Sesja poprawkowa

kapocs

Cornelia Kapocs wreszcie doczekała się premierowego powołania do seniorskiej reprezentacji (Fot. SvFF)

Na początku ten tradycyjny, podsumowujący dzisiejsze powołania tekst miał skupiać się przede wszystkim na aspekcie sportowym. Bo tak się ciekawie składa, że z naszymi dwoma kwietniowymi rywalami mamy do wyrównania całkiem świeże rachunki. W przypadku Walijek chodzi tu rzecz jasna o lutowe starcie w wietrznym Wrexham, gdzie pomimo idealnego wejścia w mecz i pełnej kontroli połączonej z całkowitą dominacją przed przerwą, skończyło się na rozczarowującym w zaistniałej sytuacji remisie, uratowanym zresztą w naprawdę dramatycznych okolicznościach w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry. Z Włoszkami sprawy mają się o tyle ciekawiej, że o ile na mundialu w Oceanii nie pozostawiliśmy im jakichkolwiek złudzeń na choćby nawiązanie równorzędnej walki, o tyle rozegrany kilka miesięcy później dwumecz w ramach poprzedniej edycji Ligi Narodów, był w wykonaniu szwedzkich piłkarek swoistą drogą przez mękę. I tak na dobrą sprawę umiarkowanie zadowoleni mogliśmy być jedynie z wyniku (1-0 na wyjeździe, 1-1 u siebie), gdyż w obu tych starciach to zawodniczki z południa Europy prezentowały się zdecydowanie lepiej piłkarsko, a Sofia Cantore, Valentina Giacinti, Manuela Giugliano, czy Lucia Di Guglielmo raz po raz pokazywały nam, że w basenie Morza Śródziemnego na najwyższym poziomie piłkę potrafią kopać nie tylko Hiszpanki i Francuzki.

Szwedzki selekcjoner zadbał jednak o to, abyśmy dziś wyjątkowo mieli o czym pisać i debatować, choć niektórym z nas mogło się bardzo mylnie wydawać, że w okresie postmundialowym na pewne nie do końca zrozumiałe elementy reprezentacyjnej codzienności zdążyliśmy się już uodpornić. Na to wszystko wszedł jednak Peter Gerhardsson i niczym w tym mocno oklepanym już memie poprosił, aby potrzymać mu piwo. Jaka jest kadra – każdy widzi. Dyskusja na temat pojedynczych nazwisk nie ma większego sensu, gdyż – co warto podkreślać przy każdej okazji – to selekcjoner oraz skompletowany przez niego sztab będą po wszystkim brać odpowiedzialność za konsekwencje swoich wyborów. I jeśli powołane do najważniejszej drużyny w kraju zawodniczki cieszą się zaufaniem Gerhardssona i jego współpracowników, to absolutnie nikt nie ma prawa kwestionować sensu ich obecności w kadrze. Tym bardziej, że Sembrant, Asllani, Jakobsson, Hurtig, Ilestedt, czy Blomqvist wciąż mogą – najpewniej nie w komplecie, ale zawsze – stanowić dla tego zespołu wartość dodaną podczas finałów wielkiej imprezy. Jest to być może scenariusz z dzisiejszej perspektywy cokolwiek nieprawdopodobny, lecz mimo wszystko realny. W tym tekście nie chodzi więc o czepianie się na siłę konkretnych nazwisk i pomysłów, ale o zwrócenie uwagi na jawną niesprawiedliwość.

Zapewne każdy z nas wielokrotnie słyszał, że dobrze wykonana praca powinna być odpowiednio wynagradzana. I choć świat w stu procentach sprawiedliwy na zawsze pozostanie wyłącznie utopijnym obrazkiem z wizji największych marzycieli, to jednak dla dobra ogółu pewne kwestie powinny pozostać poza jakąkolwiek dyskusją. Nikt nie chciałby przecież znaleźć w się sytuacji, w której należna mu w sposób oczywisty premia, promocja, współpraca, czy kontrakt trafiłyby z zupełnie niezrozumiałych względów w inne ręce. Co jeszcze musi zrobić znajdująca się w wybornej dyspozycji przynajmniej od początku rundy jesiennej Smilla Holmberg, aby zwrócić na siebie selekcjonerską uwagę? Może następnym razem strzelić trzy gole, asystować przy dwóch kolejnych, a na deser zaprezentować cieszynkę z podwójnym back-flipem? A co z Ellen Wangerheim? Może czas zacząć – wzorem piłkarki grającej w kadrze na jej pozycji od deski do deski – zacząć w efektownym stylu marnować stuprocentowe okazje strzeleckie? My Cato w swoim Crystal Palace najpewniej została uhonorowana statuetką najbardziej wartościowej piłkarki o dwa razy za mało lub o trzy razy za dużo, a Evelyn Ijeh to już w ogóle powinna chyba przestać wygłupiać się z tymi golami (osiem) i asystami (sześć) w Serie A i spokojnie usiąść na ławce, bo przecież nie tak dawno w wyjściowej jedenastce regularnie wystawialiśmy rezerwową tego samego AC Milan. Nie wspomnę nawet o wszystkich stoperkach, które dziś przekonały się, że w kolejce do gry przeciwko Włoszkom i Walijkom są daleko za koleżanką dopiero powracającą do poważnego uprawiania sportu po przerwie macierzyńskiej (od tego czasu w drużynie klubowej uzbierała oszałamiające 25 minut, najczęściej w dwu- lub maksymalnie pięciominutowych interwałach), a także o znajdujących się tydzień w tydzień w uderzeniu skrzydłowych, pominiętych kosztem autorki dwóch goli na boiskach angielskiej Championship oraz zawodniczki owszem wybitnej, ale w ostatnich miesiącach skupionej przede wszystkim na powolnym dochodzeniu do zdrowotnej równowagi.

Kilkanaście lat temu, podczas kadencji selekcjonera Dennerby’ego, na wielu stadionach Damallsvenskan regularnie pojawiały się hasła kwestionujące jego decyzje. Do tej niechlubnej tradycji nie na najmniejszego sensu wracać, choć patrząc z obecnej perspektywy, tamte kłótnie na przykład o Linnéę Liljegärd sprawiają wrażenie niewinnych zabaw w piaskownicy. Bo gdyby dziś ktoś zechciał zadać w podobny sposób naszemu szkoleniowcowi podobne pytania, to zamiast skromnego transparentu, trzeba byłoby chyba szarpnąć się na solidnych rozmiarów sektorówkę.

april1

april2

Nowe idzie – szok na Bravidzie!

malmo

Raz, dwa, trzy – beniaminek z Malmö przywitał się z Damallsvenskan naprawdę efektownym uderzeniem (Fot. mff.se)

