Dziękujemy, zapraszamy za rok

contentmedium

Amanda Ilestedt wciąż może wypatrywać Ligi Mistrzyń, Linköping swojej szansy poszuka najwcześniej za rok (Fot. Bildbyrån)

To miał być niezwykle krótki sen o podboju piłkarskiej Europy i zgodnie z oczekiwaniami dokładnie tak się stało. Choć trochę naiwne być może marzenia o nieco ponad kwadrans przedłużył nam uaktywniający się ostatnimi czasy na stadionie w Linköping z niesamowitą regularnością alarm przeciwpożarowy, to na koniec dnia nikt spośród ponad siedmiu tysięcy widzów na trybunach Bilbörsen Areny nie miał wątpliwości, która z drużyn prezentowała tego dnia wyższą sportową jakość. Londyński Arsenal przyjechał do Östergötland jak po swoje i dokładnie to sobie wziął. Mogliśmy żyć złudzeniami, że piłkarki angielskiego giganta nie są w meczowym rytmie, że w poprzedniej edycji eliminacji mocno postraszył je Ajax, ale szybko okazało się, że nawet dość przyzwoicie dysponowany czołowy klub Damallsvenskan jest zwyczajnie zbyt krótki, aby w takim zestawieniu zawalczyć o więcej niż tylko honorową porażkę. Choć możemy zapewne długo dyskutować, czy aby na pewno przynajmniej ten plan minimum udało się skutecznie zrealizować. Bo niby do przerwy udało się dotrwać bez strat, a jeszcze na dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu gry trzykrotne mistrzynie Szwecji przegrywały zaledwie jednym golem, ale prawda jest taka, że ten awans ani przez moment nie był blisko, a w grze trzymała nas przede wszystkim co i rusz wyciągana przez faworytki z Londynu ręka. I o ile w poprzednich latach pierwszy dzień mini-turnieju z udziałem trzeciej siły Damallsvenskan zawsze dostarczał nam sporo emocji, o tyle dziś przedstawicielki naszej ligi stać było w zasadzie na jeden poważniejszy zryw.

Oczywiście, Arsenal to wielka, piłkarska marka, która nawet w wersji powakacyjnej poniżej pewnego poziomu nie schodzi. Dlatego trzeba głośno i wyraźnie podkreślić, że swojej dzisiejszej postawy podopieczne trenera Andresa Jacobsona żadną miarą nie powinny się wstydzić. Co więcej, za fragment pomiędzy 65. i 80. minutą należą się im wielkie brawa, a przecież jeszcze wcześniej wszyscy łapaliśmy się za głowy, gdy doskonałą sytuację na wyrównanie stanu rywalizacji zmarnowała Yuka Momiki. To właśnie japońska pomocniczka była dziś jedną z najbardziej wyróżniających się zawodniczek w ekipie gospodyń, wśród których na ciepłe słowa zasłużyły także dysponujące jak się okazało żelaznymi płucami wahadłowe. Swój moment chwały mogła mieć ponadto dziewiętnastoletnia Cathinka Tandberg, ale norweska snajperka najwyraźniej postanowiła kontynuować doskonale znaną w Linköping tradycję marnowania bramkowych okazji, bo przynajmniej w Szwecji trudno znaleźć drugi taki klub, którego fani mogą cofać się do tak wielu meczów, zastanawiając się co by było, gdyby pojedynczy strzał odnalazł jednak drogę do siatki. Tym razem trudno jednak o inną opinię niż taka, że najpewniej nawet trafienie na 1-1 upragnionego awansu by ostatecznie nie dało, bo Arsenal pozwolił gospodyniom się wyszumieć, a następnie sam wyprowadził dwa szybkie, nokautujące ciosy. A fakt, że na listę strzelczyń wpisały się kolejno Lina Hurtig oraz Stina Blackstenius sprawił, że wieczór na Bilbörsen Arenie zrobił się wyjątkowo słodko-gorzki. Wszak jeszcze nie tak dawno obie te zawodniczki swoimi bramkami uszczęśliwiały właśnie kibiców spod znaku Lejonflocken. Dziś znów trafiły na swoim starym, domowym obiekcie, lecz tym razem ku wyłącznej radości ubranych na czerwono-biało sympatyków futbolu z północnego Londynu. Dla formalności dodajmy jeszcze, że autorką pierwszego gola dla Linköping była Australijka Caitlin Foord, która otworzyła wynik po mierzonym dośrodkowaniu Kim Little. Wieloletnia kapitanka reprezentacji Szkocji zrehabilitowała się w ten sposób za fatalnie wykonany jeszcze w pierwszej połowie rzut karny, z którym bez większych problemów poradziła sobie Cajsa Andersson.

Obecny format eliminacji do piłkarskiej Ligi Mistrzyń jest kompletnie nielogiczny, w związku z czym europejska przygoda Linköping kończy się w zasadzie zanim zdążyła się na dobre zacząć. Jasne, w sobotę podopieczne trenera Jacobsona czeka jeszcze rywalizacja z wicemistrzem Ukrainy Krywbasem Krzywy Róg, ale umówmy się: nie będzie to nic innego jak jedynie mecz towarzyski, a w Östergötland myślami będą już raczej przy ligowej batalii z Örebro. Choć swoje zadanie wykonać oczywiście trzeba, zgarniając przy okazji setne części punktu do krajowego rankingu UEFA, w którym Damallsvenskan z roku na rok spada coraz niżej. Mając ten fakt na uwadze, pewnym pozytywem pucharowej środy może być fiasko korespondencyjnie rywalizujących z nami obu duńskich klubów, które przegrywając odpowiednio ze szkockim Celtikiem oraz fińskim KuPS mocno skomplikowały sytuację nie tylko sobie, ale i całej swojej lidze. I nawet jeśli wielu z was dość sceptycznie podchodzi do relacji piłki nożnej z matematyką, to zawsze warto zadbać o to, aby w kolejnych losowaniach, czy podziałach na koszyki, znajdować się jednak wśród tych nieco wyżej rozstawionych. Bo dzięki temu zwiększamy swoje szanse na to, aby następnym razem znów nie wyprosili nas z imprezy, zanim ta na dobre się rozkręci. A jeżeli raz jeszcze przyjdzie nam przyjąć lekcję futbolu od Arsenalu, to niech dzieje się to późną jesienią, a nie w sierpniu czy na początku września. I chyba dokładnie tego w pierwszej kolejności warto życzyć szwedzkiej piłce klubowej w ten nieco refleksyjny, ale wbrew pozorom wcale nie smutny wieczór.


