Czas podsumowań

numbers_on_podium

Koniec roku to jak zwykle czas podsumowań. Nie inaczej wygląda to i na naszym serwisie, ale tym razem spróbujemy trochę to całe twórcze, noworoczne zamieszanie przeorganizować. A niejako przy okazji przedstawić wszelkie rankingi i przemyślenia w zdecydowanie bardziej przejrzystej i – miejmy nadzieję – ekscytującej formie.

Jak zwykle o tej porze, spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, kto najbardziej zasłużył na tytuł piłkarki, odkrycia i trenera roku w Szwecji. Do tego wszystkiego dołożymy jeszcze dwie zupełnie nowe kategorie, czyli Drużyna i Progres Roku. W tej ostatniej weźmiemy na tapet zawodniczki powyżej 21. roku życia, które na przestrzeni minionych dwunastu miesięcy zaliczyły największy skok jakościowy. Nie będzie wielką tajemnicą, że w niektórych zestawieniach tym razem nie narzekaliśmy na nadmiar kandydatek, ale koniec końców udało się znaleźć naprawdę godne laureatki. I teraz pozostaje tylko życzyć nam wszystkim, aby kolejne upływające lata jedynie utwierdziły nas w przekonaniu, że były to wybory trafione. Na deser, już po Nowym Roku, gorąco zapraszam za to na coroczne zestawienie szwedzkiego TOP-50, w którym uhonorujemy pięćdziesiąt najlepszych szwedzkich piłkarek roku 2022 z podziałem na pozycje. Mocno ufam więc, że materiału do czytania, analizy i polemik w najbliższych dniach stałym bywalcom tego serwisu zabraknąć nie powinno. A pierwsze teksty pisane już w roku 2023 pojawią się tradycyjnie w okolicach połowy stycznia. Wśród nich między innymi kolejna część zimowego raportu transferowego, a także felieton mówiący o tym dlaczego kadra Petera Gerhardssona nie będzie faworytem mundialu w Australii i Nowej Zelandii.

Ale zanim to wszystko, oto rozkład jazdy na najbliższe dni:

26. grudnia – Drużyna Roku 2022 – prezentacja

27. grudnia – Progres Roku 2022 – prezentacja

28. grudnia – Trener Roku 2022 – prezentacja

29. grudnia – Odkrycie Roku 2022 – prezentacja

30. grudnia – Piłkarka Roku 2022 – prezentacja

31. grudnia – życzenia noworoczne

3. stycznia – Szwedzkie TOP-50 – bramkarki

5. stycznia – Szwedzkie TOP-50 – obrończynie

7. stycznia – Szwedzkie TOP-50 – pomocniczki

9. stycznia – Szwedzkie TOP-50 – napastniczki

Lanie, lanie i wakacje

mukasa

Angel Mukasa nie zaliczyła gwiezdnego występu na miarę Zeciry Musovic (Fot. Getty Images)

Nie będziemy populistycznie pisać, że FC Rosengård jest najsłabszą drużyną fazy grupowej tegorocznej Ligi Mistrzyń. Nie byłoby to zresztą zgodne z prawdą, choć nieco bardziej smutny jest fakt, że za taki stan rzeczy możemy dziękować tylko i wyłącznie kontrowersyjnemu systemowi kwalifikacji, dzięki któremu w tej fazie rozgrywek pojawiają się takie wynalazki jak chociażby albańska Vllaznia. Bo niestety początek tegorocznej zimy mocno utwierdził nas w przekonaniu, że to właśnie z rywalkami tego pokroju może na tę chwilę równać się zespół, który dopiero co na szwedzkich boiskach sięgnął po pierwszy od trzynastu lat dublet. Przykre? Niestety prawdziwe.

