Podsumowanie 6. kolejki

damf

Podsumowanie 6. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Hammarby 3-2 Djurgården. Wygląda na to, że derby stolicy to po prostu gwarancja niezapomnianych wrażeń. A o tym, że czeka nas naprawdę wyjątkowe popołudnie, przekonaliśmy się stosunkowo szybko. Najpierw po dośrodkowaniu Emilii Larsson wynik meczu otworzyła strzałem głową Madelen Janogy, a … niespełna minutę później do remisu doprowadziła Elizabeth Addo. A ponieważ podział punktów nie zadowalał tu nikogo, to przyszła pora na klasyczną wymianę ciosów: z jednej strony bliska szczęścia była Fanny Hjelm, a w odpowiedzi do protokołu meczowego spróbowała się wpisać Hayley Dowd. Na kolejne bramki przyszło nam jednak poczekać do drugiej połowy, kiedy to podyktowany za faul na Fridzie Thörnqvist rzut karny na gola zamieniła Emma Jansson. Przyjezdnym udało się raz jeszcze skutecznie odpowiedzieć, za sprawą duetu Arnardottir – Dowd, ale ostatnie słowo należało w tym meczu do Jansson. I podobnie jak w finale Ligi Mistrzyń zespół, w którym dominują krajowe (a w pewnym stopniu i lokalne) piłkarki, okazał się lepszy od ekipy zdecydowanie bardziej międzynarodowej. A mówili, że we współczesnym futbolu takie historie podobno się już nie zdarzają …

Wydarzenie kolejki: Derbowa passa przełamana. Wiemy już, że po kapitalnym meczu Hammarby pokonało ostatecznie Djurgården, ku uciesze licznie obecnych w okolicach stadionu fanów Zielono-białych. Wiemy również, że ostatnimi czasy starcia obu wspomnianych drużyn kończyły się zazwyczaj odwrotnym wynikiem. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę, jak bardzo statystyka bezpośrednich spotkań faworyzuje Djurgården. Aby zaakcentować to wyraźnie, warto przytoczyć więc dwie statystyki: poprzedni triumf Hammarby nad lokalnym rywalem to lipiec 2014, a szukając poprzedniego zwycięstwa Bajen na poziomie pierwszej ligi, musimy cofnąć się aż do kwietnia 2008! Czy sobotnie trafienia Madelen Janogy oraz Emmy Jansson rozpoczną zupełnie nowy rozdział w historii derbowych potyczek? Niewykluczone, ale nawet jeśli, to wyrównania bilansu bezpośrednich starć możemy spodziewać się najwcześniej za kilkanaście lat. I to przy założeniu, że Hammarby będzie wygrywać absolutnie wszystko.

Bohaterka kolejki: Guro Pettersen (Piteå). Mocno przetrzebiony kadrowo klub z Norrbotten jechał do Malmö jak do jaskini lwa. Jeśli jednak kibice Rosengård mieli nadzieję, na łatwe, okazałe i przyjemne zwycięstwo, to ich plany skutecznie pokrzyżowała norweska golkiperka. I choć trudno powiedzieć, że Piteå było blisko wywiezienia z Malmö punktu (wszak podopieczne Stellana Carlssona nie oddały na bramkę Stephanie Labbé choćby jednego celnego strzału), to jednak postawa Guro Pettersen sprawiła, że sympatycy jedenastokrotnych mistrzyń Szwecji o wynik musieli drżeć tak naprawdę do ostatniej minuty. Norweska bramkarka broniła wszystko: rzut karny, uderzenia z dystansu, sytuacje sam na sam. Skapitulowała zaledwie jeden raz, gdy w zamieszaniu podbramkowym największym sprytem wykazała się Caroline Seger, ale bądźmy szczerzy: nie ona pierwsza dała się oszukać w podobnych okolicznościach 213-krotnej reprezentantce Szwecji. I zapewne nie ona ostatnia.

Gol kolejki: Emma Jansson (Hammarby). Derby Sztokholmu miały się ku końcowi, a na tablicy wyników widniał mało satysfakcjonujący dla obu ekip rezultat 2-2. Wydawało się, że w nieco lepszym położeniu znajdują się piłkarki Djurgården, które po zdobyciu gola wyrównującego z nową energią ruszyły do kolejnych ataków. To wszystko przestało mieć jednak znaczenie, gdy sprawy w swoje ręce wzięły rezerwowe Hammarby. Cała akcja rozpoczęła się od Matildy Vinberg, a kluczowym dośrodkowaniem w szesnastkę gości popisała się Elsa Karlsson. Emma Jansson nie mogła tego nie wykorzystać i tym sposobem długo wyczekiwane zwycięstwo nad lokalnym rywalem stało się faktem.

