Podsumowanie 7. kolejki

dam

Czas na podsumowanie 7. kolejki sezonu 2018 w Damallsvenskan

Najlepszy mecz: Linköping 1-2 Piteå. Do 73. minuty zanosiło się na to, że fantastyczna seria piłkarek z Piteå ma się ku końcowi, ale dwa dośrodkowania June Pedersen na głowę Julii Karlenäs sprawiły, że drużyna Stellana Carlssona wciąż może pochwalić się nieskazitelnym rekordem. Do historycznego sukcesu, jakim niewątpliwie byłby awans do Ligi Mistrzyń na stulecie klubu, cały czas jeszcze bardzo daleka droga, ale wspaniały comeback na Linköping Arenie pokazuje, że z każdym tygodniem ekipa z Norrbotten nabiera coraz więcej cech cechujących naprawdę wielkie zespoły.

Najładniejszy gol: Mimmi Larsson (Eskilstuna). Trafienia Karlsson i Kullashi ustawiły Eskilstunie mecz w Kalmar, ale to reprezentacyjna napastniczka postawiła niezwykle efektowną pieczęć na zwycięstwie United. Tove Enblom nie miała najmniejszych szans na skuteczną interwencję po mierzonym strzale z dystansu, a gdzieś w Göteborgu Peter Gerhardsson mógł wziąć głęboki oddech, gdyż patrząc z perspektywy reprezentacji, Larsson przełamała się w zdecydowanie najlepszym możliwym momencie.

Najlepsza piłkarka: Julia Karlenäs (Piteå). Gdyby nie jej głowa, Piteå mogłoby zapomnieć o wywiezieniu kompletu punktów z Linköping. To właśnie tą częścią ciała Karlenäs w 73. minucie wyrównała stan rywalizacji, a w doliczonym czasie zgrała futbolówkę pod nogi Cecilii Edlund. Występ byłej pomocniczki Hammarby i Mallbacken najwyraźniej spodobał się nie tylko nam, ale i selekcjonerowi, który zdecydował się dowołać ją na rozpoczynające się dziś zgrupowanie reprezentacji. Ani trochę nie dziwimy się tej decyzji.


7. kolejka w liczbach:

Gole: 13  (średnia 2.17 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 10

Czerwone kartki: 0

Najwyższa frekwencja: 4 197  (Hammarby – Djurgården)

Najniższa frekwencja: 415  (Vittsjö – Växjö)

Najszybszy gol: Iva Landeka (Rosengård) – 4. minuta (vs. Limhamn Bunkeflo)

Najpóźniej strzelony gol: Cecilia Edlund (Piteå) – 90+3. minuta (vs. Linköping)


Jedenastka kolejki:

TEAM_7.png

Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Komplet wyników:

dam

Ostre fińskie strzelanie

lindsa

Linda Sällström poprowadziła Vittsjö do zwycięstwa (Fot. Bildbyrån)

Cztery kolejne porażki i cztery mecze bez zdobytego gola – tak prezentowały się liczby Vittsjö przed dzisiejszym meczem przeciwko Växjö. Nic więc dziwnego, że choć do końca sezonu daleko, to do starcia z beniaminkiem ze Småland w północnej Skanii przygotowywali się jak do najważniejszej potyczki roku. Przełamanie złej passy było bowiem piłkarkom Matta Rossa i Thomasa Mårtenssona potrzebne jak powietrze, a perspektywa spędzenia przerwy reprezentacyjnej w strefie spadkowej nie przedstawiała się ani trochę interesująco.

