W niedzielę do wygrania jest wiele

Fotboll, Damallsvenskan, FC Rosengård - Djurgården

Niedziela będzie chwilą prawdy dla piłkarek i sympatyków Djurgården (Fot. Bildbyrån)

W najbliższą niedzielę czekają nas dwa mecze, które mogą okazać się kluczowe dla układu tabeli na koniec obecnych rozgrywek. Na Valhalli, w samym sercu Göteborga, drużyna prowadzona przez Marcusa Lantza spróbuje przełamać passę trzech meczów bez zwycięstwa w starciu z liderkami z Rosengård, a w stolicy o miejsce nad kreską oznaczającą degradację do Elitettan powalczą w bezpośrednim starciu Djurgården i Limhamn Bunkeflo. Zarówno w górnych, jak i w dolnych rejonach Damallsvenskan może zatem dojść do całkiem sporych przetasowań, które na nowo ułożą nam rywalizację o mistrzostwo, puchary i utrzymanie.

Zanim jednak przeniesiemy się do Sztokholmu i Göteborga, gdzie niewątpliwie czekają nas wielkie emocje, pierwszoligowe granie w siedemnastej serii spotkań rozpoczniemy na Arenie Linköping. Mocno porozbijana i niepotrafiąca utrzymać dobrej dyspozycji przez kilka kolejek z rzędu drużyna Olofa Unogårda zmierzy się z rewelacją letniej części sezonu z Eskilstuny w starciu, którego rozstrzygnięcia nie sposób przewidzieć. Gdyby oceniać wyłącznie kadry oby ekip, faworytkami tej potyczki wydawałyby się gospodynie. Gdyby patrzeć na obecną dyspozycję zawodniczek, nieco więcej szans należałoby przyznać przyjezdnym. Oba zespoły są jednak na tyle nieprzewidywalne, że dziś wieczorem nie zdziwi nas ani kapitalny mecz w wykonaniu Linköping, ani popis zespołowego futbolu ze strony Eskilstuny. Remis również nas nie zdziwi i nie ma większego znaczenia, czy mówimy tu o wyniku 0-0, czy może o 4-4. Na stadionie w Östergötland może wydarzyć się absolutnie wszystko i takiego wydarzenia przegapić po prostu nie wypada. Nawet jeśli z powodu urazu nie zagra w tym meczu Nilla Fischer.

Sobota to przede wszystkim pomarańczowe derby z udziałem Kristianstad i Kungsbacki. Jeśli gospodynie poradzą sobie z czerwoną latarnią ligi, to ponownie włączą się do gry nie tylko o miejsce w czołowej czwórce, ale nawet o lokatę uprawniającą do występu w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Therese Ivarsson, Svava Ros Gudmundsdottir i koleżanki zdają sobie jednak sprawę, że pomimo stosunkowo gładkiego zwycięstwa w Varbergu, pokonanie Kungsbacki wcale nie będzie tylko i wyłącznie formalnością. Beniaminek, dla którego debiutancki sezon w ekstraklasie okazał się niezwykle wymagający zarówno sportowo, jak i logistycznie, nikomu nie zamierza bowiem oddawać łatwych punktów, o czym przekonali się już między innymi w Linköping oraz Vittsjö. A skoro jesteśmy już przy naszej eksportowej wsi ze Skanii, to warto przyjrzeć się niedzielnemu starciu podopiecznych Thomasa Mårtenssona z Örebro. Na jednym boisku zobaczymy dwie rewelacje tegorocznych rozgrywek, które wciąż marzą o tym, aby obecny sezon stał się dla nich czymś absolutnie wyjątkowym. Komu uda się wykonać w tym kierunku jeszcze jeden krok? Miły powrót do przeszłości czeka natomiast kibiców w Piteå, gdyż to właśnie po domowym meczu z Växjö zespół Stellana Carlssona przed rokiem zapewnił sobie pierwszy w historii mistrzowski tytuł. Tym razem przyjazd ekipy ze Småland na daleką Północ nie wzbudza aż takich emocji, ale o powtórkę ubiegłorocznego wyniku fani gospodyń z pewnością by się nie pogniewali. Tym bardziej, że goście udadzą się do Norrbotten już bez Osinachi Ohale, choć warto pamiętać, że gotowe do gry w ich szeregach będą za to Sandra Lindkvist oraz Stina Lennartsson.