Ileż to razy podczas zimowej przerwy nazywaliśmy Malmö FF najbardziej wyczekiwanym beniaminkiem szwedzkiej ekstraklasy? Cóż, trochę się tego nazbierało, ale po wydarzeniach dzisiejszego popołudnia chyba wszyscy przekonali się, że nie był to bynajmniej balonik pompowany na wyrost. Bo jeśli witasz się z najwyższym poziomem rozgrywek zwycięstwem przywiezionym z terenu głównego faworyta, a na dodatek odnosisz je w stylu, którego żadną miarą nie można nazwać szczęśliwym lub rozpaczliwym, to jest to niewątpliwie znak, że oto w Skanii tworzy się coś ciekawego. Ów błękitny projekt nie jest jeszcze oczywiście kompletny, ale – o czym usilnie próbowaliśmy przypominać w ostatnich tygodniach – już teraz posiada wystarczające aktywa, aby rzucić realne wyzwanie każdemu przeciwnikowi w kraju. Uważni bywalcy tego serwisu zapewne pamiętają, jak w jednym ze styczniowych raportów poświęciliśmy sporo uwagi transferom Isabelli D’Aquili oraz Inés Belloumou i dziś na stadionie w Hisingen to właśnie ten duet dołożył ogromnych rozmiarów cegiełkę do niespodziewanej wiktorii piłkarek z Malmö. Była snajperka Portland Thorns wykazała się niemal kliniczną precyzją pod bramką Jennifer Falk, zaś urodzona we Francji reprezentantka Algierii stworzyła wraz z Ellen Löfqvist zaporę, od której regularnie odbijały się Tindell, Bergström, czy Nildén. Niewiele zabrakło jednak do tego, aby goniące wynik gospodynie ostatecznie uratowały w tej szalonej rywalizacji przynajmniej jeden punkt, gdyż na dwa błyskawiczne ciosy zadane jeszcze w inauguracyjnym kwadransie przez D’Aquilę udało się im ostatecznie odpowiedzieć trafieniami niezawodnej Felicii Schröder (rzut karny) oraz Tabithy Tindell (sytuacyjne zamieszanie w szesnastce gościń). Wtedy jednak swój wielki rewanż wzięła na piłkarkach Häcken Sara Kanutte, która przed rokiem ze swoim ówczesnym klubem IFK Norrköping także uczestniczyła w podobnie wariackiej inauguracji sezonu ligowego na Bravida Arenie. Dublet norweskiej napastniczki nie wystarczył wtedy nawet do remisu, ale dziś role odwróciły się o sto osiemdziesiąt stopni i niesamowicie trudny do zdobycia teren padł już w pierwszej kolejce nowej kampanii. A stoperka z Hisingen Emma Östlund jeszcze długo będzie wypominać sobie moment nieuwagi z 83. minuty, który okazał się być dla aktualnych wicemistrzyń kraju niezwykle kosztowny i w perspektywie kolejnych miesięcy może ważyć jeszcze więcej.

Hit kolejki nie zawiódł, podobnie zresztą jak drużyny ze stolicy. Sztokholmski kwartet w komplecie inaugurował sezon na własnych obiektach i choć w jednym przypadku mówimy o lokalizacji wybitnie tymczasowej, to atut ten został przez stołeczne piłkarki wykorzystany w stu procentach. Sygnał do ataku nadszedł z Północy, gdzie nadzwyczaj liczna i nadzwyczaj głośna publiczność fetowała pewne i całkowicie zasłużone zwycięstwo AIK nad Linköping. Trener Lukas Syberyjski perfekcyjnie rozpisał swoim podopiecznym meczowy plan, a one zrealizowały go na tyle skutecznie, że… nominalnie czwarta golkiperka w kadrze Gryzoni Ella Agnekil bez większych problemów zachowała w swoim oficjalnym, seniorskim debiucie czyste konto. Kapitalne zawody rozegrała Adelisa Grabus, brylująca przed rokiem w juniorskich rozgrywkach Aleksandra Bogucka potwierdziła, że należy brać ją poważnie pod uwagę w perspektywie Odkrycia Sezonu, Signe Carstens zagrała profesurę w środku pola i ani trochę nie było widać, że szatni AIK wciąż musi się uczyć, Jennie Nordin zadbała o szczelność bloku defensywnego, a sunąca raz za razem lewą flanką Nova Selin jeszcze długo może nawiedzać Marię Olafsdottir w sennych koszmarach. Równie pozytywnie wypadła inauguracja na popularnym Kanalplan, gdzie swoją drogą również potwierdziły się nasza zimowe obserwacje. Ellen Wangerheim trafie z niespotykaną regularnością zarówno głową, jak i nogą, a Smilla Holmberg ze Stiną Lennartsson zamiast rywalizować o miejsce w wyjściowej jedenastce, stworzyły na prawym skrzydle duet, przed którym u progu futbolowej wiosny drży każda szwedzka defensywa. Do tego dokładamy jeszcze coraz bardziej regularny tercet Miyagawa – Hasund – Vallotto i już wiemy, że Hammarby nie zamierza zbyt szybko rezygnować w tym sezonie z walki o pełną pulę. Zupełnie inne cele przyświecają póki co zawodniczkom Djurgården, które tym razem we wczesnej fazie rozgrywek zdecydowanie wolałyby uniknąć niepotrzebnych strat. Ich zwycięstwo nad Kristianstad było w pewnym sensie oczekiwane, choć fenomenalna asysta Alexandry Johannsdottir i odważny rajd Viktorii Persson sprawiły, że to gościnie ze Skanii długo znajdowały się na prowadzeniu. Rosnąca z każdą upływającą minutą przewaga Dumy Sztokholmu pozwoliła jednak te straty nie tylko odrobić, ale i przechylić losy meczu na swoją korzyść. Co godne podkreślenia, przy obu trafieniach dla gospodyń wydatny udział miały Pauline Hammarlund oraz Urara Watanabe, a oczekiwany impuls z ławki dała ponadto doświadczona rekonwalescentka Mimmi Larsson.

Pierwszymi liderkami Damallsvenskan zostały jednak zawodniczki z Brommy, które w starciu dwóch dysponujących teoretycznie najmniejszym potencjałem jakościowym drużyn, dosłownie rozbiły w pył beniaminka z Alingsås. W rolach zdecydowanie pierwszoplanowych wystąpiły na Grimsta Idrottsplats Frida Thörnqvist, Ida Bengtsson oraz… Alexandra Blom, bez której klęska przyjezdnych nabrałaby jeszcze bardziej pokaźnych rozmiarów. Jeden błysk dwójki nowych piłkarek pozwolił sięgnąć po komplet punktów obrończyniom tytułu z Rosengård, choć gdyby tylko Emily Gray nieco lepiej nastawiła sobie celownik, to rezultat tej konfrontacji mógłby być zgoła odwrotny. Potyczka na Malmö IP całościowo stała jednak na niepokojąco niskim poziomie, choć Emilie Woldvik udowodniła, że indywidualnie wniesie do tej ligi wartość dodaną. A ponieważ na inaugurację zwycięstwa odnosiły wyłącznie kluby ze Sztokholmu oraz Malmö, to rywalizacja ekip z Norrköping i Vittsjö musiała zakończyć się podziałem punktów. Mecz ten przybrał słodko-gorzki obrót przede wszystkim dla Wilmy Leidhammar, która najpierw fatalnie wykonała podyktowany za faul na Vesnie Milivojevic rzut karny (Savannah Madden skutecznie obroniła), a następnie zrewanżowała się peruwiańskiej golkiperce, ustalając wynik spotkania na 1-1.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

shab1


Jedenastka kolejki:

omg1

Pierwszy dzień wiosny

hammarbyguldm

Przed dwoma laty w mistrzowskiej, złotej sesji uczestniczyły piłkarki Hammarby. Jak będzie tym razem? (Fot. Pontus Orre)

