Szwedzkie TOP-50 – napastniczki

Miniony rok był z perspektywy Felicii Schröder absolutnie wyjątkowy na wielu płaszczyznach (Fot. Sweden Herald)

Wielu kojarzy ją głównie dzięki temu, że kolejne urodziny świętuje coraz to nowymi strzeleckimi rekordami, lecz trafianie do siatki przeciwniczek spodobało jej się tak bardzo, iż za jej sprawą przez chwilę zagrożony był nawet nietykalny teoretycznie rekord wszechczasów Hanny Ljungberg. I choć na boiskach Damallsvenskan osobisty licznik Felicii Schröder zatrzymał się na trzydziestce, to jednak wymazanie z tabel osiągnięć takich znakomitości, jak Tabitha Chawinga i Pernille Harder zdecydowanie pozostaje czymś, co robi wrażenie nie tylko na skautach czołowych, europejskich klubów. Stosunkowo niewzruszony w środku tego zamieszania pozostał jedynie Peter Gerhardsson, ale może nawet dobrze się stało, że przynajmniej na niwie reprezentacyjnej osiemnastolatka z Hisingen wciąż pozostaje w jakimś sensie niespełniona. Wyczyny i harce przyszłej gwiazdy Blågult sprawiły, że pozycję na samym szczycie rankingu po dwóch latach absolutnej dominacji oddała Johanna Kaneryd, lecz skrzydłowa Chelsea również miewała podczas minionych dwunastu miesięcy chwile wielkiej chwały. Z całą pewnością coś mogą na ten temat powiedzieć rywalki z Liverpoolu, Manchesteru City oraz reprezentacji Polski, gdyż to właśnie w tych starciach dynamika i kreatywność popularnej Jojo wzbiły się na nieosiągalny dla większości poziom.

W najważniejszych meczach londyńskiego Arsenalu Stina Blackstenius poniekąd tradycyjnie pełniła rolę rezerwowej, lecz taką zmienniczkę absolutnie chciałby mieć w swojej kadrze niejeden trener. Chcecie w tym temacie więcej szczegółów? To tutaj najlepiej byłoby zadzwonić po nie do Barcelony, choć i reprezentacja Francji byłaby całkiem niezłym adresem. Na ziemi włoskiej szalała za to Evelyn Ijeh, która wiosną pomogła Milanowi przezwyciężyć sporych rozmiarów kryzys, sama przejściowo włączając się przy tym do walki o koronę królowej strzelczyń oraz miejsce w najlepszej jedenastce sezonu Serie A. W tej ostatniej dzielnie poczynała sobie także Madelen Janogy, która pomimo licznych roszad na ławce trenerskiej Fiorentiny jako jedna z nielicznych zachowuje pewne miejsce w jedenastce klubu z Toskanii. Trapiony tej jesieni licznymi problemami natury nie tylko sportowej Liverpool dość nieoczekiwanie zamyka na półmetku sezonu tabelę Barclays WSL, ale jeśli ktoś w barwach The Reds do siatki rywalek już trafiał, to można było w ciemno zakładać, że była to Szwedka. Zarówno pozyskana tego lata z Kristianstad Beata Olsson, jak i ustawiana na boku ofensywnego kwartetu Cornelia Kapocs, swoje zadania wykonywały naprawdę sumiennie i pozostaje jedynie żałować, iż do ich poziomu nie zawsze potrafiły dostosować się koleżanki z drugiej linii, a także środka formacji defensywnej.