Liga Mistrzyń – 1. runda eliminacyjna

Linköpings FC 0-3 (0-0) Arsenal FC

(Foord 53., Hurtig 81., Blackstenius 90.)

Linköping: Andersson – E. Lennartsson, Östlund (88. Brenn), N. Karlsson (21. Beard) – S. Lennartsson, De Jongh (88. Saving), Takarada, Selerud – Momiki, Kapocs (88. Björk) – Tandberg

Arsenal: Zinsberger – Maritz (61. Catley), Wubben-Moy, Ilestedt, McCabe – Wälti, Little (72. Pelova) – Lacasse (61. Hurtig), Maanum (82. Beattie), Foord – Russo (61. Blackstenius)

Tuva – gwiazda Północy

Bez tytułu

Tuva Skoog specjalizuje się w golach zdobytych krótko po wejściu na plac gry w roli super-rezerwowej (Fot. Viaplay Sweden)

Czekaliśmy, analizowaliśmy, pompowaliśmy balonik oczekiwań, a potem rozgrywki wznowiła liga i… może stwierdzenie, że spotkało nas wielkie rozczarowanie byłoby nieco na wyrost, ale pierwsza jesienna kolejka z pewnością poziomem nie zachwyciła. Układ meczów sprawiał, że na papierze jak najbardziej mogliśmy spodziewać się wielkiego grania, ale gdy zawodniczki wreszcie wybiegły już na murawę, nic takiego bynajmniej nie nastąpiło. Z drugiej jednak strony, być może trudno winić piłkarki rywalizujących o najwyższą stawkę zespołów o brak nadmiernego ryzyka, bo choć do wygrania było w miniony weekend sporo, to potencjalnie przegrać można było jeszcze więcej. A robienie widowiska i boiskowego show, choć także ma swoje niewątpliwe zalety, na liście priorytetów każdego rozsądnego menedżera znajduje się jednak zdecydowanie niżej niż realizacja wyznaczonych na tę rundę celów. I taka hierarchia wartości wydaje się być całkowicie oczywista.

Tak, czy inaczej, starcie wicelidera z liderem zawsze wzbudza ponadprzeciętne zainteresowanie. A jeśli dodamy do tego fakt, iż w obu klubach doszło latem do trzęsienia ziemi na trenerskich ławkach, to perspektywa bezpośredniej rywalizacji robi się tym bardziej frapująca. Niestety, w piątkowy wieczór, na obchodzącej niedawno swoje dziesiąte urodziny arenie w Linköping, trudno było poczuć, że oto na naszych oczach rozgrywa się batalia o fotel liderek. Gościnie z Hisingen próbowały prowadzić grę i zarówno tuż przed przerwą, jak i w analogicznym fragmencie drugiej połowy, udało im się zepchnąć rywalki do nieco głębszej defensywy. To wszystko nie przekładało się jednak na kreowanie konkretnych okazji pod bramką Cajsy Andersson, a jedynym realnym zagrożeniem były seryjnie bite stałe fragmenty gry. Z nimi jednak kierowana przez Nellie Karlsson oraz Emmę Lennartsson defensywa LFC radziła sobie całkiem dobrze. Gospodynie czyhały przede wszystkim na szybkie, napędzane przez Lisę Björk lub Alvę Selerud kontrataki, ale prawdopodobnie najdogodniejszą sytuację strzelecką wykreowała im… stoperka Häcken Elma Nelhage. Norweska napastniczka Cathinka Tandberg z nieoczekiwanego prezentu jednak nie skorzystała, a potyczka na szczycie Damallsvenskan zakończyła się średnio porywającym, bezbramkowym remisem. Goli nie doczekaliśmy się także na Studenternas IP w Uppsali, gdzie w innym meczu o sześć punktów podopieczne trenera Fagerholma zmierzyły się z rywalkami z Brommy. Tutaj także żaden z zespołów przede wszystkim nie chciał popełnić niepotrzebnego błędu, a gra otworzyła się dopiero w ostatnich dwudziestu minutach. Wtedy też na murawie działo się zdecydowanie najwięcej, ale ani niesamowicie aktywna Taryn Ries po stronie gospodyń, ani rezerwowa Louise Lillbäck w ekipie gościń, nie potrafiły uszczęśliwić swoich kibiców celnym strzałem, który prawdopodobnie równałby się wywalczeniu kompletu punktów. Klasyczny mecz na 0-0 obejrzeliśmy także w Norrköping, ale tam akurat gol padł. Jeszcze w pierwszej połowie doskonale ustawiona w szesnastce IFK Maja Bodin skutecznie wykorzystała dogranie Regan Steigleder i to w Örebro mogli cieszyć się z udanego otwarcia ligowej jesieni.

Największymi zwyciężczyniami pierwszego, wrześniowego weekendu mogą jednak obwołać się piłkarki z Piteå, które dopiero po raz drugi w całej swojej historii pokonały w meczu o punkty Rosengård. Zwycięstwo to miało kilka bohaterek, wśród których na szczególne wyróżnienie zasłużyły między innymi harująca przez ponad dziewięćdziesiąt minut na całym boisku Anam Imo, czy też niemal bezbłędnie kierująca poczynaniami formacji defensywnej Ellen Löfqvist. Autorką jedynego jak się miało okazać gola była jednak osiemnastoletnia Tuva Skoog, która ponownie udowodniła, że gdy pojawia się na placu w roli rezerwowej, to rywalki powinny w sposób szczególny mieć się na baczności. Tym razem młoda skrzydłowa perfekcyjnie zmieściła futbolówkę tuż przy słupku bramki obrończyń tytułu, które tego dnia stać było jedynie na dwukrotne obicie poprzeczki przez Emilię Larsson oraz minimalnie niecelną główkę Emmy Berglund. I jeśli potrzebujemy jakiegoś potwierdzenia, że w Damallsvenskan idą ciekawe czasy, to z pewnością będzie nim fakt, iż mamy dopiero czwarty dzień września, a Rosengård na dobre wypisał się już z mistrzowskiego wyścigu. Cały czas pozostaje w nim natomiast Hammarby, które po raz drugi w tym sezonie stosunkowo gładko uporało się z beniaminkiem z Växjö. Strzelanie po stronie Bajen rozpoczęła niezwykle pod tym względem regularna Madelen Janogy, lecz ozdobą meczu była akcja duetu Lotta Ökvist – Smilla Vallotto, w wyniku której sztokholmianki ustaliły wynik rywalizacji na 3-0. Dla młodzieżowej reprezentantki Szwajcarii był to z pewnością niezapomniany debiut na szwedzkich boiskach, ale kibiców z zielono-białej części stolicy równie mocno ucieszył obiecujący występ powracającej do gry po długiej przerwie Ellen Wangerheim, bo nie jest chyba żadną tajemnicą, że z tą napastniczką wiązane są w Södermalm niemałe nadzieje.

