Rosengård wśród potęg

fcr

Przed wyjazdem do Monachium piłkarki Rosengård poprawiły sobie morale wysokim zwycięstwem nad Alingsås (Fot. Bildbyrån)

23 mecze, 23 zwycięstwa, bilans bramkowy 94-6 – tak w ujęciu liczbowym przedstawia się sezon 2020-21 w wykonaniu piłkarek monachijskiego Bayernu. I jeśli powiemy, że statystyki te budzą najwyższy respekt i szacunek, to tak naprawdę nie powiemy nic. Wicemistrzynie Niemiec są bowiem jedynym zespołem w Europie (w tym zestawieniu bierzemy oczywiście pod uwagę wyłącznie poważne ligi), który od jesieni w żadnych rozgrywkach nie zaliczył choćby jednego, malutkiego potknięcia. W samej lidze bezbłędna jest jeszcze Barcelona, ale ekipa z Katalonii – podobnie zresztą jak turyński Juventus – zapisała na swoim koncie niespodziewaną wpadkę w krajowym pucharze. A Bayern, spokojnym acz pewnym krokiem, od wielu miesięcy kroczy wyłącznie od zwycięstwa do zwycięstwa.

Rachunek prawdopodobieństwa jasno podpowiada nam, że każda passa musi się kiedyś zakończyć, a my nie mielibyśmy oczywiście nic przeciwko temu, aby w przypadku piłkarek z Bawarii nastąpiło to właśnie w ćwierćfinałowym dwumeczu Ligi Mistrzyń. I choć piłkarskie argumenty, tak często przywoływane przy okazji starć w europejskich pucharach, znajdują się chyba po stronie rywalek, to słowa Nathalie Björn o całkiem realnej szansie na awans do najlepszej czwórki, należy zdecydowanie traktować jak najbardziej serio. A kluczem do ewentualnego sukcesu Rosengård może okazać się właśnie postawa formacji defensywnej, która tak mocno zaimponowała nam przy okazji rewanżu w St. Pölten. Wtedy jednak jej centralny punkt stanowił duet Glodis Perla Viggosdottir – Emma Berglund, a obecnie była reprezentantka Szwecji narzeka na drobne problemy zdrowotne. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że trener Eidevall nie będzie musiał podczas ustalania wyjściowej jedenastki na Bayern uciekać się do planu B, gdyż szczególnie w kontekście Ligi Mistrzów kadra Rosengård nie prezentuje się specjalnie imponująco pod względem głębi. Skoro jesteśmy już przy defensywie, to trzeba wyraźnie podkreślić, że cała Skania zaciskać będzie kciuki za udany występ Stephanie Labbe, która przed laty nieprzypadkowo nazywana była przez niektórych nawet najlepszą golkiperką świata. Możemy spokojnie założyć, że doświadczona Kanadyjka będzie miała w środowy wieczór przynajmniej kilka okazji do zaprezentowania swojego bramkarskiego kunsztu, a od efektów tej prezentacji mogą zależeć nasze nastroje przed rewanżem na Malmö IP. Po cichu wszyscy oczywiście liczymy na popis nawiązujący do pamiętnego meczu Zeciry Musovic przeciwko Wolfsburgowi, a doskonale wiemy, że Labbe w optymalnej dyspozycji zdolna jest do rzeczy naprawdę wielkich.

Mówi się, że ofensywa wygrywa mecze, a defensywa turnieje, więc jasno wychodzi nam, że jeśli piłkarki ze Skanii chcą zwyciężyć w Monachium, to będą w tym celu potrzebować dobrego występu napastniczek oraz skrzydłowych. A piątkowy mecz w ramach drugiej kolejki fazy grupowej Pucharu Szwecji pokazał nam, że akurat w tym aspekcie wszystko zdaje się iść we właściwym kierunku. Jasne, ubiegłoroczny beniaminek Elitettan nie był rywalem pokroju Bayernu, ale nie da się ukryć, że z przyjemnością oglądało się futbolówkę płynnie krążącą pomiędzy niesamowicie kreatywnymi piłkarkami ze Skanii. Nie ma sensu powtarzać się, wspominając kolejny już raz o kapitalnej postawie Olivii Schough, ale trzeba zwrócić uwagę na to, jak dzielnie partnerowały jej w ostatnich tygodniach Sanne Troelsgaard oraz Fiona Brown. I jeśli tylko Jelena Cankovic dostanie przestrzeń, aby w środę wieczorem wykonać przynajmniej dwa-trzy magiczne, prostopadłe podania, a Mimmi Larsson utrzyma przynajmniej pięćdziesięcioprocentową skuteczność pod bramką rywalek, to pierwszego kwietnia w Malmö czekać nas będą nie lada emocje. O tym, że Bayern jest do ugryzienia, nieco ponad rok temu przekonał nas Göteborg. Podopieczne Marcusa Lantza zwyciężyły wówczas na bawarskiej ziemi po golu Rebecki Blomqvist i nie był to bynajmniej rezultat będący sumą szczęścia lub przypadku. Rosengård także ma wszystkie dane ku temu, aby już za dwa dni sprawić podobną niespodziankę, a dodatkową motywacją dla piłkarek Jonasa Eidevalla niech będzie to, że tak realna szansa na awans do najlepszej czwórki w Europie może się szybko nie powtórzyć. Trzeba tylko zagrać tak, jak klub z Malmö doskonale potrafi: z szacunkiem, ale i z fantazją. I niech zwycięska passa wicemistrzyń Niemiec zostanie choć na chwilę wyhamowana!

