Trzecioligowa wiosna

TyresoBB

Czy Tyresö i Jitex jeszcze kiedyś spotkają się na pierwszoligowych boiskach? (Fot. Bildbyrån)

Nadszedł właśnie najlepszy moment, aby ostatni raz przed rozpoczęciem wielkiego, piłkarskiego święta zajrzeć na ligowe boiska. Tym razem naszym celem nie będą jednak regularnie odwiedzane przez nas areny Damallsvenskan i Elitettan, a stadiony, na których podzielone na sześć regionalnych dywizji drużyny walczą o awans lub powrót na szczebel centralny. Wśród 72 rywalizujących ekip nie brakuje takich, które niedawno nie tylko zwyciężały w krajowej lidze czy pucharze, ale nawet dostąpiły zaszczytu gry w finale Ligi Mistrzyń. Czy po wiosennej części rozgrywek choć jeden z utytułowanych zespołów wykonał pierwszy krok w kierunku powrotu na szczyt? Zapraszamy na ekspresowy, trzecioligowy przegląd wydarzeń.

Grupa Północ

Legendarne Sunnanå SK, które jeszcze w sezonie 2013 rywalizowało w najwyższej klasie rozgrywkowej, spędzi letnią przerwę na zaledwie trzeciej pozycji w ligowej tabeli. Tuż za plecami piłkarek ze Skellefteå czai się nie ukrywający swoich ambicji Team TG, zaś z drugiego miejsca jesienią zaatakuje mający w swojej kadrze zawodniczki z ekstraklasową przeszłością Mörön. Trójkę papierowych faworytów póki co skutecznie godzi jednak Notviken i choć barw zespołu z Luleå nie bronią takie gwiazdy jak chociażby Tjärnlund, czy Okeowo, to mocny kolektyw, szczelna defensywa oraz błysk geniuszu Jenny Nilsson sprawiły, że to właśnie typowany do walki co najwyżej o czwartą lokatę klub jest na półmetku rozgrywek najbliżej gry w barażach o Elitettan.

Grupa Svealand Północ

Jesienią minionego roku piłkarki Bollstanäs były o kilkanaście minut od powrotu na drugi szczebel rozgrywek, ale przegrane w niesamowicie dramatycznych okolicznościach spotkanie z Assi sprawiło, że plany awansu trzeba było odłożyć w czasie przynajmniej o rok. Wszystko wskazuje jednak, że i tym razem może być ciężko o promocję, gdyż siedmiopunktowa strata do duetu liderów na starcie rundy jesiennej z pewnością nie jest najlepszą pozycją wyjściową. Dwójkę głównych pretendentów tworzą za to rewelacja poprzedniej edycji Pucharu Szwecji Gamla Uppsala oraz liderujący całej stawce Ljusdal i wydaje się, że to właśnie między nimi rozstrzygnie się ostatecznie kwestia awansu.

Grupa Svealand Południe

Dywizja, w której rywalizują najbardziej zasłużone kluby okazała się tak wyrównana, że po zakończeniu rundy wiosennej jedyną rozsądną konstatacją będzie stwierdzenie, że póki co wiemy tyle, że nic nie wiemy. Na pole position na tę chwilę znajdują się piłkarki Brommapojkarna, ale zaledwie punkt traci do nich Boo, a dystans jednego meczu zachowują ponadto beniaminek Tyresö oraz potęga lat dziewięćdziesiątych Älvsjö. Zarówno pięciokrotne mistrzynie kraju, jak i niedawne finalistki Ligi Mistrzyń (po trzecioligowych boiskach biega między innymi pamiętająca lizboński finał Madelaine Edlund) z pewnością nie zamierzają jesienią składać broni, a ligowy finisz może okazać się nie mniej ekscytujący niż ten w ekstraklasie. W walce o największe zaszczyty udziału nie weźmie za to raczej stołeczna Älta, choć w klubie zapewniają, że jeśli w tym sezonie uda się spokojnie utrzymać na tym poziomie rozgrywek, to za rok powinno być już tylko lepiej.

Grupa Götaland Północ

Karlskoga, Lidköping i Skövde idą niesamowicie mocno od początku sezonu i nie jest wykluczone, że walka między nimi potrwa aż do ostatniej serii spotkań. Na korzyść tych pierwszych przemawia zarówno najlepszy bilans spotkań z bezpośrednimi rywalkami, jak i fakt, że to właśnie ich barwy reprezentuje fenomenalna tej wiosny Jade Flory. Czy to właśnie te czynniki okażą się w końcowym rozrachunku decydujące? Awansem do Elitettan póki co nie zaprzątają sobie głowy w Karlstad, gdyż QBIK, były klub między innymi Anji Mittag, plasuje się zaledwie dwa punkty nad strefą spadkową.

Grupa Götaland Środek

Gdyby w latach siedemdziesiątych minionego stulecia rozgrywano finały Ligi Mistrzyń, gablota na Åbyvallen z całą pewnością uginałaby się pod ciężarem trofeów. Upływającego czasu nie da się jednak zatrzymać i klub, który pół wieku temu był prawdopodobnie numerem jeden na świecie, dziś rozpoczyna rywalizację o powrót na należne sobie miejsce. Sytuacja Jitexu na półmetku rozgrywek nie wygląda wcale najgorzej, gdyż punkt straty do liderującego Mariebo przy jednym zaległym meczu jak najbardziej daje nadzieję na zakończenie tegorocznej kampanii pełnym sukcesem. Do tego, aby tak faktycznie się stało, niezbędna będzie dobra dyspozycja kluczowych piłkarek z Möldnal, ale nie zapominajmy, że w Mariebo mają gotową odpowiedź na Roosę Ariyo i Amandę Östervall, a na imię jej Ellen. Ellen Toivio.

Grupa Götaland Południe

Tutaj wszystko wydaje się być najbardziej klarowne, ale już oglądając zimowe wzmocnienia Asarum mogliśmy przypuszczać, że w Karlshamn nie zamierzają spędzać kolejnego sezonu w trzeciej lidze. Reprezentantka Nigerii Josephine Chukwunonye, dynamiczna Felicia da Silva i bramkostrzelna Mathilda Nilsson miały poprowadzić swój zespół do ligowego zwycięstwa i jak dotychczas wywiązują się z postawionego przed nimi zadania bez zastrzeżeń. Kroku liderkom dotrzymywać próbują jedynie będąca nieformalną filią grającego w Damallsvenskan Vittsjö Halmia oraz prowadzona do boju przez doskonale znaną z pierwszoligowych boisk Therese Björck Glimåkra, ale choć żaden z wymienionych klubów wiosną z Asarum nie przegrał, ich strata na półmetku rozgrywek wynosi odpowiednio pięć i osiem punktów.

Lindahl, Schough i długo nic

bigOriginal

Fot. Björn Larsson

Próba generalna w postaci starcia z reprezentacją Meksyku miała sprawić, że szwedzkie piłkarki wsiądą na pokład odlatującego do Holandii samolotu w lepszych nastrojach. Niestety, pomimo skromnego zwycięstwa, po ostatnim gwizdku austriackiej sędzi ciężko było znaleźć kogoś, kto opuszczałby stadion w Falkenbergu w pełni usatysfakcjonowany. Mecz, który miał zapewnić zawodniczkom i sztabowi szkoleniowemu przynajmniej tydzień tak bardzo potrzebnego w tej chwili spokoju, potoczył się jednak według takiego scenariusza, że trudno było po jego zakończeniu powstrzymać się przed wygłoszeniem kilku naprawdę poważnych obaw. Nawet biorąc poprawkę na trudy trwającego aż do minionego piątku obozu przygotowawczego w Göteborgu, drużyna Pii Sundhage w wielu aspektach prezentowała się bowiem tak, jakby kluczowe pojedynki czekały ją nie za dziewięć dni, a za dziewięć miesięcy.