No i wreszcie dwa mecze, które siłą rzeczy skradną nam weekendowy, piłkarski show. Po zimowych wzmocnieniach wydawało się, że Djurgården powinno prawdopodobnie bić się o medale, a tymczasem w połowie września piłkarki ze stolicy, już pod wodzą nowego szkoleniowca, stoczą bój o sześć punktów ze skazywanym przez wszystkich na pewny spadek Limhamn Bunkeflo. Jego stawką jest miejsce nad kreską na pięć kolejek przed końcem rozgrywek. Oczywiście, nietrudno wskazać w tym meczu papierowego faworyta, ale zawodniczki ze stolicy zawodziły nas już tyle razy, że – paradoksalnie – one wcale nie muszą tego wygrać. Tym bardziej, że teraz doszliśmy już do punktu, w którym miejsca na ewentualne pomyłki najzwyczajniej w świecie nie ma. Degradacja byłaby dla Djurgården całkowitą katastrofą i choć w klubie nikt nie dopuszcza myśli, że za rok codziennością Dumy Sztokholmu będzie zwiedzanie stadionów Elitettan, to gdzieś w tle musi powracać świadomość, że jeden najmniejszy błąd, jeden przypadkowo stracony w niedzielę gol, może oznaczać wejście na drogę, której końca nikt nie zna i nikt poznać nie chce. Na przeciwnym biegunie znajduje się obecnie Rosengård, a każde kolejne zwycięstwo przybliża klub z Malmö do odzyskania mistrzowskiego tytułu po czteroletniej przerwie. Formacją, która w największym stopniu napędza coraz szybciej pędzącą po torach Damallsvenskan maszynę ze Skanii, jest fantastycznie złożona przez Jonasa Eidevalla druga linia, ale w rundzie wiosennej to właśnie Göteborg był jedynym zespołem potrafiącym wytrącić jej z rąk wszystkie największe atuty. Czy tym razem obejrzymy powtórkę z historii? Czy raz jeszcze wielki mecz w starciu z najbardziej utytułowanym krajowym rywalem rozegrają Julia Zigiotti lub Elin Rubensson? A może będzie dokładnie odwrotnie i to Anna Avnegård okaże się bohaterką niedzielnego popołudnia, na dobre wkupując się w ten sposób w łaski fanów z Malmö? Tak, czy inaczej, będzie się działo! I dobrze.

Zestaw par 17. kolejki:

omg17_01

omg17_02

omg17_03

omg17_04

omg17_05

omg17_06

Było blisko

fcb

Na skąpanej deszczem Gamla Ullevi obejrzeliśmy niezwykle emocjonującą końcówkę (Fot. FCB)

Sensacyjne rozstrzygnięcia w Damallsvenskan w sezonie 2018 sprawiły, że w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń posłaliśmy w bój duet zupełnie niedoświadczony w międzynarodowych zmaganiach. Zarówno Piteå, jak i Göteborg udowodniły jednak, że na europejskiej arenie absolutnie nie mają zamiaru statystować i zabrakło bardzo niewiele, aby oba zespoły urwały punkty wyżej notowanym rywalkom. Ostatecznie skończyło się niestety na dwóch domowych porażkach i mało przyjemnym poczuciu niewykorzystanej szansy, ale trzeba mieć świadomość, że na obu boiskach o końcowym wyniku zdecydowały te słynne już, piłkarskie detale. A gdybyśmy mieli być nieco bardziej precyzyjni, to zdecydowanie największą cegiełkę do takich rozstrzygnięć dołożyły dokładnie dwie osoby i – wbrew statystykom – wcale nie były to Mandy Islacker oraz Nicoline Sørensen, lecz … Olga Zadinova i Katrine Abel.

