Progres roku 2024

winner3

Na boiskach Damallsvenskan debiutowała jako siedemnastolatka, lecz żadną miarą nie dałoby się dopisać jej nazwiska do całkiem zresztą licznego grona cudownych dzieci szwedzkiego futbolu. W Eskilstunie wykazali się jednak nie lada cierpliwością i najpierw znaleziono dla niej najbardziej optymalną pozycję na boisku, następnie przypisano jej konkretną rolę, a na koniec dano jej tak bardzo potrzebny w rozwoju każdego sportowca czas. To wszystko poskutkowało o tyle, że kolejni szkoleniowcy United zyskali dodatkową opcję w środku pola, szczególnie w sytuacjach, gdy trzeba było w pierwszej kolejności zadbać o odpowiednie zabezpieczenie tyłów. Na szwedzkiej ziemi Vickius nigdy nie wzbiła się jednak powyżej poziomu solidnej ligowczyni, a swego rodzaju przełom w jej karierze nastąpił dopiero po pierwszej zagranicznej przeprowadzce. Co ciekawe, nie tak znowu dalekiej, bo to stolica sąsiedniej Norwegii okazała się w jej przypadku tą jedyną, wymarzoną destynacją.

Pierwszy sezon w barwach stołecznej Vålerengi okazał się dla 23-latki z Eskilstuny swego rodzaju rozpoznaniem terenu, choć już wówczas udało jej się wywalczyć pewne miejsce w jedenastce zespołu rywalizującego o naprawdę wysokie cele. Prawdziwy popis swoich umiejętności Vickius dała jednak dopiero w drugiej połowie obecnych rozgrywek, kiedy to w roli holding midfielder poprowadziła swój zespół nie tylko do krajowego dubletu, ale i do skutecznych bojów w eliminacjach Ligi Mistrzyń. Te ostatnie okazały się zresztą przepustką do jeszcze poważniejszych wyzwań, a jednym z nich miała być perspektywa sprawdzenia się na tle tak utytułowanych rywalek jak Georgia Stanway, Frida Maanum, czy Arianna Caruso. I trzeba przyznać, że przynajmniej dwa z tych sprawdzianów wypadły naprawdę obiecująco, a defensywnie usposobiona pomocniczka ze Szwecji ani myśli spoczywać na laurach. Fani w Oslo doskonale zdają sobie zresztą z tego sprawę i choć niekwestionowaną, absolutną liderką Vålerengi pozostaje niezmiennie Karina Sævik, to właśnie Vickius oraz jedna z liderek formacji defensywnej Sara Horta są najczęściej wskazywane jako najbardziej niedoceniane karty w talii trenera Lexeroda, bez których o sukcesach na krajowym i międzynarodowym podwórku można byłoby jedynie pomarzyć.

zip3

Historia Molly Johansson jest jedną z ciekawszych, jakie mogliśmy z bliska obserwować na szwedzkich boiskach ligowych. Napastniczka przekwalifikowana na wahadłową, która później doskonale odnalazła się jako skrzydłowa, choć to ostatnie nigdy nie miałoby miejsca, gdyby nie spontaniczna decyzja sprzed roku o natychmiastowej zmianie otoczenia. Zanim jednak 22-latka przeprowadziła się z Västergötland do Närke, zdążyła jeszcze pożegnać się z Bravida Areną efektownym i jak najbardziej prawidłowym golem przeciwko Chelsea, który nie został jednak ostatecznie uznany. W Örebro Johansson mogła liczyć na zdecydowanie więcej minut i choć nie udało jej się utrzymać z nowym klubem w najwyższej klasie rozgrywkowej, to transfer zaowocował zauważalnym progresem indywidualnym, a także doskonaleniem gry na lewej flance, gdzie prawonożne piłkarki zapuszczają się coraz częściej i chętniej. Ogłoszony niedawno transfer do mistrzowskiego Rosengård jest najlepszym możliwym potwierdzeniem, że ostatnie miesiące ani trochę nie były dla Johansson czasem straconym. Podobnie mają się także sprawy w przypadku Elin Rombing, która – zupełnie zresztą jak nasza opisywana powyżej tegoroczna laureatka – swoje skrzydła w pełni rozwinęła dopiero po opuszczeniu klubu z Eskilstuny. W jej przypadku grany nie był jednak motyw zagraniczny, a przenosiny do gościnnego Norrköping, gdzie nasza bohaterka trafiła po roku spędzonym w Uppsali. Perfekcyjnie bite stałe fragmenty oraz niezwykle precyzyjne dośrodkowania z głębi pola stanowią jej znak rozpoznawczy, choć niedawna informacja o przenosinach do najlepszego klubu Östergötland doświadczonej Jessiki Wik sprawia, że z nieukrywanym zainteresowaniem będziemy spoglądać na najbliższe ruchy sztabu charyzmatycznego trenera Stellana Carlssona.

