Portret rywalek – RPA

rsa-1

Losy tej reprezentacji są nierozłącznie związane z polityczną historią kraju, a ta – jak doskonale wiemy – jest niestety niezwykle zawiła. I fakt, że obecna selekcjonerka kadry Desiree Ellis miała okazję zadebiutować w niej dopiero trzy miesiące po trzydziestych urodzinach, nie oznacza bynajmniej tego, iż peak jej formy przypadał właśnie na końcówkę kariery. W latach, gdy Szwedki taśmowo zdobywały medale na kontynentalnych i światowych czempionatach, futbol w Republice Południowej Afryki dopiero powstawał i żadną miarą nie były to początki, które możemy zaliczyć do lekkich, łatwych i przyjemnych. Drobne, lokalne sukcesy pojawiły się nawet stosunkowo szybko, ale to akurat zdecydowanie więcej mówi nam o słabości dyscypliny w regionie niż o sile i progresie dokonującym się w RPA. Ten stał się udziałem Banyana Banyana dopiero po roku 2010, choć i tutaj musimy koniecznie dodać adnotację, że jedynie w odniesieniu do afrykańskich realiów. Trzy awanse do wielkich turniejów na przestrzeni siedmiu lat (IO ’12, IO ’16, MŚ ’19) jak najbardziej budzą szacunek, ale fani w Kapsztadzie, Johannesburgu i Pretorii wciąż czekają na pierwszy zwycięski mecz swoich piłkarek na poważnej, międzynarodowej scenie. Do czterech razy sztuka? Być może, gdyż tym razem los oszczędził Banyana Banyana grupowych bojów z Niemcami i Hiszpanią, a Włoszki i Argentynki – z całym szacunkiem do nich – nie jawią się wcale jak przeciwniczki z innej planety. Szwedki zresztą również, ale wspólnie ustaliliśmy, że w swoim meczu otwarcia zawodniczki z RPA po komplet punktów jeszcze nie sięgną. I tę wersję wydarzeń niezmiennie uznajemy za obowiązującą.

rsa-2

Myślisz gwiazda – mówisz Kgatlana! Pochodząca z przedmieść Johannesburga 27-letnia napastniczka ma już w swoim piłkarskim CV takie kluby jak Houston Dash, Benfica, czy Atletico Madryt, a gdyby nie nieustannie prześladujące ją kontuzje, to najpewniej stawialibyśmy ją dziś w jednym rzędzie z Asisat Oshoalą i Tabithą Chawingą i nie jest to absolutnie porównanie na wyrost. To ona jest autorką jedynego jak dotąd trafienia RPA w finałach mistrzostw świata, a sztuki tej dokonała na doskonale znanym nam stadionie w Hawrze, pokonując nie byle kogo, bo Sandrę Panos. Od roku jest podopieczną trenera Kima Björkegrena w Racingu Louisville, w barwach którego walczy o historyczny awans tego klubu do fazy play-off amerykańskiej NWSL. Aklimatyzację w Kentucky mocno utrudnił jej kolejny uraz, ale na mundial wykurować się zdążyła, a w czerwcu wróciła nawet do wyjściowej jedenastki Racingu, mocno przyczyniając się do niezwykle cennego zwycięstwa nad nowojorskim Gotham FC.

Nie byłoby historycznego triumfu piłkarek z RPA w ubiegłorocznym Pucharze Narodów Afryki, gdyby nie ona – Hildah Magaia. Bohaterka tyle nieoczywista, co nieoczekiwana, bo akurat w tym regionie świata niezwykle rzadko zdarza się, aby zawodniczka debiutująca w kadrze w wieku 23 lat stanowiła później o jej sile. W przypadku tej zawodniczki wszystko ułożyło się jednak idealnie, a my… mogliśmy obserwować ten ciekawy przypadek z bliska, gdyż pierwszym zagranicznym przystankiem w jej karierze była właśnie Szwecja. To właśnie tutaj na dobre przedstawiła się światu, choć występowała zaledwie na drugim poziomie rozgrywkowym, a mówiąc nieco bardziej konkretnie: w klubie-którego-nazwy-nie-wolno-wymawiać. Dobra passa pod kołem podbiegunowym zaowocowała jednak transferem do Korei, gdzie już na poziomie ekstraklasy stała się najlepszą strzelczynią oraz asystentką drużyny z Sedżongu. Fani reprezentacji najbardziej wdzięczni są jej jednak za kolejne popisy podczas wspomnianego już PNA, ze szczególnym uwzględnieniem niezapomnianych, zwycięskich potyczek z Nigerią i Marokiem, kiedy to nowa bohaterka kadry w zasadzie na dobre przedstawiła się szerszej publiczności.

Gdy do kadry wchodziła Kgatlana, równie dużo, a może i więcej, mówiło się o jej dwa lata młodszej koleżance, która na juniorskich turniejach robiła prawdziwą furorę. Nieco bardziej entuzjastycznie nastawieni eksperci zdążyli nawet nazwać Lindę Motlhalo południowoafrykańską Martą i nawet jeśli uznamy te słowa za cokolwiek przedwczesne, to jednak cały czas mówimy o zawodniczce, która w kadrze zadebiutowała już jako siedemnastolatka, a jeszcze przed dwudziestymi urodzinami dość regularnie występowała na boiskach amerykańskiej NWSL. Później przyszedł transfer do Chin, a w Pekinie podobno czekał na nią całkiem atrakcyjny kontrakt. Od tego momentu coś się jednak ewidentnie zacięło, bo jeśli w teoretycznie najlepszym momencie kariery trafiasz na trzy lata do Djurgården, to zdecydowanie nie obierasz w ten sposób kursu na podbój największych, światowych boisk. Z całym szacunkiem do Dumy Sztokholmu, ma się rozumieć. Motlhalo ma jednak tę przypadłość, że potrafi odpalić w najmniej spodziewanym czasie i miejscu, a Nowa Zelandia chyba doskonale wpisuje się w ten znany jej nie od dziś schemat.

rsa-3

Wydaje się to wprost niewiarygodne, ale aż trzy spośród czterech startów w wielkich turniejach przyszło piłkarkom z RPA inaugurować meczem przeciwko Szwecji. Jak dotąd, nasze piłkarki skutecznie wywiązywały się z roli faworytek, choć zwycięskie starcia z Igrzysk 2012 oraz 2016 bardzo się od siebie różniły. W pierwszym z nich, za kadencji Thomasa Dennerby’ego, Lisa Dahlkvist do spółki z Lottą Schelin zadbały o to, aby kwestię wyniku zamknąć w niespełna dwadzieścia minut i sztuka ta jak najbardziej im się udała. Choć o dodatkowe emocje w sobie tylko znanym stylu postarała się jeszcze Hedvig Lindahl, puszczając do siatki absurdalnego gola Portii Modise (kto pamięta, ten wie). Cztery lata później kadra Pii Sundhage wyszła na boisko w Rio de Janeiro wyjątkowo naładowana, ale konceptu i energii wystarczyło nam na… mniej więcej pięć minut. Potem byliśmy świadkami niekończących się męczarni, które łaskawie skróciła nam golkiperka RPA Roxanne Barker, wrzucając sobie piłkę do bramki na kwadrans przed końcem spotkania.