Zacznijmy jednak od Göteborga, gdzie pomimo lejącego (słowo ‘padającego’ byłoby tu sporym niedopowiedzeniem) deszczu, na trybunach Gamla Ullevi zasiadło pięć tysięcy widzów gorąco wierzących w to, że niemieckiego giganta można postraszyć. Wiara ta nie okazała się zresztą bezpodstawna, gdyż po mocnym początku ze strony gości, wicemistrzynie Szwecji postanowiły podjąć rzuconą rękawicę i pograć z drużyną prowadzoną przez Jensa Scheuera w piłkę.  Jeśli więc przyjezdne spodziewały się obrazu meczu, w którym to one przez cały czas prowadzą grę, to oczekiwania te należało natychmiast zrewidować. A gdy w poprzeczkę bawarskiej bramki pocelowała Beata Kollmats, nasze rywalki miały już całkowitą pewność, że ewentualne zwycięstwo w Västergötland trzeba będzie zwyczajnie wyszarpać. Druga połowa to już nieco większa dominacja gości z Monachium, choć ani niezwykle aktywne Gwinn i Dallmann, ani bramkostrzelna ostatnimi czasy Beerensteyn, nie potrafiły przełożyć jej na konkrety pod bramką dobrze dysponowanej Loes Geurts. Na kwadrans przed końcem losy meczu w swoje ręce postanowiła wziąć jednak czeska sędzia, dyktując mocno wątpliwy rzut karny dla Bayernu, który to na bramkę zamieniła rezerwowa Islacker. Najwyraźniej świadoma swego błędu pani Zadinova dziesięć minut później wskazała na wapno po drugiej stronie boiska, ale nawet wyrównujące trafienie autorstwa Elin Rubensson nie oddało nam tego, co chwilę wcześnie zabrał podarowany rywalkom wyjazdowy gol. Szkoda, gdyż na tym poziomie rozgrywek na takie pomyłki w żadnym wypadku nie powinno być miejsca. Potyczka na Gamla Ullevi ostatecznie nie zakończyła się zresztą nawet remisem, gdyż w doliczonym czasie gry defensorkom z Göteborga raz jeszcze urwała się Islacker, przesądzając o zwycięstwie ekipy z Bawarii. Emocji związanych z późno zdobytym golem nie wytrzymała jednak niemiecka ławka i miejmy nadzieję, że UEFA bliżej przyjrzy się zachowaniu między innymi trenera Scheuera, gdyż podobnych obrazków w przyszłości z pewnością nie chcielibyśmy oglądać.

Jednobramkową porażką zakończył się także europejski debiut Piteå. Cenne, wyjazdowe zwycięstwo zapewnił piłkarkom Brøndby gol-marzenie doskonale znanej nam ze szwedzkich boisk Nicoline Sørensen w 38. minucie, choć zarówno przed nim, jak i po nim, to podopieczne Stellana Carlssona nadawały ton boiskowej rywalizacji. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że był to jeden z najlepszych meczów zespołu z Norrbotten w tym roku kalendarzowym, ale nie od dziś wiemy, że największą bolączką Piteå jest strzelanie goli. I to właśnie skuteczność była jedynym elementem, którego zabrakło do tego, aby można było to spotkanie uznać za w pełni udane. Inna sprawa, że kapitalny mecz w bramce Brøndby rozgrywała Katrine Abel, która najpierw swoimi interwencjami w ogóle utrzymała mistrzynie Danii w grze, a następnie pomogła im dowieźć do końcowego gwizdka skromne zwycięstwo. Sprawa awansu w dwumeczu wciąż pozostaje jednak całkowicie otwartą i jeśli tylko Janogy i Karlernäs w rewanżu pokażą się z równie dobrej strony, to europejska przygoda Piteå wcale nie musi zakończyć się już za dwa tygodnie.


Komplet wyników:

Göteborg – Bayern 1-2 (Rubensson 86. (k) – Islacker 76. (k), 90+3.)

Piteå – Brøndby 0-1 (Sørensen 38.)