Sensacja kolejki: AIK punktuje w Skanii. Wyniki lepsze niż gra – te słowa najbardziej trafnie podsumowują występy piłkarek z Kristianstad w pierwszej ćwiartce sezonu 2021. W domowym starciu z beniaminkiem podopieczne Elisabet Gunnarsdottir były jednak zdecydowanymi faworytkami, tym bardziej, że defensywa AIK w niemal każdym meczu zwykła popełniać przynajmniej jeden mający bardzo przykre konsekwencje kardynalny błąd. Tradycja ta została zresztą podtrzymana i już w 19. minucie, w nieco kuriozalnych okolicznościach, na listę strzelczyń wpisała się Amanda Edgren. Z prowadzenia gospodynie nie cieszyły się przesadnie długo, gdyż dosłownie chwilę później, po akcji Honoki Hayashi, do remisu doprowadziła Nora Rönnfors. Kristianstad nie zamierzał jednak przesadnie forsować tempa i do 75. minuty najjaśniejszą postacią w ekipie gospodyń była … 36-letnia stoperka Sif Atladottir. Co oczywiście dobrze świadczy o islandzkiej defensorce, ale już nieco gorzej o postawie całego zespołu. Do bardziej zmasowanych ataków na bramkę Majasaari zawodniczki z północno-wschodniej Skanii rzuciły się dopiero w ostatnim kwadransie, ale na wywalczenie kompletu punktów zabrakło im czasu. Pretensje o taki stan rzeczy mogą mieć jednak wyłącznie do siebie.

Liczba kolejki: 32. Gdy tylko wyleczyła jeden uraz, od razu przyplątał się kolejny, w wyniku czego pierwsza połowa roku 2021 upłynęła Annie Anvegård głównie na leczeniu kontuzji. Dwukrotna królowa strzelczyń Damallsvenskan nie zamierza jednak rezygnować z walki o miejsce w kadrze na Igrzyska, a we wczorajszym meczu przeciwko Piteå, po raz pierwszy w obecnym sezonie ligowym, mogliśmy obejrzeć ją na boisku w trochę dłuższym wymiarze czasowym. Nieco ponad dwa kwadranse nie wystarczyły, aby uruchomić tegoroczny, strzelecki licznik, ale z powrotu Anvegård do poważnej gry cieszą się zapewne nie tylko w Skanii.


6. kolejka statystycznie:

Gole: 16  (średnia 2.67 / mecz)

Rzuty karne: 2  (1 wykorzystany)

Żółte kartki: 7

Czerwone kartki: 0

Najszybszy gol: Jenna Hellstrom (Örebro) – 2. minuta (vs. Växjö)

Najpóźniejszy gol: Dessi Dupuy (Örebro) – 89. minuta (vs. Växjö)


Jedenastka kolejki:

lag6

Guro Pettersen (Piteå) – Luna Gevitz (Häcken), Berglind Ros Agustsdottir (Örebro), Faith Ikidi (Piteå), Katrine Veje (Rosengård) – Filippa Curmark (Häcken), Elizabeth Addo (Djurgården) – Jenna Hellstrom (Örebro), Filippa Angeldal (Häcken), Fernanda da Silva (Vittsjö) – Madelen Janogy (Hammarby)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

6. kolejka – zapowiedź

hammarby_kanalplan_

Piłkarki Hammarby mają nadzieję na przerwanie niekorzystnej passy w derbowych meczach przeciwko Djurgården (Fot. Henric Wauge)

Czy jest tu ktoś, kto ma już dość derbów Sztokholmu? Nie? I bardzo słusznie! Dwa poprzednie mecze z udziałem klubów ze stolicy były kapitalnymi widowiskami, a ich wynik rozstrzygał się ostatecznie w samej końcówce i mamy wiele przesłanek, aby twierdzić, że w sobotnim starciu Hammarby i Djurgården będzie podobnie. Tym bardziej, że obie ekipy przystąpią do bezpośredniej potyczki mocno podrażnione wydarzeniami minionego weekendu. Piłkarki Dumy Sztokholmu będą chciały powetować sobie porażkę w meczu z mistrzyniami z Häcken, w którym to przecież bardzo długo prowadziły po efektownym golu autorstwa Sary Olai. Później jednak swoje zrobiła Stina Blackstenius i zwycięstwo odjechało autobusem w kierunku Hisingen. Podopieczne Pabla Pinonesa-Arce grały natomiast na Tunavallen, gdzie dwa punkty w czwartej minucie czasu doliczonego meczu wydarła im ostatecznie Vaila Barsley. Chęć wzięcia udanego rewanżu jest w obu obozach tym większa, że zarówno Djurgården, jak i Hammarby, mają obecnie na koncie zaledwie po jednym ligowym zwycięstwie. Czy którejś z tych drużyn uda się dopisać do swojego dorobku kolejne trzy oczka? Przekonamy się już za kilkanaście godzin!

