Sparingowe ostatki

nr-15

Fot. Peter Jonsson

Nowa formuła Pucharu Szwecji wprowadziła nieco zmian do krajowego terminarza, a jedną z nich było dość znaczące skrócenie okresu przygotowawczego, podczas którego rozgrywa się wyłącznie mecze towarzyskie. W tym roku, szesnastu wciąż pozostałych w grze szczęśliwców jeszcze przed końcem drugiej dekady lutego będzie miało za sobą dwa mecze o stawkę, których pod żadnym pozorem nie można potraktować szkoleniowo, jeśli oczywiście marzy się o awansie do fazy pucharowej. Nic więc dziwnego, że w miniony weekend mogliśmy obejrzeć w akcji właściwie całą szwedzką czołówkę i choć gra tym razem jeszcze nie toczyła się o bezcenne punkty, poziom emocji i zaangażowania wydawał się być wyraźnie wyższy niż zazwyczaj miało to miejsce na przełomie stycznia i lutego. Oto przegląd piłkarskich wydarzeń od Skanii po Laponię:

Mistrzynie z Linköping postanowiły odwiedzić stolicę i pod wodzą nowego trenera Marcusa Walfridsona sprawdziły swoje aktualne umiejętności na tle Djurgården. Interesujący pojedynek zakończył się ostatecznie remisem 1-1 (gole Sørensen oraz Jalkerud), choć o żadnej z jego połów nie można powiedzieć, że była wyrównana. W pierwszej dominowały sztokholmianki, które już bez Schmidt, ale za to z Diaz i Helin, wciąż mogą pochwalić się jedną z najlepszych drugich linii w Damallsvenskan. Po przerwie, zdecydowanie więcej pracy miała za to Gudbjörg Gunnarsdottir, którą próbowała niepokoić między innymi powoli odnajdująca zagubioną gdzieś jesienią formę Marija Banusic. Wydaje się jednak, że rozegrany – co godne podkreślenia – na bardzo przyzwoitym tempie sparing okazał się niezwykle pożyteczny dla obu stron.

Bardzo podobny przebieg miało także starcie Rosengård i Brøndby, które zresztą zakończyło się identycznym wynikiem. Do przerwy podopieczne Jonasa Eidevalla całkowicie kontrolowały boiskowe wydarzenia, ale po niej (oraz po dokonaniu przez obie ekipy wymiany niemal całych jedenastek) do głosu coraz wyraźniej dochodzić zaczęły mistrzynie Danii. Warto podkreślić, że w barwach Brøndby wystąpiły w tym meczu aż cztery szwedzkie piłkarki i każda z nich reprezentowała w przeszłości zespół z Malmö. Drobne niepowodzenie w pierwszym sparingu, Rosengård powetował sobie z nawiązką kilka dni później, gromiąc aż 8-1 beniaminka z Kalmar. Łupem bramkowym podzieliły się Troelsgaard, Mittag, Utland (obiecujące wejście do drużyny doświadczonej Norweżki), Björn oraz Harrysson, ale mnóstwo pochwał za swoją grę zebrały także zaskakująco łatwo odnajdujące się na placu Ali Riley i Fiona Brown. W ostatnich minutach honorowe trafienie dla osłabionej tego dnia brakiem chociażby Dieke, Pratt, czy Johansson Prakt ekipy znad Bałtyku zapisała na swoim koncie Bergkvist, ale trudno nie zgodzić się w wygłoszoną tuż po końcowym gwizdku przez Elsę Karlsson opinią, że potyczka z FCR była dla jej drużyny bolesną lekcją pierwszoligowej piłki.

Intensywny okres mają za sobą także w Hammarby, ale akurat tam więcej niż o piłkarkach mówiło się ostatnio o kibicach Bajen. Zainicjowana przez Pernillę Olsson, Mię Lindberg oraz Annę Wester zbiórka pieniędzy mająca na celu zasilenie budżetu klubu na sezon 2018 szybko stała się w Sztokholmie i okolicach sporym wydarzeniem i zamiast deklarowanych 150, w niespełna pięć dni udało się zebrać aż 420 tysięcy koron! Te liczby dobitnie pokazują jak wielkie jest zapotrzebowanie na najwyższej klasy futbol w Södermalm, a my – bez względu na sympatie klubowe – możemy się z tego tylko cieszyć. Jak w tym samym czasie radziły sobie piłkarki Hammarby? Raczej dobrze; najpierw po golu Sjöberg pokonały na wyjeździe fińskie HJK, a następnie – po indywidualnej akcji i trafieniu Jansson – długo prowadziły w takim samym stosunku z Eskilstuną. Dwa gole niesamowitej Lorety Kullashi w decydującej fazie meczu sprawiły jednak, że na Tunavallen ze zwycięstwa ostatecznie cieszyły się zawodniczki United.

Sporo działo się również w Göteborgu, gdzie już chyba na dobre zapomnieli o katastrofalnym sezonie 2017. Oprócz Olivii Schough do klubu z Västergötland powróciła także mistrzyni Europy z reprezentacją Holandii Loes Geurts, która znów będzie rywalizowała o miejsce między słupkami bramki KGFC z Jennifer Falk, a za rozgrywanie kluczowych piłek obok Elin Rubensson odpowiadać będzie powoływana ostatnio do kadry Petera Gerhardssona Julia Roddar. Nastroje w klubie poprawiło ponadto odniesione w niezłym stylu zwycięstwo nad celującą w miejsce na podium Toppserien norweską Vålerengą (2-0, gole Engman i Schough), ale porażka ze stałym sparingpartnerem – Fortuną Hjørring (1-3, honorowy gol Curmark) pokazała, że nowy trener Marcus Lantz przed meczami o punkty i tak będzie musiał znaleźć właściwą odpowiedź na wiele pytań. Tym bardziej, że lista kontuzjowanych piłkarek w największym mieście zachodniej Szwecji z tygodnia na tydzień robi się coraz dłuższa.

