Nasz rywal – Mołdawia

Bezpośrednio po losowaniu grup eliminacyjnych do EURO 2017 wszyscy byliśmy zgodni, że największą niewiadomą stanowić będzie reprezentacja Mołdawii. Choć od tego czasu minęły już niemal dwa lata, a z piłkarkami z południowo-wschodniego krańca Europy mieliśmy już okazję spotkać się na boisku, nasza wiedza na ich temat nie uległa wcale znaczącej poprawie. Z ubiegłorocznej wizyty w Besarabii zapamiętaliśmy przede wszystkim suchy i duszny klimat, schludny stadion z fatalną murawą, bramkę Olivii Schough po niespełna czterdziestu sekundach, bardzo dobrą zmianę niezwykle tego dnia aktywnej Pauline Hammarlund oraz długie fragmenty kompletnie bezbarwnej postawy naszych piłkarek, które na boisku w Orgiejowie nadzwyczaj oszczędnie dysponowały swoimi siłami.

O ile dla nas mecz na arenie CSR Orhei ważny był przede wszystkim dlatego, że stanowił swego rodzaju nowe otwarcie po nieudanym występie na kanadyjskim mundialu, o tyle dla naszych rywalek miał on znaczenie niemal historyczne. Reprezentacji Mołdawii dopiero po raz pierwszy udało się bowiem skutecznie przebrnąć przez fazę prekwalifikacyjną i awansować do zasadniczej fazy eliminacji do wielkiej, piłkarskiej imprezy. Nie będzie wielkiej przesady w stwierdzeniu, że podczas gdy większość Europy w pocie czoła walczy o bilety na holenderski turniej, podopieczne Aliny Stetenco już teraz rozgrywają swoje własne, małe EURO. A rozpoczęło się ono właśnie meczem przeciwko Szwecji, który tym sposobem na stałe zapisał się w historii mołdawskiego futbolu.

Warto zauważyć, że choć Mołdawianki startowały z pozycji absolutnego outsidera, przez wielu uznanego za najsłabszą drużynę całych eliminacji, swoją dotychczasową postawą zasłużyły na sporo ciepłych słów. Wprawdzie w ostatnich miesiącach nad Dniestrem nie eksplodował żaden ukryty diament, a drużyna pani Stetenco wciąż czeka na pierwszy wywalczony przez siebie punkt, ale determinacji i waleczności nikt nie może reprezentantkom Mołdawii odmówić. W całej tej układance brakuje niestety najważniejszego elementu, który stanowi szeroko rozumiana piłkarska jakość, a tej próżno u naszych poniedziałkowych rywalek szukać. Nie przeszkadza to jednak ambitnym i walczącym do końca Mołdawiankom realizować kolejnych, skrojonych na własną miarę celów. Najdobitniej przekonała sie o tym reprezentacja Polski, gdyż to właśnie w starciu z tym rywalem Ludmila Andone strzeliła pierwszego w historii mołdawskiej kadry gola w eliminacjach Mistrzostw Europy. Niewykluczone, że to właśnie trafienie pozostanie najprzyjemniejszym wspomnieniem z obecnej kampanii, jakie po jej zakończeniu pozostanie w pamięci kibiców z Kiszyniowa i okolic.

Reprezentacja Mołdawii nie posiada obecnie w swoim składzie gwiazd światowej piłki, ale nie oznacza to wcale, że w kadrze naszych rywalek nie znajdziemy wielu ciekawych zawodniczek, którym warto przyjrzeć się bliżej. Jedną z nich jest bez wątpienia Jelena Porożniuk, 28-letnia obrończyni Kubanoczki Krasnodar. Początek tegorocznych rozgrywek nie jest wprawdzie dla grającej w lidze rosyjskiej piłkarki udany (jej klub z kompletem porażek zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, a ona sama wsławiła się przede wszystkim obejrzaną w spotkaniu z Riazaniem czerwoną kartką), ale w niczym nie zmienia to faktu, iż w kadrze Mołdawii to właśnie ona niejako w naturalny sposób stała się liderką formacji defensywnej. Ważną rolę odgrywa w niej także Natalia Munteanu z białoruskiej Nadieżdy Mohylew, która w razie potrzeby może stanowić także alternatywę na pozycji numer sześć (z takim zresztą numerem na koszulce występuje w reprezentacji). Pewną wadą obu wspomnianych zawodniczek jest jednak momentami zbyt mocno buzująca w nich południowa krew, czego efektem są często łapane przez nie indywidualne kary, nie zawsze będące następstwem przesadnie brutalnej gry. Spośród przedstawicielek ligi mołdawskiej na uwagę zasługują dwie piłkarki klubu Noroc Nimoreni, który w zakończonym właśnie sezonie wywalczył tytuł wicemistrza kraju. Mowa tu o bramkarce Anie Zatuszewskiej, dla której poniedziałkowy mecz niewątpliwie będzie jednym z najważniejszych w całej sportowej karierze oraz o ofensywnie usposobionej Claudii Cziper, bohaterce zwycięskiego pojedynku z Luksemburgiem, w którym to Mołdawianki zagwarantowały sobie prawo gry w zasadniczej fazie eliminacji.