Pierwsze powody do niepokoju mieliśmy tuż po rozpoczęciu gry, gdy okazało się, że zawodniczki z Ameryki Środkowej górują nad naszymi piłkarkami nie tylko szybkościowo (co dałoby się jeszcze wytłumaczyć znużeniem po ciężkich treningach), ale i pod względem pomysłu na rozgrywanie akcji ofensywnych. Gdyby nie instynktowna interwencja Lindahl po strzale Robles, Meksykanki szybko wyszłyby na prowadzenie 1-0, ale jeśli ktoś spodziewał się, że sytuacja ta podziała mobilizująco na kadrowiczki Pii Sundhage, ten srodze się zawiódł. Mijały bowiem kolejne minuty, a jedynym godnym odnotowania szwedzkim akcentem wciąż było brawurowe i ciepło przyjęte przez publiczność wykonanie hymnu narodowego przez Bertila Schougha. Po mniej więcej pół godzinie gry sygnał do ataku dała w końcu … jego córka, która kilkoma rajdami lewym skrzydłem spróbowała rozerwać stanowiącą do tego momentu monolit meksykańską defensywę. Akcje te nie przyniosły wprawdzie bramkowego efektu, ale piłkarki gości wielokrotnie zmuszone były ratować się wybiciami na rzut rożny, co z kolei dawało możliwość ponownego przetestowania kilku wariantów egzekwowania stałych fragmentów gry. Po jednym z nich Bianca Henninger w końcu skapitulowała, choć trzeba przyznać, że akurat w tej akcji zdecydowanie więcej było przypadku niż rozegrania wyuczonego schematu. Zaczęło się raz jeszcze od Schough, następnie dośrodkowaną w szesnastkę piłkę przedłużyła Rolfö, a pod nogi Sembrant strąciła ją ostatecznie naciskana przez Seger Christina Murillo. Nieco zaskoczona stoperka Montpellier nie do końca czysto trafiła w futbolówkę, ale koniec końców zmieściła ją tuż przy słupku meksykańskiej bramki, nie dając Henninger żadnych szans na skuteczną interwencję. Chwilę później, po strzale Schelin Szwecja mogła, a może nawet powinna zapewnić sobie dwubramkowe prowadzenie, ale w górę powędrowała chorągiewka sędzi liniowej. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że taki wynik jeszcze bardziej wypaczyłby faktyczny obraz gry.

Drugą połowę znów lepiej rozpoczęły Meksykanki, które ani myślały odpuszczać szykującym się do występu w EURO 2017 wyżej notowanym rywalkom. Podobnie jak przed przerwą, zdecydowanie najwięcej działo się na prawej flance, na której królowała Stephany Mayor. Grająca na co dzień na Islandii pomocniczka tak łatwo radziła sobie z Jonną Andersson, że nieplanowaną zmianą zareagowała na to nawet Sundhage, oszczędzając defensorce Linköping kolejnych trzydziestu minut męki. Inną wyróżniającą się zawodniczką w drużynie Meksyku była Bianca Sierra, która tak skutecznie zaopiekowała się Stiną Blackstenius, że ta zakończyła mecz bez choćby jednego oddanego strzału, co w jej przypadku jest wydarzeniem bez precedensu. Co ciekawe, w dniach poprzedzających mecz w Falkenbergu, na temat Mayor i Sierry zrobiło się głośno za sprawą opisującego ich związek artykułu w New York Times, ale na murawie obie udowodniły, że równie wiele i równie dobrze można pisać o ich boiskowych wyczynach. To, że nazwisko żadnej z nich ostatecznie nie znalazło się w najważniejszej rubryce meczowego protokołu było przede wszystkim zasługą Lindahl, która jako jedyna po stronie szwedzkiej (oczywiście obok wspomnianego już wcześniej Bertila Schougha) zasłużyła dziś na naprawdę wysoką notę za swój występ.

Ostatni kwadrans meczu był tak naprawdę jedynym, w którym gra toczyła się pod wyraźne dyktando Szwedek, ale wprowadzone po przerwie Rubensson oraz Folkesson nie bardzo miały pomysł na rozmontowanie coraz bardziej zmęczonej, lecz wciąż niezwykle szczelnej meksykańskiej defensywy. Piłkarki z Ameryki Środkowej ustawiły się formacją, którą doskonale znamy chociażby z meczów Hammarby Olofa Unogårda i ten manewr okazał się wystarczający do zneutralizowania prób zawiązania akcji ofensywnych przez podopieczne Pii Sundhage. Trochę groźniej robiło się jedynie przy dośrodkowaniach spod linii końcowej, a także po kolejnych stałych fragmentach gry (w tej fazie meczu odpowiadała za nie Magdalena Eriksson i radziła sobie w tej roli całkiem nieźle), ale okazało się, że to Lindahl, a nie Henninger znów musiała w ostatnich minutach interweniować po celnym strzale rywalki.

1-0 z Meksykiem nie jest oczywiście wynikiem marzeń, ale zdecydowanie bardziej niż sam rezultat martwić może postawa szwedzkich piłkarek. Na dziewięć dni przed meczem z Niemkami nie zobaczyliśmy bowiem ani odpowiedniego tempa, ani wygranych pojedynków w sytuacjach 50/50 (choć rywalki nie należały do najbardziej atletycznych), ani koncepcji gry atakiem pozycyjnym, ani jakiegokolwiek impulsu z ławki. Pocieszać możemy się tym, że w miarę poprawnie zaczynają funkcjonować stałe fragmenty, choć chyba zdecydowanie najlepszą informacją ze szwedzkiego punktu widzenia jest fakt, że w grupie B holenderskiego EURO spotkają się trzy mniej lub bardziej rozbite reprezentacje. Matematyka podpowiada więc, że przynajmniej dokładnie jedna z nich awansuje do fazy pucharowej i tej szansy wypuścić po prostu nie można. A w ewentualnym ćwierć- i półfinale – o czym wiemy, jak nikt inny na świecie – mogą się już zdarzyć cuda.

Powrót do przeszłości

img_4014-sundhage-och-schelin

Fot. Johan Rydén

Ten sam hotel, te same pokoje, te same boiska treningowe – gdyby nie kalendarz przypominający nam o tym, że znajdujemy się w roku 2017, moglibyśmy pomyśleć, że już za chwilę na szwedzkiej ziemi rozpocznie się wielkie, piłkarskie święto. Wspomnienia z niezwykle udanego pod wieloma względami EURO 2013 wciąż są tak żywe, że wybór tego samego ośrodka podczas ostatniej fazy przygotowań nie dziwi absolutnie nikogo. Tak, to był naprawdę wspaniały rok, a mistrzostwa w Szwecji były niezapomniane – potwierdza Lotta Schelin, jedna z ośmiu piłkarek pamiętających tamten turniej. To niesamowite uczucie wrócić tu i znów trenować na tych samych boiskach. Czuję się dokładnie tak, jak przed EURO 2013. Bardzo pozytywnie – dopowiada Kosovare Asllani. Słowa obu zawodniczek jednoznacznie potwierdzają, że jeśli ta reprezentacja ma w najważniejszym momencie odzyskać zagubioną gdzieś po drodze tożsamość, to Hisingen było zdecydowanie najlepszym wyborem. Jedyna różnica polegać będzie na tym, że teraz, na tydzień przed pierwszym turniejowym meczem, szwedzkiej kadrze przyjdzie opuścić gościnny Göteborg i udać się do holenderskiej bazy w Arnhem, która stanie się na pewien czas jej tymczasowym domem.

