
Nasi wspaniali ligowcy powoli budzą się z zimowego snu, ale ta część świata, w której zimowy klimat bywa zazwyczaj zdecydowanie bardziej łagodny, rywalizuje w najlepsze. Co więcej, w najbliższych dniach czeka nas wiele potencjalnych hitów, wśród których na pierwszy plan niewątpliwie wybijają się takie pozycje, jak potyczka Manchesteru City z londyńską Chelsea, francuski klasyk Lyon vs PSG, a także bezpośrednie batalie pretendentów w Hiszpanii (Teneryfa vs Real Sociedad) oraz Niemczech (Eintracht Frankfurt vs Hoffenheim). Piłkarskie uniwersum w Europie na nudę narzekać zatem nie może, a gdyby ktoś jednak próbował, to FIFA postanowiła urozmaicić nam zimowy kalendarz kolejnym kadłubowym turniejem, w którym to Arsenal miał sposobność stanąć w szranki na przykład z mistrzyniami Maroka. My tu jednak nie o tym, bo skoro w Anglii, czy we Włoszech piłeczka po murawach się toczy, to i dla wielu szwedzkich zawodniczek początek roku kalendarzowego 2026 okazał się niezwykle pracowity. A skoro tak, to trzymajmy łapkę na pulsie i sprawdźmy, co tam u nich aktualnie słychać.
Z oczywistych względów koncentrować będziemy się przede wszystkim na Wyspach Brytyjskich, gdyż to właśnie w najbardziej wymagających rozgrywkach na kontynencie zebrała się najbardziej liczna szwedzka kolonia. Ów fakt cieszy nas niezmiernie, choć zdajemy sobie sprawę, iż jest on bezpośrednią wypadkową renomy, którą przez lata, a nawet dekady wyrobiła sobie Damallsvenskan. Narzekać jednak z tego powodu nie mamy zamiaru, wszak wyszkolone w Szwecji piłkarki oraz odpowiedzialni za ich sportowy rozwój trenerzy kapitalną markę wyrobili sobie sami, a skoro futbol jest w jakimś sensie biznesem, to trudno obrażać się na to, że z uczciwie osiągniętej pozycji korzystają następne pokolenia. Przed nimi wyzwanie jednak paradoksalnie jeszcze trudniejsze, gdyż na szczycie zdecydowanie trudniej się utrzymać niż na niego wejść, a szczególnie w naszym środowisku konkurencja nigdy wcześniej nie była choćby w ułamku tak silna i tak globalna.
Pierwszy przystanek naszej angielskiej wędrówki zrobimy sobie z Manchesterze, a konkretnie w jego czerwonej części. Klub, który jeszcze rok temu nie byłby w analogicznym tekście nawet trzecim, czy czwartym wyborem, niepostrzeżenie stał się domem dla naprawdę licznego i wybitnie jakościowego szwedzkiego kontyngentu. Co może zaskakiwać, jego fundamentem stała się 22-letnia lewa defensorka Anna Sandberg, która nie tylko skutecznie i chyba już definitywnie odesłała na ławkę rezerwowych Gabrielle George, ale dla wielu stała się solidną kandydatką do miejsca w jedenastce sezonu całej ligi! To wszystko tym bardziej imponujące, że wychowanka Örebro radzić musiała sobie równocześnie także z zawirowaniami natury pozasportowej, lecz z dzisiejszej perspektywy można jedynie stwierdzić, iż wszystkie te historie wyłącznie ją wzmocniły. Zasilenie kadry Czerwonych Diablic okazało się także pozytywnym przełomem w zagranicznej karierze Julii Zigiotti, która ani w Brightonie, ani w Monachium, nie potrafiła zaprezentować się na poziomie choćby zbliżonym do tego, który wcześniej prezentowała nosząc z dumą koszulki ekip z Södermalm oraz Hisingen. Posiadająca włoskie korzenie pomocniczka w deszczowym Manchesterze zdecydowanie odnalazła jednak swoje miejsce na ziemi, a stworzony przez nią do spółki z Hinatą Miyazawą i Jessiką Park tercet filigranowych wojowniczek środka pola stał