Zdecydowanie łatwiejsza – przynajmniej na papierze – przeprawa czeka w szóstej kolejce obu niepokonanych jak dotąd liderów. Rosengård i Kristianstad nie dość, że zagrają najbliższe mecze na własnych boiskach, to jeszcze podejmą w nich mocno przetrzebione kontuzjami drużyny AIK i Piteå. Inna sprawa, że nawet w pełnych składach przyjezdnym byłoby trudno nawiązać wyrównaną walkę z potentatami ze Skanii, którzy póki co nie zawodzą, choć akurat Kristianstad swoją grą absolutnie tej wiosny nie porywa. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że zespół prowadzony od niemal dekady przez Elisabet Gunnarsdottir wciąż czeka na swojego pierwszego w tym roku pogromcę i wiele wskazuje na to, że w tej weekend również go nie znajdzie. Tak przynajmniej podpowiada teoria, więc warto przekonać się czy w tej kwestii będzie ona zgodna z praktyką.

Większy potencjał na ewentualną niespodziankę zapewniają nam za to starcia Häcken z Eskilstuną oraz Linköping z Vittsjö. W obu parach faworytkami także są oczywiście gospodynie, ale historia wyraźnie pokazuje, że rywalizacja w tych konkretnych konfiguracjach bardzo często potrafi wymknąć się jakimkolwiek schematom. I to dosłownie w każdym możliwym kierunku. Nie będziemy więc przesadnie zdziwieni jeśli Loreta Kullashi będzie najjaśniejszą postacią potyczki na Bravida Arenie, a Emily Gielnik ustrzeli hat-tricka uciszającego przynajmniej na chwilę kibiców z Östergötland. Jeśli jednak stanie się tak, że na listę strzelczyń wpiszą się kolejno Blackstenius i Kanu, także nie będziemy rozpatrywać tego w kategoriach sensacji. Tej ostatniej nie znajdziemy zapewne także na Behrn Arenie, gdyż w rywalizacji Örebro i Växjö trudno wskazać choćby minimalnego faworyta. Spodziewać możemy się za to meczu walki o każdy milimetr boiska i być może jednego gola. który rozstrzygnie nam całą zabawę. Choć po takiej zapowiedzi nie jest wcale wykluczone, że to właśnie w Örebro będziemy świadkami najciekawszego i obfitującego w największą ilość bramek spotkania szóstej kolejki. Wszak nieprzypadkowo jedną z rzeczy, za którą najbardziej kochamy Damallsvenskan, jest właśnie jej nieprzewidywalność.


Zestaw par 6. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06

Podsumowanie 5. kolejki

damf

Podsumowanie 5. kolejki sezonu 2021 w Damallsvenskan:


Najlepszy mecz: Eskilstuna 1-1 Hammarby. Co roku Damallsvenskan przynosi nam nowe, ligowe prawidła, a pierwsze z tegorocznych brzmi: jest Hammarby, są emocje. Piłkarki beniaminka raz jeszcze stworzyły kapitalne widowisko, w którym nie brakowało goli w doliczonym czasie gry, kontrowersji, zwrotów akcji, czerwonych kartek i wszystkiego, czego oczekiwalibyśmy od dobrego meczu na wysokim poziomie. Raz jeszcze błysnęła fenomenalna Wangerheim, która wraz z Janogy i Larsson zrobiła po niespełna kwadransie gola dla gości. Popis bramkarskich umiejętności wreszcie dała Tamminen, która bardzo długo, choć przy sporej dozie szczęścia, potrafiła zachować na Tunavallen czyste konto. Miejscowe również dołożyły całkiem sporą cegiełkę do naszego widowiska, a prym wiodła w tym niezniszczalna Loreta Kullashi. Urodzona w Helsinkach napastniczka ewidentnie nie miała jednak swojego dnia, w wyniku czego jej strzały raz po raz lądowały na obramowaniu bramki gości, a gdy w końcu udało się jej wepchnąć futbolówkę do siatki, gol nie został ostatecznie uznany. Zdecydowanie więcej szczęścia miała jednak po swojej stronie Vaila Barsley i to właśnie trafienie byłej reprezentantki Szkocji w ostatniej akcji meczu zapewniło gospodyniom jeden punkt. A defensorki Hammarby znów mogły zastanawiać się dlaczego jeden błąd w kryciu w ostatniej fazie meczu znów kosztował je tak wiele. Cóż, witamy w cudownym, lecz brutalnym świecie pierwszoligowców …