Mecz roku 2024

winner2

Oj, namieszała nam UEFA z tym terminarzem. Jasne, swoje dwa centy dołożyła do tego niesławna pandemia, która o sto osiemdziesiąt stopni przewartościowała nam naszą bezpieczną dotąd codzienność, ale jednak faza grupowa Ligi Mistrzyń gdzieś w drugiej połowie stycznia, w środku sezonu wybitnie wakacyjnego? Owszem, widzieliśmy już potężniejsze anomalie, ale ta konkretna również zajęła miejsce gdzieś bardzo blisko pierwszego miejsca na liście niebywałych absurdów. Wtedy jednak niepostrzeżenie weszły do gry piłkarki z Hisingen, najpierw odprawiając za burtę wielkiej gry holenderskie Twente, a następnie tocząc wyrównane i często zwycięskie boje z hegemonkami z Londynu, Paryża i Madrytu. Jeszcze pod koniec 2023 roku przyjezdne z hiszpańskiej stolicy opuszczały zachodnie wybrzeże Szwecji na tarczy (porażka 1-2), ale to wyjazdowe starcie z naszpikowanym dopiero co koronowanymi mistrzyniami świata królewskim Realem miało ostatecznie rozstrzygnąć kwestię historycznego awansu szwedzkiego klubu do ćwierćfinału zreformowanej Ligi Mistrzyń. Do pełni szczęścia wystarczał nam remis, ale aby przywołać wspomnienia owego niezapomnianego wieczoru, tradycyjnie przypominamy w tym miejscu fragment pisanej na bieżąco pomeczówki:

Przeniesienie gry na szwedzką połowę nie przyniosło jednak gospodyniom wymiernych korzyści, a Osy z Västergötland kąsały może trochę rzadziej, ale za to niezwykle precyzyjnie. Najpierw z drugą żółtą kartką plac gry powinna opuścić coraz bardziej sfrustrowana postawą swojego zespołu Carmona, ale niemiecka sędzia postanowiła z niewiadomych przyczyn oszczędzić bohaterkę finału ubiegłorocznego mundialu. Gościniom z Hisingen być może należał się także rzut karny, gdyż starcie Ivany Andres z Clarissą Larisey w madryckiej szesnastce było klasycznym przykładem boiskowej sytuacji, którą spokojnie można interpretować na przynajmniej dwa sposoby. Skoro jednak jedenastka koniec końców podyktowana nie została, to trzeba było korzystać z tego, co jest. Czyli na przykład z rzutów wolnych i to właśnie jeden z nich raz, a dobrze uciszył hiszpańską stolicę. Cała zabawa rozpoczęła się od osiemnastoletniej rewelacji z Wysp Owczych Johanny Fossdalsy, a dalej wszystko poszło już jak w grze wideo. Anvegård przytomnie na skrzydło do Jusu Bah, ta wrzuca idealną centrę w kierunku Rosy Kafaji, a najlepsza strzelczyni Häcken w obecnej edycji europejskich pucharów precyzyjnym strzałem daje gościniom upragnionego gola! Do końca meczu wciąż pozostawało jednak ponad pół godziny, szkoleniowiec Realu puścił w bój najcenniejsze aktywa w osobach Claudii Zornozy, Lindy Caicedo i Signe Bruun, ale żadna z nich – pomimo najszczerszych chęci – losów rywalizacji odwrócić nie była już w stanie. Piłkarki w żółto-czarnych strojach doskonale zdawały sobie bowiem sprawę, że znajdującego się tak blisko celu wypuścić z rąk po prostu nie mają prawa.

