Mistrz, mistrz, Rosengård!

FB6AZPfX0AgXtV0

(Grafika: FC Rosengård)

Ileż to razy padały już słynne słowa, że Damallsvenskan to taka liga, w której niemożliwe naprawdę nie istnieje. Nie może jednak być inaczej, skoro każdy kolejny tydzień przynosi nam historie, których nawet najbardziej wprawny reżyser nie byłby w stanie wyreżyserować. Ot, weźmy chociażby na tapet dzisiejszą rywalizację AIK z Häcken. Doskonale pamiętamy wiosenne starcie tych zespołów i choć drużyna z Solnej wystąpiła wówczas w składzie dalekim od optymalnego, to jednak wynik 10-0 dość jednoznacznie sugerował znaczną różnicę klas. Nic więc dziwnego, że nie było wielu takich, którzy prorokowali ekipie prowadzonej przez Matsa Grena kłopoty na Skytteholms IP. Oczywiście, gdzieś z tyłu głowy pozostawał fakt, że ustępujące mistrzynie kraju mają obecnie niezwykle napięty terminarz, a regeneracja po czwartkowej, wyjazdowej rywalizacji z Bayernem nie będzie pełna, ale jednak potencjał kadrowy Häcken wydawał się na tyle duży, że na stosunkowo pewne pokonanie beniaminka ze stolicy powinien spokojnie wystarczyć. Cóż, nic bardziej mylnego! Piłkarki z Hisingen nie dość, że rozegrały swój czwarty z rzędu (!) mecz na zero z przodu, to jeszcze po jego zakończeniu nie mają prawa narzekać, że przegrały swoją szansę przez wyjątkowy niefart. Jasne, to przyjezdne przez większą część meczu dyktowały warunki gry na sztokholmskim stadionie, ale klarownych okazji na pokonanie Milli-Maj Majasaari nie stworzyły sobie znowu aż tak wiele. I choć Blackstenius, Kaneryd, czy Ökvist spokojnie mogły (a może nawet powinny) wcisnąć gola na wagę trzech punktów, to swoje szanse na zgarnięcie pełnej puli miały dziś także podopieczne Maiju Ruotsalainen. Co więcej, to gospodynie stanęły przed szansą na rozstrzygnięcie meczu w czwartej minucie doliczonego czasu gry po stałym fragmencie, co niejako potwierdza tezę, że o żadnej nawałnicy na bramkę AIK w końcówce nie mogło być mowy. A strata punktów okazała się z punktu widzenia Häcken o tyle problematyczna, że tym samym Rosengård stanął przed szansą, aby już dziś definitywnie zakończyć mistrzowski wyścig. Aby tak się stało, trzeba jednak było jeszcze przywieźć komplet punktów z dalekiego Piteå, gdzie pogoda bynajmniej nie zachęcała do gry w piłkę.