Z urazami kluczowych zawodniczek zmierzyć musi się również tymczasowy opiekun Piteå – Fredrik Söderholm. Póki co, bez między innymi Elin Bragnum (nie wróci do gry wcześniej niż jesienią) oraz Faith Ikidi (już rozpoczęła lekkie treningi) prowadzony przez niego zespół tradycyjnie otworzył rok starciem z juniorami Luleå i tym razem zakończyło się ono wynikiem nierozstrzygniętym (2-2). Podobnie było także w Växjö, gdzie po dwóch niemal identycznych golach autorstwa odpowiednio Nordin oraz Adolfsson beniaminek ze Småland zremisował 1-1 z Vittsjö. Nie próznowały także pozostałe ekipy ze Skanii: Limhamn Bunkeflo ze świetnie dysponowaną Anną Welin w składzie pokonał 3-1 duński Ballerup, zaś starcie Kristianstad z Brøndby zakończyło się w cieniu kontuzji reprezentantki Belgii Tine Schryvers, przed którą kolejna już w karierze walka o powrót na piłkarskie boiska.

Kill Phil?

2183 (1)

Fot. The Guardian

The Times They Are a-Changin’ – śpiewała Pia Sundhage po tym, jak prowadzona przez nią drużyna wywalczyła chyba najbardziej nieprawdopodobny srebrny medal w historii nowożytnych Igrzysk Olimpijskich. Jak wiadomo, zmiany to nieodłączny element naszej codzienności i często bywa tak, że przynoszą one pozytywne skutki nie tylko reprezentacji. Zdarzają się jednak również takie przypadki, że ich efekt jest dokładnie odwrotny od zamierzonego, a pierwszą reakcją na wprowadzenie nowych reguł są nie oklaski, a złość, bunt i niedowierzanie. Doskonale wiedzą o tym politycy czy prawnicy, którzy nierzadko muszą tłumaczyć się opinii publicznej ze swoich cokolwiek kontrowersyjnych pomysłów, ale i świat futbolu nie pozostaje absolutnie wolny od takich praktyk.

W ostatnich miesiącach prym wiodą w nich Anglicy, choć aby lepiej wczuć się w obecną sytuację, musielibyśmy cofnąć się w czasie do momentu, w którym światło dzienne ujrzała sprawa rzekomego rasizmu w angielskiej kadrze, nazywana przeze mnie Alukogate. Przypomnijmy, że napastniczka Chelsea wraz ze swoją koleżanką klubową Drew Spence oraz znaną z licznych konfliktów z kolejnymi trener(k)ami Lianne Sanderson zgodnie utrzymywały, że Mark Sampson, a także członkowie jego sztabu, wielokrotnie dopuszczali się zachowań, które ich zdaniem były modelowymi przykładami dyskryminacji na tle rasowym. Oskarżenia i zarzuty wyglądały więc niezwykle poważnie, ale pomimo trzech niezależnych dochodzeń to nie one, lecz historia z czasów pracy walijskiego szkoleniowca w Bristolu, ostatecznie doprowadziła do odwołania go z funkcji selekcjonera reprezentacji Anglii.

W tym właśnie momencie na scenę wkracza nasz główny bohater, gdyż skoro FA jednego trenera się pozbyła (i to w nie do końca sprzyjających okolicznościach), to stało się jasne, że trzeba rozejrzeć się za jego potencjalnym następcą. Na giełdzie nazwisk spekulowano o nowym wyzwaniu dla Johna Herdmana, Mo Marley lub Emmy Hayes, ale kolejne dni upływały, lista stawała się coraz krótsza, a oficjalnego stanowiska federacji wciąż nie znaliśmy. W pewnym momencie na pierwszy plan wysunęło się jednak nazwisko człowieka, którego doświadczenie trenerskie ograniczało się do zaledwie jednego meczu na siódmym poziomie rozgrywkowym.  Co gorsza, on sam jeszcze kilka tygodni wcześniej nie wyrażał najmniejszego zainteresowania posadą selekcjonera reprezentacji Anglii. Brzmi intrygująco? Zdecydowanie tak, wszak mówimy o poważnej organizacji, która sama o sobie mówi, że ma ambicje wyznaczać trendy we współczesnym futbolu. Pozostaje więc zastanowić się jakie wdzięki ma w sobie pan Philip John Neville, że przedstawiciele FA aż do tego stopnia postanowili zabiegać o jego względy.