Wydarzenie kolejki: Mecz o wicelidera na remis. Starcie Linköping z Kristianstad puentowało piątą serię spotkań i już przed jego rozpoczęciem wiedzieliśmy, że gra będzie się w nim toczyć o fotel wicelidera. Dzięki remisowi, przynajmniej na kolejny tydzień pozostaną w nim podopieczne Elisabet Gunnarsdottir, ale nie da się ukryć, że z podziału punktów najbardziej ucieszyli się w Malmö. Wymarzony z perspektywy Rosengård wynik był możliwy dzięki fenomenalnemu rajdowi szesnastoletniej Mathilde Janzen, która w 55. minucie zdecydowała się na indywidualny rajd, przerwany dopiero nieprzepisowym zagraniem Emmy Lennartsson. A że całe zdarzenie miało miejsce w szesnastce gospodyń, to do ustawionej na dwunastym jardzie piłki podeszła Jutta Rantala i zrobiła to, co w zaistniałej sytuacji zrobić powinna. Linköping przeważał, z przebiegu gry z pewnością zasłużył na więcej niż remis, ale w futbolu punkty przyznaje się wyłącznie za gole. A tych, pomimo wielu okazji, po przerwie nie udało się podopiecznym trenera Jeglertza strzelić. I to nawet w sytuacjach, w których przyjezdne musiały ratować się wybijaniem piłki z linii bramkowej. Używając terminologii znanej ze sportów walki powiedzielibyśmy, że był to remis ze zdecydowanym wskazaniem na zawodniczki z Östergötland, ale na ich nieszczęście w tabeli nijak nie da się tego ująć.

Bohaterka kolejki: Stina Blackstenius (Häcken). Do 61. minuty meczu obrończynie tytułu przegrywały na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie 0-1 i choć miały znaczącą przewagę w statystyce posiadania piłki, to nie potrafiły w sposób bardziej zdecydowany zagrozić bramce Kelsey Daugherty. Już wtedy na plus w drużynie Matsa Grena wyróżniała się jednak Stina Blackstenius, która po przerwie postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i na własnych barkach doniosła swój zespół do stacji z napisem trzy punkty. A dokonała tego w stylu doprawdy mistrzowskim, najpierw dwukrotnie wykładając koleżankom gole na tacy, a następnie sama (także dwukrotnie) wpisując się na listę strzelczyń. A gdyby nie minimalny spalony, to reprezentacyjna napastniczka zakończyłaby to spotkanie z hat-trickiem! Czy jest to najlepsza wersja Blackstenius od czasów juniorskich? Nie, to jest najlepsza wersja Blackstenius od początku jej kariery! A w perspektywie zbliżających się Igrzysk, możemy tylko cieszyć się, że taka forma przyszła w najlepszym możliwym momencie.

Gol kolejki: Frida Maanum (Linköping). Składną, bramkową akcję przeprowadziło Hammarby, w dramatycznych okolicznościach porażki uniknęła Eskilstuna, ale najwyższy czas docenić w końcu to, co na ligowych boiskach wyprawiają piłkarki z Östergötland. Linköping raz jeszcze nie zamierzał pozostawiać nic przypadkowi, a w roli głównej wystąpiła – tu również bez zaskoczenia – Frida Maanum. Tym razem norweska kapitanka LFC splendorem musi się jednak podzielić z Elin Landström, która od początku meczu przeciwko Kristianstad ewidentnie szukała tego jednego podania, które otworzyłoby koleżance drogę do bramki. I w 37. minucie gry właśnie takim zagraniem udało się jej popisać, a o resztę skutecznie, w doskonale sobie znanym stylu, zatroszczyła się Maanum.

Sensacja kolejki: Emocje pod (prawie) pełną kontrolą. Przed rywalizacją Växjö z Rosengård zastanawialiśmy się nie tylko nad tym, co wydarzy się na boisku. Rownie wielkie emocje wzbudzała konfrontacja obu ławek, a mówiąc bardziej dosłownie – asystentów Jonasa Eidevalla i Marii Nilsson. Obaj panowie słyną z tego, że w klasyfikacji żółtych i czerwonych kartek za cały sezon spokojnie mogliby konkurować na przykład z Nellie Persson, ale tym razem sędzia George Jansizian ani razu nie musiał za pomocą kolorowych kartoników przywoływać do porządku energicznych trenerów. I to pomimo faktu, że na murawie losy meczu ważyły się w zasadzie od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Szacunek!