Zawodniczki z Vittsjö od pierwszych minut ruszyły z impetem na rywala i na efekty tej nawałnicy nie trzeba było długo czekać. Zepchnięte do defensywy piłkarki gości raz po raz zmuszane były do przerywania akcji faulami i po jednym z rzutów wolnych zostały za to skarcone. Ze stojącej piłki w pole karne dośrodkowała Benediktsson, a w szesnastce gości najlepiej odnalazła się Sällström i sytuacyjnym strzałem głową dała swojemu zespołowi prowadzenie. Jak się miało później okazać, dla reprezentantki Finlandii był to dopiero początek niezwykle udanego popołudnia, ale zanim najlepsza snajperka Vittsjö kontynuowała strzeleckie popisy, swoje szanse na powrót do meczu stworzyły sobie podopieczne Pierre’a Fondina. Najbliżej powodzenia była rozgrywająca kolejny świetny mecz tej wiosny Jelena Cankovic, ale po jej strzale futbolówka zatrzymała się na poprzeczce bramki Shannon Lynn. Szkockiej golkiperce czyste konto udało się zachować również po próbach Jennie Nordin (słupek) oraz Nellie Karlsson, a później zaczął się zapowiadany wcześniej Sällström-show.

Momentem zwrotnym tego toczonego w niesamowitym upale meczu z pewnością możemy nazwać 63. minutę. Wtedy właśnie – po okresie optycznej przewagi Växjö – Sällström wycofała piłkę do De Jongh, a pozyskana przed sezonem ze zdegradowanego Örebro pomocniczka przymierzyła nie do obrony z trzydziestu metrów. Obserwując ten mecz z perspektywy trybun, można było odnieść wrażenie, że gol na 2-0 dodał gospodyniom nie tylko wiary w końcowe zwycięstwo, ale i energii, której w początkowej fazie drugiej połowy trochę zaczynało im brakować. Dynamiką imponowała oczywiście nie tylko fińska napastniczka, ale to ona w 79. minucie ustaliła wynik spotkania, skutecznie dobijając strzał Emmy Lundh i popychając w tej sposób Vittsjö na dziewiątą lokatę w przejściowej klasyfikacji. W północnej Skanii z pewnością nie mieliby nic przeciwko, aby to efektowne zwycięstwo było początkiem marszu w górę tabeli, ale nie zapominajmy, że identyczne plany mają również w przynajmniej kilku innych miastach.

******

Trzy punkty dopisały do swojego dorobku również piłkarki z Göteborga, przerywając w tej sposób serię dziewięciu meczów bez porażki Kristianstad. Na zwycięskiego gola kibice na Valhalli musieli jednak poczekać aż do 89. minuty, kiedy to po bitym przez Elin Rubensson rzucie wolnym na listę strzelczyń wpisała się Adelina Engman. Dla pochodzącej z Wysp Alandzkich skrzydłowej było to jedenaste trafienia na boiskach Damallsvenskan, a ponad połowa z nich miała miejsce właśnie w meczach przeciwko Kristianstad. To się nazywa mieć patent na konkretnego rywala!

Komplet niedzielnych wyników:

5

6

Promyk słońca dla United

holm

Loreta Kullashi przełamała strzelecką niemoc (Fot. Niklas Holm)

Zarówno Kalmar, jak i Eskilstuna, przystępowały do bezpośredniego starcia z zaledwie jednym zwycięstwem w sześciu ligowych meczach. O ile w przypadku beniaminka ze Småland taki bilans nie był żadnym zaskoczeniem (a jeśli już, to raczej na plus), o tyle trzecia drużyna poprzednich rozgrywek z pewnością miała zdecydowanie większe apetyty. Wprawdzie przed rozpoczęciem sezonu niejednokrotnie podkreślaliśmy, że ten rok będzie dla Eskilstuny najtrudniejszym testem od czasu awansu do Damallsvendskan, ale taką postawę zespołu, którego barwy reprezentują między innymi Larsson, Dahlkvist, Glas, Barsley, czy Kullashi, ciężko było nazwać inaczej jak sporego kalibru rozczarowaniem.