Na murawach Damallsvenskan błyszczała nie tylko rekordowa Schröder, wszak do pewnego momentu niemal równym krokiem z nastoletnią rewelacją podążała w strzeleckim wyścigu Ellen Wangerheim. Snajperka Hammarby latem i jesienią nieco z formą przystopowała, choć jednak chyba nikt nie pogardziłby napastniczką, która na zaciągniętym delikatnie ręcznym ładuje hat-tricka norweskiemu Brann w kluczowym starciu Pucharu Europy. Nieco inną trajektorią przebiegał natomiast rok w wykonaniu Mimmi Wahlström, która po spokojnym początku rozpędziła się tak znacząco, że w jej ręce trafiła nawet nagroda dla najlepszej piłkarki października na szwedzkich boiskach. Mniej więcej w tym samym czasie poważnego urazu doznała za to znajdująca się w kapitalnej dyspozycji Tuva Skoog, a w Malmö mogą tylko zastanawiać się, czy z eksplozywną skrzydłową w składzie beniaminek faktycznie zdołałby realnie podłączyć się do mistrzowskiego wyścigu. Skoro wspomnieliśmy już o zawodniczkach potrafiących niemal co tydzień robić okazałe kilometrówki sprintem w bocznych sektorach, to na specjalne wyróżnienie zasługują w tej materii zarówno świeżo odzyskana dla kadry Monica Jusu Bah, jak i będąca do spółki z Tildą Persson personifikacją żelaznych płuc Kristianstad Alice Egnér. Na koniec tej wyjątkowej wyliczanki pozostał nam tercet zawsze zdeterminowanych i gotowych do największych poświęceń piłkarek, które za ponadprzeciętną ambicję i wolę walki doceniane są w każdym klubie, który przyjdzie im reprezentować. I nawet jeśli ani Wilma Leidhammar, ani Hanna Ekengren, ani przede wszystkim Emilia Larsson z postawy swoich klubów na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy nie mogły być w pełni usatysfakcjonowane, to jednak bez ich wkładu drużynowe osiągnięcia odpowiednio Norrköping, Vittsjö oraz Rosengård z pewnością byłyby jeszcze mniej spektakularne.

Szwedzkie TOP-50 – pomocniczki

Filippa Angeldal ma w Madrycie całkiem sporo powodów do uśmiechu (Fot. ShutterStock)

Bohaterka zwycięskiego powrotu szwedzkiej kadry w domowym starciu z Włoszkami, liderka drugiej linii niepokonanej w minionym roku ekipy Gerhardssona i wreszcie współautorka najbardziej udanego sezonu w dotychczasowej historii madryckiego Realu. Filippa Angeldal jako jedyna spośród swoich rodaczek może z pełnym przekonaniem stwierdzić, że decyzja o przeprowadzce do hiszpańskiej stolicy była w jej przypadku w stu procentach trafiona, a szczególnie wiosną z największą przyjemnością obserwowało się jej owocną, boiskową współpracę z Caroline Weir. Niezwykle udany duet była piłkarka Manchesteru City stworzyła także w drużynie narodowej, gdzie dzielnie partnerowała jej z kolei… nowa zawodniczka coraz śmielej szturmującej bramy Europy ekipy z czerwonej części Manchesteru. Julia Zigiotti w drużynie Marca Skinnera zaaklimatyzowała się błyskawicznie i w zasadzie od pierwszego występu w charakterystycznej koszulce wywalczyła sobie sympatię najbardziej zagorzałych fanów zespołu z Leigh Sports Village. Do pełni szczęścia zabrakło być może tylko nieco bardziej spektakularnych liczb, lecz nawet bez nikt nie ma chyba wątpliwości, że na 28-latką z Väsby przełomowy rok, który na dobre ugruntował jej pozycję w świadomości kibiców w Szwecji, Anglii, a także – za sprawą naprawdę udanego występu na szwajcarskim EURO – w całej Europie.