16. kolejka w liczbach

dam

16. kolejka w liczbach:

Gole: 12  (średnia 2.00 / mecz)

Rzuty karne: 2  (oba wykorzystane)

Żółte kartki: 5

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 1 646  (Eskilstuna – Göteborg)

Najniższa frekwencja: 189  (Kungsbacka – Vittsjö)

Najszybszy gol: Anna Anvegård (Rosengård) – 1. minuta (vs. Djurgården)

Najpóźniej strzelony gol: Hailie Mace (Rosengård) – 85. minuta (vs. Djurgården)

Piłkarka kolejki: Sanne Troelsgaard (Rosengård)

Bramka kolejki: Julia Zigiotti (Göteborg)


Jedenastka kolejki:

team_16

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

Danielle, jesteśmy z Tobą!

rice-jpg

Danielle Rice nie będzie dobrze wspominać meczu z Kristianstad (Fot. Bildbyrån)

Nasza liga słynie z tego, że dostarcza nam bardzo wiele emocji, z reguły pozytywnych. W sobotnie popołudnie na Behrn Arenie byliśmy jednak świadkami scen, których nigdy i nigdzie nie chcielibyśmy oglądać. W siódmej minucie potyczki Örebro z Kristianstad doszło do zderzenia Svavy Ros Gudmundsdottir z Danielle Rice, po którym amerykańska golkiperka padła nieprzytomna na murawę. Z powodu konieczności udzielenia natychmiastowej pomocy medycznej, a następnie przetransportowania piłkarki do szpitala, mecz został przerwany na ponad dwadzieścia minut. Po jego wznowieniu inicjatywę natychmiast przejęły gospodynie, jakby podwójnie zmotywowane tym, aby wygrać to spotkanie dla swojej kontuzjowanej koleżanki. Na skrzydłach szalały Hellstrom i Braffet, tradycyjnie świetną partię rozgrywała ustawiona tym razem nieco dalej od bramki przeciwniczek Heather Williams, ale żadnej z zawodniczek Örebro nie udało się znaleźć sposobu na dobrze dysponowaną Brett Maron. Jedynego gola strzeliły za to przyjezdne, a konkretnie niesamowicie skuteczna w obecnych rozgrywkach Therese Ivarsson, Na mniej więcej kwadrans przed końcem stoperka Kristianstad pewnie wykonała podyktowany za faul Kollanen na Gudmundsdottir rzut karny, dzięki czemu zespół prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir wciąż ma pełne prawo marzyć o powtórzeniu lub nawet poprawieniu ubiegłorocznego wyniku. A to wszystko pomimo naprawdę niemałych ubytków kadrowych. Imponujące!

Innymi drużynami, które będą pozytywnie wspominać kończący się właśnie weekend, są z pewnością Eskilstuna i Rosengård. Podopieczne Magnusa Karlssona w starciu z solidnym przecież Göteborgiem rozegrały swój zdecydowanie najlepszy mecz w sezonie i w pełni zasłużenie pokonały uczestnika tegorocznej Ligi Mistrzyń. I to pomimo faktu, że po fenomenalnej kombinacji kwartetu Rubensson – Leach – Koivisto – Zigiotti, to przyjezdne trafiły na Tunavellan jako pierwsze. Dalsza faza spotkania należała już jednak w pełni do gospodyń, które całkowicie zdominowały zarówno boki, jak i środek boiska. Gole Kullashi oraz Tunturi były jedynie konsekwencją doskonałej postawy całego zespołu United, który odniósł w pełni zasłużone zwycięstwo nad dotychczasowym wiceliderem Damallsvenskan. Równie efektowną grę pokazały kilkadziesiąt godzin później piłkarki Rosengård, które potrzebowały zaledwie osiemnastu sekund, aby otworzyć wynik w starciu z odmienionym, choć wciąż szukającym swego stylu Djurgården. Gol Anny Anvegård był jedynie preludium do świetnego występu ekipy Jonasa Eidevalla, która szczególnie w pierwszej połowie dała nam prawdziwy popis futbolu na tak. A gdyby zespół ze Skanii miał w niedzielę nieco lepiej wyregulowane celowniki, to Pierre Fondin zaliczyłby jeszcze mniej przyjemną podróż powrotną do Sztokholmu.