się jedną z wizytówek angielskiej ekstraklasy. Swój dobry czas w barwach United przeżywa także Fridolina Rolfö, choć w jej przypadku nie mówimy rzecz jasna o poziomie, do którego zdarzało jej się dobijać w okresie największej wolfsbursko-barcelońskiej prosperity. Doświadczona skrzydłowa (lub w razie potrzeby wahadłowa) imponuje jednak przede wszystkim doświadczeniem i umiejętnością wskoczenia na najwyższy poziom w tej jednej, decydującej akcji, o czym najbardziej boleśnie przekonywały się rywalki ekipy z Manchesteru w rozgrywkach Ligi Mistrzyń. Tej zimy do United dołączyły ponadto Hanna Lundkvist i Ellen Wangerheim, które w pierwszej kolejności czeka jednak ostra rywalizacja o miejsce składzie niebędącego przecież wielkim miłośnikiem stosowania rotacji Marka Skinnera. Prawa defensorka konkurować będzie przede wszystkim z prezentującą niezwykle podobne do niej piłkarskie walory Kanadyjką Jayde Riviere i choć na ten moment nieco wyżej stoją akcje tej drugiej, to jednak Lundkvist w niedawnym starciu z Aston Villą ewidentnie zapisała przy swoim nazwisku pierwszy sporych rozmiarów plus. Była napastniczka Hammarby za konkurentki mieć będzie takie tuzy, jak chociażby Elisabeth Terland, Melvine Malard, czy Lea Schüller i w jej przypadku sporo zależeć będzie od tego, na jakie ustawienie w pierwszej kolejności zdecyduje się trener Skinner. Choć fakt, że United jak dotąd z powodzeniem rywalizują aż na czterech frontach pozwala mieć nadzieję, że każda z wymienionych może liczyć na całkiem uczciwą liczbę minut.
Przed mniej więcej dekadą klubem szczycącym się nieformalną nazwą Damallsvenskan FC był niemiecki Wolfsburg, a teraz podobne miano bez wątpienia dzierży Tottenham. Jest to oczywiście wynikiem tego, że ekipę z północnego Londynu prowadzili w ostatnich latach kolejno Robert Vilahamn oraz doskonale znający skandynawski rynek Martin Ho, który zresztą znajduje się na najlepszej drodze, aby w obecnych rozgrywkach wykręcić – przynajmniej pod względem punktowym – historyczny wynik w dziejach klubu. W tym całym, pozytywnym zamieszaniu pierwszoplanową rolę odgrywają Amanda Nildén oraz – co mimo wszystko nieco zaskakujące – Josefine Rybrink. Szczególnie ta ostatnia sporo skorzystała jednak na pladze urazów, które od jesieni dosłownie zdziesiątkowały formację defensywną popularnych Kogutów, bo jednak trzeba uczciwie przyznać, że wspomniana Rybrink do najpewniejszych filarów zespołu absolutnie się nie zalicza, a efektowne liczby w tyłach są w pierwszej kolejności zasługą momentami iście bezbłędnej postawy duetu stoperek Clare Hunt – Toko Koga, a także wsparcia udzielanego im przez niezwykle wszechstronne i niestrudzone defensywne pomocniczki w osobach Eveliiny Summanen i Drew Spence. Swoje minuty w ofensywie regularnie otrzymuje także Matilda Vinberg i nawet jeśli to Olivia Holdt, czy Cathinka Tandberg jesienią zbierały od trenera i fanów najwięcej pochwał, to jednak była zawodniczka Hammarby również miewała przebłyski naprawdę solidnej gry. Na to samo liczymy w niedługim czasie także od pozyskanych w trwającym wciąż okienku Matildy Nildén oraz Hanny Wijk, które jednak do meczowej rotacji wprowadzane są przez angielskiego szkoleniowca nadzwyczaj ostrożnie, co każe przypuszczać, iż na tę chwilę w nieformalnej hierarchii plasują się nieco niżej niż startujące w styczniu 2026 z teoretycznie zbliżonego pułapu Norweżki Signe Gaupset oraz Julie Blakstad.