O podróży do Holandii póki co mówi się jednak stosunkowo niewiele, podobnie zresztą jak o czekającym nas za kilkanaście godzin meczu z reprezentacją Meksyku. Oczywiście, rywalki z Ameryki Środkowej zostały potraktowane z należytym szacunkiem, a celem na dzisiejsze popołudnie niezmiennie pozostaje pożegnanie się z kibicami w kraju efektownym zwycięstwem, ale w ostatnich dniach więcej emocji wzbudzało chociażby wtorkowe, towarzyskie starcie Niemek z Brazylijkami. Mistrzynie Europy pokazały bowiem, że w przededniu wielkiej imprezy znajdują się w świetnej dyspozycji i 17. lipca musimy przygotować się na niezwykle ciężką przeprawę. Przy okazji meczu z Niemkami wałkowany jest również temat taktycznej porażki, która rzekomo miałaby zagwarantować łatwiejszą drabinkę w fazie pucharowej, ale na szczęście żadna z piłkarek nie dała się namówić na tego typu analizy. Niebezpośrednio odniosła się za to do nich Pia Sundhage, która w cokolwiek tajemniczy sposób zauważyła, że turnieje charakteryzują się tym, że nie trzeba wygrywać na nich wszystkich meczów. Wystarczy po prostu wygrać te najważniejsze – przekonywała selekcjonerka. Interpretowanie tych słów jako zapowiedź odpuszczenia któregokolwiek z meczów wydaje się być jednak sporych rozmiarów nadużyciem.

Dobrą informacją płynącą z Göteborga jest za to fakt, że urazy Lundberg, Johansson i Rubensson okazały się niegroźne i cała trójka powinna być do dyspozycji selekcjonerek już na mecz z Meksykiem. Na pełnych obrotach trenowała także Schelin, która również narzekała na drobne problemy zdrowotne na początku zgrupowania. Dyspozycja napastniczki Rosengård jest o tyle istotna, że w hierarchii Sundhage jest one centralną postacią szwedzkiej ofensywy i wiele spośród ćwiczonych wariantów zakłada jej obecność na boisku. Zdecydowanie więcej wątpliwości pojawia się przy próbie wskazania najbardziej prawdopodobnej partnerki Schelin w pierwszej linii, choć gdyby ufać matematyce, największe szanse należałoby przyznać Fridolinie Rolfö. To właśnie zawodniczka monachijskiego Bayernu przymierzana była do tej roli najdłużej i najbardziej intensywnie, choć trzeba podkreślić, że całkiem płynnie wyglądała także współpraca Schelin z Mimmi Larsson. Napastniczka Eskilstuny na ten moment wydaje się jednak zaledwie czwartym wyborem Sundhage, choć niewykluczone, że przed startem holenderskiego turnieju jej akcje pójdą nieco w górę. Przebić się do wyjściowego składu będzie jednak piłkarce United bardzo ciężko, ale całkowicie takiego scenariusza wykluczyć rzecz jasna nie możemy.

Pozostałe miejsca w jedenastce wydają się za to obsadzone i trudno przypuszczać, aby w przypadku braku wypadków losowych sztab szkoleniowy zdecydował się w ostatniej chwili na choćby jedną, nieprzewidzianą rotację. Zarówno Pia Sundhage, jak i Lilie Persson, zaliczają się bowiem do grona trenerek, które bardziej niż z zaskakującymi decyzjami personalnymi, kojarzą nam się z żelazną konsekwencją. Już za około miesiąc przekonamy się, czy tym razem strategia ta poprowadzi nas do zwycięstwa, a póki co pozostaje życzyć, aby każda z 23 szwedzkich piłkarek w pełni zdrowia doleciała do Holandii, a podczas turnieju w najlepszy możliwy sposób odegrała swoją rolę, bez względu na to, czy będzie ona pierwszo-, czy drugoplanowa. Skoro cała historia zaczyna się identycznie, jak cztery lata temu, to chyba nikt nie obraziłby się, gdyby podobna była również postawa piłkarek w żółto-niebieskich strojach na boisku.

Damallsvenskan na podbój Europy

Rozpoczynające się już za niespełna dwa tygodnie EURO 2017 będzie turniejem, na który udaje się niesamowicie silna delegacja z Damallsvenskan. Szwedzka ekstraklasa będzie na holenderskich boiskach trzecią najliczniej reprezentowaną ligą, ustępując w tym względzie jedynie niemieckiej Bundeslidze oraz angielskiej WSL. Co więcej, jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę klubów wysyłających na turniej swoje piłkarki, a także liczbę krajów, z których pochodzą grające w danych rozgrywkach kadrowiczki, sytuacja wygląda jeszcze lepiej. W obu tych zestawieniach Damallsvenskan zajmuje bowiem zaszczytną, drugą lokatę, tuż za plecami Bundesligi. Statystyki te warto eksponować przy każdej możliwej okazji, abyśmy sami przez przypadek nie uwierzyli w usilnie lansowany szczególnie przez naszych przyjaciół z Francji i Hiszpanii mit, że Skandynawia stała się w piłce klubowej zaściankiem. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że pewnych procesów zatrzymać się nie da, ale póki co mamy lipiec 2017 i na tę chwilę piłkarki szwedzkiej ekstraklasy mogłyby – w przeciwieństwie do zawodniczek grających chociażby w Hiszpanii – wystawić na EURO 2017 trzy jedenastki. I to jest niewątpliwie dobra informacja.

Ponieważ w najbliższych tygodniach siłą rzeczy w centrum naszej uwagi będą przede wszystkim reprezentantki Szwecji, dziś skupimy się na naszych dobrych znajomych, które na holenderskich boiskach przywdziewać będą inne barwy. Grupa ta liczy sobie aż dwadzieścia piłkarek i za powodzenie każdej z nich również będziemy mocno ściskać kciuki. Poniższe zestawienie powstało ponadto z myślą o wszystkich, którzy będą pracować przy obsłudze EURO 2017, a na co dzień nie mogą aż tak wnikliwie śledzić wydarzeń na szwedzkich stadionach:

01. martens

Największa obok Tabithy Chawingi gwiazda pierwszej części sezonu! To ona ratowała punkty w Sztokholmie, to ona prowadziła zespół do zwycięstwa w Vittsjö, to ona nie zawodziła nawet wtedy, gdy pozostałe piłkarki Rosengård prezentowały się zdecydowanie poniżej oczekiwań. Nic więc dziwnego, że przed tygodniem na biurku Therese Sjögran pojawiła się bardzo interesująca oferta z Katalonii dotycząca właśnie holenderskiej skrzydłowej. W Barcelonie zdają sobie sprawę, że po EURO wartość Martens może tylko wzrosnąć.

02. van den bulk

Trudno przypuszczać, aby była centralną postacią zespołu prowadzonego przez Sarinę Wiegman, ale gdyby na którymś etapie turnieju holenderkom przyszło walczyć o awans w rzutach karnych, stoperka Djurgården może okazać się niesamowicie cennym wzmocnieniem. Z jedenastego metra van den Bulk myli się bowiem niezwykle rzadko.

03. minde

Wszyscy pamiętamy turniej sprzed czterech lat, na którym była prawdziwym objawieniem. Tej wiosny straciła kilka tygodni przez kontuzję, ale na szczęście w momencie najważniejszej próby wydaje się być w pełni sił i formy. Czy raz jeszcze uda jej się rzucić na kolana Europę? Niewykluczone, wszak na ławce trenerskiej norweskiej kadry zasiada obecnie Martin Sjögren, który jak nikt inny potrafi w pełni wykorzystać potencjał dynamicznej skrzydłowej.

04. schjelderup

Liczby bardzo często bywają zwodnicze, ale akurat w przypadku Schjelderup idealnie podsumowują ligową wiosnę w jej wykonaniu. Piłkarce Eskilstuny bardzo często brakowało tego charakterystycznego błysku, który cechował jej grę za czasów występów w norweskim Stabæk. Przeciwników norweskiej kadry przestrzegamy jednak przed zostawianiem jej zbyt dużej swobody, szczególnie gdy znajduje się z piłką na wprost bramki.

05. arnth

Piłkarka – kameleon. Potrafi zagrać świetny mecz, aby za chwilę w spektakularny sposób zniweczyć całą wcześniejszą pracę. Bardzo bramkostrzelna jak na stoperkę, ale niestety lubi trafiać do obu bramek (jeden samobój na sezon to właściwie standard). Świetnie gra głową, ale ustawianie się i wyprowadzanie piłki z pewnością nie zaliczają się do jej największych atutów.