Skoro Göteborg zwolnił fotel przeznaczony dla wicelidera, to ktoś musiał go zająć. Zaszczytu tego dostąpiło Vittsjö i na sześć kolejek przed końcem sezonu opowieść trenera Mårtenssona o klubie ze wsi w Lidze Mistrzyń wydaje się bardziej realna niż kiedykolwiek wcześniej. Powody do umiarkowanej radości mają także sympatycy Limhamn Bunkeflo, gdyż skazywany jeszcze przed chwilą na pewną degradację klub zaliczył właśnie trzeci z rzędu mecz bez porażki. A mogło być jeszcze lepiej, gdyż jeden punkt mistrzyniom z Piteå uratowała na Limhamns IP Julia Karlernäs, bezbłędnie egzekwując rzut karny.


Komplet wyników:

Eskilstuna – Göteborg 2-1 (Kullashi 46., Tunturi 65. – Zigiotti 9.)

Örebro – Kristianstad 0-1 (Ivarsson 73. (k))

Kungsbacka – Vittsjö 0-1 (Markstedt 57.)

Limhamn Bunkeflo – Piteå 1-1 (Sundqvist 63. – Karlernäs 83. (k))

Rosengård – Djurgården 3-1 (Anvegård 1., 13., Mace 85. – Jalkerud 72.)

Växjö – Linköping 1-0 (Nambi 83.)

Jesień prawdę nam powie

f96e6d_76451cc1aa964d82a91278fe94dce42d_mv2

Felicia Rogic na ligowych boiskach nigdy nie odpuszcza (Fot. Per Karlsson)

Reprezentacyjne boje łagodnie wprowadziły nas w piłkarską jesień, ale już za chwilę ponownie znajdziemy się w świecie, w którym codzienność stanowi walka o każdy punkt i każdy milimetr boiska. Emocji nie powinno zabraknąć ani na górze, gdzie aż osiem zespołów wciąż ma pełne prawo marzyć o chwale, zaszczytach i mistrzowskim tytule (niekoniecznie w takiej kolejności), ani na dole, gdzie naszpikowany wielkimi nazwiskami Djurgården postanowił znacząco urozmaicić nam rywalizację o pozostanie w ekstraklasie. To ostatnie zdecydowanie najbardziej ucieszyło sympatyków futbolu w Kungsbace oraz w południowo-wschodnich dzielnicach Malmö, gdzie w tak zwanych warunkach normalnych powoli godziliby się z degradacją do niższej klasy rozgrywkowej. W Damallsvenskan nic nie może być jednak zbyt oczywiste, a na dzień dzisiejszy jedynym absolutnym pewnikiem jest to, że w sezonie 2019 czeka nas jeszcze siedem fascynujących, ligowych kolejek.

Wrześniowe granie rozpoczniemy na Tunavallen, gdzie rozpędzająca się z rundy na rundę Eskilstuna podejmie sposobiący się do rozpoczęcia rywalizacji w Lidze Mistrzyń Göteborg. Zanim jednak zespół prowadzony przez Marcusa Lantza stanie w szranki z monachijskim Bayernem, jego aktualną formę przetestuje jedna z rewelacji letniej części sezonu. I wcale nie jest powiedziane, że powstrzymanie Lorety Kullashi i Felicii Rogic będzie dla defensorek znad Göty zadaniem łatwiejszym niż zneutralizowanie napastniczek wicemistrza Niemiec. Tym bardziej, że niezwykle bramkostrzelny ostatnimi czasy duet z Eskilstuny może liczyć na wydatne wsparcie drugiej linii, w której bryluje nie tylko wracająca do wysokiej formy Lisa Dahlkvist, ale także pozyskana z Asarum reprezentantka Nigerii Halimatu Ayinde. Piłkarki z zachodniego wybrzeża, nawet pod nieobecność kontuzjowanej Pauline Hammarlund, także mają jednak kim straszyć. Rebecka Blomqvist w klasyfikacji strzelczyń prowadzi przecież nieprzypadkowo, a Elin Rubensson z Julią Zigiotti to firmy niewymagające dodatkowej reklamy.