To już ten czas, to już ten weekend! Jeżeli nie wydarzy się nic nieprzewidywanego, jutro na boiskach Damallsvenskan zostanie strzelony pierwszy gol sezonu 2025. A szybko po nim kolejne i aż do późnej jesieni będziemy emocjonować się blaskami i cieniami ligowej kampanii w może nie najlepszym piłkarsko, ale z całą pewnością najbliższej naszym sercom wydaniu. Nowe kluby, nowe diamenty do oszlifowania, pogoń za odłożonymi w czasie marzeniami, walka o oszukanie sportowego przeznaczenia – to wszystko i wiele więcej już za momencik raz jeszcze stanie się stałym elementem naszej codzienności. Przed rokiem historią numer jeden okazało się może nie samo mistrzostwo dla ekipy z Rosengård, ile styl jego wywalczenia i liczba rekordów, które niejako po drodze do celu zostały wymazane z tabel. Czy jednak osiągnięcia zawodniczek z Malmö utrzymają się na szczytach historycznych zestawień na dłużej? Tym razem nie będziemy silić się na przewidywania, wszak mniej więcej dwanaście miesięcy temu wydawało się, że wyśrubowana przez Annę Tamminen passa minut bez straconego gola to wynik, do którego niezwykle trudno będzie się w najbliższym czasie komukolwiek zbliżyć. A tutaj na horyzoncie pojawiła się Eartha Cumings i w niezwykle dobitny sposób pokazała nam, że z tymi spekulacjami to jednak głupio wyszło. O ile jednak na prognozy indywidualne namówić się nie damy (choć przyznacie, że ubiegłoroczny typ na Hlin Eiriksdottir sprawdził się doprawdy brawurowo), o tyle tradycja i dobrze rozumiana rzetelność każą nam pochylić się nad najbardziej prawdopodobnym kształtem ligowej tabeli w rozpoczynających się jutro rozgrywkach. Faworyt wydaje się jasny i oczywisty, ale ponieważ mówimy o zespole, który nawet gdy jest pierwszy, to i tak jest drugi, możemy spodziewać się zakończenia bynajmniej nie do końca oczywistego. Wszak rok temu w finale Svenska Cupen również miało być dla gospodyń łatwo, lekko i przyjemnie. Niemniej, przegląd ligowych kadr rozpoczniemy jednak od Hisingen, a następnie będziemy podążać w dół wirtualnej tabeli. A jesienią tu wrócimy i wspólnie albo się z tego pośmiejemy, albo z pełną powagą pogratulujemy sobie trafnych przewidywań. Damallsvenskan 2025 – nu kör ni!

01

Prawdopodobnie najsilniejsza jakościowo kadra, jaką w ostatnich latach udało się zbudować u progu sezonu któremukolwiek klubowi Damallsvenskan. Na bramce solidna firma w osobie Jennifer Falk, którą w razie potrzeby zastąpić może mająca papiery na naprawdę wielkie granie Fanney Inga Bikrisdottir. Na wahadłach Kitagawa oraz Wijk, w środku bloku defensywnego Byrnak i Östlund, na rozegraniu Rubensson z Fossdalsą, a z przodu obsada w skali naszej ligi iście gwiazdorska. Co równie istotne, Häcken imponuje także dostateczną głębią składu, więc bez względu na personalne wybory, trener Lind może być umiarkowanie spokojny o impuls z ławki. Możemy zatem spodziewać się, że nawet w przypadku wystąpienia początkowych trudności, końcówki większości meczów toczyć się będą pod absolutne dyktando zawodniczek z Hisingen, a to właśnie wtedy najczęściej rozstrzygane są losy boiskowej rywalizacji. Młoda i głodna konkretnych sukcesów kadra jest ponadto gwarantem maksymalnego zaangażowania, a fani Os mogą być względnie spokojni, że w grze ich ulubienic nie pojawi się niepotrzebna i zgubna czasami kalkulacja. Co zatem może pójść nie tak? Tradycyjnie, moglibyśmy wskazywać tutaj na potencjalne kontuzje, niezdrową rywalizację o miejsce w jedenastce, czy wreszcie ewentualną, letnią wyprzedaż, lecz pierwszego dnia astronomicznej wiosny Häcken wygląda jak zespół, któremu tym razem już naprawdę nic nie stanie na drodze do upragnionego mistrzostwa. A że w przeszłości bywało już podobnie, a kończyło się wiadomo jak? Cóż, niech te doświadczenia stanowią po prostu dodatkową przestrogę i przypominają, że w naszym ekosystemie medale, dyplomy i puchary wręcza się późną jesienią.

02

Jeżeli ktoś miałby zatrzymać mistrzowski marsz faworytek z zachodniego wybrzeża, to chyba tylko doprawiona szczyptą norweskiego szaleństwa ekipa z Södermalm. Jakościowo niby wszystko się tu zgadza, personalne aktywa jednoznacznie przemawiają na korzyść Bajen, lecz wydarzenia ostatnich tygodni sprawiają, że w naszym tier rankingu Hammarby ląduje ostatecznie szczebelek niżej niż główne konkurentki, bo i znaków zapytania tutaj jakby więcej. Jak w nowej dla siebie roli odnajdzie się Julie Blakstad i czy współpraca na lewej flance (z kim konkretnie?) przebiegać będzie bez zarzutu? Czy trener Sjögren zdecyduje się ustawić w linii dwie nominalne napastniczki, czy może któraś z nich (prawdopodobnie Ellen Wangerheim) przejmie rolę ofensywnej dziesiątki? Jeżeli zwycięży druga opcja, to w jaki sposób zmaksymalizowany zostanie potencjał sygnalizującej przebłyski naprawdę wybitnej dyspozycji Smilli Vallotto? Czy eksperyment ze Stiną Lennartsson na skrzydle był jedynie potrzebą chwili, czy może stanie się jednym z pomysłów na udaną, ligową kampanię? Pytania moglibyśmy tak naprawdę mnożyć, bo przecież nie poruszyliśmy nawet tematu trapionej kontuzjami Anny Jøsendal, która wiosną ubiegłego roku zaliczyła niesamowicie efektowne wejście do szwedzkiej ligi i gdyby po upływie dwunastu miesięcy miało się do powtórzyć, to Hammarby zyskuje kolejny, niesamowicie mocny argument w mistrzowskim wyścigu. Całość dyskusji sprowadza się jednak do tego, że trener Sjögren ma kim grać i jeśli choć co drugi znak zapytania uda się przemienić w wykrzyknik, to w południowym Sztokholmie zdecydowanie mogą powtórzyć sukces sprzed dwóch lat. Najlepsi fani w Europie z całą pewnością czekają właśnie na taki przebieg zdarzeń.

