Kristen Sakaki (24 lata, obrończyni, Norrköping) – Spartanka z Kolumbii Brytyjskiej to zawodniczka o zdecydowanie najskromniejszym CV w tym gronie. Bo choć jej uczelniane liczby robią na pierwszy rzut oka całkiem solidne wrażenie (szczególnie, że mówimy tu o lewej obrończyni), to jednak reprezentując prowincjonalny Uniwersytet Trinity Western w Langley nie miała okazji rywalizować na podobnym poziomie, co największe gwiazdy akademickie w NCAA. Jej profesjonalna kariera także póki co nie powala na kolana, bo we Francji nie udało się jej ani indywidualnie (mało występów w wyjściowej jedenastce), ani drużynowo (Saint-Ètienne ostateczne spadł z ligi). Coś podpowiada jednak, że transfer do beniaminka z Norrköping może okazać się najlepszym wyborem w jej dotychczasowej karierze, tym bardziej, że trener Fredheim zdecydowanie potrafi pomagać zawodniczkom o właśnie takim profilu w wyprowadzaniu karier na właściwe tory. A zatem obserwujemy i mocno ściskamy kciuki!

Raport z boisk Europy

ChelseaWomen_Zecira_Musovic

Zecira Musovic coraz częściej ma okazję prezentować się na boiskach FA WSL (Fot. The Guardian)

Globalizacja futbolu postępuje, w związku z czym z każdym upływającym rokiem znacząco zwiększa się liczba szwedzkich piłkarek próbujących szczęścia poza granicami kraju. A ponieważ już za kilkadziesiąt godzin w wielu najsilniejszych ligach Europy oficjalnie zamknie się zimowe okienko transferowe, to nie będzie chyba lepszego momentu, aby przyjrzeć się naszym ambasadorkom, które na co dzień oklaskiwane są przez fanów z Barcelony, Rzymu, czy Londynu. Tym razem darujemy sobie jednak tabelki ze sporą ilością cyferek, bo chodzi tu nie tyle o nie, co o sprawdzenie, w ilu przypadkach decyzja o próbie podboju kontynentu okazała się strzałem w przysłowiową dziesiątkę, a w ilu wręcz przeciwnie. Bo brutalna rzeczywistość wygląda tak, że niestety nie każda z naszych utlandsproffs (tak nazywamy potocznie szwedzkie piłkarki występujące zagranicą) cieszy się zaufaniem swoich trenerów klubowych. A jego brak i w konsekwencji mocno nieregularne występy mogą okazać się poważnym problemem chociażby w perspektywie lipcowo-sierpniowego mundialu. Pod lupę braliśmy oczywiście rozgrywki w pięciu czołowych ligach Europy, gdyż norweska Toppserien oraz amerykańska NWSL (gdzie też mamy swoją reprezentację) grają jak wiadomo systemem wiosna-jesień.


Anglia

Grają regularnie: Hanna Bennison (Everton), Nathalie Björn (Everton), Stina Blackstenius (Arsenal), Magdalena Eriksson (Chelsea), Emma Kullberg (Brighton), Julia Zigiotti (Brighton)

Grają nieregularnie: Filippa Angeldal (Man. City), Lina Hurtig (Arsenal), Johanna Kaneryd (Chelsea), Zecira Musovic (Chelsea)

Grają sporadycznie lub wcale: –

Dołączyły w zimowym okienku: –

Co ciekawe, najsilniejsza liga Europy jest jednocześnie tą, w której szwedzkie zawodniczki grają najbardziej regularnie. Pozycja Magdaleny Eriksson w Chelsea jest niepodważalna nawet w momencie, gdy absolutnie nie mówimy już o zawodniczce wymienianej w gronie podstawowych kandydatek do jedenastki sezonu. Na fali wznoszącej znajduje się za to Hanna Bennison, która jesienią stała się centralnym elementem drugiej linii Evertonu i szczególnie na przełomie listopada i grudnia ubiegłego roku to głównie za jej sprawą The Toffees rozpoczęły marsz w górę ligowej tabeli. Problemów z regularnymi występami (ich jakość to już temat na zupełnie inne opowiadanie) nie ma także nasz duet z Brighton, choć Emmę Kullberg z gry wyłączyły ostatnio kwestie zdrowotne. Te ostatnie szerokim łukiem omijają póki co Stinę Blackstenius, która z kolei wobec urazów Vivienne Miedemy oraz Beth Mead stała się postacią numer jeden w pierwszej linii Arsenalu. A w niej coraz częściej oglądać możemy także Linę Hurtig, gdyż to właśnie była zawodniczka Linköping i Juventusu w zaistniałej sytuacji wskoczyła pod koniec roku do wyjściowej jedenastki Jonasa Eidevalla. Wielkich zmian nie odnotowano póki co u Filippy Angeldal, więc z powodów patriotycznych powinniśmy chyba ściskać kciuki, aby Manchester City jak najdłużej występował zarówno w Pucharze Anglii, jak i w Conti Cup. W tych samych rozgrywkach dotychczas najczęściej podziwialiśmy także Johannę Kaneryd oraz Zecirę Musovic, ale 26-letnia golkiperka ze Skanii wraz z nadejściem Nowego Roku wreszcie stała się pierwszym wyborem Emmy Hayes między słupkami bramki mistrzyń Anglii. I niech ten stan rzeczy utrzyma się jak najdłużej, gdyż kadra tylko na tym skorzysta.


