Odkrycie roku 2023

05_a

Nie ma absolutnie żadnej niespodzianki w tym, że tytuł Odkrycia Roku trafia do piłkarki, która właśnie na przestrzeni ostatnich miesięcy na dobre zaistniała w szerszej świadomości fanów. Nie każdy ma jednak sposobność, aby przedstawić się nowemu audytorium w sposób tak spektakularny, jak zrobiła to Felicia Schröder. Mówimy bowiem o zawodniczce, która w chwili startu tegorocznej, ligowej kampanii nie miała jeszcze podpisanego profesjonalnego kontraktu i choć miała już za sobą występy w młodzieżowych reprezentacjach Szwecji, to w futbolu klubowym była jedynie piętnastoletnią adeptką jednej z piłkarskich akademii. Od tego czasu sprawy przybrały jednak tak szalony obrót, że podobne scenariusze najczęściej możemy oglądać wyłącznie w kalifornijskich filmach, a i tam są one często klasyfikowane jako wysoce nieprawdopodobne. Ta historia uzmysławia nam jednak, że niemożliwe nie istnieje również w prawdziwym życiu.

Debiut w pierwszoligowej piłce? Nie będzie przesady, jeśli powiemy, że najlepszy w historii ligi od samego początku jej istnienia. Bo przecież nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby zawodniczka zamieniła trzy pierwsze kontakty z piłką na… dwa gole! Wiosenna eksplozja była zatem niesamowicie głośna, ale w kolejnych miesiącach o młodej piłkarce zrobiło się jakby ciszej. Kontuzje Stine Larsen oraz Clarissy Larisey zmusiły jednak trenera Maka Adama Linda do ciągłego eksperymentowania, a ponieważ szkoleniowiec rodem z Bejrutu nieoczywistych rozwiązań się nie boi, to nie dość, że od razu przypomniał sobie o Schröder, to jeszcze postanowił wystawiać ją jako opcję numer jeden na dziewiątce. Ligowy chrzest bojowy tej strategii przypadł na niesamowicie prestiżowe starcie z Rosengård i choć akurat w nim nastoletnia gwiazda na listę strzelczyń jeszcze się nie wpisała, to zebrała za swój występ całkiem sporo pochlebnych opinii. W kolejnych tygodniach ze skutecznością bywało bardzo różnie, ale trenerskie zaufanie raz jeszcze zaprocentowało, a wyczekiwane przełamanie przyszło w najlepszym możliwym momencie. To właśnie Felicia Schröder okazała się bowiem jedną z głównych architektek zwycięskiego dwumeczu z holenderskim Twente, a i wyrównujące trafienie w konfrontacji z madryckim Realem najpewniej nie padłoby bez jej udziału. Historia jak z bajki? Być może, ale mocno trzymamy kciuki, aby sezon 2023 okazał się jedynie pierwszym rozdziałem długiej, przepięknej sagi.

05_b

Jeżeli nie macie pojęcia, że w Halmstadzie funkcjonuje klub o wdzięcznej nazwie BK Astrio, to… nie martwcie się, nie jesteście w tej kwestii jedyni. Do grona słabiej poinformowanych zdecydowanie nie zaliczała się jednak Wilma Leidhammar, gdyż to właśnie w barwach wspomnianego zespołu przyszło jej inaugurować sezon 2022. Dobre występy młodej napastniczki na poziomie ligi regionalnej nie uszły uwadze skautów z Norrköping, ale nie da się powiedzieć, żeby bohaterka tej historii miała znaczący udział w wywalczeniu przez Peking sensacyjnego awansu do Damallsvenskan. Logika podpowiadała więc, że tym bardziej w najwyższej klasie rozgrywkowej to nie od niej trener Fredheim będzie rozpoczynał budowanie wyjściowej jedenastki, ale jak to często w naszej ukochanej dyscyplinie sportu bywa, prawa logiki nie zawsze znajdują tu zastosowanie. Leidhammar ewidentnie rosła piłkarsko z miesiąca na miesiąc, a eksplozja jej talentu sprawiła, że zagraniczne gwiazdy w osobach Dawber czy Robertson coraz częściej musiały zadowalać się miejscem na ławce rezerwowych.  Sama zainteresowana stała się natomiast młodzieżową reprezentantką kraju, a także największą obok kapitanki My Cato ulubienicą najwierniejszych fanów z Curva Nordahl. A to wszystko z potencjałem na dalszy rozwój, w który wszyscy w Norrköping gorąco wierzą.