03

Najbardziej wyczekiwany beniaminek w tym stuleciu, rekordowy mistrz w przebudowie i ambitny, konsekwentnie realizowany projekt na fali wznoszącej – ktoś z tego tercetu najpewniej uzupełni nam ligowe podium, otrzymując tym samym szansę na pokazanie się w Europie. Choć z pozoru zabrzmi to dość odważnie, najwięcej argumentów znajdziemy chyba po stronie błękitnego klubu z Malmö, którego największym sprzymierzeńcem wydaje się być upływający czas. Sara Kanutte, Isabella D’Aquila, czy Ines Belloumou z każdym kolejnym tygodniem powinny czuć się w stolicy Skanii coraz bardziej komfortowo, a zbliżające się letnie okienko transferowe kusi obietnicą jeszcze bardziej imponujących wzmocnień, na które włodarzy MFF niewątpliwie stać. A przecież nie możemy wykluczyć, że eksplozją formy zachwyci nas na przykład stojąca u progu kariery Tuva Skoog i to ona stanie się brakującym elementem, dzięki któremu beniaminek już wiosną włączy się do gry o naprawdę poważne cele. Nieco bardziej stonowane nastroje panują za to w Norrköping, choć Peking gorąco zapewniają, że i tam ani myślą schodzić z raz obranej ścieżki, a wieloletni plan zdobycia szczytu krajowej piramidy zdecydowanie nie został porzucony. Milivojevic, Leidhammar, Jones, czy Rombing, wsparte dodatkowo sprowadzonymi tej zimy Wik oraz Conijnenberg to bez dwóch zdań ekipa gotowa rzucić wyzwanie każdemu rywalowi i kto wie, czy największą niewiadomą w tej układance nie pozostaje osoba trenera Stellana Carlssona, dla którego prowadzenie drużyny o takim profilu będzie swego rodzaju podróżą w nieznane, co w przypadku tak doświadczonego fachowca brzmi w pewnym stopniu zaskakująco. I wreszcie mamy w tej cudownej konstelacji broniący tytułu Rosengård Joela Kjetselberga, który po raz pierwszy od dawna straszyć będzie nie uznanymi, przybyłymi do Skanii ze wszystkich zakątków globu nazwiskami, lecz zawodniczkami na dorobku, dla których gra w tym klubie stanowi nie tyle ostateczny cel, co narzędzie niezbędne w jego realizacji. Brzmi niebezpiecznie, ale doświadczenie podpowiada, że to naprawdę może się udać, a Sevenius, Johansson, Sprung i reszta mogą a bardzo nieodległej przyszłości stać się bohaterkami niejednego entuzjastycznego tekstu opisującego ich efektowne, boiskowe dokonania.

04

Tutaj mamy prawdziwy koktajl, ale… trudno się dziwić – wszak w środku stawki z definicji powinno być tłoczno i ciasno jak w nowojorskim metrze. Raz jeszcze skorzystamy zatem z terapii szokowej i w roli nieformalnych liderek tego cokolwiek egzotycznego kwintetu obsadzimy piłkarki z Växjö. Trener Unogård ewidentnie trafił z transferami i jeśli japoński duet Amano – Kamogawa nawiąże do ligowych dokonań swoich bardziej utytułowanych rodaczek, Nellie Karlsson, Larkin Russell, Elin Nilsson i Josefin Harrysson odnajdą i ustabilizują zagubioną gdzieś solidność, a Victoria Svanström podąży szlakiem obwołanej jednym z absolutnych odkryć poprzednich rozgrywek Nesrin Akgün, to w Kronobergu sezon wiosna-lato może okazać się nadzwyczaj obfity w pozytywne emocje. Swego rodzaju niewiadomą stanowią tym razem ekipy z Linköping i Kristianstad. W tej pierwszej nie brakuje zarówno wielkich nazwisk (De Jongh, Bakker), znamienitych transferów (Jonna Andersson), zagranicznych talentów (Olafsdottir, Halttunen), jak i… potężnych problemów natury ekonomicznej oraz tożsamościowej. Z ostatnim z wymienionych elementów kłopotów nie mają za to w Kristianstad, choć trener Angergård w nowym sezonie będzie musiał poradzić sobie z układanką, z której wyjęto mu cztery niezwykle istotne puzzle (Eiriksdottir, Tindell, Polkinghorne, Wickenheiser). Czy lekarstwo na zaistniałe bolączki znów przybędzie z Islandii, tym razem pod postacią Alexandry Johannsdottir lub Katli Tryggvadottir? We wschodniej Skanii niewątpliwie liczą na to, że sprawdzone metody raz jeszcze przyniosą pożądane efekty. Kolejną próbę dołączenia do pierwszego szeregu Damallsvenskan podejmą ponadto dwa kluby ze Sztokholmu, regularnie sponiewierane w ostatniej dekadzie przez nietrafione decyzje włodarzy. Czy pochodzący ze Szczecina trener Lukas Syberyjski otworzy nową, lepszą erę w dziejach klubu z Solnej? Czy pomogą mu w tym pozyskane zimą Matilda Plan, Signe Carstens i królowa strzelczyń ligi juniorek Aleksandra Bogucka? A może więcej szczęścia będzie mieć dowodzone przez Marcelo Fernandeza Djurgården, gdzie do gwarantującego konkretne liczby ofensywnego tercetu Larsson – Johansson – Hammarlund, a także charyzmatycznej liderki drugiej linii w osobie Therese Åsland, dołączył naprawdę obiecujący desant w defensywie (Koivunen, Ashe) oraz w środku pola (Jonasson, Watanabe). Czas pokaże, ale w centralnych dzielnicach Sztokholmu nie bez podstaw manifestują, że tym razem to już naprawdę musi się udać.

05

Dwa ulubione kluby futbolowych romantyków z roku na rok czeka coraz bardziej dramatyczna walka o pozostanie na pierwszoligowej powierzchni. W Piteå odejście trenera Carlssona zapoczątkowało nową erę, lecz powierzenie sterów Fredrikowi Bernhardssonowi pozwala mieć nadzieję, że zamiast rewolucji będziemy mieli do czynienia z kontrolowaną ewolucją. Anam Imo, Josefin Johansson, Selina Henriksson, czy Wilma Carlsson niezmiennie trwają na posterunku, legendarna Faith Ikidi wciąż nie kończy kariery, a w Norrbotten gorąco wierzą, że raz jeszcze uda się oszukać przeznaczenie. Z takim samym pragnieniem rozpoczynają ligowe granie w Vittsjö, choć najsłynniejsza sportowa wieś w Skanii pierwszego, wiosennego gwizdka wyczekuje z niespotykanym ostatnimi czasy niepokojem. Po wyjątkowo mało efektownym sezonie 2024 i przeprowadzonych zimą koniecznych korektach kadrowych przyszły bowiem jeszcze słabsze sparingi, o pucharowych blamażach nawet nie wspominając. Tak często i chętnie chwalona przez nas defensywa bardziej niż solidny monolit przypominała przeciekający dach, a czasy, gdy o sile zespołu z okolic Hässleholm stanowiły kadrowiczki Kanady, Szkocji, czy Australii stanowią już chyba definitywnie zamknięty rozdział. Czy w podobnych słowach będziemy niedługo mówić o pierwszoligowej przygodzie dzielnej drużyny z Vittsjö? Tym razem powinno jeszcze się udać, ale nieustępliwość Nellie Persson oraz Lisy Klingi, świetnie ułożona noga Heidi Kollanen i konsekwentnie odbudowująca się po sztokholmskiej przygodzie Hanna Ekengren w dłuższej perspektywie mogą okazać się niewystarczające.