Po boiskach Barclays WSL, a także jej bezpośredniego zaplecza, biega zresztą wiele klasowych, szwedzkich pomocniczek. Do tego grona zaliczyć możemy chociażby przedstawicielkę starszej generacji Kosovare Asllani, która w niesamowicie efektownym stylu odbiła się z delikatnego dołka i nie dość, że poprowadziła naszpikowaną chińskimi banknotami gwiazdorską drużynę spod znaku London City Lionesses do spodziewanego awansu, to jeszcze brawurowo wcieliła się w jej barwach w rolę kapitanki-przewodniczki po pierwszoligowych rubieżach dla młodszych koleżanek. Równie dużą odpowiedzialność nosiła na swoich barkach Fridolina Rolfö, bo jeśli dopiero co byłaś bohaterką finału Ligi Mistrzyń, to oczekuje się od ciebie tylko i wyłącznie wyczynów równie spektakularnych. W przeciwieństwie do wspomnianej wcześniej Zigiotti, była piłkarka Barcelony potrzebowała nieco więcej czasu na adaptację, lecz w grudniu wystrzeliła z formą tak, że nawet rywalki pokroju Atletico czy Tottenhamu były wobec takiego stanu rzeczy bezradne. A skoro wspomnieliśmy już o londyńskich Kogutach, to warto docenić swoiste odrodzenie Matildy Vinberg, która u boku łapiącej obecnie życiową dyspozycję Olivii Holdt, niesamowicie sugestywnie przypomniała wszystkim w kraju o swoim istnieniu. Nieco w cieniu wyżej wymienionych ze swoich zadań wywiązywała się My Cato, która pomimo letniej degradacji pozostała w londyńskim Crystal Palace i wciąż nie zrezygnowała z ambitnych planów powrotu z tym klubem do elity. Przepiękny comeback, choć tym razem w ujęciu indywidualnym, zaliczyła natomiast Rosa Kafaji, która po wielu miesiącach bezskutecznego dobijania się do wyjściowej jedenastki Arsenalu, z korzyścią w zasadzie dla wszystkich zainteresowanych stron, doskonale odnalazła się na wypożyczeniu w Brightonie.

Na domowym gruncie zachwycaliśmy się przede wszystkim 35-letnią weteranką Mią Persson, która reprezentując beniaminka z Malmö, bezapelacyjnie rozegrała swój zdecydowanie najlepszy sezon w karierze i nawet trochę szkoda, iż tak niesamowity wystrzał nie otrzymał wieńczącej puenty na przykład w postaci historycznego powołania do kadry. W tej ostatniej nowy selekcjoner Gustavsson znalazł miejsce dla Anny Anvegård, która po wyleczeniu urazu stała się prawdopodobnie najważniejszą kartą w talii trenera Linda, a przecież doskonale wiemy, że akurat w Hisingen żółtych koszulek liderek ani przez moment nie brakowało. Zdecydowanie łatwiej za to wskazać najjaśniejszy punkt niezmiennie licznej, szwedzkiej kolonii w Vålerendze i z radością możemy poinformować, iż drugi rok z rzędu ten zaszczytny tytuł wędruje w ręce cyklicznie niedocenianej przez rodzimych ekspertów Linn Vickius. O fenomenie siedemnastoletniej Novy Selin pisaliśmy szerzej przy okazji argumentacji wyróżnienia w kategorii Odkrycie Roku, niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że taka Ida Bengtsson również otarła się w tym roku o indywidualną nominację, gdyż tak zauważalny progres, jaki stał się udziałem pomocniczki Brommy, nie powinien pozostać niedoceniony. Julia Karlernäs oraz Nellie Lilja to niezwykle solidne, ligowe firmy zarówno na szóstce, jak i na ósemce, choć pod względem charakterystyki, a także największych atutów, dzieli je zdecydowanie więcej niż łączy. Niezwykle interesującą pod kątem dalszych obserwacji zawodniczką jest ponadto Sara Eriksson, czyli jeszcze jeden żywy dowód na to, że w futbolu narodziny potencjalnej gwiazdy mogą odbyć się nawet pośrodku ogromnej, drużynowej katastrofy.

