Śnieżny dramat

slegers

Trenerka Rosengård Renée Slegers zdecydowanie ma o czym myśleć (Fot. UEFA)

Sytuacja przed prawdopodobnie najważniejszym meczem piłkarek Rosengård w tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń była banalnie prosta. Przynajmniej dwubramkowe zwycięstwo mocno przybliżało drużynę prowadzoną przez Renée Slegers do zajęcia trzeciej lokaty w końcowej tabeli grupy D, zaś jakakolwiek wygrana była gwarantem bezcennych punktów do rankingu UEFA, których obecnie pilnie potrzebuje nie tylko zespół z Malmö, ale cała szwedzka piłka klubowa. Najbardziej liczyliśmy jednak po prostu na dobrą postawę gospodyń, gdyż to, co mistrzynie Damallsvenskan zaprezentowały przed dwoma tygodniami na boisku nieopodal Lizbony, wzbudziło w nas delikatny niesmak. Przed pierwszym gwizdkiem trochę żartowaliśmy, że przyjezdne z południa Europy mogą przestraszyć się ujemnej temperatury oraz padającego w stolicy Skanii śniegu, ale stosunkowo szybko przekonaliśmy się, że to zawodniczki z Portugalii czują się na murawie Malmö IP zdecydowanie bardziej komfortowo. A liczenie na sprzyjające warunki atmosferyczne skończyło się w momencie, gdy zobaczyliśmy, w jakim stroju na rozgrzewkę wyszła chociażby Kika Nazareth. O ile jednak zawodniczki z Lizbony nie przeżyły w grudniowym, skandynawskim mrozie szoku termicznego, o tyle prawdziwy szok poznawczy dosłownie za chwilę miał stać się udziałem ponad tysięcznej grupy najwierniejszych sympatyków Rosengård, którzy ostatecznie zdecydowali się spędzić środowy wieczór na trybunach. Bo długimi momentami można było odnieść wrażenie, że oto do Skanii przyjechał Lyon lub inna Barcelona, nie zaś tylko mistrz Portugalii.

Pierwszy strzał na bramkę Rute Costy gospodynie oddały w dwudziestej minucie gry, drugi natomiast równo po upływie pół godziny. Jak na ironię, tak skromny dorobek wystarczył jednak, aby przez chwilę cieszyć się całkowicie niezasłużonym prowadzeniem. Mia Persson popisała się skutecznym pressingiem i przytomnym odegraniem do Olivii Schough, a skrzydłowa Rosengård uderzyła w swoim stylu i po chwili utonęła w objęciach koleżanek z drużyny. Kopnięta przez reprezentantkę Szwecji futbolówka po drodze odbiła się jeszcze od Paulety, ale skoro w sporcie czasami trzeba mieć trochę szczęścia, to dla mistrzyń Szwecji był to właśnie ten moment. Strzelony gol sprawił, że przez pięć kolejnych minut piłkarki z Malmö potrafiły nawet skutecznie przenieść ciężar gry na połowę rywalek, ale niestety były to wyłącznie miłe złego początki. Bo później – wyłączając może kilka ofensywnych zrywów w samej końcówce spotkania – na murawie w Malmö chęć gry w piłkę wykazywała wyłącznie jedna drużyna. I nie były nią niestety podopieczne Renée Slegers, a mające w swojej kadrze kilkanaście zawodniczek z półprofesjonalnymi kontraktami przyjezdne z Portugalii. I jest to naprawdę smutne podsumowanie tego, w którym miejscu znalazła się w tej chwili szwedzka piłka w wydaniu klubowym.

W zespole Rosengård na zdecydowanie najwyższą notę zasłużyła dziś australijska golkiperka Teagan Micah, która kilkoma najwyższej próby interwencjami bardzo długo utrzymywała swoją drużynę w grze. Niestety, najlepsza zawodniczka FCR swój udział w meczu zakończyła mocno przedwcześnie, w wyniku groźnie wyglądającej kolizji w polu karnym. Mały plusik możemy postawić ponadto przy nazwisku Frederikke Thøgersen, niesamowicie aktywnej przede wszystkim w początkowej fazie meczu. W tym miejscu kończy się jednak wyliczanie pozytywów po szwedzkiej stronie, bo nawet wykazujące zazwyczaj sporą chęć do gry Schough czy Bredgaard notowały dziś zdecydowanie więcej nieudanych zagrań. Pod nieobecność Emmy Berglund i Rebecki Knaak z bardzo słabej strony pokazała się również formacja defensywna FCR. I nawet jeśli gdzieś w środku mogliśmy spodziewać się, że stosunkowo mało zwrotne Lundgren i Arnardottir mogą być raz po raz wkręcane w ziemię przez zdecydowanie bardziej techniczne Portugalki, to już przegrywane przez Jessikę Wik oraz Fionę Brown pojedynki fizyczne były dla nas ogromnym zaskoczeniem. Podobnie zresztą, jak łatwość, z jaką Benfica kreowała sobie kolejne bramkowe sytuacje. Czasami wystarczyło tylko jedno dokładne prostopadłe podanie lub jeden prosty zwód i cała defensywa mistrzyń Szwecji sypała się niczym źle postawiony domek z kart.

Tak naprawdę przyjezdne mogły pokusić się w stolicy Skanii o zdecydowanie bardziej okazałe zwycięstwo, ale hat-tricka pozbawił Cloe Lacasse minimalny spalony, a po uderzeniu Jessiki Silvy w sukurs gospodyniom przyszła poprzeczka. Poza tym, jeden z najlepszych meczów na szwedzkich boiskach rozegrała wspomniana już wcześniej Teagan Micah, co jednak tylko trochę utrudniło gościom zadanie. Doceniając w pełni klasę sportową takich zawodniczek jak Kika czy Nycole, nie możemy jednak nie zadawać niewygodnych pytań o postawę Rosengård. Bo przegrać, nawet z teoretycznie słabszym kadrowo rywalem, oczywiście można, ale styl w jakim najlepszy zespół Damallsvenskan rozegrał właśnie dwumecz z mistrzyniami Portugalii, jest już zdecydowanie poniżej jakiegokolwiek akceptowalnego poziomu. Kadrę Rosengård stanowią bowiem profesjonalistki, wielokrotne reprezentantki liczących się na futbolowej mapie świata krajów, a sama Therese Sjögran nie tak dawno chwaliła głębię składu na wielu kluczowych pozycjach. Skoro zatem jest tak dobrze, to dlaczego na murawie wygląda to tak źle? I czy z tej drogi w ogóle da się jeszcze w miarę skutecznie zawrócić? Te pytania zapewne przynajmniej do wiosny pozostaną jednak bez jednoznacznej odpowiedzi.

fcrslb

Advertisement

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s