Szwedzkie TOP-50 – napastniczki

kaneryd

Johanna Kaneryd – szwedzka błyskawica z Londynu (Fot. Getty Images)

Są piłkarki, u których statystyki prezentują się zdecydowanie bardziej imponująco niż ich realny, boiskowy wkład w osiągany przez zespół wyniki. Do tego grona z całą pewnością nie możemy jednak zaliczyć Johanny Kaneryd, która w każdym kolejnym roku coraz wyraźniej staje się żywym zaprzeczeniem tej tezy. Sprawę z tego najwyraźniej zdają sobie także Emma Hayes oraz Peter Gerhardsson, którzy od pewnego czasu konsekwentnie stawiają na 26-latkę i trzeba przyznać, że wychodzą na tej żelaznej konsekwencji całkiem nieźle. Trafnym posunięciem było także powierzenie kluczowej roli w ofensywie Häcken rekonwalescentce Rosie Kafaji, która wróciła na ligowe boiska po niemal rocznej przerwie i z marszu stała się symbolem gry równie efektownej, co efektywnej. Swoje umiejętności 20-latka z Solnej z powodzeniem pokazywała zresztą nie tylko na krajowym podwórku, a fani z Paryża i Madrytu zapewne do dziś zachodzą w głowę, jakim cudem ich ukochane zespoły dały się tak bardzo zaskoczyć wicemistrzyniom Damallsvenskan. Pierwszą trójkę kompletuje nam Madelen Janogy, która na podium zestawienia wraca po dwóch latach i z dwiema koronami na głowie. A żeby było jeszcze ciekawiej, opromieniona tytułem najlepszej zawodniczki zarówno finału Svenska Cupen, jak i kluczowego w kontekście walki o mistrzostwo listopadowego starcia na Tele2 Arenie.

Madelen Janogy potwierdziła piłkarską prawdę, że zawodniczki wybitne topową dyspozycję potrafią pokazać akurat wtedy, gdy sytuacja najbardziej tego od nich wymaga. I do pewnego stopnia ta sama prawidłowość znalazła zastosowanie w przypadku Stiny Blackstenius. Za 27-letnią napastniczką Arsenalu niesamowicie wymagający rok, ale choć na co dzień nie było jej łatwo, w kluczowych chwilach potrafiła stanowić wartość dodaną zarówno w klubie, jak i w kadrze. Wzloty i upadki to także historia minionych dwunastu miesięcy u Olivii Schough, dla której po kapitalnej rundzie wiosennej przyszła zdecydowanie bardziej frustrująca jesień. Identyczną klamrą spiął się miniony rok w wykonaniu Evelyn Ijeh, choć tutaj po drodze mieliśmy jeszcze zmianę barw klubowych z bijącego się o pozostanie w szeregach Damallsvenskan Växjö na pewnie zmierzające po tytuł najlepszej ekipy w Meksyku Tigres. Dokładnie odwrotnie potoczyły się za to losy Lorety Kullashi, która harmonię i skuteczność odzyskała dopiero po transferze z Rosengård do Sassuolo, a hat-trick strzelony niedawno genueńskiej Sampdorii może okazać się zapowiedzią powrotu do czasów, w których tę właśnie zawodniczkę określaliśmy mianem największej nadziei szwedzkiej kadry. W przeciwieństwie do pozostałych bohaterek tego akapitu, równą i stabilną dyspozycję niezmiennie prezentowała nam Anna Anvegård odgrywająca jedną z absolutnie pierwszoplanowych ról w cudownej i wciąż czekającej na szczęśliwe zakończenie historii, którą wraz z koleżankami z Häcken udało się jej napisać w fazie grupowej Ligi Mistrzyń.