Liczba kolejki: 4. Tyle sekund po upływie … doliczonego czasu gry Vaila Barsley wyrównała stan meczu pomiędzy Eskilstuną i Hammarby. I jak tu nie traktować poważnie tezy, że w piłce nożnej nie można być absolutnie niczego pewnym do ostatniego gwizdka?


5. kolejka statystycznie*:

Gole: 16  (średnia 2.67 / mecz)

Rzuty karne: 1  (wykorzystany)

Żółte kartki: 11

Czerwone kartki: 1

Najszybszy gol: Olivia Schough (Rosengård) – 13. minuta (vs. Växjö)

Najpóźniejszy gol: Vaila Barsley (Eskilstuna) – 90+4. minuta (vs. Hammarby)

* – do powyższych statystyk nie jest wliczany rozegrany w miniony czwartek mecz Linköping – Piteå (4-3), który formalnie jest częścią 3. kolejki.


Jedenastka kolejki:

lag5

Anna Tamminen (Hammarby) – Katrine Veje (Rosengård), Nilla Fischer (Linköping), Vaila Barsley (Eskilstuna), Elin Landström (Linköping) – Ebba Hed (Vittsjö), Hanna Andersson (Piteå), Frida Maanum (Linköping), Nathalie Hoff Persson (Örebro) – Stina Blackstenius (Häcken), Clara Markstedt (Vittsjö)


Komplet wyników:


Klasyfikacja strzelczyń:

skytte

Klasyfikacja asystentek:

assist

Piłkarka kolejki:

lirare

Kataloński koncert

goth

Gdy Göteborg aplikował o organizację finału piłkarskiej Ligi Mistrzyń 2021, wszyscy funkcjonowaliśmy w zdecydowanie innej rzeczywistości. Sam mecz miał być jednym z centralnych punktów hucznych obchodów 400-lecia miasta, które ostatnimi czasy mocno związało się z futbolem. To właśnie tu ma swoją siedzibę aktualny mistrz kraju, a stadion Gamla Ullevi od kilkunastu już lat jest domem reprezentacji Szwecji podczas wszystkich meczów o punkty. Organizacja tak ważnego wydarzenia miała być więc kolejnym krokiem w kierunku cementowania pozycji Göteborga na piłkarskiej mapie Europy, ale szybko okazało się, że choć nie ma ryzyka przeniesienia finału do innego miasta, to na rozegranie go z udziałem kibiców obu ekip również nie ma szans. Mocno ucierpiała także cała otoczka meczu i choć centrum miasta, a także boczne ulice prowadzące w kierunku stadionu udekorowano w odświętnych, fioletowych barwach, to do atmosfery znanej nam doskonale chociażby z pamiętnego EURO 2013 było wciąż bardzo daleko. Nie jest to jednak absolutnie żaden zarzut, gdyż w obecnej sytuacji są kwestie zdecydowanie bardziej priorytetowe niż organizacja imprez towarzyszących sportowemu wydarzeniu

Kreatywność i determinacja piłkarskich kibiców nie zna jednak granic, w wyniku czego pod murami Gamla Ullevi pojawiły się niewielkie grupki sympatyków obu finalistów. Znajdowali się w nich zarówno lokalni fani Chelsea i Barcelony, jak i ci, którzy do Göteborga przyjechali specjalnie na tę okazję. Raz jeszcze okazało się, że dla kibiców niemożliwe naprawdę nie istnieje, ale po ostatnim gwizdku powody do świętowania mieli wyłącznie ci, którzy kciuki ściskali za ekipę z Katalonii. Podopieczne Lluisa Cortesa rozegrały ten finał całkowicie na swoich warunkach, dosłownie demolując w nim drużynę, która dokładnie tydzień wcześniej wywalczyła mistrzostwo prawdopodobnie najsilniejszej ligi świata. Na murawie w Göteborgu błyszczała jednak nie najdroższa piłkarka globu Pernille Harder, a jej była koleżanka z niemieckiego Wolfsburga Caroline Hansen, która wraz z Lieke Martens skutecznie odebrała chęć gry bocznym defensorkom Chelsea. Zamiast popisu wychwalanego nie tylko w Wielkiej Brytanii duetu Kerrby (Samantha Kerr – Francesca Kirby), oklaskiwaliśmy kapitalne zagrania Alexii Putellas i Aitany Bonmati, które tego właśnie wieczora stały się zawodniczkami globalnymi, a ich medialna rozpoznawalność już niebawem zapewne przełoży się na znacznie bardziej lukratywne kontrakty reklamowe. I bardzo dobrze, bo jeśli ktoś zasługuje na to, aby być ambasadorką tej pięknej dyscypliny sportu, to właśnie ten duet, który na szacunek zapracował sobie nie kontrowersyjnymi wypowiedziami, a postawą na boisku. Prawda jest jednak taka, że w ekipie z Barcelony z pełną odpowiedzialnością pochwalić możemy każdą piłkarkę od Sandry Panos po Asisat Oshoalę. I jeśli po latach ktoś zechce przypomnieć sobie najbardziej efektowne finały w historii europejskich pucharów, to ten z Göteborga z pewnością będzie zajmował na tej liście całkiem wysokie miejsce. Bo chyba nikt nie potrafi piękniej przypominać o drużynowym charakterze piłki nożnej, niż wczoraj zrobiła to Barcelona.