Niektórzy twierdzą, że jednym z głównych atutów Neville’a jest jego wspaniała przeszłość piłkarska. Cóż, nie jestem w stanie ocenić jego boiskowych wyczynów, ale opierając się wyłącznie na danych mi dostępnych, bez większych problemów jestem w stanie wskazać selekcjonerów ze zdecydowanie bardziej imponującą karierą zawodniczą (Pia Sundhage, Carolina Morace, Silvia Neid lub Antonio Cabrini – mistrz świata 1982 z reprezentacją Włoch). Jasne, 59 meczów dla Anglii to całkiem spory kapitał, ale nie przesadzajmy – złośliwi mogą powiedzieć, że z tym dorobkiem nawet we własnej rodzinie Phil nie wspiąłby się wyżej niż na najniższy stopień podium. Inna sprawa, że akurat w przypadku wyboru selekcjonera najważniejszej drużyny w kraju, nawet największe doświadczenie z gry na najwyższym poziomie nigdy nie powinno być głównym kryterium selekcyjnym (choć jak najbardziej może ono stanowić duży, dodatkowy atut). Skoro jednak w FA postanowili podjąć ryzyko, stawiając na niesprawdzonego i nieoczywistego kandydata, nam pozostaje tę decyzję zaakceptować. Tym bardziej, że niejednokrotnie mieliśmy już okazję przekonać się, iż logika w futbolu nie zawsze bierze górę, a zagrywki z gatunku tych najbardziej ryzykownych w pojedynczych przypadkach okazują się ostatecznie złotymi strzałami. Istnieje jednak jeden powód, który w mojej opinii powinien automatycznie dyskwalifikować Phila Neville’a jako potencjalnego selekcjonera angielskich Lwic i nie jest nim bynajmniej brak odpowiednich kwalifikacji. Z tego właśnie powodu zdecydowałem się nazwać nominację Neville’a największą pomyłką FA i bez względu na jego ewentualne sukcesy lub porażki, zdania w tej kwestii nie zmienię.

Nie mam pojęcia, czy Phil Neville rzeczywiście wyznaje na co dzień poglądy niebezpiecznie ocierające się o seksizm i szowinizm. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje jednak to, że zarówno swoją aktywnością na portalach społecznościowych, jak i komentarzami wygłaszanymi w przestrzeni publicznej, wielokrotnie przynajmniej stwarzał pozory, że tak właśnie jest. Nie jestem i nigdy nie będę w stanie stwierdzić, czy owe kontrowersyjne wpisy i wypowiedzi były odbiciem jego osobowości, chęcią wzbudzenia kontrowersji, czy może nieudolną próbą popisania się przed dawnymi kolegami z szatni, ale bez względu na to, która z opcji jest prawdziwa – mówimy tu o zachowaniu, na które nigdy nie powinno być zgody. Niestety, wbrew temu, co niebezpośrednio starał się sugerować sam zainteresowany, nie chodziło tu o robienie afery z powodu jednego, mało rozważnego tweeta sprzed wielu lat, lecz o konsekwentnie prezentowaną przez pana Neville’a postawę charakteryzującą się brakiem elementarnego szacunku do kobiet, ze szczególnym uwzględnieniem tych uprawiających sport (co – chociażby przez wzgląd na karierę jego siostry bliźniaczki – powinno raczej dziwić). Jasne, poglądy mogą ewoluować, ale warto zastanowić się, czy powierzanie opieki nad najlepszymi piłkarkami w kraju komuś, kto dosłownie chwilę temu nie respektował ani ich samych, ani wykonywanej przez nich pracy, było rzeczywiście właściwym posunięciem. Odpowiedź jest tu chyba oczywista.

Wspomniałem już, że wybór Neville’a na stanowisko selekcjonera zawsze będzie postrzegany przeze mnie jako olbrzymi błąd FA, ale nie jest to bynajmniej równoznaczne z tym, że ucieszy mnie jego zawodowa porażka i błyskawiczne pożegnanie się z posadą. W zasadzie, byłbym nawet bliższy stwierdzenia, że jest dokładnie odwrotnie, gdyż zdecydowanie większą satysfakcję sprawi mi obserwowanie, jak pan Neville każdego kolejnego dnia będzie przekonywał się, że te niegdyś tak bardzo wyszydzane przez niego kobiety jednak potrafią kopać, strzelać i dryblować. Że ich boiskowe popisy zasługują nie tylko na szacunek, ale często również na podziw. Nie zaprzeczę, że uśmiechnąłem się (choć w podobnych sytuacjach nie zwykłem tego robić), gdy angielskie media upubliczniły zapiski nowego selekcjonera, który to właśnie dowiedział się, że Alex Greenwood ma świetną lewą nogę, a Sophie Ingle jest Walijką. Oczywiście, o takich rzeczach pan Neville powinien wiedzieć na wiele lat przed objęciem obecnego stanowiska, ale czasu – jak wiadomo – cofnąć się nie da, a obserwowanie 41-latka z Manchesteru, który w tydzień obskoczył więcej ligowych stadionów niż swego czasu Marika Domanski czy Pia Sundhage podczas całej rundy, niewątpliwie miało swój urok. Teraz pozostaje jedynie mieć nadzieję, że najbliższe tygodnie, miesiące i lata będą dla nowego selekcjonera niekończącą się lekcją pokory, z której on sam wyciągnie odpowiednie wnioski i – jak to miewał w zwyczaju – podzieli się nimi z opinią publiczną, podkreślając jak bardzo był kiedyś niedojrzały. A zatem: powodzenia, Phil! Gdyby to zależało ode mnie, nawet nie zakręciłbyś się w pobliżu tego stanowiska. Jednak, skoro już jesteś tu, gdzie jesteś, to proszę – nie spieprz tego!

Zagrają w świetle nocy

vilhelm_stokstad

Czy w nocy z 16. na 17. czerwca piłkarki z Piteå też będą sobie gratulować? (Fot. Vilhelm Stokstad)

Zastanawialiście się kiedykolwiek, jak mógłby wyglądać ligowy mecz kończący się o północy w blasku letniego, polarnego słońca? Jeśli tak, to już za niespełna pięć miesięcy będziecie mogli przekonać się na własne oczy! 16. czerwca 2018, około godziny 22:00, na stadionie w Kirunie rozpocznie się bowiem mecz, który bez względu na jego ostateczne rozstrzygnięcie i tak przejdzie do historii nie tylko Damallsvenskan, ale i całej szwedzkiej piłki.