******

A propos fazy grupowej Pucharu Szwecji, miniony weekend nie przyniósł nam decydujących rozstrzygnięć. W trzech spośród czterech grup faworyci doskonale poradzili sobie z presją, dzięki czemu za tydzień czekają nas trzy niesamowicie ekscytujące, bezpośrednie starcia, których stawką będzie awans do półfinału. A ponieważ zmierzą się w nich Häcken i Linköping, Rosengård i Kristianstad oraz Djurgården i Umeå, to możemy pokusić się o opinię, że to właśnie ostatni weekend marca stanie się nieformalną inauguracją piłkarskiego roku 2021 w szwedzkim futbolu w wydaniu klubowym. O tym, kto będzie czwartym uczestnikiem fazy pucharowej, najprawdopodobniej zadecyduje korespondencyjna rywalizacja Hammarby i Eskilstuny, które wczoraj stworzyły na Tunavallen niesamowicie emocjonujące widowisko. Po zaciętym meczu minimalnie lepsze okazały się podopieczne trenera Magnusa Karlssona i to one na ten moment znajdują się w zdecydowanie bardziej korzystnym położeniu. Nie możemy jednak zapominać o tym, że beniaminek ze Sztokholmu w ostatniej kolejce zmierzy się na własnym boisku z drugoligowym Sundsvall. zaś zawodniczki United w tym samym czasie czeka zawsze niewygodne, derbowe starcie na Behrn Arenie w Örebro, gdzie wygrywanie przychodzi im w ostatnich latach wyjątkowo trudno.


2. kolejka fazy grupowej Pucharu Szwecji:

Grupa 1: Lidköping – Häcken 1-8, Linköping – Växjö 1-0

Grupa 2: Alingsås – Rosengård 0-7, Kristianstad – Vittsjö 2-1

Grupa 3: Eskilstuna – Hammarby 1-0, Sundsvall – Örebro 0-6

Grupa 4: Morön – Djurgården 1-5, Umeå – Uppsala 3-0

Grupy na start

cupen

W poprzednim sezonie zmagania o Puchar Szwecji zostały przerwane po rozegraniu pierwszej kolejki fazy grupowej. Nic więc dziwnego, że nie brakowało tych, którzy do rozegranych w miniony weekend meczów podchodzili niezwykle emocjonalnie. Bo przecież wszyscy, bez względu na klubowe sympatie, życzymy sobie przede wszystkim jednego: aby tym razem zwycięzcę udało nam się wyłonić w czystej, sportowej rywalizacji. Bo choć od powrotu do względnej normalności wciąż dzieli nas niezwykle długa i wyboista droga, to toczące się pomimo wieli przeciwności rozgrywki sportowe stanowią przynajmniej jej namiastkę. A także zapowiedź nowych, lepszych czasów, które przecież kiedyś w końcu nadejdą.