Francja

Grają regularnie: Amanda Ilestedt (PSG)

Grają nieregularnie: –

Grają sporadycznie lub wcale: Emma Holmgren (Lyon)

Dołączyły w zimowym okienku: –

Rok temu Amanda Ilestedt przeżywała swój najlepszy czas w dotychczasowej karierze i wydawało się, że to właśnie we francuskiej metropolii 29-letnia stoperka odnalazła swoje miejsce na ziemi. Dwanaście miesięcy później po tamtej formie nie ma już śladu, czego apogeum obejrzeliśmy w niedawnych derbach przeciwko Fleury. Z punktu widzenia reprezentacji lepiej jednak, aby delikatny dołek przytrafił się w połowie zimy niż na przykład w połowie lata, a o piłkarski potencjał Ilestedt – podobnie jak w przypadku Eriksson – jesteśmy względnie spokojni. Zdecydowanie inaczej mają się sprawy z Emmą Holmgren, która wobec ogromnej konkurencji w Olympique Lyon raczej w najbliższej przyszłości nie powinna liczyć na regularną grę w barwach mistrzyń Francji. W tej nieco dalszej zresztą również.


Hiszpania

Grają regularnie: Amanda Edgren (Huelva), Sofia Hagman (Huelva), Hanna Lundkvist (Atletico), Fridolina Rolfö (Barcelona)

Grają nieregularnie: Freja Olofsson (Real)

Grają sporadycznie lub wcale: –

Dołączyły w zimowym okienku: Therese Simonsson (Huelva)

Zaczniemy dość nietypowo, bo od wizyty w Huelvie, ale ta ekstrawagancja jest tym razem jak najbardziej uzasadniona. Piłkarki Sportingu były bowiem jedną z największych rewelacji pierwszej części sezonu i jeszcze tydzień temu niespodziewanie chyba nawet dla samych siebie plasowały się w górnej połówce tabeli Ligi F. Co godne odnotowania, ten niewątpliwy sukces nie byłby możliwy bez dwójki szwedzkich pomocniczek w osobach zorientowanej zdecydowanie na ofensywę Amamdy Edgren oraz jej nieco bardziej defensywnej koleżanki Sofii Hagman. I choć niedzielna porażka w Sociedad była cokolwiek bolesna, a przewaga nad strefą spadkową wciąż nie pozwala kibicom w Huelvie na spokojny sen, to mamy nadzieję, że do końca sezonu o Sportingu będziemy mówić i pisać niemal wyłącznie pozytywnie. Tym bardziej, że zimą nasza kolonia w tym klubie powiększyła się jeszcze o Therese Simonsson, której z tego miejsca gorąco życzymy powodzenia w podboju hiszpańskich aren. Pozyskana z Linköping napastniczka może pójść w ślady na przykład Fridoliny Rolfö, z której to w Barcelonie są tak bardzo zadowoleni, że właśnie przedłużyli z nią kontrakt o trzy kolejne lata. I nawet jeśli w Katalonii szwedzka 29-latka występuje na placu gry z nieco innymi zadaniami niż w kadrze, to Peter Gerhardsson już wiele razy udowadniał, iż ten fakt doskonale potrafi przekuć w atut. Zdecydowanie najbardziej niepokojące wieści długo napływały za to z Madrytu, ale w ostatnich tygodniach Hanna Lundkvist wreszcie przedarła się do wyjściowej jedenastki Atletico i mocno wierzymy w to, że w jej ślady niebawem pójdzie także Freja Olofsson. Zdajemy sobie jednak przy tym sprawę, że rywalizacja w środku pola Realu stoi jednak na zdecydowanie wyższym poziomie niż na boku defensywy Las Colchoneras.