Tegoroczna lista jest o tyle wyjątkowa, że znajdziemy na niej całkiem liczną reprezentację piłkarek młodych, które swój sportowy prime zdają się mieć zdecydowanie przed sobą. Do tego grona wciąż zalicza się uhonorowana przed trzema laty mianem szwedzkiego Odkrycia Roku Cornelia Kapocs, która faworytką wyścigu o tytuł najskuteczniejszej snajperki Damallsvenskan zdecydowanie nie była, ale ani trochę nie przeszkodziło jej to w rozstrzygnięciu tej pasjonującej rywalizacji na swoją korzyść. Powrót marzeń na ligowe boiska zanotowała dziewiętnastoletnia Ellen Wangerheim, czyli najbardziej efektywna pod względem liczb napastniczka nie tylko Hammarby, ale całej szwedzkiej ekstraklasy. W jej przypadku kciuki powinniśmy trzymać przede wszystkim za zdrowie, bo jeśli tylko ono będzie dopisywać, to o resztę zawodniczka dysponująca tak niespotykanym talentem, popartym dodatkowo wspaniałym etosem pracy, z powodzeniem zadba już sama. Na sztokholmskiej ziemi błyszczały w minionym roku nie tylko przedstawicielki mistrzowskiego Bajen, czego najlepszym dowodem jest chociażby dyspozycja niezwykle eksplozywnego duetu skrzydłowych Djurgården. W zestawieniu znalazło się ostatecznie miejsce tylko dla Stinalisy Johansson, ale nie pogniewamy się, jeśli Alice Bergström pójdzie śladami Mariki Bergman Lundin i za rok wskoczy z nieformalnego miejsca numer szesnaście przynajmniej na pozycję numer trzy. A propos duetów, to w rundzie wiosennej regularnie zachwycał nas także ten z Uppsali i choć skazywany na pożarcie beniaminek w lidze utrzymać się nie zdołał, to kolejne świetne występy Johanny Renmark (transfer do Brann) oraz Klary Folkesson (transfer do Hammarby) nie uszły uwadze skautów zdecydowanie wyżej notowanych, marzących o regularnych występach w europejskich pucharach klubów. Konkurencję o miejsce w rotacji turyńskiego Juventusu niezmiennie wytrzymuje Paulina Nyström, choć chciałoby się, aby była piłkarka Eskilstuny poprawiła nieco swoją skuteczność. Z ostatnim z wymienionych aspektów najmniejszych trudności nie ma póki co doskonale usposobiona Matilda Nildén, która ewidentnie ma chrapkę, aby podobnie jak jej siostra stać się stałą bywalczynią zestawienia TOP-50. I o ile z tym akurat jakichkolwiek kłopotów być nie powinno, to nie mamy pewności, czy talent tak czystej wody uda się na dłużej zatrzymać nie tyle w Solnej, co w ogóle w szwedzkiej lidze.

04 - fw

Szwedzkie TOP-50 – pomocniczki

rolfo

Decydujący gol w finale Ligi Mistrzyń to moment, który na długo pozostanie w pamięci Fridoliny Rolfö (Fot. Getty Images)

Choć pod względem sportowym rok 2023 zakończył się dla Fridoliny Rolfö mocno przedwcześnie, to nie mamy żadnych wątpliwości, że to właśnie ta piłkarka była na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy postacią numer jeden całego szwedzkiego futbolu. A okraszony strzeleniem zwycięskiego gola finał Ligi Mistrzyń, mecz o brąz mundialu przeciwko gospodyniom z Australii, czy wreszcie szereg płynących do jej prywatnej gabloty nagród i wyróżnień indywidualnych są jedynie materialnym potwierdzeniem tej wcale nie kontrowersyjnej tezy. Z niezwykle dobrej strony regularnie pokazywała się także Filippa Angeldal, która w mierzącym przecież niezwykle wysoko Manchesterze City przeszła drogę od żelaznej rezerwowej, przez pierwszą wchodzącą, do bohaterki kluczowych, ligowych spotkań, niejako przy okazji stając się także niekwestionowaną liderką drugiej linii w kadrze Petera Gerhardssona. Chwaląc wykonany przez nią jakościowy skok, nie możemy przejść obojętnie obok tego, który w ostatnich latach stał się udziałem Mariki Bergman Lundin. Rok temu została wspomniana przy okazji całorocznego zestawienia jako pomocniczka numer szesnaście, lecz tym razem nie było już żadnych wątpliwości, że 24-latce z Landvetter należy się nie tylko miejsce w rankingu, ale i na jego podium.