Mało wam nieprawdopodobnych historii? To posłuchajcie tej! Gdy Johanna Renmark zdecydowała się pozostać w Uppsali na sezon 2023, jej podstawową ambicją była jak najlepsza postawa na boiskach Elitettan. Szybko okazało się jednak, że plany te trzeba w trybie pilnym zweryfikować, gdyż wobec braku pierwszoligowej licencji dla Eskilstuny (nota bene – macierzystego klubu Renmark) ekipa ze Studenternas IP została zaproszona do regularnych występów w najwyższej klasie rozgrywkowej. Według wszystkich przewidywań miała w niej pełnić rolę etatowego dostarczyciela punktów, ale dziewiętnastoletnia skrzydłowa najwyraźniej o tym nie wiedziała i już w inauguracyjnej kolejce dwoma efektownymi golami pozwoliła niespodziewanemu beniaminkowi odrobić straty od stanu 0-2. A że nie był to wyłącznie jednorazowy wyskok, to na stole dyrektorów z Uppsali coraz częściej zaczęły pojawiać się konkretne oferty z lig zagranicznych. Tę najkorzystniejszą złożył najwyraźniej norweski Brann i choć rozgrywki Toppserien zawodniczki z Bergen zakończyły tym razem poza ligowym podium, to niepowodzenia na krajowym podwórku z nawiązką odbiły sobie awansując do fazy grupowej Ligi Mistrzyń. Pełen niespodzianek rok Johanna Renmark kończyła więc nie 26. kolejką Elitettan, a dwumeczem z legendarnym Olympique Lyon i wciąż całkiem realną szansą na awans do ćwierćfinału najbardziej prestiżowych, europejskich rozgrywek. A w nim czekać może już kolejna, niezwykła przygoda w postaci na przykład wyjazdu do Barcelony, Londynu, Monachium lub… Hisingen.

Trener roku 2023

04_a

Dwanaście miesięcy temu witał nadejście Nowego Roku w Linköping, gdzie podjął się misji zbudowania zespołu, który chwalić będziemy nie tylko za wyniki, ale i za styl. I trzeba przyznać, że choć było to naprawdę ambitne wyzwanie, to jego realizacja zdecydowanie mogła imponować. A fani w Östergötland, po wielu latach upokorzeń i docinek, znów mogli z podniesionymi głowami wybrać się na przykład do Malmö. Bo nie dość, że odwieczne rywalki z Rosengård udało się ukłuć aż trzy razy, to jeszcze dzieła zniszczenia dokonano tak efektownie, że pierwsze 45 minut ligowej rywalizacji na Bilbörsen Arenie każdy kibic spod znaku Lejonflocken powinien oprawić w ramkę i postawić na honorowym miejscu. Pod nieobecność kontuzjowanej, a następnie wytransferowanej do Anglii Olgi Ahtinen, rolę głównej kreatorki gry z powodzeniem wzięła na siebie Yuka Momiki, ale plan trenera Jeglertza zakładał, że LFC chwalić będziemy przede wszystkim za zespołowość. I tak właśnie się stało, gdyż wokół japońskiej reżyserki swoje genialne momenty miały zarówno doświadczone Karlsson czy Takarada, jak i młode, wschodzące gwiazdy w osobach Lisy Björk oraz Cathinki Tandberg. A trochę zapomniana już Cornelia Kapocs powróciła do wielkiego grania w tak imponującym stylu, że na koniec sezonu mogła cieszyć się z tytułu dla najlepszej snajperki Damallsvenskan. Co jednak szczególnie godne uwagi, przez cały ten czas Linköping pozostawał zespołem, który aż chciało się oglądać, a w parze z wrażeniami artystycznymi jak najbardziej szedł także pokaźny dorobek punktowy.

Świetne referencje sprawiły, że latem po Jeglertza zgłosiła się szukająca następcy Larsa Søndergaarda duńska federacja i trzeba powiedzieć, że pierwszy w historii tej kadry zagraniczny selekcjoner zaliczył w nowej roli prawdziwe wejście smoka. Bo jak inaczej nazwać pewną, nie pozostawiającą najmniejszych wątpliwości wiktorię nad dwukrotnymi mistrzyniami świata z Niemiec? Świetną passę udało się jeszcze podtrzymać cennym zwycięstwem na niełatwym terenie na Islandii, a Pernille Harder oraz Amelie Vangsgaard niemal jednogłośnie wybierano do drużyny marzeń pierwszej połowy fazy grupowej Ligi Narodów. Kontuzja gwiazdy monachijskiego Bayernu ani trochę nie pokrzyżowała Jeglertzowi szyków i dopiero grudniowy dwumecz skutecznie sprowadził rozpędzony, duński dynamit z powrotem na ziemię. Szczególnie bolesna okazała się domowa porażka z Islandią, gdyż to właśnie ten rezultat sprawił, że pochodzący ze Skanii selekcjoner nie wywalczył ze swoim zespołem awansu do Final Four Ligi Narodów, ale to potknięcie ani trochę nie przesłania faktu, że za Jeglertzem niezwykle produktywny rok, w którym zdecydowanie więcej było jednak wzlotów, a wśród nich nie zabrakło i tych naprawdę efektownych.