Niemcy

Grają regularnie: –

Grają nieregularnie: Rebecka Blomqvist (Wolfsburg)

Grają sporadycznie lub wcale: Hanna Glas (Bayern)

Dołączyły w zimowym okienku: –

Liczby Rebecki Blomqvist nie są może dramatyczne, ale nie da się ukryć, że w układance trenera Stroota szwedzka napastniczka nie jest ofensywnym wyborem numer jeden. Co gorsza, nie jest nawet wyborem numer pięć, a znajdujące się przed nią w kolejce do gry konkurentki ani myślą zwalniać tempa. Podobnie jak w przypadku Angeldal, pocieszenia możemy jednak szukać w tym, że Wilczyce rywalizują jednocześnie na kilku frontach, a w terminarzu nie brakuje meczów, w których rotacja jest nie tyle możliwa, co wręcz wskazana ze względu na stosunkowo niewielkie ryzyko straty punktów. Zdecydowanie bardziej skomplikowana jest natomiast sytuacja defensorki monachijskiego Bayernu Hanny Glas, która z powodu poważnej kontuzji jesienią w ogóle nie grała w piłkę i w najbliższych tygodniach ów stan rzeczy się niestety nie zmieni.


Włochy

Grają regularnie: Kosovare Asllani (Milan), Julia Karlernäs (Como), Amanda Nildén (Juventus)

Grają nieregularnie: Marija Banusic (Parma), Emma Lind (Roma), Linda Sembrant (Juventus)

Grają sporadycznie lub wcale: Evelina Duljan (Juventus), Beata Kollmats (Roma), Elin Landström (Roma), Stephanie Öhrström (Roma)

Dołączyły w zimowym okienku: Pauline Hammarlund (Fiorentina), Paulina Nyström (Juventus), Alva Selerud (Roma)

Trwające właśnie rozgrywki zdecydowanie nie rozpieszczają sympatyków AC Milan, ale akurat do postawy Kosovare Asllani specjalnych zastrzeżeń fani Wiśniowo-Czarnych zgłaszać nie powinni. Choć trzeba uczciwie zaznaczyć, że styczeń nie był najlepszym miesiącem w wykonaniu naszej wybitnej reprezentantki i mamy nadzieję, że po mocno przeciętnym występie w derbach Mediolanu doczekamy się u niej spodziewanego odbicia formy. Powody do zadowolenia z pewnością ma także Julia Karlernäs, która po mocno nieudanych epizodach w Sevilli oraz Hisingen, właśnie we Włoszech, a konkretnie w kadrze beniaminka z Como, zdecydowanie wyprowadziła swoją karierę z powrotem na właściwe tory. W tym miejscu koniec jednak z pozytywami, bo o ile szwedzka kolonia na półwyspie Apenińskim jest wyjątkowo liczna, o tyle poza wymienioną dwójką powody do radości dawała nam jedynie Amanda Nildén, dopóki na kilka miesięcy z gry nie wyłączyła jej kontuzja. Swoje minuty zbierają ponadto Linda Sembrant oraz Emma Lind (ta ostatnia w tych mniej kluczowych z perspektywy Romy meczach), ale nie są to bynajmniej występy, o których szeroko rozpisywałyby się włoskie serwisy sportowe. Pozostałe szwedzkie piłkarki pojawiają się na boiskach Serie A albo sporadycznie, albo wcale i trudno liczyć, aby nadchodzące tygodnie przyniosły w tym aspekcie znaczącą poprawę. Choć w przypadku chociażby Elin Landström może to naprawdę dziwić, gdyż ta doświadczona defensorka ma za sobą całkiem udaną przygodą w barwach Interu. W zimowym okienku szeregi włoskich ekip zasiliły Hammarlund, Nyström oraz Selerud, ale w ich przypadku na jakiekolwiek oceny jest jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie. Łatwo jednak zdecydowanie nie będzie, gdyż mówimy o zawodniczkach, które zasiliły kadry zespołów walczących o najwyższe cele na przynajmniej dwóch frontach. Tym bardziej warto odnotować, że Selerud przywitała się z nowym otoczeniem asystą w debiucie i liczymy na to, że okaże się to dobrą wróżbą nie tylko dla niej, ale dla całej trójki nowych przedstawicielek szwedzkiej kolonii na włoskiej ziemi.


