Liga nabiera tempa

Daniela Galic (Vittsjö) i Mia Persson (Malmö) mają za sobą bardzo udane otwarcie rundy rewanżowej (Fot. Christian Örnberg)

Żyjąc i funkcjonując w erze TikToka siłą rzeczy musimy przyzwyczaić się do obowiązujących w niej reguł. A ta być może najistotniejsza przypomina nam, że obecnie wszystko wokół nas dzieje się zdecydowanie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a każdy moment nieuwagi może nas potencjalnie naprawdę drogo kosztować. Prawidła te tyczą się oczywiście również naszej ligi, która to niby dopiero wznowiła rozgrywki po letnim szaleństwie reprezentacyjnym, a już za chwilę  – szczególnie w jej dolnych rewirach – może przynieść nam odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania. Jasne, w końcówce sierpnia, ani nawet w pierwszej połowie września, nikt ostatecznie z najwyższej klasy rozgrywkowej jeszcze nie spadnie, lecz ewentualne straty poniesione w tym newralgicznym okresie, mogą okazać się koniec końców niemożliwe do zniwelowania. Te słowa kierujemy szczególnie do piłkarek z Linköping, które niby nie grają aż tak tragicznie, jak podpowiadałyby suche liczby, ale jednak deficyt aż dziewięciu punktów do bezpiecznej strefy nie wziął się przecież znikąd. W obozie nie tak dawnych przecież mistrzyń Szwecji oficjalnie panuje względny spokój, lecz gdy nieco dokładniej ucho przyłożyć, to można spotkać się z opiniami, że w gabinetach LFC po przegranych w mocno średnym stylu derbach wreszcie na poważnie zdali sobie sprawę z powagi sytuacji. Zdecydowanie mniejsze ambicje mieli przez rozpoczęciem rozgrywek w Alingsås, lecz siedem wywalczonych na Mjörnvallen punktów sprawiło, że i w tej ekipie nieśmiało zaczęli kreślić plany sięgające realnej walki o utrzymanie. Oba znajdujące się aktualnie w strefie spadkowej zespoły zagrają w najbliższy weekend na własnych obiektach i oba podejmą na nich rywalki teoretycznie znajdujące się w ich zasięgu. Trudno rzecz jasna stawiać sprawę w taki sposób, że oto piętnasta seria spotkań okaże się tą definiującą los którejkolwiek z ekip, ale nie da się uciec od tezy, że zarówno Linköping, jak i Alingsås wyjdą na murawę z przeświadczeniem, że tym razem gra idzie o znacznie większą stawkę niż tylko trzy kolejne punkty. Tym bardziej, że znajdujące się na szczycie ewentualnych drużyn do prześcignięcia Bromma oraz Växjö w czekających je potyczkach z rywalkami z Malmö faworytkami nie będą i ten wciąż spory dystans w najbliższych dniach realnie dałoby się znacząco skrócić. Warunek niezbędny jest jednak wciąż ten sam – czas wreszcie zacząć wygrywać swoje mecze, bo bez tego nawet najkorzystniejszy splot wydarzeń towarzyszących nie pomoże w skutecznej realizacji celów.

Do miana hitu kolejki najbardziej pretendują chyba dwa spotkania, które zostaną rozegrane w stolicy. Już jutro szykujące się do nowej, europejskiej przygody Hammarby podejmie na Kanalplan mocno niewygodny z ich perspektywy Kristianstad. Być może zabrzmi to dla niektórych wręcz nieprawdopodobnie, ale odkąd ekipa z Södermalm pokonała u siebie KDFF w roli beniaminka Damallsvenskan, w kolejnych próbach nie potrafiła ugrać w domowych bataliach z zespołem ze wschodniej Skanii choćby skromnego punkcika. Przebieg tych rywalizacji był bardzo różny, ale na koniec zawsze zgadzało się to, że komplet oczek odjeżdżał wesołym busem do K-Town, jak do chóralnie śpiewano w szatni za kadencji Elisabet Gunnarsdottir. Co więcej, starcia tych zespołów kreowały zazwyczaj nieoczywiste bohaterki, więc już teraz z niesłabnącym zaciekawieniem zastanawiamy się, czy w tym roku w tej roli wystąpi na przykład Filippa Widén, czy może jednak któraś z zawodniczek Bajen. Równie frapująco zapowiada się sobotnia konfrontacja AIK z Djurgården. Oba zespoły w swoich ostatnich występach solidarnie zawiodły, więc gdzie się w oczach własnych fanów rehabilitować, jak nie w potyczce z odwiecznym, lokalnym rywalem? Therese Åsland czy Danialle Famili? Pauline Hammarlund-Rubin czy Adelisa Grabus? Jennie Nordin z Matildą Plan, a może jednak Camille Ashe z Nanne Ruuskanen? A przecież nawet nie wspomnieliśmy jeszcze nawet o dynamicznych skrzydłowych w osobach Olivii Ulenius oraz Idy Björnberg. Oj tak, potencjał na wielkie, sztokholmskie meczycho jak najbardziej tutaj dostrzegamy! Zdecydowanie najpoważniejszy od początku rundy test czeka także liderki z Hisingen. Drużyna trenera Linda w starciu z Norrköping będzie oczywiście celować w pewne zwycięstwo, ale pomimo ogromnego uznania dla niedawnych poczynań dla tego, co od pewnego momentu wyczyniają w tym sezonie na ligowych boiskach Schröder, Anvegård, Jusu Bah, Tindell, czy Bergström, naprawdę potrafimy dostrzec w tym zestawieniu ścieżkę prowadzącą w kierunku rozstrzygnięcia jednoznacznie nieoczywistego. Nie jest ona oczywiście tą najbardziej prawdopodobną, ale zawodniczki z Östergötland już w poprzednich rozgrywkach dały nam na Bravida Arenie naprawdę niezłe show i teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, aby przynajmniej ten scenariusz powtórzyć, być może tym razem z nieco bardziej szczęśliwym dla nich finałem.