04_b

Tak, zdecydowanie nie powinniśmy ukrywać faktu, że w ostatnich miesiącach szwedzka kadra niebezpiecznie zbliżyła się na wszystkich możliwych płaszczyznach do słusznie minionego okresu późnej Sundhage. Z tego właśnie tytułu ostatnimi czasy na alarm zdarzało się nam bić niezwykle regularnie, więc pozwólcie, że dziś wyjątkowo nie o tym. Bo jednak nie da się przejść obojętnie obok faktu, że za sterami najważniejszej drużyny w kraju siedzi selekcjoner, który wbrew wszelkiej logice po raz trzeci wracał do domu z medalem wielkiej imprezy, choć ani razu nie jechał na nią w roli faworyta do blachy. Co więcej, to Peter Gerhardsson wraz ze swoim sztabem doprowadzili reprezentację Szwecji na sam szczyt rankingu FIFA, a warto przypomnieć, że swoją kadencję przyszło im rozpoczynać w okolicznościach wyraźnie niesprzyjających. To są fakty, z którymi nie da się polemizować i które niezależnie od aktualnie towarzyszących nam przemyśleń trzeba odpowiednio docenić. Robiąc to, mocno wierzymy jednak, że następca lub następczyni Gerhardssona nie będzie mierzyć się na starcie swojej selekcjonerskiej przygody z aż tak wielkimi wyzwaniami. A nie trzeba chyba specjalnie tłumaczyć, co to oznacza.

Jako piłkarz znany był kibicom w Göteborgu pod nazwiskiem Karlsson, ale trenerskie szlify zbierał już jako Robert Vilahamn. Rok temu podjął się misji uratowania sezonu BK Häcken i zrobił to na tyle skutecznie, że w Hisingen mogli cieszyć się z wicemistrzostwa Szwecji, a także awansu do finału krajowego pucharu. Większości obserwatorów postać Vilahamna kojarzy się jednak z odważnym stawianiem na młodzież, co doskonale wpisuje się w długofalową wizję klubu z Bravida Areny. To właśnie pod skrzydłami tego trenera szerszej publiczności na dobre przedstawiły się między innymi Hanna Wijk oraz Anna Sandberg, a niesamowicie płynny powrót po długiej przerwie spowodowanej kontuzją zaliczyła Rosa Kafaji. Zespoły prowadzone przez Vilahamna nie boją się presji ze strony rywalek, a gdy już spod niej wyjdą, to potrafią zaskoczyć przeciwniczki zarówno mądrze zbudowanym atakiem pozycyjnym, jak i szybką wymianą z udziałem dwóch-trzech zawodniczek. Nic więc dziwnego, że wiosną Häcken wypracował sobie w tabeli bezpieczną przewagę nad grupą pościgową, a sam trener w glorii lidera Damallsvenskan wybrał się do jednej z północnych dzielnic Londynu, gdzie od sierpnia mozolnie próbuje wprowadzać stołeczny Tottenham na jeszcze wyższy poziom. I patrząc chociażby na przebieg niedawnych derbów z Arsenalem, trzeba powiedzieć, że na Wyspach Brytyjskich sprawy także przybierają jak najbardziej pozytywny z jego perspektywy kierunek.

Progres roku 2023

03_a

Choć urodziła się na doskonale znanej zarówno fanom lotnictwa, jak i kibicom piłki nożnej wyspie Landvetter, a swój pierwszoligowy debiut zaliczyła właśnie w Göteborgu, to szerszej publiczności przedstawiła się jako zawodniczka Uppsali. To z ostatnim z wymienionych klubów najpierw świętowała premierowy awans do Damallsvenskan, a następnie rozegrała swój debiutancki sezon w krajowej elicie. Stabilna i solidna dyspozycja sprawiła, że dość szybko przyszło jej powrócić w rodzinne strony, gdzie już w barwach niewątpliwie zaliczającego się do ścisłej, ligowej czołówki Häcken postanowiła kontynuować swój sportowy rozwój. Prawdziwym przełomem okazał się jednak dla niej dopiero sezon 2023, w którym to stała się absolutnie kluczową postacią zespołu z powodzeniem rywalizującego na trzech arcytrudnych frontach.

Tak się ciekawie składa, że w tym roku nieoczywiste bohaterki Häcken kreowane były w znacznym stopniu przez wydarzenia losowe. Gdyby bowiem z nawracającymi problemami zdrowotnymi nie zmagały się Elin Rubensson oraz Fipippa Curmark, to trenerzy Vilahamn i Lind z całą pewnością nie rozpoczynaliby zestawiania wyjściowej jedenastki od nazwiska Mariki Bergman Lundin. Pech koleżanek sprawił jednak, że 24-latka z Landvetter otrzymała swoją życiową szansę i powiedzieć, że ją w pełni wykorzystała to w zasadzie nie powiedzieć nic. Dwie nominacje do jedenastki miesiąca, pewne miejsce w ligowej drużynie gwiazd, a także status liderki drugiej linii Os z Hisingen to tylko niektóre z całkiem niedawnych osiągnięć nowej ulubienicy trybun na Bravida Arenie. Do pełni szczęścia tak naprawdę brakuje w tym zestawie tylko jednego, ale na to akurat sama Bergman Lundin nie ma niestety najmniejszego wpływu. A szkoda, bo potencjalnie skorzystać mogłaby na tym cała szwedzka piłka.