Idea, aby futbol w pierwszoligowym wydaniu zagościł daleko za kołem podbiegunowym, narodziła się w głowie pochodzącego z Laponii Nilkasa Myhra. Mieszkający aktualnie w Kalifornii profesor uniwersytetu Chapman piłkarkom z Piteå kibicuje od wielu lat, a organizacja Polarnego Meczu jest jego zdaniem doskonałą okazją na jeszcze większą promocję klubu wśród lokalnych społeczności. Zgadza się, że Piteå jest zbyt małym ośrodkiem, aby samodzielnie utrzymać drużynę w czołówce Damallsvenskan, ale czemu nie wziąć przykładu z hokeistów z Luleå i nie zbudować zespołu, który będzie reprezentantem całego regionu? – pyta retorycznie Myhr i dodaje – Cieszę się, że klub zdecydował się rozegrać tak istotny mecz w świetle nocy i nie mam najmniejszych wątpliwości, że będzie to niezapomniane wydarzenie.

Podekscytowani możliwością bycia częścią tego historycznego widowiska są także w Kirunie. Miasto, o którym dotychczas w krajowych i zagranicznych mediach mówiło się głównie ze względu na charakterystyczną lokalizację lub będący jego nieformalną wizytówką lodowy hotel, tym razem znalazło się w centrum uwagi z całkiem innych powodów. Tak, to będzie zdecydowanie największe wydarzenie sportowe w Kirunie od wielu lat – podkreśla Tommy Stridsman, prezes Kiruna FF. Dołożymy oczywiście wszelkich starań, aby nasza współpraca z klubem z Piteå oraz wszystkimi stronami zaangażowanymi w ten projekt przebiegała bez zarzutu. Jesteśmy zaszczyceni, że mieszkańcy Kiruny będą mogli zobaczyć u siebie światowej klasy piłkarki i zrobimy wszystko, aby ten dzień stał się dla nich prawdziwym świętem futbolu – konkluduje.

Co ciekawe, do pomysłu nocnego, polarnego grania z wielkim entuzjazmem podchodzą nie tylko w Norrland, ale i w Skanii. Choć piłkarki FC Rosengård 16. czerwca ustanowią absolutny rekord kraju bez podziału na dywizje i dyscypliny (nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby szwedzka drużyna klubowa musiała pokonać aż 1850 kilometrów w drodze na ligowy mecz), nie to jest zdaniem Håkana Wifvessona istotą sprawy. Mówimy głośno i wyraźnie, że odczuwamy wielką dumę z bycia częścią tej inicjatywy. Nasz klub od zawsze starał się uczestniczyć w projektach mających na celu większą integrację społeczną i cudownie, że będziemy mogli dotrzeć z naszym przesłaniem również tam. Wiem, że bardzo wiele młodych dziewcząt marzy o wielkiej karierze piłkarskiej i mam nadzieję, że możliwość bezpośredniego kontaktu z idolkami będzie dla nich niezwykle motywującym doświadczeniem – kończy właściciel klubu z Malmö.

Skoro wszyscy są zadowoleni, to chyba pozostaje jedynie z niecierpliwością wyczekiwać tego wspaniałego, piłkarskiego święta w nietypowej scenerii, a szczęśliwcom, którzy obejrzą je z perspektywy trybun stadionu w Kirunie, życzyć niezapomnianych wrażeń, których – z przyczyn całkowicie obiektywnych – nigdy nie dostarczy im żaden Paryż, Londyn, czy inne Monachium.

Niech żyje! Szwedzka myśl szkoleniowa!

nff-signs-swedish-coach-thomas-dennerby-and-assistant-jorgen-petersson

Fot. Bildbyrån

Thomas Dennerby selekcjonerem reprezentacji Nigerii! Tak brzmiała może nie do końca sensacyjna, ale mimo wszystko dość niespodziewana wiadomość, która skutecznie rozgrzała w połowie stycznia szwedzkie środowisko piłkarskie. Trudno oczywiście poddawać w wątpliwość trenerskie kwalifikacje 58-latka ze Sztokholmu (nawiasem mówiąc, wielka szkoda, że tego samego nie da się powiedzieć o nowym opiekunie angielskiej kadry), ale jednak kraj ośmiokrotnych mistrzyń Afryki jest w przypadku Dennerby’ego wyborem stosunkowo nieoczywistym. Dlaczego? Cóż, chyba wszyscy mamy jeszcze doskonale w pamięci kanadyjski mundial i profesjonalizm to zdecydowanie ostatnie słowo, którym dałoby się scharakteryzować postępowanie członków nigeryjskiego sztabu na tej właśnie imprezie. Oczywiście, od wydarzeń w Winnipeg minęły już niemal trzy lata, co w futbolu może oznaczać wieczność, ale jednak ubiegłoroczne przepychanki zawodniczek oraz ich agentów z federacją, w efekcie których Nigeria nie rozegrała przez kilkanaście miesięcy żadnego oficjalnego meczu, każą z dość dużą rezerwą podchodzić do zapewnień o obyczajowej rewolucji, jaka miała się ostatnio dokonać w najlepszym piłkarsko kraju zachodniej Afryki.