Zbiorcze podsumowanie meczów mistrzyń Szwecji z Bayernem i Barceloną nie jest bynajmniej wynikiem lenistwa, a działaniem absolutnie przemyślanym. Bo z jakiej racji psuć sobie humor sześć razy, skoro można na przykład pięć? Tym bardziej, że relacje z potyczek piłkarek Renée Slegers z europejską czołówką można w zasadzie robić metodą kopiuj-wklej. I o ile na początku fazy grupowej przynajmniej końcowe wyniki były lepsze niż gra, a minimalne porażki w Monachium czy Lizbonie trochę zakłamywały rzeczywistość, o tyle z każdą kolejną serią spotkań tabela prezentowała się coraz gorzej. A my cały czas naiwnie łudziliśmy się, że może Angel Mukasa przedstawi się szerszej publiczności występem na miarę pamiętnego popisu Zeciry Musovic z Wolfsburgiem, że Gudrun Arnardottir obudzi w sobie ducha Glodis Perli Viggosdottir, skutecznie zamykając rywalkom bramę do pola karnego ekipy z Malmö, ale żadna z tych rzeczy nie miała miejsca. Co więcej, nawet liderki w osobach Schough, Holdt, czy Bredgaard z tygodnia na tydzień wykazywały jakby coraz mniej woli walki, a coraz więcej zniechęcenia i apatii. A pojedyncze przebłyski – jeżeli w ogóle miały miejsce – były dziełem tych, na które holenderska trenerka w trakcie sezonu stawiała raczej z konieczności. Ot, kolejny paradoks Damallsvenskan.

Oklaskiwać i podziwiać mogliśmy za to przeciwniczki, ale jak się nie ma co się lubi, to najwyraźniej trzeba polubić co się ma. Z niekłamanym podziwem oglądaliśmy zatem rozgrywającą swoją najlepszą rundę w karierze Carolin Simon, idealnie współpracujące ze sobą w drugiej linii Georgię Stanway oraz Sarę Zadrazil, czy wreszcie zaliczające kapitalne wejście do pierwszego zespołu osiemnastolatki: Franziskę Kett i Julię Landenberger. Tydzień później mogliśmy za to oklaskiwać katalońską maestrię i czuć pewnego rodzaju dumę, że częścią tak doskonale funkcjonującej maszyny jest między innymi szwedzka kadrowiczka Fridolina Rolfö. Choć akurat dziś w roli głównej wystąpiła nie ona, lecz Aitana Bonmati do spółki z Claudią Piną i Marioną Caldentey. Jasne, była piłkarka Linköping swojego trafienia na dobre zakończenie roku też się doczekała, ale to pomocniczki z Katalonii urzekły nas najbardziej, raz po raz rozmontowując defensywę Rosengård z taką gracją, że momentami przypominało to bardziej efektowną grę wideo niż prawdziwy futbol. Inna sprawa, że wśród gospodyń swoje chwile szczęścia miała dziś każda z zawodniczek z wyłączeniem bramkarki Gemmy Font, na listę strzelczyń wpisały się nawet obie stoperki, a resztek złudzeń niewielką grupę fanów ze Skanii jeszcze przed upływem inauguracyjnego kwadransa pozbawiła Asisat Oshoala. Wystarczy jednak szybkie spojrzenie na statystykę strzałów (30-1), celnych podań (795-240), czy posiadania piłki (70-30), żeby zrozumieć, iż na murawie w Barcelonie wystąpiła tylko jedna drużyna, które może z pełną powagą nazywać się ekipą na miarę występów w najbardziej prestiżowych rozgrywkach w Europie.