03_b

Zdecydowanie największymi szczęściarzami są ci spośród nas, którzy w porę odnajdą swoje miejsce na ziemi. W przypadku Alice Carlsson poszukiwania wiodły między innymi przez Örby, Möldnal i Brommę, aby ostatecznie znaleźć swój szczęśliwy finał w Södermalm. 28-letnia dziś stoperka trafiła do Hammarby przed czterema laty i w tym czasie przebyła ze swoim aktualnym klubem drogę z Elitettan do podwójnej korony. Z każdym upływającym miesiącem coraz bardziej znacząca stawała się jej pozycja nie tylko w szatni, ale i na murawie. Mistrzowski sezon kończyła już w roli kapitanki, mentalnej liderki, a także ostoi bloku defensywnego, o którym mówiło się niemal wyłącznie pozytywnie. Nic więc dziwnego, że latem odrzuciła zdecydowanie bardziej korzystną pod względem finansowym ofertę z mediolańskiego Interu, gdyż – jak to pięknie ujęła sama zainteresowana – jej serce należy do Hammarby i nie istnieje takie miejsce, w którym mogłoby być jej lepiej niż tam. Każdy, kto miał przyjemność obejrzeć kulisy decydującego o mistrzostwie meczu przeciwko Häcken, doskonale wie, do czego w tej chwili nawiązuję. A ci, którzy tej fantastycznej przemowy jeszcze jakimś cudem nie widzieli, niech wykorzystają krótszą niż zazwyczaj zimową przerwę do nadrobienia zaległości. Zapewniam, że warto!

Wprawdzie Wilma Carlsson debiutowała na pierwszoligowych boiskach niedługo po swoich piętnastych urodzinach, ale realnie zaistniała na tym poziomie rozgrywkowym dopiero siedem lat później. Okoliczności towarzyszące temu wydarzeniu nie były jednak specjalnie miłe, gdyż jej ukochany klub z Umeå poznał gorzki smak degradacji, a ona sama również miała swojej boiskowej postawie wiele do zarzucenia. Wysłannicy lokalnego rywala z Piteå bezbłędnie dostrzegli jednak drzemiący w 23-letniej stoperce potencjał, a decyzja o zaoferowaniu jej trzyletniego kontraktu byłą najlepszą spośród tych, jakie mogli podjąć. Bo nie da się ukryć, że to nie Ikidi czy Löfqvist, lecz właśnie Carlsson była w minionym sezonie zdecydowanie najpewniejszym punktem defensywy z Norrbotten. Co istotne, jej dobra gra często zbiegała się w czasie z kluczowymi meczami, dzięki czemu niedoceniana rewelacja z Północy potrafiła skutecznie postawić się przeciwniczkom pokroju Hammarby czy Linköping, grając z nimi na zero z tyłu. Szczególnie imponująca była w jej wykonaniu końcówka rundy wiosennej, kiedy to otarła się nawet o tytuł zawodniczki miesiąca, a takie zaszczyty defensorkom trafiają się niezwykle rzadko. W tym konkretnym przypadku o żadnych kontrowersjach nie mogło jednak być mowy, gdyż Wilma Carlsson w sezonie 2023 to po prostu znak najwyższej, piłkarskiej jakości.

Mecz roku 2023

02_a

Sezon 2023 na boiskach Damallsvenskan przyniósł nam aż dwa sześciogwiazdkowe mecze. Ten rozegrany na początku listopada na Tele2 Arenie w Sztokholmie wszyscy mamy jeszcze bardzo świeżo w pamięci. I nic w tym zaskakującego, wszak właśnie wtedy i właśnie tam w zasadzie rozstrzygnęły się losy ostatecznej kolejności na ligowym podium. Warto mieć jednak na uwadze, że niespełna pół roku wcześniej, na zdecydowanie bardziej kameralnym Hammarby Idrottsplats, przyszłe mistrzynie Szwecji stworzyły jeszcze jeden pasjonujący i pełen nieprawdopodobnych zwrotów akcji piłkarski spektakl. Choć w pełni trafne byłoby chyba słowo współtworzyły, gdyż bez aktywnego wkładu gościń z Malmö 22. maja nie stałby się wyjątkową datą w tegorocznym, ligowym kalendarzu. A jeśli chcecie raz jeszcze poczuć tamte emocje, to zapraszam do fragmentu pomeczowego tekstu, który chyba najlepiej udowadnia, dlaczego pomimo niewątpliwie mocnej konkurencji, to właśnie rywalizacja Hammarby z Rosengård otrzymuje w tej kategorii palmę pierwszeństwa.