Szwedzkie TOP-50 – obrończynie

Nathalie Björn świetnie odnalazła się w drużynie gwiazd z zachodniego Londynu (For. Getty Images)

W sporcie, podobnie zresztą jak w innych aspektach życia, pech jednej osoby nierzadko okazuje się być szansą dla drugiej. Z prawdziwości tej maksymy z pewnością doskonale zdaje sobie sprawę Nathalie Björn, choć trzeba uczciwie zaznaczyć, że szwedzka defensorka z rotacji najlepszego, angielskiego klubu nie wypadła w zasadzie ani na moment. Problemy zdrowotne kolejno Kadeishy Buchanan oraz Naomi Girmy, a także falująca forma innych liderek formacji obronnej z kapitanką Millie Bright na czele sprawiły jednak, że mniej więcej w okolicach jesieni 28-latka z Uppsali stała się w oczach trenerki Sonii Bompastor centralnym elementem kręgosłupa The Blues. I grając pod nieustającą w tak wielkim klubie presją, reprezentantka Szwecji oczekiwań absolutnie nie zawiodła. Nic więc dziwnego, że w zachodnim Londynie fani coraz częściej pozwalają sobie zestawiać nazwisko Björn z legendą Magdaleny Eriksson, która jednak na boiskach niemieckiej Bundesligi nie zawsze nawiązuje poziomem do swoich najbardziej spektakularnych występów w angielskiej WSL. Konkurencja na środku bloku defensywnego w zespole mistrzyń Niemiec jest jednak naprawdę zacna, więc pozostaje trzymać kciuki, że Gilles, Viggosdottir, czy Ballisager na stałe nie przyspawają byłej kapitanki Chelsea do ławki rezerwowych.

Miniony rok bez wątpienia upłynął nam w rytmie kolejnych popisów młodych, szwedzkich wahadłowych. Wyróżniona przed dwunastoma miesiącami tytułem Odkrycia Roku Smilla Holmberg przebojem wdarła się do kadry, wywalczyła z Hammarby Puchar Szwecji, a w meczu fazy grupowej EURO bez jakichkolwiek kompleksów raz po raz wrzucała na karuzelę całkowicie chwilami bezradne reprezentantki Niemiec. Swojej szansy ani od Gerhardssona, ani od Gustavssona, nie otrzymały póki co Alice Bergström oraz Nathalie Hoff Persson, choć obie tydzień w tydzień zachwycały nas swoją dynamiką i eksplozywnością na boiskach Damallsvenskan, potwierdzając tym samym najwyższą, sportową klasę. Ich przypadki to zresztą równie ciekawy materiał do analizy, wszak pierwsza jeszcze rok temu klasyfikowana była w naszym rankingu wśród napastniczek, drugą zaś do spektakularnego sezonu w Malmö przywiódł szlak biegnący między innymi przez portugalską Lizbonę i Elitettan. Swój fantastyczny czas w Manchesterze przeżywa natomiast Anna Sandberg. Była defensorka Örebro na murawie po prostu robiła swoje, dzięki czemu bez wielkich fajerwerków z żelaznej rezerwowej stała się podstawową, a zarazem jedną z najbardziej wartościowych zawodniczek klubu, który w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń bez większych trudności załapał się do elitarnego TOP-12. A skoro zajrzeliśmy już niejako na lewą flankę, to warto docenić także nieco starszą od wymienionych w tym akapicie koleżanek Amandę Nildén, regularnie występującą w wyjściowej jedenastce Tottenhamu, czyli przyprawionej pikantnym, nordyckim sosem absolutnej rewelacji rundy jesiennej w Barclays WSL.