Decyzja Dennerby’ego o podjęciu wyzwania skrajnie odmiennego od tych, które towarzyszyły mu w dotychczasowej karierze trenerskiej, wcale nie jest jednak aż tak irracjonalna, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Jeśli bowiem ktoś ma zaprowadzić porządek w związku, który jeszcze nie tak dawno wyrzucał piłkarki z reprezentacji tylko dlatego, że nie przyjechały na zgrupowanie, na które de facto przyjechać nie mogły, to były selekcjoner szwedzkiej kadry wydaje się tu jak najbardziej właściwym wyborem. Co ciekawe, podobnie zdają się rozumować także wewnątrz federacji, w związku z czym to sam Dennerby miał decydujący głos chociażby w doborze sztabu (pierwszym asystentem został ostatecznie Jörgen Pettersson). Warunkiem Nigeryjczyków było jedynie to, aby znalazło się w nim miejsce dla trojga miejscowych trenerów, co także wydaje się całkiem racjonalnym posunięciem. Czy faktycznie możemy zatem liczyć, że tym razem perspektywa nowego otwarcia jest faktycznie realna? Shehu Dikko, wiceprezes nigeryjskiej federacji, nie ma wątpliwości, że tak jest w istocie i zapowiada, że sięgnięcie po szwedzkiego selekcjonera to dopiero początek drogi mającej zaprowadzić jego rodaczki na szczyt nie tylko afrykańskiej, ale i światowej piłki. Co więcej, zdaniem Dikko, Dennerby ma również przyczynić się do przeniesienia skandynawskiego modelu szkolenia na afrykański grunt, co w prostej linii powinno doprowadzić do dynamicznego rozwoju regularnie zasilającej pierwszą reprezentację piłki młodzieżowej. Plany – jak widać – są więc całkiem konkretne i w przededniu oficjalnej prezentacji w nowej roli, pozostaje po prostu życzyć udającej się do Abudży szwedzkiej delegacji samych trafnych decyzji, a także mnóstwa siły w walce z problemami natury sportowej i pozasportowej. Już dziś możemy być pewni, że nazwiska Dennerby i Pettersson zapiszą się na kartach nigeryjskiego futbolu, ale dopiero przyszłość pokaże, czy staną się one synonimem wielkiego sukcesu, czy jeszcze większego skandalu. Wszelkie warianty pośrednie akurat w tym konkretnym przypadku wydają się być stosunkowo mało prawdopodobne.

******

kimm

Fot. Phoenix FC Pekin

Thomas Dennerby nie jest bynajmniej jedynym szwedzkim szkoleniowcem, który w kończącym się właśnie tygodniu zdecydował się na dość drastyczną zmianę miejsca zamieszkania. Kim Björkegren zdecydował się jednak na kierunek azjatycki, zamieniając mistrzowski, lecz znajdujący się w stanie permanentnej przebudowy Linköping, na spragnioną sukcesów chińską stolicę. Nazwa Phoenix FC Pekin dla większości sympatyków szwedzkiej piłki pozostaje wprawdzie całkowicie anonimowa, ale ambicje napędzanego pieniędzmi lokalnego potentata gazowego klubu sięgają zdecydowanie wyżej niż wskazywałyby na to ostatnie wyniki. W dwóch ostatnich sezonach zawodniczki ze stolicy kończyły bowiem zmagania w chińskiej Superlidze tuż nad kreską oznaczającą degradację, doznając przy tym wysokich porażek w prestiżowych nie tylko sportowo, ale i biznesowo, starciach z rywalkami z Dalian.

Chińska strona podkreśla, że Björkegren od samego początku był dla niej pierwszym wyborem, a zainteresowanie usługami szwedzkiego szkoleniowca wyrażał także jeden z klubów amerykańskiej NWSL. Zatrudnienie byłego opiekuna Linköping odbierane jest w Pekinie jako część długofalowej strategii, którą zapoczątkowała latem ubiegłego roku gruntowna modernizacja klubowych obiektów. Dzięki francuskiej myśli technicznej, już niebawem w miejscu olbrzymiego, choć nieco przestarzałego stadionu Xiannongtan ma powstać nowoczesna akademia, a dzięki szwedzkiej myśli szkoleniowej, schematycznie i mało atrakcyjnie grająca drużyna ma stać się rewelacją nadchodzących rozgrywek. Pierwsze spotkanie ze swoimi nowymi podopiecznymi czeka Björkegrena już jutro w Barcelonie, gdyż to właśnie tam ekipa z chińskiej stolicy przebywa na zimowym zgrupowaniu. Podobnie jak w przypadku Dennerby’ego, wypada zatem życzyć łagodnego lądowania w nowej rzeczywistości.

******

Klasyfikowanie trenerów na podstawie paszportu lub pochodzenia nie ma oczywiście najmniejszego sensu, ale zainteresowanie szwedzkimi specjalistami ze strony Azjatów i Afrykańczyków jak najbardziej wpisuje się w panujący obecnie na rynku trend. Nie zapominajmy bowiem, że podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy to właśnie Szwecja była najliczniej reprezentowaną wśród trenerów nacją, a kluczową postacią w sztabie amerykańskiej kadry niezmiennie pozostaje Tony Gustavsson. Tę wyliczankę można byłoby oczywiście jeszcze kontynuować i choć wszyscy mamy świadomość, że trendy ulegają cyklicznym zmianom, to warto docenić fakt, iż szwedzka myśl szkoleniowa właśnie teraz ma w skali globalnej swoje przedłużone pięć minut. I chyba nikt nie miałby nic przeciwko temu, aby trwało ono jak najdłużej!