Dwie kolejne potyczki to już towarzyskie eskapady kadry Gerhardssona w środku zimy, które z oczywistych względów miały charakter wybitnie szkoleniowy. Z tej ostatniej zapamiętaliśmy przede wszystkim stojącą między słupkami Cajsę Andersson, a także bardzo udany występ Hanny Glas, która właśnie wtedy powinna ustrzelić swojego premierowego, reprezentacyjnego gola (ach, ta poprzeczka). Rok wcześniej furorę zrobił przede wszystkim upał, a także super-rezerwowa Loreta Kullashi, która jeszcze nie miała pojęcia, że trzy lata później sama wypisze się z gry w reprezentacyjnej koszulce.

Ponieważ trzy z czterech spotkań przeciwko RPA odbyły się już podczas istnienia tego serwisu, możemy przypomnieć sobie emocje, które towarzyszyły nam na żywo w momencie ich rozgrywania. Pomeczowe teksty znajdziecie tutaj (IO ’16), tutaj (tow., ’18) oraz tutaj (tow., ’19).

rsa-4

Historia równie krótka, co świeża, a co za tym idzie – doskonale znana. Mecz przeciwko faworyzowanym Hiszpankom rozpoczął się dla piłkarek z RPA jak bajka, ale z cudownego snu gdzieś w okolicach 70. minuty zaczął brutalnie wybudzać je dźwięk chilijskiego gwizdka. Dwa pewnie wykonane przez Jennifer Hermoso rzuty karne odwróciły losy rywalizacji i choć to Europejki niepodzielnie dominowały na murawie Stade Océane, to nigdy nie dowiemy się, czy bez delikatnego wsparcia technologicznego równie skutecznie udałoby im się odwrócić losy rywalizacji. W meczu z Chinkami można było realnie myśleć o wyszarpaniu przynajmniej remisu, ale realizację tych planów raz a dobrze wybiła z głów zawodniczkom z Afryki… głowa Ying Li. Niemki natomiast były w tej konstelacji rywalkami przynależącymi do innego, futbolowego świata, a ponieważ starcie to miało dla obu ekip charakter w zasadzie towarzyski, to różnica w piłkarskiej jakości uwydatniła się jeszcze wyraźniej.

rsa-5

Przez wiele lat mówiło się, że ze względu na małą ilość rozegranych meczów (dodatkowo w mocno nieregularnym trybie) afrykańskie reprezentacje są we wszelkiej maści piłkarskich rankingach mocno niedoszacowane. I w zasadzie trudno było z tą tezą polemizować, mając na względzie chociażby popisy Nigeryjek na mundialu w USA, czy Kamerunek podczas turnieju w Kanadzie. Ostatnie lata pokazują jednak, że choć futbol w Afryce niewątpliwie robi kolejne kroki do przodu, to przedstawicielkom tego kontynentu coraz trudniej uzyskać wartościowy rezultat w zderzeniu z rywalkami nie tyle ze światowego topu, co nawet ze światowej drugiej ligi. Brutalna rzeczywistość wygląda bowiem tak, że inni uciekają szybciej niż zawodniczki chociażby z RPA gonią. I choć przepaść ta w kolejnych latach oraz dekadach z pewnością zacznie się zmniejszać (głównie za sprawą coraz liczniejszej ekspansji afrykańskich talentów do klubów z Europy, USA, czy Australii), to jednak na ten moment potencjał Banyana Banyana należałoby oszacować mniej więcej na przełom czwartej i piątej dziesiątki światowego rankingu. Oczywiście, z realnymi perspektywami na marsz w górę, ale w tej materii zdecydowanie najwięcej zależy od samej federacji oraz tego, jak bardzo będzie im na tym rozwoju zależało. I mówimy tu rzecz jasna o działaniach realnych, a nie pozorowanych.

W ostatnich miesiącach podopieczne Desiree Ellis dwukrotnie stawały w szranki z europejskimi rywalkami, ale ani porażka z Serbią, ani szczęśliwy remis ze Słowenią raczej nie napawają kibiców z RPA przesadnym optymizmem. Jakimś promykiem nadziej może być za to zwycięska próba generalna z Kostaryką, która była jednocześnie zdecydowanie najbardziej efektownym występem Banyana Banyana od czasu ubiegłorocznego finału Pucharu Narodów Afryki. Choć z tą efektownością też się nie rozpędzajmy, bo trzeba uczciwie przyznać, że przeciwniczki z Ameryki Środkowej poprzeczkę zawiesiły tego dnia wyjątkowo nisko. Z dużą uwagą obserwowaliśmy towarzyskie starcia RPA z Australią oraz Brazylią i choć oba zakończyły się wyraźnymi porażkami, to szczególnie w pierwszym z wymienionych mistrzynie Afryki… na rezultat narzekać akurat nie powinny. Bo gdyby zamiast 1-4 tablica świetlna w Londynie wypluła na przykład 0-8, to chyba bardziej wiernie oddałaby przebieg boiskowych wydarzeń. W obu tych meczach zawodniczki z RPA miały ogromne problemy szczególnie w bocznych sektorach, w których to zdecydowanie bardziej dynamiczne rywalki miały bezpłatną autostradę aż do wysokości pola karnego. I nie mielibyśmy w sumie nic przeciwko temu, aby podobnie wyglądało to w najbliższą niedzielę. Wyniki meczów z Mozambikiem czy Botswaną na grafice prezentują się cokolwiek kompromitująco, ale trzeba mieć na uwadze, że tych spotkań nie rozgrywała akurat najsilniejsza reprezentacja RPA. We wrześniu 2022 przyczyną takiego stanu rzeczy był konflikt terminów (CAF jak zwykle dała popis kreatywnego planowania), a kilka tygodni temu kadrowiczki udające się na mundial bardziej niż towarzyskim graniem interesowały się protestem przeciwko skandalicznym ich zdaniem warunkom, w jakich przyszło im przygotowywać się do najważniejszej imprezy czterolecia.