Nie było to zdecydowanie problemem dla Olivii Schough, która już w ósmej minucie rozpoczęła strzelanie na LF Arenie. Pozyskana przed rozpoczęciem obecnego sezonu ze stołecznego Djurgården skrzydłowa, która kilka miesięcy temu świętowała swoje trzydzieste urodziny, nie zamierzała jednak się w tym punkcie zatrzymywać. I zupełnie jak przed tygodniem w rywalizacji z Linköping, znów poniosła swój zespół ku zwycięstwu. Do szybko zdobytego gola dołożyła jeszcze asystę, a na kwadrans przed końcem zabrakło jej dosłownie centymetrów, aby ponownie wpisać się na listę strzelczyń. Nas szczęście dla Rosengård, w tej fazie meczu w zdobywaniu goli skutecznie wyręczyła ją Stefanie Sanders. Pozyskana z Freiburga niemiecka napastniczka, która nie cieszyła się zaufaniem ani Jonasa Eidevalla, ani Renée Slegers, wystąpiła dziś w wyjściowej jedenastce wyłącznie dlatego, że kontuzjowana jest Mimmi Larsson, a Loreta Kullashi musiała pauzować za kartki. I z prawdopodobieństwem bliskim pewności możemy założyć, że tego meczu urodzona w miasteczku Soltau piłkarka nie zapomni do końca kariery. Dwa strzelone przez nią gole znacząco przyczyniły się do tego, że komplet punktów pojechał ostatecznie do Malmö, a efektowne (choć sytuacyjne) trafienie z 78. minuty stało się golem na wagę dwunastego w historii tytułu dla Rosengård. To właśnie Schough, Sanders, kreatorka drugiej linii Ria Öling oraz długo wyczekiwana rekonwalescentka Jelena Cankovic dołożyły zdecydowanie największą cegiełkę do tego, że już dziś możemy oficjalnie słać wiadomości gratulacyjne do Skanii. Defensywa FCR znów nie zachwyciła, aż dwukrotnie dała się zaskoczyć, ale z przodu tym razem zgadzało się absolutnie wszystko. Znacie powiedzenie, że atak wygrywa mecze, a obrona mistrzostwo? Jest w nim oczywiście mnóstwo prawdy, choć z drugiej strony … nie da się przecież wygrać mistrzostwa bez zwyciężania pojedynczych meczów. W Malmö coś na ten temat wiedzą i dlatego to właśnie tam mają w tej chwili powody do świętowania. Bo trzeba uczciwie i całkowicie bezstronnie przyznać, że tytuł wywalczyła drużyna w przekroju całego sezonu najlepsza. A zatem: gratulacje i dobrej zabawy podczas długiego lotu do domu! Mistrz, mistrz, Rosengård! 

Do zobaczenia, Växjö!

svt

Cztery lata i czas na przerwę – Växjö żegna się z Damallsvenskan (Fot. SVT)

Ten projekt miał być naznaczony pasmem wielkich sukcesów i kto wie, być może w przyszłości właśnie tak się stanie. Póki co trzeba jednak zrobić jeden całkowicie nieplanowany krok w tył. Rok 2021 zapisze się bowiem w historii futbolu w Växjö jako rok spadku miejscowego klubu z Damallsvenskan. Po czterech latach gry w najwyższej klasie rozgrywkowej, drużyna ze Småland żegna się z pierwszoligowym graniem i w kolejnym sezonie będzie występować na boiskach Elitettan.

Długi czas zanosiło się na to, że już poprzedni sezon okaże się dla piłkarek z Växjö pechowy. Na półmetku rozgrywek klub zajmował ostatnią lokatę w ligowej tabeli, ale letnie roszady w sztabie szkoleniowym przyniosły wówczas oczekiwany impuls. Pod wodzą Marii Nilsson ekipa ze Småland nie tylko uratowała ligowy byt, ale dzięki zabójczemu wręcz finiszowi wdarła się do górnej połówki. Szóste miejsce na koniec rozgrywek było najlepszym jak dotąd osiągnięciem w historii pierwszoligowych występów piłkarek z VISMA Areny, co jeszcze bardziej podkręcało oczekiwania przed kolejnym sezonem. Niestety, rok 2021 rozpoczął się dla Växjö równie katastrofalnie i choć druga połowa rundy jesiennej raz jeszcze przyniosła mocny zryw, to tym razem poniesionych wcześniej strat nie udało się już nadrobić. I choć pieczątkę na degradacji ostatecznie postawiły wczoraj Momiki, Selerud, Ellingsen, Kanu i Vangsgaard, to walkę o uratowanie Damallsvenskan drużyna Marii Nilsson przegrała zdecydowanie wcześniej. Przegrała, choć na pewno na przestrzeni minionego roku nie była najsłabszym ogniwem szwedzkiej pierwszej ligi. Futbol to jednak o tyle brutalna gra, że wszystko tak naprawdę determinuje w nim wynik. A jeśli nie potrafi się udokumentować niezłej gry golem, to jest to zazwyczaj zapowiedź nadchodzących problemów. W Växjö problemy ze skutecznością były ostatnimi czasy elementem klubowej codzienności, więc nie możemy się dziwić, że na wiosnę przyszłego roku VISMA Arenę odwiedzać będą kluby z Sunne i Alingsås, a nie z Kristianstad, czy Eskilstuny.