Ach, co to był za wieczór! Jeżeli cały czas trzymają was emocje po poniedziałkowym hicie kolejki, to nie bójcie się – wszystko z wami w porządku. Na stadionie w Sztokholmie mieliśmy bowiem prawie wszystko, co powinno charakteryzować wspaniałe, piłkarskie widowisko. Genialna atmosfera na trybunach uświetniona niezwykle kreatywną oprawą kibiców Hammarby – była. Walka o każdy milimetr boiska – jak najbardziej. Napięcie na obu ławkach zwieńczone upomnieniami na trenerów – odhaczone. Prowadzenie obu ekip, dwa gole zdobyte w odstępie jednej minuty i wreszcie podział punktów po obronionym rzucie karnym w doliczonym czasie gry – oczywiście. A przecież nawet po kapitalnej interwencji Anny Tamminen Rosengård i tak zdołał jeszcze wypracować sobie kolejną, doskonałą okazję do strzelenia zwycięskiego gola, kiedy to za nierozważną zabawę Evy Nyström we własnej szesnastce najboleśniejszą możliwą karę wymierzyć mogła Sofie Bredgaard. Tym razem przed utratą gola gospodynie skutecznie uratowała jednak Simone Boye i może nawet dobrze się stało, gdyż z neutralnego punktu widzenia po takim spotkaniu oba zespoły zasłużyły na to, aby dopisać do swojego tegorocznego dorobku przynajmniej jeden punkt. A wcale nie jest przecież tak, że tylko i wyłącznie gościnie ze Skanii mogły w samej końcówce postawić na tym meczu decydującą pieczęć. Coś na ten temat z pewnością miałaby do powiedzenia Kyra Cooney-Cross, której pudło z 80. minuty śnić może się jeszcze bardzo, bardzo długo. I nic w tym dziwnego, gdyż reprezentantka Australii dziewięćdziesiąt dziewięć ze stu analogicznych sytuacji spokojnie zakończyłaby z golem lub asystą do Maiki Hamano. Pech polegał jednak na tym, iż ten jeden wyjątek przyplątał się akurat w najgorszym możliwym momencie.

02_b

Niespełna pół wieku po rozegraniu swojego premierowego, oficjalnego meczu piłkarska reprezentacja Szwecji stanęła przed szansą awansu na pierwsze miejsce światowego rankingu. Ów fakt dla wielu był jednak wyłącznie miłą, statystyczną ciekawostką, gdyż na Eden Arenie w nowozelandzkim Auckland gra toczyła się przede wszystkim o awans do strefy medalowej tegorocznego mundialu. I choć to w naszych rywalkach bukmacherzy nie bez przyczyny upatrywali papierowych faworytek, boisko błyskawicznie te przewidywania zweryfikowało. Przez ponad godzinę byliśmy świadkami cudownego, szwedzkiego koncertu bez choćby jednej fałszywej nuty, następnie trochę na własną prośbę zafundowaliśmy sobie nieprawdopodobną nerwówkę w ostatnim kwadransie, a później była już tylko czysta, bezgraniczna radość…

Fragment pomeczówki: Co by się nie wydarzyło, z tej imprezy przedwcześnie nas już nie wyproszą! Ćwierćfinał przeciwko Japonii, od meczu rozegranego w tej samej fazie poprzedniego mundialu, różnił się w zasadzie wszystkim… oprócz końcowego wyniku. Bo zupełnie jak przed czterema laty, wbrew wskazaniom bukmacherów i większości ekspertów, kadrowiczki Petera Gerhardssona znów zwyciężyły 2-1 i znów zameldowały się w najlepszej czwórce turnieju. To ostatnie stało się zresztą w ostatnich latach swego rodzaju normą, gdyż za kadencji 63-letniego selekcjonera z Uppsali Szwedki jeszcze ani razu nie wróciły do domów przed półfinałami. Możemy więc powiedzieć, że nowa, sympatyczna tradycja została niejako podtrzymana, choć nerwów i prawdziwego rollercoastera sportowych emocji znów nie udało się przy tym uniknąć. A przed ponad godzinę absolutnie nic na to nie wskazywało.

******

Choć do gabloty klubu z Hisingen nie trafił w kończącym się właśnie roku żaden z pucharów, to o zawodniczkach Häcken mówiło się na przełomie listopada i grudnia zdecydowanie najwięcej. I bardzo dobrze, gdyż tak efektownej postawy na poziomie fazy grupowej Ligi Mistrzyń zdecydowanie się nie spodziewaliśmy, a tuż po losowaniu za umiarkowany sukces uznalibyśmy każdy wyszarpany na tym etapie punkcik. Potentaci z Paryża, Madrytu i Londynu w tej właśnie kolejności przekonali się, że najważniejszą wartością w futbolu nie zawsze musi okazać się wielkość klubowego budżetu, a historia kopciuszka ze Skandynawii błyskawicznie podbiła serca spragnionych nieoczywistych rozstrzygnięć kibiców z całej Europy. Pamiętając o grupowych podbojach, warto jednak pamiętać, że żaden z tych cudownych, nieprawdopodobnych momentów nigdy nie miałby miejsca, gdyby nie pewien jesienny wieczór w holenderskim Enschede.

