Cool-ashi!!

kullashi

Dwie bohaterki dzisiejszego meczu (Fot. SvFF)

Gdyby relację z zakończonego właśnie meczu w Kapsztadzie ograniczyć wyłącznie do jego pierwszej odsłony, moglibyśmy z pełną odpowiedzialnością napisać o najsłabszym występie szwedzkiej kadry za kadencji Petera Gerhardssona. Na szczęście, piłkarskie widowiska mają tę zaletę, że kończą się nie po czterdziestu pięciu, a po dziewięćdziesięciu minutach gry, a po przerwie obejrzeliśmy już zdecydowanie lepsze oblicze naszych piłkarek. Wciąż nie był to oczywiście poziom, który sprawiłby, że styczniową eskapadę do Afryki będziemy po latach wspominać z wypiekami na twarzach, ale możemy być pewni, że przynajmniej jedna szwedzka piłkarka dzisiejsze popołudnie zapamięta do końca życia. Osiemnastoletnia Loreta Kullashi potrzebowała zaledwie 62 sekund i jednego kontaktu z piłką, aby rozpocząć strzelanie w dorosłej reprezentacji, a nieco ponad kwadrans później precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego ustaliła wynik spotkania na 3-0. Debiut napastniczki Eskilstuny mógł być jeszcze bardziej okazały, ale w doliczonym czasie gry trójka sędziowska z Lesotho nie zdecydowała się na podyktowanie rzutu karnego za faul Bambanani Mbane na zawodniczce z Tunavallen, która w takich okolicznościach najpewniej sama podeszłaby do ustawionej na jedenastym metrze futbolówki. Na hat-trick w niebiesko-żółtych barwach Kullashi będzie musiała jednak jeszcze trochę poczekać, ale jesteśmy dziwnie spokojni, że ten fakt w najmniejszym stopniu nie popsuje jej triumfalnego powrotu do klubu.

Oprócz autorki dwóch goli, na wyróżnienie zasłużyła także Kosovare Asllani, która kontynuuje passę bardzo solidnych występów w reprezentacji. Od początku kadencji Gerhardssona, rzucana przez poprzednią selekcjonerkę z pozycji na pozycję piłkarka Linköping jest konsekwentnie wystawiana na ósemce i wydaje się, że właśnie w tej roli jej potencjał wykorzystywany jest tak, aby przynosił zespołowi najwięcej korzyści. Asllani kolejny raz była bowiem zdecydowanie najbardziej aktywną spośród tercetu środkowych pomocniczek, a jej asysta przy otwierającym wynik spektakularnym samobóju Mbane była dziś przysłowiową wisienką na torcie. Po stronie plusów mecz przeciwko RPA zapisać mogą ponadto Stina Blackstenius oraz Sofia Jakobsson, choć obie ofensywne piłkarki z Montpellier z pewnością wolałyby okrasić swój występ przynajmniej jednym golem. Pomimo kilku okazji, żadnej z napastniczek wicemistrza Francji nie udało się jednak znaleźć sposobu na pokonanie Kaylin Swart, choć po atomowym strzale Jakobsson gospodynie ratować musiała poprzeczka, a po jednej z prób Blackstenius – ofiarna interwencja Lebohang Ramalepe.

Sporo uwag możemy mieć za to do postawy szwedzkiej defensywy, gdyż tak naprawdę żadna z piłkarek tej formacji nie może powiedzieć, że zagrała dziś bezbłędne zawody. Kiksy oraz błędy w ustawieniu popełniały solidarnie Sembrant, Ilestedt i Eriksson, ale – na nasze szczęście – żaden z nich nie zakończył się tym razem utratą gola, dzięki czemu w czwartym meczu za kadencji obecnego selekcjonera znów udało się zachować czyste konto. Tym razem największa jednak w tym zasługa Sduduzo Dlamimi, a także Thembi Kgatlany, które pomimo przynajmniej trzech naprawdę dogodnych okazji, ani razu nie zmusiły Hildy Carlén do kapitulacji. To właśnie ze strony niezwykle dynamicznej Kgatlany, a także posyłającej niebezpieczne, prostopadłe podania w jej kierunku Esau, szczególnie w pierwszej połowie na szwedzką defensywę czyhało największe zagrożenie, a nasze obrończynie nie zawsze i nie w pełni potrafiły je zneutralizować. W meczach o punkty zdecydowanie lepszej postawy z pewnością będziemy oczekiwać także od duetu Caroline Seger – Elin Rubensson, gdyż obie zdecydowanie zbyt rzadko brały dziś na siebie ciężar rozgrywania piłki i nie stanowiły dostatecznego wsparcia dla znacznie bardziej widocznej Asllani, a także od Olivii Schough, która wróciła do wyjściowej jedenastki w doskonale nam znanym stylu. Chęci było sporo, wiatru jeszcze więcej, ale wymiernych efektów z obecności skrzydłowej Göteborga na boisku – stosunkowo niewiele.

Zdecydowanie najgorszą wiadomością z punktu widzenia zarówno kadry, jak i zainteresowanych klubów jest jednak to, że aż dwie piłkarki wracają z afrykańskiego zgrupowania z urazami. W Sztokholmie oraz w Linköping z pewnością mają nadzieję, że kontuzje odpowiednio Emmy Holmgren oraz Liny Hurtig nie okażą się na tyle groźne, aby miały negatywny wpływ na przygotowanie obu zawodniczek do rozpoczynającego się niebawem sezonu. Już w połowie lutego czekają nas bowiem emocje w postaci meczów fazy grupowej Pucharu Szwecji, a za niewiele ponad miesiąc znów w centrum uwagi znajdzie się reprezentacja, która zgodnie z wieloletnią tradycją uda się na gościnne występy do portugalskiego Algarve.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s