Nie tak dawno było całkiem głośno o mini-konflikcie pomiędzy Therese Sjögran i Peterem Gerhardssonem, w wyniku którego piłkarki Rosengård nie zostały puszczone na styczniowe zgrupowanie reprezentacji odbywające się poza oficjalnym okienkiem FIFA. Dyrektorka sportowa klubu z Malmö przekonywała, że jej zawodniczkom należy się przecież kilka tygodni wakacji i doprawdy trudno się z jej argumentami nie zgodzić. Szkoda tylko, że na w pełni zasłużone urlopy piłkarki ze Skanii udadzą się po serii występów, która nie przyniosła specjalnej chluby ani im samym, ani wizerunkowi szwedzkiego futbolu w Europie. Bo nawet jeśli nikt logicznie myślący nie oczekiwał walki o awans do ćwierćfinału, to jednak przegrywać też można na wiele różnych sposobów. A w Rosengård tym razem zdecydowali się postawić na ten zdecydowanie mniej atrakcyjny i chwalebny. Cóż, najwyraźniej czasami bywa i tak. Udanych wakacji, dziewczyny!

fcrfcb

fcbfcr

Końcowa tabela Grupy D:

tabela

Grudniowy raport transferowy

1637837619

Pauline Hammarlund na wiosnę pogra sobie w jednej z najciekawszych lig w Europie (Fot. Bildbyrån)

Grudzień w szwedzkiej piłce klubowej to przede wszystkim okres wzmożonych ruchów na transferowym rynku. Ten rok nie jest w tej kwestii wyjątkiem, choć wiele zespołów wciąż znajduje się na względnie początkowym etapie kompletowania kadry na sezon 2023. Ale tyle w tym dobrego, że i po Nowym Roku będziemy mieli zapewne całkiem sporo tematów do dyskusji i analizy. Póki co skupmy się jednak na transakcjach już dokonanych i wspólnie zastanówmy się, który z kandydatów do tytułu na tę chwilę wykorzystał miniony czas w najbardziej efektywny sposób.

Mistrzynie z Rosengård póki co skupiają się przede wszystkim na zakończeniu gry w fazie grupowej Ligi Mistrzyń, a także przedłużaniu wygasających z końcem grudnia umów. Z tej ostatniej opcji skorzystały między innymi Angel Mukasa oraz Jessica Wik, choć ta druga miała naprawdę poważnie rozważać propozycje z przynajmniej dwóch innych szwedzkich klubów. Jedyną zawodniczką, która na pewno po Nowym Roku definitywnie opuści Malmö, jest natomiast Mimmi Larsson. 28-letnia napastniczka w poszukiwaniu nowego impulsu w karierze najprawdopodobniej uda się aż za Atlantyk, gdzie ma reprezentować barwy sensacyjnego finalisty tegorocznych rozgrywek NWSL Kansas City Current.

Wicemistrzowskie Häcken również straci tej zimy niezwykle istotny element ofensywy, gdyż po słowie z włoską Fiorentiną wydaje się być Pauline Hammarlund. Klub z Hisingen pożegna się ponadto z Mille Gejl, Lottą Ökvist oraz Emily Madril, a wciąż pod znakiem zapytania stoi przyszłość innej reprezentantki Danii Stine Larsen. Dodatkowym problemem jest również kontuzja Anny Csiki, która zerwała więzadła krzyżowe i do treningów powróci najwcześniej w połowie rundy jesiennej. Jedną z powstałych w kadrze wyrw zapełnić ma rekonwalescentka Rosa Kafaji i to na jej doskonałą formę strzelecką na wiosnę liczą z pewnością wszyscy fani popularnych Os. Nie da się jednak ukryć, że decydujące tygodnie zimowego okienka cały czas są jeszcze przed zespołem prowadzonym przez Roberta Vilahamna.

Wydarzeniem grudnia w Linköping jest z całą pewnością informacja o zakończeniu kariery przez Nillę Fischer i nie ma w tym absolutnie nic dziwnego, wszak legendy szwedzkiego futbolu nie odchodzą na piłkarską emeryturę codziennie. Z czysto sportowego punktu widzenia zdecydowanie bardziej istotny jest jednak proces, który na potrzeby tego tekstu możemy nazwać drugim rozbiorem Eskilstuny. To właśnie w ramach tych działań kadrę LFC zasiliły tej zimy Emma Östlund oraz Felicia Saving, a wiele wskazuje na to, że absolutnie nie było to jeszcze ostatnie słowo działaczy z Östergötland. Co równie istotne, ważne umowy na kolejny rok mają także zwyciężczyni klasyfikacji strzelczyń Damallsvenskan Dunka Amalie Vangsgaard, a także kreatywny, japoński duet Momiki – Takarada.