Od Algarve do mundialu

contentmedium

Jedna za wszystkie, wszystkie za jedną – misja mundial oficjalnie rozpoczęta (Fot. Bildbyrån)

Jeżeli w najbliższych miesiącach nie wydarzy się coś, co znów skutecznie zatrzyma świat, to dokładnie za pół roku kadrowiczki Petera Gerhardssona wybiegną na murawę stadionu w Wellington, gdzie przyjdzie im zainaugurować australijsko-nowozelandzki mundial. Terminarz FIFA ułożył się na tyle niekorzystnie, że w newralgicznym okresie selekcjonerzy reprezentacji nie będą mieli zbyt wielu okazji ku temu, aby przyjrzeć się z bliska swoim najlepszym piłkarkom. Ot, dziesięć dni oficjalnego okienka w lutym, dziewięć w kwietniu i do tego tydzień tuż przed startem imprezy, już po ogłoszeniu ostatecznego kształtu kadr. Gdy to wszystko zliczymy, to nie ma może tragedii, ale o jakimkolwiek komforcie też trudno tu mówić. Nic więc dziwnego, że trenerzy chwytają się każdej możliwości, aby kupić sobie dodatkowy czas i to właśnie w tym kontekście należy rozpatrywać styczniowe zgrupowanie w krajowym składzie na portugalskim wybrzeżu. Pierwotny plan zakładał, że być może uda się w tym terminie zakontraktować jeden mecz towarzyski, ale skoro nie udało się znaleźć wartościowych rywalek, to musieliśmy zadowolić się tym, co jest. Sytuację dodatkowo skomplikowała jeszcze nieobecność zawodniczek Rosengård oraz kilku liderek Häcken, ale – jak słusznie zauważyła Fanny Andersson – w ten sposób drzwi kadry otworzyły się nieco szerzej dla przedstawicielek pozostałych klubów Damallsvenskan. I bardzo dobrze, że tak się stało, gdyż to właśnie rywalizacja na poszczególnych pozycjach sprawia, że drużyna żyje. A dokładnie tego potrzebujemy w miesiącach poprzedzających najważniejszą imprezę czterolecia.

To, że na Algarve nie rozgrywaliśmy oficjalnych meczów, nie oznacza bynajmniej, iż kadrowiczki ograniczały się wyłącznie do treningów. W inaugurującej piłkarski rok wewnętrznej gierce Niebieskie zwyciężyły z Żółtymi 1-0, a autorką jedynego trafienia była Paulina Nyström. Wspomniany gol padł tuż przed końcem spotkania, a 22-letnia rewelacja poprzedniego sezonu strzałem z ostrego kąta zaskoczyła swoją niedoszłą koleżankę klubową Cajsę Andersson. Bo choć w grudniu wiele wskazywało na to, że była napastniczka Eskilstuny przeniesie się od Nowego Roku do Linköping, to ostatecznie bardziej interesująca okazała się dla niej oferta z niebieskiej części Liverpoolu. Co ciekawe, propozycję transferu w dokładnie tym samym kierunku otrzymała zimą także Madelen Janogy, ale ona z kolei zamierza najpierw wywalczyć z Hammarby mistrzostwo Szwecji, co zresztą zakomunikowała w sposób niezwykle jasny i dosadny. A jej wiara w siłę kadry Bajen jest na tyle duża, że na realizację tego cokolwiek ambitnego planu daje sobie i drużynie rok. Cóż, akurat ta zawodniczka zazwyczaj doskonale wie, co mówi, więc na miejscu fanów z południowego Sztokholmu tak na wszelki wypadek już zaczęlibyśmy rozglądać się za szampanami, żeby w listopadzie nie szukać ich na ostatnią chwilę. Wracając jednak do spraw bieżących, zarówno Nyström, jak i Janogy zostały okrzyknięte jednymi z największych wygranych styczniowego zgrupowania. Niezwykle pozytywne recenzje zebrały ponadto występujące na przeciwnych bokach defensywy nastolatki z Hisingen, ale w ich przypadku należy zadać sobie pytanie, czy Gerhardsson zdecyduje się na dołączenie Hanny Wijk lub Anny Sandberg do kadry dosłownie na chwilę przed mundialem. Póki co mocno przemawiają za takim ruchem argumenty czysto sportowe, ale historia uczy, że nasz selekcjoner nie jest przesadnie skory akurat do takich eksperymentów. Informatorzy z Algarve donoszą ponadto, że kolejnym plusem wewnętrznej gierki była niezwykle pewna na środku defensywy Josefine Rybrink, co cieszy o tyle, że w tym sektorze boiska szwedzka kołderka wcale nie jest tak długa, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Szczególnie, jeśli założymy, że jeden z dwóch podstawowych pomysłów na turniej zakłada grę z trójką nominalnych stoperek.