rsa-6

Układamy cały mundial

wwc

Piąta gwiazdka dla USA? Pierwsza dla Anglii lub Hiszpanii? A może spektakularne przebudzenie z wieloletniego snu Brazylii lub Norwegii? O tym wszystkim przekonamy się już 20. sierpnia, ale jeśli niekoniecznie uśmiecha się wam czekać na finałowe rozstrzygnięcia cały miesiąc, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby turniejową drabinkę spróbować wypełnić już dziś. A mamy na tym polu pewnego rodzaju sukcesy w postaci prawidłowego wytypowania zwycięzców mundialu 2015, EURO 2017, mundialu 2019 oraz EURO 2022. A w przypadku imprezy rozgrywanej cztery lata temu we Francji udało się bez żadnej pomyłki ustrzelić nawet całe TOP-4. No dobrze, drugie i trzecie miejsce rzeczywiście daliśmy na odwrót, ale to tylko dlatego, że nie sposób było przewidzieć zachowania kanadyjskiej sędzi Beaudoin, która nie zauważyła ewidentnego faulu na Linie Hurtig w holenderskiej szesnastce. Zdecydowanie mniej entuzjastycznie wspominamy za to typowanie brazylijskich i japońskich Igrzysk, ale ogólna skuteczność na poziomie niespełna siedemdziesięciu procent to wciąż wynik, którego nie powstydziłyby się przecież topowe napastniczki.

Mówiąc jednak całkiem serio, rachunek prawdopodobieństwa ponownie podpowiada, że tym razem to już raczej na pewno trafić się nie uda, więc sympatyków zwycięskiej reprezentacji w tegorocznej zabawie uprzejmie prosi się o wybaczenie. Zwycięskiej, czyli której? Odpowiedź znajdziecie poniżej, choć aby właściwie stopniować napięcie, rozpoczynamy spokojnie, czyli od fazy grupowej.


Faza grupowa:

chart1

Pierwsza faza turnieju przebiegła bez większych zaskoczeń, choć małe zamieszanie postanowiły zrobić w niej Haitanki, które z niezwykle trudnej grupy ostatecznie nie wyszły, ale z dalekiej Australii i tak wracały opromienione zwycięstwem nad byłymi wicemistrzyniami świata, a także perspektywą kontraktów w Europie i NWSL dla kilku swoich piłkarek. Szał radości ogarnął Nową Zelandię, bo choć w grupie A furorę robiła przede wszystkim świętująca swój setny występ w kadrze Caroline Hansen, to prowadzone przez Jitkę Klimkovą Football Ferns odprawiły w bezpośrednich potyczkach kolejno Filipiny i Szwajcarię, w pełni zasłużenie pieczętując w ten sposób historyczny awans do fazy pucharowej mundialu. Powody do zadowolenia miały także współgospodynie turnieju z Australii, bo choć przyszło im rywalizować w najbardziej wyrównanej z grup, to zmagania w niej udało się zakończyć na pierwszej lokacie, wyprzedzając mistrzynie olimpijskie z Kanady, a także nieobliczalne ekipy Irlandii i Nigerii. Hitem fazy grupowej okazało się starcie Francji z Brazylią, którego stawką było miejsce w zdecydowanie bardziej przyjemnej połówce drabinki. Rywalizacja dwóch klasowych zespołów zakończyła się podziałem punktów, ale to reprezentacja z Europy zgarnęła wspomniany bonus dzięki korzystniejszemu bilansowi bramkowemu z pozostałych spotkań. W grupie H nie zachwycały Niemki, ale i tak bardzo pewnie zajęły lokatę, którą zająć po prostu musiały. Za ich plecami kotłowało się za to niesamowicie, ale koniec końców kolumbijska fantazja zatriumfowała nad koreańsko-marokańską solidnością w defensywie. Z drużyn, które już na tym etapie zakończyły swój udział w imprezie, żałowaliśmy przede wszystkim Portugalek i Zambijek. Te pierwsze potrafiły rzucić realne wyzwanie obu finalistkom poprzedniej edycji, natomiast wicemistrzynie Afryki były zdecydowanie najbliżej tego, aby na Antypodach napisać historię na miarę Nigerii ’99, czy Kamerunu ’15. Do pełni szczęścia zabrakło im jednak dla odmiany… solidności w defensywie. A co słychać u kadrowiczek Petera Gerhardssona? Grupę wygrały całkiem przekonująco, a w dwóch ostatnich meczach długimi fragmentami oglądało się ich grę nadspodziewanie przyjemnie. Czyżby zatem przedturniejowe obawy miały okazać się całkowicie nieuprawnione?


1/8 finału:

chart2

Piąty dzień sierpnia był świętem w całej Nowej Zelandii, ale zderzenie z rozpędzającymi się Hiszpankami okazało się dla współgospodyń turnieju nadzwyczaj bolesne. Szczególnie w drugiej połowie, podczas której komplet widzów na stadionie w Wellington oglądał klasyczny mecz z cyklu one-way-traffic. Sen o wywalczonym na własnej ziemi medalu mistrzostw świata wciąż śniły za to Australijki, które zaskakująco bezproblemowo wyrzuciły za burtę turnieju Danię. Rywalizacja Francji z Kolumbią przyniosła udany rewanż za pamiętną niespodziankę sprzed ośmiu lat, choć emocji i futbolowych uniesień było w niej jak na lekarstwo. Po relatywnie łatwym meczu w ćwierćfinale zameldowały się także Holenderki, pewnie pokonując Szwecję w stosunku 3-1. Tym samym, honoru krajów nordyckich w kolejnej fazie turnieju bronić będzie wyłącznie korzystająca ze stosunkowo sprzyjającej drabinki Norwegia, która wraz z Anglią, USA i Brazylią (2-1 z Niemcami) uzupełniła stawkę ćwierćfinalistów.


Ćwierćfinały:

chart3

No i tyle byłoby z tych norweskich harców. Choć w Wellington długo zanosiło się na niespodziankę, to czterokrotne mistrzynie świata ostatecznie przepchnęły ten mecz i dziewiąty raz z rzędu zameldowały się w fazie pucharowej. W niej nie zabraknie także podopiecznych Sariny Wiegman, które jako pierwsze wynalazły skuteczny sposób na powstrzymanie rewelacyjnej w poprzednich meczach Brazylii Pii Sundhage. Renard, Diani oraz rezerwowa Becho doszczętnie złamały miliony australijskich serc na stadionie w Brisbane, a Athenea del Castillo wreszcie strzeliła gola w ważnym i jednocześnie zwycięskim dla hiszpańskiej kadry meczu na wielkim turnieju.