06

Nie jest łatwe życie beniaminka najwyższej klasy rozgrywkowej jeśli ten nie nazywa się akurat Malmö FF. W Alingsås na powrót do krajowej elity czekali aż 24 lata, ale nawet solidne, pierwszoligowe wzmocnienia w osobach Karin Lundin, czy Alexandry Blom nie zmieniają naszej predykcji w kwestii najbliższej przyszłości AIF. Nie dokonały tego także sparingowo-pucharowe boje, podczas których oglądaliśmy zespół zdolny do co najwyżej pojedynczych zrywów w zderzeniu z krajową czołówką. Na tle zawodniczek z Alingsås nadzwyczaj solidnie zaprezentowały się podopieczne Daniela Gunnarsa, ale w zachodnim Sztokholmie najbliższych tygodni wyczekują z wcale nie mniejszymi obawami. Rzeczywistość bez Anny Koivunen, Karin Lundin i Sary Olai jawi się jako wielkie wyzwanie i jedynie ponadprzeciętna forma tercetu potencjalnych liderek (Wilma Wärulf, Joanna Bækkelund, Ida Bengtsson) w połączeniu z sezonem życia jednej z piłkarek o inklinacjach stricte ofensywnych (najbardziej logiczną kandydatką zdaje się być tutaj Tuva Ölvestad) daje jakiekolwiek nadzieje na uratowanie sezonu na Grimsta Idrottsplats. Co ciekawe, obaj kandydaci do spadku już na inaugurację zmierzą się w bezpośrednim starciu i nie trzeba chyba podkreślać, jak istotne będzie dla obu ekip dopisanie w tej rywalizacji kompletu punktów.


shab1


UWAGA: niestety na chwilę obecną sześć z czternastu zespołów nie dostarczyło jeszcze danych niezbędnych do pracy nad ligowym skarbem kibica. Dedykowana podstrona aktualizowana będzie na bieżąco, a poniżej znajdziecie aktualizację kadr ośmiu zespołów, które zdecydowały się na owocną, zimową współpracę.


Finalna prognoza 2025

tips

Naprzód, szwedzka młodzieży!

Felicia Schröder imponuje formą od początku sezonu przygotowawczego. Czy ten oczywisty fakt dostrzeże również szwedzki selekcjoner? (Fot. BK Häcken)

Felicia Schröder imponuje formą od początku sezonu przygotowawczego. Czy ten oczywisty fakt dostrzeże również szwedzki selekcjoner? (Fot. BK Häcken)

Jak co roku pucharowe zmagania stanowiły swego rodzaju przystawkę przed daniem głównym w postaci rozpoczynającej się już w najbliższy weekend ligowej kampanii. Zanim jednak wspomnimy pokrótce o tych, które w sposób szczególny rozpaliły w tym roku naszą wyobraźnię, warto poświęcić kilka słów wciąż poszukującym swojej unikalnej tożsamości rozgrywkom Svenska Cupen. Nie tak dawno gorąco chwaliliśmy włodarzy naszej szacownej federacji za porzucenie całkowicie bezsensownego, a nader wszystko niesprawiedliwego klucza geograficznego i bynajmniej zdania w tej konkretnej kwestii nie zmieniamy. Malutki kroczek we właściwym kierunku nie wystarczył jednak do ożywienia pucharowej magii i bogatsi o te doświadczenia możemy już chyba z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że jedynie powrót do standardowej formuły play-off potencjalnie zapewniłby nam wrażenia, które obecnie przeżywamy wyłącznie od etapu półfinałów. Jeden mecz, dziewięćdziesiąt minut akcji (no właśnie, dogrywki są tutaj kolejnym zbędnym dodatkiem), a na koniec jeden zespół idzie dalej, drugi zaś próbuje szczęścia za rok. Szybkie, proste, lecz jednocześnie w tej swojej prostocie doskonałe. Bo przecież o to w tym wszystkim chodzi, aby puchar pozostał pucharem, nie zaś uproszczonym substytutem ligi z tabelkami, liczeniem goli i korespondencyjną rywalizacją z przeciwnikiem grającym w tym samym czasie gdzieś tysiąc kilometrów dalej. Pamiętacie jak dosłownie trzy tygodnie temu czternastoletnia Emilia Jägestedt Widstrand z wprawą profesorki światowych boisk kręciła defensywą z Norrköping? W klasycznym formacie byłby to zalążek pięknej historii z potencjałem na nagłówek, lecz w naszej mini-lidze szybko o tym zapomnieliśmy, głównie ze względu na to, że faworyzowane piłkarki z Östergötland koniec końców grupę wygrały, zaś drugoligowiec z Örebro finiszował na ostatniej lokacie. A skoro tak, to póki co można się spokojnie rozejść, bo przynajmniej z perspektywy neutralnego obserwatora nic godnego szczególnej uwagi się w zasadzie nie wydarzyło. Choć oczywiście na miejscu sympatyków ekipy z Behrn Areny bylibyśmy więcej niż szczęśliwi z faktu posiadania w swojej kadrze cudownego dziecka z Kumli, a wspomniana Widstrand to nazwisko, które zdecydowanie warto zapisać w swoich notesach i dla pewności wyróżnić kolorowym flamastrem.

Zgodnie z przewidywaniami, bez najmniejszych problemów z wygraniem swoich grup poradziły sobie piłkarki Hammarby oraz Häcken, potwierdzając tym samym, że zarówno w Södermalm, jak i w Hisingen, mistrzowskie aspiracje nie były bynajmniej rozbudzane na wyrost. Ów fakt imponuje tym bardziej, że obaj faworyci nie pozostawili rywalkom najmniejszych złudzeń pomimo absencji kilku kluczowych zawodniczek. Ot, chociażby trener Martin Sjögren w ledwie minimalnym stopniu korzystał z usług trzech ewidentnie kluczowych jesienią ubiegłego roku Norweżek: Cathinki Tandberg, Emilie Joramo oraz Anny Jøsendal, a miejsce niezawodnej ostatnimi czasy Anny Tamminen zajęła między słupkami bramki Bajen Moa Edrud. Rotacje na pozycji golkiperki dotyczyły zresztą również pretendentek z Hisingen, choć tam wynikały one głównie z przekonania, że tak solidna piłkarka jak kilkukrotna reprezentantka Islandii Fanney Inga Bikrisdottir po prostu zasługuje na swoją szansę. Zdecydowanie więcej uwagi warto poświęcić jednak temu, że libański szkoleniowiec BK Häcken Mak Lind póki co w ogóle nie wypuścił do boju wybitnych szwedzkich kadrowiczek Elin Rubensson oraz Anny Anvegård (nieoficjalnie wspomina się, że ta ostatnia mogłaby w najbliższym czasie opuścić Hisingen), a także doświadczonej, duńskiej rekonwalescentki Stine Sandbech. Głębię kadry Os świetnie podsumowuje również pozycja w klubowej hierarchii odkrycia ubiegłorocznych rozgrywek Nesrin Akgün oraz do niedawna regularnie występującej na boiskach włoskiej Serie A Pauliny Nyström. Obie te zawodniczki, choć w pełni gotowe do gry, na tym etapie sezonu muszą zadowolić się wyłącznie epizodami w końcowej fazie meczu, gdy losy rywalizacji najczęściej są już rozstrzygnięte.