Pozostałe sobotnie mecze to trzy pojedynki Skania vs reszta kraju. Znajdujące się po raz pierwszy od dawna poza strefą spadkową Limhamn Bunkeflo zmierzy się z mistrzyniami z Piteå, goniące swoją największą w historii medalową szansę Vittsjö pojedzie do Varbergu, a wciąż wierzący w przynajmniej powtórzenie ubiegłorocznego sukcesu Kristianstad zagra na Behrn Arenie z nieobliczalnym beniaminkiem z Örebro. Szczególnie ten ostatni mecz zapowiada się niezwykle frapująco, gdyż drużyna Stefana Ärnsveda zdolna jest w tym sezonie do absolutnie wszystkiego. Jeśli piłkarki z Närke trafią jutro na swój dobry dzień, to możemy spodziewać się, że Heather Williams niejednokrotnie wystawi na próbę bramkarskie umiejętności swojej rodaczki Brett Maron. Jeśli jednak obejrzymy tę mniej spektakularną wersję jedenastki z Örebro (szczególnie w formacji defensywnej), to przed olbrzymią szansą na poprawienie strzeleckiego dorobku staną Chikwelu, Gudmundsdottir i … najlepsza snajperka Kristianstad Therese Ivarsson.

Szesnastą kolejkę zakończą starcia przedsezonowych faworytów z zespołami, które obecnych rozgrywek żadną miarą nie mogą zaliczyć do udanych. Rosengård podejmie na Malmö IP odmienione Djurgården, które pod wodzą Pierre’a Fondina ma wreszcie rozpocząć marsz w górę ligowej tabeli. O jakąkolwiek zdobycz punktową w stolicy Skanii może być jednak piłkarkom ze Sztokholmu trudno, tym bardziej, że z powodu nadmiaru żółtych kartek w najbliższej serii spotkań pauzować musi Ingibjörg Sigurdardottir. Mocno osłabione przystąpi do ligowej rywalizacji także Växjö, które bez między innymi Stiny Lennartsson oraz Sandry Lindkvist spróbuje rzucić wyzwanie łapiącemu wreszcie swój właściwy rytm Linköping i z pewnością nie będzie w tym zestawieniu faworytem.

Zestaw par 16. kolejki:

omg16_01

omg16_02

omg16_03

omg16_04

omg16_05

omg16_06

Trzy punkty zysku bez błysku

lva_swe_horna_1_4

W tych okolicznościach Łotyszki dobiły się golem na 1-4 (Fot. SvFF)

To miał być spokojny pokaz wysokiej, piłkarskiej jakości, jakich na tym etapie eliminacji oglądamy wiele. Tymczasem, po niespełna kwadransie gry, reprezentacja Łotwy przeprowadziła atak, który na długo zapamiętają nie tylko w Lipawie, ale i w całym kraju. Karlina Miksone wygrała walkę o wysoką piłkę z Lindą Sembrant, Olga Sevcova znalazła się we właściwym miejscu i czasie w szwedzkiej szesnastce, a Glas i Ilestedt nie zdążyły w porę z interwencją. To wszystko złożyło się na niebywałą eksplozję radości, której chyba nawet najbardziej optymistycznie nastawieni do życia kibice łotewskiej kadry nie spodziewali się dziś przeżyć. Bo w końcu raczej rzadko mamy do czynienia z sytuacją, w której zespół z końcówki pierwszej setki światowego rankingu prowadzi w meczu o punkty z medalistkami ostatniego mundialu. Nie będziemy udawać, że ten tyle niespodziewany, co niesamowicie efektowny gol sprawił, że zaczęliśmy w panice obawiać się sensacyjnego rozstrzygnięcia w Lipawie, ale jednak faktem jest, że na trafienie Sevcovej szwedzkie piłkarki odpowiedziały … czterema golami ze stojącej piłki. Z gry do siatki futbolówkę skierowała dzisiejszego wieczora jedynie Łotyszka.