Mecz na Linköping Arenie był zresztą doskonałą ilustracją tego, jak wyglądał sezon 2021 w wykonaniu piłkarek Växjö. Przez pierwsze dwa kwadranse to do podopiecznych Marii Nilsson należała inicjatywa i to one – za sprawą Juliette Kemppi – stworzyły sobie najlepszą okazję do otwarcia wyniku. Strzał fińskiej snajperki minął jednak o kilkanaście centymetrów słupek bramki Cajsy Andersson, a dynamiczny rajd Stiny Lennartsson udanie zastopowała Nilla Fischer. Gospodynie natomiast, gdy już zaatakowały, to zrobiły to na tyle skutecznie, że już do przerwy w zasadzie całkowicie rozstrzygnęły losy meczu. Formą dnia w ekipie Andrée Jeglertza imponował przede wszystkim japońsko – szwedzko – duński tercet złożony z Yuki Momiki, Alvy Selerud oraz Amalie Vangsgaard i to on dołożył ogromną cegiełkę do tego, że Linköping w naprawdę świetnym stylu przełamał ostatecznie passę meczów bez zwycięstwa. W Växjö poniżej swojego standardowego poziomu zagrała przede wszystkim defensywa, która szczególnie w końcówce pierwszej połowy zdecydowanie zbyt łatwo dawała się ogrywać piłkarkom LFC, ale w przekroju całego sezonu akurat do tej formacji mogą mieć w Småland najmniejsze pretensje. Kiedy jednak definitywnie i nieodwołalnie spadasz na zaplecze Damallsvenskan już na trzy kolejki przed końcem sezonu, jest to naprawdę małe pocieszenie. A w Växjö będą musieli wykorzystać jesienno-zimowe wieczory na to, aby poniesioną w tym roku porażkę spróbować przekuć w coś zdecydowanie bardziej konstruktywnego. Bo choć może wydawać się to nieco abstrakcyjnie, to w sporcie na bazie prawie każdej klęski da się zbudować sukces. Trzeba tylko mieć na niego naprawdę dobry pomysł.

Historia szwedzkiej piłki klubowej doskonale zna jednak przypadki, w których degradacja okazywała się w dalszej perspektywie szansą na ponowne otwarcie i wyciągnięcie wniosków z popełnionych wcześniej błędów. Nowemu zarządowi Växjö pozostaje zatem życzyć, aby pobyt na zapleczu Damallsvenskan rzeczywiście okazał się swoistym, futbolowym katharsis. A gdy to już nastąpi, będziemy względnie spokojni o to, że historia wielkiej piłki w zielonej stolicy Szwecji dopiero zaczyna się pisać, a jej najwspanialsze rozdziały wciąż są przed nami. Póki co z pierwszoligowym graniem trzeba się na chwilę rozstać, ale w Växjö wciąż dysponują na tyle mocnymi kartami, że być może już wiosną znów będziemy zapraszać na hitową transmisję z VISMA Areny. Wszak nie tak dawno Umeå dało przykład, jak powracać na boiska Damallsvenskan w naprawdę spektakularnym stylu.

Bez pomysłu, bez punktów

fcb

Raz, dwa, trzy, cztery + Bayern zapisał na swoim koncie pewne zwycięstwo (Fot. Getty Images)

Jeżeli starcie na monachijskim Campusie miało dać nam odpowiedź na pytanie, czy mistrzynie Szwecji są na ten moment w stanie nawiązać równorzędną walkę z najlepszymi drużynami Europy kontynentalnej, to po pierwszym kwadransie nie mieliśmy zbyt wielu powodów do optymizmu. Już w drugiej minucie ze strony Bayernu przyszło bowiem pierwsze ostrzeżenie, kiedy to defensywie z Hisingen urwała się Lineth Beerensteyn i od błyskawicznej utraty gola uratował zespół Matsa Grena słupek. Właściwe wnioski z tej sytuacji nie zostały jednak najwyraźniej wyciągnięte, gdyż po swojej prawej stronie zawodniczki z Bawarii niezmiennie miały autostradę na pole karne Häcken, z której to – wobec stosunkowo biernej postawy Lotty Ökvist oraz Luny Gevitz – zdarzało się im korzystać nadzwyczaj często. Żeby jednak w przyrodzie była równowaga, dwa szybkie gole przyniosły im jednak ataki przeprowadzone lewą flanką. Za pierwszym razem Lea Schüller bez skrupułów wykorzystała fatalne nieporozumienie na linii Elin Rubensson – Jennifer Falk, a za drugim najlepsza snajperka Bayernu w niezwykle efektowny sposóp zamknęła celnym strzałem głową centrę Giulii Gwinn, która z kolei została perfekcyjnie obsłużona przez Lindę Dallmann. Ta ostatnia także miała zresztą niemałą chrapkę na to, aby wpisać się na listę strzelczyń, ale na drodze do szczęścia stanęło jej – jak to mawiają nasi niemieccy koledzy – aluminium.