Piłkarski poniedziałek miał należeć do klubów ze Skanii, które solidarnie wybrały się w delegację do niżej notowanych rywalek. Zdecydowanie łatwiejsze zadanie czekało zawodniczki z Vittsjö, które na boisku w Kalmarze miały wyjść, wygrać, uniknąć niepotrzebnych kontuzji i kartek, a następnie bezpiecznie wrócić do domu. Zdecydowanie ciekawiej zapowiadała się za to wizyta Kristianstad na Stadionie Olimpijskim. Trenerka Elisabet Gunnarsdottir z pewnością szukała odpowiedzi na pytanie, jak w jej drużynie wygląda życie po Evelyne Viens, która latem zdecydowała się zamienić kapryśną Skanię na włoską Romę. Wątpliwości te zdawały się być o tyle zasadne, że kanadyjska snajperka pod koniec rundy wiosennej wcale nie ciągnęła zespołu w górę (co wcześniej było niemal rutyną), a po derbowej klęsce z Vittsjö pojawiły się nawet nieśmiałe głosy, że może nadszedł odpowiedni czas, aby ofensywę KDFF nieco przemodelować. Wspomniana roszada dokonała się ostatecznie z przyczyn obiektywnych i… pierwsze jej efekty okazały się dalekie od oczekiwanych. Do 94. minuty Kristianstad konsekwentnie grał na zero z przodu i długo wydawało się, że przepięknej urody gol Stinalisy Johansson pozwoli Dumie Sztokholmu sięgnąć na inaugurację ligowej jesieni po komplet punktów. Drużynę Elisabet Gunnarsdottir kolejny raz przed całkowitą klapą uratował rzut rożny w doliczonym czasie gry, ale remis po mocno przeciętnej grze z pewnością nie był szczytem marzeń dla klubu, który planował w tym sezonie skutecznie zaatakować ligowe podium.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2

Czy Osy lecą po tytuł?

obob23

Nie będziemy tutaj tworzyć narracji, że letnia przerwa w ligowych bojach niemiłosiernie nam się dłużyła, bo wydarzenia w Australii i Nowej Zelandii sprawiły, że akurat w tym roku na lipcowo-sierpniową nudę narzekać bynajmniej nie mogliśmy. Podopieczne selekcjonera Gerhardssona sprawiły sobie –  a niejako przy okazji nam wszystkim – naprawdę sympatyczną niespodziankę, przywożąc z Oceanii nie tylko nieśmiertelne wspomnienia, ale również brązowe medale piłkarskich mistrzostw świata i fotel liderek nowego rankingu FIFA. Futbolowa karuzela nie zamierza się jednak zatrzymywać, w wyniku czego już dziś rozgrywki na dobre wznowi Damallsvenskan, a naszą codzienność znów zdominują niekończące się dyskusje na temat stanu szwedzkiej piłki klubowej. I możemy tylko domyślać się, że będą one przynajmniej tak intensywne, jak rozpisany na najbliższe tygodnie terminarz, gdyż ze względu na mundial tegoroczna runda jesienna liczy sobie zaledwie dziewięć kolejek, w związku z czym każde, nawet pojedyncze potknięcie może okazać się szczególnie brzemienne w skutkach.

Już pierwszego dnia ligowych zmagań czekają nas dwa niezaprzeczalne hity, a ich wyniki za dwa miesiące mogą okazać się absolutnie kluczowe dla układu sił w górnej części ligowej tabeli. Na stadionie w Linköping miejscowe piłkarki podejmą Häcken i jeśli będą w stanie ten mecz wygrać, to już za kilka godzin oba zespoły zrównają się punktami. Ewentualne zwycięstwo gościń z Hisingen oznacza natomiast dla Os z zachodniego wybrzeża autostradę do drugiego w historii mistrzostwa kraju. Smaczku tej rywalizacji dodaje ponadto fakt, że w obu klubach doszło latem do rewolucji w sztabach szkoleniowych, a trenerzy Lind oraz Jacobsson staną dziś przed pierwszym, poważnym egzaminem, którego wynik z pewnością znacząco zaważy na ocenie ich pracy. Równie emocjonująco zapowiada się wieczór na dalekiej Północy, gdzie rewelacyjne wiosną gospodynie podejmą obrończynie tytułu z Rosengård i raz jeszcze spróbują popsuć humory przyzwyczajonych do taśmowego zwyciężania kibiców ze stolicy Skanii. Kilka miesięcy temu niespodziewaną bohaterką ekipy z Norrland została Hanna Andersson, ale tym razem Stellan Carlsson na swoją filigranową pomocniczkę liczyć nie może, gdyż latem zdecydowała się ona na transfer do… Rosengård. Drużynę z południa kraju wciąż pogrążyć może natomiast była napastniczka FCR Nigeryjka Anam Imo, która nie ukrywa, że chętnie włączyłaby się przy okazji do walki o tytuł królowej strzelczyń Damallsvenskan. W rywalizacji tej faworytką absolutnie nie będzie, ale w Piteå wielokrotnie udowadniali już, że akurat z pozycji underdoga zawodniczkom spod koła podbiegunowego atakuje się najlepiej.