Na ligowym gruncie miniony rok należał do Ebby Handfast, która wraz z Kanadyjką Mayą Antoine oraz również zasługującą na specjalny shout-out Jessiką Wik zbudowała w Norrköping potężny, defensywny mur, z którego skutecznym sforsowaniem problemy miały nawet tak silne z przodu ekipy jak Häcken. I jeśli mielibyśmy wskazać jedną zawodniczkę, dla której sezon 2025 był ewidentnym przełomem w seniorskiej karierze, to wspomniana Handfast znalazłaby się w tym zestawieniu na jednym z bardziej eksponowanych miejsc. W postawie Peking zdecydowanie widać rękę trenera Stellana Carlssona, który jednak swoje dziedzictwo skutecznie pozostawił także w swoim byłym już klubie. Na występy piłkarek z Piteå wielokrotnie i jak najbardziej zasadnie zdarzało nam się bowiem narzekać, ale akurat Selina Henriksson oraz Wilma Carlsson sumarycznie zebrały przy swoich nazwiskach zdecydowanie więcej plusików niż głosów krytyki. A nie zapominajmy, że do grona wychowanek charyzmatycznego szkoleniowca zaliczyć możemy również chociażby Ellen Löfqvist, która po solidnym sezonie w barwach beniaminka z Malmö także znalazła się na granicy naszego rankingu. W zestawieniu nie mogło natomiast zabraknąć miejsca dla Ebby Hed, która najpierw położyła podwaliny pod najbardziej owocny od ponad dekady sezon w wykonaniu Djurgården, a następnie przeniosła się do Nottingham, aby z tamtejszym klubem walczyć o awans do angielskiej ekstraklasy. W dalekiej Kalifornii swoje atuty w grze do przodu i delikatne mankamenty w kryciu prezentowała nam Hanna Lundkvist, zaś reprezentująca mistrzowską orkiestrę z Hisingen Hanna Wijk niejako z konieczności musiała występować w zasadzie na każdej pozycji w czteroosobowym bloku defensywnym i z powierzanych jej sytuacyjnie zadań wywiązywała się więcej niż przyzwoicie, czego najlepszym przykładem znów może być pamiętna, zwycięska rywalizacja Häcken z mediolańskim Interem.

Szwedzkie TOP-50 – bramkarki

Jennifer Falk znacząco przyczyniła się do sukcesów zarówno swojej drużyny klubowej, jak i reprezentacji Szwecji (Fot. Michael Erichsen)

Jeżeli w którymkolwiek z tegorocznych zestawień można mówić o niepodważalnym numerze jeden, to zdecydowanie w tym. 32-letnia golkiperka Häcken ma za sobą niezwykle udany rok, w którym to wreszcie wszystko w jej sportowym życiu znów zaczęło się zgadzać. I choć ci bardziej złośliwi lub mniej doinformowani piłkarscy influenserzy co i raz próbowali sprzedać nam tanią historię o Jennifer Falk czasowo zastępującej między słupkami reprezentacyjnej bramki swoją nieco bardziej medialną koleżankę, to fakty niezwykle szybko zweryfikowały te zdecydowanie krzywdzące opinie. Gdyby tylko konkurs rzutów karnych w ćwierćfinale EURO przeciwko Anglii potoczył się nieco inaczej, zawodniczka mistrzyń Szwecji najpewniej stałaby się absolutną bohaterką nawet w oczach najbardziej zagorzałych krytyków, ale… może ten brak ogólnonarodowej burzy koniec końców wyszedł jej nawet na dobre. Bo Falk po cichu robiła swoje, w najbardziej znaczących starciach na szczycie Damallsvenskan zanotowała więcej kluczowych interwencji niż jej konkurentki razem wzięte, a rozegrany na zero z tyłu zwycięski dwumecz z mediolańskim Interem w Pucharze Europy był jedynie fantastycznym dopełnieniem przepięknej i naznaczonej sukcesami historii. I nawet bez celnego strzału z jedenastu metrów na boisku w Zurychu, miniony rok najbardziej na tę chwilę solidna szwedzka golkiperka może z czystym sumieniem zapisać po stronie ewidentnych plusów.