zip2

Dwa kompletnie niepodobne do siebie mecze ligowe, choć łatwo odnajdziemy w nich kilka punktów stycznych. Po pierwsze, w obu przypadkach mierzyły się ze sobą ekipy z naszego umownego TOP-4. Po drugie, żadne z nich – choć powody takiego stanu rzeczy były zgoła różne –  w teorii nie niosło za sobą nadmiernych oczekiwań i ekscytacji. W sporcie jednak hity często niepostrzeżenie tworzą się na naszych oczach i jeśli ktoś postanowił ostatecznie zerknąć w kierunku zielonej murawy, to z całą pewnością tej decyzji nie żałował. A my mogliśmy z czystym sumieniem donosić o płonącym nie tylko z letniego gorąca, ale i ze sportowych emocji Hisingen (Piłkarki Häcken oraz Kristianstad zafundowały nam fenomenalny, trwający ponad 103 minuty spektakl, po którym absolutnie wszyscy mieli poczucie niedosytu. Obie ekipy musiały bowiem zmierzyć się z rzeczywistością pechowej w ich opinii straty dwóch punktów (bo właśnie w tych kategoriach rozpatrywano w obu sztabach bezbramkowy remis), zaś neutralnym obserwatorom smutno było przede wszystkim dlatego, że tak kapitalne widowisko dobiegło końca i żadne bisy, ani nawet dogrywki nie są niestety przewidziane w harmonogramie. Bo grające na tak wielkim zaangażowaniu drużyny ze ścisłej, krajowej czołówki, aż chciałoby się oglądać w nieskończoność. A przynajmniej z większą częstotliwością) oraz o jesiennych grzmotach w stolicy Skanii, gdzie wyjątkowo w głównych rolach wystąpiły tym razem piłkarki z Södermalm (Trochę nieoczekiwanie, iście królewskie granie obejrzeliśmy za to w Malmö, gdzie ustępujące mistrzynie z Södermalm po niemal dwunastu miesiącach zatrzymały rekordowy licznik meczów bez porażki FC Rosengård. Bohaterką fenomenalnego i pełnego zwrotów akcji starcia okazała się autorka hat-tricka Cathinka Tandberg, która w ten sposób niejako przy okazji wskoczyła na pierwsze miejsce wirtualnej klasyfikacji strzelczyń. Przy dwóch golach futbolówkę dograła norweskiej napastniczce Smilla Vallotto, obejmując tym samym samodzielne przodownictwo w rankingu najskuteczniejszych asystentek.)

Zagraniczna gwiazda 2024

winner1

Gdy przez rozpoczęciem tegorocznych rozgrywek po raz pierwszy przygotowaliśmy szacunkowe wyceny wszystkich piłkarek Damallsvenskan, osiemnastolatka z Fukuszimy zajęła w tym zestawieniu zaszczytną, drugą lokatę, minimalnie ustępując jedynie będącej wówczas na językach całej piłkarskiej Europy Rosie Kafaji. Samo sklasyfikowanie japońskiej pomocniczki wzbudziło jednak sporo kontrowersji, gdyż sceptycy zwracali uwagę na fakt, iż Tanikawa reprezentuje barwy FC Rosengård jedynie na zasadzie wypożyczenia, a klub ze stolicy Skanii nie zarobi na jej ewentualnym, przyszłym transferze choćby jednego eurocenta. Argument oczywiście sensowny, lecz błyskawicznie zbiliśmy go stwierdzeniem, że dobra postawa zawodniczki na ligowych boiskach może poskutkować mistrzostwem Szwecji dla ekipy z Malmö, a ono z kolei przy sprzyjającym układzie może zagwarantować prawo gry w fazie zasadniczej Ligi Mistrzyń 2025-26 bez konieczności przebijania się przez eliminacyjne sito. A to już perspektywa naprawdę zauważalnego zastrzyku gotówki, którym żaden aspirujący klub zapewne nie pogardzi. Umieszczenie nastolatki z Japonii na liście zdawało się zatem w pełni uzasadnione, choć z dzisiejszej perspektywy możemy zastanawiać się, czy Tanikawa aby na pewno nie została jednak przez nas wszystkich niedoszacowana. Bo tak spektakularnego wejścia na stadiony Damallsvenskan nie oglądaliśmy przynajmniej od czasu Jeleny Cankovic, choć bardziej odważni nie boją się nawet odniesień to postaci tak ikonicznych, jak chociażby Pernille Harder lub Tabitha Chawinga.