Weekend gospodarskich derbów

Bitwa o Östergötland tym razem dla piłkarek z Norrköping (Fot. Bildbyrån)

Była 23. minuta derbowego starcia na Platinumcars Arenie w Norrköping, kiedy gospodynie wreszcie udokumentowały golem swoją bezdyskusyjną przewagę w tej fazie spotkania. Ów fakt sam w sobie nie był jakoś przesadnie zaskakujący, lecz ku uciesze najbardziej zagorzałych fanów zasiadających na kultowej Curva Nordahl, na listę strzelców wpisała się zawodniczka, której nazwiska w tej konkretnej rubryce spodziewaliśmy się chyba najmniej. Osiemnastoletnia Freja Lindwall wskoczyła do wyjściowej jedenastki w wyniku urazu Elin Rombing i choć w pierwszych kilku minutach meczu w jej boiskowych poczynaniach dało się zauważyć pewne zalążki sportowej tremy, to błyskawicznie została ona przekształcona w pozytywną energię, a niezwykle efektowny gol na 1-0 był najlepszym tego dowodem. Przed przerwą zawodniczki w biało-niebieskich strojach zdawały się całkowicie kontrolować przebieg rywalizacji, ale coraz bardziej rozpaczliwie szukający jakichkolwiek punktów Linköping podjął jeszcze próbę podłączenia się do gry. Seryjnie bite rzuty rożne oraz rosnąca w szybkim tempie liczba wymienionych podań ani trochę nie przekładały się jednak na konkrety pod bramką Caroline DeLisle, a gdy gościniom wreszcie udało się coś wykreować, to stadionowy zegar wskazywał dziewięćdziesiątą minutę i dwa gole deficytu. Grające zdecydowanie bardziej energooszczędnie podopieczne trenera Carlssona potrafiły bowiem wyprowadzić składną, zespołową akcję, którą celnym strzałem sfinalizowała Vesna Milivojevic.

Wyjątkowo mało gościnne były dla swoich derbowych konkurentek także piłkarki z Kristianstad, które zresztą powinny w sobotnie popołudnie opuszczać murawę z identycznym wynikiem, co dzień później ich koleżanki z Norrköping. Pomarańczowe w tym sezonie mają jednak wyjątkowego pecha do arbitrów i jeśli jeszcze kilka dni temu wydawało nam się, że wiosennego popisu Anni Hartikainen absolutnie nic w najbliższym czasie nie przebije, to te założenia szybko przyszło nam zweryfikować. Bo oto w 56. minucie derbów Skanii prowadząca to spotkanie Salma Griberg najwyraźniej postanowiła zapewnić fanom obu ekip nadprogramowe emocje, uznając gola dla FC Rosengård, którego widziała… tylko ona sama. Po główce Emmy Pennsäter (swoją drogą, warto odnotować kolejne kapitalne dośrodkowanie mającej zdecydowanie dobry czas Anastazji Pobiegajło) Moa Olsson sparowała futbolówkę na poprzeczkę tak ewidentnie, że ta w żadnym momencie nie doleciała nawet do linii bramkowej. Ani jedna z zawodniczek FCR nie zdecydowała się nawet na taktyczne podniesienie rąk do góry, defensorki z Kristianstad celebrowały udaną interwencję swojej golkiperki, aż tu nagle pani sędzia postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i całe szczęście, że decyzja ta nie wpłynęła ostatecznie w sposób bardziej znaczący na końcowe rozstrzygnięcie. Gospodynie do siatki Samanthy Murphy trafiały bowiem dwukrotnie i w obu przypadkach były to gole przecudnej urody. Tym najbardziej spektakularnym uznaliśmy ostatecznie trafienie autorstwa Alice Egnér, a stało się tak prawdopodobnie dlatego, że w przeciwieństwie do Emmy Petrovic była skrzydłowa Trelleborga nie uderzała ze stojącej piłki. Dla Kristianstad zdecydowanie najważniejszy był jednak tego dnia sam powrót na zwycięską ścieżkę, choć wywalczone w takich okolicznościach zwycięstwo nad takim rywalem z pewnością wpłynie pozytywnie na i tak całkiem niezłe morale w klubowej szatni.

Drugi w sezonie mecz wygrały piłkarki beniaminka z Alingsås, dzięki czemu trwające rozgrywki już teraz stały się najlepszymi w całej historii klubu. Jeszcze bardziej budujące jest jednak to, że podopieczne trenera Häggströma w sobotę były od przeciwniczek z Brommy po prostu wyraźnie lepsze, a dwukrotne odwrócenie niekorzystnego wyniku było w pełni zasłużoną konsekwencją wypracowywanej mozolnie przewagi. Tilde Karlsson rozegrała mecz, który przy dobrym układzie może okazać się w jej sportowej karierze punktem zwrotnym, lecz na specjalne wyróżnienie swoją postawą zasłużyły także autorka zwycięskiego gola Emmy Blomberg oraz harująca jak mrówka na prawej flance Alma Öberg. O występującej tym razem w roli asystentki Karin Lundin nawet nie wspominamy, gdyż wszystko, co dla AIF w ostatnich miesiącach dobre, najczęściej zaczyna się właśnie od napastniczki pozyskanej zimą z włoskiej Fiorentiny i nie inaczej było także i tym razem. Bliskie równie efektownego zwycięstwa nad wyżej notowanym Djurgården były ponadto piłkarki z Vittsjö, lecz na drodze do sięgnięcia po pełną pulę stanęła im kombinacja indolencji strzeleckiej Sofie Rewuchy oraz niesamowity refleks Anny Koivunen. Ze stolicy zawodniczki z okolic Hässleholm mogły jednak wracać w poczuciu dobrze wykonanej misji, a premierowe trafienie Australijki Danieli Galic na boiskach Damallsvenskan jest z ich perspektywy dodatkowym bonusem i obietnicą spokojniejszej niż można było jeszcze nie tak dawno przypuszczać rundy jesiennej.

