Od Algarve do mundialu

contentmedium

Jedna za wszystkie, wszystkie za jedną – misja mundial oficjalnie rozpoczęta (Fot. Bildbyrån)

Jeżeli w najbliższych miesiącach nie wydarzy się coś, co znów skutecznie zatrzyma świat, to dokładnie za pół roku kadrowiczki Petera Gerhardssona wybiegną na murawę stadionu w Wellington, gdzie przyjdzie im zainaugurować australijsko-nowozelandzki mundial. Terminarz FIFA ułożył się na tyle niekorzystnie, że w newralgicznym okresie selekcjonerzy reprezentacji nie będą mieli zbyt wielu okazji ku temu, aby przyjrzeć się z bliska swoim najlepszym piłkarkom. Ot, dziesięć dni oficjalnego okienka w lutym, dziewięć w kwietniu i do tego tydzień tuż przed startem imprezy, już po ogłoszeniu ostatecznego kształtu kadr. Gdy to wszystko zliczymy, to nie ma może tragedii, ale o jakimkolwiek komforcie też trudno tu mówić. Nic więc dziwnego, że trenerzy chwytają się każdej możliwości, aby kupić sobie dodatkowy czas i to właśnie w tym kontekście należy rozpatrywać styczniowe zgrupowanie w krajowym składzie na portugalskim wybrzeżu. Pierwotny plan zakładał, że być może uda się w tym terminie zakontraktować jeden mecz towarzyski, ale skoro nie udało się znaleźć wartościowych rywalek, to musieliśmy zadowolić się tym, co jest. Sytuację dodatkowo skomplikowała jeszcze nieobecność zawodniczek Rosengård oraz kilku liderek Häcken, ale – jak słusznie zauważyła Fanny Andersson – w ten sposób drzwi kadry otworzyły się nieco szerzej dla przedstawicielek pozostałych klubów Damallsvenskan. I bardzo dobrze, że tak się stało, gdyż to właśnie rywalizacja na poszczególnych pozycjach sprawia, że drużyna żyje. A dokładnie tego potrzebujemy w miesiącach poprzedzających najważniejszą imprezę czterolecia.

To, że na Algarve nie rozgrywaliśmy oficjalnych meczów, nie oznacza bynajmniej, iż kadrowiczki ograniczały się wyłącznie do treningów. W inaugurującej piłkarski rok wewnętrznej gierce Niebieskie zwyciężyły z Żółtymi 1-0, a autorką jedynego trafienia była Paulina Nyström. Wspomniany gol padł tuż przed końcem spotkania, a 22-letnia rewelacja poprzedniego sezonu strzałem z ostrego kąta zaskoczyła swoją niedoszłą koleżankę klubową Cajsę Andersson. Bo choć w grudniu wiele wskazywało na to, że była napastniczka Eskilstuny przeniesie się od Nowego Roku do Linköping, to ostatecznie bardziej interesująca okazała się dla niej oferta z niebieskiej części Liverpoolu. Co ciekawe, propozycję transferu w dokładnie tym samym kierunku otrzymała zimą także Madelen Janogy, ale ona z kolei zamierza najpierw wywalczyć z Hammarby mistrzostwo Szwecji, co zresztą zakomunikowała w sposób niezwykle jasny i dosadny. A jej wiara w siłę kadry Bajen jest na tyle duża, że na realizację tego cokolwiek ambitnego planu daje sobie i drużynie rok. Cóż, akurat ta zawodniczka zazwyczaj doskonale wie, co mówi, więc na miejscu fanów z południowego Sztokholmu tak na wszelki wypadek już zaczęlibyśmy rozglądać się za szampanami, żeby w listopadzie nie szukać ich na ostatnią chwilę. Wracając jednak do spraw bieżących, zarówno Nyström, jak i Janogy zostały okrzyknięte jednymi z największych wygranych styczniowego zgrupowania. Niezwykle pozytywne recenzje zebrały ponadto występujące na przeciwnych bokach defensywy nastolatki z Hisingen, ale w ich przypadku należy zadać sobie pytanie, czy Gerhardsson zdecyduje się na dołączenie Hanny Wijk lub Anny Sandberg do kadry dosłownie na chwilę przed mundialem. Póki co mocno przemawiają za takim ruchem argumenty czysto sportowe, ale historia uczy, że nasz selekcjoner nie jest przesadnie skory akurat do takich eksperymentów. Informatorzy z Algarve donoszą ponadto, że kolejnym plusem wewnętrznej gierki była niezwykle pewna na środku defensywy Josefine Rybrink, co cieszy o tyle, że w tym sektorze boiska szwedzka kołderka wcale nie jest tak długa, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Szczególnie, jeśli założymy, że jeden z dwóch podstawowych pomysłów na turniej zakłada grę z trójką nominalnych stoperek.