Choć młoda Japonka jest piłkarką drugiej linii, na dodatek bardziej w typie ósemki niż dziesiątki, to regularność, z jaką wpisywała się wiosną na listę strzelczyń, musiała budzić szacunek. Jak przystało na przedstawicielkę tej nacji, Tanikawa zachwycała nas fenomenalnym przeglądem gry, nienaganną techniką użytkową, wszechstronnością, a do tej wybuchowej mieszanki udało się jej jeszcze dorzucić nieszablonowość oraz efektywność. Przeciwniczki niezmiennie znajdowały się w naprawdę sporych opałach bez względu na to, czy nasza laureatka zdecydowała się na rozegranie, czy też na finalizację akcji. Zagrożenie czyhało w zasadzie przy okazji każdego kontaktu Tanikawy z futbolówką, a z tygodnia na tydzień coraz bardziej płynnie wyglądała także jej boiskowa współpraca z rodaczką Mai Kadowaki. Godny docenienia pozostaje ponadto sposób, w jaki Japonka uzupełniała się w środkowej strefie z doświadczoną Caroline Seger, a to nieco egzotyczne na pierwszy rzut oka zestawienie koniec końców okazało się z perspektywy trenera Kjetselberga strzałem w przysłowiową dziesiątkę. I nawet jeśli już niebawem kunszt i talent tej piłkarki oklaskiwać będą sympatycy niemieckiej Bundesligi, to bez dwóch zdań możemy być dumni, że magia Damallsvenskan wciąż przyciąga znajdujące się najpewniej u progu wspaniałych karier wschodzące gwiazdy futbolu. Bo taki układ wydaje się przynosić korzyści wszystkim zainteresowanym stronom.

zip1

Współpraca dwóch Olivii na lewej flance FC Rosengård stała się mniej więcej w połowie sezonu symbolem sukcesu i perfekcji. W samej jego końcówce kontuzja przeszkodziła niestety 23-letniej Dunce w walce o obronę fotela liderki zarówno wśród strzelczyń, jak i w klasyfikacji punktowej, lecz jej gra bez wątpienia okazała się olbrzymią cegłą na drodze do odkupienia ubiegłorocznych win i sięgnięcia po upragniony, czternasty mistrzowski tytuł. A jeśli tylko Holdt zdecyduje się pozostać w Malmö nieco dłużej, to już niebawem czeka ją powrót na europejskie salony, czyli do środowiska, w którym jak dotąd było jej lepiej i bardziej komfortowo niż gdziekolwiek indziej. Marzenia o świetlanej przyszłości towarzyszą także Islandce Hlin Eiriksdottir, która tego lata stała się niemal jednoosobowym symbolem udanej transformacji zespołu z Kristianstad, który względnie bezboleśnie przeszedł przez naprawdę wymagający okres w swojej najnowszej historii. A triumf w klasyfikacji punktowej okazał się zaiste przyjemnym bonusem, pozwalającym przypuszczać, że być może oto nadszedł najbardziej odpowiedni moment, aby spróbować swoich sił w jeszcze bardziej wymagającej lidze. Decyzja o ewentualnej zmianie otoczenia należeć będzie jednak wyłącznie do niej, bo chętnych na skorzystanie z jej piłkarskich umiejętności zdecydowanie nie zabraknie, a lista potencjalnych chętnych z każdym upływającym dniem zdaje się wręcz wydłużać.