Wróćmy jednak na piłkarskie murawy, gdyż to właśnie na nich szesnaście pozostałych w grze klubów zainaugurowało właśnie fazę grupową. W najlepszym stylu uczynili to faworyci, którzy w pierwszej serii spotkań w komplecie wygrali swoje mecze, choć czasami musieli się w tym celu nieco namęczyć. Tak było chociażby w Sundsvall, gdzie przeważająca od pierwszego do ostatniego gwizdka Eskilstuna potrzebowała godziny, aby skutecznie skruszyć defensywny mur beniaminka Elitettan. Gole autorstwa Collin, Rogic oraz Kullashi ostatecznie przesądziły sprawę, choć w pierwszej połowie piłkarki United zmarnowały nawet tak doskonałą okazję, jaką był rzut karny. Strzały z dwunastu jardów oglądaliśmy także w Malmö, gdzie ćwierćfinalistki obecnej edycji Ligi Mistrzyń pokonały w derbach Skanii zawsze nieobliczalne Vittsjö. W tym spotkaniu również długo utrzymywał się wynik remisowy, ale wtedy sprawy w swoje ręce (a w zasadzie nogi) wzięła Olivia Schough, która ewidentnie udowadnia, że tuż po trzydziestych urodzinach znajduje się w szczytowym punkcie swojej kariery. A to dla kibiców Rosengård i reprezentacji Szwecji potrójnie dobra wiadomość. W drugiej grupie południowej efektowne zwycięstwo nad niżej notowanym Alingsås odniósł także Kristianstad, a kapitalny debiut na szwedzkich boiskach zanotowała Sveindis Jane Jonsdottir. I coś mówi nam, że nazwisko islandzkiej napastniczki będziemy wymawiać w najbliższych miesiącach stosunkowo często.

Zwycięski debiut pod nową nazwą zaliczyły również mistrzynie z Göteborga, które – już jako BK Häcken – w najskromniejszych możliwych rozmiarach pokonały Växjö. Autorką jedynego w tym spotkaniu gola była Johanna Kaneryd i to nazwisko jest kolejnym, które powinniśmy koniecznie zapisać w rubryce potencjalnych odkryć sezonu 2021. Tym bardziej, że sama zainteresowana powtarza, iż w Göteborgu czuje się fenomenalnie, a to zazwyczaj jest zwiastunem rzeczy naprawdę wielkich. Trudno powiedzieć, czy w tych samych kategoriach możemy mówić o Emilii Larsson, ale faktem jest, że to właśnie zawodniczka stołecznego Hammarby była bohaterką numer jeden minionego weekendu. Jej niezwykle efektowny hat-trick sprawił bowiem, że sztokholmianki odniosły pewne zwycięstwo na Behrn Arenie, robiąc w ten sposób duży krok w kierunku półfinału. O awansie do najlepszej czwórki marzą także w Linköping, a z Fridą Maanum w składzie marzenia te nabierają całkiem realnych kształtów. Reprezentantka Norwegii kolejny już raz była motorem napędowym ekipy z Östergötland, która pewnie odprawiła występujący na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej Lidköping.


1. kolejka fazy grupowej Pucharu Szwecji:

Grupa 1: Lidköping – Linköping 0-3, Häcken – Växjö 1-0

Grupa 2: Alingsås – Kristianstad 0-4, Rosengård – Vittsjö 3-1

Grupa 3: Örebro – Hammarby 0-3, Sundsvall – Eskilstuna 0-3

Grupa 4: Morön – Umeå 0-4, Djurgården – Uppsala 4-0

Bawarska przeszkoda

amanda

Amanda Ilestedt występowała już na szwedzkiej ziemi jako zawodniczka Bayernu (Fot. Bildbyrån)

Powiedzmy to szczerze: dzisiejsze losowanie było dla wszystkich kibiców Rosengård zupełnie nowym doświadczeniem. Tym razem nie można było bowiem liczyć na łaskawość Nadine Kessler, a każdy spośród potencjalnych rywali jawił nam się jak zespół, którego wizyta w stolicy Skanii z pewnością odbije się szerokim echem nie tylko w najbliższej okolicy. Oczywiście, od pewnego czasu doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że wicemistrzynie Szwecji nie będą faworytkami w żadnym potencjalnym zestawieniu, ale w niczym nie zmienia to faktu, że im bardziej zbliżała się godzina dwunasta, tym większa była nasza ekscytacja i zaciekawienie. Występująca dziś w roli mistrzyni ceremonii była reprezentantka Niemiec oszczędziła nam jednak dodatkowych nerwów, a kulka z napisem FC Rosengård wylosowana została już w pierwszej parze. A razem z nią zaplątał się tam monachijski Bayern.