Strefa medalowa:

chart4

chart5

Oba półfinały kończyły się dogrywkami, lecz konkursu rzutów karnych nie doczekaliśmy się ani w Auckland, ani w Sydney. Amerykanki raz jeszcze potwierdziły bowiem, że są prawdziwymi mistrzyniami dodatkowego czasu gry, zaś jadące na euforii Francuzki trochę zaskakująco zamęczyły coraz bardziej wyraźnie odczuwające trudy turnieju zwyciężczynie EURO ’22. Zanim jednak przyszło im rozegrać historyczny finał, delikatne zniechęcenie Angielek wykorzystały jeszcze Hiszpanki, sięgając po swój pierwszy – i zapewne nie ostatni – medal na wielkich turniejach. To samo stało się rzecz jasna udziałem Francuzek, które ostatecznie musiały zadowolić się krążkami ze srebrnego kruszcu. Finał zakończył się bowiem dokładnie takim samym wynikiem, jak ten sprzed czterech lat, a fakt, iż gola na 2-0 zrobiły Amerykankom Trinity Rodman oraz Sophia Smith był swego rodzaju symbolicznym przekazaniem pokoleniowej pałeczki w kadrze pięciokrotnych już od tej chwili mistrzyń świata.


Końcowa klasyfikacja MŚ – prognoza:

top-4

Ufff, wystarczy już tej zabawy, bo od jutra liczyć będzie się wyłącznie to co na boisku. Przed nami 31 dni, podczas których zdecydowanie rekomendowane jest czasowe wylogowanie się z innych aktywności, bo futbol będzie dostarczać nam tylu wrażeń, że spokojnie dałoby się wypełnić nimi całą dobę. Nowa Zelandio, Norwegio, rozpoczynajcie ten spektakl i… niech się dzieje. Wspaniałego mundialu wszystkim!

Bezpiecznie, czyli all-in

Peter Gerhardsson i Caroline Seger, czyli dwie najważniejsze twarze mundialowej selekcji (Fot. Ludvig Thunman)

To już ten czas. Dokładnie siedem dni dzieli nas od inauguracyjnego meczu szwedzkiej kadry w finałach piłkarskich mistrzostw świata, a równo dwa tygodnie później czeka nas potyczka, której przebieg z dużą dozą prawdopodobieństwa zdefiniuje nam ten turniej. Właśnie na szósty dzień sierpnia zaplanowano bowiem rywalizację na poziomie pierwszej rundy fazy pucharowej, a po niej czekają nas albo szybkie urlopy, albo rywalizacja o najwyższe cele. Trzecia droga? To akurat nie tutaj. Oczywiście, w teorii istnieje jeszcze scenariusz, w którym zmagania na nowozelandzkich stadionach kończymy na fazie grupowej, ale takie rozstrzygnięcia oznaczałyby coś na kształt futbolowego trzęsienia ziemi, więc póki co nie będziemy ich w ogóle rozważać. Choć rzecz jasna zdajemy sobie sprawę, że nasza dyscyplina lubi i potrafi zaskakiwać. Optymistycznie załóżmy jednak, że to jeszcze nie ten czas, kiedy będą wypraszać nas z imprezy, zanim ta zdąży się na dobre rozkręcić.

Wszyscy zgadzamy się chyba co do tego, że drużyna mająca w składzie Magdalenę Eriksson, Kosovare Asllani, Fridolinę Rolfö i Stinę Blackstenius nie ma prawa obawiać się rywalizacji z rywalkami pokroju RPA i Argentyny, bo o ile prawdą jest to, że absolutnie każdemu rywalowi należy się szacunek, to jednak nie ma ani krzty przypadku w tym, że żadna z tych drużyn jak dotąd nie wygrała w finałach mundiali choćby pojedynczego meczu. Awans do kolejnej fazy wydaje się więc obowiązkiem, co zresztą nie bez racji podkreślają same zawodniczki, deklarując, iż na drugi koniec świata wyruszają z wielkimi ambicjami. W jakim stopniu są one rzeczywiście uzasadnione? To już w dużej mierze zależy od tego, w jaki sposób zdefiniujemy sukces. Czy, oceniając sprawę maksymalnie obiektywnie, będzie nim awans do ósemki? Do strefy medalowej? A może po prostu solidna postawa w każdym kolejnym meczu bez fetyszyzowania konkretnego wyniku? Wiem, Kosovare Asllani deklaruje, że tego lata interesuje ją tylko złoto, ale ona akurat mówić lubi dużo. I niech mówi dalej, bo przynajmniej jest o czym pisać i z kim polemizować. A gdzieś w okolicach drugiej dekady sierpnia słowa te poddamy dokładnej weryfikacji. I oby wypadła ona pozytywnie, bo przecież nie chcemy, aby okazało się, że tak szanowana zawodniczka składa obietnice bez pokrycia.

Szwedzka kadra jak najbardziej może na mundialu zajść daleko, bo – jako się rzekło – dysponuje liderkami, które w dowolnym meczu są w stanie zrobić różnicę. Wystarczy, że Rolfö przypomni sobie swoje najlepsze momenty z Barcelony, Asllani zagra na poziomie, na który wchodzi głównie w meczach kadry, Angeldal przymierzy jak wiosną przeciwko Chelsea, a na koniec wejdzie na to wszystko Kaneryd i w efektownym stylu dokończy dzieła. Faza play-off charakteryzuje się tym, że o losach rywalizujących w niej drużyn decydują pojedyncze mecze, a my – jeżeli trafimy na dobry dzień kluczowych zawodniczek – w tej formule możemy rzucić wyzwanie każdemu z USA, Anglią i Hiszpanią na czele. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że dokonując ostatecznej selekcji trener Gerhardsson postanowił maksymalnie utrudnić sobie zadanie. Złośliwi nie bez racji zauważali, że wśród powołanych zabrakło jedynie Hanny Glas, choć i do Kansas City sztab kadry sukcesywnie telefonował. Prawa defensorka z NWSL zaproszenia do Nowej Zelandii ostatecznie się nie doczekała, ale nie będzie chyba wielkiej kontrowersji w stwierdzeniu, że wybory Gerhardssona pod względem sportowym kompletnie się nie bronią. Robienie dogłębnej analizy nie na tu nawet większego sensu, gdyż patrząc wyłącznie przez pryzmat dyspozycji konkretnych zawodniczek w ostatnim półroczu, po prostu nie da się ich jakkolwiek logicznie uzasadnić. I w tym miejscu moglibyśmy w zasadzie postawić kropkę, ale zamiast tego stawiamy jedynie przecinek.