Göteborg przywitał wracającą do kraju reprezentację trzydziestostopniowym upałem i gdyby powietrze było nieco bardziej suche, można byłoby w pierwszej chwili pomyśleć, że przez przypadek wylądowało się w Mołdawii. Jeśli jednak wierzyć meteorologom, w poniedziałkowy wieczór pogoda ma już znacznie bardziej sprzyjać grze w piłkę nożną, a Lotta Schelin zapewnia, że Gamla Ullevi to zdecydowanie najlepsze miejsce na spędzenie tego dnia. Myślę, że nie ma lepszego sposobu na uczczenie narodowego święta, jak dopingowanie reprezentacji. Mamy nadzieję, że będzie was z nami dużo, a my na murawie dołożymy wszelkich starań, abyście obejrzeli dobry, ciekawy mecz – takimi słowami zachęcała do przyjścia na stadion najlepsza snajperka szwedzkiej kadry. Dodatkowa rekomendacja jest już chyba całkowicie niepotrzebna.


Bilans meczów z Mołdawią: 1 mecz; 1 zwycięstwo; bramki 3-0

Ostatnie mecze Mołdawii: Słowacja [d] 0-4, Polska [d] 1-3, Słowacja [w] 0-4, Dania [w] 0-4, Szwecja [d] 0-3

Ciekawostka: Mołdawianką jest Natalia Bunduchi, bohaterka legendarnego meczu pomiędzy Turbine Poczdam i FFC Frankfurt. Ten zakończony ostatecznie remisem 4-4 pojedynek do dziś uznawany jest przez wielu za najlepszy w historii światowej piłki nożnej.

Dwie różne połowy

Spotkanie w Łodzi ostatecznie przyniosło naszym piłkarkom najwyższe zwycięstwo w trwających właśnie eliminacjach, choć bardzo długo gra reprezentacji Szwecji nie wyglądała ani trochę tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Waleczne Polki wyszły na boisko przede wszystkim po to, aby przeszkadzać, ale dopóki starczało im sił, to ze swoich zadań wywiązywały się bardzo solidnie. Szwedzkie skrzydła bardziej niż ekspres TGV przypominały powoli rozpędzające się pociągi SJ, a w grze całego zespołu brakowało przede wszystkim dokładności, w efekcie czego znaczna część podań w ogóle nie trafiała do adresatek. Kluczem do końcowego sukcesu okazało się jednak przywoływane przed meczem cierpliwe wyczekiwanie na błędy rywalek, a także (który to już raz) kliniczna precyzja przy stałych fragmentach gry. Nie można również nie wspomnieć o widocznej gołym okiem różnicy w przygotowaniu motorycznym obu ekip, która coraz bardziej uwidaczniała się z każdą kolejną minutą. Reprezentacja Polski w pewnym momencie zgasła tak bardzo, że grające już na maksymalnym luzie nasze piłkarki bramkowe sytuacje stwarzały sobie taśmowo. Gdyby udało się wykorzystać je wszystkie, to rozmiary i tak rekordowego w obecnej kampanii zwycięstwa byłyby znacznie bardziej okazałe.

Zanim jednak doszło do wspomnianej frontalnej ofensywy, przyszło nam oglądać liczne, ale zupełnie nieudane próby zburzenia polskiego muru. Szwedzkie piłkarki starały się urozmaicać grę, ale na niewiele zdawały się zarówno ataki środkiem, jak i próby przeniesienia gry na skrzydła. Gdy wydawało się, że mecz ewidentnie się nie układa, wybawienie przyniosła 40. minuta. Ericsson dośrodkowała na dalszy słupek, a tam najbardziej przytomnie zachowała się Ilestedt i strzałem głową dała nam prowadzenie. Gol defensorki z Malmö bardzo przypominał jej niedawną bramkę z rozgrywek ligowych, choć dzisiejsze trafienie było o tyle bardziej efektowne, że Ilestedt wygrała walkę o piłkę mimo asysty aż trzech polskich piłkarek.