Walka o miejsce w samolocie do Nowej Zelandii dopiero się więc na dobre zaczyna, choć nie da się ukryć, że w chwilach największej próby polegać będziemy przede wszystkim na sprawdzonych i pozytywnie zweryfikowanych rozwiązaniach. Nie oszukujmy się, nie mamy takich bogatych rezerw jak Amerykanki, Angielki, Niemki, czy Hiszpanki (te ostatnie w zasadzie bez względu na skład personalny) i to właśnie te cztery nacje polecą do Oceanii jako główne kandydatki do medali. My, podobnie zresztą jak cztery lata temu we Francji, atakować będziemy z drugiego szeregu i pozostaje mieć nadzieję, że końcowy efekt raz jeszcze okaże się przynajmniej równie imponujący. W porównaniu z rokiem 2019 istnieją jednak dwie zasadnicze różnice, mocno ograniczające nasze szanse. Po pierwsze, tym razem ewidentnie nie sprzyja nam drabinka, która tuż po wyjściu z grupy skazuje nas najpewniej na mecz przeciwko aktualnym mistrzyniom lub wicemistrzyniom świata, a dalej wcale nie robi się łatwiejsza. Już szóstego sierpnia zagramy zatem pierwszy z czterech ewentualnych finałów, a ponieważ mówimy tu o fazie pucharowej, to w żadnym z nich nie będziemy mogli pozwolić sobie na ewentualną wpadkę. Po drugie, wiele wskazuje na to, że po raz pierwszy w tym wieku pojedziemy na mistrzostwa bez żadnej pewności co do postawy naszych bramkarek. Jasne, Zecira Musovic zebrała przyzwoite recenzje za występ w derbach Londynu, ale każdy, kto oglądał potyczkę Arsenalu z Chelsea wie, że nie był to żadną miarą w jej wykonaniu mecz wybitny. Regularne występy golkiperki mistrzyń Anglii na boiskach WSL będą jednak priorytetem, gdyż jak dotąd bywało z tym bardzo różnie. Podobnie zresztą jak ze stabilizacją formy u Falk, Andersson i Lindahl, które w komplecie przeżywały jesienią prawdziwą sinusoidę emocji, co bynajmniej wskazane nie jest. O ile między słupkami stawiamy na tę chwilę zdecydowanie więcej znaków zapytania niż wykrzykników. o tyle kręgosłup pozostałych formacji wydaje się trzymać oczekiwany poziom. Eriksson i Ilestedt to stabilność i solidność w defensywie, Seger do spółki z Angeldal zabezpieczają środek pola, przed nimi pierwsze skrzypce grają Rolfö i Asllani, a niepodważalnym wyborem na dziewiątce pozostaje Stina Blackstenius. Aby jednak na poważnie liczyć się w mundialowym rozdaniu, cała wymieniona tu siódemka musi na przełomie lipca i sierpnia znajdować się w optymalnej dyspozycji fizycznej i mentalnej. Bo o ile Angielki spokojnie poradzą sobie bez Beth Mead, a Hiszpanki bez Alexii Putellas, o tyle u nas nieobecność lub zwyczajnie słabsza forma którejkolwiek z liderek będzie niezwykle odczuwalna. Podobnie zresztą jak u Holenderek, które młodzież mają nawet bardziej efektowną od nas, ale i tak nie dadzą rady zastąpić jeden do jednego Vivianne Miedemy. Ściskajmy więc kciuki, aby zima, a następnie wiosna oraz początek lata minęły nam pod znakiem wyłącznie dobrych informacji płynących z Londynu, Mediolanu, czy Barcelony. Bo to także od nich może zależeć to, czy szóstego sierpnia ogarnie nas futbolowa euforia, czy właśnie tego dnia odpalimy serwisy z ofertami last minute, aby zaplanować sobie przedłużone, letnie wakacje.

Advertisement

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s