Walka o miejsce w samolocie do Nowej Zelandii dopiero się więc na dobre zaczyna, choć nie da się ukryć, że w chwilach największej próby polegać będziemy przede wszystkim na sprawdzonych i pozytywnie zweryfikowanych rozwiązaniach. Nie oszukujmy się, nie mamy takich bogatych rezerw jak Amerykanki, Angielki, Niemki, czy Hiszpanki (te ostatnie w zasadzie bez względu na skład personalny) i to właśnie te cztery nacje polecą do Oceanii jako główne kandydatki do medali. My, podobnie zresztą jak cztery lata temu we Francji, atakować będziemy z drugiego szeregu i pozostaje mieć nadzieję, że końcowy efekt raz jeszcze okaże się przynajmniej równie imponujący. W porównaniu z rokiem 2019 istnieją jednak dwie zasadnicze różnice, mocno ograniczające nasze szanse. Po pierwsze, tym razem ewidentnie nie sprzyja nam drabinka, która tuż po wyjściu z grupy skazuje nas najpewniej na mecz przeciwko aktualnym mistrzyniom lub wicemistrzyniom świata, a dalej wcale nie robi się łatwiejsza. Już szóstego sierpnia zagramy zatem pierwszy z czterech ewentualnych finałów, a ponieważ mówimy tu o fazie pucharowej, to w żadnym z nich nie będziemy mogli pozwolić sobie na ewentualną wpadkę. Po drugie, wiele wskazuje na to, że po raz pierwszy w tym wieku pojedziemy na mistrzostwa bez żadnej pewności co do postawy naszych bramkarek. Jasne, Zecira Musovic zebrała przyzwoite recenzje za występ w derbach Londynu, ale każdy, kto oglądał potyczkę Arsenalu z Chelsea wie, że nie był to żadną miarą w jej wykonaniu mecz wybitny. Regularne występy golkiperki mistrzyń Anglii na boiskach WSL będą jednak priorytetem, gdyż jak dotąd bywało z tym bardzo różnie. Podobnie zresztą jak ze stabilizacją formy u Falk, Andersson i Lindahl, które w komplecie przeżywały jesienią prawdziwą sinusoidę emocji, co bynajmniej wskazane nie jest. O ile między słupkami stawiamy na tę chwilę zdecydowanie więcej znaków zapytania niż wykrzykników. o tyle kręgosłup pozostałych formacji wydaje się trzymać oczekiwany poziom. Eriksson i Ilestedt to stabilność i solidność w defensywie, Seger do spółki z Angeldal zabezpieczają środek pola, przed nimi pierwsze skrzypce grają Rolfö i Asllani, a niepodważalnym wyborem na dziewiątce pozostaje Stina Blackstenius. Aby jednak na poważnie liczyć się w mundialowym rozdaniu, cała wymieniona tu siódemka musi na przełomie lipca i sierpnia znajdować się w optymalnej dyspozycji fizycznej i mentalnej. Bo o ile Angielki spokojnie poradzą sobie bez Beth Mead, a Hiszpanki bez Alexii Putellas, o tyle u nas nieobecność lub zwyczajnie słabsza forma którejkolwiek z liderek będzie niezwykle odczuwalna. Podobnie zresztą jak u Holenderek, które młodzież mają nawet bardziej efektowną od nas, ale i tak nie dadzą rady zastąpić jeden do jednego Vivianne Miedemy. Ściskajmy więc kciuki, aby zima, a następnie wiosna oraz początek lata minęły nam pod znakiem wyłącznie dobrych informacji płynących z Londynu, Mediolanu, czy Barcelony. Bo to także od nich może zależeć to, czy szóstego sierpnia ogarnie nas futbolowa euforia, czy właśnie tego dnia odpalimy serwisy z ofertami last minute, aby zaplanować sobie przedłużone, letnie wakacje.