Na koniec wspomnimy o tercecie liderek, który zrobił swoje, zwyciężając w swoich meczach pewnie, bezdyskusyjnie i całkiem efektownie. Felicia Schröder i Ellen Wangerheim niezmiennie śrubują strzeleckie rekordy, a Tabitha Tindell z Monicą Jusu Bah (po stronie Häcken) oraz Anna Jøsendal z Vilde Hasund (w ekipie Hammarby) dzielnie im w tych przedsięwzięciach sekundują. Tempo tandemu faworytek póki co zaskakująco dobrze wytrzymuje beniaminek z Malmö, prowadzony w bój przez charyzmatyczną liderkę drugiej linii Mię Persson. Doświadczona pomocniczka w niedzielę zapisała przy swoim nazwisku asystę przy golu Tuvy Skoog, a jej zespół po raz drugi w tym sezonie pewnie pokonał stołeczny AIK. Dla piłkarek trenera Syberyjskiego był to z pewnością wyjątkowo zimny prysznic po udanym początku rundy, ale w Solnej mogą przynajmniej pocieszać się tym, że naprzeciwko ewidentnie najbardziej niewygodnego z ich perspektywy ligowego rywala do końca roku już ani razu nie przyjdzie im stanąć.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:


#pokolejce


Jedenastka kolejki:

Doceńmy derby póki czas

Norrköping kontra Linköping – czy za rok te ekipy również będą miały okazję rozegrać ligowe derby? (Fot. Bildbyrån)

Zapowiedzi pierwszej jesiennej kolejki po prostu nie dało się uświetnić innym zdjęciem. Bo choć derby Östergötland to w naszym uniwersum tradycja wciąż stosunkowo nowa, to chyba nikomu nie trzeba już specjalnie tłumaczyć, jak unikatowe to wydarzenie. Oba kluby, obie grupy kibiców, a nawet oba rywalizujące miasta na ten jeden dzień mobilizują się w sposób absolutnie wyjątkowy i ani trochę nie dziwi nas, iż Amerykanka Samantha Angel doskonale zdawała sobie sprawę, dlaczego strzelony przez nią zwycięski gol przeciwko LFC znaczy po tysiąckroć więcej niż trafienia przeciwko innym ligowym rywalkom. Bez wątpliwości, najbliższa niedziela w Damallsvenskan będzie zatem miała charakter świąteczny, lecz na stole cały czas znajduje się pytanie, czy aby starcie to nie będzie ostatnią – przynajmniej na jakiś czas – pierwszoligową potyczką pod hasłem Norrköping vs Linköping. Tak się bowiem nieciekawie składa, że ekipa prowadzona od kilku tygodni przez Williego Kirka na półmetku rozgrywek traci do bezpiecznej pozycji aż dziewięć punktów, a do strefy barażowej tylko o jedno oczko mniej. Dystans do nadrobienia? Jasna sprawa, ale jeśli na Bilbörsen Arenie za rok chcą wciąż grać w krajowej elicie, to najwyższy czas zacząć w końcu te mecze wygrywać. Argumentów przemawiających za powrotem nie tak dawnych mistrzyń Szwecji z wiosenno-letniego niebytu trochę by się znalazło, bo przecież Jonna Andersson, Michelle De Jongh, czy Maria Olafsdottir nagle nie zapomniały na czym polega futbol, a sprowadzone w trybie trochę awaryjnym Amerykanki Mellenhorst oraz Kelley także udowodniły, że zasady tej gry doskonale rozumieją. Co więcej, w drużynie Stellana Carlssona niezmiennie panuje szpital, a natężenia problemów zarówno typowo sportowych, jak i tych czysto medycznych, znacząco przekracza dopuszczalną średnią. Czy jednak przed rywalizacją derbową warto opierać się na jakichkolwiek logicznych przesłankach? Być może tak, choć gdy tylko przypomnimy sobie z jaką determinacją w oczach na historyczną potyczkę przeciwko Linköping wychodziły z tunelu My Cato i Wilma Leidhammar, to niczym bumerang powraca dziwne przeczucie, że w niedzielę to sfera mentalno-emocjonalna znów odegra jeśli nie najważniejszą, to na pewno pierwszoplanową rolę. Na trybunach będzie głośno, radośnie i biało-niebiesko, a jak będzie na murawie? Cierpliwości, o tym przekonamy się już za kilkadziesiąt godzin.

A skoro już jesteśmy przy derbach… Kristianstad niezwykle długo szukał sposobu na to, by pokonać Rosengård, lecz odkąd legendarna Elisabet Gunnarsdottir wreszcie po raz pierwszy zatriumfowała nad zespołem prowadzonym wówczas tymczasowo przez Malin Levenstad, to w bezpośredniej rywalizacji tych ekip niewątpliwie rozpoczęła się nowa era. I choć Pomarańczowe nie zdominowały jej do tego stopnia, jak wcześniej czyniły to ich zdecydowanie bardziej utytułowane lokalne konkurentki, to jednak perspektywa ewentualnego zwycięstwa KDFF raczej nikogo dziś nie szokuje. Co więcej, gdybyśmy pisali tę zapowiedź kilka tygodni temu, to w zespole trenera Angergårda należałoby upatrywać faworytek, lecz zarówno przebieg letniego okienka transferowego, jak i postawa obu ekip na starcie rundy rewanżowej każą spojrzeć na tę potyczkę jak na typowy mecz z gatunku 50/50. A przecież nie zapominajmy, że gdzieś w tle będzie jeszcze przewijać się temat rewanżu za wiosnę, kiedy to Rosengård sięgnął po zwycięstwo w nadzwyczaj kontrowersyjnych okolicznościach, a nieodgwizdane, podwójne zagranie ręką Anni Hartikainen stało się viralem, który przedostał się nawet poza szwedzką bańkę. Jako nautralni sympatycy zdecydowanie najbardziej ciekawi nas jednak postawa liderek obu ekip, ze szczególnym uwzględnieniem Amy Sayer (wśród gospodyń) oraz Anastazji Pobiegajło (w zespole trenera Kjetselberga). Choć raz jeszcze warto zaznaczyć, że w tej rywalizacji bohaterką nagłówków może zostać dosłownie każda z zawodniczek dowolnej drużyny.