Rankingowe podium uzupełniają dwie inne zawodniczki rodzimej ligi, które – co ciekawe – łączy zdecydowanie więcej, niż na pierwszy rzut oka moglibyśmy przypuszczać. Przedstawicielki tego samego rocznika, do tego imienniczki i żadnej z nich absolutnie nie da się zaklasyfikować do grona cudownych dzieci szwedzkiego futbolu. Moa Öhman oraz Moa Olsson w obecnym miejscu znalazły się przede wszystkim dzięki tytanicznej pracy, konsekwencji w działaniu, a także zaufaniu, którym obdarzyli je kolejni trenerzy. I choć ta pierwsza w poszukiwaniu swojej drogi postanowiła kursować między Północą i Południem, a druga przez cały czas pozostawała wierna Kristianstad, to efekt ich wieloletniej podróży okazał się zaskakująco podobny. Wszak dziś już nikt nie zamierza kwestionować ich pierwszoligowej jakości, a i temat debiutu w kadrze Tony’ego Gustavssona w przypadku tego duetu zdaje się być jak najbardziej logiczną konsekwencją ich bramkarskiego rozwoju. Na kolejnym miejscu mamy strzelczynię jednego z najbardziej efektownych goli w ubiegłorocznej, ligowej kampanii, choć niestety w utrzymaniu Linköping na poziomie ekstraklasy nie pomogło ani to trafienie, ani też wiele ważnych interwencji Cajsy Andersson. W całkowitej degrengoladzie zasłużonego klubu z Östergötland doświadczona golkiperka uczestniczyła jednak chyba w najmniejszym stopniu i jeśli w LFC zamierzają wskazywać winnych gigantycznej klęski, to akurat między słupkami nie bardzo mają czego w tym temacie szukać. Zestawienie zamyka nam regularnie występująca w najlepszym zespole norweskiej Toppserien Tove Enblom, która jako jedyna z tego grona dostąpiła zaszczytu posmakowania fazy ligowej piłkarskiej Ligi Mistrzyń, a w wyjazdowym starciu z Romą jak najbardziej słusznie została okrzyknięta jedną z autorek niezwykle prestiżowego zwycięstwa Vålerengi nad faworyzowanym rywalem.

Szczęśliwego Nowego Roku 2026

Rety, to naprawdę już?! Przecież tak niedawno ekscytowaliśmy się kapitalnym wejściem w sezon duetu Smilla Holmberg – Stina Lennartsson, a także czterema urodzinowymi golami autorstwa Felicii Schröder. Rywalizacja Hammarby z Häcken skutecznie rozpalała zresztą naszą wyobraźnię przez większą część ligowej kampanii, choć jak na ironię akurat oba bezpośrednie starcia z udziałem głównych pretendentek do tytułu solidnie nas rozczarowały. Nie mielibyśmy jednak absolutnie nic przeciwko temu, gdyby zespoły te spotkały się na zielonej murawie ponownie już wczesną wiosną, na przykład w historycznym dwumeczu, mającym na celu wyłonienie zwycięzcy inauguracyjnej edycji piłkarskiego Pucharu Europy. A ponieważ nasze eksportowe ekipy znalazły się po przeciwnych stronach turniejowej drabinki, to finał będący wewnętrzną sprawą klubów Damallsvenskan nie jawi się nam wcale w kategorii soccer fiction.

Kibicom szwedzkiej kadry życzymy natomiast, aby na pierwsze selekcjonerskie zwycięstwo Tony’ego Gustavssona czekali jedynie do inauguracyjnej kolejki mundialowych kwalifikacji, które zakończą się dla nas pomyślnie już w okolicach początku czerwca. Wyprawa do Brazylii nie jest może podróżą na drugi koniec świata, ale dobrze dać sobie czas, aby jakoś rozsądnie ją pod względem logistycznym zaplanować, wobec czego zupełnie niepotrzebne wikłanie się w trudne, nieprzewidywalne i zdradliwe baraże uważamy za wybitnie niestosowne. Samemu szkoleniowcowi, a także jego sumiennie dobranym sztabowcom, chcielibyśmy natomiast życzyć wielu nieprzespanych nocy, a także wymagających czasami wybitnie niepopularnych decyzji trenerskich wyzwań. Jasne, bogactwa i pomyślności winszują sobie w okolicach Nowego Roku dosłownie wszyscy, lecz akurat w przypadku reprezentacji potencjalny kłopot selekcyjnego bogactwa oznaczać będzie profity dla całego szwedzkiego futbolu, a tego w równym stopniu chcemy i potrzebujemy.