Jasne, możemy oczywiście bawić się w tworzenie alternatywnych scenariuszy i zastanawiać się, jak potoczyłyby się losy boiskowej rywalizacji, gdyby nie samobójczy gol Melanie Leupolz już w 34. sekundzie. To wszystko nie miałoby jednak żadnej realnej wartości, bo trzeba wyraźnie podkreślić, że to nie jest tak, że ten mecz ułożył się Barcelonie. To zawodniczki z Katalonii ułożyły go sobie tak jak chciały, na własnych warunkach. Przecież jeszcze przed golem na 1-0 mieliśmy strzał w poprzeczkę bramki Ann-Katrin Berger, a w kolejnych minutach mogliśmy obserwować jak Bonmati, Putellas i spółka długimi fragmentami wyznaczają rytm boiskowych wydarzeń. Chelsea miała przecież po swojej stronie sportową jakość, a to, że nie była w stanie jej w pełni zaprezentować, to już wyłącznie zasługa perfekcyjnie usposobionych rywalek. I tak, nie mieliśmy emocji do ostatnich sekund spotkania, ale chyba nawet neutralni kibice tym razem nie będą z tego powodu narzekać. Bo w przeciwieństwie do wielu finałów z przeszłości, wspomniana dysproporcja nie była wynikiem znacznej różnicy potencjałów, lecz mistrzowskiej postawy jednego z zespołów. Co więcej, piłkarscy romantycy mogli chyba nawet obudzić się dziś rano w całkiem dobrych nastrojach, gdyż to drużyna opierająca swoją kadrę na zawodniczkach z Katalonii dała właśnie lekcję futbolu rywalkom, które na transfery wydały najwięcej, szukając potencjalnych wzmocnień w każdym zakątku świata. Paradoksalnie, wczorajszy wynik jest więc naprawdę dobrą informacją dla tych, którzy wciąż wierzą w prawdziwość powiedzenia, że kupić możesz jedenaście najlepszych piłkarek, ale nigdy nie puchar.

Finał w Göteborgu był wyjątkowy z jeszcze jednego powodu. Wczoraj, już w pełni oficjalnie, pożegnaliśmy się z kadłubową Ligą Mistrzyń, która z niewielkimi zmianami towarzyszyła nam w tej formule przez ostatnich dwadzieścia lat. Od przyszłego sezonu w końcu dostaniemy produkt choć trochę przypominający najbardziej prestiżowe, klubowe rozgrywki w Europie i nawet jeśli ich format wciąż pozostawia wiele do życzenia i na pewno będzie w najbliższych latach mocno skorygowany, to trzeba docenić krok wykonany przez UEFA we właściwym kierunku. Mamy oczywiście nadzieję, że pierwszy z wielu. Żegnając się z Göteborga, warto więc już teraz rozpocząć odliczanie do 18. sierpnia, gdyż właśnie tego dnia rozpocznie się nowy, oby jeszcze bardziej efektowny rozdział w europejskiej piłce klubowej. I oby czynny udział brały w nim przedstawicielki Damallsvenskan, bo szansę na udział w premierowej edycji realnej Ligi Mistrzyń mają przecież aż trzy szwedzkie kluby.

Häcken wygrywa cichy finał

hacken_cupmastare

Raz, dwa, trzy i … w górę! Häcken zdobywcą Pucharu Szwecji! (Fot. Bildbyrån)

Otaczający nas świat nieustannie zmienia się na naszych oczach, ale pewne jego elementy pozostają jednak niezmienne. I tak: jeśli piłkarki BK Häcken rozgrywają finał Pucharu Szwecji na własnym boisku, zawsze sięgają po trofeum. Jeśli zaś decydującą batalię przychodzi im stoczyć na wyjeździe – niezmiennie uznają wyższość rywalek. Od tej żelaznej reguły absolutnie nie ma odstępstw, o czym po raz piąty przekonaliśmy się dziś, kiedy to na Bravida Arenę przyjechała marząca o historycznym sukcesie Eskilstuna. Podopieczne trenera Magnusa Karlssona miały na to spotkanie naprawdę konkretny plan, ale skutecznie potrafiły go realizować jedynie przez godzinę. Końcówka w wykonaniu gospodyń była jednak do tego stopnia piorunująca, że po ostatnim gwizdku nikt nie miał wątpliwości co do tego, że puchar trafił w godne ręce.