A co tam słychać o naszego tercetu liderek? W teorii powinno być spokojnie i stabilnie, ale w tej dywizji żadnych rozstrzygnięć nie można być pewnym. Podążające pewnym krokiem od zwycięstwa do zwycięstwa piłkarki z Hisingen z Växjö powinny jednak wrócić bogatsze o trzy kolejne punkty i to nie tylko ze względu na absurdalnie wręcz perfekcyjną skuteczność Felicii Schröder. Trener Lind ma bowiem w swoim rękawie zdecydowanie więcej asów i jokerek, w kapitalnej (żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie) dyspozycji znajdują się Tabitha Tindell, Alice Bergström i Anna Anvegård, przemożną ochotę do gry wykazuje Monica Jusu Bah, a w blokach startowych niezmiennie czekają nowe nabytki w osobach Pernille Sanvig oraz Faith Chinzimu. Na nieprzyjemny teren do Piteå wybiera się wicelider z Södermalm i w tę daleką podróż samolot z piłkarkami Hammarby na pokładzie wyruszy jeszcze pod wodzą Martina Sjögrena. W tym tygodniu pojawiła się jednak informacja, że były selekcjoner reprezentacji Norwegii od przyszłego sezonu będzie trenerem amerykańskiego Chicago Stars, a ogłoszenie to wzbudziło mieszane reakcje po obu stronach Atlantyku. Dla fanów Bajen najważniejsze w ten weekend będzie jednak utrzymanie dystansu do Häcken i jakiś konkretny impuls przekonujący o tym, że forma liderek wreszcie znajduje się na wznoszącej. Bo z wyjątkiem norweskiego tercetu Blakstad – Hasund – Joramo, kluczowe zawodniczki Hammarby na starcie rundy aktualną dyspozycją absolutnie nie imponują. Tego samego nie da się powiedzieć o znajdujących się ewidentnie w uderzeniu Miljanie Ivanovic oraz Tuvie Skoog, ale czy beniaminek z Malmö na tak energicznie trzepoczących skrzydłach wzbije się ku kolejnemu zwycięstwu? Logika podpowiada, że ze względów personalno-taktycznych dla AIK może to być jedno z najtrudniejszych spotkań w sezonie, ale na papierze punktów jeszcze nigdy (no, prawie) nikomu nie dopisywaliśmy i teraz też nie damy się na podobny manewr namówić. I dokładnie z tych samych powodów zaapelujemy o ekstra koncentrację w obozie Brommy, bo jeśli tak często i słusznie chwalone tutaj podopieczne trenera Gunnarsa faktycznie chcą podczepić się do gry o bezpośrednie utrzymanie, to sobotnie popołudnie bezwzględnie muszą zaksięgować na plus trzy. A przecież na malowniczym Mjörnvallen niejeden śmiałek zostawił już sporo nie tylko mocno nadszarpniętych nerwów, ale i bezcennych punktów.

Felicia tworzy historię

Felicia Schröder i BK Häcken w połowie ligowej kampanii zdecydowanie znajdują się na właściwym kursie (Fot. Bildbyrån)

Przez 65 minut sobotniej rywalizacji na Bravida Arenie Felicia Schröder nie zaliczała się do pierwszoplanowych postaci tego widowiska. Piłkarki z Hisingen konsekwentnie próbowały zagrażać bramce strzeżonej przez Annę Koivunen, ale jeśli kogokolwiek mielibyśmy za te działania wyróżnić, to na czele komitetu kolejkowego znajdowałyby się przede wszystkim Tabitha Tindell oraz Monica Jusu Bah. To właśnie skrzydłowe klubu z Hisingen robiły najwięcej wiatru w okolicach szesnastki Djurgården i to one – po pojedynczych błyskach geniuszu – jeszcze przed przerwą stanęły przed szansą na otwarcie wyniku. Najskuteczniejsza snajperka ligi była natomiast wyjątkowo niewidoczna, a gdy już na moment się uaktywniła, to w spektakularny sposób przegrała pojedynek z golkiperką reprezentacji Finlandii. Piłkarski mecz trwa jednak 90 minut, a osiemnastoletnia Schröder z tego oczywistego faktu doskonale zdaje sobie sprawę. Cierpliwe wyczekiwanie na odpowiedni moment przyniosło wreszcie efekty, gdy najbardziej obecnie rozchwytywana zawodniczka całej Damallsvenskan ruszyła idealnie w tempo do piłki zagranej przez Tindell, zwiodła całą formację defensywną Dumy Sztokholmu i precyzyjnym strzałem nie pozostawiła Koivunen jakichkolwiek szans na skuteczną interwencję. Häcken wyjątkowo długo bił głową w postawiony przez rywalki ze stolicy mur, ale gdy już udało się go przebić, to w Västergötland rozpoczęła się fiesta na całego. Po czterech kolejnych minutach przytomne zachowanie w polu karnym pozwoliło Felicii Schröder cieszyć się z dubletu, a hat-trick stał się rzeczywistością jeszcze przed upływem kwadransa, gdy liderka klasyfikacji strzelczyń wykorzystała swoją niebywałą szybkość po kapitalnym, otwierającym podaniu od Anny Anvegård. W tym momencie zabawa się jednak nie zakończyła, gdyż ewidentnie pozytywnie usposobiona Schröder po raz czwarty ukłuła już w doliczonym czasie gry, tym razem korzystając z pozycji wykreowanej przez rezerwowe tego dnia Matildę Nildén oraz Alvę Selerud. I choć brzmi to wręcz niewiarygodnie, świętująca w tym roku pełnoletniość piłkarka na półmetku ligowych zmagań legitymuje się dorobkiem dwudziestu goli i gdyby jakimś cudem udało się jej tę skuteczność podtrzymać także jesienią, to nazywany przez wielu nieosiągalnym historyczny rekord legendarnej Hanny Ljungberg (39 goli w sezonie 2002) byłby realnie zagrożony. A przecież warto wspomnieć, że do podobnych liczb nie potrafiły zbliżyć się takie legendy futbolu jak Lotta Schelin, Marta, Ramona Bachmann, Pernille Harder, czy Tabitha Chawinga. Inna sprawa, że nawet jeśli z dowolnych powodów tego konkretnego wyniku z tabel ostatecznie nie uda się jednak wymazać, to kampania 2025 już zawsze będzie dla nas mieć twarz Felicii Schröder. A jeśli po raz drugi w historii mistrzowski tytuł zawita w listopadzie do Hisingen, to raczej nie będzie większych problemów ze wskazaniem ewidentnej pretendentki do tytułu MVP.