Jeżeli priorytetem dla Elisabet Gunnarsdottir na zimę 2022-23 było zatrzymanie w Kristianstad dwóch kanadyjskich gwiazd, to ów plan udało się wykonać w dokładnie pięćdziesięciu procentach. Evelyne Viens na wiosnę znów będzie cieszyć swoją grą sympatyków futbolu we wschodniej Skanii, ale Gabrielle Carle zdecydowała się na przeprowadzkę do stolicy USA i występy w barwach Washington Spirit. Ponadto, w Kristianstad kontynuują doskonale znaną strategię wyrywania trzonowych zębów ligowym rywalkom, w efekcie czego skład Pomarańczowej Armii zasiliły Islandka Hlin Eiriksdottir z Piteå oraz Amerykanka Carly Wickenheiser z Örebro. Pozostałe kluczowe zawodniczki (z wyjątkiem Delaney Baie Pridham) zdecydowały się pozostać w klubie, dzięki czemu już dziś możemy śmiało typować Kristianstad w gronie poważnych pretendentów do tytułu.

Czy rok 2023 należeć będzie do stołecznego Hammarby? W Södermalm nie mają co do tego najmniejszych wątpliwości, a transfer Julii Roddar jak najbardziej wpisuje się w strategię systematycznego wzmacniania zespołu, która ostatecznie ma zaprowadzić Bajen na najwyższy stopień ligowego podium. Po stronie strat na uwagę zasługuje transfer Elise Kellond-Knight, która zdecydowała się na powrót do rodzinnej Australii, bo pozostałe ubytki – jakkolwiek zauważalne – dotyczą zawodniczek pełniących w ostatnich miesiącach role rzadko wchodzących z ławki rezerwowych.

Spokój i systematyczne działanie – to wizytówka grudniowych działań klubu z Vittsjö. W najsłynniejszej piłkarskiej wsi w Szwecji postawiono na sprawdzone rozwiązania, dzięki czemu udało się dojść do porozumienia z kluczowym, ofensywnym duetem Markstedt – Sällström. A wiele wskazuje na to, że klubowych barw zmieniać nie zamierza także mająca za sobą najbardziej udany w karierze rok Jutta Rantala. Zgodnie z przewidywaniami, nie udało się za to zatrzymać w Skanii najlepszej bramkarki Damallsvenskan dwóch ostatnich sezonów Sabriny D’Angelo, a jej miejsce między słupkami zająć ma pozyskana z fińskiego Åland United Amerykanka Lainey Burdett, która jest jednak swego rodzaju niewiadomą. W Vittsjö mają jednak nadzieję, że podjęte ryzyko i tym razem się opłaci.