A to wszystko dlatego, że o ile piłkarsko decyzje selekcjonera są całkowicie niezrozumiałe, to biorąc pod uwagę aspekt ludzki nagle stają się one nie tyle logiczne, co wręcz pożądane. Jak dotąd, Peter Gerhardsson poprowadził szwedzką kadrę na trzech wielkich turniejach, za każdym razem osiągając na nich wynik ponad stan. Co więcej, w przypadku MŚ ’19 we Francji oraz IO ’21 w Japonii zgadzał się nie tylko sam rezultat, ale i postawa tej ekipy, którą długimi fragmentami zwyczajnie oglądało się z przyjemnością. Te sukcesy odniosła oczywiście drużyna, ale nie możemy zapominać, że w każdym przypadku tworzyli ją konkretni ludzie, między którymi w tak zwanym międzyczasie wytworzyły się silne i zarazem nierozerwalne więzi. Ta grupa zaufała sobie nawzajem, wytyczyła sobie konkretne cele, a następnie sukcesywnie je realizowała. Tak, my też przy tym byliśmy, bliżej lub dalej, ale oni stworzyli ten zespół od środka i choć po drodze nie brakowało wielu trudnych i wymagających wyzwań, jak dotąd nigdy siebie nie zawiedli. Wiem, że wielu kibiców lubi patrzeć na futbol w sposób szczególny, ale gdy odrzucimy na chwilę jego wyjątkowość i spojrzymy na kadrę jak na zwyczajne przedsiębiorstwo, to selekcja dokonana przed Gerhardssona przestaje wydawać się całkowicie absurdalna. Bo chyba stosunkowo łatwo wyobrazić sobie dyrektora, czy innego szefa działu, który uzna, że postawienie na sprawdzonych i na dodatek jednoznacznie kojarzących się z chwilami największej chwały pracowników jest zdecydowanie bezpieczniejszą opcją niż dokonywanie kadrowej rewolucji w przededniu najważniejszej próby. I nawet jeśli przesadny sentyment nie jest w biznesie postawą szczególnie rekomendowaną, to wciąż spotykamy się z nim niezwykle często. I to nawet w branżach, w których bezduszne cyferki pełnią zdecydowanie ważniejszą fukncję niż na piłkarskiej murawie.

Doskonale wiemy, że największą pasją naszego selekcjonera jest muzyka, więc – pozostając niejako w tej konwencji – możemy powiedzieć, iż Gerhardsson tego lata zdecydował się postawić na melodie, których słuchał już dziesiątki razy. Takie oczywiście jego prawo, gdyż to on na koniec turnieju będzie z tych wyborów rozliczany. I tego akurat możemy być pewni, bo nawet jeśli zmiana na stanowisku szkoleniowca kadry na dziś wydaje się absolutnie wykluczona bez względu na wynik, to społeczny status tej drużyny sprawia, że ewentualna porażka z pewnością stanie się przyczynkiem do szerokiej dyskusji wykraczającej daleko poza piłkarską bańkę. Pamiętacie, jak po ubiegłorocznej porażce z Angielkami zrobiono kozła ofiarnego z Hedvig Lindahl? Przed rozpoczęciem EURO ’22 nikt (no, może poza serwisem, na którym właśnie się znajdujecie) nie podnosił kwestii obsady bramki i faktu, iż doświadczona golkiperka jest pierwszym wyborem selekcjonera, choć nie ma ku temu wielu sportowych argumentów. Wystarczył jednak zaledwie jeden przegrany mecz, którego nota bene nie wybroniłyby nam nawet Hope Solo czy Silke Rottenberg w szczycie swoich karier, aby Lindahl nagle stała się w oczach wielu obserwatorów winowajczynią numer jeden. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki nagle zaczęto przywoływać fakty, które jeśli w ogóle, to trzeba było podnosić raczej miesiąc wcześniej. Jeżeli pamiętacie tamten klimat, to teraz bądźcie gotowi na coś zdecydowanie mocniejszego, gdyż po ewentualnym potknięciu w temacie ochoczo wypowiedzą się zapewne także ci, którzy dziś niekoniecznie odróżniliby Stinę Blackstenius od Amandy Ilestedt. I wtedy rozpocznie się debata na przykład wokół obecności w kadrze Caroline Seger, bo nie da się ukryć, że nasza wieloletnia kapitanka przez ostatni rok w piłkę albo nie grała wcale, albo grała w nią katastrofalnie. Gdyby miał sprawdzić się ten scenariusz, to możemy być pewni, że słowa Anny Anvegård o tym, że nie da się sprawiedliwie rywalizować z wiecznie kontuzjowanymi koleżankami wrócą do nas jeszcze wiele razy, a do tego w zaskakującej formie.

A może nie będzie wcale tak źle i zamiast szukania przyczyn niepowodzenia czeka nas feta na Götaplatsen lub w Ogrodach Królewskich? Bardzo chciałbym, aby tak się stało, choć nie ukrywam, że ostatni raz podobny brak przekonania do słuszności selekcjonerskich decyzji towarzyszył mi w przededniu EURO ’17. Wtedy skończyło się na wyjściu z grupy w słabym stylu i bezbarwnej porażce z Holandią w pierwszej rundzie pucharowej. Podobno nic dwa razy się nie zdarza, ale drabinka tegorocznego mundialu układa się tak, że akurat w tym względzie dokładna powtórka z rozrywki po sześcioletniej przerwie wcale nie jest wykluczona. A czy faktycznie do niej dojdzie, to już zupełnie inna kwestia. W każdym razie, bez względu na to, którego z rywali postawi na naszej drodze los w decydującej fazie turnieju, w wywalczeniu ewentualnego awansu z pewnością nie pomogą nam Rosa Kafaji czy Matilda Vinberg. A uczciwie przyznaję, że czułbym się jednak zdecydowanie bardziej spokojnie, gdyby akurat te zawodniczki znajdowały się aktualnie na terytorium Nowej Zelandii. Wiecie, tak na wszelki wypadek…