A jak w tym wszystkim odnajdywał się Häcken? Cóż, trudno powiedzieć, aby mistrzynie Szwecji zostały w Monachium zmiażdżone, ale wyłączając jedno dośrodkowanie Blackstenius w kierunku Larsen, zagrożenie pod bramką Laury Benkarth udawało im się stwarzać wyłącznie po stałych fragmentach gry. A i wówczas niemiecka golkiperka nie musiała bynajmniej wykazywać się swoim najwyższym kunsztem. Zdecydowanie groźniejsze i bardziej konkretne cały czas były za to ofensywne próby gospodyń, które może z upływem czasu przeszły na delikatny tryb ekonomiczny, ale ani trochę nie przeszkadzało im to w kreowaniu kolejnych okazji pod bramką Jennifer Falk. Nieco bardziej obiecujący obraz gry przyniósł nam początek drugiej połowy, kiedy to doczekaliśmy się nawet celnego strzału ze strony Stiny Blackstenius. Zwycięstwo Bayernu nie było jednak zagrożone ani przez moment, w czym spora zasługa między innymi doskonale znanej fanom Damallsvenskan Glodis Perli Viggosdottir. Islandzka stoperka zdecydowaniem i pewnością interwencji imponowała nawet na tle swojej klubowej koleżanki, doświadczonej Saki Kumagai, co jak doskonale wiemy jest naprawdę nie lada wyczynem. Ze swoich zadań świetnie wywiązywały się także obie wahadłowe FCB w osobach Hanny Glas oraz Giulii Gwinn i to właśnie za ich sprawą defensorki Häcken nie mogły tracić czujności choćby na sekundę. Boleśnie przekonała się o tym Julia Karlernäs, która w całkowicie niewytłumaczalny sposób straciła piłkę tuż przed własnym polem karnym, z czego skwapliwie skorzystała Dallmann, w praktyce na dobre zamykając ten mecz. W końcówce zawodniczki z Västergötland postarały się o jeszcze jeden zryw, ale pomimo ambitnej postawy Filippy Curmark i Julii Zigiotti, honorowego gola na stadionie w Monachium nie udało się strzelić. Pieczątkę na i tak efektownym zwycięstwie postawiły za to gospodynie, a konkretnie rezerwowa Jovana Damnjanovic, która w doliczonym czasie gry ustaliła wynik rywalizacji na 4-0.

Po dwóch kolejkach fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzyń BK Häcken wciąż pozostaje nie tylko bez punktu, ale i bez choćby jednego zdobytego gola. Najbliższa szansa na zmianę tego stanu rzeczy nadarzy się podczas listopadowego dwumeczu z portugalską Benfiką, który to będzie dla podopiecznych Matsa Grena absolutnie ostatnią szansą na to, aby jeszcze zahaczyć się do gry o cokolwiek. Piłkarki z Lizbony już kilkukrotnie udowadniały, że w obecnym sezonie stać je na naprawdę dobre występy w Europie, więc z tym większą ekscytacją będziemy wyczekiwać tych spotkań. I niezmiennie żyjemy nadzieją, że to właśnie od nich rozpocznie się lepsza passa piłkarek z Hisingen w historycznej edycji Ligi Mistrzyń. Bo potencjał, aby swoją obecność na tym etapie rozgrywek zaznaczyć zdecydowanie bardziej wyraźnie, ewidentnie w kadrze mistrzyń Szwecji jest.


14.10.2021.

Liga Mistrzyń 2021/22 – grupa D

FC Bayern München 4-0 BK Häcken

1-0 Schüller 8., 2-0 Schüller 11., 3-0 Dallmann 71., 4-0 Damnjanovic 90+1.