Skoro było o nieobecnych, to warto wreszcie przejść do oczarowań wczesnowiosennych harców na szwedzkich stadionach. I tutaj problemów z wytypowaniem dwóch pierwszoplanowych bohaterek wyjątkowo nie będzie żadnych. Dwudziestoletnia Ellen Wangerheim (Hammarby) oraz wciąż jeszcze siedemnastoletnia Felicia Schröder (Häcken) skradły show w takim stopniu, że po prostu radzimy obejrzeć kompilację najciekawszych momentów fazy grupowej, aby w pełni docenić ich wyczyn. Bez względu na rywalki, bez względu na ustawienie i przypisaną im rolę, obie spisywały się po prostu genialnie i nawet do statystyki wykończenia akcji trudno się tym razem w ich przypadku przyczepić. Wangerheim potrafiła zrobić doskonały użytek ze swoich warunków fizycznych, Schröder imponowała eksplozywnością i świeżością i pozostaje tylko mieć nadzieję, że to wszystko odnotował także selekcjoner Peter Gerhardsson lub przynajmniej jeden z członków jego sztabu. Bo jeśli przy okazji najbliższych powołań kosztem wymienionych raz jeszcze doceniona zostanie na przykład Sofia Jakobsson (swoją drogą, wczoraj zmieniona w przerwie rywalizacji z rozpaczliwie broniącym się przed spadkiem do trzeciej ligi angielskiej Blackburn), to czegoś tutaj chyba nie rozumiemy. A propos młodych zawodniczek, to do tego grona zaliczyć możemy także Smillę Vallotto, choć w perspektywie tegorocznych finałów EURO jej dyspozycja cieszy przede wszystkim opiekującą się reprezentacją Szwajcarii Pię Sundhage. Niewątpliwie jednak wychowano piłkarsko w Norwegii zawodniczka także wysłała nam jasny sygnał, że nadchodzący sezon może być w jej karierze przełomem i trampoliną do świata tej naprawdę wielkiej piłki. O ile jednak Hammarby miało swoje genialne momenty, o tyle Häcken już w pierwszej dekadzie marca jawi się nam jako produkt kompletny. Hanna Wijk i Hikaru Kitagawa posiadają wszelkie niezbędne kwalifikacje, aby stać się najlepszym duetem wahadłowych w historii ligi, a zatrzęsienie talentu w formacjach ofensywnych jest w kadrze wicemistrzyń Szwecji tak ogromne, że aż trudno zdecydować się, czy kluczowa rolę w doprowadzeniu do szczęśliwego końca mistrzowskiej misji odegra Tabitha Tindell, Matilda Nildén, Alice Bergström, czy może Monica Jusu Bah? A tak niejako poza konkurencją, niezmiennie cieszy nas fakt, iż o sile typowanej do miejsca na samym szczycie krajowej piramidy drużyny w największym stopniu stanowią młode, szwedzkie piłkarki. Tak powinno to wyglądać w idealnym świecie, z taka kadrą zdecydowanie łatwiej się identyfikować i niezmiennie cieszymy się, że tak mądrze budowany klub będzie jednym z naszych reprezentantów na europejskiej scenie. Zawodniczkami z zagranicy także jednak bynajmniej nie wzgardzamy, a jeśli podnoszą one poziom rywalizacji jak architektki sukcesu Norrköping Vesna Milivojevic oraz Jada Conijnenberg, to jesteśmy wręcz zaszczyceni, że to właśnie nam przypadło w udziale z bliska obserwować i opisywać ich wyczyny. Choć w przypadku IFK pierwiastek krajowy również odznacza się wyraźnym śladem, a zapewniają go między innymi niezmordowana wahadłowa Elin Rombing, a także liderka formacji ofensywnej Wilma Leidhammar, nie bez przyczyny nazywana następczynią legendarnej dla fanów zasiadających na słynnej Curva Nordahl My Cato. Jak zatem widać, z tą naszą ligą zdecydowanie nie jest źle, a kolejne tygodnie jedynie przyniosą nam nowe nazwiska, które z radością umieszczać będziemy w kolumnie wyróżnionej hasłem ‘warto obserwować’. Cóż, mądrzy ludzie mówili, że istnieje tysiąc powodów, dla których należy kochać wiosnę, lecz my nie  mamy najmniejszych wątpliwości, który z nich jest tym najistotniejszym. Jeszcze tylko cztery dni i znów – przynajmniej do późnej jesieni – zaczniemy funkcjonować w ligowym rytmie.

Prowokacje, dylematy i derbowe dramaty

dd3ed9da-748b-4928-bffd-93e8d52da11d

Jo-Anne Cronquist i jej koleżanki z FC Rosengård wciąż liczą na bezpośredni awans do fazy ligowej przyszłorocznej Ligi Mistrzyń (Fot. SR)

To miały być pierwsze derby Malmö o takim ciężarze gatunkowym i trzeba przyznać, że nasze apetyty tym razem absolutnie nie zostały zaostrzone na wyrost. Oba zespoły udowodniły, że nawet w tak wczesnej fazie sezonu są w stanie zaprezentować nam widowisko o najwyższym poziomie dramaturgii, a niewyjaśniający nam póki co zupełnie nic podział punktów ani trochę nie krzywdzi żadnej ze stron. Szkoda tylko, że do atmosfery marcowego, futbolowego święta niekoniecznie dostosowali się fani ekipy z błękitnej części miasta, w stosunkowo prymitywny sposób obrażając autorkę wyrównującego trafienia dla FC Rosengård Jo-Anne Cronquist. Dwudziestoletnia defensorka w sposób wyczerpujący odniosła się zresztą do tematu podczas pomeczowej konferencji, a my mogliśmy jedynie żałować, że zamiast rozpływać się nad przytomnością umysłu i precyzyjnym lobem w wykonaniu młodej zawodniczki, zastanawialiśmy się kto, kogo i w jakim stopniu sprowokował. Warto jednak odnotować, że najbardziej wyczekiwany w tym tysiącleciu beniaminek Damallsvenskan sportowo jest w pełni gotowy na naprawdę poważne wyzwania, a typowane przez nas już wcześniej na potencjalne gwiazdy ligi Amerykanka Izzy D’Auila oraz Algierka Ines Belloumou jak najbardziej posiadają papiery na to, aby w kolejnych tygodniach zrobiło się o nich w szwedzkich mediach naprawdę głośno. Swoją cegiełkę do całkiem obiecującego wejścia ekipy z Malmö w nowy rok dołożyła także Sara Kanutte, lecz o jej zamiłowaniu do pucharowych zmagań napisano już chyba wystarczająco i wyczerpująco. Inna sprawa, że norweska snajperka w rozgrywkach Svenska Cupen błyszczy w barwach już trzeciego klubu, w każdym przypadku bijąc się o zwycięstwo w klasyfikacji strzelczyń.