Co możemy powiedzie o klubie z Bawarii? Że trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Niemiec, w obecnym sezonie nie przegrał jeszcze meczu, a nieco ponad rok temu w mocno kontrowersyjnych okolicznościach wyeliminował po niezwykle zaciętym boju Göteborg. Te informacje zdecydowanie nie wyczerpują jednak tematu i możemy spodziewać się, że przed pierwszym ćwierćfinałowym meczem pojawi się tu specjalny artykuł dedykowany właśnie Bayernowi. A pisać będzie o czym, gdyż kluby z Monachium i Malmö łączy naprawdę zaskakująco wiele. I nie chodzi tu tylko o osoby Amandy Ilestedt czy Olivii Schough, które już za niespełna dwa tygodnie będą miały okazję zagrać przeciwko swoim byłym zespołom. Dziś tematem numer jeden pozostaje jednak losowanie, więc zajrzyjmy na chwilę do Skanii i sprawdźmy jakie nastroje panują obecnie w obozie FC Rosengård.

Wydaje się, że to całkiem pozytywne losowanie – podsumowuje Emma Berglund, autorka pierwszego gola w rewanżowym meczu z Saknt Pölten. Oczywiście, bez względu na wszystko będzie trudno, ale mogło być zdecydowanie gorzej. A jeśli awansujemy, to czeka nas kolejny interesujący mecz, z Chelsea albo z Wolfsburgiem. W dość podobnych tonach wypowiada się jej koleżanka z formacji defensywnej Nathalie Björn, która również nie uważa, aby wicemistrzynie Szwecji stały w tej rywalizacji na straconej pozycji. Tak naprawdę myślę, że mamy całkiem spore szanse. Zawsze chcemy sprawdzać się na tle najlepszych i teraz mamy możliwość, aby wreszcie to zrobić. Wszystko jest możliwe – puentuje 24-krotna reprezentantka Szwecji.

A jak na tak bojowe zapowiedzi reagują w Monachium? Zgodnie z tradycją, czyli niezmąconym niczym spokojem i pewnością siebie. To bardzo ciekawe, że one tak to widzą – mówi Hanna Glas. My jesteśmy przecież niepokonane i wygrałyśmy właśnie ponad dwadzieścia meczów z rzędu. To pokazuje w jak fenomenalnej formie jesteśmy i jaki mamy potencjał. Każdy inny wynik niż nasze zwycięstwo będzie dla nas rozczarowaniem. Rosengård był dla nas najlepszą dostępną opcją, więc oczywiście z wyniku losowania jestem całkowicie zadowolona.

Skoro sprawy mają się tak, to trzeba oddać Nadine Kessler, że udało się jej chyba dokonać niemożliwego. Wydaje się bowiem, że zarówno w Malmö, jak i w Monachium, po losowaniu zapanowały radość i ogólny optymizm. Bez odpowiedzi pozostaje jedynie pytanie kto będzie cieszyć się pierwszego kwietnia, już po rozegraniu ćwierćfinałowego dwumeczu.


Zestaw par ćwierćfinałowych Ligi Mistrzyń:

FC Bayern Monachium (Niemcy) – FC Rosengård

Paris Saint-Germain (Francja) – Olympique Lyon (Francja)

FC Barcelona (Hiszpania) – Manchester City WFC (Anglia)

Chelsea FC (Anglia) – VfL Wolfsburg (Niemcy)


Zestaw par półfinałowych Ligi Mistrzyń:

PSG/Lyon – Barcelona/Manchester

Bayern/Rosengård – Chelsea/Wolfsburg

Zadanie wykonane

Bj01tMIYQKIuNWkxV5MHytthBJE

W takich okolicznościach Rosengård wyszedł na prowadzenie, którego już nie oddał (Fot. Walter Luger)

Na stadionie w Sankt Pölten dobiegała końca 25. minuta gry, gdy Olivia Schough dośrodkowała z rzutu wolnego w szesnastkę mistrzyń Austrii. Centra byłej zawodniczki stołecznego Djurgården wprowadziła sporo zamieszania w szeregi obu ekip, a futbolówka – po kilkusekundowym bilardzie w polu karnym – wylądowała ostatecznie pod nogami Emmy Berglund. Była reprezentantka Szwecji nie namyślała się długo i pomimo rozpaczliwej próby interwencji Alexandry Biroovej skutecznie umieściła piłkę w siatce Isabelli Kresche. I właśnie tak, w sporym oczywiście uproszeniu, wyglądał moment, w którym Rosengård po raz pierwszy znalazł się na prowadzeniu w dwumeczu 1/8 finału Ligi Mistrzyń. Prowadzeniu, którego już zresztą nie oddał, a nieco ponad kwadrans później nawet je powiększył. Tym razem w roli głównej wystąpiła Mimmi Larsson, korzystając z kapitalnego, prostopadłego podania rozgrywającej bardzo dobry mecz Katrine Veje. Dwie bramki zapasu były już zaliczką całkiem pokaźną, w związku z czym kibice ze Skanii ze zdecydowanie większym spokojem oczekiwali wznowienia gry po przerwie. I intuicja ich nie zawiodła, bo choć podopieczne trenerki Marii Wolf robiły wszystko, aby raz jeszcze odwrócić losy rywalizacji, to ich starania zazwyczaj rozbijały się o niezwykle tego wieczora szczelną defensywę z Malmö. Emma Berglund do spółki z Glodis Perlą Viggosdottir czyściły własne przedpole z taką skutecznością (szczególnie jeśli popatrzymy na statystyki pojedynków powietrznych), że wicemistrzyniom Szwecji w tym meczu nie miała prawa stać się żadna krzywda.