Fragment pomeczówki: Ach, co to był za wieczór! Niby jeszcze stosunkowo niedawno piłkarki z Göteborga (występujące wtedy pod szyldem KGFC) potrafiły po heroicznym boju pokonać w stolicy Bawarii monachijski Bayern, ale jednak z każdym kolejnym rokiem zaczynaliśmy coraz bardziej odzwyczajać się od sytuacji, w której jakikolwiek klub z Damallsvenskan z powodzeniem rzuca wyzwanie wyżej notowanemu rywalowi. Wtedy jednak, całe na żółto-czarno, wkroczyły na scenę zawodniczki Häcken i szybko okazało się, że w osiągnięciu założonego celu nie przeszkodzi im ani plaga kontuzji, ani fatalne i mocno chaotyczne sędziowanie, ani fakt, że w obu meczach z holenderskim Twente trzeba było odwracać wynik. Wicemistrzynie Szwecji w poczuciu słusznej sprawy konsekwentnie robiły swoje, w przeciwieństwie do mocno zagotowanych w końcówce rewanżowego starcia Holenderek nie dały się ponieść emocjom i pewnie krocząc nakreśloną uprzednio drogą, po ostatnim gwizdku odebrały należną im nagrodę. Bo choć doskonale wiemy, że absolutnie każdy sukces zawsze ma wielu ojców i wiele matek, to w przypadku zwycięskiego dwumeczu z faworyzowanym Twente powiedzenie to staje się prawdziwe jak mało kiedy. Bo po stronie Häcken jednej bohaterki minionych siedmiu dni wybrać się po prostu nie da.

Zagraniczna gwiazda 2023

01_a

Niektórzy niezmiennie stoją na stanowisku, że piłka nożna to najbardziej zespołowy sport, jaki kiedykolwiek wymyślono i znajdują na poparcie tej tezy nawet całkiem sensowne argumenty. Od każdej reguły zdarzają się jednak odstępstwa, a w futbolu także trafiają się przecież historie, które nie wydarzyłyby się gdyby nie fenomenalna postawa jednej, konkretnej zawodniczki. I nawet jeśli w pojedynkę nie zdziałałaby ona wiele, to jednak bez jej wkładu osiągnięcie zamierzonego celu byłoby po prostu niewykonalne. Nietrudno domyślić się, dlaczego akurat podczas tej konkretnej prezentacji zdecydowałem się na tak niestandardowy wstęp. Wszak bez znajdującej się w absolutnie kapitalnej dyspozycji fińskiej golkiperki, rok 2023 zapisałby się w historii Hammarby jako bardzo udany, lecz z pewnością nie historyczny. 29-letnia zawodniczka umiejętnie postawiła jednak na linii bramkowej tak szczelny mur, że widok dwóch najcenniejszych trofeów w gablocie klubu z Södermalm nie powinien chyba nikogo dziwić. Co godne podkreślenia, swoją mistrzowską robotę wykonywała z takim spokojem, jakby ratowanie swojego zespołu w sytuacjach niemal beznadziejnych było dla niej elementem codziennego życia.

Tak, nie trzeba być wiernym kibicem Hammarby, aby przypomnieć sobie parady klasy światowej w końcówce meczu o tytuł przeciwko Häcken, czy też ratującą bezcenny jak się miało ostatecznie okazać punkt obronę rzutu karnego wykonywanego przez Olivię Schough. Tyle tylko, że Tamminen w topowej formie znajdowała się nie tylko wtedy, gdy to właśnie w jej kierunku wycelowane były obiektywy wszystkich kamer. Fani ze stolicy doskonale pamiętają oba derbowe starcia późniejszych mistrzyń kraju z Djurgården, w których to piłkarki Bajen wcale nie zdominowały swoich lokalnych rywalek, a można nawet pokusić się o stwierdzenie, że to Duma Sztokholmu sprawiała w tych starciach lepsze wrażenie. Cóż jednak z tego, skoro golkiperka Hammarby w sobie tylko znany sposób zadbała o to, aby w tym konkretnym dwumeczu futbolówka ani razu nie znalazła drogi do jej siatki. Z tych samych przyczyn w pamięci zapadła nam pierwsza połowa domowej rywalizacji Zielono-Białych z beniaminkiem z Norrköping, w której to napędzane siłą duetu Egeriis – Cato podopieczne trenera Fredheima powinny jeszcze przed przerwą definitywnie rozstrzygnąć losy tej rywalizacji. Powinny, ale fińska golkiperka ewidentnie miała na ten temat inne zdanie i nie zawahała się nim z nami podzielić. Nie było ani krzty przypadku w tym, że Tamminen aż cztery razy trafiała w zakończonym właśnie sezonie do jedenastki miesiąca, a przy okazji zdążyła jeszcze poprawić absolutny rekord Damallsvenskan pod względem minut bez puszczonego gola. I nawet jeśli, jak najbardziej zresztą słusznie, będziemy w kolejnych dniach chwalić jej klubowe koleżanki, to trzeba jasno powiedzieć, że podwójna korona 2023 dla Hammarby już zawsze będzie miała twarz Anny Tamminen. Bramkarki, bez której niezwykle trudno byłoby napisać najpiękniejszy jak dotąd rozdział klubowej historii.