Na rozstrzygnięcia w grupie z udziałem Linköping, Växjö oraz dwóch ekip z Malmö jeszcze trochę poczekamy, ale Hammarby oraz Häcken znają się defilować w kierunku półfinałów stosunkowo pewnym krokiem. Pod względem optycznym, zdecydowanie korzystniejsze wrażenie sprawiają jednak póki co piłkarki z Hisingen i to w nich należałoby chyba upatrywać głównych kandydatek do sięgnięcia po długo wyczekiwaną, mistrzowską koronę. W drużynie trenera Linda bez zarzutu funkcjonują wszystkie formacje, wyborną dyspozycją strzelecką imponuje Felicia Schröder, Hikaru Kitagawa, Hanna Wijk, Alice Bergström, Nesrin Akgün oray Monica Jusu Bah dają szkoleniowcowi bezcenny wachlarz możliwości w bocznych sektorach boiska, a Johanna Fossdalsa do spółki z nową reprezentantką Kanady Carly Wickenheiser sumiennie dbają o to, aby wszystko zgadzało się także w środku pola. Na tym tle Hammarby prezentuje się nieco mniej imponująco, lecz… to wszystko jedynie bardzo ostrożne prognozy tak naprawdę w przededniu ligowych zmagań. Wszak ustawienie norweskiego duetu Blakstad – Hasund na lewej flance dopiero co przyniosło dwa efektowne gole w rywalizacji z Alingsås, Holmberg i Lennartsson także miały momenty naprawdę owocnej współpracy na przeciwległej flance, a Ellen Wangerheim, choć czasami irytuje nieskutecznością, oczekiwane liczby koniec końców wyrabia. A gdy jeszcze podleczą się rekonwalescentki, a do zespołu z Södermalm dołączy Olga Ahtinen, to mistrzowski wyścig może zrobić się naprawdę frapujący.

Wielkimi krokami zbliża się nie tylko inauguracja nowego sezonu Damallsvenskan, ale i powrót po zimowej przerwie Ligi Mistrzyń, która w tym roku nieoczywistymi wynikami bynajmniej nie sypnęła. Europejską rywalizację ze szczególnym zainteresowaniem obserwować będą sympatycy Rosengård, gdyż to właśnie za jej sprawą mistrzynie Szwecji mają szansę zameldować się w fazie ligowej przyszłorocznej UWCL bez konieczności przebijania się przez eliminacje. Aby tak się stało, po triumf w obecnej edycji musiałby sięgnąć klub, który w swojej rodzimej lidze również zajmie miejsce biorące w kontekście Ligi Mistrzyń. Trzeba zatem uczciwie przyznać, że szanse na taki scenariusz należy ocenić dość wysoko, a gwarancją jego realizacji byłby na przykład jeszcze jeden sukces Barcelony, Lyonu lub premierowa wiktoria londyńskiej Chelsea. Zmagania w pozostałych ligach europejskich uważnie śledzić będą także fani z Hisingen oraz Södermalm. Ci pierwsi mogą mieć nadzieję na rozstawienie swoich piłkarek w każdej z eliminacyjnych faz, do którego przybliża Osy z Västergötland pojawienie się w drabince każdego klubu legitymującego się współczynnikiem niższym niż 32.933 (czyli na przykład Manchester United, Eintracht Frankfurt, Paris FC). W jeszcze innym kierunku spoglądać będą szanowani i cenieni w całej Europie kibice Bajen, bo dzięki wyjazdowemu zwycięstwu nad austriackim SKN St. Pölten, klub ze szwedzkiej stolicy otworzył sobie furtkę ro rozstawienia w pierwszej rundzie eliminacyjnej przyszłorocznej Ligi Mistrzyń. Aby do tego doszło, Hammarby będzie potrzebować korzystnych dla siebie rozstrzygnięć w przynajmniej czterech spośród pięciu następujących lig: Włochy, Dania, Ukraina, Austria, Holandia. Przeprowadzona dziś symulacja pokazuje, że obecnie warunek ten zostałby spełniony (jedynie Eredivisie wypluła nam niesprzyjające dane), ale do rozegrania pozostało jeszcze tyle spotkań, że na tej podstawie można mówić jedynie o naprawdę bardzo delikatnym optymizmie.

Porozmawiajmy szczerze, selekcjonerze!

E3iZ2wBWUAY_vXe

Ellen Wangerheim w niebiesko-żółtych barwach? To naprawdę może się udać, ale dajmy sobie szansę! (Fot. Getty Images)

Pierwsze zgrupowanie kadry w nowym roku kalendarzowym za nami. Liczbowo sprawy prezentują się zadowalająco, bo jedno zwycięstwo i jeden remis przywiezione z dwóch wymagających wyjazdów to dorobek, który warto uszanować. Tak, tę frazę powtarzamy w naszych analizach i podsumowaniach nader często, ale o niektórych kwestiach warto sobie co jakiś czas przypominać. Szczególnie, że przez dekady funkcjonowaliśmy w nieco innej rzeczywistości, w której o korzystne wyniki w potyczkach z przedstawicielkami aspirujących, europejskich nacji było zdecydowanie łatwiej. Dziś piłkarska geografia Europy przedstawia się bardziej interesująco, a skoro tak, to kolejnych cyklów eliminacyjnych pod żadnym pozorem nie możemy traktować jako przykrego obowiązku do wypełnienia. Lista chętnych do gry o najwyższe cele z roku na rok błyskawiczne się wydłuża, a my… możemy się z takiego obrotu sprawy jedynie cieszyć, bo przecież realne wyzwania od zawsze napędzają do jeszcze skuteczniejszego działania.

My jednak nie do końca o tym, wszak szczególnie wyjazd do wietrznego Wrexham na powrót skłonił nas do poważnych refleksji w temacie wyborów personalnych szwedzkiego selekcjonera. Oczywiście, ani trochę nie oczekujemy, że oto Peter Gerhardsson nagle zmieni swoje podejście do wykonywanej pracy o sto osiemdziesiąt stopni, lecz nawet mając na uwadze czekającą nas niebawem zmianę na trenerskim stołku, pewne pytania postawić po prostu trzeba. A jak uczy życie, najlepiej zrobić to wprost i bez niepotrzebnej zabawy w półśrodki. I to nawet mimo przekonania, że najpewniej kwestie te na zawsze niejako zawisną w próżni i nie doczekają się jakkolwiek satysfakcjonującej odpowiedzi.