Liga wraca, liga ekscytuje, a skoro tak, to podobnie przed jej startem warto zadać sobie kilka istotnych pytań i poszukać na nie odpowiedzi. To wszystko jak zwykle wyłącznie w formie niezobowiązujących predykcji, choć z drugiej strony jest to także analiza tego, jak bardzo te marcowe przewidywania zmieniły się po rozegraniu siedemnastu zimowo-wiosenno-letnich kolejek. Przed nami wciąż piękna, piłkarska jesień i życzmy sobie, aby bez względu na klubowe sympatie lub antypatie, ani trochę nie zawiodła ona naszych oczekiwań.


d1

Kto zostanie mistrzem?

Typ marcowy: Hammarby.

Typ wrześniowy: Häcken. Piłkarki z Bravida Areny w sezon wchodziły spokojnie, ale gdy już się rozpędziły, to nie istniała siła, która byłaby w stanie je skutecznie powstrzymać. No, przynajmniej na ligowych boiskach, bo zakończony całkowitą klęską finał Pucharu Szwecji będzie prześladować kibiców Os przynajmniej… do wiosny 2024. Wracając jednak do Damallsvenskan, dwa pierwsze mecze po letniej przerwie będą realną próbą siły zespołu prowadzonego od kilku tygodni przez Libańczyka Maka Adama Linda. Jeśli zawodniczki z Hisingen wywalczą w nich przynajmniej cztery punkty, to chyba można powoli wkładać do lodówki szampany i zastanawiać się, którą z piłkarek tym razem oddelegować na tradycyjną, złotą mistrzowską sesję.

Kto uzupełni podium?

Typ marcowy: Häcken oraz Rosengård.

Typ wrześniowy: Hammarby oraz Linköping. Madelen Janogy zapowiadała tytuł dla Bajen, ale na tę chwilę powrót na mistrzowski tron po 38 latach przerwy wydaje się niezwykle ambitnym, choć wciąż jak najbardziej realnym planem. Zdecydowanie bardziej prawdopodobne jest natomiast wicemistrzostwo dla ekipy z z Södermalm, która rozpocznie jesienne zmagania od trzech stosunkowo bezpiecznych meczów, a wywalczone w nich dziewięć dodatkowych punktów powinno zapewnić jej niezłą pozycję wyjściową przed decydującą fazą sezonu. O trzecie miejsce Linköping powinien rywalizować chyba jednak przede wszystkim z Rosengård, ale piłkarki ze Skanii póki co znajdują się w tym wyścigu w niezwykle trudnym położeniu. Tym bardziej, że akurat w ich przypadku wrześniowy terminarz okazał się wyjątkowo mało łaskawy, a ewentualne potknięcia w Piteå lub Hisingen mogą w praktyce oznaczać koniec marzeń o czołowej trójce. Inna sprawa, że koncentrację do samego końca zachować muszą także w Östergötland, bo akurat historia LFC uczy nas, że w przypadku tego klubu spektakularne wpadki zdarzały się wyraźnie częściej niż chyba powinny.

Kto będzie rewelacją sezonu?

Typ marcowy: Norrköping.

Typ wrześniowy: Piteå. Wielu może złapać się za głowy, ale nawet jeśli ekipa prowadzona przez Stellana Carlssona przetnie ligową metę na siódmej pozycji, to i tak będzie to rezultat mocno ponad stan i potencjał klubowej kadry. Wiem, do dobrego łatwo się przyzwyczaić, ale wystarczy odwinąć sobie wszelkiej maści przewidywania z początku wiosny, aby zauważyć, jak znacząco w przypadku zespołu z Norrbotten rzeczywistość przerosła oczekiwania. Choć oczywiście domyślamy się, że mając na uwadze aktualny stan gry, lokata numer siedem nikogo w Piteå w pełni nie usatysfakcjonuje. Marcowy typ na Norrköping okazał się jednak jak najbardziej a propos, gdyż absolutny beniaminek także pokazał się w najwyższej klasie rozgrywkowej z jak najlepszej strony, a wydaje się, że w przypadku tej franczyzy obecny sezon to dopiero preludium do czekającej nas niebawem prawdziwej ofensywy.


d2

Kto spadnie z ligi?

Typ marcowy: Kalmar oraz Uppsala; Bromma w barażach o utrzymanie.

Typ wrześniowy: Bromma oraz Kalmar; Uppsala w barażach o utrzymanie. Niby zaskoczeń nie stwierdzono, ale ambitna postawa budowanego na ostatnią chwilę beniaminka z Uppsali budzi tak wielki szacunek, że zespół ten moglibyśmy rozważać nawet w kategoriach pozytywnej niespodzianki sezonu. Oczywiście, wszystko pod warunkiem, że jesienią uda się jednak utrzymać nad kreską i choćby po barażach zachować status pierwszoligowca na kolejny rok. A zadanie to wcale nie będzie łatwe, gdyż jedna z dwóch liderek zespołu w osobie Johanny Renmark latem zdecydowała się zamienić Uppsalę na norweskie Bergen, gdzie przyjdzie jej grać o zupełnie inne cele. Już w najbliższą niedzielę do Uppsali zawitają mocno podrażnione pasmem wiosennych niepowodzeń piłkarki z Brommy i nie trzeba wybitnych matematyków, aby stwierdzić, że w kwestii rywalizacji o pozostanie w lidze będzie to starcie nawet nie o sześć, lecz o dwanaście punktów.

Kto najbardziej rozczaruje?

Typ marcowy: Växjö.

Typ wrześniowy: Kalmar. Okej, czy drużyna i tak typowana do degradacji wciąż może rozczarować? W Kalmarze postanowili udowodnić, że jak najbardziej, a wychodzące na światło dzienne z każdym upływającym tygodniem rewelacje kazały spoglądać w kierunku nadbałtyckiego klubu z coraz większym politowaniem. Tak niepoważnej drużyny na tym poziomie rozgrywek nie mieliśmy już dawno, bo nawet Kungsbacka, czy Limhamn Bunkeflo nie wytrzymują konkurencji z tym, co także na polu pozasportowym serwowano nam w Kalmarze przez ostatnich osiemnaście miesięcy. Tęsknić ani trochę nie będziemy, ale mamy nadzieję, że przynajmniej ten sezon uda się sportowo dograć. Bo choć wszystkie dopingowo-ekonomiczno-transferowe sagi klikały się całkiem nieźle, to jednak w Damallsvenskan wolimy skupiać się przede wszystkim na tym, co na murawie. Wszak chyba o to w tej grze chodzi.


skytte

Kto wygra klasyfikację strzelczyń?