A propos historii, to ta zadziała się także w stolicy Skanii, gdzie w piątek rozegrano długo wyczekiwane derby Malmö na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej. Mecz ten był wyjątkowy jeszcze zanim w ogóle wybrzmiał pierwszy gwizdek, wszak w naszym uniwersum nieczęsto zdarza się, aby absolutny beniaminek jechał na teren obrończyń tytułu w roli faworyta. Zawodniczki w błękitno-białych strojach z tej roli wywiązały się jednak bezbłędnie, choć na zadanie decydującego ciosu przyszło im czekać aż do 86. minuty. Co więcej, wyprowadzony został on w wyjątkowo kuriozalnych okolicznościach, gdyż po dalekim podaniu Nathalie Hoff Persson powracająca na szwedzkie boiska golkiperka FCR Samantha Murphy zaliczyła wyjątkowo brzemienny w skutkach pusty przelot, a do bezpańskiej piłki dopadła… wprowadzona na plac gry kilkadziesiąt sekund wcześniej Anna Plantin. Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że gościnie na to zwycięstwo naprawdę solidnie zapracowały i każdy inny wynik tej potyczki byłby z ich perspektywy krzywdzący. W obozie Rosengård mocno liczyli na nowe otwarcie będące bezpośrednim następstwem letnich transferów, lecz w zasadzie jedynie Białorusinka Anastazja Pobiegajło może być ze swojego piątkowego występu umiarkowanie zadowolona. W zdecydowanie lepszych nastrojach boisko opuszczała wykupiona przez Malmö FF z angielskiego London City Lionesses Serbka Miljana Ivanovic, która do spółki z Tuvą Skoog może stworzyć najbardziej eksplozywny duet skrzydłowych w naszej lidze. I nawet jeśli w obecnych rozgrywkach nie wystarczy to do bezpośredniego włączenia się do mistrzowskiego wyścigu, to trzeba jasno powiedzieć, że oto dotarliśmy do punktu, w którym brak awansu do europejskich pucharów byłby z perspektywy beniaminka ogromnym rozczarowaniem. Nie bez racji mówią jednak, że presja to przywilej, więc obserwujmy, jak skutecznie podopieczne trenera Valfridssona będą w najbliższym czasie z niego korzystać.

Na innych boiskach także byliśmy świadkami kilku ciekawych rozstrzygnięć, wśród których z pewnością na pierwszy plan wysuwa się efektowna wiktoria piłkarek z Växjö na Bilbörsen Arenie. Przez mniej więcej 25 minut to zawodniczki z Linköping absolutnie dominowały na murawie i wyłącznie kapitalna dyspozycja Mai Bay pozwalała gościniom z Kronobergu utrzymywać się w grze. Piłkarkom trenera Unogårda wystarczył jednak tylko jeden ofensywny zryw, aby Suzu Amano wyprowadziła swój zespół na prowadzenie, skutecznie dobijając próbę Mai Bodin. A gdy jeszcze przed przerwą w niesamowicie efektowny sposób po jednym trafieniu dołożyły do zespołowego dorobku Larkin Russell oraz Ebba Wieder, stało się jasne, że oto Växjö zapisze na swoim koncie niezwykle cenne punkty, a bieżąca sytuacja trzykrotnych mistrzyń Szwecji stanie się więcej niż kryzysowa. Spodziewane, choć wywalczone po niemałym trudzie i znoju zwycięstwo odniósł na Grimsta IP zespół z Norrköping. Nie będzie wielkiego zaskoczenia, że autorkami bramek na wagę zwycięstwa okazały się Vesna Milivojevic i Wilma Leidhammar, lecz warto nadmienić, że być może jeszcze pokaźniejszych rozmiarów cegiełkę dołożyły do tego wyniku defensorki, dowodzone tego dnia przez niemal perfekcyjną w swoich poczynaniach Jessikę Wik. Nawet po wygranej wśród sympatyków Peking nie zapanowała jednak niezmącona niczym radość, gdyż do wyjątkowo i niepokojąco długiej listy kontuzjowanych piłkarek IFK dopisaliśmy właśnie nazwisko Elin Rombing, która murawę w wielkim bólu i dyskomforcie opuścić musiała jeszcze przed przerwą. Aż takich rozterek nie mają za to w Solnej, bo tam akurat rundę wiosenną udało się zakończyć dokładnie tak samo, jak w marcu ją rozpoczęto. Znów sympatyczne, domowe 2-0, znów świetna postawa formacji defensywnej (ratujące zespół przed utratą gola interwencje Nordin oraz Lindstedt zdecydowanie warto sobie odwinąć) i znów gole autorstwa piłkarek nieoczywistych, z którymi trener Syberyjski może wiązać naprawdę duże nadzieje na niechybnie nadchodzącą jesień. Wielkich marzeń i planów nie brakuje także w Södermalm, gdzie jedne z dwóch głównych pretendentek do tytułu bez najmniejszych problemów odprawiły z bagażem siedmiu goli beniaminka z Alingsås. A językiem obowiązującym na Kanalplan podczas tego zamieszania był niewątpliwie norweski i do teraz nie możemy się w pełni zdecydować, czy bardziej zaimponowały nam cztery trafienia Julie Blakstad, czy może cztery asysty komfortowo liderującej tej właśnie statystyce Vilde Hasund.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:


#pokolejce


Jedenastka kolejki:

Czas na bal półmetkowy

Jo-Anne Cronquist była bohaterką pucharowej edycji derbów Malmö (Fot. Skånska Dagbladet)

To jest ten moment! Już dziś, po długiej i pełnej reprezentacyjnych emocji przerwie powraca nasza ulubiona liga i od razu serwuje nam danie, na które przynajmniej w jednym szwedzkim mieście fani futbolu czekali chwili, gdy awans piłkarek Malmö FF do elity stał się faktem. Przedsmak tej rywalizacji obejrzeliśmy już w fazie zasadniczej Svenska Cupen, gdzie o awansie Rosengård przesądziło trafienie Jo-Anne Cronquist w przedostatniej minucie regulaminowego czasu gry. Młoda defensorka w jednej chwili została wówczas wrogiem numer jeden dla błękitnej części miasta i pozostaje mieć nadzieję, że dzisiejsza konfrontacja – bez względu na jej ostateczne rozstrzygnięcie – nie wygeneruje nam aż takiej dawki negatywnych emocji. Choć o tym, że na trybunach będzie gorąco, jesteśmy przekonani na 2025 procent, a gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości, to wystarczy posłuchać, jak mobilizują się na piątkowy wieczór sympatycy tegorocznego beniaminka. A mają ku temu powody jak najbardziej zasadne, gdyż to właśnie MFF przystępuje do wyczekiwanej batalii w roli delikatnego faworyta. Derbowe potyczki mają jednak swój wyjątkowy, niepowtarzalny urok, więc obrończyń mistrzowskiego tytułu nie tyle nie skreślamy, co po prostu nie będziemy postrzegać ich ewentualnego sukcesu w kategoriach niespodzianki. Tym bardziej, że Aleksandra Pobiegajło, Thea Sørbo, Elli Pikkujämsä, czy wreszcie doskonale znane szwedzkim kibicom golkiperka Samantha Murphy i napastniczka Anam Imo będą wyjątkowo zmotywowane, aby zaliczyć efektowny i niezapomniany debiut w nowych barwach.

W piątkowy wieczór obejrzymy jeszcze trzy inne starcia na poziomie Damallsvenskan, lecz na pierwszy plan w tym zestawie wysuwa się konfrontacja Linköping i Växjö. Oba zespoły wiosną rozczarowywały z niebywałą wręcz konsekwencją i zamiast okupować bezpieczne lokaty gdzieś w środku stawki, póki co solidarnie muszą drżeć o ligowy byt. W Östergötland postawili wszystko na jedną kartę, a powierzenie losów zespołu w ręce szkockiego menedżera Willy’ego Kirka może stać się momentem zwrotnym w najnowszej historii tego utytułowanego klubu. Niewiadomą pozostaje jedynie, czy zwrot ten wykonany zostanie w kierunku powrotu do lat świetności, czy może w stronę Elitettan. Oba warianty póki co jawią się jako mniej więcej tak samo prawdopodobne, bo o ile boiskowe wady i zalety Emmy Lennartsson, czy Vilmy Koivisto znaliśmy na wylot, o tyle amerykańsko-japoński letni zaciąg przynajmniej na tę chwilę stanowi ogromną niewiadomą. Z dużą dozą niepewności rozgrywki wznawiają także w Växjö, bo choć tam podobnej rewolucji nie zaobserwowano, to forma kluczowych zawodniczek klubu wydaje się być równie zagadkowa, a problemy natury zdrowotnej życia trenerowi Unogårdowi ani trochę nie ułatwiają. Zdecydowanie spokojniej powinno być w dwóch pozostałych spotkaniach, choć o ile Hammarby raczej bez historii powinno uporać się z beniaminkiem z Alingsås, o tyle Bromma kilka razy potrafiła nas już w ostatnim czasie zaskoczyć i na miejscu zawodniczek z Norrköping tak na wszelki wypadek mielibyśmy się jednak na baczności.

Starcia sobotnio-niedzielne to kolejna część sagi pod tytułem Häcken vs Djurgården. W tej konfiguracji boiskowe rozstrzygnięcia często przeczą logice, lecz tym razem gospodynie zrobią wszystko, aby niespodziewanie wywalczonego fotela liderek tak od razu nie oddać, a niejako przy okazji koronować się mistrzyniami półmetka. Realizacja tego planu wydaje się o tyle prostsza, że pomimo zakusów z największych, europejskich firm, jak dotąd trenerowi Lindowi udało się zatrzymać cały trzon zespołu, a dodatkowo umowy z klubem z Hisingen przedłużyły Felicia Schröder oraz Anna Anvegård. Fani na zachodnim wybrzeżu na pewno zastanawiają się, czy pozyskana latem Faith Chinzimu okaże się ogólnokrajową sensacją na miarę Tabithy Chawingi, lecz odpowiedzi na to pytanie w najbliższych godzinach najpewniej jeszcze nie poznamy. Być może jednak będziemy mieli sposobność dostąpić zaszczytu podziwiania debiutu na boiskach Damallsvenskan reprezentantki Korei Casey Phair, która niedawno na zasadzie krótkoterminowego wypożyczenia przeniosła się do Dumy Sztokholmu z amerykańskiego Angel City FC. Po dłuższej przerwie do gry powraca także rodaczka ostatniej z wymienionych Hwa-Yeon Son, a prowadzony przez trenera Syberyjskiego AIK postara się rzucić wyzwanie tradycyjnie osłabianemu w tej fazie sezonu Kristianstad. Niedzielna batalia Vittsjö z Piteå zapowiada się jako klasyczny mecz dla koneserów boiskowej walki, lecz chociażby ze względu na potencjalne debiuty Danieli Galic (po stronie gospodyń), a także Shiho Matsubary oraz Amiry Ali (po stronie gościń), warto także na chwilę skierować uwagę w stronę najpopularniejszej w Europie pierwszoligowej, piłkarskiej wsi.