Zacznijmy może od zarysowania kontekstu: kilka dni temu, w kalifornijskim San Diego, doszło do stojącego na niesamowicie wysokim poziomie jakościowym starcia reprezentacji USA i Japonii w ramach towarzyskiego turnieju SheBelieves Cup. W drużynie Emmy Hayes podstawowy tercet środkowych pomocniczek stworzyły Samantha Coffey, Lindsey Horan oraz siedemnastoletnia Lily Yohannes. Jokerką w talii Grenlandczyka Nilsa Nielsena okazała się natomiast inna nastolatka Toko Koga. Obie te zawodniczki łączy fakt, iż na powołanie do czołowej reprezentacji globu zapracowały sobie świetnymi występami na boiskach… holenderskiej Eredivisie! Była trenerka londyńskiej Chelsea w swoich wyborach wykazała się jednak zdecydowanie większą nieszablonowością, gdyż odważne postawienie chociażby na Ally Sentnor, siostry Thompson, czy Tarę McKeown także trudno nazwać oczywistym, podobnie zresztą jak szansę daną nie tak dawno z powodzeniem broniącej dostępu do bramki Piteå Amandzie McGlynn. Turnieje towarzyskie, a także rozgrywki Ligi Narodów stanowią kapitalny poligon doświadczalny dla ewentualnych eksperymentów i trudno się dziwić, że selekcjonerzy skwapliwie z tego daru korzystają. Na przestrzeni ostatni lat mogliśmy z bliska obserwować dynamiczny rozwój reprezentacyjnych karier takich zawodniczek, jak chociażby Klara Bühl, Lena Oberdorf i Sjoeke Nüsken (Niemcy), Wieke Kaptein (Holandia), Lauren James i Maya Le Tissier (Anglia), Emma Færge i Josefine Hasbo (Dania). One wszystkie na wczesnym etapie swoich sportowych karier otrzymały od selekcjonerów niezbędny kredyt zaufania, który obecnie z korzyścią dla wszystkich regularnie spłacają. Mylą się jednak ci, którzy twierdziliby, że wspomniana otwartość tyczy się jedynie wprowadzaniu do zespołu młodych, głodnych gry debiutantek i dbaniem o płynne przeprowadzenie mitycznej sztafety pokoleniowej. To znaczy, ona oczywiście jest swego rodzaju efektem ubocznym, lecz główny zarzut pod adresem naszego, reprezentacyjnego sztabu odnosi się do całkowitego braku reakcji na bieżące wydarzenia. Prowadzący duńską kadrę Andrée Jeglertz nagle wymyślił sobie eksperyment z 36-letnią Sanne Troelsgaard w roli pół-prawej stoperki w trzyosobowym bloku defensywnym, Hiszpanka Montserrat Tomé wysłała jasny sygnał do Cristiny Martin-Prieto oraz Maite Zubiety, że widzi i docenia ich cotygodniowe dokonania w odpowiednio Benfice Lizbona (liga portugalska!) i Athletiku Bilbao, a odpowiedzialny za wyniki Niemek Christian Wück nie pozostał obojętny na to, co na boiskach Damallsvenskan wyczyniała rewelacyjna jesienią Rebecca Knaak. Te przykłady moglibyśmy mnożyć, bo tak właśnie wygląda to w większości zdrowych, piłkarskich ekosystemów. Z olbrzymim smutkiem musimy jednak zaznaczyć, że w gronie tych ostatnich od pewnego czasu próżno szukać reprezentacji Szwecji.

Raz jeszcze warto podkreślić, że w tym tekście nie chodzi o wykłócanie się o jakiekolwiek konkretne nazwisko. Każdy z nas, a selekcjoner i jego współpracownicy w szczególności, ma oczywiste prawo do swojej wizji i to jej powinien ufać, bo z niej na koniec dnia (cyklu) będzie rozliczany. Problem jednak w tym, że u nas konkretnej strategii trudno się w ogóle dopatrzeć. Na każdej pozycji obowiązuje żelazna hierarchia, przestrzegana bez wyjątków zarówno w przypadku gier o stawkę, jak i potyczek o charakterze towarzyskim. Nie tylko my, ale i skauci naszych rywali, są w stanie bezbłędnie wskazać zarówno personalia, jak i ustawienie szwedzkiej kadry nawet w przypadku ewentualnych kartek czy urazów. Sam fakt bycia otwartą książką nie stanowi może jeszcze powodu do bicia na alarm, bo skoro Gerhardsson i jego ludzie gorąco wierzą w umiejętności swoich wybranek, to i my najpewniej powinniśmy im zaufać (choć czynimy to z coraz większym wahaniem na twarzach). Nie da się natomiast obojętnie przejść obok faktu, że droga obrana przez nasz sztab niebezpiecznie popycha nas w kierunku spalonej ziemi, po której spacerować będzie już nie sam Gerhardsson, lecz jego następca. Bo nawet jeśli wysilimy do maksimum wyobraźnię i naszkicujemy scenariusz, w którym szwedzkie weteranki (Asllani, Jakobsson, Sembrant, Andersson i reszta) na tegorocznym EURO raz jeszcze prowadzą nas do szczęśliwego zakończenia, to wkrótce potem i tak nadejdzie moment, gdy – tym razem już z przymusu – będziemy zmuszeni przetestować nowe rozwiązania. I zamiast wypracować sobie wcześniej jakąkolwiek przydatną bazę, będziemy musieli improwizować na żywym organizmie, prawdopodobnie podczas trwających w najlepsze eliminacji do brazylijskiego mundialu, których powodzenie z dużą dozą prawdopodobieństwa zależeć może od wyniku jednego, barażowego dwumeczu. Lista piłkarek czekających na przynajmniej pobieżne sprawdzenie swojej przydatności na reprezentacyjnym gruncie jest całkiem długa, a znajdziemy na niej między innymi bramkarki Emmę Holmgren i Someę Polozen, obrończynie Hannę Wijk, Smillę Holmberg, Ronję Aronsson, Annę Sandberg, czy Nesrin Akgün, pomocniczki My Cato, Matildę Vinberg i Julię Karlernäs (ta ostatnia to mocno niedoceniana, a przy tym najsolidniejsza szwedzka piłkarka występująca na boiskach włoskiej Serie A), skrzydłowe Alice Bergström, Johannę Renmark i Stinalisę Johansson, czy wreszcie ofensywne Rosę Kafaji, Maję Wangerheim, Evelyn Ijeh i Felicię Schröder. Tylko tutaj uzbierało się kilkanaście nazwisk, a przecież była to lista tworzona niejako na szybko, bez dogłębnej analizy i dodatkowych przemyśleń. Nikt z nas nie da oczywiście gwarancji, że którakolwiek w wymienionych tu zawodniczek okazałaby się lekarstwem na wszystkie, szwedzkie problemy, lecz – pozostając niejako przy medycznej terminologii – hołdując obecnej strategii w ogóle nie dajemy sobie szansy, aby te formy terapii jakkolwiek przetestować. I właśnie tego nieświadomego działania na swoją własną niekorzyść dotyczy główny, stawiany tu zarzut. Wszak z dwojga złego chyba wolelibyśmy konstruktywnie krytykować selekcyjne pomyłki niż całkowitą, selekcjonerską bierność.