01_b

W przeszłości wielokrotnie zdarzało się, że rewelacji ligowego sezonu szukaliśmy właśnie na dalekiej Północy. Wychwalając postawę powadzonych od lat przez trenera Stellana Carlssona piłkarek z Piteå, niezmiennie zauważaliśmy jednak, że od czasów Pauline Hammarlund klub z Norrbotten cierpi na chroniczny brak klasowej dziewiątki. Problem ten wzorowo rozwiązała jednak pozyskana z Rosengård 23-letnia Nigeryjka, która szczególnie na początku rundy jesiennej złapała taką formę, że powstrzymanie jej w sposób mieszczący się w ramach przepisów gry w piłkę nożną był dla defensorek wielu klubów Damallsvenskan wyzwaniem ponad siły. Do tego, aby uznać kończący się właśnie rok za perfekcyjny, Anam Imo zabrakło w zasadzie tylko uznania w oczach kolejnych selekcjonerów reprezentacji, choć trzeba oddać, że szczególnie w formacjach ofensywnych rywalizacja o miejsce w nigeryjskiej kadrze stoi na naprawdę kosmicznym poziomie. Tak, czy inaczej, mocno swego czasu chwalona przez Jonasa Eidevalla piłkarka udowodniła, że wypowiedziane wówczas przez obecnego szkoleniowca Arsenalu słowa nie były ani trochę na wyrost. A skoro tak, to z tym większą ekscytacją będziemy wyczekiwać tego, co przyniosą nam kolejne lata, gdyż w przypadku Imo czas ewidentnie zdaje się działać na jej korzyść.

Gdy Yuka Momiki po raz pierwszy zaprezentowała się na szwedzkiej ziemi, wielu kibiców z Linköping miało nadzieję, że oto wreszcie pojawiła się zawodniczka, która skutecznie wypełni w środku pola lukę pozostawioną przez Kosovare Asllani. Tyle jednak teorii, ponieważ w praktyce aklimatyzację w nowym środowisku skutecznie storpedowała japońskiej pomocniczce kontuzja. W Östergötland wiedzieli jednak swoje i kompletnie niezrażeni takim obrotem sprawy postanowili sprowadzić wypożyczoną wcześniej z Seattle piłkarkę do siebie na stałe. I wiecie co? I tak bardzo mieli w tej kwestii rację! Piętnaście goli, dwanaście asyst, bezapelacyjne zwycięstwo w klasyfikacji punktowej, rekordowe pięć wyborów do jedenastki miesiąca – te wszystkie liczby dobitnie pokazują, jak ważnym ogniwem w układance LFC była w mijającym roku 27-letnia zawodniczka. Tyle tylko, że nawet tak fantastyczne statystyki i tak w pełni nie oddają nam tego, jak wielki wpływ miała Momiki na równie efektowny, co efektywny styl gry trzeciej siły Damallsvenskan. Używając terminologii medycznej możemy powiedzieć, że to w znacznym stopniu dzięki Japonce serce środka pola w Linköping biło ostatnimi czasy tak miarowo i już teraz zazdrościmy wszystkim kibicom jej nowego klubu, że to właśnie im przypadnie w najbliższym czasie przyjemność oglądania na żywo tak wspaniałej wirtuozki futbolu.

Sen nocy zimowej

larisey

Prosimy nie regulować odbiorników! Clarissa Larisey naprawdę ukłuła właśnie defensywę Chelsea (Fot. DAZN)

Nic nie musiały, ale mogły bardzo wiele i jak najbardziej zdecydowały się z tego prawa skorzystać. Piłkarki Häcken już pięciokrotnie dawały nam w obecnym sezonie Ligi Mistrzyń mnóstwo powodów do dumy i szósty, rozegrany przy głośnym dopingu wyprzedanej niemal do ostatniego miejsca Bravida Areny, nie okazał się w tej kwestii wyjątkiem. A my, po ostatnim gwizdku prowadzącej to pasjonujące spotkanie sędzi Ewy Augustyn, jeszcze długo zastanawialiśmy się, jakim sposobem w zasadzie znikąd trafiliśmy do rzeczywistości, w której w połowie grudnia wicemistrzynie Szwecji rozgrywają kapitalny dwumecz przeciwko mistrzyniom Anglii, słysząc przy tym słowa uznania płynące z każdego zakątka kontynentu.

Przed tygodniem na Stamford Bridge chwalić mogliśmy przede wszystkim niezwykle konsekwentną i do bólu pragmatyczną defensywę. Dziś jednak podopiecznym trenera Linda wystarczyło zaledwie 90 sekund, aby wykreować pierwszą i absolutnie nie ostatnią okazję do pokonania Zeciry Musovic. Wszystko rozpoczęło się od efektownego dryblingu Rosy Kafaji, a zakończyło na chytrym, niesygnalizowanym strzale Anny Anvegård, który pochodząca z Dalarny golkiperka mogła jedynie odprowadzić wzrokiem. Na jej szczęście, futbolówka zatrzymała się na poprzeczce, ale w 26. minucie defensywa z Londynu tyle powodów do zadowolenia już nie miała. Długie, kilkudziesięciometrowe podanie od Elmy Nelhage doskonale uruchomiło Monicę Jusu Bah, pozyskana z Umeå napastniczka w swoim stylu podciągnęła akcję lewym skrzydłem, a ostateczną pieczątkę jakości postawiła na tym wszystkim nabiegająca na wprost bramki Clarissa Larisey. Powracającej do gry po długiej przerwie Kanadyjce było jednak najwyraźniej mało, gdyż tylko przytomność umysłu i szybka reakcja Musovic sprawiła, że po chwili Häcken nie znalazł się na prowadzeniu. Była snajperka Celtiku w tempo ruszyła do piłki zgranej przez Annę Anvegård, ale to szwedzka bramkarka ostatecznie znalazła się przy niej o ułamek sekundy pierwsza.