Nominacje i nagrody 2024

c47ce7e5-e3d1-4aca-9c92-408cf6c951cf

It’s the most wonderful time of the year! Koniec roku to czas prezentów, więc i my wracamy z serią piłkarskich nagród i wyróżnień. Kto zachwycił? Czyj talent eksplodował? Kto wykonał najbardziej spektakularny progres? Który mecz porwał nas tak, że dziś wciąż nie mielibyśmy problemów z odtworzeniem go akcja po akcji? Odpowiedzi na te i inne pytania poznacie już niebawem. Jak to mądrze stwierdził onegdaj Stellan Carlsson, nie ma sensu zmieniać czegoś, co dobrze funkcjonuje, więc nasz harmonogram na najbliższe dni pozostaje dość intuicyjny. Ostatnie dni grudnia tradycyjnie przyniosą nam zatem rozstrzygnięcia w sześciu kategoriach, a początek stycznia upłynie jak zwykle w rytm analizy kolejnej edycji Szwedzkiego TOP-50. Podobnie jak przed rokiem, poniżej znajdziecie pełne listy nominowanych w poszczególnych kategoriach, a także kompletny, blogowy rozkład jazdy na najbliższe tygodnie. Pamiętajcie proszę o tym, że choć podczas procesu tworzenia rankingu odbywam dziesiątki niezwykle inspirujących rozmów, wszystkie ostateczne werdykty są tutaj podejmowane jednoosobowo. Z tego powodu są one w sposób naturalny nacechowane subiektywnymi odczuciami i nawet jeśli jak zawsze dołożyłem wszelkich starań, aby zachować całkowitą bezstronność, to zachęcam do traktowania ich wyłącznie w charakterze zabawy mającej jednak na celu docenienie boiskowych osiągnięć poszczególnych zawodniczek i klubów. Nie zamierzam absolutnie protestować, jeżeli ktokolwiek z was z proponowaną zwyciężczynią lub nominacją się nie zgadza, a wręcz będę niesamowicie wdzięczny za podzielenie się swoimi uwagami oraz argumentacją. Bo sport, podobnie zresztą jak na przykład sztuka, różni się od nauk ścisłych tym, że w naszym świecie jak najbardziej może istnieć więcej niż jedno prawidłowe rozwiązanie, a wielu kluczowych kwestii zwyczajnie nie da się statystycznie zmierzyć.

Skoro jednak wstęp mamy za sobą, to najwyższy czas oddać pole tym, którzy dokonaniami w ostatnich miesiącach zasłużyli na to, aby tutaj się znaleźć. Poznajcie proszę komplet nominacji w sześciu tegorocznych kategoriach, a także plan działania na pierwsze dni nowego roku 2024.

Nu kör vi!


Zagraniczna gwiazda Damallsvenskan

(prezentacja zwyciężczyni – 25. grudnia)

nom1


Mecz roku

(prezentacja zwycięzcy – 26. grudnia)

nom2


Progres roku

(prezentacja zwyciężczyni – 27. grudnia)

nom3


Trener(ka) roku

(prezentacja zwycięzcy/zwyciężczyni – 28. grudnia)

nom4


Odkrycie roku

(prezentacja zwyciężczyni – 29. grudnia)

nom5


Piłkarka roku

(prezentacja zwyciężczyni – 30. grudnia)

nom6


Szwedzkie TOP-50 – rozkład jazdy:

4. stycznia 2025 – TOP bramkarki 2024

6. stycznia 2025 – TOP obrończynie 2024

9. stycznia 2025 – TOP pomocniczki 2024

12. stycznia 2025 – TOP napastniczki/skrzydłowe 2024


A do spraw bieżących wrócimy jak zawsze w połowie stycznia (najpewniej w okolicach 16.01.2025) szczegółowym raportem aktualizującym zimowe okienko transferowe w wykonaniu każdego z czternastu klubów Damallsvenskan. Trzymajcie się więc cieplutko w tej zimowej aurze i nie zapomnijcie, aby podczas hucznych, noworocznych celebracji znaleźć chwilkę dla szwedzkiej piłki i dla tych, dzięki którym miniony rok okazał się nieco bardziej kolorowy. Dobrej zabawy i do napisania niebawem!

Wiktoria wiedeńska

GfGayVEXEAAwH6P

Zwycięstwo na początek, zwycięstwo na koniec. Piłkarki z Södermalm zamknęły fazę grupową Ligi Mistrzyń sympatyczną klamrą (Fot. Hammarby IF)