Na koniec, last but not least, wielkie podziękowania dla wszystkich, którzy choć jeden raz zajrzeli tutaj w kończącym się właśnie roku 2025. Jak zawsze byliście najlepszą inspiracją, a także motywacją do działania nawet w tych nieco trudniejszych chwilach. Każdemu z Was życzę więc dużo zdrówka, pozytywnej energii, a także przynajmniej 365 pomysłów na to, jak uczynić swój mały świat jeszcze bardziej wyjątkowym miejscem do życia. I bardzo proszę, abyście nigdy nie zapominali o tym, że żyjecie przede wszystkim o to, aby być szczęśliwymi tu i teraz. Wszak otaczająca Was rzeczywistość jest jedyną, której istnienia możecie być absolutnie pewni.

Przepięknego Nowego Roku 2026!!

Piłkarka roku 2025 – Nathalie Björn

Powiedzmy sobie szczerze – tegoroczny wybór nie był ani łatwy, ani tym bardziej oczywisty. Wyraźna liderka w wyścigu po największe indywidualne wyróżnienie nie wykreowała się ani przez moment, a w zależności od pory roku poważne argumenty przemawiające za swoimi kandydaturami dostarczało nam nawet pięć-sześć piłkarek. Koniec końców w sposób szczególny docenić należy jednak rekordowo stabilną dyspozycję, która w subiektywnym ujęciu znaczy znacząco więcej niż decydujący gol w finale Ligi Mistrzyń, chwilowa pogoń za niedoścignionym rekordem Hanny Ljungberg, powstrzymanie swoimi nieszablonowymi interwencjami mediolańskiego Interu, czy wreszcie stworzenie najbardziej wartościowego tandemu w centralnej strefie boiska na szwajcarskim EURO. A skoro tak, to poproszę o hałas dla najlepszej z najlepszych w kończącym się roku – Nathalie Björn.

Przy okazji wyróżnienia dla Novy Selin wspominaliśmy o wyjątkowo skutecznej szkółce AIK i nie da się ukryć, iż tegoroczna laureatka Diamentowej Piłki także zalicza się do dumnego grona jej absolwentek. To właśnie na północy Sztokholmu, występując wówczas jeszcze przede wszystkim na prawej obronie, Björn stawiała swoje pierwsze kroki w seniorskiej piłce. W kolejnych latach swoje umiejętności doskonaliła kolejno w Eskilstunie oraz Rosengård i to reprezentując te kluby udało się jej na stosunkowo wczesnym etapie kariery zasmakować europejskich pucharów. Transfer do angielskiego Evertonu wydawał się na pierwszy rzut oka ruchem cokolwiek nieoczywistym, lecz z dzisiejszej perspektywy nie da się ukryć, że z niebieskiej części Liverpoolu do niebieskiej części Londynu droga okazała się zdecydowanie krótsza niż z któregokolwiek klubu Damallsvenskan. I nawet jeśli niektórzy będą podkreślać, że rola Björn w nowym zespole rosła wprost proporcjonalnie do problemów zdrowotnych jej bezpośrednich konkurentek do regularnej gry w wyjściowej jedenastce (Girma, Buchanan), to jednak nikt nie powinien kwestionować faktu, że oto na tak newralgicznej pozycji mamy swoją przedstawicielkę w jednym z klubów ścisłej, europejskiej topki. Podobnie ma się zresztą kwestia zmiana warty w drużynie narodowej, gdyż jeszcze przed oficjalną informacją o zakończeniu reprezentacyjnych karier przez legendy pokroju Eriksson czy Sembrant, wiodąca pozycja stoperki Chelsea na środku bloku defensywnego kwestionowana nie była nawet przez najbardziej na świecie kochającego sprawdzone warianty Gerhardssona. Czy jest to dostatecznie przekonujący dowód wyjątkowej, sportowej jakości 28-letniej defensorki? Być może, choć jednocześnie mamy przeświadczenie graniczące z pewnością, iż sama zainteresowana wciąż będzie nam o swojej niepodważalnej klasie regularnie przypominać. Ku radości własnej i całej szwedzkiej piłki!