Ligowo-kadrowy talent show

Filippa Widén to nazwisko, które warto zapamiętać w perspektywie kadrowej wymiany pokoleń (Fot. Bildbyrån)

To już ostatni – przynajmniej na jakiś czas – tekst poświęcony głównie kadrze. Tym razem będzie on pełnił jednak funkcję cokolwiek nietypową i choć nie sądzimy, aby Tony Gustavsson lub ktokolwiek z członków jego sztabu potrzebował na tę okoliczność specjalnej ściągawki, to jednak i tak przywołamy tu kilka wciąż nieodkrytych w wielkim futbolu nazwisk, które warto zanotować i poddać bardziej szczegółowej obserwacji. Aby to wszystko usystematyzować, na poniższej liście znalazły się zawodniczki spełniające trzy konkretne kryteria. Po pierwsze – urodziły się nie później niż w roku 2003, bo stosunkowo młody w ujęciu sportowym wiek jest czynnikiem niezbędnym w kontekście potencjalnie długiej i bogatej w sukcesy reprezentacyjnej kariery. Po drugie – jak dotąd na poziomie międzynarodowym nie zaistniały w ogóle lub uczyniły to w stopniu minimalnym. I wreszcie po trzecie – na tę chwilę (a warto wiedzieć, iż ów tekst powstaje kilka godzin po zakończeniu hiszpańsko-niemieckiego półfinału EURO ’25) znajdują się w szerokiej kadrze jednego z czternastu zespołów Damallsvenskan, gdyż to w znacznym stopniu ułatwi nam regularne śledzenie progresu takiej delikwentki. Te warunki brzegowe niejako wyjaśniają, dlaczego w zestawieniu pominięte zostały zawodniczki nieco starsze oraz te, które na co dzień oklaskujemy na przykład na boiskach Elitettan. Choć nie mamy najmniejszych wątpliwości, że i w tym gronie bez trudu znaleźlibyśmy sporo naprawdę interesujących osobowości, a Umeå, Örebro, Uppsala i Eskilstuna to punkty na mapie, których łowcy krajowych talentów zdecydowanie nie powinni omijać szerokim łukiem. Na coś zdecydować się jednak trzeba było, więc bez zbędnego przedłużania – zaczynamy:

UWAGA: już po przygotowaniu tego tekstu barwy klubowe zmieniły aż trzy wyróżnione w nim piłkarki: Bella Andersson (Hammarby -> Real Madryt), Alexandra Larsson (Häcken -> Central Florida) oraz Bea Sprung (Rosengård -> Hammarby). Oznacza to mniej więcej tyle, że nie tylko my dostrzegamy drzemiący w nich potencjał, więc mamy ogromną nadzieję, że tym razem sztab kadry nie będzie czekał przesadnie długo z powzięciem właściwych wniosków.


Lista krajowych talentów – edycja lato/jesień ’25:

Nesrin Akgün (2004, Häcken, wahadłowa/skrzydłowa) – zaczynała jako piłkarka na wskroś ofensywna, ale trener Olof Unogård dostrzegł u niej wybitne predyspozycje do gry na wahadle i… dziś sama zainteresowana również nie widzi dla siebie innej, sportowej drogi. Rok temu w Växjö była prawdziwą rewelacją ligi, lecz po przeprowadzce do Hisingen minuty na boisku ma mocno limitowane. A na tym etapie kariery szkoda czasu na przesiadywanie na ławce rezerwowych lub trybunach.

Bella Andersson (2006, ex-Hammarby, obrończyni/stoperka) – choć niektórzy eksperci zgłaszali obiekcje, trener Sjögren nie bał się powierzyć losów defensywy czołowej ekipy w kraju w ręce nieopierzonej nastolatki. A ta odwdzięczyła się w najlepszy możliwy sposób, tworząc z legendarną dla Bajen Alice Carlsson duet może nie nazbyt spektakularny, ale niewątpliwie skuteczny w działaniach. Dodatkowe atuty: warunki fizyczne, więcej niż solidna gra głową i strzał z dystansu.

Alice Bergström (2003, Häcken, wahadłowa/skrzydłowa) – znamy i pamiętamy ją jeszcze z czasów Djurgården, kiedy to szczególnie upodobała sobie gnębienie rywalek z Hisingen. Skoro Osy z Västergötland nie potrafiły jej powstrzymać, to sprowadziły ją do siebie i choć w nowym zespole coraz częściej zdarza się jej występować pięterko niżej, to jednak przyspieszenie i dynamika wciąż pozostają jej znakiem rozpoznawczym.

Vera Blom (2005, Bromma, pomocniczka/skrzydłowa) – studiowała na Florydzie, lecz zdecydowanie najlepiej czuje się w Sztokholmie, a konkretnie na Grimsta Idrottsplats. A skoro właśnie zdecydowała się na powrót do korzeni, to możemy być spokojni, że jesienią ta bezkompromisowa wirtuozka środka pola z powodzeniem urwie się niejednej defensywie.

Alexandra Larsson (2006, ex-Häcken, pomocniczka) – w innym klubie już dziś byłaby z pewnością zawodniczką wyjściowego składu lub przynajmniej istotnym elementem rotacji. Druga linia Häcken ma jednak wybitnie wysoki próg wejścia, ale nie wątpimy, iż wspólne treningi między innymi z Elin Rubensson sprawią, że szwedzki futbol niebawem wzbogaci się o jeszcze jedną kompletną w dosłownym tego słowa znaczeniu kreatorkę.

Wilma Leidhammar (2003, Norrköping, napastniczka) – na tle koleżanek z listy weteranka, ale pominięcie jej w tym zestawieniu byłoby jednak sporym nietaktem. Świetny przegląd pola, żelazne płuca i nieposkromiona ambicja, dzięki której nierzadko po ostatnim gwizdku długo dochodzi do siebie, leżąc na murawie. Grających z pełnym poświęceniem i oddaniem piłkarek jest wiele, ale fani Peking doskonale zdają sobie sprawę, że Wilma jest tylko jedna.