Typ marcowy: Evelyne Viens.

Typ wrześniowy: Rosa Kafaji. Przed rozpoczęciem sezonu faworytką numer jeden wydawała się być mistrzyni olimpijska z Tokio i rzeczywiście kanadyjska napastniczka Kristianstad na początku rozgrywek kontynuowała na boiskach Damallsvenskan rozpoczętą jesienią ubiegłego roku zabawę. Tyle tylko, że VIens, podobnie zresztą jak większość piłkarek reprezentujących klub z północno-wschodniej Skanii, w pewnym momencie zaczęła wyraźnie tracić impet i na koniec pierwszej części zmagań to nie jej nazwisko znalazło się na szczycie klasyfikacji snajperek. Dość niespodziewanie miejsce to zajęła 23-letnia Cornelia Kapocs, ale pomimo kapitalnej serii na koniec piłkarskiej wiosny, zawodniczka LFC wcale nie jest wymieniana jako główna pretendentka do zwycięstwa w tym ekscytującym wyścigu. W najbliższych tygodniach niełatwe wyzwanie rzucą jej bowiem między innymi dwie Olivie z Rosengård, Madelen Janogy z Hammarby, mająca już na koncie dwie podobne nagrody Anna Anvegård z Häcken, czy wreszcie inna z liderek klubu z Bravida Areny Rosa Kafaji. Już tradycyjnie, możemy zapewne liczyć także na jesienną eksplozję strzelecką Clary Markstedt z Vittsjö, ale w jej przypadku poniesione wiosną straty mogą okazać się niemożliwe do odrobienia na przestrzeni zaledwie dziewięciu ligowych kolejek.

assist

Kto wygra klasyfikację asystentek?

Typ marcowy: Olivia Schough.

Typ wrześniowy: Olivia Schough. W poprzednim sezonie do końca toczyła zacięty bój z Alvą Selerud, Stiną Larsen, Heidi Kollanen oraz Matildą Vinberg i ostatecznie wyszła z tej rywalizacji zwycięsko. Tym razem spodziewamy się powtórki z rozrywki, bo choć pod względem osobowym lista najgroźniejszych konkurentek przedstawia się zupełnie inaczej, to 32-latka z Falkenbergu ponownie mocno liczy się w grze i raz jeszcze wydaje się mieć wszystkie atuty, aby tę wyrównaną skądinąd batalię rozstrzygnąć na swoją korzyść. Czy rzeczywiście tak się stanie? W Malmö z pewnością nikt nie miałby nic przeciwko, ale już w takim Linköping lub Hisingen mogą zechcieć przeforsować całkiem inny scenariusz.


stat04

Kto wygra ligę frekwencji?

Typ marcowy: Hammarby.

Typ wrześniowy: Hammarby. Powyższa tabela dobitnie pokazuje przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, domowa frekwencja na stadionach w zdecydowanej większości przypadków wydaje się być bezpośrednią wypadkową tego, jak na murawie prezentują się piłkarki danego klubu. Po drugie, prawda ta nie dotyczy absolutnie Hammarby, gdyż fani z południowego Sztokholmu od kilku już lat udowadniają, że bez względu na okoliczności, to oni są pod względem kibicowskim numerem jeden w Szwecji. Specjalne wyróżnienie warto jednak przyznać także sympatykom beniaminka z Norrköping, a fakt, że oba wymienione tu zespoły spotkają się w bezpośredniej rywalizacji w ostatniej kolejce sezonu sprawia, że o kapitalne obrazki z trybun podczas tegorocznej multiligi możemy być całkowicie spokojni.

stat08

Kto wygra klasyfikację fair play?

Typ marcowy: Rosengård. 

Typ wrześniowy: Norrköping. Dość dużym zaskoczeniem są tutaj dwa pierwsze miejsca, gdyż z przyczyn oczywistych spodziewalibyśmy się tam raczej pretendentów do mistrzostwa niż ekip z dolnej połówki tabeli. W Norrköping ewidentnie potrafią jednak połączyć ambicję i determinację z brakiem brutalności, a godny podkreślenia jest ponadto fakt, iż podopieczne trenera Fredheima jak dotąd unikają kartoników za niesportowe zachowanie. To wszystko sprawia, że właśnie w nich można upatrywać potencjalnych zwyciężczyń tegorocznej tabeli fair play, a jeśli coś miałoby stanąć im na drodze, to chyba wyłącznie terminarz. Norrkoping aż sześć spośród dziewięciu jesiennych meczów rozegra bowiem u siebie, a doskonale zdajemy sobie sprawę, że niesamowicie ekspresyjna publiczność z Platinumcars Areny może uwolnić u występujących na co dzień w biało-niebieskich trykotach piłkarek pokłady nadprogramowej energii, którą w atmosferze meczowego napięcia nie zawsze pożytkuje się w najbardziej właściwy sposób.


elit2

Kto awansuje do Damallsvenskan?

Typ marcowy: Umeå oraz Lidköping; Eskilstuna w barażach o awans.

Typ wrześniowy: AIK oraz Trelleborg; Alingsås w barażach o awans. Cóż, zdaje się, że tutaj chyba nieco przestrzeliliśmy. Zarówno Lidköping, jak i Eskilstuna, mogą już chyba powoli skupiać się na spoglądaniu za, a nie przed siebie, zaś w Umeå do realizacji marzeń o awansie potrzebny byłby kolejny, futbolowy cud. Na szczycie tabeli bezpieczną przewagę nad resztą stawki wypracował sobie AIK, ale jeśli w Solnej tym razem nie chcą znów przemknąć przez Damallsvenskan niczym meteoryt, to już teraz warto zadbać, aby na pierwszą ligę przygotować godną rywalizacji na tym poziomie kadrę. Letni transfer Słowaczki Patricii Fischerovej pokazuje, że stołeczne Gryzonie być może wyciągnęły z dotychczasowych porażek właściwe wnioski, choć na ogólną ocenę ich dokonań niewątpliwie przyjdzie jeszcze czas. O ile lokata, a przede wszystkim zdobycz punktowa AIK jest pewną niespodzianką, o tyle takiego zestawu na miejscach 2-3 nie spodziewał się absolutnie nikt. I bez względu na to, czy do krajowej elity awansowałby Trelleborg, czy Alingsås, mówilibyśmy prawdopodobnie o najbardziej nieoczekiwanym rozstrzygnięciu przynajmniej od czasu wywalczenia promocji przez Kungsbackę. Czy jednak górna część tabeli w połowie listopada będzie wyglądać równie zaskakująco? Szanse wydają się być całkiem spore, ale z doświadczenia wiemy, że im dłużej trwa sezon, tym trudniej o kolejne niespodzianki. A te będą w przypadku obu klubów niezbędne, aby ten rewelacyjny z ich perspektywy rok podsumować najlepszą możliwą puentą.