Świeża krew w Damallsvenskan

norheim

Andrea Norheim zimą zamieniła Lyon na Piteå (Fot. Jærbladet)

Choć w ostatnich latach szeregi Damallsvenskan opuściło wiele czołowych zawodniczek, ruch transferowy na linii Szwecja – reszta świata nie jest bynajmniej ruchem jednokierunkowym. Trudno się zresztą temu dziwić, wszak liga, która z niebywałą regularnością kształtuje kolejne piłkarskie diamenty, a na dodatek kusi niespotykanym w innych krajach Europy wyrównanym poziomem występujących w niej drużyn, w sposób oczywisty staje się naturalnym wyborem dla ambitnych i szukających nowych wyzwań przyszłych gwiazd futbolowych aren. Nie inaczej było także i tej zimy i choć w Szwecji do zakończenia okienka transferowego pozostały jeszcze ponad dwa miesiące, to już dziś możemy powiedzieć, że wiosną na boiskach Damallsvenskan przywitamy wiele naprawdę ciekawych i interesujących piłkarek. Czy któraś z nich pójdzie tropem Ramony Bachmann, Pernilli Harder lub Lieke Martens i już w niedalekiej przyszłości stanie się ambasadorką naszej dyscypliny? Są na to całkiem duże szanse, gdyż poniższa lista obejmująca dziesięć najgorętszych szwedzkich transferów zimy 2017/18 niemal w całości zdominowana jest przez zawodniczki, które najlepsze lata swoich karier mają jeszcze przed sobą. A zatem – sprawdźmy komu już za kilka tygodni będziemy mogli powiedzieć välkommen:

mmt

Maria Møller Thomsen – wielka nadzieja duńskiej piłki (fot. Iver Tidemand)

10. Maria Møller Thomsen (Odense -> Limhamn Bunkeflo)

Oparta na żelaznym kwartecie Björklund – Kristjansdottir – Winberg – Wännerdahl defensywa zdecydowanie nie była w poprzednim sezonie najsilniejszą formacją beniaminka z Malmö i choć stary-nowy trener Otto Persson zapowiada, że nie zamierza robić w niej rewolucji, to klub ze stolicy Skanii od początku zimowego okienka rozglądał się za zawodniczkami, które mogłyby stanowić dla wymienionych tu piłkarek sensowną alternatywę. Efektem tych właśnie poszukiwań okazał się transfer dziewiętnastoletniej młodzieżowej reprezentantki Danii, która jesienią zagrała w pełnym wymiarze we wszystkich czternastu spotkaniach Odense, zbierając za swoje występy bardzo pozytywne recenzje.

9. Selina Henriksson (Umeå -> Piteå)

Może występować na boku defensywy, na wahadle, a w razie potrzeby nawet jako ofensywnie usposobiona skrzydłowa. Co istotne, w każdej z tych ról potrafi dać swojemu zespołowi coś ekstra. W minionym roku na dobre przebiła się do wyjściowej jedenastki ekipy z Västerbotten i z miejsca zaczęła odgrywać w niej kluczową rolę. Czy podobnie będzie także w Piteå? Trudno powiedzieć, ale wydaje się, że jest to jak najbardziej właściwy adres dla tej znajdującej się wciąż jeszcze na początku swojej futbolowej drogi, niezwykle utalentowanej dziewiętnastolatki.

8. Elin Åkerman (Uppsala -> Växjö)

Nie była może aż tak wielkim objawieniem zaplecza szwedzkiej ekstraklasy jak Chawinga, Kullashi, czy nieco wcześniej Jalkerud, ale jednak 26 goli i 9 asyst  w dwóch ostatnich sezonach to całkiem niezła wizytówka tej występującej przecież częściej na dziesiątce niż w pierwszej linii dwudziestolatki. Jeśli tylko dobrze zaaklimatyzuje się w kadrze beniaminka ze Småland i znajdzie wspólny język z Anną Anvegård, może stać się prawdziwym objawieniem ligi, choć nie możemy zapominać, że najpierw będzie musiała wyjść zwycięsko z wewnętrznej rywalizacji.

7. Lisa-Marie Utland (Røa -> Rosengård)

Jak zaczęła strzelać wiosną 2017, to nie przestała już to końca sezonu, zamykając go ostatecznie z imponującym dorobkiem siedemnastu goli. Jej zwyżkująca forma nie uszła uwadze ani Martina Sjögrena, który zabrał ją na finały EURO 2017, ani skautów FC Rosengård, którzy zimą sprowadzili ją do stolicy Skanii. Utland oczywiście nie jest najgłośniejszym nazwiskiem w kadrze dziesięciokrotnych mistrzyń Szwecji, ale historia – także ta najnowsza – uczy nas, że akurat w Malmö często odpalały niekoniecznie te piłkarki, z którymi wiązano największe nadzieje. Czy 25-letnia Norweżka wpisze się w ten trend i jak swego czasu Ali Riley czy Ella Masar podbije Damallsvenskan efektowną szarżą?

hon

Rakel Hönudottir na islandzkich boiskach często górowała nad rywalkami (Fot. blikar.is)

6. Rakel Hönnudottir (Breithablik -> Limhamn Bunkeflo)

Nie najstarsza, ale z pewnością zdecydowanie najbardziej doświadczona w tym gronie. Na rodzinnej Islandii wygrała już wszystko i w przededniu trzydziestych urodzin zdecydowała się otworzyć zupełnie nowy etap swojej kariery. Trzykrotnie uczestniczyła w finałach mistrzostw Europy, reprezentacyjną koszulkę zakładała już prawie dziewięćdziesiąt razy, a teraz – wraz z Mią Persson – ma odpowiadać za zdobywanie goli w Limhamn Bunkeflo. Na papierze ten duet sprawia wrażenie świetnie zestawionego, ale jak to zwykle bywa, prawdziwa weryfikacja tego transferu nastąpi dopiero na zielonej murawie.