Niestety, słowa organizatorów raz po raz przypominające o rosnącym prestiżu krajowego pucharu mocno kontrastowały dziś z rzeczywistością. Z jednej strony przyczyną takiego stanu rzeczy jest oczywiście niekorzystna sytuacja epidemiczna, w wyniku której nie zezwolono na warunkowe otwarcie bram stadionu dla kibiców. O ile jednak tę decyzję należy przyjąć z pełnym zrozumieniem, o tyle upychanie tak niby prestiżowego meczu pomiędzy dwa rozgrywane tego samego dnia spotkania ligowe świadczy już o całkowitym braku jakiejkolwiek wizji. I o ile nigdy nie zrozumiem lamentów na konflikt terminów kluczowych meczów z rozgrywkami mężczyzn, o tyle ligę i puchar da się chyba zaplanować tak, aby imprezy te po prostu nie wchodziły sobie w drogę. Zdrowego rozsądku tym razem jednak zabrakło, w wyniku czego piłkarki Häcken i Eskilstuny rywalizowały o uwagę kibica piłkarskiego z ligowym graniem na stadionach w Vittsjö oraz Linköping. I choć walkę tę zapewne wygrały (na oficjalne dane przyjdzie nam jeszcze kilkanaście godzin poczekać), to po czwartkowym popołudniu pozostał nam duży niesmak i mnóstwo wniosków do wyciągnięcia na przyszłość.

Sam mecz też zresztą nie zachwycił, zupełnie jakby piłkarki podświadomie chciały dostosować się do całej otoczki finału. Trener Mats Gren zdecydował się pozostawić na ławce znajdujące się ostatnio w słabszej dyspozycji Hammarlund i Ökvist, a ich miejsca w wyjściowej jedenastce zajęły odpowiednio Holmes i Mijatovic. O końcowym zwycięstwie ekipy z Hisingen przesądziły jednak nie one, a te, które od początku sezonu wyróżniały się na plus w drużynie aktualnych mistrzyń Szwecji. Po kwadransie drugiej połowy wynik otwarła Filippa Angeldal, a nieco ponad dziesięć minut później Stina Blackstenius dała niezwykle efektowny popis indywidualnych umiejętności i … właściwie można było się rozejść. O ile do tego momentu przyjezdne próbowały się odgryzać i jak najbardziej miały w tej potyczce swoje okazje (jak chociażby niepodyktowany jeszcze przy stanie 0-0 rzut karny, czy minimalnie niecelny strzał Oskarsson), o tyle w okolicach 70. minuty rozpoczęło się klasyczne wsteczne odliczanie, na chwilę tylko przerwane trzecim golem autorstwa Pauline Hammarlund. W Västergötland mogli więc odetchnąć z ulgą, gdyż bez względu na wszystko, jedno trofeum za sezon 2021 w klubowej gablocie na pewno będzie. Jeśli jednak w Häcken mają nadzieję na obronę tytułu i skuteczną walkę w Europie, w najbliższych tygodniach trzeba będzie poprawić jeszcze bardzo wiele. Bo choć na indywidualnych błyskach liderek w lidze da się dojechać całkiem daleko, to niesamowicie ambitnych celów postawionych przed tą drużyną nijak nie da się w ten sposób zrealizować. Jeśli jednak dzisiejsze zwycięstwo ma być dla piłkarek z Hisingen nowym otwarciem, to trzymamy gorąco kciuki, aby tak właśnie było. Bo Damallsvenskan z mocnym Häcken z pewnością będzie ciekawsza.

5. kolejka – zapowiedź

carlsson

Mia Carlsson nie ma najlepszych wspomnień z meczów przeciwko Linköping (Fot. Bildbyrån)

Ligowe zaległości, finał pucharu, a do tego piąta kolejka Damallsvenskan – oto piłkarskie menu na najbliższe dni. Tym razem zadbano o to, aby emocje rozłożyły się równomiernie, w wyniku czego cała zabawa rozpocznie się już jutro wczesnym popołudniem, a zakończy we wtorek późnym wieczorem, kiedy to w zapowiadającym się niezwykle smakowicie meczu zmierzą się Linköping i Kristianstad. Zacznijmy jednak od początku, czyli od czwartkowego starcia na Vittsjö IP, w którym mierząca naprawdę wysoko ekipa z północnej Skanii podejmie ambitnego i punktującego jak dotąd zdecydowanie powyżej oczekiwań beniaminka ze stolicy.