Bayern: Benkarth – Glas (82. Vilhjalmsdottir), Viggosdottir, Kumagai, Gwinn – Zadrazil (74. Demann) – Jakobsson (58. Rall), Magull, Dallmann (74. Damnjanovic), Beerensteyn – Schüller

Häcken: Falk – Rubensson, Gevitz, Kullberg, Ökvist – Curmark, Karlernäs (78. Gejl) – Kaneryd (86. Zomers), Zigiotti, Larsen – Blackstenius


W drugim meczu grupy D Olympique Lyon pewnie pokonał portugalską Benfikę 5-0, umacniając się w ten sposób na pierwszym miejscu w tabeli. W kolejnej serii spotkań wicemistrzynie Francji podejmą na własnym boisku monachijski Bayern.

20. kolejka – zapowiedź

unisport-tunavallen3

Na Tunavallen znów czekają nas derbowe emocje (Fot. UniSport)

Liga, puchary krajowe i europejskie, a już za chwilę kolejne okienko reprezentacyjne – piłkarska runda jesienna pędzi jak szalona i ani myśli się zatrzymywać. Zanim jednak kadrowiczki wszystkich nacji rozjadą się na zgrupowania, przed nami jeszcze jeden emocjonujący weekend z Damallsvenskan, podczas którego w teorii możemy poznać zarówno mistrza, jak i spadkowicza, ale nie jest też wykluczone, że w niedzielę wieczorem będziemy wiedzieli … jeszcze mniej niż na chwilę obecną. Bo taka już jest ta nasza nieprzewidywalna liga i między innymi za to ją przecież pokochaliśmy.

Naszą błyskawiczną zapowiedź zaczniemy niestandardowo, czyli … chronologicznie. Już dziś wieczorem na Linköping Arenie podopieczne Andrée Jeglertza podejmą Växjö i jeśli tego meczu nie przegrają, to klub ze Småland definitywnie pożegna się z marzeniami o pozostaniu w Damallsvenskan na kolejny sezon. Wskazanie faworytek tej potyczki nie jest jednak łatwym zadaniem, gdyż klub z Östergötland jesienią zawodzi na całej linii, a przedłużająca się seria rozczarowujących występów i brak perspektyw na walkę o jakikolwiek wymierny sukces z pewnością nie wpływają budująco na morale w szatni zespołu. Z drugiej jednak strony, po raz pierwszy od dawna w pełni gotowy do gry wydaje się być podstawowy duet napastniczek LFC, a pomocniczki pokroju Sofie Bredgaard, czy Yuki Momiki także powinny gwarantować konkretną, sportową jakość. Czy wystarczy jej jednak na zdeterminowane jak nigdy wcześniej Växjö? Tutaj pewności mieć nie możemy, tym bardziej, że na przykład Adelina Engman wciąż czeka na swojego premierowego, ligowego gola po powrocie na szwedzkie boiska. A wiemy, że w przypadku takich zawodniczek strzelecka posucha nie może przedłużać się przecież w nieskończoność.

Niezwykle ciekawie zapowiada się także korespondencyjna (choć nie tylko) rywalizacja o miejsce na najniższym stopniu ligowego podium. Od pewnego czasu zajmują je oczywiście piłkarki z Eskilstuny, ale ich sprzymierzeńcem zdecydowanie nie jest terminarz. W najbliższej kolejce na Tunavallen przyjedzie Örebro i choć ekipa prowadzona przez Rickarda Johanssona nie gra już o nic poza prestiżem, to o determinację zawodniczek z Behrn Areny na derbowe starcie możemy być akurat całkowicie spokojni. Tym bardziej, że przyjezdne udadzą się do Sörmland opromienione niespotykaną od dawna passą; z siedmiu ostatnich meczów piłkarki z Örebro przegrały tylko jeden, a aż pięciokrotnie schodziły z boiska jako zwyciężczynie. Eskilstunie zadania nie ułatwi ponadto absencja pauzującej za kartki Felicii Rogic, czyli napastniczki, którą zdecydowanie niełatwo zastąpić. Na potknięcie United czekać będą w Kristianstad, choć podopieczne Elisabet Gunnarsdottir także czeka w sobotę niełatwa przeprawa. W obecnych rozgrywkach nikomu nie gra się bowiem łatwo na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie, a Djurgården za kadencji Magnusa Pålssona jeszcze nigdy nie zanotował trzech kolejnych porażek. Przed Sveindis Jane Jonsdottir i całą resztą Pomarańczowej Armii także zatem całkiem poważne wyzwanie. Kalkulacji i miękkiego granie na pewno nie będzie za to w Vittsjö, gdzie sytuacja jest całkowicie jasna i klarowna. Kto przegra, ten w zasadzie na dobre wypada z walki o puchary, a takiego scenariusza nie chcieliby ani w północnej Skanii, ani w południowym Sztokholmie. A to sprawia, że jeszcze bardziej niecierpliwie wyczekujemy pojedynku strzeleckiego Fernandy da Silvy oraz Madelen Janogy.