A co słychać w ekipach spoza wielkiej szóstki? Oj, nieciekawie to wygląda! W Piteå udało się wprawdzie zatrzymać Maję Green, obie panie Andersson i do tego pozyskać Tuvę Skoog, ale jeśli klub marzy o tym, aby stać się czymś więcej niż tylko drużyną środka tabeli, to przed działaczami z Norrbotten tej zimy jeszcze naprawdę dużo wyzwań. Tym bardziej, że Amanda McGlynn, czy wspomniana już Eiriksdottir nie są zawodniczkami, które łatwo skutecznie zastąpić. Tradycyjna, noworoczna wyprzedać trwa w najlepsze na Behrn Arenie, gdzie trener Rickard Johansson znów będzie musiał rozpoczynać budowę swojego projektu niemal od zera. Niemal, bo jakimś plusikiem jest niewątpliwie podpisanie na kolejny sezon Nathalie Hoff Persson, która w przeciwieństwie do Wickenheiser, Agustsdottir, Pechersky, Öhman, czy Pikkujämsy zdecydowała się pozostać w Örebro. W Djurgården póki co skupiają się przede wszystkim na debatowaniu o wizjach na świetlaną przyszłość (oby przynajmniej cokolwiek z tego wyszło), w Kalmarze – jak zresztą zwykle – trzy czwarte kadry i cały sztab szkoleniowy radośnie rozjechali się na cztery strony świata, a beniaminkowie … no cóż, są ze swoją budową daleko w lesie. A, i w tym wszystkim jest jeszcze utrzymana po barażach Bromma, którą zbawiać mają Fanny Hjelm do spółki z Elsą Karlsson. I choć fajnie w życiu pozostawać optymistą, to trudno oprzeć się wrażeniu, że w niektórych miejscach transferowe działania zdecydowanie bardziej przypominają prowizorkę niż profesjonalne środowisko. A szkoda, bardzo szkoda …

Śnieżny dramat

slegers

Trenerka Rosengård Renée Slegers zdecydowanie ma o czym myśleć (Fot. UEFA)

Sytuacja przed prawdopodobnie najważniejszym meczem piłkarek Rosengård w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń była banalnie prosta. Przynajmniej dwubramkowe zwycięstwo mocno przybliżało drużynę prowadzoną przez Renée Slegers do zajęcia trzeciej lokaty w końcowej tabeli grupy D, zaś jakakolwiek wygrana była gwarantem bezcennych punktów do rankingu UEFA, których obecnie pilnie potrzebuje nie tylko zespół z Malmö, ale cała szwedzka piłka klubowa. Najbardziej liczyliśmy jednak po prostu na dobrą postawę gospodyń, gdyż to, co mistrzynie Damallsvenskan zaprezentowały przed dwoma tygodniami na boisku nieopodal Lizbony, wzbudziło w nas delikatny niesmak. Przed pierwszym gwizdkiem trochę żartowaliśmy, że przyjezdne z południa Europy mogą przestraszyć się ujemnej temperatury oraz padającego w stolicy Skanii śniegu, ale stosunkowo szybko przekonaliśmy się, że to zawodniczki z Portugalii czują się na murawie Malmö IP zdecydowanie bardziej komfortowo. A liczenie na sprzyjające warunki atmosferyczne skończyło się w momencie, gdy zobaczyliśmy, w jakim stroju na rozgrzewkę wyszła chociażby Kika Nazareth. O ile jednak zawodniczki z Lizbony nie przeżyły w grudniowym, skandynawskim mrozie szoku termicznego, o tyle prawdziwy szok poznawczy dosłownie za chwilę miał stać się udziałem ponad tysięcznej grupy najwierniejszych sympatyków Rosengård, którzy ostatecznie zdecydowali się spędzić środowy wieczór na trybunach. Bo długimi momentami można było odnieść wrażenie, że oto do Skanii przyjechał Lyon lub inna Barcelona, nie zaś tylko mistrz Portugalii.