Krajobraz po medalu

sandberg

Pochodząca z Örebro Anna Sandberg była jedyną obok Hanny Bennison zawodniczką U-26 w kadrze Gerhardssona na tegoroczny mundial (Fot. Bildbyrån)

Mundial – i co dalej? Kilkanaście miesięcy temu pisałem, że turniej w Australii i Nowej Zelandii powinniśmy celebrować o tyle, że wcale nie jest powiedziane, czy na kolejnych mistrzostwach szwedzkie piłkarki w ogóle zobaczymy. I nawet jeśli w słowach tych było zapewne trochę przesady, to jednak niewątpliwie prawdą jest, że oto nadchodzą czasy, w których sam awans na duży turniej traktować będziemy już nie w kategoriach obowiązku, lecz zadania. Poziom europejskiej czołówki podnosi się bowiem na tyle szybko, że dosłownie za moment miejsce wśród dwunastu najlepszych reprezentacji na kontynencie trzeba będzie sobie wywalczyć i ani trochę nie zanosi się, aby miały być to łatwe boje. Tym bardziej, że wiele wskazuje na to, iż przystąpimy do nich posyłając do walki albo poobijane i zmęczone wieloletnim graniem weteranki, albo zawodniczki w podobnych warunkach zupełnie niesprawdzone. Brzmi jak przepis na nieoczekiwaną katastrofę? Oj, zdecydowanie tak!

Sztafeta pokoleń to pojęcie doskonale znane w każdym sporcie drużynowym. Wiadomo, że jeden lub dwa wybitne roczniki potrafią czasami załatwić sprawę, ale jednak naturalna kolej rzeczy wygląda najczęściej tak, że reprezentacje młodzieżowe funkcjonują na zasadzie niezwykle istotnego ogniwa piłkarskiego łańcucha pokarmowego, które regularnie dostarcza seniorskiej kadrze energię w postaci płynnie wchodzących do dorosłego futbolu zawodniczek. W naszym przypadku proces ten został jednak w pewnym momencie brutalnie przerwany, a ekipa Petera Gerhardssona została całkowicie pozbawiona niezbędnego wsparcia. I pisząc słowo całkowicie tym razem ani trochę nie hiperbolizuję, gdyż spośród piłkarek urodzonych w latach 1998-2001 żadna nie zdołała póki co osiągnąć poziomu, który uprawniałby ją do regularnych występów w drużynie narodowej. Z jednej strony na taki obrót spraw powinniśmy być chyba nawet trochę przygotowani, gdyż nawet na tym portalu wielokrotnie mogliście przeczytać lamenty po kolejnych porażkach zawodniczek reprezentujących te właśnie roczniki z Polską, Bośnią, czy Islandią. Tyle tylko, że nawet wtedy można było mieć nadzieję przynajmniej na jakieś pojedyncze wystrzały, które koniec końców zasilą seniorską kadrę. Nic takiego jednak nie nastąpiło i nawet jeśli przebłyski naprawdę dobrej gry miała chociażby Josefine Rybrink, to w dłuższej perspektywie wynikało z tego stosunkowo niewiele. Oczywiście, nie możemy wykluczyć, że któraś z 23- lub 24-letnich obecnie Szwedek jeszcze nas wszystkich pozytywnie zaskoczy, ale gdy spojrzymy na to, jak wielkim potencjałem na najbliższe lata dysponować będą inne nacje już nawet nie czołowej piątki, a trzydziestki, to stworzony w ten sposób obraz wygląda niestety mało optymistycznie. I jeśli Peter Gerhardsson lub jego następcy podołają misji przeprowadzenia naszej piłki przez tę pokoleniową przepaść, to będę chyba pierwszą osobą, która podpisze postulat o postawienie takiemu śmiałkowi pomnika na Götaplatsen. Bo właśnie tak wysoko szacuję skalę wyzwania, które tak na dobrą sprawę czai się tuż za rogiem.

Bardzo szanuję to, jak wiele dla szwedzkiego futbolu zrobiły Lotta Schelin, Nilla Fischer, Hedvig Lindahl, Linda Sembrant, czy Caroline Seger, ale nie ma większego sensu zakłamywanie rzeczywistości: przedstawicielki tej wspaniałej generacji swoją misję już zakończyły. Oczywiście mam na myśli wyłącznie ich czynne kariery zawodnicze, gdyż nie wątpię, iż wiele z nich z powodzeniem odnajdzie się także w nowych rolach. Niezwykle cieszy mnie fakt, że tak wiele radości przyniosło nam oglądanie niesamowitych roczników -93 oraz -97, ale nie mogę nie zauważyć, że wszystkie te tak bardzo utytułowane już piłkarki podczas kolejnego mundialu będą należeć już do elitarnego grona 30+. I o ile w wielu innych zawodach wciąż byłyby w tym wieku uznawane za młode i perspektywiczne, o tyle w piłce nożnej zwyczajnie nie da się opierać siły zespołu wyłącznie na nich. No, chyba że mówimy o turnieju weteranek. Ktoś zatem będzie musiał do tej drużyny wejść i nawet jeśli sztab szkoleniowy jak dotąd konsekwentnie unikał personalnych roszad, to za chwilę zwyczajnie zostanie do nich zmuszony. Teoretycznie powodów do włączania syren alarmowych nie ma, gdyż szczególnie w roczniku -03 znajdziemy kilka naprawdę interesujących nazwisk. Sandberg, Wijk, Kafaji, Vinberg, Cato i Renmark to tylko niektóre z nich, a przecież w blokach startowych czekają jeszcze młodsze Larsson, Holmberg, czy Schröder. To wszystko daje pewne nadzieje, ale… nie zapominajmy, że w innych krajach pula młodych, ekscytujących talentów wcale nie wydaje się być mniejsza i nie mówimy tu nawet o Anglii i Hiszpanii (bo takiego porównania w ogóle nie ma sensu zaczynać), lecz o Austrii, czy Holandii. Co więcej, zawodniczki z tamtych krajów wydają się mieć na tę chwilę przewagę doświadczenia i ogrania w ważnych meczach. A to może zrobić różnicę, gdy na przykład za pięć lat będziemy w samej końcówce remisować 1-1 na boisku w Wiener Neustadt, czy innym Salzburgu. Nie musi, ale jak najbardziej może.