I wreszcie nasza eksportowa dwójka, która tym razem wejdzie do gry w niedzielę. To właśnie tego dnia Rosengård stanie przed szansą przypieczętowania dwunastego w historii klubu tytułu mistrza Szwecji, ale aby tak się stało, spełnione muszą zostać dwa podstawowe warunki. Pierwszy, chyba nieco łatwiejszy do realizacji, zakłada zwycięstwo podopiecznych Renée Slegers nad wciąż niepewnym ligowego utrzymania Piteå. Drugi to strata punktów przez Häcken w rywalizacji z AIK i mając na uwadze wiosenną konfrontację tych zespołów, akurat w taki przebieg wydarzeń niezwykle trudno uwierzyć. Choć z drugiej strony, nie byłby to przecież pierwszy przypadek, gdy Damallsvenskan zaskakuje nas w najmniej spodziewanym momencie.


Zestaw par 20. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Faza grupowa skompletowana

bildblock-damernas-svcup

Starciem Borgeby z Rosengård zakończyliśmy tegoroczne granie w Pucharze Szwecji. Do grupy szesnastu szczęśliwców, którzy wciąż zachowują szansę na zdobycie trofeum, dołączyły ostatecznie piłkarki Renée Slegers, choć niejako zgodnie z tradycją, zwycięstwo nad znacznie niżej notowanym rywalem nie przyszło im wcale łatwo. Jeszcze na kwadrans przed końcem meczu na tablicy wyników widniał remis 2-2, ale dwa gole last minute liderek Damallsvenskan sprawiły, że to w Malmö mogli pogratulować sobie awansu do kolejnej fazy rozgrywek. Styl, w jakim udało się go osiągnąć, z pewnością nie budzi jednak entuzjazmu fanów Rosengård i to pomimo wielu zmian w wyjściowej jedenastce, na które zdecydowała się holenderska trenerka FCR. Jedynym tak naprawdę powodem do optymizmu może być znakomita forma strzelecka Stefanie Sanders, która w rywalizacji z Borgeby ustrzeliła hat-tricka. Jest to o tyle istotne, że pod nieobecność Mimmi Larsson oraz Lorety Kullashi, to właśnie na byłej piłkarce Freiburga będzie opierać się formacja ofensywna klubu z Malmö w arcyważnym meczu na LF Arenie.

Zdecydowana większość pierwszoligowców swoje pucharowe obowiązki wypełniła jednak bez niepotrzebnych turbulencji i do tego grona zaliczyć możemy na przykład: Häcken (6-0 z GDFF), Kristianstad (6-1 z Eskilsminne), Djurgården (5-0 z Boo), czy Örebro (7-0 z Västerås). Wielkich emocji nie zabrakło za to w potyczkach derbowych. W rywalizacji klubów ze stolicy Bromma pokonała AIK 3-2, po meczu pełnym efektownych goli i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Dogrywka była natomiast niezbędna do wyłonienia zwycięzcy starcia, którego stawką był prymat w Småland. Gol Juliette Kemppi sprawił, że z awansu ostatecznie cieszyli się w Växjö, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że za kilka (tygo)dni to w Kalmarze fani futbolu będą znajdować się w zdecydowanie lepszych humorach.