W jakim celu można udać się w połowie grudnia do malowniczego Wiednia? Po pierwsze – aby odwiedzić słynny na całą Europę niezwykle efektowny jarmark bożonarodzeniowy. Po drugie – aby skosztować pyszną, intensywnie jabłkową szarlotkę, przygotowaną według pilnie strzeżonego przepisu. Po trzecie – aby rzucić się w wir połączonej z porządnym zastrzykiem adrenaliny zabawy w równie monumentalnym, co energetycznym Praterze. Po czwarte – aby obejrzeć swój klub w meczu ostatniej kolejki fazy grupowej tegorocznej Ligi Mistrzyń. Każdy powód wydaje się być dobry, ale trzeba przyznać, że szukający miłego akcentu na koniec swojej pierwszej, europejskiej przygody fani z Södermalm, motywację mieli jednak wyjątkową. A ponieważ także piłkarki w zielono-białych strojach postanowiły tę atmosferę wielkiego święta jeszcze podbić, to środowy wieczór w zasadzie od chwili, gdy na murawie Viola Park wybrzmiał pierwszy gwizdek bułgarskiej sędzi, upływał nam naprawdę przyjemnie. A z każdą kolejną minutą w szwedzkim obozie i na szwedzkich sektorach robiło się jeszcze głośniej, radośniej i bardziej wyjątkowo.

Pierwsza połowa przyniosła nam klasyczny one-way-traffic, gra toczyła się niemal wyłącznie na bramkę Cariny Schlüter, wobec czego debiutująca w tych rozgrywkach Moa Edrud miała stosunkowo łagodne przywitanie z wielkim, europejskim futbolem. Pod bramką gospodyń działo się za to zdecydowanie więcej i już po sześciu minutach gry Julie Blakstad powinna wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, finalizując kapitalną akcję Smilli Vallotto. Wtedy do pełni szczęścia zabrakło kilkudziesięciu centymetrów, ale niespełna kwadrans później już nic nie było w stanie uratować mistrzyń Austrii przed utratą gola. A mówiąc precyzyjnie nawet dwóch, gdyż podopieczne trenera Sjögrena potrzebowały zaledwie 120 sekund, aby całkowicie ułożyć ten mecz pod swoje dyktando. Co godne pochwały, oba trafienia były efektem składnych zespołowych akcji Bajen, a dodatkowo wyszła nam z tego naprawdę sympatyczna sztafeta pokoleń. W pierwszej sytuacji główną architektką okazała się bowiem żegnająca się dziś z Hammarby doświadczona, ponad 100-krotna reprezentantka Szwecji Jonna Andersson, w drugiej natomiast młodsza od niej o ponad dekadę, całkiem zasadnie nazywana przez wielu przyszłością Hammarby Smilla Holmberg. Dwie generacje sztokholmskiej piłki, dwie wspaniałe boczne defensorki i symboliczne przekazanie pałeczki na największej, europejskiej scenie – taki scenariusz napisał się na naszych oczach, udowadniając niejako, że życie bywa czasami najlepszym reżyserem. Żałować możemy jedynie, że pomimo naprawdę niepodważalnej dominacji, dwubramkowego prowadzenia nie udało się jeszcze przed przerwą podwyższyć, gdyż po zmianie stron gospodynie z Sankt Pölten pojawiły się na murawie w kompletnie odmienionej wersji.