Zimowy barometr transferowy – vol. 3

Window

Dziś raport z ostatnich czterech klubów, które na tę chwilę mają w zasadzie jeden cel – wszelkimi możliwymi sposobami utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Wśród nich trudno szukać potencjalnej rewelacji sezonu, choć oczywiście wciąż doskonale mamy w pamięci sezon 2018, kiedy to całkowicie zaszokował nas zespół typowany przez wielu do dolnej połówki tabeli. Wobec omawianych poniżej klubów nie mamy aż tak wygórowanych oczekiwań, choć niezmiennie życzylibyśmy sobie, aby rywalizacja o ligowy byt stała na zdecydowanie wyższym poziomie niż przed rokiem.

norrkoping

Gdyby kilka lat temu w świat poszła informacja, że oto absolutny beniaminek Damallsvenskan pozyskał w zimowym okienku zawodniczki pokroju Erin Nayler lub Shannon Woeller, wiadomości te niewątpliwie zelektryzowałyby całe piłkarskie środowisko w kraju. Czas robi jednak swoje i dziś chyba bardziej ekscytuje nas perspektywa obejrzenia na pierwszoligowych boiskach bramkostrzelnej Amerykanki Robertson oraz obdarzonej nieprzeciętnym talentem Finki Koivisto, o której nie bez przyczyny mówi się, że może stać się jedną z indywidualnych rewelacji sezonu 2023. I w Norrköping niewątpliwie na to liczą, bo choć władze klubu nakreśliły już długofalową wizję rozwoju, to wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że na ten moment najważniejsze jest bezpieczne przetrwanie pierwszego sezonu w elicie. A trzeba przyznać, że beniaminek z pewnością ma wszelkie środki, aby misja ta zakończyła się powodzeniem, gdyż to u bezpośrednich, ligowych konkurentów w połowie stycznia widzimy zdecydowanie więcej potencjalnych zagrożeń i znaków zapytania. Posłuchajmy więc trenera Fredheima i dołączmy się do całkiem zresztą licznego grona tych, którzy mają nadzieję, iż najbliższy rok będzie dla futbolu w Norrköping początkiem nowej, lepszej ery.

bp

Rok temu obroniły pierwszą ligę, choć styl, w którym tego dokonały, budzić może co najwyżej łagodny uśmiech politowania. Bo jak inaczej możemy nazwać sezon, w którym spośród 26 ligowych meczów wygrywa się zaledwie trzy? To wszystko wystarczyło jednak na baraże, a je zawodniczki z Brommy bez większego problemu rozstrzygnęły już na swoją korzyść. Tym razem wcale nie musi być jednak łatwiej, gdyż szeregi BP opuściły zimą między innymi Koss, Łobanowa, Famili, Norlin i Barsley. Ich miejsce zajęły głównie piłkarki – nazwijmy sprawę po imieniu – odpalone z innych sztokholmskich klubów i to właśnie taka lokalna mieszanka, pod wodzą kompletnie niedoświadczonego na tym poziomie trenera Daniela Gunnarsa, ruszy w marcu do boju na pierwszoligowych boiskach. I jeśli mielibyśmy w czymś upatrywać szansy na sukces, to chyba wyłącznie w tym, że przynajmniej w dwóch innych klubach panuje obecnie zdecydowanie większy chaos personalno-organizacyjny, a na zachodnich obrzeżach Sztokholmu o jakichkolwiek problemach komunikacyjnych nie może być mowy. A ponieważ żadną miarą nie możemy wykluczyć scenariusza, w którym trzy wygrane mecze na przestrzeni roku ponownie wystarczą do skutecznej obrony pierwszoligowej licencji, kibicom z Brommy póki co zalecamy umiarkowany optymizm.