Pierwszy strzał na bramkę Rute Costy gospodynie oddały w dwudziestej minucie gry, drugi natomiast równo po upływie pół godziny. Jak na ironię, tak skromny dorobek wystarczył jednak, aby przez chwilę cieszyć się całkowicie niezasłużonym prowadzeniem. Mia Persson popisała się skutecznym pressingiem i przytomnym odegraniem do Olivii Schough, a skrzydłowa Rosengård uderzyła w swoim stylu i po chwili utonęła w objęciach koleżanek z drużyny. Kopnięta przez reprezentantkę Szwecji futbolówka po drodze odbiła się jeszcze od Paulety, ale skoro w sporcie czasami trzeba mieć trochę szczęścia, to dla mistrzyń Szwecji był to właśnie ten moment. Strzelony gol sprawił, że przez pięć kolejnych minut piłkarki z Malmö potrafiły nawet skutecznie przenieść ciężar gry na połowę rywalek, ale niestety były to wyłącznie miłe złego początki. Bo później – wyłączając może kilka ofensywnych zrywów w samej końcówce spotkania – na murawie w Malmö chęć gry w piłkę wykazywała wyłącznie jedna drużyna. I nie były nią niestety podopieczne Renée Slegers, a mające w swojej kadrze kilkanaście zawodniczek z półprofesjonalnymi kontraktami przyjezdne z Portugalii. I jest to naprawdę smutne podsumowanie tego, w którym miejscu znalazła się w tej chwili szwedzka piłka w wydaniu klubowym.

W zespole Rosengård na zdecydowanie najwyższą notę zasłużyła dziś australijska golkiperka Teagan Micah, która kilkoma najwyższej próby interwencjami bardzo długo utrzymywała swoją drużynę w grze. Niestety, najlepsza zawodniczka FCR swój udział w meczu zakończyła mocno przedwcześnie, w wyniku groźnie wyglądającej kolizji w polu karnym. Mały plusik możemy postawić ponadto przy nazwisku Frederikke Thøgersen, niesamowicie aktywnej przede wszystkim w początkowej fazie meczu. W tym miejscu kończy się jednak wyliczanie pozytywów po szwedzkiej stronie, bo nawet wykazujące zazwyczaj sporą chęć do gry Schough czy Bredgaard notowały dziś zdecydowanie więcej nieudanych zagrań. Pod nieobecność Emmy Berglund i Rebecki Knaak z bardzo słabej strony pokazała się również formacja defensywna FCR. I nawet jeśli gdzieś w środku mogliśmy spodziewać się, że stosunkowo mało zwrotne Lundgren i Arnardottir mogą być raz po raz wkręcane w ziemię przez zdecydowanie bardziej techniczne Portugalki, to już przegrywane przez Jessikę Wik oraz Fionę Brown pojedynki fizyczne były dla nas ogromnym zaskoczeniem. Podobnie zresztą, jak łatwość, z jaką Benfica kreowała sobie kolejne bramkowe sytuacje. Czasami wystarczyło tylko jedno dokładne prostopadłe podanie lub jeden prosty zwód i cała defensywa mistrzyń Szwecji sypała się niczym źle postawiony domek z kart.

Tak naprawdę przyjezdne mogły pokusić się w stolicy Skanii o zdecydowanie bardziej okazałe zwycięstwo, ale hat-tricka pozbawił Cloe Lacasse minimalny spalony, a po uderzeniu Jessiki Silvy w sukurs gospodyniom przyszła poprzeczka. Poza tym, jeden z najlepszych meczów na szwedzkich boiskach rozegrała wspomniana już wcześniej Teagan Micah, co jednak tylko trochę utrudniło gościom zadanie. Doceniając w pełni klasę sportową takich zawodniczek jak Kika czy Nycole, nie możemy jednak nie zadawać niewygodnych pytań o postawę Rosengård. Bo przegrać, nawet z teoretycznie słabszym kadrowo rywalem, oczywiście można, ale styl w jakim najlepszy zespół Damallsvenskan rozegrał właśnie dwumecz z mistrzyniami Portugalii, jest już zdecydowanie poniżej jakiegokolwiek akceptowalnego poziomu. Kadrę Rosengård stanowią bowiem profesjonalistki, wielokrotne reprezentantki liczących się na futbolowej mapie świata krajów, a sama Therese Sjögran nie tak dawno chwaliła głębię składu na wielu kluczowych pozycjach. Skoro zatem jest tak dobrze, to dlaczego na murawie wygląda to tak źle? I czy z tej drogi w ogóle da się jeszcze w miarę skutecznie zawrócić? Te pytania zapewne przynajmniej do wiosny pozostaną jednak bez jednoznacznej odpowiedzi.