Tak, to po stronie Chelsea było więcej strzałów, bramkowych sytuacji, czy wreszcie minut spędzonych w ataku pozycyjnym. Ale gospodynie żadną miarą nie ograniczały się na murawie wyłącznie do roli statystek lub zawodniczek mających na celu jedynie skuteczne wybijanie bardziej renomowanych przeciwniczek z rytmu. I ów fakt trzeba jasno i wyraźnie podkreślić. Trener Lind przygotował wraz ze swoim sztabem jasny i konkretny plan, który zakładał także elementy gry ofensywnej, a piłkarki w żółto-czarnych strojach z niesamowitą precyzją go realizowały. Raz jeszcze moglibyśmy napisać o tym, że gospodynie bez lęku wchodziły w fizyczne pojedynki (od czasu do czasu nawet je wygrywając!), nie bały się zaangażować większej liczby zawodniczek w ofensywny wypad, a w okolicach własnej szesnastki zamiast bezmyślnego wybijania oglądaliśmy raczej przemyślane zagrania zaczepne. I jedno z nich, przeprowadzone tuż po przerwie, ponownie mogło przynieść wicemistrzyniom Szwecji bramkową zdobycz. Anna Anvegård raz jeszcze obiła jednak poprzeczkę, a z dobitką Kafaji nie bez trudu poradziła sobie Musovic. I możemy tylko żałować, że zaledwie chwilę później precyzyjny strzał Erin Cuthbert raz jeszcze wyprowadził Chelsea na prowadzenie, bo naprawdę wystarczyło trochę więcej szczęścia, a ten konkretny fragment meczu mógł potoczyć się całkowicie inaczej. Trzeba jednak podkreślić, że zarówno przy próbie reprezentantki Szkocji, jak i w sytuacji, gdy wynik spotkania jeszcze w pierwszym kwadransie otworzyła Samantha Kerr, rozgrywająca naprawdę udane zawody Jennifer Falk nie miała najmniejszych szans na skuteczną interwencję. Dwudziestokrotna reprezentantka Szwecji próbkę swoich umiejętności pokazała natomiast broniąc bardzo nieprzyjemne strzały Lauren James, czy najlepszej i najbardziej aktywnej w drużynie gościń Johanny Kaneryd.

Końcówkę meczu faworytki z Londynu już wyraźnie i niepodważalnie kontrolowały, a sprawę mocno ułatwiło im jeszcze jedno trafienie autorstwa Erin Cuthbert. Rozmiary porażki w czwartej minucie doliczonego czasu gry zmniejszyła jeszcze żegnająca się za niespełna dwa tygodnie z klubem z Västergötland Molly Johansson, ale polska sędzia z sobie tylko znanych przyczyn dopatrzyła się w tej sytuacji spalonego. Kibice z Hisingen nie tracili jednak ducha i mieli w tej kwestii rację, gdyż nawet honorowa porażka z mistrzyniami i aktualnymi liderkami WSL nie zmienia w sposób dramatyczny sytuacji Häcken w tabeli, a ostatni tydzień stycznia wciąż może okazać się datą, do której na zachodnim wybrzeżu wracać będą pamięcią latami. Szczególnie, że w grze o ćwierćfinał realnie pozostają już tylko piłkarki z Paryża, które dziś wieczorem niespodziewanie poradziły sobie z madryckim Realem na Alfredo di Stefano po golu Gaetane Thiney z rzutu karnego. A skoro tak, to z tym większym zaciekawieniem czekamy na to, co przyniosą nam zapowiadające się zdecydowanie bardziej atrakcyjnie niż zazwyczaj pierwsze tygodnie nowego roku, ze szczególnym wskazaniem na 24. dzień stycznia.

UWAGA: fakt, że tekst został wyjątkowo opublikowany dzisiaj absolutnie nie wynika z faktu, że obraziłem się na Rosengård i od tej pory zamierzam w ten sposób bojkotować boiskowe popisy ekipy ze stolicy Skanii. Powodem takiej sytuacji jest fakt, że dwa najbliższe dni spędzę w podróży i zwyczajnie nie byłoby czasu i fizycznej możliwości na przedstawienie tekstowo-graficznej relacji na satysfakcjonującym mnie poziomie. Piłkarkom z Malmö niezmiennie życzę jednak dobrego występu w Barcelonie i trzymam kciuki, aby ich styczniowe, pucharowe mecze wciąż miały znaczenie nie tylko prestiżowe.


bkhche

Tabela grupy D:

gpd