06. junge

Przez trzy sezony rozegrała w Rosengård niewiele ponad trzysta minut, nie znajdując dostatecznego uznania u żadnego z trojga szkoleniowców klubu z Malmö. W regularnej grze mocno przeszkadzały jej kontuzje, ale nawet gdy była zdrowa, nie potrafiła wywalczyć miejsca w wyjściowej jedenastce. Jej aktualna forma jest wielką niewiadomą, ale Nils Nielsen niezmiennie widzi dla niej miejsce w duńskiej kadrze, w której także pełni ostatnio rolę jokerki.

07. kildemoes

Przychodziła do przebudowanego Linköping jako piłkarka ze sporym potencjałem, ale chyba sama nie przypuszczała, że tak szybko przyjdzie jej go zaprezentować. Prawdziwy popis dała w meczu z Göteborgiem, w którym aż czterokrotnie wpisywała się na listę strzelczyń, ale chyba jeszcze większym osiągnięciem były regularne występy w drużynie mistrzyń Szwecji. Końcówkę rundy miała nieco słabszą, ale kto wie – może jeśli dostanie szansę, to w Holandii także będzie miała swój dzień?

08. troelsgaard

Przyszła do klubu w najgorszym możliwym momencie, bo tuż przed dwumeczem z Barceloną. W rywalizacji z klubem z Katalonii spisała się fatalnie, równie nieudany był w jej wykonaniu początek ligi, ale z tygodnia na tydzień coraz lepiej rozumiała się na boisku z Martens, Masar i Schelin, co natychmiast przyniosło efekt w postaci lepszych występów. W Danii mają nadzieję, że tendencja zwyżkowa utrzyma się przynajmniej do końca EURO.

09. van de putte

Kolejna piłkarka, która tej wiosny straciła okres przygotowawczy przez kontuzję, a gdy już ją wyleczyła, to jej forma nieco odbiegała od oczekiwań sympatyków Kristianstad. O miejsce w wyjściowej jedenastce rywalizowała z szesnastoletnią Kajsą Törnkvist i nie zawsze wychodziła z tej walki zwycięsko. Jeśli ma pomóc belgijskiej kadrze w sprawieniu niespodzianki na holenderskim turnieju, musi zaprezentować się lepiej niż na ligowych boiskach.

10. mittag

Miał być transferowy hit roku, a wyszło olbrzymie rozczarowanie. Była królowa strzelczyń Damallsvenskan nie tylko nie włączyła się do walki o odzyskanie snajperskiej korony, ale na pewien czas straciła miejsce w wyjściowej jedenastce klubu z Malmö. Nie zapominajmy jednak, że cały czas mówimy o piłkarce, która jednym zagraniem potrafi odwrócić losy meczu. Jak widać, każda epoka musi mieć swoją Birgit Prinz.

11. atladottir

Swój zdecydowanie najlepszy mecz rozegrała na koniec rundy, gdy perfekcyjnie wyłączyła z gry Tabithę Chawingę. Wcześniej bywało jednak bardzo różnie, choć ambicji i waleczności doświadczonej defensorce odmówić nie sposób. Jej znakiem firmowym są długie wyrzuty piłki z autu, po których bardzo często w polu karnym rywalek robi się niemały popłoch.

12. gisladottir

Powrót na szwedzkie boiska okazał się całkiem udany, ale po obiecującym początku z tygodnia na tydzień traciła impet. Pod koniec rundy przez lewą flankę Djurgården przejechać można było łatwiej niż przez most na cieśninie Öresund po zniesieniu dodatkowych kontroli. Z tego faktu bezkarnie skorzystały m.in. Spetsmark oraz Nathalie Persson, a przecież chociażby Francuzki dysponują w tym sektorze boiska jeszcze większą siłą rażenia.

13. gunnarsdottir

Gdyby ktoś miał wątpliwości jak wygląda najlepsza tej wiosny bramkarka Damallsvenskan, wystarczy spojrzeć na fotografię powyżej. To w dużej mierze dzięki jej postawie klub ze Sztokholmu plasuje się aktualnie w górnej połówce ligowej stawki. Jedynym powodem do niepokoju może być fakt, że dwa najmniej udane mecze rundy zaliczyła przeciwko Rosengård oraz Linköping, a na holenderskim EURO Islandki mierzyć się będą właśnie z rywalkami tej klasy.

14. kristjansdottir

Jedno z największych pozytywnych zaskoczeń rundy, ale to samo można powiedzieć w zasadzie o każdej piłkarce rewelacyjnego beniaminka z Malmö. Choć nie uniknęła pojedynczych wpadek (Vittsjö, Kvarnsveden), w większości spotkań poprawnie wywiązywała się ze swoich obowiązków, a nawet potrafiła dać swojej drużynie coś ekstra. Na przykład gola, asystę lub ratującą punkty interwencję na linii bramkowej.

15. viggosdottir

Gdy przyjeżdżała do Eskilstuny, niektórzy podważali sens tego transferu, ale islandzka defensorka niespecjalnie się tym przejmowała i od razu wywalczyła sobie miejsce w wyjściowej jedenastce, którego nie oddała do dziś. Paradoksalnie, wiosna 2017 była chyba najmniej spektakularną rundą na szwedzkich boiskach w jej wykonaniu, ale niewykluczone, że najlepsza forma przyjdzie właśnie na EURO.

16. barsley

Ulubienica trybun na Tunavallen jeszcze kilka miesięcy temu marzyła o grze w kadrze Anglii, ale po namowach Anny Signeul zdecydowała się reprezentować kraj, z którego pochodzi jej matka. Z Eskilstuną przebyła drogę od Elitettan do Ligi Mistrzyń i z pewnością nie obraziłaby się na podobną przygodę w szkockich barwach. Jej zdecydowanie największym atutem jest skoczność i doskonała gra głową, z czego korzysta zarówno w defensywie, jak i pod bramką rywalek.

17. brown

Przed rozpoczęciem rozgrywek Viktor Eriksson zapowiadał, że udało mu się pozyskać potencjalną gwiazdę ligi i pierwsze tygodnie wydawały się potwierdzać tę tezę. Po niesamowicie efektownym początku, piłkarka z Glasgow spuściła nieco z tonu, ale i tak swoje pierwsze półrocze na szwedzkich boiskach może zapisać zdecydowanie na plus. W Szkocji z całą pewnością nie obraziliby się, gdyby podczas holenderskiego EURO udało jej się wrócić do dyspozycji z przełomu marca i kwietnia.

18. dieke

Ukształtowana piłkarsko na wschodnim wybrzeżu USA weteranka, dla której występ na EURO 2017 będzie pięknym ukoronowaniem niezwykle bogatej kariery, podczas której zmagała się z wieloma przeciwnościami. Kontuzje nie omijały jej także tej wiosny, ale raz jeszcze potrafiła je przezwyciężyć, dzięki czemu właśnie przygotowuje się do najważniejszego turnieju w swoim życiu.

19. lynn

Bardzo długo czekała na swoją szansę w bramce Vittsjö, gdyż większym zaufaniem trenerów cieszyły się Finka Meriluoto oraz Amerykanka Fraine. Gdy się w końcu doczekała, udowodniła, że szkockie golkiperki na szwedzkich boiskach wcale nie muszą kojarzyć się jedynie ze spektakularnymi kiksami, co w ostatnich latach było niestety prawidłowością. W kadrze również musi uzbroić się w cierpliwość, choć wydaje się, że jest gotowa na to, aby zastąpić legendarną Gemmę Fay.

20. neto

O jej pozycji w klubie z Linköping najlepiej świadczy fakt, że piosenka na jej temat niezmiennie znajduje się na szczycie listy przebojów kibiców z Lejonflocken. Jeszcze ważniejszą rolę odgrywa w reprezentacji, którą niemal na własnych barkach (bezpośredni udział przy dziewięciu kolejnych golach w eliminacjach!) zaniosła do historycznego awansu na wielki turniej. Jeśli Portugalia ma zdobyć jakiekolwiek punkty na holenderskich boiskach, to można w ciemno zakładać, że to właśnie ona będzie ich główną architektką.