Być może była to kwestia murawy, być może meczowego rytmu lub jego braku, a być może kombinacja wielu znanych i nieznanych nam czynników, ale faktem jest, że rezerwowa Mateja Zver dała sygnał, który jej koleżanki błyskawicznie i bezbłędnie odczytały. I od tego właśnie momentu zrobiło się nam na Viola Park naprawdę ciekawe meczycho, w którym obie ekipy miały swoje aktywa i argumenty. 36-letnia Słowenka grała rzecz jasna pierwsze skrzypce w poczynaniach mistrzyń Austrii, ale Melanie Brunnthaler oraz Valentina Mädl sekundowały jej na tyle dzielnie, że sztokholmska defensywa musiała wreszcie mieć się na baczności. Bomba Zver w poprzeczkę bramki Edrud była jedynie ostrzeżeniem i choć nie nastąpiła po nim nawałnica ataków ze strony gospodyń, to jednak w duchu dziękowaliśmy losowi, że Holmberg, Andersson, a także ustawione na środku defensywy Alice Carlsson oraz Eva Nyström prezentowały się dziś nadzwyczaj pewnie i pomimo sugerującej wiele pory roku nie były im w głowach zabawy w świętego Mikołaja. Uważnością cały czas musiała wykazywać się także formacja obronna z Sankt Pölten, gdyż zarówno Vallotto, jak i Emilie Joramo, przynajmniej kilkukrotnie próbowały przechytrzyć rywalki firmowym, prostopadłym podaniem i trzeba oddać, że jeden raz prawie dotarło ono do adresatki. Meczu jednak definitywnie zamknąć się nie udało, a gdy po centrze Zver z rzutu rożnego i potężnym zamieszaniu w szesnastce Bajen na 1-2 trafiła Kamila Dubcova (ładny strzał pod poprzeczkę, choć jak najbardziej w zasięgu bramkarki), poziom napięcia znów podskoczył o kilka poziomów na naszej skali. A gdy dosłownie po chwili oko w oko w Edrud stanęła inna rezerwowa SKN Chorwatka Andrea Glibo, rozradowani przez niemal cały dzień sztokholmscy fani z pewnością momentalnie poczuli przyspieszone bicie serc. Charyzmatyczna golkiperka perfekcyjnie skróciła jednak kąt i tego wieczora nie dała się już pokonać żadnej z rywalek. Gole nie padły już także po drugiej stronie, lecz pudła Miyagawy czy Blakstad tym razem nie niosły za sobą żadnych konsekwencji, a Hammarby w stu procentach wypełnił postawiony przed klubem plan na historyczną, europejską jesień. Rankingowo także wszystko nam się spięło i przez kolejne dwa sezony niezmiennie oglądać będziemy w eliminacjach Ligi Mistrzyń aż trzy przedstawicielki Damallsvenskan, a przy korzystnych rozstrzygnięciach w innych ligach, FC Rosengård wciąż zachowuje szansę na bezpośrednią promocję do fazy ligowej przyszłorocznej UWCL. W Södermalm cieszą się jednak przede wszystkim własnym sukcesem i już planują, aby – zgodnie z ikoniczną oprawą sprzed dwóch miesięcy – niebawem ruszyć na podbój kolejnych, europejskich metropolii. W tym roku były zwycięskie powroty z Lizbony i Wiednia, lecz ten klub ma potencjał, aby okazało się to wyłącznie preludium do wspaniałej i znacznie bardziej okazałej piłkarsko-kibicowskiej symfonii.

sknhif


Końcowe tabele fazy grupowej Ligi Mistrzyń 2024-25:

Śpiewy, szczeniaczki i szwajcarskie kulki

Ge8CVClWAAAynzO

Finały piłkarskiego EURO w Szwajcarii mają kilka niezaprzeczalnych plusów. Do tych bardziej oczywistych zaliczają się kwestie logistyczne związane chociażby z niewielkimi odległościami pomiędzy miastami-gospodarzami, do tych kompletnie nieoczywistych należy chociażby fakt, że to właśnie w tym kraju spotykamy się zdecydowanie najczęściej przy okazji firmowanych znaczkiem UEFA losowań. Dzisiejsza ceremonia wyciągania kulek z ośmiu identycznych miseczek w najmniejszym stopniu nie wyprowadziła nas zatem ze strefy komfortu, a jedynym elementem zaskoczenia okazał się inaugurujący ją występ artystyczny, podczas którego wokalista co i raz próbował wzniecić na sali koncertowe wibracje. Niestety, skuteczność tych starań okazała się być podobna jak u typowej Stiny Blackstenius, bo wszyscy zebrani czekali już raczej na danie główne i żadna przystawka nie była im do szczęścia potrzebna. Nieco zgrabniej dałoby się też zapewne ograć prezentację maskotki, pucharu oraz oficjalnej piłki przyszłorocznych finałów, choć uczciwie przyznajmy, że poziom niezręczności nie dobił do poziomu sprzed dekady, kiedy to kanadyjscy organizatorzy zaprezentowali nam cokolwiek nieskładny taniec w wykonaniu białej sowy imieniem Chouette. Inna kwestia, że sympatyczna Maddli ma potencjał, aby stać się jednym z absolutnych hitów nadchodzącego lata, a już sam fakt bycia słodkim szczeniaczkiem zauważalnie obniża jej próg wejścia do serc fanów futbolu z całego kontynentu. I nie tylko, bo jak dumnie obwieściła Nadine Kessler, popyt na bilety na szwajcarskie EURO zaobserwowano także w Ameryce i Oceanii. No i super, wszystkich chętnych oczywiście gorąco zapraszamy.