Damallsvenskan jedzie na mundial

Jak to zwykle bywa, na wielkim turnieju naszą szczególną uwagę przykuwać będą nie tylko kadrowiczki Petera Gerhardssona, ale również reprezentantki innych krajów, które na co dzień podziwiamy na boiskach szwedzkiej Damallsvenskan. Bo nawet jeśli nie mamy już u siebie jednej z najsilniejszych lig świata, to na najważniejszą imprezę czterolecia wysyłamy do Australii i Nowej Zelandii całkiem pokaźną grupę piłkarek. Mówiąc nieco bardziej konkretnie, jest ich dokładnie 23, czyli… dokładnie tyle, ile liczy sobie kadra każdej z rywalizujących na tegorocznym mundialu ekip. Mogło być jeszcze lepiej i bardziej okazale, ale dosłownie na ostatniej prostej z perspektywą wylotu na Antypody musiały pożegnać się Anam Imo, Jessica Miclat oraz Clarissa Larisey. I szczególnie nieobecność tej trzeciej stała się tematem wielu polemik, a zdecydowana większość kanadyjskiego środowiska piłkarskiego jest zdania, że napastniczce Häcken miejsce to po prostu się należało. Decyzja selekcjonerki Priestman jest jednak ostateczna, wobec czego 24-latka z Ottawy na przełomie lipca i sierpnia wcieli się w rolę kibicki. Podobnie zresztą jak większość z nas, w związku z czym serwis szwedzkapilka.com na najbliższe cztery tygodnie przechodzi z trybu Damallsvenskan w tryb mundial. Choć z małym zastrzeżeniem, że tym razem zawiłe losy szwedzkiej kadry śledzić będziemy nie z centrum wydarzeń (jak to miało miejsce w przypadku turniejów w Holandii, Francji, czy Anglii), a z perspektywy kilkunastu tysięcy kilometrów. To wszystko wcale nie musi być jednak zwiastunem niepowodzenia, gdyż podobnie wyglądało to podczas japońskich Igrzysk, które ostatecznie okazały się prawdopodobnie najlepszym turniejem w całej historii szwedzkiego futbolu. Oczywiście, teraz o powtórkę sportowego wyniku z Tokio i Jokohamy może być trudno, ale znawcy podobno mówią, że wszystko może się zdarzyć dopóki piłka w grze. I choć o optymizm niełatwo, to właśnie tę wersję uznajmy póki co za obowiązującą.

A żeby przejście z trybu ligowego do reprezentacyjnego odbyło się płynnie i bezboleśnie, na początek warto przyjrzeć się pełnej liście reprezentantek Damallsvenskan, które w najbliższym czasie spróbują zrobić hałas na boiskach Australii i Nowej Zelandii. Każdej z wymienionych życzymy oczywiście powodzenia i… możliwie krótkich letnich wakacji. Będziemy oglądać, kibicować, zaciskać kciuki i liczyć, że szybko tu do nas nie wrócicie!

UWAGA: podczas tworzenia listy brana była pod uwagę przynależność klubowa zawodniczek w rundzie wiosennej 2023. W związku z powyższym znajdziecie na niej na przykład nazwisko Erin Nayler, która już zdążyła ogłosić swoje odejście z Norrköping, a nie reprezentującej do niedawna barwy hiszpańskiego Levante Livii Peng.


FC Damallsvenskan na MŚ 2023:

Grupa A

Erin Nayler  (31 lat, bramkarka, Nowa Zelandia / Norrköping)

Julie Blakstad  (21 lat, pomocniczka, Norwegia / Häcken)

Jessica Cowart  (23 lata, obrończyni, Filipiny / Kalmar)

Katrina Guillou  (29 lat, napastniczka, Filipiny / Piteå)

Grupa B

Kyra Cooney-Cross  (21 lat, pomocniczka, Australia / Hammarby)

Charlotte Grant  (21 lat, obrończyni, Australia / Vittsjö)

Katrina Gorry  (30 lat, pomocniczka, Australia / Vittsjö)

Aivi Luik  (38 lat, obrończyni, Australia / Häcken)

Teagan Micah  (25 lat, bramkarka, Australia / Rosengård)

Clare Polkinghorne  (34 lata, obrończyni, Australia / Vittsjö)

Evelyne Viens  (26 lat, napastniczka, Kanada / Kristianstad)

Halimatu Ayinde  (28 lat, pomocniczka, Nigeria / Rosengård)

Grupa C

Maika Hamano  (19 lat, napastniczka, Japonia / Hammarby)

Grupa D

Simone Boye  (31 lat, obrończyni, Dania / Hammarby)

Grupa G

Jonna Andersson  (30 lat, obrończyni, Szwecja / Hammarby)

Tove Enblom  (28 lat, bramkarka, Szwecja / Örebro)

Jennifer Falk  (30 lat, bramkarka, Szwecja / Häcken)

Madelen Janogy  (27 lat, napastniczka, Szwecja / Hammarby)

Elin Rubensson  (30 lat, pomocniczka, Szwecja / Häcken)

Anna Sandberg  (20 lat, obrończyni, Szwecja / Häcken)

Olivia Schough  (32 lata, napastniczka, Szwecja / Rosengård)

Caroline Seger  (38 lat, pomocniczka, Szwecja / Rosengård)

Grupa H

Young-Geul Yoon  (35 lat, bramkarka, Korea Pd. / Häcken)

Runda na trzy pory roku

andersson

Śnieżna zamieć towarzyszyła debiutującym na pierwszoligowych boiskach piłkarkom z Norrköping (Fot. Magnus Andersson)

Całą zabawę rozpoczynaliśmy w wietrznym, choć zaskakująco ciepłym jak na tamtą porę roku Malmö. Jasne, dziesięć kresek na plusie szału może nie robi, ale jak na późny, marcowy wieczór w Skanii dramatu zdecydowanie nie było. Szczególnie jeśli tego dnia akurat sympatyzowało się z drużyną gościń, bo skazywane jednogłośnie na pożarcie piłkarki z Piteå po golu w 85. minucie zdołały urwać dwa punkty trzynastokrotnym mistrzyniom kraju i dyżurnym faworytkom każdych kolejnych rozgrywek. Najbardziej ekspresyjnie swoją radość wyrażała wówczas Hanna Andersson, co jest o tyle zrozumiałe, że to właśnie ona była autorką trafienia na wagę bezcennego remisu. Jak się jednak miało za chwilę okazać, głównym powodem aż tak wielkiej ekscytacji nie był wcale wywieziony z niezwykle trudnego terenu punkt, a fakt, iż najniższa na boisku Andersson wpisała się na listę strzelczyń po uderzeniu głową. Tak, czy inaczej, pierwsza niespodzianka nowej, ligowej kampanii została właśnie odnotowana, choć nawet wtedy mało kto postawiłby choćby centa na to, że Piteå przywita letnią przerwę w rozgrywkach z pięciopunktową przewagą nad broniącym tytułu Rosengård.