Piłkarska opowieść w jedenastu aktach

680

Fot. Andreas Eriksson

66 meczów, 76 dni, 202 gole, a w tej liczbie 7 bramek samobójczych, 19 zdobytych przez piłkarki z Afryki i 10 przez Amerykanki – tak wiosna 2017 w Damallsvenskan prezentuje się w liczbach. Suche statystyki nie oddają jednak nawet ułamka emocji, które było nam dane przeżyć dzięki nieprzewidywalnej jak nigdy wcześniej szwedzkiej ekstraklasie. Warto więc poświęcić chwilę, aby odświeżyć sobie w pamięci te wszystkie niezapomniane chwile od uciszającego na kilka minut stadion w Malmö trafienia Julii Roddar aż do zwycięskiego tańca radości zawodniczek z Kristianstad w kole środkowym na Ljungbergsplanen. Zapraszamy zatem na wiosenną, ligową opowieść w jedenastu aktach.

PROLOG

Na początku było Malmö. To właśnie tam zebraliśmy się, aby na kilka dni przed pierwszą ligowa kolejką oficjalnie zainaugurować sezon. Jak zwykle w podobnych okolicznościach, najwięcej i najciekawiej na scenie mówili trenerzy. Tak, w tym roku zwiedzamy Bałkany – przyznawał Jonas Björkgren który zimowych wzmocnień szukał przede wszystkim w Sarajewie i Lublanie. U nas w klubie jest jak w Liseberg – raz w górę, raz w dół – stwierdził z kolei Stefan Rehn, który jak na przykładnego mieszkańca Göteborga przystało, odniósł się do największego w zachodniej Szwecji parku rozrywki. Sam zainteresowany nie wiedział jednak, że forma jego drużyny w najbliższych tygodniach przypominać będzie raczej skok na bungee i to wykonany bez odpowiedniego zabezpieczenia. Swoich rozmówców kokietował za to Kim Björkegren, nowy szkoleniowiec mistrzyń kraju, któremu ewidentnie nie podobała się perspektywa odpowiadania wiele razy na to samo pytanie. Następnym razem, gdy usłyszę o celach na sezon, powiem, że w pełni zadowoli mnie pierwsza piątka – odgrażał się z uśmiechem na ustach. Nie próżnował także Thomas Mårtensson, który dla odmiany poszedł w tematy ekonomiczne. Jeśli chcecie zobaczyć wieś w Lidze Mistrzyń, inwestujcie w Vittsjö – zaapelował, a część zebranych już zaczęła wizualizować sobie delegatów UEFA  liczących krzesełka pod dachem na stadionie w północnej Skanii. Po serii mniej lub bardziej odważnych zapowiedzi i przemów oraz tradycyjnej dyskusji na temat plusów i minusów nowinek w piłkarskich przepisach, przyszedł czas na głosowanie. Prawie 75% zgromadzonych stwierdziło, że 11. listopada mistrzowska korona powróci do Malmö, a jeszcze bardziej prawdopodobne wydawały się spadek Hammarby i awans Växjö do Damallsvenskan. Na szczęście, od tego momentu przemawiać miało już tylko boisko, które dość szybko zadrwiło sobie ze wszystkich próbujących usystematyzować szwedzki futbol w blasku konferencyjnych sal.

AKT I

Miała być rewolucja w sposobie pokazywania Damallsvenskan, a był falstart bardziej spektakularny niż ten, który dekadę wcześniej na mistrzostwach świata przytrafił się Susannie Kallur. Jeśli ktoś skusił się na przetestowanie nowej platformy podczas inaugurującego sezon meczu Rosengård – Kvarnsveden, to zamiast zdobytego już po niespełna trzech minutach gola Julii Roddar oraz ośmiu kolejnych trafień (w większości już do “właściwej” bramki), zobaczył jedynie biały ekran. Niewiele lepszy widok mieli kibice na trybunach Vilans IP oraz LF Areny, gdyż zarówno Kristianstad, jak i Piteå przywitały się z nimi poniesionymi w kiepskim stylu porażkami. Na własnym boisku zwyciężył za to Göteborg, choć wtedy jeszcze mało kto przypuszczał, że obie grające tego dnia na Valhalli zespoły spędzą najbliższe lato w strefie spadkowej. W jedynym poniedziałkowym meczu, Eskilstuna zmierzyła się z wracającym do ekstraklasy Hammarby i pomimo wsparcia od sposobiącej się do przeprowadzki z Nottingham do Londynu Louise Quinn, długo nie potrafiła sforsować zadziwiająco szczelnej defensywy beniaminka. Inaugurację ostatecznie postanowiła uratować United debiutująca w najwyższej klasie rozgrywkowej Emma Holmgren, wrzucając futbolówkę do własnej bramki, ale w Eskilstunie i tak mówiło się głównie o tym, że tylko godziny dzielą nas od powrotu na boisko Mimmi Larsson. Patrząc na przebieg meczu z Hammarby, nietrudno nawet zgadnąć dlaczego.

preview

Fot. Anders Nilsson

AKT II

Drugi raz z rzędu Rosengård otrzymał w początkowej fazie meczu wyjątkowo zimny prysznic, ale Lieke Martens stwierdziła, że dość tych żartów i przy delikatnej pomocy Masar i Sundlöv (tą ostatnią posłużyła się w celu zmylenia Gunnarsdottir) zapewniła swojej drużynie zwycięski powrót ze stolicy. Eskilstuna znów śrubowała rekord w posiadaniu piłki i znów niewiele z tego wychodziło. Co gorsza, tym razem nie chciała pomóc nawet bramkarka rywalek, więc trzeba było sięgnąć po broń ostateczną broń w postaci Mimmi Larsson, co pozwoliło wywieźć z Vittsjö jeden punkt. W Dalarnie, Kvarnsveden i Göteborg zadały sobie po trzy ciosy, choć po prawdzie mogło być ich nawet dwa razy więcej, a w Malmö Jack Majgaard odpoczął po powrocie ze Sztokholmu i wtedy przypomniało mu się, że Pia Sundhage oddaje mu po zgrupowaniach kadry kontuzjowane piłkarki, w związku z czym FCR w zasadzie nie ma kim grać. Kilka kilometrów na południowy zachód, Limhamn Bunkeflo rozgrywał swój pierwszy w historii klubu domowy mecz w Damallsvenskan i zaledwie sekundy dzieliły absolutnego beniaminka od tego, aby zakończył się on zwycięstwem. W ostatniej akcji meczu do remisu doprowadziła jednak rekonwalescentka Pettersson.

AKT III

Hammarby ponownie pokazało się z bardzo dobrej strony, ale dwa gole Julii Spetsmark w końcówce sprawiły, że jeszcze tym razem sztokholmiankom nie udało się sięgnąć po komplet punktów. Na innych stadionach, równie wielką furorę co piłkarki, robiły także warunki atmosferyczne. Wodę z murawy na Limhamns IP usuwał specjalnie sprowadzony na tę okazję ciężki sprzęt, a Piteå i Kvarnsveden grały sobie podczas radośnie szalejącej nad LF Areną burzy śnieżnej. Takich anomalii udało się uniknąć w Eskilstunie i nawet Rosengård postanowił się nie wychylać, znów tracąc gola na samym początku spotkania. Bramka Mimmi Larsson sprawiła, że gospodynie zwietrzyły swoją szansę i szybko uciekły na 3-0, dzięki czemu nawet szaleńcza i okraszona trafieniami Mittag i Schelin pogoń faworytek na niewiele się zdała. Tym samym, kolejna sensacja w tegorocznej Damallsvenskan stała się faktem.

PIF-DIF-15

Fot. Tony Berglund

AKT IV

Do bramki Malmö po 14 miesiącach przerwy wróciła Erin McLeod, a najwyraźniej uradowana tym faktem Ella Masar poprowadziła rozzłoszczony ostatnią porażką Rosengård do pewnego zwycięstwa nad Göteborgiem. Radość w stolicy Skanii była w ów weekend podwójna, gdyż trzech punktów – przywiezionych z nieodległego Vittsjö – doczekali się także sympatycy Limhamn Bunkeflo. Popis swoich nieprzeciętnych umiejętności dała na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie Tabitha Chawinga, która od tego momentu w każdej kolejce wprost zachwycała swoimi umiejętnościami. Derby Eskilstuny z Örebro rozpoczęły się udanie dla gości, ale piłkarki z Behrn Areny postanowiły nie zrywać z tradycją i znów podarowały lokalnym rywalkom gola. A nawet dwa.