Pewny w sumie awans nie może nam jednak przesłonić faktu, że szczególnie w drugiej połowie podopieczne Jonasa Eidevalla ani trochę nie przypominały zespołu, który pretenduje do miana jednego z ośmiu najlepszych w Europie. Owszem, wynik był satysfakcjonujący, więc nikt nie spodziewał się równie mocnego otwarcia, jak przed przerwą (wówczas Fiona Brown oddała pierwszy groźny strzał już w czterdziestej sekundzie), ale mieliśmy pełne prawo oczekiwać, że przynajmniej raz na jakiś czas piłkarki ze Skanii poszukają trzeciego gola, który definitywnie zamknąłby dwumecz. Tymczasem, podczas trzech kwadransów boiskowych zmagań, doliczyliśmy się zaledwie dwóch takich prób: pierwszej, gdy Caroline Seger raz jeszcze wykorzystała swój spryt po dośrodkowaniu Cankovic i drugiej, gdy z dystansu minimalnie pomyliła się Schough. Pozostały okres gry należał zdecydowanie do St. Pölten i choć optyczna przewaga klubu z Austrii nie przekładała się na nic konkretnego (głównie dzięki wygrywającym niemal wszystkie główki stoperkom Rosengård), to jednak można było odnieść wrażenie, że boiskowa inicjatywa została oddana trochę zbyt łatwo. Tym razem na szczęście bez konsekwencji, ale podobne przestoje na kolejnym etapie rozgrywek oznaczać będą zapewne bardzo bolesny koniec europejskiej przygody w tym sezonie.

Największym problemem trapiącym klub z Malmö przed zbliżającym się coraz większymi krokami ćwierćfinałem może okazać się jednak … doprowadzenie kluczowych piłkarek do stanu, w którym bez zdrowotnego ryzyka będą mogły podjąć boiskową rywalizację na maksymalnej intensywności. Z wiadomych powodów (kwestie regulaminowe dokładnie już omówiliśmy) kadra Rosengård na wiosenną część Ligi Mistrzyń jest niesamowicie wąska, a po spotkaniu w Austrii na problemy mięśniowe narzekały Jelena Cankovic, Stephanie Labbe i Caroline Seger. Mocno sponiewierana przez zawodniczki z St. Pölten została ponadto Sanne Troelsgaard, która – jak doskonale wiemy – starć ramię w ramię się nie boi. Sprzymierzeńcem ekipy ze Skanii nie jest również terminarz, gdyż czasu na regenerację nie będzie chwilowo prawie wcale. W najbliższy weekend rozpoczyna się bowiem faza grupowa zmagań o Puchar Szwecji i możemy spodziewać się, że w tych rozgrywkach trener Eidevall będzie zmuszony mocno rotować wyjściową jedenastką. Tutaj na szczęście pole manewru jest nieco większe, gdyż w kadrze meczowej będą mogły znaleźć się takie zawodniczki jak Ria Öling czy Olivia Welin, których nie można było zgłosić do Ligi Mistrzyń. Ani trochę nie zmienia to jednak faktu, że najbliższe tygodnie będą dla piłkarek ze Skanii pierwszym poważnym egzaminem. Bo o ile ewentualne odpadnięcie z Lyonem lub PSG kibice zapewne wybaczą (szczególnie jeśli zgadzać się będzie poziom ambicji i zaangażowania), o tyle na krajowym podwórku od jedenastokrotnych mistrzyń kraju wymaga się po prostu zwycięstw. Ot, choćby takich jak wczoraj na austriackiej ziemi. 