O ile pierwszy dzień sezonu 2023 oszczędził nam pogodowych anomalii, o tyle domowy debiut piłkarek z Norrköping w krajowej elicie odbywał się w warunkach, na które mocno narzekaliby nawet przyzwyczajeni do skrajnie niskich temperatur biathloniści i biegacze narciarscy. Upływający czas umilała nam dodatkowo śnieżna zamieć, ale nawet ona nie była w stanie zmieść z trybun spragnionych pierwszoligowego futbolu kibiców beniaminka z Östergötland. Dedykację i poświęcenie fanów najwyraźniej doceniły także same zawodniczki, w pełni zasłużenie pokonując 2-1 prowadzone przez trenera Olofa Unogårda Växjö. Co więcej, autorką premierowego, a zarazem historycznego gola dla IFK na pierwszoligowych boiskach została ściągnięta do klubu w ostatnich dniach okienka transferowego wprost z upalnej Adelajdy Australijka Chelsie Dawber. I chyba skandynawska zima tej piłkarce akurat rzeczywiście nie jest straszna, gdyż jak pokazały kolejne miesiące, to właśnie w tej fazie sezonu prezentowała się ona najlepiej. Całkiem udane wejście do Damallsvenskan zanotował także beniaminek z Uppsali, który kadrę na pierwszoligowe przygody montował w trybie extra last minute po karnej degradacji Eskilstuny. I choć rozsądek podpowiadał, że ta drużyna nie ma prawa uzbierać do końca roku więcej niż trzech punktów, to Johanna Renmark, Elin Rombing, Matilda Kristell i reszta ambitnego zespołu bardzo szybko pokazały ekspertom, jak niewiele znaczą wszystkie przedsezonowe przewidywania. I bardzo dobrze, ani trochę nie mamy im tego za złe i nieśmiało prosimy o powtórkę jesienią. Bo prawda jest taka, że z naszej perspektywy liga zdecydowanie najciekawsza jest wtedy, gdy dzieją się w niej rzeczy nieoczywiste.

Wiosna i lato obrodziły też w ligowe hity, które zazwyczaj potrafiły sprostać niemałym przecież oczekiwaniom, a zdarzało się, że czasami nawet je przerastały. Tak było chociażby podczas starcia Hammarby z Rosengård, w którym było absolutnie wszystko, czego życzylibyśmy sobie od futbolowego spektaklu najwyższej próby. Obie drużyny przez pewien czas prowadziły, obie potrafiły odwracać losy meczu, obie miały momenty absolutnej dominacji, nie zabrakło przy tym obronionych rzutów karnych, kartek dla trenerów, ostrych wejść, czy wreszcie odpowiedniego poziomu intensywności. I nawet jeśli po upływie kilku tygodni spotkanie to zdecydowanie najbardziej kojarzy nam się z osobą Anny Tamminen, to przecież w trakcie meczu wydawało się, że bohaterką numer jeden zostanie tego wieczora Janogy, albo Jansson, albo Sørbo, albo Schough… i tak można wyliczać dalej, bo każda z wymienionych przeżywała na przestrzeni dziewięćdziesięciu minut swoje naprawdę wspaniałe momenty. Pamiętnych widowisk w rundzie wiosennej obejrzeliśmy jednak zdecydowanie więcej, a niepowtarzalną dramaturgię miały chociażby liczne potyczki derbowe (Djurgården – Hammarby, Norrköping – Linköping, Kristianstad – Vittsjö), ligowo-pucharowy dwumecz pomiędzy Hammarby i Häcken, czy lekcja zespołowego futbolu na tak udzielona mistrzyniom z Malmö przez surowe nauczycielki z Linköping. Oj było na co (i na kogo) patrzeć i podziwiać!

Swoją cegiełkę do sukcesu całej ligi dołożyli także kibice, wśród których prym tradycyjnie wiedli ci z zielono-białej części szwedzkiej stolicy. Sympatycy Hammarby pierwszą próbkę swoich niemałych przecież możliwości dali już przed inauguracyjnym starciem z Vittsjö, a później było już tylko jeszcze lepiej i jeszcze bardziej efektownie. Wielu postronnych widzów zachwycało się oprawą z okazji rozgrywanego w Dzień Szwecji finału krajowego pucharu, ale warto docenić, iż fani Bajen w zasadzie na każdy mecz przygotowywali coś specjalnego, co w zamyśle miało ubarwić i dopełnić piłkarskie widowisko. Mieliśmy więc odnoszenie się bezpośrednio do spraw bieżących (terminarz), honorowanie bohaterek z przeszłości (Farley, Persson, Sundhage) oraz teraźniejszości (Gibson), godne pożegnanie kończącej bogatą karierę Hanny Folkesson, czy wreszcie życzenia dla piłkarek udających się na australijsko-nowozelandzki mundial. Warto jednak zauważyć, że po raz pierwszy w historii kibice Hammarby mają na krajowym podwórku realną konkurencję, a wszystko to za sprawą pojawienia się na pierwszoligowym horyzoncie IFK Norrköping. Absolutny beniaminek Damallsvenskan imponował nie tylko ogromną determinacją na boisku, a obrazki z wypełnionych po brzegi podczas derbów Östergötland trybun jednoznacznie pokazały, że gdyby o kolejności w tabeli decydowało wyłącznie zaangażowanie kibiców, to w Norrköping spokojnie mogliby szykować się do debiutu w europejskich pucharach. Choć patrząc na to, jak rozsądnie i długofalowo zarządzają tam klubem, to ten dzień i tak może nadejść szybciej niż wielu z nas mogłoby się spodziewać. I ani trochę nie dziwimy się, że My Cato i Wilma Leidhammar czują się na Platinumcars Arenie bardzo komfortowo, gdyż gra dla takiej publiczności to nie tylko spory obowiązek, ale także – a może przede wszystkim – wielka przyjemność. Skoro jesteśmy jeszcze w rubryce kibicowskiej, to warto docenić także rosnące frekwencje na stadionach w Piteå i Hisingen, bo choć wokalnie do najlepszego duetu wciąż brakuje tam sporo, to liczbowo zaczyna wyglądać to całkiem zacnie, co w pewnym sensie jest także następstwem wyników osiąganych na boisku przez zawodniczki tych klubów. W temacie decybeli wyróżnić możemy za to Vittsjö, co doskonale rozumie każdy, kto choć raz zdecydował się odwiedzić najsłynniejszą w całej Europie pierwszoligową wieś.

Ligowe zmagania powrócą pierwszego września i od razu tego dnia czekają nas dwa wyborne dania główne. Na początek… Piteå podejmie Rosengård i choć znów faworytek tej rywalizacji upatrywać będziemy raczej w drużynie z Malmö, to ewentualną stratę przez nią punktów tym razem przyjmiemy już chyba z większym zrozumieniem. No, chyba że stanie się to po kolejnym strzale głową w wykonaniu Hanny Andersson. Równie emocjonująco powinno być w Linköping, gdzie prowadzone przez nowego szkoleniowca wiceliderki z Bilbörsen Areny zmierzą się z prowadzonymi również przez nowego szkoleniowca liderkami z Hisingen. Mecz o tytuł? Zdecydowanie zbyt wcześnie na takie słowa, ale nie da się ukryć, że na przykład ewentualna wygrana gościń mocno ułatwiłaby im start w decydującą fazę sezonu. Tym wszystkim jeszcze zdążymy się jednak wystarczająco emocjonować, a póki co zamknijmy pierwszą część ligowych zmagań szybką ankietą w formie podsumowania. Trzymaj się, kochana ligo, widzimy się za niespełna dwa miesiące! Nie przejmuj się, zleci szybko!