Stella Maiquez (2009, Hammarby, pomocniczka/skrzydłowa) – tutaj z kolei wyróżnienie być może troszkę na wyrost, wszak mówimy o zawodniczce wciąż w zasadzie nieprzetestowanej na pierwszoligowym gruncie. Skoro jednak o wyjątkowości efektownie grającej skrzydłowej jednym głosem mówią agenci, trenerzy oraz opiekunowie pamiętający ją z rozgrywek młodzieżowych, to… nie zakładamy, że wszyscy ci ludzie nagle solidarnie się pomylili.

Matilda Nildén (2004, Häcken, napastniczka) – prawdopodobnie posiada większy talent od swojej starszej siostry, która na dobre zadomowiła się już w kadrze za kadencji Petera Gerhardssona. W AIK przeżywała złoty czas, co zaowocowało rekordowym transferem do Häcken, gdzie bynajmniej czasu także nie zamierzała marnować. W kilkanaście miesięcy stała się zawodniczką jeszcze bardziej wszechstronną, zdecydowanie więcej rozumiejącą i teraz pozostało jedynie czekać na moment, w którym ten potencjał na dobre eksploduje.

Elsa Pelgander (2006, Djurgården, pomocniczka) – jeśli jeszcze przed uzyskaniem pełnoletności trafiasz do Juventusu, gdzie otrzymujesz szansę debiutu w rozgrywkach Coppa Italia, to o przypadku mowy być nie może. Ostatnimi czasy młoda pomocniczka borykała się niestety z nawracającymi problemami zdrowotnymi, ale jesienią mamy nadzieję znacznie częściej i głośniej oklaskiwać jej dopieszczone podania do szybkich niczym błyskawica koleżanek z formacji ofensywnej.

Emilia Pelgander (2004, Rosengård, pomocniczka) – prawdopodobnie właśnie taką zawodniczkę otrzymalibyśmy w wyniku skrzyżowania najlepszych, piłkarskich atrybutów Lisy Dahlkvist oraz Caroline Seger z ich najlepszych lat. Atletyczna, zawsze gotowa do trudnych, fizycznych batalii o każdy centymetr boiska, a jednocześnie skanująca alternatywy rozegrania futbolówki po szybkim przechwycie. Talent czystej wody, choć wciąż wymagający kilku ostatnich szlifów.

Felicia Schröder (2007, Häcken, napastniczka) – tutaj rozpisywać się nie będziemy: gwiazda nie tylko Häcken, ale całej ligi, przekleństwo holenderskiego Twente i francuskiego Paris FC, która ewidentnie upodobała robić sobie efektowne, urodzinowe prezenty. Już teraz przy jej nazwisku nie powinno widnieć skromniutkie 1A, lecz to niedopatrzenie z pewnością zostanie niebawem z nawiązką naprawione.

Nova Selin (2008, AIK, pomocniczka/skrzydłowa) – jedna z dwóch największych rewelacji rundy wiosennej bieżącej kampanii ligowej. Jej forma ani trochę nie zaskoczyła trenera Lukasa Syberyjskiego, choć fani AIK przed sezonem więcej nadziej pokładali w innych członkiniach mistrzowskiej drużyny juniorek. Perfekcyjna na dziesiątce, solidna na ósemce, choć jeszcze nie tak dawno nazwalibyśmy ją klasyczną skrzydłową.

Tuva Skoog (2005, Malmö, skrzydłowa) – przedstawiła się nam w Umeå, kolejny krok wykonała w Piteå, lecz dopiero powrót do gry po urazie i przeprowadzka do odległej Skanii uczyniły z niej jedną z czołowych postaci całej ligi. Biega, asystuje, finalizuje akcje, a i dośrodkować niebrzydko potrafi zarówno górą, jak i dołem. Na szwajcarskim EURO błyszczały zawodniczki, które w lidze potrafiła przyćmić o kilka długości, co stanowi chyba rekomendację samą w sobie.

Bea Sprung (2005, Hammarby, pomocniczka) – od lat czekamy na ten właściwy moment i mamy nadzieję, że historia ta nie skończy się podobnie, jak miało to miejsce w przypadku innej, młodej gwiazdki FCR. Tutaj wciąż jeszcze jest czas, a dokonana trochę z konieczności kadrowa rewolucja sprawiła, że okoliczności do dalszego rozwoju i wzięcia na swoje barki większej odpowiedzialności miała tej wiosny bardziej sprzyjające niż kiedykolwiek wcześniej. Teraz czas na kolejny krok w nowym klubie, trzymamy kciuki za powodzenie.

Filippa Widén (2009, Kristianstad, pomocniczka) – przygodę ze sportem zaczynała od siatkówki plażowej, ale na nasze szczęście ostatecznie zdecydowała się postawić na futbol. Luźny, trochę nonszalancki vibe na zieloną murawę udało się jej jednak z rozgrzanego piasku z powodzeniem przenieść i nic dziwnego, że w Kristianstad już w okolicach piętnastych urodzin doczekała się wiernego fanklubu. A ponieważ sport to przede wszystkim dobra zabawa, to wieszczymy jej naprawdę udaną, a do tego pełną wrażeń przyszłość.

Hanna Wijk (2003, Häcken, obrończyni/wahadłowa) – jeszcze jedna piłkarka, która w kadrze zdążyła już zadebiutować. Świetna egzekutorka stałych fragmentów gry, doskonale dorzucająca futbolówkę z bocznych sektorów (szczególnie z głębi pola), poprzedni sezon zamknęła z dwucyfrową liczbą asyst na pierwszoligowych boiskach. Tej wiosny z powodzeniem zadebiutowała w środku bloku defensywnego, choć prawe wahadło niezmiennie pozostaje jej najbardziej naturalnym środowiskiem.