Jak Rosengård straty odrabiał

DSC_3304-2

Wyjściowa jedenastka Rosengård tuż przed meczem Ligi Mistrzyń przeciwko FC Barcelonie (Fot. Bildbyrån)

Zgadza się, już sam tytuł może budzić delikatne zdziwienie. Bo przecież o jakich stratach mowa, skoro gol Caroline Seger w doliczonym czasie gry teoretycznie wyrównał stan rywalizacji? No właśnie, teoretycznie. Regulamin piłkarskiej Ligi Mistrzyń jest bowiem nieubłagany i na te chwilę (czyli przed pierwszym gwizdkiem meczu rewanżowego) to mistrzynie Austrii wciąż mogą czuć się ćwierćfinalistkami. To one zapisały na swoim koncie dwa trafienia na boisku rywalek i to im do realizacji planu wystarczy bezbramkowy remis. W zdecydowanie innej sytuacji są za to podopieczne Jonasa Eidevalla, które aby marzyć o awansie, muszą w St. Pölten strzelić przynajmniej jednego gola. I choć zadanie to wydaje się być absolutnie w zasięgu piłkarek ze Skanii, to ku przestrodze przypomnijmy sobie poprzednie dwumecze, w których FC Rosengård musiał na wyjeździe gonić wynik. W historii europejskich zmagań doszukaliśmy się czterech takich przypadków i choć trzeba wyraźnie zaznaczyć, że poprzeczka zazwyczaj zawieszona była zdecydowanie wyżej niż obecnie, to żadna z dotychczasowych prób pogoni w wykonaniu ekipy z Malmö nie została ostatecznie zwieńczona sukcesem. Choć przynajmniej jeden raz był on naprawdę na wyciągnięcie ręki. Zacznijmy jednak od początku …

LM 2014/15 – 1/8 finału (vs VfL Wolfsburg)

Dwumecz z już uznaną, lecz wciąż znajdującą się na fali wznoszącej niemiecką marką. W meczu rozgrywanym w Malmö do remisu zabrakło naprawdę niewiele, ale bezbłędnie wykonany przez Martinę Müller rzut karny w samej końcówce spotkania sprawił, że to rywalki przystępowały do rewanżu na własnym boisku w bardzo komfortowym położeniu. I choć w Skanii wierzyli oczywiście w futbolowy cud, to nadzieje szwedzkich kibiców zostały zgaszone nadzwyczaj szybko. Do przerwy spokojne 2-0 dla Wilczyc, później jeszcze honorowe trafienie Sary Björk Gunnarsdottir i pieczątka autorstwa niezmordowanej Müller. 2-5 w dwumeczu i można było się rozejść … awans Wolfsburga do ćwierćfinału ani przez moment nie był w tej rywalizacji poważnie zagrożony.

LM 2016/17 – ćwierćfinał (vs FFC Frankfurt)

Znów na drodze pojawiła się niemiecka przeszkoda, a jej pokonanie oznaczało tym razem pierwszy od siedemnastu lat i drugi w historii awans do grona czterech najlepszych drużyn w Europie. Na Malmö IP przyjezdne zwyciężyły 1-0 po golu Dzsenifer Marozsan z rzutu karnego (a jakże!) i wynik ten – wbrew pozorom – dawał nam przed rewanżem sporo powodów do optymizmu. Tym bardziej, że piłkarki ze Skanii wcale nie były w tym starciu drużyną gorszą. Podobnie możemy powiedzieć o potyczce rewanżowej, w której na ratunek Rosengård pospieszyła niezawodna Sara Björk Gunnarsdottir, strzelając gola na wagę dogrywki i rzutów karnych. Te ostatnie skuteczniej egzekwowały jednak zawodniczki z Bundesligi i to one wywalczyły sobie prawo walki z Wolfsburgiem o finał Ligi Mistrzyń. Osłabionej kadrowo, ale walczącej dzielnie do końca ekipie z Malmö, pozostała natomiast gorzka satysfakcja i poczucie niewykorzystanej szansy.

LM 2017/18 – ćwierćfinał (vs FC Barcelona)

Plany były wielkie, a jak się skończyło wszyscy jeszcze pamiętamy. I długo nie zapomnimy. Na potrzeby brazylijskich mediów dwumecz ten zapowiadały Marta i Andressa Alves, ale ku zaskoczeniu wielu, po jego zakończeniu z awansu cieszyła się ówczesna piłkarka FC Barcelony. Rodząca się katalońska potęga najpierw perfekcyjnie wykorzystała szansę na przywiezienie korzystnego wyniku z Malmö (1-0 po goli Ouahabi), a następnie – dzięki trafieniom Hermoso oraz Caldentey – przypieczętowała awans na własnym boisku. Kluczowym elementem okazała się w przypadku tego dwumeczu skuteczność, gdyż tercet MMM (Marta – Masar – Martens) także stworzył sobie naprawdę sporo bramkowych okazji. Wykorzystać nie udało się jednak żadnej z nich, a obijając barceloński słupek trudno wywalczyć sobie miejsce w ścisłej europejskiej elicie.