Papierowy faworyt mógł być więc tylko jeden, ale ponieważ nasza liga zdążyła już przyzwyczaić wszystkich do niespodziewanych rozstrzygnięć, pierwszego gwizdka na Gröndals IP wyczekiwaliśmy z niemałym zaciekawieniem. Tym razem obyło się jednak bez sensacji, a przewyższająca swoje rywalki w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła drużyna Magnusa Karlssona stosunkowo szybko pokazała ekipie z Kalmar miejsce w szeregu. Pierwszego gola przyniósł gościom stały fragment gry i to pomimo tego, iż dośrodkowana przez Petrę Johansson futbolówka nie dotarła ani do Vaili Barsley, ani do Hanny Glas. Niefortunna interwencja Jones sprawiła jednak, że przed szansą na pokonanie Tove Enblom stanęła Felicia Karlsson i okazji tej nie zmarnowała. Niespełna pięć minut później prowadzenie United podwyższyła po indywidualnej akcji Loreta Kullashi, dla której był to pierwszy gol po ponad dwumiesięcznej przerwie, a dzieła zniszczenia Kalmar dopełniła już w drugiej połowie Mimmi Larsson, popisując się niezwykle efektownym uderzeniem zza pola karnego.

Eskilstuna mogła wygrać to spotkanie zdecydowanie wyżej, ale to nie rozmiary zwycięstwa były dziś kluczowe dla zespołu Magnusa Karlssona. Po fatalnym początku sezonu, piłkarkom z Tunavallen potrzebny był mecz, który przywróci im wiarę we własne umiejętności i trudno nie zgodzić się z opinią, że na boisku w Kalmar właśnie taki mecz zagrały. Oczywiście, biorąc pod uwagę zarówno klasę rywala, jak i jego aktualną dyspozycję, poprzeczka nie była zawieszona ekstremalnie wysoko, ale w takich okolicznościach ewentualne potknięcie na Gröndals IP tym bardziej mogło nieść za sobą naprawdę poważne skutki. Na szczęście dla sympatyków United, tego najbardziej czarnego scenariusza udało się zawodniczkom z Eskilstuny uniknąć i choć ich sytuacja wciąż jest daleka od komfortowej, to na Tunavallen w końcu mają racjonalne podstawy, aby wierzyć, że najgorszy okres właśnie się zakończył, a po przerwie reprezentacyjnej będzie już tylko lepiej. Podstawy te nie mają wprawdzie przesadnie mocnych fundamentów, ale z drugiej strony dziś i tak nie dało się ugrać więcej.

Sobotni wynik:

4

Lapońska piękność znów zachwyca

SJ

Julia Karlenäs właśnie doprowadziła do remisu, ale jej reakcja pokazuje, że w Piteå grają w tym roku o pełną pulę (Fot. Stefan Jerrevång)

Przez 73 minuty meczu na Linköping Arenie wydawało się, że piękna, zwycięska seria Piteå ma się ku końcowi. Dzielne zawodniczki z Laponii, choć piłkarsko absolutnie nie odstawały od wciąż aktualnych mistrzyń Szwecji, cały czas przegrywały 0-1 i nic nie wskazywało na to, aby za chwilę miały znaleźć sposób na pokonanie nadspodziewanie pewnie spisującej się w bramce LFC Matildy Haglund. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce (a mówiąc bardziej precyzyjnie – nogi) wzięła June Pedersen i dwoma fenomenalnymi podaniami odwróciła losy meczu o sto osiemdziesiąt stopni.

Zanim jednak obejrzeliśmy szaloną końcówkę i nieprawdopodobny powrót podopiecznych Stellana Carlssona, to kibice z Linköping mieli dzisiejszego wieczora więcej powodów do radości. Dawała im je nie tylko wspomniana na wstępie Haglund, która najpierw popisała się udaną interwencją po strzale z dystansu Aronsson, a następnie wygrała pojedynek sam na sam z Jakobsson, ale także piłkarki formacji ofensywnej. Jak zwykle swoje robiła Asllani, na skrzydle starała się szarpać Sørensen, a Maanum nie bała się fizycznych pojedynków z rosłymi defensorkami Piteå, z których nierzadko wychodziła zresztą zwycięsko. Gra mistrzyń Szwecji niewątpliwie wyglądała zdecydowanie lepiej niż podczas większości spotkań rundy wiosennej, a zdobyty tuż przed końcem pierwszej połowy gol był niejako potwierdzeniem, że praca Henrika Jensena zaczyna powoli przynosić konkretne efekty. Nie da się ukryć, że samo trafienie było nieco szczęśliwe (w olbrzymim zamieszaniu podbramkowym o zgraną przez Oskarsson futbolówkę walczyły Pedersen, Sörensen i Dowie i to właśnie ta ostatnia – po rykoszecie od norweskiej obrończyni – wepchnęła ją do siatki), ale z drugiej strony w ostatnim kwadransie przed przerwą bramka dla Linköping wisiała w powietrzu i fakt, że to gospodynie schodziły do szatni z korzystnym wynikiem, nie był w żadnym razie dziełem przypadku.