Gol do szatni dał nieco spokoju, a po przerwie obejrzeliśmy już znacznie lepszą wersję szwedzkiej kadry. Oczywiście, na coraz więcej pozwalały naszym piłkarkom tracące siły rywalki, ale nie zapominajmy, że w dużym stopniu to postawa podopiecznych przywiązującej ogromną wagę do odpowiedniego przygotowania fizycznego Pii Sundhage była przyczyną narastających kłopotów reprezentacji Polski. Po kwadransie drugiej połowy na listę strzelczyń wpisała się Lotta Schelin, znajdując w końcu sposób na rozgrywającą kolejny dobry mecz Szymańską, choć akurat w tej sytuacji golkiperka z Konina mogła zachować się lepiej. Napastniczka Lyonu, którą już niebawem będziemy znów mogli podziwiać na szwedzkich boiskach, coraz bardziej śrubuje strzeleckie rekordy w kadrze. Dwubramkowe prowadzenie pozwoliło naszym zawodniczkom grać ze znacznie większą swobodą, czego konsekwencją były jeszcze dwa zdobyte gole (swoje trafienia upolowały Kosovare Asllani oraz Fridolina Rolfö), a także mnóstwo mniej lub bardziej dogodnych okazji na kolejne. Znakomitą sytuację zmarnowała między innymi Blackstenius, przegrywając pojedynek sam na sam z Szymańską.

Jakie wnioski możemy zatem wyciągnąć z dzisiejszej potyczki? Na pewno pochwalić można złożony w całości z zawodniczek dwóch czołowych klubów Damallsvenskan blok defensywny. Ilestedt i Berglund bezbłędnie wyłączały z gry polskie napastniczki, a i w ofensywie przy niemal każdej nadarzającej się okazji dawały bardzo wiele. Swoje zrobiła także kończąca mecz z dwoma kluczowymi podaniami na koncie Magdalena Ericsson, która okazała się fenomenalną odpowiedzią Pii Sundhage na problemy z lewą obroną. Swoje najlepsze boiskowe cechy w drugiej połowie pokazała również Lisa Dahlkvist, choć wyjątkowo nie miała dziś u swego boku Caroline Seger. Plus postawić możemy ponadto przy nazwisku wyraźnie odżywającej w brytyjskim klimacie Kosovare Asllani. Nieco więcej spodziewać mogliśmy się za to po duecie Schough – Jakobsson. Jednym z pomysłów na polską defensywę miały być szybkie skrzydła, ale obu wspomnianym zawodniczkom, choć ambitnej postawy trudno im odmówić, zbyt często przytrafiały się przegrane pojedynki, a szczególnie przed przerwą ich grę cechowała przede wszystkim niedokładność. Piłkarce Eskilstuny dodatkowo udało się jeszcze sprokurować najgroźniejszą sytuację pod bramką … Lindahl (przy wyniku 1-0), ale na szczęście skończyło się na strachu.

Teraz reprezentację czeka powrót do Göteborga, gdzie już w najbliższy poniedziałek zmierzy się z Mołdawią w kolejnym meczu w ramach eliminacji EURO 2017. Miejmy nadzieję, że w tym roku 6. czerwca święto będzie nie tylko w kalendarzu, ale i na murawie Gamla Ullevi.

Nasz rywal – Polska

Mało jest na świecie reprezentacji, których postawa wzbudzałaby aż tak skrajnie różne emocje. Jedni, dostrzegając coraz bardziej regularne zwycięstwa nad solidnymi, europejskimi firmami, bez wahania wymieniają Polskę wśród wschodzących potęg futbolu. Inni zauważają, że kręcenie się od niemal dwóch dekad w okolicach dwudziestego miejsca na kontynencie trudno nawet przy najlepszych chęciach nazwać progresem. Jak zwykle w podobnych sytuacjach, prawda leży mniej więcej pośrodku, choć trudno odmówić racji tym, którzy zauważają, że reprezentacja Polski nawet w połowie nie potrafi zagospodarować posiadanego potencjału. Nastrojów nie poprawiają także wewnętrzne konflikty, które w ostatnich latach raz po raz od środka wstrząsają kadrą naszych jutrzejszych rywalek. To właśnie w ich wyniku kilka zawodniczek podjęło decyzję o zakończeniu lub zawieszeniu reprezentacyjnych karier. Każdy, kto choć trochę zna środowisko piłkarskie, doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że ciężko o dobry klimat dla futbolu w sytuacji, gdy członkom sztabu szkoleniowego kadry narodowej zarzuca się między innymi homofobię.