Początek sezonu 2021 w wykonaniu AIK jest naprawdę imponujący, ale warto w tym miejscu przypomnieć, że rok temu, w analogicznym momencie, Uppsala miała na swoim koncie jeszcze o dwa punkty więcej. A dziś drużyny trenera Valfridssona w krajowej elicie już przecież nie oglądamy i nikt jakkolwiek z tego powodu nie rozpacza. Skoro już dotknęliśmy kwestii odniesień do poprzednich lat, to także w Växjö mogą mówić o swego rodzaju piłkarskim déjà vu. Mniej więcej dziesięć miesięcy temu klub ze Småland – podobnie jak teraz – zamykał ligową tabelę z dorobkiem jednego punktu i jednego strzelonego gola (również z rzutu karnego). Było nerwowo, długo zanosiło się na mało przyjemny finał, ale fenomenalna końcówka, okraszona wyjazdowym zwycięstwem na Malmö IP, pozwoliła ostatecznie wzbić się aż na szóstą lokatę. Drużyna Marii Nilsson z pewnością marzy o tym, aby to osiągnięcie przynajmniej powtórzyć, ale w najbliższy piątek o przybliżenie się do tego celu będzie niezwykle trudno. Po drugiej stronie boiska stanie bowiem rozpędzony jak samochód na autostradzie Rosengård, który ewidentnie złapał swój rytm i ani myśli się z niego wybijać. Sposobu na powstrzymanie potrafiącego rozklepać każdą defensywę w kraju tercetu Cankovic – Seger – Öling nie znalazł półki co jeszcze nikt, ale może to właśnie na VISMA Arenie świetna passa zespołu Jonasa Eidevalla dobiegnie końca? Aby tak się stało, w Växjö muszą jednak znaleźć metodę na … swoje byłe zawodniczki, które obecnie stanowią o sile wyjściowej jedenastki Rosengård.

Potencjalnie ciekawe mecze czekają nas także podczas poniedziałkowo-wtorkowego maratonu z Damallsvenskan. Rok temu Kristianstad wreszcie odczarował Linköping Arenę, dokonując tego w stylu iście mistrzowskim. Pierwsza połowa wspomnianego meczu była przepięknym koncertem w wykonaniu podopiecznych Elisabet Gunnarsdottir, które właśnie tym zwycięstwem rozpoczęły zwieńczony sukcesem marsz w kierunku europejskich pucharów. Tym razem to goście przyjeżdżają do Östergötland w roli regularnie punktujących, ale grających stosunkowo nieciekawy futbol wiceliderek tabeli, zaś gospodynie szukają meczu, który mógłby stanowić dla nich potencjalną trampolinę do walki o najwyższe cele. Taką rolę mogłoby oczywiście pełnić zwycięstwo przywiezione z Hisingen, ale po tamtym spotkaniu w szeregach Linköping w pełni zasłużone pochwały zebrała przede wszystkim formacja defensywna. Teraz czas na to, aby w starciu z klasowym rywalem pokazać także ofensywną moc. Trener Andreé Jeglertz zapowiada, że prowadzona przez niego drużyna w każdym kolejnym meczu prezentować będzie zmodyfikowaną pod konkretnego przeciwnika taktykę i jak dotąd sprawdza się to znakomicie. Wtorkowa potyczka z celującym równie wysoko rywalem będzie jednak dla LFC niezwykle wartościowym testem.

I wreszcie dwa frapujące starcia zespołów mających wiele do udowodnienia przede wszystkim sobie samym. Hammarby to beniaminek, którego grę nieustannie chwalimy, ale jak dotąd nie do końca przekłada się to na konkretną zdobycz punktową. Eskilstuna to największa zagadka ligi i to niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Obie kadry wydają się na tyle mocne, aby z powodzeniem walczyć przynajmniej o górną połówkę tabeli, ale aby tego dokonać, muszą stać się zdecydowanie bardziej regularne w rywalizacji z rywalkami o podobnym potencjale. Pierwsza ku temu okazja nadarzy się już teraz, a zwycięzca bezpośredniego starcia nie straci jeszcze kontaktu z ligowym podium. Na nim, pomimo dwóch niewytłumaczalnych wpadek z rzędu, wciąż znajduje się Häcken, które w najbliższy poniedziałek zmierzy się na Stadionie Olimpijskim z mającym z kolei serię trzech porażek Djurgården. W obu obozach nastroje są dalekie od optymalnych, więc już niebawem dowiemy się, komu uda się przynajmniej na chwilę nieco uspokoić atmosferę.


Zestaw par 5. kolejki:

m01

m02

m03

m04

m05

m06