fcrslb

Krajowa kadra na Algarve

Powrót legendy, posiłki z NWSL i zimowe urlopy dla piłkarek Rosengård – tak w największym skrócie można podsumować kluczowe momenty wtorkowej konferencji szwedzkiego selekcjonera. O ile jednak w temacie powołania dla nieobecnej w ostatnich miesiącach Hedvig Lindahl trudno doszukiwać się większych kontrowersji, o tyle gorące dyskusje na linii Peter Gerhardsson – Therese Sjögran wzbudziły niemało kontrowersji. Jedni konsekwentnie stali na stanowisku, że szczególnie w roku mundialowym kadra powinna stanowić absolutny priorytet, inni natomiast w pełni zgadzali się z argumentami dyrektorki sportowej mistrzyń Szwecji, która nie bez racji zauważała, że przy obecnym terminarzu ligi oraz europejskich pucharów styczeń jest jedynym miesiącem, w którym piłkarki Rosengård mogą pozwolić sobie na nieco dłuższy urlop. Koniec końców w samolocie lecącym do Portugalii nie znajdzie się żadna z zawodniczek z Malmö i jest to chyba rozwiązanie najbardziej optymalne. Teraz pozostaje już tylko czekać na ogłoszenie, czy na styczniowy termin uda się zakontraktować jakiś mecz towarzyski (niezmiennie prowadzone są w tym kierunku intensywne działania), a następnie liczyć na to, że portugalskie zgrupowanie okaże się niezwykle owocnym początkiem bardzo ważnego dla kadry roku. Bo to ostatnie zdecydowanie leży we wspólnym interesie nas wszystkich.

kadra

******

Zimowa sceneria z reguły kojarzy nam się przede wszystkim z bardziej lub mniej intensywnym okienkiem transferowym, ale w tym roku o odpowiednią dawkę emocji postarała się Komisja Licencyjna, która tym razem wyjątkowo postanowiła stanąć na wysokości zadania. Decyzja o karnej degradacji klubu z Eskilstuny boli oczywiście nie tylko sympatyków United, ale wszystkich, którzy chcieliby, aby ostateczne rozstrzygnięcia zapadały wyłącznie na murawie, w wyniku sportowej rywalizacji. Musimy jednak mieć na uwadze fakt, że w podobno profesjonalnej lidze nie powinno być miejsca na nieprofesjonalne zarządzanie, a z takim procederem (na niemałą zresztą skalę) mieliśmy ostatnimi czasy do czynienia na Tunavallen. Na chwilę obecną wolne miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej przejmuje pokonana z barażu Uppsala, ale cała ta licencyjna saga może jeszcze potrwać przynajmniej kilka tygodni, gdyż klubowi z Sörmland wciąż przysługuje odwołanie od wczorajszej decyzji. Tak, czy inaczej, zima 2002-23 w Damallsvenskan zapowiada się wyjątkowo gorąco, choć przyczyny takiego stanu rzeczy niekoniecznie napawają nas optymizmem.

Powody do zadowolenia mogą za to mieć kibice w Linköping, gdyż łączony ostatnimi czasy między innymi z wakującą posadą menedżera angielskiego Brighton Andrée Jeglertz zdecydował się przedłużyć o kolejny rok umowę z klubem z Östergötland. A ponowne roszady na ławce trenerskiej byłyby chyba najgorszym możliwym scenariuszem z perspektywy wciąż szukającego stabilizacji zespołu. W Linköping nie próżnują także w kwestii budowy kadry zawodniczej: kontrakt z zespołem podpisała już młodzieżowa reprezentantka Szwecji Felicia Saving, a wiele wskazuje na to, że w najbliższych dniach ogłoszone zostaną jeszcze dwa równie ekscytujące nazwiska, które bardzo wzmocnią rywalizację w przednich formacjach LFC.