AKT V

Piteå znów nie wygrało w Göteborgu, Kristianstad w Sztokholmie, a Eskilstuna z fenomenalną Malin Diaz na kierownicy pokazała Limhamn Bunkeflo na czym polega pierwszoligowe granie. To wszystko zostało jednak zepchnięte nawet nie na drugi, a na trzeci plan przez wydarzenia na Zinkendamms IP, gdzie Hammarby pokonało Rosengård. Tak, tak, dobrze czytacie. Nawiększa sensacja tego stulecia w Damallsvenskan stała się możliwa przede wszystkim dzięki cierpliwości Angeldahl, dynamice Oskarsson, przytomności umysłu Zigiotti Olme i solidnej postawie Holmgren, która najwyraźniej już na dobre zapominała o wydarzeniach z Eskilstuny. Porażka z beniaminkiem była dla gwiazdozbioru ze Skanii o tyle bolesna, że tym razem nie poprzedzała jej żadna przerwa reprezentacyjna, a Jack Majgaard mógł skorzystać ze wszystkich dostępnych mu zawodniczek. Niestety dla kibiców FCR, zrobił to stosunkowo mało umiejętnie.

DAcfGLbXkAUmvi1

Fot. Bildbyrån

AKT VI

Wszyscy oczekiwali wielkiego pojedynku na szczycie, a tymczasem wystarczyły cztery minuty, aby Martens i Schelin zakończyły całą zabawę. Okazało się, że faworyt z Malmö najmocniej kąsa wtedy, gdy jest zraniony, a osłabiony brakiem Helin, Minde, Samuelsson i (zdrowej) Banusic zespół z Linköping przypomina raczej bezzębnego potwora. Cieszyli się za to w Eskilstunie, gdyż gol Olivii Schough zapewnił drużynie Viktora Erikssona awans na fotel lidera Damallsvenskan. Skrzydłowa, która jeszcze kilka lat temu śpiewała hymn Göteborga, teraz uderzeniem z dystansu pogrążyła swoją byłą drużynę, a popis wokalny dała w szatni, już po końcowym gwizdku. Na murawie znów brylowała za to Chawinga i choć wiele źródeł niesłusznie zapisało na jej koncie hat-tricka, to nie da się ukryć, że bez napastniczki z Malawi Kvarnsveden raczej nie odprawiłoby Örebro z bagażem trzech goli.

AKT VII

Skoro wszyscy tak bardzo chcieli hat-tricków, to w końcu je dostali. Najpierw ustrzeliła go Mimmi Larsson, tego samego dnia jej wynik poprawiła Maja Kildemoes, zdobywając cztery gole, a snajperskie popisy w najlepszy możliwy sposób podsumowała Linda Sällström, trafiając do siatki rywalek trzy razy w niespełna dziewięć minut. Mecz Vittsjö z Djurgården zakończył się ostatecznie zwycięstwem miejscowych w stosunku 4-1, co nikogo raczej nie zdziwiło, gdyż od pięciu lat każda wizyta sztokholmianek w północnej Skanii skutkuje dokładnie takim wynikiem. Zdecydowanie mniej przewidywalnie było w Malmö, gdzie Örebro bardzo długo prowadziło z Rosengård, ale ponieważ Ella Masar postanowiła zaprezentować nam zagranie z pogranicza MMA i futbolu amerykańskiego, skończyło się na podziale punktów i słusznych pretensjach gości do pani Tess Olofsson.

BB170525CO004

Fot. Bildbyrån

AKT VIII

Eskilstunie widocznie znudziło się to całe liderowanie, więc w słabym stylu przegrała w Sztokholmie i profilaktycznie postanowiła w ogóle nie wygrywać do końca rundy. Nieco inną filozofię wyznawali za to w Linköping, gdzie na topie ewidentnie musiało być w tym czasie sformułowanie raz, a dobrze. Piłkarki Kima Björkegrena poleciały bowiem do Norrbotten, oddały jeden strzał i wróciły do domu z kompletem punktów. Rywalki próbowały jedenaście razy, ale kolejny raz przekonaliśmy się, że w tej dyscyplinie sportu nie liczy się ilość. Swoją lekcję odebrało także Limhamn Bunkeflo, a Chawinga nareszcie doczekała się rzeczywistego hat-tricka na boiskach szwedzkiej ekstraklasy. Emocji nie brakowało także na Valhalli, gdzie grający w zasadzie bez bramkarki Göteborg prowadził z Hammarby już 3-0, ale dzielny beniaminek w porę zauważył lukę w szeregach rywala i zdołał jeszcze wyszarpać punkt.

AKT IX

Wieść o tym, że Göteborg gra nie tylko bez bramkarki, ale i bez obrony rozniosła się po całym kraju i tym razem skwapliwie skorzystało na tym Kristianstad. Dysponujące do tego momentu najsłabszą ofensywą w lidze podopieczne Elisabet Gunnarsdottir zapakowały rywalkom pięć goli, odblokowała się nawet Rebecka Holm, a czternastoletnia Evelina Duljan bawiła się z przeciwniczkami, jakby grała w najmłodszej kategorii wiekowej na Gothia Cup. Kvarnsveden mocno postawiło się Linköping, ale umiejętności i Chawingi wystarczyło ostatecznie jedynie na honorową porażkę 2-3. W Sztokholmie, derby stolicy trzeba było opóźnić o piętnaście minut, aby wszyscy zainteresowani zdążyli zająć miejsce na trybunach. Po ostatnim gwizdku powody do zadowolenia mogli mieć jednak wyłącznie fani Djurgården, którzy dzięki trafieniom Jaklerud oraz Norlin aż do 30. sierpnia mogą spacerować stołecznymi uliczkami z poczuciem, że są w tym mieście numerem jeden.

65b0614b-c0f9-4fbd-9a67-c88a18986435

Fot. Emil Langvad

AKT X

Ależ się działo w Borlänge! Najpierw Olof Unogård pokazał Pii Sundhage, jak powinny wyglądać efekty trenowania ofensywnych stałych fragmentów gry, a następnie Chawinga i spółka rozpoczęły zakończoną połowicznym sukcesem pogoń i skończyło się remisem 3-3, który miał dla obu ekip niesamowicie gorzki posmak. Cieszył się jedynie Jonas Björkgren, gdyż doszedł do wniosku, że ma u siebie w klubie najlepszą napastniczkę świata, a przyznajmy, że nie każdy trener ma luksus wygłoszenia takiej opinii bez ryzyka zostania posądzonym o drobne problemy z oceną otaczającej go rzeczywistości. Zadowoleni byli także kibice Rosengård, gdyż pierwsze w tym stuleciu ekstraklasowe derby Malmö zakończyły się pewnym zwycięstwem faworytek, a dwa identyczne gole wykreowane przez duet Riley – Martens były naprawdę przedniej urody. Wielkich zmian nie odnotowaliśmy za to w Göteborgu, z czego tym razem skorzystało Djurgården.