Z pozaboiskowymi problemami polskie środowisko piłkarskie musi uporać się we własnym gronie, my zaś zajmiemy się jedynie sportowym aspektem tej rywalizacji. W kwietniowym dwumeczu z Danią i Słowacją reprezentacja Polski wzbogaciła się o zaledwie jeden punkt, ograniczając tym samym swoje szanse na wyjazd na holenderskie EURO do absolutnego minimum. Co ciekawe, ten dorobek mógł być jeszcze skromniejszy gdyby nie świetna postawa Anny Szymańskiej, która w obu meczach była wiodącą postacią w ekipie biało-czerwonych. Sposobu na pokonanie golkiperki Medyka Konin cały czas szuka także Lotta Schelin, której sztuka ta nie udała się przy okazji jesiennego starcia mistrzyń Polski z Lyonem w ramach Ligi Mistrzyń. Najlepsza snajperka w historii szwedzkiej kadry w większości przypadków ma jednak patent na polskie bramkarki i mamy nadzieję, że to właśnie ta prawidłowość potwierdzi się jutro na boisku w Łodzi.

Inną piłkarką w polskiej kadrze, na którą należy zwrócić baczną uwagę jest jej kapitanka – Aleksandra Sikora. Skalę jej talentu doskonale znają ci, którzy pamiętają chociażby mecz w Malmö, rozegrany na inaugurację eliminacji do kanadyjskiego mundialu. Przez ostatnie trzy lata piłkarka z Konina wykonała jeszcze krok do przodu, co udowodniła na przykład w kwietniowym starciu z Danią, kiedy to perfekcyjnie wyłączyła z gry duńskie lewe skrzydło. Sikora to bez wątpienia zawodniczka, którą z największą przyjemnością powitalibyśmy w szwedzkiej lidze, tym bardziej, że wśród klubów Damallsvenskan oraz czołówki Elitettan nietrudno wskazać te, które z obsadą prawej flanki defensywy mają poważny problem.

Największą gwiazdą reprezentacji Polski, przynajmniej jeśli chodzi o wartość medialną, jest bez wątpienia Ewa Pajor. Napastniczka Wolfsburga w kraju nad Wisłą nazywana bywa nawet drugą Martą, ale powierzanie roli liderki seniorskiej kadry nastolatce (nawet tak utalentowanej) i oczekiwanie, że to właśnie ona niemal w pojedynkę wprowadzi drużynę do wielkiego turnieju wydaje się jednak posunięciem niezwykle odważnym. Klubową koleżankę Nilli Fischer bez wątpienia czeka wspaniała, piłkarska przyszłość, ale obarczanie jej nadmierną odpowiedzialnością za wynik może w efekcie przynieść więcej szkód niż korzyści. Tym bardziej, że Pajor to zawodniczka, która z najlepszej strony pokazuje się właśnie wtedy, gdy może cieszyć się grą i dotyczy to również meczów o wysoką stawkę. Skoro jesteśmy już przy młodych, polskich piłkarkach to warto zauważyć, że w kadrze znalazło się również miejsce dla Eweliny Kamczyk (Górnik Łęczna), którą z rozgrywek młodzieżowych pamiętać może między innymi Stina Blackstenius. Dodajmy, że dla zawodniczki Linköping nie są to najlepsze wspomnienia.

Z reprezentacją Polski mierzyliśmy się do tej pory sześciokrotnie i każde z tych spotkań kończyło się zwycięstwem naszych piłkarek. Co więcej, w meczach rozegranych na polskiej ziemi nie straciliśmy jeszcze gola i pozostaje mieć nadzieję, że i ta statystyka nie przestanie jutro być aktualna. Tym bardziej, żę w ten sposób udałoby się zachować szansę na zakończenie eliminacji z perfekcyjnym rekordem (komplet zwycięstw i zero straconych bramek). Zarówno Pia Sundhage, jak i zawodniczki są jednak świadome klasy rywalek i doskonale zdają sobie sprawę, że o ewentualne trzy punkty trzeba będzie na łódzkim boisku mocno powalczyć. Silne i słabe strony rywalek zostały oczywiście dokładnie przeanalizowane, ale efekt przygotowań jak zwykle zweryfikuje boisko. Nie jest tajemnicą, że plan A zakłada szybkie ustawienie pod siebie meczu, a jeśli nie uda się go zrealizować, pozostanie cierpliwe wyczekiwanie na okazje i bezbłędne wykorzystanie tych, które się nadarzą. Akurat wspomniana cierpliwość już nie raz okazywała się dla szwedzkiej reprezentacji kluczem do sukcesu lub porażki, ale jutro wolelibyśmy raczej zobaczyć skuteczną i bezstresową realizację planu A.


Bilans meczów z Polską: 6 meczów; 6 zwycięstw; bramki 23-1

Ostatnie mecze Polski: Słowacja [w] 1-2, Dania [d] 0-0, Austria [n] 1-2, Finlandia [n] 1-0, Walia [n] 1-1

Ciekawostka: Pierwszą zagraniczną królową strzelczyń Damallsvenskan była właśnie piłkarka z Polski. Luiza Pendyk, bo o niej mowa, dwukrotnie dokonała tej sztuki w barwach klubu z Malmö.