Algarve? Tak, ale nieco wcześniej

contentmedium

Przygotowania do swojego drugiego mundialu w roli selekcjonera Peter Gerhardsson rozpocznie na portugalskim wybrzeżu Algarve (Fot. Bildbyrån)

Choć w przyszłym roku nie zostanie rozegrany tradycyjny turniej towarzyski o Puchar Algarve, to wcale nie jest to równoznaczne z tym, że kadra Petera Gerhardssona będzie omijać gościnne, portugalskie wybrzeże szerokim łukiem. Z tą jednak różnicą, że w Faro i okolicach pojawi się wyjątkowo nie w lutym, a w styczniu i w składzie wyłącznie krajowym. Całe zgrupowanie odbędzie się bowiem poza oficjalnym okienkiem reprezentacyjnym FIFA, w związku z czym nie będą mogły pojawić się na nim zawodniczki występujące na co dzień w klubach zagranicznych. Przedstawicielki Damallsvenskan mają jednak w tym terminie wolne, a skoro tak, to zaistniałą okazję warto wykorzystać, gdyż każdy spędzony wspólnie dzień oraz każda przepracowana razem jednostka treningowa mogą okazać się w perspektywie mundialu bezcenne. A czasu na eksperymenty, zarówno te taktyczne, jak i personalne, będzie w przyszłym roku mniej niż kiedykolwiek wcześniej.

Zimową eskapadę na południe Europy zachwala także sam selekcjoner, wychodząc najwyraźniej z bardzo podobnego założenia. To bardzo dobry sygnał, że będziemy mogli przeprowadzić to styczniowe zgrupowanie. Przed mistrzostwami dostaniemy od FIFA tylko dwa oficjalne terminy na wiosnę, więc ważna jest każda dodatkowa okazja na obejrzenie zawodniczek w warunkach reprezentacyjnych i dokonanie przeglądu kadr. Co więcej, będzie to również szansa, aby piłkarki, o których myślimy w kontekście kadry bardziej długoterminowo, lepiej poznały naszą etykę pracy i całą otoczkę towarzyszącą zgrupowaniom – podsumował Gerhardsson. I trudno nie przyznać mu racji, bo jeśli całe to zamieszanie ma przynieść efekt w postaci wyklarowania się dla kadry choćby jednego nazwiska lub jednego schematu, to zdecydowanie warto w tym kierunku podążać. A z doświadczenia wiemy, że akurat ten sztab szkoleniowy nie zwykł w analogicznych okolicznościach marnować nawet pojedynczego dnia.

Trzymając zatem kciuki za powodzenie misji Algarve informujemy, że do słonecznego nawet o tej porze roku Faro szwedzkie kadrowiczki udadzą się 9. stycznia, a powrót do kraju zaplanowano dokładnie osiem dni później. Na ten moment nie jest jeszcze przesądzone, czy uda się w tym okresie rozegrać jakiś mecz kontrolny, choć szwedzka federacja dołoży wszelkich starań, aby przynajmniej jedno takie spotkanie udało się zakontraktować. Gdyby wysiłki te zakończyły się ostatecznie powodzeniem, to pomimo teoretycznie mało korzystnego terminu, byłby to niewątpliwie cenny sprawdzian, a przy okazji odskocznia od tradycyjnej, zimowej rutyny dla samych piłkarek. A my, w zależności od wyniku i przebiegu gry, dostalibyśmy jeszcze jeden argument, aby narzekać lub wychwalać (niepotrzebne skreślić) naszą kochaną Damallsvenskan nawet w środku zimy, gdy za oknami sypać będzie (miejmy nadzieję) śnieg. Co także, nawiasem mówiąc, brzmi jak całkiem ciekawa propozycja na intensywne rozpoczęcie nowego, mundialowego roku.