Trzecia runda Pucharu Szwecji przyniosła nam także niespodzianki. Tę zdecydowanie największą sprawiły piłkarki Jitexu, które wyrzuciły za burtę pierwszoligowe Vittsjö. Rezultat osiągnięty przez ekipę z Möldnal jest tym bardziej imponujący, że to pierwszoligowiec rozpoczął strzelanie na Åbyvallen. Gole Stinalisy Johansson oraz Fanny Linderoth pozwoliły jednak podopiecznym Kajsy Tornfalk skutecznie odwrócić losy rywalizacji. Po rocznej przerwie, w fazie grupowej zameldowało się także Piteå, które w najskromniejszych możliwych rozmiarach pokonało drugoligowe Morön. Co ciekawe, złotego gola na wagę awansu niedawnych mistrzyń Szwecji strzeliła Katrina Guillou, czyli dokładnie ta sama piłkarka, która niespełna dwanaście miesięcy wcześniej, na tym samym etapie rozgrywek, zakończyła pucharową przygodę piłkarek Stellana Carlssona.


Puchar Szwecji – 3. runda (komplet wyników):

Göteborgs DFF  0-6  BK Häcken

Bollstanäs SK  3-2  IK Uppsala

IFK Kalmar  2-3 (dogr.)  Växjö DFF

Boo FF  0-5  Djurgårdens IF

Eskilsminne IF  1-6  Kristianstads DFF

Jitex BK  2-1  Vittsjö GIK

Husqvarna FF  0-3  Linköpings FC

IFK Norrköping  1-2  Eskilstuna United

Västerås BK  0-7  KIF Örebro

Sätra SK  0-3  Hammarby IF

IF Bromma  3-2  AIK FF

Kvarnsvedens IK  1-3  Mallbackens IF

Morön BK  0-1  Piteå IF

Lidköpings FK  1-2  Alingsås FC

Själevads IK  1-4  Umeå IK

Borgeby FK  2-4  FC Rosengård

Szesnastu zwycięzców trzeciej rundy utworzy teraz w drodze losowanie cztery czterozespołowe grupy, których zwycięzcy zapewnią sobie bezpośredni awans do półfinałów. Rywalizację na kolejnym etapie rozgrywek zaplanowano na luty oraz marzec 2022.

Kadra na Irlandię i Szkocję

Peter Gerhardsson powołał kadrę na październikowe zgrupowanie (Fot. Ludvig Thunman)

Wtorkowa konferencja selekcjonera reprezentacji Szwecji upłynęła przede wszystkim na dyskusji o zachowaniu odpowiedniego balansu między strukturą, a kreatywnością we współczesnym futbolu. Peter Gerhardsson odniósł się przy okazji do dwóch wrześniowych meczów, w których gra kadry nie porywała, choć – jak ocenił to sam szkoleniowiec – szczególnie w starciu z Gruzją problemem numer jeden okazał się przede wszystkim brak skuteczności. I coś w tym chyba rzeczywiście jest, bo jeśli oddajesz na bramkę rywalek ponad czterdzieści strzałów, to masz prawo liczyć na to, że więcej niż tylko dziesięć procent spośród nich znajdzie ostatecznie drogę do siatki. Teraz w naszych głowach nie ma już jednak Słowaczek i Gruzinek, gdyż podczas październikowego zgrupowania poprzeczka pójdzie znacząco w górę. Wprawdzie Irlandia to reprezentacja, która jak dotąd nie zagrała na żadnym wielkim turnieju, ale chociażby ostatni mecz przeciwko Australii pokazał, że tego przeciwnika absolutnie nie można lekceważyć. Jak zauważył Gerhardsson, stawką meczu w Dublinie będą jednak nie tylko trzy punkty, ale również podtrzymanie swoistej mody na kadrę, która ewidentnie zapanowała w kraju od czasu francuskiego mundialu. Efektem tego jest chociażby już niemal dziesięć tysięcy sprzedanych biletów na listopadowy mecz z Finlandią, a selekcjoner gorąco wierzy, że dobre występy przeciwko Irlandii i Szkocji sprawią, że za nieco ponad miesiąc uda się w całości zapełnić trybuny Gamla Ullevi. I jakkolwiek surrealistycznie to na pierwszy rzut oka brzmi, to nie jest to wcale marzenie nierealne do realizacji. Nie tak dawno błyskawicznie rozeszła się przecież cała pula biletów na mecz z Gruzją (wtedy oczywiście wciąż obowiązywały jeszcze dość drastyczne obostrzenia), a Finlandia to jednak przeciwnik na wielu płaszczyznach zdecydowanie bardziej atrakcyjny. A frekwencja podczas niedawnych derbów Sztokholmu jasno pokazuje, że po niemal dwóch latach restrykcji, szwedzcy fani są spragnieniu dobrego futbolu oglądanego z wysokości trybun.