Co do samego losowania, to zaskoczeń w zasadzie nie zaobserwowano. Norwegia tradycyjnie zasiliła zdecydowanie najsłabszą na papierze grupę, a w niej zagwarantowała sobie najbardziej sprzyjający terminarz. Francja, Anglia i Holandia wskoczyły na siebie, a przy okazji na debiutującą na tym poziomie Walię, która teraz może się zastanawiać, czy może taktycznie nie dałoby się jednak puścić na turniej tych Irlandek, bo wyczekiwany przez dekady debiut może nieoczekiwanie okazać się niezwykle bolesny. Powody do radości i przedwczesnego rozpoczęcia świąteczno-noworocznych celebracji mają także w Italii, bo nie dość, że grupa zupełnie jak ta z Hammarby w tegorocznej Lidze Mistrzyń (Włoszki rzecz jasna w roli Manchesteru City), to jeszcze drabinka fazy pucharowej ułożyła się z ich perspektywy wprost idealnie. Od kilku miesięcy regularnie zastanawiamy się, czy Azzurre rzeczywiście wykonują na naszych oczach jakościowy skok i za kilka miesięcy nadarzy się okazja, aby tę tezę pozytywnie lub negatywnie zweryfikować. Bo oto ekipa trenera Soncina znalazła się może nie na autostradzie, ale z pewnością na drodze szybkiego ruchu do pierwszego w tym wieku realnego sukcesu w piłce reprezentacyjnej. No i wreszcie grupa C, która z oczywistych względów od tego momentu stała się nam najbliższa. Caroline Seger w ostatniej chwili postanowiła uratować temat, nie wsadzając swoich koleżanek na francusko-angielską minę, ale z Niemcami i Danią także nudy nie będzie. Znów trzeba wyciągnąć z szuflady teksty wspominające mundiale ’95 i ’03, a także niezapomniane z tysiąca powodów EURO ’13, znów z każdej szafki wyskakiwać będzie przemielona już chyba na popiół historia Pernille Harder i Magdaleny Eriksson, a co bardziej ambitni reporterzy dotrą nawet jej śladami do Linköping, gdzie miała ona swój początek. Kto wie, może w przypływie oryginalności ktoś zdecyduje się nawet wysłuchać historii bohaterki z Gamla Ullevi Stiny Lykke Petersen lub wspomnieć o najbardziej nieprawdopodobnych barażach i dniu, w którym całą Szwecję uratowała Charlotte Rohlin (nota bene, także idealna bohaterka potencjalnie inspirujących tekstów). Pewną nowością jest w tym całym zamieszaniu reprezentacja Polski, czyli drużyna stanowiąca znak zapytania chyba nawet dla jej sympatyków. Bo niby z jednej strony mówimy o zespole prowadzonym w bój przez jedną z czołowych piłkarek globu, która bynajmniej nie jest w swoich dążeniach osamotniona, a z drugiej mamy świeżo w pamięci ciąg kompromitujących występów polskiej defensywy w zakończonych właśnie eliminacjach. I jeżeli w tym zakresie nie nastąpi w najbliższych miesiącach wyraźna poprawa (a wielu okazji do testów podopieczne selekcjonerki Patalon w związku z występami w grupie B Ligi Narodów mieć nie będą), to zderzenie z poważnym, turniejowym może okazać się dla debiutantek bardzo nieprzyjemne.

W sporcie, jak i w życiu, pół roku to jednak szmat czasu, więc analizę ewentualnych szans i zagrożeń zostawimy sobie na później. Dziś możemy już natomiast przedstawić plan gier szwedzkiej kadry w fazie grupowej EURO ’25, bo to zawsze znak, że oto można (a nawet wypada) rozpocząć nieco bardziej szczegółowe planowanie. Szwajcario, nadjeżdżamy, tam przynajmniej na pewno nas z nikim nie pomylą!

VS_NotSwitzerland_Press_01_High_CMSTemplate.max-1200x630


Terminarz reprezentacji Szwecji – faza grupowa EURO 2025:

4. lipca – Szwecja vs Dania (Genewa)

8. lipca – Szwecja vs Polska (Lucerna)

12. lipca – Szwecja vs Niemcy (Zurych)