Mistrzowski tytuł dla Hammarby miał wiele twarzy i jeszcze więcej odcieni, ale odzyskanie miana najlepszej drużyny w kraju po niemal czterech dekadach oczekiwania byłoby znacząco trudniejsze bez harującego w środku pola duetu Julia RoddarMatilda Vinberg. Obie piłkarki dzieli jedenaście lat, boiskowa rola, a także zamiłowanie (lub jego brak) do twardej, fizycznej gry, ale cechami wspólnymi zdecydowanie są w ich przypadku ambicja, konsekwencja i poświęcenie dla wspólnego celu, który tym razem udało się zresztą w stu procentach osiągnąć. Po kapitalnym dla siebie roku 2022 z tonu spuściła nieco Kosovare Asllani, choć trzeba przyznać, że cały Milan zdecydowanie częściej swoich fanów rozczarowywał niż oczarowywał. Zupełnie inaczej mają się sprawy w Como, gdzie coraz śmielej wspominają o awansie do grupy mistrzowskiej Serie A, a gdyby miało się to ziścić, to jedną z architektek tego niebywałego sukcesu niewątpliwie będzie mogła nazwać się Julia Karlernäs. Niezwykle trudno ocenić kończący się rok w wykonaniu Elin Rubensson, bo z jednej strony mamy do czynienia z piłkarką, którą dopiero co umieszczaliśmy w jedenastce najjaśniej świecących mundialowych gwiazd, a z drugiej mamy w pamięci jej niekończące się problemy natury zdrowotnej w wyniku których w barwach Häcken udało jej się uzbierać na ligowych boiskach tylko nieco ponad 1200 minut.

21-letnia My Cato to nie tylko niekwestionowana idolka kibiców z Curva Nordahl, ale także nadzieja szwedzkiej kadry na zachowanie kontynuacji po czekającym nas prędzej niż później zakończeniem reprezentacyjnej kariery przez Kosovare Asllani. Hanna Andersson i Fanny Andersson przez większą część sezonu napędzały w środku pola ofensywne próby ligowej rewelacji z Piteå i choć pierwsza z wymienionych sezon kończyła już w stolicy Skanii, to daleka przeprowadzka ani trochę nie odbiła się na prezentowanej przez nią piłkarskiej formie. Na angielskich boiskach przypomniała o sobie Julia Zigiotti, dla której zakończona właśnie runda jesienna była bezsprzecznie najlepszą od czasu transferu do Brighton. Inna sprawa, że najlepsza nie znaczy w tym przypadku idealna, gdyż podobnie jak ma to miejsce u większości jej klubowych koleżanek, stabilizacja jest słowem, którego jeszcze nie udało im się wpisać do osobistego, futbolowego słownika. Zdecydowanie zbyt wyraźne wahania formy notowała także nasza Golden Girl Hanna Bennison, a fani The Toffees z coraz większym niepokojem wyczekują obiecanej eksplozji jej talentu. Ot, chociażby takiego, jaki w barwach beniaminka z Uppsali zaprezentowała nam na rodzimym gruncie wypożyczona z Rosengård Matilda Kristell, która wraz z reprezentującą Växjö Alexandrą Jonasson okazała się jednym z największych, a jednocześnie najbardziej niespodziewanych odkryć minionego sezonu.

03 - mid

Szwedzkie TOP-50 – obrończynie

bjorn

Radość Nathalie Björn, choć dla kibiców Evertonu zdecydowanie nie był to wymarzony rok (Fot. Getty Images)