5. Josefine Rybrink (Kungsbacka -> Kristianstad)

O zespole z Kristianstad można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że ma problemy ze stoperkami. Duet Atladottir – Ivarsson okazał się na tyle skuteczny, że problemy z jego sforsowaniem miała nawet Tabitha Chawinga, a przecież w razie potrzeby na środku obrony zagrać może również przestawiona niedawno (z powodzeniem) na lewą flankę Mia Carlsson. Skoro jednak pojawiła się możliwość ściągnięcia do wschodniej Skanii najbardziej obiecującej defensorki młodego pokolenia w szwedzkiej piłce, to nieodpowiedzialnością byłoby z niej nie skorzystać. O dwudziestolatce z Kungsbacki w ostatnim półroczu pisano wyłącznie w samych superlatywach i wydaje się, że akurat ona – jak mało która z jej rówieśniczek – jest już w pełni gotowa na zderzenie z pierwszoligową rzeczywistością.

4. Katie Fraine (Avaldsnes -> Växjö)

Jedyna trzydziestolatka w tym zestawieniu i jednocześnie nasza bardzo dobra znajoma. Na szwedzkich boiskach rozegrała już ponad sto spotkań, ale po mniej lub bardziej udanych przygodach z Mallbacken, Linköping oraz Vittsjö, zdecydowała się na transfer do norweskiego Avaldsnes. Tam wiodło się jej na ogół dobrze; sięgnęła po puchar kraju, a także dostąpiła zaszczytu występu w Lidze Mistrzyń, gdzie broniła między innymi strzały piłkarek Barcelony, ale perspektywa gry dla beniaminka ze Småland okazała się na tyle kusząca, że warto było porzucić dla niej europejskie salony. W Växjö pokładają w golkiperce w Florydy naprawdę spore nadzieje, wszak ze względu na jej doświadczenie ten transfer obarczony jest naprawdę małym ryzykiem.

3. Ingrid Ryland (Avaldsnes -> Djurgården)

Srebrna medalistka EURO 2013, uczestniczka tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń i wieloletnia gwiazda norweskiej Toppserien z pewnością liczy na to, iż drugi w jej karierze zagraniczny transfer okaże się zdecydowanie bardziej udany niż ten pierwszy. Z tym akurat nie powinno być najmniejszego problemu, bo o ile pobyt w angielskim Liverpoolu zakończył się powrotem do kraju po ośmiu mało spektakularnych występach, o tyle w Sztokholmie mają nadzieję, że 28-latka z Førde zostanie najlepszą prawą defensorką w Damallsvenskan i wraz z Ekroth, van den Bulk oraz Sigurthardottir stworzy najbardziej szczelną formację defensywną w całej lidze. Dodajmy tylko, że te całkiem ambitne plany stołecznych włodarzy i kibiców absolutnie nie są pozbawione racjonalnych przesłanek.

nordin

Jennie Nordin ma za sobą świetny sezon na boiskach norweskiej Toppserien (Fot. Bildbyrån)

2. Jennie Nordin (Vålerenga -> Växjö)

Postawa stołecznej Vålerengi była chyba największym rozczarowaniem sezonu 2017 w norweskiej ekstraklasie, ale akurat do gry 24-letniej obrończyni nikt w Oslo nie zgłaszał najmniejszych zastrzeżeń. Była piłkarka AIK oraz Linköping nie tylko wielokrotnie naprawiała błędy koleżanek z formacji defensywnej, ale także okazywała się niezwykle pomocna przy ofensywnych stałych fragmentach, które aż czterokrotnie zamieniała na gola. Niestety, zdecydowanie najlepszy sezon w karierze nie zaowocował powołaniem do reprezentacji, o które Nordin spróbuje teraz powalczyć już w barwach nieukrywającego wysokich ambicji beniaminka. Czy ze Småland droga do kadry Petera Gerhardssona rzeczywiście okaże się krótsza niż z norweskiej stolicy?

1. Andrea Norheim (Lyon -> Piteå)

Jeżeli w wieku siedemnastu lat dostajesz propozycje gry dla najlepszego klubowego zespołu świata, absolutnie nie możesz być przypadkową piłkarką. Jeżeli niespełna dwa lata później, decydujesz się zamienić wielki Lyon na małe, lapońskie miasteczko pod kołem podbiegunowym, z pewnością nie brakuje ci ani odwagi, ani ambicji. Osiemastoletnia Norheim to bez wątpienia jeden z największych brylantów nie tylko w nordyckim, ale i w światowym futbolu i możemy być dumni, że to właśnie na boiskach Damallsvenskan obserwować będziemy jego rozwój. Tego, że on nastąpi jesteśmy bowiem niemal pewni, w końcu to właśnie w Piteå już niejedna kariera powróciła na właściwe tory.