A co tam słychać w Liverpoolu? Ano, kłopoty. Zachowajmy jednak umiarkowany spokój, wszak wciąż nie mówimy tu o sytuacji, w której nie byłoby widać nie tylko światełka, ale i tunelu. Niecierpliwi sympatycy The Reds od dłuższego czasu regularnie domagają się zwolnienia walijskiego menedżera Garetha Taylora, lecz chyba nawet ci najbardziej w swoich żądaniach wyrywni zauważyli, iż w grze wciąż zamykającej tabelę Barclays WSL ekipy wreszcie coś drgnęło. A nas cieszyć może, że w owe drgania, których efektem była niewidziana w tym klubie od dawna passa dwóch kolejnych zwycięstw, wprawiła zespół z Liverpoolu szwedzka jednostka napędowa. No dobrze, Ceri Holland jest niekwestionowaną królową środka pola, Lily Woodham robi na wahadle sporo wiatru, a Fuka Nagano wprowadza a poczynania zespołu spokój i rytm, ale nie da się przejść obojętnie obok faktu, że przecież w pierwszej połowie sezonu to indywidualne przebłyski Beaty Olsson i Cornelii Kapocs w dużej mierze uratowały w ogóle głowę trenera Taylora. A gdy wznowiliśmy rozgrywki po świąteczno-noworocznej przerwie, to angielscy fani dowiedzieli się, ile znaczą rajdy błyskotliwej, kreatywnej i znajdującej się od kilku miesięcy w ewidentnym uderzeniu Alice Bergström, a także tak długo i z utęsknieniem wyczekiwany spokój w tyłach, którego gwarantem jest wypożyczona póki co z BK Häcken Jennifer Falk.
W tych największych klubach także mamy swoje przedstawicielki i chyba najbardziej obiektywną oceną byłoby stwierdzenie, że wszystkie trzy zwyczajnie… robią swoje. Dwie ostatnie laureatki Diamentowej Piłki ani na moment nie tracą miejsca w rotacji londyńskiej Chelsea, a skoro mówimy o jednej z pięciu czołowych ekip Europy, to już ten prosty fakt wiele mówi o ich sportowej klasie. Konkurencja wewnętrzna będzie jednak tylko i wyłącznie rosnąć, bo przecież nie po to ściąga się z USA Alyssę Thomspon, czy Naomi Girmę, aby te obserwowały poczynania koleżanek z perspektywy trybun. A była defensorka San Diego Wave kontuzję już wyleczyła i nawet jeśli jej ostatnie występy nawet przy sporej dozie wyrozumiałości trudno nazwać choćby poprawnymi, to jednak z milionowych transferów lekką ręką z definicji się nie rezygnuje. Paradoksalnie, zdecydowanie najprościej i najbardziej klarownie prezentuje się sytuacja Stiny Blackstenius w Arsenalu. Nominalna pierwsza zmienniczka, albo wchodząca w miejsce Alessii Russo, albo – w wariancie gry na dwie napastniczki – partnerująca jej od pierwszej minuty (co istotne, wówczas to Szwedka gra na dziewiątce, a reprezentantka Anglii schodzi pięterko niżej). Jej sezon póki co możemy scharakteryzować doskonale znanymi w jej przypadku przymiotami: spalony, zmarnowana setka, a na koniec rozstrzygający o losach meczu gol i będzie to bynajmniej charakterystyka niewiele odbiegająca od stanu faktycznego. Choć żaby wybrzmiało to odpowiednio mocno – rozgrywki 2025-26 jak dotąd są w wykonaniu Stiny Blackstenius jednoznacznie udane, a jej dyspozycja zdecydowanie równiejsza niż solidniejsza niż na przykład w dwóch poprzednich sezonach. Bardzo chcielibyśmy, aby przynajmniej na ten sam poziom wskoczyła w tym półroczu Smilla Holmberg, lecz póki co obwołana przez wieku najbardziej utalentowaną nastoletnią piłkarką na świecie wahadłowa swoje szanse od trenerki Renée Slegers otrzymuje (i wykorzystuje) przede wszystkim w mniej prestiżowych rozgrywkach. Na przełamanie na murawach Barclays WSL trzeba będzie jednak cierpliwie poczekać, a konkurencja w osobie Emily Fox tempa zwalniać nie zamierza.