kalmar

Na początek krótka lekcja historii najnowszej: w poprzednim sezonie drużyna odpadków (jak przytomnie nazwała ją Katie Pingel) utrzymała się w lidze z siedmiopunktową zaliczką nad Umeå i aż jedenastopunktową nad AIK. Cóż jednak z tego, skoro nadszedł Nowy Rok, a w Kalmarze drugi raz wszyscy przeżywają swego rodzaju deja vu. Sportowy cel znów został bowiem osiągnięty, ale zimą z klubu zawinął się cały sztab szkoleniowy, a kadra zawodnicza w niczym nie przypomina tej, która kończyła poprzednie rozgrywki. Tym razem, przynajmniej w pierwotnym zamyśle, ma być ona nieco mniej amerykańska, choć centralną postacią formacji ofensywnej niezmiennie pozostanie Alyssa Walker, a w drugiej linii wiele zależeć ma od postawy Ellen McAdams. Defensywę ze Småland w ryzach utrzymać mają doświadczona Słowaczka Patricia Fischerova oraz świeżo upieczona reprezentantka Filipin Jessika Cowart, a dostępu do bramki strzec będzie wyciągnięta z ławki w Linköping 21-letnia Finka Anna Koivunen. Czy taka ekipa, pod wodzą nowego szkoleniowca Jensa Wedeborga, pokaże się na ligowych boiskach wystarczająco dobrze, aby ponownie zakończyć kampanię nad kreską? Niby niewiele za tym przemawia, ale rok temu argumentów na tak było przecież jeszcze mniej, a wszyscy wiemy, co nastąpiło później.

uppsala

W trybie last minute czasami opłaca się zorganizować wakacje lub krótki city break, ale przygotowanie drużyny do sezonu wymaga jednak nieco poważniejszego planowania. W Uppsali na taki luksus pozwolić sobie jednak nie mogli, gdyż o tym, że przyjdzie im rywalizować w najwyższej klasie rozgrywkowej, dowiedzieli się dopiero w połowie grudnia, po pamiętnym orzeczeniu komisji licencyjnej. A wtedy było już wiadomo, że z klubem definitywnie żegnają się dwie liderki w osobach Nicole Robertson oraz Rosy Herreros, których nie da się przecież łatwo i bezboleśnie zastąpić. W Uppsali błyskawicznie przystąpiono oczywiście do działania, ale transferowe możliwości klubu od początku były mocno ograniczone. W tych warunkach i tak udało się sprowadzić do zespołu kilka interesujących nazwisk (Kristell, Nyberg, Öhman), ale trudno oprzeć się wrażeniu, że w kadrze trenera Valfridssona próżno szukać piłkarek, które w momentach największej próby wzięłyby na swoje braki odpowiedzialność za grę. A bez takich zawodniczek trudno liczyć na cud, jakim w przypadku powracającego do Damallsvenskan po trzyletniej przerwie beniaminka byłoby niewątpliwie zajęcie na finiszu ligowych zmagań lokaty numer jedenaście. Bo o czymkolwiek więcej nie sposób nawet w tym momencie rozmawiać.

Zimowy barometr transferowy – vol. 2

Window

Za słabi na walkę o medale, ale jednocześnie zbyt silni, aby spaść – tak w największym skrócie moglibyśmy scharakteryzować zespoły, którym przyjrzymy się bliżej w drugiej części transferowego barometru. To wszystko jednak tylko mało znaczące prognozy, gdyż dokładnie dwanaście miesięcy temu właśnie w tym gronie znalazłyby się zapewne między innymi Eskilstuna oraz Umeå, a obu tych ekip próżno teraz szukać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Do dzisiejszej analizy dołączamy zatem życzenia, aby żaden z wymienionych tu klubów nie wyłożył się ani sportowo, ani organizacyjnie, a może – przy odrobinie szczęścia – któremuś z nich uda się nawet powalczyć o coś więcej. Wszak niespodzianki i nieoczywiste rozstrzygnięcia to jedna z najpiękniejszych twarzy futbolu, a skoro za marzenia nie karzą, to pozwólmy fanom z Behrn Areny czy Stadionu Olimpijskiego pomarzyć. Przynajmniej do zakończenia pierwszej ligowej kolejki, bo potem może być róznie …

djurgarden

Oj, czekają już trochę w Djurgården na ten realnie przełomowy sezon. Czy doczekają się w najbliższych miesiącach? Póki co perspektywy wydają się być całkiem niezłe i to przynajmniej z kilku powodów. Po pierwsze, zimowe wzmocnienia może nie rzucają przesadnie na kolana, ale trzeba przyznać, że realnie odpowiadają na problemy formacji, do postawy której było ostatnimi czasy najwięcej zastrzeżeń. Po drugie, zawodniczki ściągnięte do klubu pod koniec lata wreszcie dostały czas, aby wkomponować się w zespół i zacząć na dobre stanowić o jego sile. Po trzecie, z wyjątkiem Lindy Motlhalo udało się utrzymać w stolicy cały trzon zespołu. Po czwarte, jeśli Tove Almqvist oraz Nellie Lilja mają kiedykolwiek wejść na ten mityczny poziom międzynarodowy, to jest to właśnie ten moment. Po piąte, po długiej przerwie do gry w pełni gotowe będą zagraniczne liderki w osobach Portii Boakye oraz Hayley Dowd. Co zatem może pójść nie tak? No cóż, mówimy przecież o Djurgården, więc pomni doświadczeń minionych lat, napiszemy po prostu, że .. wszystko. Ale kto wie, być może wreszcie nadszedł czas, aby tę nieprzychylną kartę odwrócić?