Wyszarpany przed niespełna tygodniem jeszcze jeden medal piłkarskich mistrzostw świata oczywiście bardzo mnie cieszy, ale zdecydowanie nie chciałbym, aby okazał się on równocześnie ostatnim. A gdy widzę, że 26-letnia Rebecka Blomqvist była trzecią najmłodszą kadrowiczką Gerhardssona na mundial w Australii i Nowej Zelandii, to jednak dopada mnie coś więcej niż delikatny niepokój. Tym bardziej, że na ten sam turniej selekcjoner Hiszpanek zabrał aż trzynaście piłkarek U-25, Japonia, Anglia i Holandia miały takich zawodniczek dwanaście, Niemcy jedenaście, Australia dziewięć, a wyśmiewane przez wszystkich za nieumiejętne i zbyt powolne wprowadzenie młodzieży USA siedem. Dwie Szwedki (Bennison i Sandberg) wyglądają w tym zestawieniu niestety średnio poważnie, a przecież piłkarki urodzone na przełomie wieków i tuż po nim już teraz zdają się niepodzielnie rządzić na światowych murawach, a każdy upływający miesiąc będzie jedynie ten trend pogłębiać. Jeszcze niby jest trochę czasu, aby na to wszystko zareagować, ale najpierw trzeba się chyba zastanowić… czy jakakolwiek skuteczna reakcja jest tu w ogóle możliwa. Mam nadzieję i chcę mocno wierzyć, że jednak tak, bo przyjemnie ogląda się boiskowe popisy największych wirtuozek futbolu, ale jeszcze sympatyczniej robi się, gdy to Szwedki rywalizują na najważniejszych turniejach o najwyższe cele. Do takiego stanu rzeczy ostatnia dekada bardzo nas zresztą przyzwyczaiła i obyśmy niebawem nie musieli tych przyzwyczajeń zmieniać, tłumacząc przy tym młodszym pokoleniom, że kiedyś to w Malmö, Göteborgu i Sztokholmie też była wielka piłka, a powracające z finałów mistrzostw świata czy Igrzysk Olimpijskich kadrowiczki eskortowały specjalnie przygotowane na tę okazję samoloty.

Proszę wstać, młodość idzie!

Mundial w Australii i Nowej Zelandii rozpalił piłkarską społeczność do tego stopnia, że choć od finałowej, hiszpańsko-angielskiej rywalizacji upłynęły już cztery dni, to jej echa wciąż pobrzmiewają równie głośno i donośnie, co w niedzielne popołudnie. I bardzo dobrze, gdyż to właśnie takie momenty ogniskują zainteresowanie dyscypliną, które zresztą – i tutaj będę się akurat upierać – globalnie stawia nas w pozycji niekwestionowanego lidera wśród kobiecych sportów zespołowych. Co więcej, teraz gra idzie już nie o to, aby ewentualnej konkurencji nie dać się dogonić, lecz o to, kiedy zaczniemy ją kolejne razy dublować. I proszę nie odbierać tych słów jako triumfalizmu, czy braku szacunku do naszych przyjaciół reprezentujących inne dyscypliny, bo fakty mówią tutaj same za siebie. W tej chwili swoje mistrzowskie imprezy rozgrywają chociażby siatkarki, nie tak dawno okazję do międzynarodowych rywalizacji na najwyższym szczeblu miały koszykarki, hokeistki, czy rugbistki, ale nawet gdyby zsumować zasięgi wygenerowane przez te wszystkie turnieje, to i tak nie miałyby one do nas podjazdu. I jest to niewątpliwie coś, z czego możemy być dumni, gdyż każdy z nas, czasami nawet nie do końca świadomie, dołożył to tego gigantycznego sukcesu swoją cegiełkę.

Skoro jednak mamy poświęcić na światową piłkę reprezentacyjną jeszcze kilka chwil, to ciekawym podsumowaniem tej lipcowo-sierpniowej histerii będzie subiektywny wybór najlepszej drużyny mistrzostw. Tym bardziej, że podobne zestawienia pojawiają się ostatnimi czasy wszędzie, więc raz można dla odmiany podążyć za obowiązującymi trendami. Oczywiście, każdy ma w tej kwestii prawo do swoich wyborów i przemyśleń, gdyż futbolu nie da się tak do końca zmierzyć nawet najbardziej rozbudowanymi statystykami. Dlatego potraktujcie proszę tę listę po prostu jako formę uhonorowania tych, które na boiskach Oceanii pokazały się z bardzo dobrej strony. I tak, wyselekcjonowanie wyłącznie jedenastki okazało się ostatecznie zadaniem zbyt karkołomnym, wobec czego zestawienie zostało jeszcze uzupełnione o siódemkę rezerwowych. Bo przecież w piłce nożnej żadna drużyna nie może nazwać się kompletną bez wartościowych zmienniczek, prawda?

W bramce bez większych wątpliwości pewne miejsce otrzymuje Daphne van Domselaar (23 l., Aston Villa), która przedstawiła się międzynarodowej publiczności na ubiegłorocznym EURO i od tamtej pory ani myśli zwalniać tempa. Na mundialu jako jedyna z golkiperek notowała wyłącznie występy dobre i wybitne, przynajmniej dwukrotnie ratując swojej kadrze bezcenne punkty. Wybór ten oznacza, że podobnie jak przed czterema laty, to holenderska golkiperka zajmuje miejsce między słupkami drużyny marzeń.