Trochę po cichu, bez jakichkolwiek fanfar, Nathalie Björn dotarła szczęśliwie do punktu, w którym może z pełną odpowiedzialnością nazywać się najlepszą i najsolidniejszą szwedzką defensorką. Bo o ile gole autorstwa zawodniczek formacji obronnej jak najbardziej stanowią olbrzymią wartość dodaną, o tyle w tej profesji w pierwszej kolejności chodzi o możliwie najbardziej staranne zabezpieczenie tyłów, a w tej kategorii Björn nie miała sobie równych ani na mundialu, ani w fazie grupowej Ligi Narodów (przynajmniej do czasu, gdy przytrafiła jej się kontuzja). Także w Evertonie to ona wraz z Megan Finnigan trzymała w ryzach defensywę, o której można było powiedzieć bardzo wiele, ale nijak nie dało się jej nazwać monolitem. Umiejętnościami stricte strzeleckimi popisywać lubiły się za to nasze dwie weteranki z rocznika -93, a efekt tych występów stał się tyleż imponujący, co niecodzienny. Podczas turnieju na Antypodach najskuteczniejszą szwedzką snajperką okazała się Amanda Ilestedt, zaś Magdalena Eriksson worek z bramkami na dobre rozwiązała późną jesienią, na czym znacząco skorzystała nie tylko kadra, ale także broniący tytułu mistrza Niemiec monachijski Bayern.

Kończący się rok obrodził nam także w bohaterki mocno nieoczywiste, co wśród stoperek nie jest przecież wcale codziennością. Historie Wilmy oraz Alice Carlsson (zbieżność nazwisk całkowicie przypadkowa) bardziej szczegółowo przytaczaliśmy już przy okazji ogłaszania nominacji w kategorii Progres Roku, co chyba najlepiej pokazuje, jak wyjątkowy był to dla nich czas. W ujęciu kolektywnym najbardziej na boiskach Damallsvenskan imponowała defensywa Häcken, w której harmonijnie i bez przeszkód rozwijają się talenty Anny Sandberg oraz Hanny Wijk. Tym razem dla odmiany na pierwszy plan zdecydowanie częściej wysuwała się hasająca po lewej flance była piłkarka Örebro, ale nie mamy najmniejszych wątpliwości, że z obu fani nie tylko na Bravida Arenie będą mieli jeszcze sporo pociechy. Pozytywną informacją jest ponadto stabilizacja formy u Josefine Rybrink, która po krótkiej nieobecności powraca w wielkim stylu nie tylko do naszego rankingu, ale również – a może i przede wszystkim – do wąskiego grona zawsze solidnych ligowczyń. Swój najlepszy sezon na boiskach Damallsvenskan zanotowała natomiast Ellen Löfqvist, która wraz z Faith Ikidi oraz wspomnianą już chwilę wcześniej Wilmą Carlsson stworzyła w Piteå tercet będący w stanie powstrzymać każdą ligową ofensywę, nie wyłączając z tego grona tych całkiem słusznie siejących na naszych boiskach postrach, czyli Hammarby oraz Linköping.

A jeśli jesteśmy już przy klubie z Östergötland, to warto podkreślić, że jego sukces jest zasługą nie tylko niesamowitej Momiki, czy wewnętrznie rywalizujących do ostatniej serii spotkań o tytuł królowej strzelczyń ligi Kapocs oraz Tandberg. W barwach LFC pierwsze skrzypce z powodzeniem potrafiły zagrać także defensorki, a Nellie Karlsson i Stina Lennartsson czyniły to na tyle skutecznie, że bez większego problemu udało im się obronić miejsce w naszym zestawieniu. Już tradycyjnie, choć dla odmiany pod nowym nazwiskiem, ostoją i skałą formacji obronnej Vittsjö byłą Sandra Lynn, a Jonna Andersson w najważniejszych meczach sezonu pokazywała, dlaczego decydentom z Hammarby tak bardzo zależało na sprowadzeniu akurat tej konkretnej piłkarki do Södermalm. Stabilny czas na lewym wahadle turyńskiego Juventusu ma za sobą Amanda Nildén, która w początkowej fazie obecnego sezonu była przez pewien okres zamieszana w więcej niż co trzecią akcję bramkową wicemistrzyń Włoch, a powracająca do rankingu po kilku latach nieobecności Anna Oskarsson była jednym z powodów dlaczego stojącą na naprawdę niezłym poziomie rywalizację trzech klubów z Glasgow o mistrzostwo Szkocji ostatecznie rozstrzygnął na swoją korzyść ten zdecydowanie najbardziej z nich utytułowany.