Druga połowa rozkręcała się bardzo powoli i wydaje się całkiem prawdopodobne, że co bardziej niecierpliwi widzowie w okolicach siedemdziesiątej minuty zdecydowali się wyłączyć transmisję i udali się na przykład na relaksujący spacer z psem. Na tamten moment taka decyzja wydawała się zresztą w stu procentach zasadna, gdyż niewątpliwie istnieje przynajmniej tysiąc ciekawszych sposobów na spędzenie ciepłego, czerwcowego wieczora niż obserwowanie zawodniczek z Piteå próbujących bez wyraźnego konceptu rozbić defensywne zasieki postawione przez zespół z Linköping. Jeśli jednak ktoś – być może wbrew logice – postanowił pozostać do końca z Damallsvenskan, to stał się naocznym świadkiem dwudziestu minut niesamowitego, piłkarskiego rollercoastera. Cała ta jazda bez trzymanki zaczęła się całkiem niewinnie, bo od rzutu rożnego wywalczonego przez gości. Do ustawionej w narożniku futbolówki podeszła Pedersen, dośrodkowała na dalszy słupek, piłka o milimetry minęła szykujące się do wyjaśnienia sytuacji Lantz oraz Arnth, a stojąca dokładnie tam gdzie powinna Karlenäs uprzedziła Haglund i strzałem głową doprowadziła do remisu. Wynik 1-1 ewidentnie nie satysfakcjonował żadnej ze stron, w związku z czym na stadionie w Östergötland rozpoczęła się regularna wymiana ciosów. Po jednej stronie boiska doskonałą okazję na rozstrzygnięcie losów meczu miała Edlund, po drugiej wystarczyło, aby do lecącej wzdłuż bramki piłki nogę dostawiła Dowie; mnożyły się rzuty rożne i wolne, z kontuzją plac gry musiała opuścić Asllani, ale rezultat wciąż nie ulegał zmianie. Z podziałem punktów powoli zaczynali godzić się sympatycy obu ekip, ale w żadnym razie nie zamierzała tego robić Pedersen. Doświadczona Norweżka w 93. minucie raz jeszcze doskonale wypatrzyła Karlenäs, ta zgrała futbolówkę pod nogi nabiegającej Edlund, a 23-letnia wychowanka Trångfors IF nie do końca przygotowanym strzałem uszczęśliwiła nie tylko kilkunastoosobową grupkę fanów z Norrbotten, ale całą północną Szwecję.

Zwycięstwo wydarte przeciwnikowi w takich okolicznościach bez wątpienia smakuje podwójnie i nic dziwnego, że w Piteå już nie mogą się doczekać następnej, ligowej potyczki. 16. czerwca drużyna Stellana Carlssona zmierzy się w nocnym meczu na szczycie z Rosengård i patrząc na aktualną tabelę trudno nie zauważyć, że tym razem jego stawką będzie znacznie więcej niż zwycięstwo w odwiecznej rywalizacji Północy z Południem. Piłkarki z Piteå z każdą następną kolejką są bowiem coraz bliżej tego, aby zrobić sobie nieoczekiwany prezent na stulecie istnienia klubu. Prezent, którego całe Norrbotten z pewnością nigdy nie zapomni.

Piątkowy wynik:

3