Oczywiście, stałe fragmenty gry to niezwykle ważny element piłkarskiego rzemiosła i nieprzypadkowo to właśnie jemu kadra Petera Gerhardssona poświęcała aż tyle uwagi podczas majowego zgrupowania w Skanii. Nie da się jednak ukryć, że na tyle swobody przy wykonywaniu ofensywnych rzutów wolnych i rożnych szwedzkie piłkarki mogły ostatnio liczyć podczas pamiętnego starcia z Iranem na Gamla Ullevi. Łotyszki dwa gole strzeliły sobie właściwie same (jednego nawet jak najbardziej dosłownie, gdy Ibragimova wpiąstkowała sobie futbolówkę do siatki), a przy dwóch kolejnych postanowiły kryć nasze stoperki w sposób cokolwiek nowatorski, co mogło zakończyć się tylko w jeden sposób. Jasne, docenić należy precyzyjne centry Asllani, która kolejny raz była dziś najlepszą szwedzką zawodniczką na boisku, ale nie ma co liczyć na to, że Sembrant lub Ilestedt w starciach z nieco bardziej wyedukowanym piłkarsko rywalem dostaną do swojej wyłącznej dyspozycji równie wiele czasu i miejsca w polu karnym.

Szczególnie w drugiej połowie meczu było widać, że Łotwa to zespół na wskroś amatorski, ale trzeba docenić, iż pomimo coraz bardziej rzucającego się w oczy ubytku sił, gospodynie potrafiły wystrzec się katastrofalnych błędów w defensywie, które często bywają w analogicznych sytuacjach standardem. Z wyjątkiem pojedynczych przypadków, nieźle w zespole naszych dzisiejszych przeciwniczek wyglądała także współpraca między liniami, w czym spora zasługa często i co najważniejsze skutecznie wracających się do obrony pomocniczek. Inna sprawa, że zadania przesadnie nie utrudniały im Szwedki, które z wyjątkiem wspomnianej już wcześniej Asllani konstruowały akcje ofensywne w sposób zdecydowanie zbyt przewidywalny. Możemy oczywiście założyć, że ani wynik, ani klasa rywalek, nie zmuszała podopiecznych Gerhardssona do podkręcenia tempa, ale jednak nie da się ukryć, że chyba wszyscy liczyliśmy dziś na coś więcej. Szczególnie, że nasz selekcjoner zdecydował się puścić w bój piłkarki, którym akurat bez względu na wszystko powinno zależeć na efektownym, popartym dobrymi liczbami występie. I pewnie im nawet zależało, ale niestety ani debiutująca w seniorskiej kadrze Blomqvist, ani mocno nieskuteczna w ostatnich tygodniach Blackstenius, nie potrafiły stworzyć sobie dogodnej sytuacji pod bramką Ibragimovej. Łotewską golkiperkę dwukrotnie próbowała zaskoczyć za to Anvegård, ale najbliżej szczęścia była wówczas, gdy piłka po jej strzale zatrzymała się na słupku.

Już wcześniej zdawaliśmy sobie sprawę, że o meczu w Lipawie najpewniej zapomnimy od razu po ostatnim gwizdku, ale warto ten nad wyraz bezbarwny spektakl podsumować jednak jedną pozytywną konkluzją. A w zasadzie dwiema. Po pierwsze – udało się rozegrać mecz, unikając jakichkolwiek kartek i kontuzji. Po drugie – niemal dokładnie dwa lata temu, w równie deszczowym Varazdinie, w równie niemrawym stylu rozpoczęliśmy eliminacje do francuskiego mundialu. Wtedy, na końcu tej długiej i nie zawsze atrakcyjnej drogi, czekał nas taniec radości w Nicei oraz feta na Götaplatsen i jeśli mielibyśmy powtórzyć ten scenariusz w Anglii, to … niech się wszystko toczy swoim torem. Wszak nie od dziś wiadomo, że prawdziwe mistrzynie poznajemy bynajmniej nie po tym, jak zaczynają.