LM 2018/19 – 1/8 finału (vs Slavia Praga)

Zdecydowanie największa klęska w historii szwedzkiej piłki klubowej, tuż obok pamiętnej porażki Umeå z cypryjskim Apollonem. Piłkarki z Malmö musiały wprawdzie dzielić swój czas pomiędzy finisz Damallsvenskan i europejskie puchary, ale nawet to nie tłumaczy tak fatalnej postawy w dwumeczu z prażankami. Tym bardziej, że za ogon nie udało się ostatecznie złapać żadnej ze srok, bo i w lidze Rosengård musiał na mecie oglądać plecy Piteå oraz Göteborga. Wróćmy jednak do dwumeczu ze Slavią, w którym nawet pomimo porażki 2-3 u siebie, piłkarki ze Skanii absolutnie nie jechały do stolicy Czech jak na ścięcie. Zdyscyplinowana Slavia perfekcyjnie przypilnowała jednak wyniku, a tak uznane snajperki jak Mittag czy Utland były na murawie Eden Areny całkowicie bezradne. W końcówce ekipę z Malmö stać było jeszcze na festiwal rzutów rożnych, ale nie ma wątpliwości, że do dalszej fazy rozgrywek awansowała drużyna lepsza. I chyba to było w tym wszystkim najbardziej smutne.


Cztery różne sezony, cztery różne historie, jeden wspólny mianownik: FC Rosengård jeszcze nigdy skutecznie nie odrobił w europejskich pucharach strat w meczu wyjazdowym. Wyjazd do Austrii wydaje się wręcz wymarzoną okazją na przełamanie trendu, tym bardziej, że rywalki przystąpią do starcia rewanżowego osłabione brakiem dwóch kluczowych piłkarek w osobach Jasmine Eder oraz Stephanie Enzinger. Szansa na awans do najlepszej ósemki, a co za tym idzie na piękną, wiosenną przygodę w Lidze Mistrzyń, wydaje się więc nie tyle realna, co wielce prawdopodobna. Wystarczy po prostu bez niepotrzebnego spięcia zagrać swoje, a jeśli tak się stanie, to wiele przemawia za tym, że to piłkarki Rosengård obudzą się w czwartek jako ćwierćfinalistki. I tego pozostaje życzyć zarówno im, jak i wszystkim sympatykom szwedzkiej piłki na całym świecie.

Z kim na EURO?

Bez tytułu

Kwietniowe baraże wyłonią trzech ostatnich finalistów angielskiego EURO (Fot. Getty Images)

W szwajcarskim Nyonie Nadine Kessler błyskawicznie rozlosowała barażowe pary eliminacji EURO 2022, więc – zachowując równie imponujące tempo – przyjrzyjmy się temu, co już wiemy na temat potencjalnych rywalek kadry Petera Gerhardssona na angielskim turnieju. Bo choć do meczu otwarcia tej mocno wyczekiwanej przez nas imprezy wciąż pozostało niespełna 500 dni, to zaskakująco wiele kart zostało już odkrytych. Ale po kolei …

Zacznijmy może od współczynnika szwedzkiej kadry, który na tę chwilę wydaje się być całkiem solidny i wynosi 39,714 punktów. Ta liczba plasuje nas na piątym miejscu w Europie, a to z kolei gwarantuje względny spokój przed czekającymi nas niebawem losowaniami. W kontekście wspomnianego już EURO 2022, podopieczne Gerhardssona będą zespołem otwierającym drugi koszyk, w którym oprócz nich znajdą się takie nacje jak Hiszpania (38,913), Norwegia (38,758) i Włochy (36,399). Przeciwko tym reprezentacjom w fazie grupowej europejskiego czempionatu na pewno więc nie zagramy.