Cool-ashi!!

kullashi

Dwie bohaterki dzisiejszego meczu (Fot. SvFF)

Gdyby relację z zakończonego właśnie meczu w Kapsztadzie ograniczyć wyłącznie do jego pierwszej odsłony, moglibyśmy z pełną odpowiedzialnością napisać o najsłabszym występie szwedzkiej kadry za kadencji Petera Gerhardssona. Na szczęście, piłkarskie widowiska mają tę zaletę, że kończą się nie po czterdziestu pięciu, a po dziewięćdziesięciu minutach gry, a po przerwie obejrzeliśmy już zdecydowanie lepsze oblicze naszych piłkarek. Wciąż nie był to oczywiście poziom, który sprawiłby, że styczniową eskapadę do Afryki będziemy po latach wspominać z wypiekami na twarzach, ale możemy być pewni, że przynajmniej jedna szwedzka piłkarka dzisiejsze popołudnie zapamięta do końca życia. Osiemnastoletnia Loreta Kullashi potrzebowała zaledwie 62 sekund i jednego kontaktu z piłką, aby rozpocząć strzelanie w dorosłej reprezentacji, a nieco ponad kwadrans później precyzyjnym uderzeniem zza pola karnego ustaliła wynik spotkania na 3-0. Debiut napastniczki Eskilstuny mógł być jeszcze bardziej okazały, ale w doliczonym czasie gry trójka sędziowska z Lesotho nie zdecydowała się na podyktowanie rzutu karnego za faul Bambanani Mbane na zawodniczce z Tunavallen, która w takich okolicznościach najpewniej sama podeszłaby do ustawionej na jedenastym metrze futbolówki. Na hat-trick w niebiesko-żółtych barwach Kullashi będzie musiała jednak jeszcze trochę poczekać, ale jesteśmy dziwnie spokojni, że ten fakt w najmniejszym stopniu nie popsuje jej triumfalnego powrotu do klubu.

Oprócz autorki dwóch goli, na wyróżnienie zasłużyła także Kosovare Asllani, która kontynuuje passę bardzo solidnych występów w reprezentacji. Od początku kadencji Gerhardssona, rzucana przez poprzednią selekcjonerkę z pozycji na pozycję piłkarka Linköping jest konsekwentnie wystawiana na ósemce i wydaje się, że właśnie w tej roli jej potencjał wykorzystywany jest tak, aby przynosił zespołowi najwięcej korzyści. Asllani kolejny raz była bowiem zdecydowanie najbardziej aktywną spośród tercetu środkowych pomocniczek, a jej asysta przy otwierającym wynik spektakularnym samobóju Mbane była dziś przysłowiową wisienką na torcie. Po stronie plusów mecz przeciwko RPA zapisać mogą ponadto Stina Blackstenius oraz Sofia Jakobsson, choć obie ofensywne piłkarki z Montpellier z pewnością wolałyby okrasić swój występ przynajmniej jednym golem. Pomimo kilku okazji, żadnej z napastniczek wicemistrza Francji nie udało się jednak znaleźć sposobu na pokonanie Kaylin Swart, choć po atomowym strzale Jakobsson gospodynie ratować musiała poprzeczka, a po jednej z prób Blackstenius – ofiarna interwencja Lebohang Ramalepe.

Sporo uwag możemy mieć za to do postawy szwedzkiej defensywy, gdyż tak naprawdę żadna z piłkarek tej formacji nie może powiedzieć, że zagrała dziś bezbłędne zawody. Kiksy oraz błędy w ustawieniu popełniały solidarnie Sembrant, Ilestedt i Eriksson, ale – na nasze szczęście – żaden z nich nie zakończył się tym razem utratą gola, dzięki czemu w czwartym meczu za kadencji obecnego selekcjonera znów udało się zachować czyste konto. Tym razem największa jednak w tym zasługa Sduduzo Dlamimi, a także Thembi Kgatlany, które pomimo przynajmniej trzech naprawdę dogodnych okazji, ani razu nie zmusiły Hildy Carlén do kapitulacji. To właśnie ze strony niezwykle dynamicznej Kgatlany, a także posyłającej niebezpieczne, prostopadłe podania w jej kierunku Esau, szczególnie w pierwszej połowie na szwedzką defensywę czyhało największe zagrożenie, a nasze obrończynie nie zawsze i nie w pełni potrafiły je zneutralizować. W meczach o punkty zdecydowanie lepszej postawy z pewnością będziemy oczekiwać także od duetu Caroline Seger – Elin Rubensson, gdyż obie zdecydowanie zbyt rzadko brały dziś na siebie ciężar rozgrywania piłki i nie stanowiły dostatecznego wsparcia dla znacznie bardziej widocznej Asllani, a także od Olivii Schough, która wróciła do wyjściowej jedenastki w doskonale nam znanym stylu. Chęci było sporo, wiatru jeszcze więcej, ale wymiernych efektów z obecności skrzydłowej Göteborga na boisku – stosunkowo niewiele.

Zdecydowanie najgorszą wiadomością z punktu widzenia zarówno kadry, jak i zainteresowanych klubów jest jednak to, że aż dwie piłkarki wracają z afrykańskiego zgrupowania z urazami. W Sztokholmie oraz w Linköping z pewnością mają nadzieję, że kontuzje odpowiednio Emmy Holmgren oraz Liny Hurtig nie okażą się na tyle groźne, aby miały negatywny wpływ na przygotowanie obu zawodniczek do rozpoczynającego się niebawem sezonu. Już w połowie lutego czekają nas bowiem emocje w postaci meczów fazy grupowej Pucharu Szwecji, a za niewiele ponad miesiąc znów w centrum uwagi znajdzie się reprezentacja, która zgodnie z wieloletnią tradycją uda się na gościnne występy do portugalskiego Algarve.