AKT XI

Następne w kolejce do obicia Göteborga ustawiło się Limhamn Bunkeflo i wykonało swoje zadanie jak należy. 5-2 okazało się zdecydowanie najmniejszym wymiarem kary, a gromadzący po cichu punkty beniaminek niespodziewanie wskoczył na czwartą lokatę w tabeli, na której pozostanie aż do jesieni. Peter Bronsman nie przestawał jednak przekonywać, że jakiekolwiek informacje o pożarze w Västergötland są mocno przesadzone, a fani z Göteborga nie muszą jeszcze szukać dojazdu na stadiony w Uppsali i Västerås. Nadchodzące wielkimi krokami lato źle podziałało także na Stellana Carlssona, który tak pogrzebał w taktyce na potyczkę z Rosengård, że piłkarki z Piteå przegrały ją już na przedmeczowej odprawie. Liderujący Linköping obronił swoją pozycję, pewnie pokonując wciąż stroniącą od wygrywania Eskilstunę, a łupem bramkowym podzieliły się zawodniczki odrzucone przez Pię Sundhage na ostatnim etapie selekcji. Dwa i pół miesiąca ligowych zmagań zwieńczył pojedynek na Ljungbergsplanen, w którym Atladottir jako pierwsza tej wiosny defensorka skutecznie upilnowała Chawingę, a Edgren zrobiła doskonały użytek ze świetnych warunków fizycznych, przesądzając o zwycięstwie Kristianstad strzałem głową w 95. minucie.

image.php

Fot. Tommy Svensson

Ufff, naprawdę się działo. Ale dla spragnionych ligowych emocji mamy bardzo dobrą informację. Na premierę sequelu tej pięknej historii nie musimy wcale czekać długo i już 17. sierpnia widzimy się na LF Arenie w Piteå. I dobrze, bo przecież przedstawienie musi trwać!

Podsumowanie 11. kolejki

Gdyby ktoś, kto nie śledził wiosny w Damallsvenskan, usłyszał po zakończeniu meczu Djurgården z Örebro, za drużyna grająca w czerwonych koszulkach zajmowała przed tą kolejką ostatnią lokatę w ligowej tabeli, z pewnością by w te rewelacje nie uwierzył. Wprawdzie w początkowej fazie meczu najbliżej pokonania Gudbjörg Gunnarsdottir była dwukrotnie … Petronella Ekroth, ale podopieczne Martina Skogmana wreszcie przypominały na boisku drużynę, a nie zbieraninę przypadkowych nazwisk. Niezwykle aktywne Spetsmark oraz Terry wjeżdżały w sztokholmską defensywę z większą łatwością niż wjeżdża się do własnego garażu, pod bramką gospodyń coraz mocniej się kotłowało, aż w końcu – w ostatniej akcji pierwszej połowy – piłkarki gości dopięły swego. Z rzutu rożnego dośrodkowała Pettersson Engström, Dahlkvist główkowała jeszcze w słupek, ale dobitka Fanny Andersson znalazła już drogę do celu. Stracony gol najwyraźniej podziałał mobilizująco na zawodniczki ze stolicy, które po wznowieniu gry natychmiast przejęły inicjatywę, ale animuszu wystarczyło im zaledwie na dziesięć minut. W tym czasie udało im się wprawdzie doprowadzić do remisu za sprawą Norlin, ale zamiast pójść za ciosem, piłkarki Djurgården znów cofnęły się głęboko, całkowicie oddając pole coraz śmielej poczynającym sobie rywalkom. Wybór takiej właśnie taktyki wydawał się o tyle ryzykowny, że obrończynie ze Sztokholmu w zdecydowanej większości sprawiały wrażenie, jakby były już myślami na wakacjach (względnie: na zgrupowaniach reprezentacji), ale w miarę korzystny dla gospodyń wynik aż do 85. minuty trzymała interweniująca w najbardziej nieprawdopodobnych sytuacjach Gunnarsdottir. Tuż przed końcem spotkania islandzką golkiperkę strzałem z dystansu w samo okienko zaskoczyła jednak rozgrywająca kapitalny mecz Terry, zapewniając w ten sposób swojej drużynie pierwszy od 22. kwietnia komplet punktów. Olbrzymia radość piłkarek Örebro o ostatnim gwizdku nie może dziwić, bo akurat one potrzebowały tego zwycięstwa jak tlenu, ale nawet ono nie zmienia faktu, że na Behrn Arenie podczas siedmiotygodniowej przerwy w rozgrywkach trzeba będzie poszukać odpowiedzi na wiele nie do końca wygodnych pytań.

01

Choć piłkarki Eskilstuny i Linköping przystępowały do wieńczącego rundę wiosenną bezpośredniego pojedynku w całkowicie odmiennych nastrojach, to przed pierwszym gwizdkiem sposobiącej się do wyjazdu na holenderskie EURO Pernilli Larsson przyświecał im jeden i ten sam cel – bez względu na okoliczności dopisać do swojego dorobku trzy kolejne punkty. Dla gospodyń zwycięstwo oznaczało zachowanie kontaktu punktowego z czołową dwójką i podtrzymanie marzeń o grze w europejskich pucharach, dla gości – zachowanie względnie bezpiecznej przewagi nad coraz bardziej rozpędzającym się w ostatnich tygodniach ekspresem ze Skanii. Szybko okazało się jednak, że jeśli w ogóle ktoś ma zrealizować swoje plany, to będą to podopieczne Kima Björkegrena. Zawodniczki z Östergötland nie prezentowały może nadzwyczaj porywającego futbolu, ale ich gra w zupełności wystarczyła do tego, aby całkowicie zdominować zaskakująco bezbarwną Eskilstunę i przed upływem 23 minut wypracować sobie dwubramkową zaliczkę. Pierwszy gol padł po przytomnym wycofaniu Jonny Andersson do Tove Almqvist i precyzyjnym strzale młodzieżowej reprezentantki Szwecji (swoje dwa centy dołożyła także źle ustawiona i nieprzygotowana do interwencji Lundberg), zaś drugi to już prawdziwa delicja w wykonaniu coraz lepiej rozumiejącego się na boisku tercetu Minde – Banusic – Hurtig. Najwyraźniej usatysfakcjonowane takim obrotem spraw liderki Damallsvenskan w dalszej fazie meczu postanowiły bronić korzystnego wyniku i choć zdarzały im się pojedyncze ofensywne wypady (przy lepszej skuteczności sama Hurtig mogła nawet pokusić się o hat-tricka), to gospodynie były stroną prowadzącą grę i częściej znajdującą się w posiadaniu piłki. Z tej pozornej przewagi wynikało jednak stosunkowo niewiele, a pierwszy naprawdę groźny strzał na bramkę Cajsy Andersson oddała na trzy minuty przed końcem spotkania Ingrid Schjelderup. Czwarty kolejny mecz bez zwycięstwa był jednak przede wszystkim logicznym następstwem fatalnej dyspozycji Schough, niewiele lepszej pozostałych kadrowiczek (Glas, Larsson, Lundberg) oraz tego, że poza ambitną i waleczną Malin Diaz w zasadzie żadna z piłkarek Eskilstuny znów nie mogła być do końca zadowolona ze swojego występu. Nie zaryzykujemy zatem przesadnie wiele, gdy stwierdzimy, że United jest z pewnością jednym z tych klubów, w których nadejście końca rundy powitano głębokim oddechem ulgi.

02

Zarówno Stellan Carlsson, jak i Jack Majgaard doszli do wniosku, że ostatnie ligowe spotkanie przed letnią przerwą to idealny moment na to, aby nieco pomajstrować przy wyjściowej jedenastce, ale boisko wyraźnie pokazało, że o ile eksperymenty Duńczyka dały radę się obronić, o tyle opiekun Piteå zdecydowanie przeszarżował. Po raz pierwszy podczas swojej kadencji Carlsson zaproponował ustawienie z trzema środkowymi obrończyniami, ale zanim defensorki z Norrland zdążyły oswoić się z nową dla nich sytuacją, już przegrywały 0-1 po golu Troelsgaard. W kolejnych minutach trudno było doszukać się jakiejkolwiek poprawy w grze gospodyń i jedynie rozregulowany celownik Elli Masar sprawił, że nadkomplet publiczności na LF Arenie mógł żyć nadzieją na korzystny rezultat dłużej niż kwadrans. Niezmordowana Amerykanka z Illinois swojego gola i tak jednak w końcu zdobyła, korzystając ze świetnej centry Lieke Martens, a Abrahamsson i Lövgren chyba jeszcze do teraz nie mogą dojść do porozumienia w kwestii tego, kto odpowiadał za krycie nominalnej pomocniczki Rosengård w tym sektorze boiska. Zgodnie z przewidywaniami, Stellan Carlsson już w przerwie uznał swój eksperyment za nieudany, ale powrót do sprawdzonego 4-4-2 oraz szybko wykorzystane zmiany nie były w stanie odwrócić losów meczu. Łapiące pod koniec rundy właściwy rytm piłkarki Jacka Majgaarda w pełni kontrolowały bowiem przebieg boiskowych wydarzeń, a gdyby po strzałach Troelsgaard oraz Nilsson futbolówka wpadła do siatki zamiast odbijać się od słupka, rozmiary ich zwycięstwa byłyby jeszcze bardziej okazałe. Tak się ostatecznie nie stało, ale wywalczone po naprawdę niezłej grze trzy punkty to i tak najlepsze, co mogło przytrafić się klubowi z Malmö przed zapowiadającą się niezwykle burzliwie letnią przerwą. Wielkich turbulencji nie spodziewamy się za to w Piteå, choć trener Carlsson z pewnością dołoży wszelkich starań, aby znaleźć przyczynę całkowitej zapaści strzeleckiej napastniczek z Norrbotten, które wiosną w jedenastu ligowych meczach potrafiły strzelić łącznie zaledwie dwa gole.