pitea

Golkiperki z Ameryki Północnej póki co kojarzyły się fanom z LF Areny z występami albo bardzo solidnymi (McGlynn), albo wręcz spektakularnymi (Labbé). Nie mamy więc wątpliwości, że Samantha Leshnak podchodzi właśnie do najpoważniejszego jak dotąd piłkarskiego egzaminu, a od jego wyników może w dużym stopniu zależeć powodzenie tegorocznej ligowej kampanii w wykonaniu podopiecznych Stellana Carlssona. Po stronie zysków w oczy rzuca się ponadto nazwisko Wilmy Carlsson, która niegdyś uznawana była za jeden z największych talentów piłkarskiej Szwecji, ale jak dotąd na boisku nie udało jej się tej tezy potwierdzić. Czy zrobi to w barwach klubu, który jeszcze niedawno, z absolutnie oczywistych powodów, nazywaliśmy kliniką złamanych karier? Na to, a także na eksplozję potencjału Tovy Skoog z pewnością liczą fani z Norrbotten, choć na koniec dnia najwięcej i tak zależeć będzie od doświadczonego duetu Fanny Andersson – Josefin Johansson, który to od dłuższego czasu ratuje drużynie z dalekiej Północy bezcenne punkty, a bywa że i znacznie więcej.

orebro

Kadrowa rewolucja na Behrn Arenie? Nihili novi sub sole! Z taką rzeczywistością trener Rickard Johansson musi mierzyć się średnio dwa razy do roku, a my przyglądamy się tym poczynaniom z coraz większym zaciekawieniem. Po letniej wyprzedaży udało się bowiem szkoleniowcowi z Närke dokonać piłkarskiego cudu i gdyby po kilku miesiącach zrobił to jeszcze raz, to mielibyśmy do czynienia z wyczynem absolutnie wyjątkowym, którego przeoczyć po prostu nie wypada. Dopiero co zachwycaliśmy się tym, jak fenomenalnie w nowych dla siebie rolach wyglądają Lockwood, Agustsdottir, Pechersky, czy Pikkujämsä, ale żadnej z nich już w kadrze Örebro nie ma. Podobnie zresztą jak Abrahamsson, Öhman i Wickenheiser. Lista transferów przychodzących nie prezentuje się może aż tak spektakularnie, ale przecież na przykład Freja Olofsson i Anna Sandberg właśnie na Behrn Arenie wyrobiły sobie cenione w świecie futbolu nazwiska. I ani trochę nie zdziwimy się, jeśli ich tropami podążą chociażby Lillbäck, Johannesdottir, czy siostry Pelgander. Bo w Örebro, jak mało gdzie, jest naprawdę przyjazny klimat do rozwoju.

vaxjo

Beniaminek wygrywający w cuglach rozgrywki Elitettan i mierzący przynajmniej w bezpieczną lokatę w środku tabeli. W niemal identycznym położeniu dokładnie rok temu znajdowało się Umeå i … wszyscy pamiętamy jaką piękną katastrofą się to zakończyło. Powtórki z rozrywki jednak nie przewidujemy, gdyż na liście startowej tegorocznej Damallsvenskan znajdziemy przynajmniej cztery kluby, których potencjał piłkarski wydaje się być zdecydowanie skromniejszy. Poza tym, na ławce trenerskiej beniaminka ze Småland zasiada Olof Unogård, czyli jak najbardziej właściwa osoba na właściwym miejscu. Jeśli macie co do tego wątpliwości – zapytajcie kibiców Hammarby, a oni je błyskawicznie rozwieją. Zimowe okno transferowe w wykonaniu Växjö nie jest jak dotąd przesadnie imponujące, ale zarówno dwie młode Norweżki, jak i ich nieco bardziej doświadczona koleżanka z Finlandii z pewnością wniosą do klubowej kadry dodatkową jakość. A jeśli uda się zatrzymać w zespole Evelyn Ijeh, to akcje podopiecznych Unogårda będą jeszcze zwyżkować. I bardzo dobrze, i tak ma być!