02 - def

Szwedzkie TOP-50 – bramkarki

musovic

Zecira Musovic, czyli liderka niejednoznaczna (Fot. Getty Images)

Rok temu wspominaliśmy, że takiej posuchy jak wtedy na pozycji bramkarki szwedzka piłka w całej swojej historii jeszcze nie miała. I dwanaście kolejnych miesięcy nie przyniosło w tej kwestii znaczącej zmiany, choć – jak mawiają klasycy – zalążki lepszych momentów tym razem zdecydowanie były. Te najbardziej spektakularne to oczywiście popisy Zeciry Musovic na australijsko-nowozelandzkim mundialu, które z wiadomych względów śledził i podziwiał cały sportowy świat. 27-letnia golkiperka Chelsea między innymi z tego powodu utrzymała więc pozycję liderki w poniższym zestawieniu, choć niezmiennie chcielibyśmy wreszcie zobaczyć w jej grze więcej stabilizacji. Bo fakt, że zdarzają się jej mecze wybitne (żeby daleko nie szukać – 1/8 finału MŚ przeciwko USA), jest oczywiście informacją powszechnie dostępną, ale wciąż są to jedynie sympatyczne ciekawostki i przebłyski naprawdę najwyższej, bramkarskiej klasy. A codzienność pochodzącej z Falun zawodniczki wygląda już znacznie mniej spektakularnie, czego najbardziej dobitnym przykładem był niestety niesławny sparing z Romą. Do kadry mistrzyń Anglii z przypadku się jednak nie trafia i gdyby trzeba było pokusić się o predykcję, to wydaje się, że Musovic właśnie w tej chwili może wchodzić w swój piłkarski prime.

Drugie miejsce na podium należy do Jennifer Falk, dla której ostatnich kilkanaście miesięcy było prawdziwym, emocjonalnym rollercoasterem zarówno pod względem sportowym, jak i prywatnym. Na szczęście, wydaje się, że okres największych turbulencji 30-latka z Bravida Areny pozostawiła już za sobą i niesamowicie cieszy nas, że w końcówce roku znów coraz częściej pokazywała między słupkami najlepszą wersję siebie. O ile jednak w Enschede czy Paryżu jej dyspozycja bezsprzecznie pomogła Häcken w wywalczeniu niezwykle cennych punktów, o tyle w lidze tych kluczowych interwencji ostatecznie zabrakło, w wyniku czego mistrzowski puchar na koniec sezonu wznosiła Anna Tamminen i jej Hammarby. Mocno cieszy nas również powrót do regularnej gry Emmy Holmgren, która trybuny w Lyonie postanowiła zamienić na boisko w Walencji i już teraz widać, że zdecydowanie nie była to zła decyzja. Golkiperka Levante w nowym klubie szybko złapała wspólny język z całym blokiem defensywnym, a że fortuna zazwyczaj także jej sprzyja, to statystyki jesieni wykręciła naprawdę imponujące, a dwie nominacje do jedenastki kolejki hiszpańskiej Ligi F dają nadzieję na kolejne kroki do przodu w najbliższej przyszłości.

Czołowa trójka rankingu daje więc delikatne powody do ostrożnego optymizmu, ale trzeba uczciwie przyznać, że kandydatek do lokat numer cztery i pięć trzeba było szukać w lokalizacjach cokolwiek egzotycznych. Wyścig ten wygrały ostatecznie piłkarka występująca na co dzień na drugim poziomie rozgrywkowym, a także golkiperka kończąca sezon jako rezerwowa w kadrze beniaminka z Norrköping i już samo to pokazuje, że poprzeczka ponownie nie wisiała na przesadnie wymagającej wysokości. Żeby jednak była jasność, zarówno Serina Backmark, jak i Sofia Hjern mają za sobą naprawdę udany rok, w którym obie dostąpiły zresztą zaszczytu gry w młodzieżowych reprezentacjach Szwecji. Aby jednak ich nazwiska na stałe zagościły w świadomości nie tylko tego najbardziej zaangażowanego kibica, przed obiema wciąż jeszcze wiele pracy, choć oczywiście mocno trzymamy kciuki, aby tegoroczne wyróżnienie okazało się w obu przypadkach zaledwie pierwszym z wielu. A taki właśnie scenariusz nie jest przecież ani trochę wykluczony, bo talentu i zaangażowania odmówić im nie sposób.

