Dwie różne połowy

Spotkanie w Łodzi ostatecznie przyniosło naszym piłkarkom najwyższe zwycięstwo w trwających właśnie eliminacjach, choć bardzo długo gra reprezentacji Szwecji nie wyglądała ani trochę tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Waleczne Polki wyszły na boisko przede wszystkim po to, aby przeszkadzać, ale dopóki starczało im sił, to ze swoich zadań wywiązywały się bardzo solidnie. Szwedzkie skrzydła bardziej niż ekspres TGV przypominały powoli rozpędzające się pociągi SJ, a w grze całego zespołu brakowało przede wszystkim dokładności, w efekcie czego znaczna część podań w ogóle nie trafiała do adresatek. Kluczem do końcowego sukcesu okazało się jednak przywoływane przed meczem cierpliwe wyczekiwanie na błędy rywalek, a także (który to już raz) kliniczna precyzja przy stałych fragmentach gry. Nie można również nie wspomnieć o widocznej gołym okiem różnicy w przygotowaniu motorycznym obu ekip, która coraz bardziej uwidaczniała się z każdą kolejną minutą. Reprezentacja Polski w pewnym momencie zgasła tak bardzo, że grające już na maksymalnym luzie nasze piłkarki bramkowe sytuacje stwarzały sobie taśmowo. Gdyby udało się wykorzystać je wszystkie, to rozmiary i tak rekordowego w obecnej kampanii zwycięstwa byłyby znacznie bardziej okazałe.

Zanim jednak doszło do wspomnianej frontalnej ofensywy, przyszło nam oglądać liczne, ale zupełnie nieudane próby zburzenia polskiego muru. Szwedzkie piłkarki starały się urozmaicać grę, ale na niewiele zdawały się zarówno ataki środkiem, jak i próby przeniesienia gry na skrzydła. Gdy wydawało się, że mecz ewidentnie się nie układa, wybawienie przyniosła 40. minuta. Ericsson dośrodkowała na dalszy słupek, a tam najbardziej przytomnie zachowała się Ilestedt i strzałem głową dała nam prowadzenie. Gol defensorki z Malmö bardzo przypominał jej niedawną bramkę z rozgrywek ligowych, choć dzisiejsze trafienie było o tyle bardziej efektowne, że Ilestedt wygrała walkę o piłkę mimo asysty aż trzech polskich piłkarek.

Gol do szatni dał nieco spokoju, a po przerwie obejrzeliśmy już znacznie lepszą wersję szwedzkiej kadry. Oczywiście, na coraz więcej pozwalały naszym piłkarkom tracące siły rywalki, ale nie zapominajmy, że w dużym stopniu to postawa podopiecznych przywiązującej ogromną wagę do odpowiedniego przygotowania fizycznego Pii Sundhage była przyczyną narastających kłopotów reprezentacji Polski. Po kwadransie drugiej połowy na listę strzelczyń wpisała się Lotta Schelin, znajdując w końcu sposób na rozgrywającą kolejny dobry mecz Szymańską, choć akurat w tej sytuacji golkiperka z Konina mogła zachować się lepiej. Napastniczka Lyonu, którą już niebawem będziemy znów mogli podziwiać na szwedzkich boiskach, coraz bardziej śrubuje strzeleckie rekordy w kadrze. Dwubramkowe prowadzenie pozwoliło naszym zawodniczkom grać ze znacznie większą swobodą, czego konsekwencją były jeszcze dwa zdobyte gole (swoje trafienia upolowały Kosovare Asllani oraz Fridolina Rolfö), a także mnóstwo mniej lub bardziej dogodnych okazji na kolejne. Znakomitą sytuację zmarnowała między innymi Blackstenius, przegrywając pojedynek sam na sam z Szymańską.

Jakie wnioski możemy zatem wyciągnąć z dzisiejszej potyczki? Na pewno pochwalić można złożony w całości z zawodniczek dwóch czołowych klubów Damallsvenskan blok defensywny. Ilestedt i Berglund bezbłędnie wyłączały z gry polskie napastniczki, a i w ofensywie przy niemal każdej nadarzającej się okazji dawały bardzo wiele. Swoje zrobiła także kończąca mecz z dwoma kluczowymi podaniami na koncie Magdalena Ericsson, która okazała się fenomenalną odpowiedzią Pii Sundhage na problemy z lewą obroną. Swoje najlepsze boiskowe cechy w drugiej połowie pokazała również Lisa Dahlkvist, choć wyjątkowo nie miała dziś u swego boku Caroline Seger. Plus postawić możemy ponadto przy nazwisku wyraźnie odżywającej w brytyjskim klimacie Kosovare Asllani. Nieco więcej spodziewać mogliśmy się za to po duecie Schough – Jakobsson. Jednym z pomysłów na polską defensywę miały być szybkie skrzydła, ale obu wspomnianym zawodniczkom, choć ambitnej postawy trudno im odmówić, zbyt często przytrafiały się przegrane pojedynki, a szczególnie przed przerwą ich grę cechowała przede wszystkim niedokładność. Piłkarce Eskilstuny dodatkowo udało się jeszcze sprokurować najgroźniejszą sytuację pod bramką … Lindahl (przy wyniku 1-0), ale na szczęście skończyło się na strachu.

Teraz reprezentację czeka powrót do Göteborga, gdzie już w najbliższy poniedziałek zmierzy się z Mołdawią w kolejnym meczu w ramach eliminacji EURO 2017. Miejmy nadzieję, że w tym roku 6. czerwca święto będzie nie tylko w kalendarzu, ale i na murawie Gamla Ullevi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s