W koszyku pierwszym trudno mówić o jakichkolwiek zaskoczeniach. Do gospodyń z Anglii oraz obrończyń mistrzowskiego tytułu z Holandii, dołączyły bowiem Niemki i Francuzki. I chyba nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie te cztery reprezentacje stanowią obecnie europejski top. Wylosowanie którejkolwiek z nich będzie oczywiście sporym wyzwaniem i w tym przypadku trudno liczyć na wielki łut szczęścia. Cztery lata temu sporo osób dziwiło się, widząc Niemki w naszej grupie marzeń (a Holenderki w grupie strachu), ale lato 2017 wydawało się wręcz idealnym czasem na to, aby stanąć w szranki z ośmiokrotnymi zwyciężczyniami EURO. Kilka miesięcy później rzeczywistość przyznała zresztą tym przewidywaniom rację. Dziś znajdujemy się jednak w całkiem innym punkcie, a obserwując boiskowe popisy Sydney Lohmann czy Leny Oberdorf, wolelibyśmy jednak uniknąć bezpośredniej konfrontacji. Tym bardziej, że Niemki wydają się być ewidentnie na fali wznoszącej i istnieje całkiem spora szansa, że w lipcu 2022 będą jeszcze groźniejsze. A zatem kto? Skoro kogoś wybrać trzeba, to bez większego przekonania wskazanie idzie na Francję, szczególnie jeśli nad Sekwaną wciąż nie uporają się z problemami rozbijającymi tę kadrę od środka.

Koszyk trzeci, w przekonaniu niektórych kluczowy w kontekście awansu do fazy pucharowej. I tutaj mamy chyba zgodność, że chodzi przede wszystkim o to, aby nie wpaść do jednej grupy z Danią. A jeśli uda się zrealizować podpunkt pierwszy, to pora przeanalizować inne, dostępne opcje. Dość ciekawa wydaje się perspektywa rywalizacji z Belgią, która wprawdzie przejechała się w eliminacjach po Szwajcarii, ale w starciach z reprezentacjami światowego topu doznaje regularnie porażek, nierzadko w całkiem imponujących rozmiarach. Zaszczyt znalezienia się w naszej grupie marzeń ostatecznie przypada jednak nie piłkarkom z Beneluksu, a Austriaczkom. Oparta na zawodniczkach niemieckiej Bundesligi kadra zespołu prowadzonego od niedawna przez Irene Fuhrmann na papierze prezentuje się zdecydowanie bardziej solidnie od Belgijek i niewykluczone, że w samych finałach zajdzie od nich zdecydowanie dalej. W tej analizie na potencjalne zestawienia patrzymy jednak wyłącznie z perspektywy szwedzkiej kadry, dla której to Austria wydaje się być jak najbardziej optymalnym rywalem. Dla porządku, trzeci koszyk podczas losowania uzupełni Szwajcaria (jeśli poradzi sobie w barażach z Czechami) lub Islandia (w przypadku odpadnięcia Szwajcarek).

I wreszcie koszyk czwarty, w którym tradycyjnie mamy najwięcej niewiadomych. Nie zmienia to jednak faktu, że problemu z wytypowaniem wymarzonego rywala nie mamy tu absolutnie żadnych, a jest nim zwycięzca barażu UkrainaIrlandia Północna. Dla piłkarek z Ulsteru samo znalezienie się w gronie zespołów wciąż walczących o EURO jest nie lada sukcesem, ale ich niedawne starcia z Norwegią i Anglią dobitnie pokazały, jak wiele wciąż dzieli kadrę Kenny’ego Shielsa od europejskiej pierwszej ligi. Z Ukrainą w eliminacjach do francuskiego mundialu przytrafiła się nam nawet niespodziewana porażka, więc ewentualne starcie na angielskich boiskach byłoby kolejną okazją do udowodnienia, że tamten mecz we Lwowie był jedynie wybrykiem futbolowej natury. Powtórki z nieprzyjemnej historii nie przewidujemy, a w przekonaniu tym mocno utwierdza nas niedawne starcie Ukrainek z Hinduskami. Jeśli zaś chodzi o ekipy, których z tego koszyka wylosować byśmy zdecydowanie nie chcieli, to należy wymienić tu Islandię (jeśli rzecz jasna ostatecznie tu wyląduje) oraz Finlandię. I to zarówno z powodów czysto sportowych, jak i tych całkowicie pozapiłkarskich.


Podsumowanie:

Grupa marzeń EURO 2022: Francja, Szwecja, Austria, Ukraina/Irlandia Północna

Grupa strachu EURO 2022: Anglia, Szwecja, Dania, Islandia


Na koniec, dla przypomnienia, wskazania sprzed pięciu lat, które wówczas wydawały się niektórym absurdalne. Boisko zweryfikowało je jednak na tyle pozytywnie, że w meczu finałowym zmierzyły się dwa zespoły z naszej grupy strachu:

Grupa marzeń EURO 2017: Niemcy, Szwecja, Szkocja, Rosja

Grupa strachu EURO 2017: Holandia, Szwecja, Dania, Belgia