01 - gk

Szczęśliwego Nowego Roku

images

Drodzy czytelnicy i odwiedzający szwedzkapilka.com,

z okazji jutrzejszego święta pozwólcie życzyć sobie wszystkiego, co najlepsze, najcudowniejsze i najwspanialsze. Niech zdrówko niezmiennie pozwala wam realizować kolejne wyznaczone sobie cele, a droga do nich dostarcza wam wiele pozytywnych emocji, które na zawsze pozostaną w waszej pamięci. Niech każda z waszych decyzji okazuje się tak trafiona jak boiskowe wybory Yuki Momiki, a każdy wasz pierwszy raz tak spektakularny, jak ligowy debiut Felicii Schröder. Jeśli marzy się wam jakiś wspaniały comeback, to koniecznie bierzcie przykład z Rosy Kafaji, a gdy przyjdzie wam po drodze zamknąć pewien rozdział, to niech żegnają was jak w Kristianstad Elisabet Gunnarsdottir. Ale przede wszystkim nie przejmujcie się pierdołami, nie traćcie ani jednej sekundy waszego cennego czasu na smutnych frustratów i pamiętajcie, że dobro zawsze wraca, a ludzi dobrej woli naprawdę jest więcej.

Szczęśliwego Nowego Roku, trzymajcie się cieplutko!

Piłkarka roku 2023

06_a

Choć w teorii właśnie ten wybór powinien być najbardziej wyczekiwany, to w tym roku trudno budować tu sztuczną dramaturgię. Bo nie da się ukryć, że wskazanie najlepszej szwedzkiej piłkarki ostatnich dwunastu miesięcy nie należy do zadań szczególnie wymagających. Oczywiście, można byłoby na siłę szukać argumentów przeciw, ale wtedy przypominamy sobie decydujące momenty finału Ligi Mistrzyń i całą dyskusję możemy w zasadzie uznać za zakończoną. Warto jednak podkreślić, że wyróżnienie dla Fridoliny Rolfö zdecydowanie nie jest wyłącznie wypadkową pojedynczego występu, lecz wyrażeniem najwyższego uznania dla progresu, jaki w stolicy Katalonii stał się udziałem tej zawodniczki. Bo owszem, trzydziestolatka z Kungsbacki wielokrotnie zachwycała nas już w czasach występów na boiskach ekstraklasy szwedzkiej i niemieckiej, ale dopiero po transferze do Barcelony udało jej się wskoczyć na poziom zarezerwowany wyłącznie dla najwybitniejszych postaci futbolowego świata. A fakt, że dokonała tego skoku ucząc się jednocześnie gry na całkowicie nowej dla siebie pozycji, do tego w całkowicie nowym dla siebie systemie, jeszcze bardziej dobitnie akcentuje skalę jej sportowej jakości. W tych samych kategoriach możemy zresztą traktować liczne wskazania do jedenastki sezonu hiszpańskiej Ligi F, bo wszyscy mamy przecież świadomość, jak wybitne konkurentki trzeba było pozostawić w tyle, aby podobnych zaszczytów móc w ogóle dostąpić.