Boki defensywy do królestwo Hiszpanek. Na prawej stronie prawdopodobnie największa specjalistka od gry na tej pozycji Ona Batlle (24 l., Barcelona), która udowodniła, że w razie konieczności potrafi z powodzeniem występować także na przeciwległej flance. Tam jednak póki co rządzi doskonale pamiętana przez nas Olga Carmona (23 l., Real Madryt), czyli bohaterka jednej z najbardziej inspirujących historii tych mistrzostw. To wyróżnienie jest jednak motywowane wyłącznie kwestiami sportowymi, a o cudownym odrodzeniu pomimo przeciętnego wejścia w turniej będzie wspominać się jeszcze bardzo długo. Złe dobrego początki okazały się także mottem przewodnim dla naszej Amandy Ilestedt (30 l., Arsenal), która tworzy w tej ekipie centralny punkt bloku defensywnego wraz z reprezentantką Anglii Jessicą Carter (25 l., Chelsea), z którą już jesienią będzie mierzyć się w elektryzujących kibiców nie tylko na Wyspach Brytyjskich derbach Londynu.

Środek pola to tercet dość osobliwy, gdyż znalazło się w nim miejsce dla dwóch piłkarek, które nieco ponad rok temu zagrały przeciwko sobie w prawdopodobnie najmniej medialnym dwumeczu fazy grupowej Ligi Mistrzyń 2021-22. Okazuje się jednak, że potencjalnych gwiazd mundialu szukać możemy nie tylko w klubach angielskich, hiszpańskich, czy amerykańskich, ale także w Damallsvenskan lub w ekstraklasie Portugalii, gdyż to właśnie te rozgrywki reprezentują odpowiednio Elin Rubensson (30 l., Häcken) oraz Christy Ucheibe (22 l., Benfica). I bynajmniej nie są to wybory na zachętę, lecz pełnoprawne wskazania najbardziej wartościowych pomocniczek najlepszego taktycznie mundialu w historii. Nasz tercet uzupełnia ponadto mistrzyni nowoczesnej gry box-to-box, a w razie potrzeby szóstka idealna, czyli Teresa Abelleira (23 l., Real Madryt).

No dobrze, ale ktoś w tym wszystkim musi jeszcze piłkę rozegrać i dodać od siebie trochę finezji. A skoro tak, to spoglądamy w kierunku dwóch reprezentacji, które z efektowną grą kojarzą nam się w pierwszej kolejności. Pierwsza część turnieju była niewątpliwie popisem japońskich Nadeshiko, a kreatorką i reżyserką w zespole trenera Ikedy była niezmiennie Yui Hasegawa (26 l., Manchester City). Obok niej swoje miejsce znaleźć musi także jedyna i niepowtarzalna Aitana Bonmati (25 l., Barcelona), wokół której zrobiło się ostatnimi czasy tak głośno, że aż chciałoby się z rozsądku trochę ten hype rozładować. Tyle tylko, że nie byłoby w tym większego sensu, gdyż każda pochwała w kierunku zawodncizki ze stolicy Katalonii wydaje się być w pełni uzasadniona. I wreszcie jedyna w tym gronie napastniczka, choć Linda Caicedo (18 l., Real Madryt) klasyczną dziewiątką zdecydowanie nie jest. Utalentowana nastolatka z Cali przywitała się jednak z seniorskim futbolem tak efektownie, że nie mamy żadnych wątpliwości, iż i w takim ustawieniu odnalazłaby się przynajmniej tak dobrze, jak w niemieckim polu karnym!

I jeszcze krótkie wyróżnienie dla wspomnianej już siódemki rezerwowych, którymi są: bramkarka Chiamaka Nnadozie (22 l., Paris FC), defensorki Nathalie Björn (26 l., Everton) i Alex Greenwood (29 l., Manchester City), pomocniczki Lindsey Horan (29 l., Lyon) oraz Hayley Raso (28 l., Real Madryt) i wreszcie napastniczki Lauren Hemp (23 l., Manchester City) oraz Salma Paralluelo (19 l., Barcelona).

Jak zatem widać, zestawienie to zdominowane jest przez zawodniczki występujące na co dzień na boiskach Hiszpanii i Anglii, co nie jest bynajmniej jedynie naturalnym następstwem tego, iż to właśnie te nacje spotkały się przed kilkoma dniami w decydującej batalii o złoto. Ciekawe jest jednak to, że w wyróżnionej osiemnastce nie znalazła się choćby jedna przedstawicielka amerykańskiej NWSL, a zdecydowanie najbliżej takiego wyróżnienia zakręciła się… napastniczka kadry RPA Thembi Kgatlana z Racingu Louisville. Jak na ironię, to właśnie przedstawicielki klubu ze stanu Kentucky (nota bene prowadzonego przez byłego trenera Linköping Kima Björkegrena) generalnie prezentowały się podczas tego mundialu najbardziej solidnie, czego dowodem był chociażby pamiętny hat-trick autorstwa Ary Borges przeciwko Panamie. Zdecydowanie najbardziej wartościowym spostrzeżeniem wyniesionym z analizy tych nazwisk może być jednak fakt, że zaledwie dwie przedstawicielki naszej wyjściowej jedenastki to zawodniczki powyżej 26. roku życia. Jedynymi wyjątkami od reguły są tutaj dwie Szwedki i właśnie to stanowić będzie interesujący punkt wyjścia do obiecanej dyskusji o przyszłości naszej kadry, na którą już teraz zapraszam, bo zdecydowanie jest tutaj całkiem sporo materiału do analizy. Odkładając jednak na chwilę szwedzką perspektywę, możemy jednak dojść do w pełni słusznych wniosków, że w futbolu wielkimi krokami idzie nowe, a następna generacja bohaterek kibicowskich serc już za momencik szturmem podbije murawy całego świata. I nie mam żadnych wątpliwości, że nigdy w historii nie było lepszego momentu na to, aby być miłośnikiem i pasjonatem tej wspaniałej dyscypliny. A że z naszego punktu widzenia oznacza to perspektywę wyzwań na niespotykaną dotąd skalę? No cóż, przynajmniej będzie ciekawie, choć na Sandberg, Wijk, Kafaji, Cato, Vinberg, czy Jusu Bah niewątpliwie czekają przeszkody, z którymi ich starsze koleżanki zdecydowanie nie musiały się mierzyć. A jeśli już, to zdecydowanie nie z taką częstotliwością.