Co do samej selekcji, to trudno w zasadzie o szeroki komentarz. Gerhardsson nie zaskoczył bowiem w najmniejszym stopniu i gdyby urazy nie wykluczyły z udziału w zgrupowaniu Kosovare Asllani, to mielibyśmy do czynienia właściwie z identyczną grupą powołanych piłkarek, co ostatnio. To oczywiście nie będzie stanowić dla większości opinii publicznej problemu tak długo, jak będą się zgadzały osiągane na boisku wyniki, ale kto wie, czy nie nadszedł właśnie moment, aby pierwszy raz delikatnie zadzwonić dzwonkiem alarmowym. Bardzo nie chcielibyśmy bowiem powrotu sytuacji, w której kadra A stanie się zamkniętym kręgiem, do którego wstęp będzie zarezerwowany wyłącznie dla posiadaczek kart stałego reprezentanta. Z taką sytuacją w przeszłości mieliśmy do czynienia wielokrotnie (jej apogeum przypadało na drugą połowę kadencji Pii Sundhage) i nigdy nie przełożyła się ona na cokolwiek pozytywnego. Brak choćby jednego nowego nazwiska w szerokiej kadrze dziwi tym bardziej, że przecież pięć dni po meczu o punkty przeciwko Irlandii zagramy towarzysko ze Szkocją. I choć Gerhardsson już zapowiedział znaczącą rotację w perspektywie nadchodzącego dwumeczu, to najpewniej odbędzie się ona wewnątrz sprawdzonej już, mniej więcej 25-osobowej grupy nazwisk. Szkoda, bo wydaje się, że obecność w kadrze na przykład Emilii Larsson z Hammarby, czy znajdującej się w wybornej wręcz dyspozycji strzeleckiej Karin Lundin z Fiorentiny na pewno by reprezentacji nie zaszkodziła, a być może by jej pomogła. A już ponad wszelką wątpliwość stanowiłaby jasny sygnał dla zawodniczek znajdujących się obecnie poza kadrą, że selekcja w żadnym stopniu nie została jeszcze zakończona. To ostatnie stwierdzenie Gerharsson wypowiedział zresztą dziś otwartym tekstem, więc pozostaje mieć nadzieję, że za słowami pójdą także czyny. Bo – cytując Kosovare Asllani – wczorajsze medale nie zagwarantują nam sukcesu jutro.


Kadra na Irlandię i Szkocję:

Bramkarki: Jennifer Falk (Häcken), Hedvig Lindahl (Atletico), Zecira Musovic (Chelsea)

Obrończynie: Jonna Andersson (Chelsea), Nathalie Björn (Everton), Magdalena Eriksson (Chelsea), Nilla Fischer (Linköping), Hanna Glas (Bayern), Amanda Ilestedt (PSG), Emma Kullberg (Häcken), Elin Rubensson (Häcken)

Pomocniczki: Filippa Angeldal (Man. City), Hanna Bennison (Everton), Filippa Curmark (Häcken), Johanna Kaneryd (Häcken), Fridolina Rolfö (Barcelona), Olivia Schough (Rosengård), Caroline Seger (Rosengård), Julia Zigiotti (Häcken)

Napastniczki: Anna Anvegård (Everton), Stina Blackstenius (Häcken), Rebecka Blomqvist (Wolfsburg), Lina Hurtig (Juventus), Sofia Jakobsson (Bayern), Madelen Janogy (Hammarby)


Terminarz kadry:

21. października, godz. 20:00: Irlandia – Szwecja (Dublin)

26. października, godz. 20:05: Szkocja – Szwecja (Paisley)