Damallsvenskan – kolekcja zima/wiosna/lato 2023

23 razy ligowe NAJ:

NAJlepsza strzelczyni: Cornelia Kapocs (Linköping, 13 goli)

NAJlepsza asystentka: Olivia Schough (Rosengård, 8 asyst)

NAJwięcej punktów: Olivia Schough (Rosengård, 20 pkt., 12 + 8)

NAJwięcej strzelonych goli: Rosengård (41)

NAJmniej straconych goli: Häcken (5)

NAJlepszy mecz: Hammarby – Rosengård (2-2)

NAJlepsze derby: Norrköping – Linköping (0-0)

NAJładniejszy gol: Cornelia Kapocs (Linköping) vs Rosengård

NAJlepsza bramkarka: Anna Tamminen (Hammarby)

NAJlepsza stoperka: Josefine Rybrink (Häcken)

NAJlepsza wahadłowa: Anna Sandberg (Häcken)

NAJlepsza śr. pomocniczka: Marika Bergman Lundin (Häcken)

NAJlepsza of. pomocniczka: Yuka Momiki (Linköping)

NAJlepsza skrzydłowa: Olivia Schough (Rosengård)

NAJlepsza napastniczka: Evelyn Ijeh (Växjö)

NAJlepszy występ indywidualny: Anna Tamminen (Hammarby) vs Rosengård

NAJlepszy występ drużynowy: Linköping vs Rosengård

NAJwiększe odkrycie: My Cato (Norrköping)

NAJwiększy nieodkryty talent: Johanna Renmark (Uppsala)

NAJbardziej niedoceniana piłkarka: Nellie Karlsson (Linköping)

NAJwięcej minut piłkarek U-20: Uppsala (3939)

NAJwyższa średnia frekwencja: Hammarby (2271 widzów / mecz)

NAJlepsze w klasyfikacji fair play: Norrköping (7 ż. / 0 cz.)

Drużyna miesiąca – lipiec

Bramkarka

team_01

Najlepsza na placu gry przeciwko Rosengård, choć w Malmö piłkarkom ambitnego beniaminka nie udało się wyszarpać choćby jednego punktu. Z zachodniego Sztokholmu podopieczne trenera Fredheima wracały już jednak z pełną pulą, w czym także spora zasługa niezwykle pewnie interweniującej bramkarki. A brakowało naprawdę niewiele, aby niewątpliwie udany miesiąc zamknęła niespodziewanym bonusem w postaci asysty przy trzecim golu dla IFK. Ten jednak finalnie nie padł, dzięki czemu to Erin McLeod oraz Jennifer Falk wciąż pozostają ostatnimi golkiperkami, które skutecznie zapunktowały w meczu naszej ligi.

Obrończynie

team_02

Defensywa z Piteå była w dwóch ostatnich kolejkach niemal bezbłędna, a w niezwykle szczelnym, pięcioosobowym bloku prym zdecydowanie wiódł duet krajowych stoperek. Pozyskana tej zimy z Umeå Carlsson w obu spotkaniach zapisała na swoim koncie interwencje, które spokojnie powinny znaleźć się wśród najbardziej spektakularnych zagrań tygodnia, zaś partnerująca jej Löfqvist imponowała procentem wygranych pojedynków z napastniczkami dwóch niezwykle groźnych, sztokholmskich drużyn. Na obu wahadłach stawiamy na energię, kreację i dynamikę, bez której ani w Linköping, ani w Vittsjö nie udawaliby się właśnie na letni wypoczynek w aż tak wybornych nastrojach.

Pomocniczki

team_03

Trudno powiedzieć, jak silna jest japońska druga linia, ale jej moc musi być doprawdy niezwykła, skoro taka wirtuozka futbolu jak Yuka Momiki lekką ręką znalazła się poza kadrą trenera Ikedy na nadchodzący mundial. W kontekście reprezentacji nie wspomina się póki co nazwiska Elin Nilsson, ale w Växjö wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że punktowy wynik mocno ponad stan jest w dużej części jej zasługą. Dwa efektowne zwycięstwa i jedenaście strzelonych goli – w Vittsjö postanowili zakończyć wiosenno-letnie granie naprawdę mocnym uderzeniem. Znana z doskonałego podania Finka Rantala tym razem postanowiła strzelać (i trafiać) jak na zawołanie, a w drugiej linii rolę liderki wzięła na siebie nieustępliwa i waleczna Persson, która pod nieobecność pauzującej za kartki Gorry wywiązała się z tej roli na tyle wybornie, że zachwyceni tym faktem fani z północnej Skanii fetowali ją specjalnie dedykowaną przyśpiewką.

Napastniczki

team_04

Była już odkryciem, a teraz przyszedł czas, aby powalczyć o jeszcze ambitniejsze cele. Choć Cornelia Kapocs nie ma w świecie futbolu aż tak rozpoznawalnego nazwiska jak inne czołowe napastniczki ligi, to w najmniejszym stopniu nie przeszkadza jej to w skutecznym szturmowaniu kolejnych szczytów. Wybitną formę złapała w okolicach początku czerwca i od tamtej pory ani myśli zwalniać tempa, tworząc fenomenalny tercet z Yuką Momiki oraz Cathinką Tandberg. Zdecydowanie bogatsze CV ma za to Anna Anvegård, ale nie jest wykluczone, że dwukrotna królowa strzelczyń Damallsvenskan właśnie zgłosiła akces to walki o jeszcze jeden indywidualny tytuł. A korzysta na tym przede wszystkim zespół, bo kto wie, czy bez znajdującej się w ewidentnym uderzeniu 26-latki, kapitalna seria liderek z Hisingen niespodziewanie nie zakończyłaby się na przykład w miniony piątek.


july

Sofia Hjern (Norrköping) – Stina Lennartsson (Linköping), Ellen Löfqvist (Piteå), Wilma Carlsson (Piteå), Charlotte Grant (Vittsjö) – Yuka Momiki (Linköping), Elin Nilsson (Växjö), Nellie Persson (Vittsjö), Jutta Rantala (Vittsjö) – Cornelia Kapocs (Linköping), Anna Anvegård (Häcken)