Ponadprzeciętną klasę Rolfö regularnie potwierdzała również na niwie reprezentacyjnej, choć z roli liderki najlepiej wywiązała się na samym początku roku, jeszcze podczas wiosennych sparingów. Przeciwko Niemkom i Norweżkom zagrała taką poezję, że aż fizycznie szkoda, że żaden z tych meczów nie zakończył się ostatecznie zwycięstwem podopiecznych Gerhardssona. Na sam mundial do Australii i Nowej Zelandii jechać w zasadzie nie powinna, ale zdecydowała się nie opuszczać kadry pomimo przewlekłych problemów zdrowotnych i znów błysnęła dokładnie wtedy, gdy drużyna najbardziej jej wsparcia potrzebowała. Fantastyczna postawa naszej czołowej dziesiątki nie pozwoliła wprawdzie pokonać w półfinale rozpędzonych Hiszpanek, ale zaplanowany zaledwie cztery dni później rewanż na Australijkach udał się już znakomicie. I szkoda jedynie tego, że reprezentacyjny rok 2023 w tym właśnie momencie się dla Fridoliny Rolfö zakończył, ale zdrowie zawsze powinno stawiać się na pierwszym miejscu, a koniecznych zabiegów nie da się odkładać w czasie w nieskończoność. Gorąco wierzymy jednak, że ta mocno doświadczona przez kontuzje piłkarka raz jeszcze powróci w wielkim stylu, a jej boiskową wirtuozerię z niekłamanym zachwytem podziwiać będziemy przez wiele lat.

06_b

Cztery wyróżnienia, cztery kompletnie odmienne ścieżki kariery, ale w każdej z nich na pierwszy plan przebija się ambicja połączona z konsekwencją w dążeniu do celu. Tak było chociażby w przypadku Rosy Kafaji, którą przecież dokładnie dwa lata temu nagradzaliśmy w pełni zasłużonym laurem w kategorii Odkrycia Roku. Później był jeszcze jednocześnie rekordowy i hitowy transfer z AIK do Häcken i… jeden złowrogi trzask, który w mgnieniu oka na niemal rok całkowicie przystopował harmonijnie rozwijającą się karierę. Młoda sztokholmianka jest jednak żywym dowodem na to, że nawet tak traumatyczne przeżycia mogą okazać się zalążkiem czegoś dobrego. Bo jeśli w rok wchodzisz jako pacjentka szpitala w Göteborgu, a kończysz go w roli pierwszoplanowej postaci fazy grupowej Ligi Mistrzyń, a także największej nieobecnej lipcowo-sierpniowego mundialu, to jest to ewidentnie znak, że po drodze wiele rzeczy musiałaś zrobić dobrze. Ogromny, jakościowy awans zaliczyła także Filippa Angeldal, która do wielkiego futbolu również wyruszała z gniazda stołecznych Gryzoni. 26-letnia dziś pomocniczka miała wtedy łatkę dużego talentu, któremu na przeszkodzie mogą na pewnym etapie stanąć deficyty motoryczne, ale systematyczną pracą nad samą sobą udowodniła, że przeszkody istnieją wyłącznie po to, aby skutecznie stawiać im czoła. A przywoływana już wcześniej konsekwencja doprowadziła ją do punktu, w którym stała się podstawową zawodniczką środka pola topowego klubu najbardziej wymagającej ligi świata.

Pochwałą wytrwałości mogą być też losy trzeciej już w tym gronie dawnej gwiazdy AIK, czyli Nathalie Björn. Jeszcze jedna przedstawicielka niezwykle udanego rocznika -97 przez lata znajdowała się w cieniu swoich nieco bardziej utytułowanych koleżanek, ale konsekwentnie robiąc swoje została wreszcie dostrzeżona przez największe, europejskie kluby i właśnie znajduje się w przededniu wymarzonego transferu, który w jej przypadku okaże się jednocześnie biletem do regularnej gry o naprawdę najwyższą stawkę. Kto wie, być może w jednym z tych spotkań Björn będzie miała sposobność zmierzyć się z Johanną Kaneryd, bo choć w przypadku tej niesamowicie dynamicznej skrzydłowej nie zawsze zgadzają się procenty i inne matematyczne statystyki, to jednak z jakiegoś powodu Emma Hayes konsekwentnie znajduje dla niej miejsce w wyjściowej jedenastce Chelsea. 26-latka z Kolsvy błysnąć formą potrafi jednak nie tylko w niebieskiej koszulce mistrzyń Anglii, o czym przekonaliśmy się chociażby przy okazji mundialowego otwarcia przeciwko RPA. Tak, szło nam wtedy dosłownie jak po grudzie, a skuteczny powrót możliwy był przede wszystkim dzięki indywidualnym popisom jednej, niestrudzenie biegającej po prawym skrzydle zawodniczki.