Kapitanką i mentalną liderką London City Lionesses niezmiennie pozostaje Kosovare Asllani i nawet jeśli regularnie zasilana chińskim paliwem gwiazdorska maszyna w szerszym obrazku zdecydowanie zbyt często posapuje i się zacina, to akurat 36-latkę z Kristianstad o taki stan rzeczy winilibyśmy chyba najmniej. Żeby było zabawniej, gdy w grudniu na ławce trenerskiej LCL Francuza Jocelyna Précheura zastąpił Hiszpan Eder Maestre, coraz częściej swojej rodaczce w drugiej linii towarzyszyć zaczęła także Julia Roddar, której większość obserwatorów angielskiej ekstraklasy wieszczyła już raczej powolny zjazd do bazy. Doświadczona piłkarka rodem z Falun niewiele sobie jednak z tych predykcji robiła, a fakt nie tylko podjęcia, ale i wygrania rywalizacji z takimi konkurentkami jak Grace Geyoro, Saki Kumagai, czy Marta Perez warto podkreślić i docenić. Wypożyczenie do Brightonu posłużyło za to Rosie Kafaji, która wcześniej na dobre znalazła się poza rotacją londyńskiego Arsenalu. W nowym środowisku znacznie częściej oglądamy już jednak tę samą piłkarkę, która swoją grą wiele razy podnosiła z krzeseł publiczność na Skytteholms IP i Bravida Arenie, a wciąż mamy nadzieję, że w jej przypadku sprawdzi się stare, angielskie powiedzenie the best is yet to come. Jakkolwiek brutalnie by to nie zabrzmiało, wobec kontuzji Michelle Agyemang szans powinna otrzymać sporo, a mając za plecami takie artystki jak Jelena Cankovic, można naprawdę dokonać rzeczy wielkich. Takim małym cudem w przypadku Leicester City byłoby zapewne uniknięcie miana czerwonej latarni angielskiej ekstraklasy, gdyż to właśnie ekipę trenera Ricka Passmoora niemal wszyscy eksperci jednogłośnie obsadzali w tej roli przed rozpoczęciem rozgrywek. Póki co, prezentujące niesamowicie zdyscyplinowany, a dla wielu może nawet wyrachowany futbol Lisice skutecznie oszukują przeznaczenie, lecz grupa pościgowa ewidentnie wrzuciła ostatnio wyższy bieg. Czy w osiągnięciu celu pomoże swojej nowej ekipie pozyskana zimą z FC Rosengård Emma Jansson? Niewykluczone, wszak zawodniczek o dokładnie takiej charakterystyce szkoleniowiec LFC potrzebuje teraz najbardziej. Bo na King Power Stadium o gwiazdorzeniu i finezji mowy być nie może, tutaj ewentualny sukces trzeba będzie sumiennie wybiegać, a jak trzeba to i wyszarpać.
Na koniec naprawdę ekspresowy przegląd zaplecza, bo mówią, że podobno na nim zawsze najciekawiej. Po spadku do WSL 2 w kadrze Crystal Palace pozostała My Cato i niezmiennie pozostaje w swojej ekipie jedną z pewniaczek do gry w środku pola. Choć nie ma co ukrywać, że zarówno pod względem liczb, jak i wykreowanych koleżankom sytuacji, mielibyśmy prawo oczekiwać od niej nieco więcej. Na innym etapie angielskiej przygody znajduje się inna z ikon IFK Norrköping Wilma Leidhammar, która najpierw pobiła transferowy rekord angielskiej drugiej ligi, a następnie przywitała się z kibicami Birmingham City trafieniem w debiucie. Barw Nottingham Forest dzielnie bronią od kilku miesięcy dwie byłe piłkarki stołecznego Djurgården, lecz o ile Ebba Hed rywalizację na lewej flance defensywy zazwyczaj wygrywa, o tyle trochę rzucana po różnych pozycjach Tove Almqvist jak dotąd uzbierała na ligowych boiskach zaledwie nieco ponad 200 minut. Na zdecydowanie więcej liczy z pewnością Emilia Larsson, która dopiero co ze stosunkowo niewielkim wsparciem koleżanek utrzymała w Damallsvenskan Rosengård (jak to w ogóle abstrakcyjnie brzmi!), a teraz ze swoim nowym klubem z Newcastle spróbuje powalczyć o cel zgoła odwrotny, czyli o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Fanom szwedzkiej ekstraklasy nie trzeba ponadto przypominać, że również na drugim poziomie rozgrywkowym w Anglii oglądać możemy także niedawne, zagraniczne gwiazdy naszej ligi, w osobach między innymi fińskiej golkiperki Anny Tamminen, czy też japońskiej pomocniczki Asato Miyagawy. A zatem, kończymy lekturę i zaglądamy na Wyspy Brytyjskie, wszak kolejna seria spotkań rozpoczyna się dosłownie za chwilkę.