03

Biorąc poprawkę na popularne w Szwecji powiedzenie, że leżącego się nie dobija, postawę defensywy Göteborga w meczu przeciwko Limhamn Bunkeflo najlepiej po prostu podsumować wymownym milczeniem. Z kronikarskiego obowiązku trzeba jednak zaznaczyć, że rozgrywające w zdecydowanej większości swoją pierwszą rundę w najwyższej klasie rozgrywkowej piłkarki beniaminka z Malmö wyglądały na tle swoich rywalek tak, jakby to one miały w dorobku przynajmniej kilka lat spędzonych w ekstraklasie. Z perspektywy klubu z Västergötland najbardziej przykre jest jednak chyba to, że drużyna Svena Sjunnessona wcale nie musiała rozegrać na Valhalli wielkiego meczu, aby bardzo pewnie sięgnąć po trzy punkty. Zawodniczki ze Skanii po prostu spokojnie czekały na kolejne błędy swoich przeciwniczek, a ponieważ tych było aż nadto, okazji na pokonanie Anny Larsson nie brakowało. Ostatecznie udało się wykorzystać pięć z nich i choć dwa ostatnie gole ewidentnie obciążają konto piętnastoletniej bramkarki, to robienie z niej głównej winowajczyni klęski KGFC kompletnie mijałoby się z celem. Niedoświadczona golkiperka ani przez moment nie mogła bowiem liczyć na jakiekolwiek wsparcie ze strony obrończyń, które biernie przyglądały się, jak Kristjansdottir, Johnsson czy Winberg umieszczają futbolówkę w siatce. Trzecie tej wiosny wyjazdowe zwycięstwo Limhamn Bunkeflo sprawiło, że rewelacyjny beniaminek awansował na czwarte miejsce w ligowej tabeli, ale chyba jeszcze większą sensacją na półmetku rozgrywek jest pozycja klubu z Göteborga. Podopieczne Stefana Rehna po raz drugi w dwudziestoletniej historii występów w ekstraklasie znalazły się na samym dnie Damallsvenskan i tym razem pozostaną na tej pozycji zdecydowanie dłużej niż przez pięć dni. Wprawdzie w Västergötland ustami Petera Bronsmana zapewniają, że wszystko jest pod kontrolą, a plan wyjścia z kryzysu już został wdrożony, ale trudno przypuszczać, aby te zapowiedzi kogokolwiek z największym mieście zachodniej Szwecji uspokoiły. Tym bardziej, że sygnały płynące z klubu świadczą o tym, że w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie.

04

Mecz pomiędzy Hammarby i Vittsjö miał o tyle osobliwy przebieg, że od pierwszego do ostatniego gwizdka jedynie gospodynie sprawiały wrażenie drużyny zainteresowanej podniesieniem z murawy Zinkendamms IP trzech punktów. W tej sytuacji nikogo nie powinno dziwić, że sztuki tej udało im się koniec końców dokonać, choć piłkarkom z północnej Skanii stosunkowo długo (szczególnie, gdy weźmiemy pod uwagę ich apatyczną postawę) udawało się utrzymać bezbramkowy remis. Po przerwie, podopieczne Olofa Unogårda postanowiły jednak odpalić swoją zabójczą broń w postaci perfekcyjnie egzekwowanych stałych fragmentów gry, co natychmiast przyniosło oczekiwany efekt. Dośrodkowania Filippy Angeldahl najpierw z rzutu rożnego, a następnie z wolnego, trafiły do właściwych adresatek, a te uderzały na tyle precyzyjnie, że nawet dobrze dysponowana Shannon Lynn nie była w stanie zapobiec utracie bramek. Sytuację Vittsjö dodatkowo skomplikował fakt, że po bezmyślnym faulu Johanny Andersson końcówkę meczu przyjezdne musiały zagrać w osłabieniu, a przecież nawet w jedenastkę przedostawanie się pod bramkę Emmy Holmgren szło im niezwykle opornie. Długimi fragmentami całkowicie poza grą znajdowała się Linda Sällström, ale trzeba przyznać, że koleżanki z drugiej linii nie wykreowały bazującej przede wszystkim na swojej niesamowitej szybkości fińskiej napastniczce zbyt wielu okazji do wykazania się swoimi umiejętnościami. Znacznie ciekawiej było za to pod bramką Lynn, ale świadome korzystnego wyniku piłkarki z Södermalm w ostatnim kwadransie zwolniły nieco tempo gry, dbając przede wszystkim o to, aby nie dopuścić do nerwowej końcówki. To nie okazało się przesadnie trudnym zadaniem i skazywane przez wszystkich na pewną degradację sztokholmianki mogły świętować nie tylko odniesione w dobrym stylu zwycięstwo, ale i opuszczenie strefy spadkowej, poza którą pozostaną przynajmniej do 17. sierpnia.

05

Po czym najłatwiej poznać, że o ligowe punkty biją się Kvarnsveden z Kristianstad? Po golu w 95. minucie! Jesienią w ostatniej akcji meczu punkt uratowała klubowi ze Skanii Mia Carlsson, dziś – główka Amandy Edgren zapewniła podopiecznym Elisabet Gunnarsdottir niezwykle cenne zwycięstwo. Pełna emocji końcówka nieco wynagrodziła nam brak emocji we wcześniejszych fazach pojedynku na Ljungbergsplanen, gdyż ten długimi momentami prowadzony był w stosunkowo wolnym tempie. Taki, a nie inny obraz gry narzuciły przede wszystkim piłkarki Kristianstad, które po nigeryjskiej akcji duetu Chikwelu – Chukwudi szybko objęły prowadzenie i w kolejnych minutach skutecznie wybijały rywalki z uderzenia. Olbrzymią pracę wykonała w defensywie odpowiedzialna za Tabithę Chawingę Sif Atladottir i choć w wielu sytuacjach napastniczka z Malawi była podwajana lub nawet potrajana, to właśnie islandzkiej stoperce należą się największe brawa za to, że najskuteczniejsza snajperka Damallsvenskan po raz pierwszy od ponad dwóch miesięcy zakończyła mecz z zerowym dorobkiem bramkowym. Gol dla Kvarnsveden w końcu jednak padł i stało się to chyba w najmniej spodziewanym momencie. Wszyscy kibice w Dalarnie powoli oswajali się z porażką, gdy w niegroźnej sytuacji przepisy we własnej szesnastce przekroczyła Carlsson, a reprezentantka Ghany Elizabeth Addo wyrównała stan rywalizacji pewnym strzałem z rzutu karnego. Chwile później piłkarki Jonasa Björkgrena miały nawet doskonałą okazję na zdobycie drugiego gola, ale po strzale głową w wykonaniu Hasanbegovic skuteczną interwencją na refleks popisała się Maron. A potem nadeszła wspomniana 95. minuta, która wprawiła całe Kristianstad w stan euforii.

06

07

08

09