Hammarby zmniejsza dystans

14

Hammarby znów na zwycięskiej ścieżce, więc ‘piąteczka’ po strzelonym golu musi być (Fot. Peter Jonsson)

Po poprzedniej kolejce żywo ponarzekaliśmy sobie na bezlitosny terminarz, który nijak nie pozwala piłkarkom czternastu klubów Damallsvenskan złapać choć trochę świeżości. A ponieważ tempo rozgrywania meczów od tamtego czasu nie spadło, to w zasadzie najbardziej sprawiedliwie byłoby rozpocząć ten tekst klasycznym kopiuj-wklej. Problemy z motoryką uwidaczniają się szczególnie w przypadku mało doświadczonych zespołów z dolnej połówki tabeli i choć Johanna Renmark raz jeszcze zrobiła zdecydowanie więcej niż ktokolwiek miał prawo oczekiwać, to całościowo Uppsala była kompletnie bezradna w zderzeniu z prowadzonymi w bój przez niezniszczalną Olivię Schough mistrzyniami z Malmö. Co zaskakujące, pierwszoplanową postacią starcia w stolicy Skanii okazała się jednak nie najlepsza snajperka i asystentka ligi, a… sędzia Farouk Nehdi, który swoimi decyzjami zupełnie niepotrzebnie wprowadzał na murawie sporo zamieszania. A to nie uznał zupełnie prawidłowego gola, a to podyktował nieco absurdalny rzut karny i można było odnieść wrażenie, że zarządza meczem według zasady wyrównywania rzekomo wyrządzonych obu ekipom krzywd. A to w futbolu nigdy nie jest dobrą taktyką. Szczęście w nieszczęściu, że dominacja gospodyń okazała się na tyle znacząca, iż o żadnym wypaczeniu wyniku mowy być w tym przypadku nie mogło. Zdecydowanie bardziej zacięta była rywalizacja dwóch beniaminków, choć trzeba uczciwie zaznaczyć, że niestety mamy tu na myśli wyłącznie równanie w dół. Växjö i Norrköping długimi momentami prezentowały nam bowiem coś na kształt mało zabawnej parodii piłkarskiego meczu w stylu, który na zachodnim wybrzeżu Szwecji nazywamy flipperspel. W największym skrócie oznacza to tyle, że zawodniczka w białym stroju posyłała kilkudziesięciometrowe zagranie, które przejmowała piłkarka w stroju czarnym i… kilkanaście sekund później robiła dokładnie to samo. Jasne, obejrzenie trzyminutowego skrótu z Värendsvallen może pozostawić nieco mylne wrażenie, ale gdyby ktoś z jakichś nieznanych szerzej powodów zdecydował się odświeżyć sobie ten mecz w całości, to jest to niewątpliwie zadanie z gatunku tych wyjątkowo ekstremalnych. Z kronikarskiego obowiązku dodajmy tylko, że koniec końców trzy punkty pojechały do Östergötland, ale największymi zwycięzcami i tak zostali ci, którzy dzielnie dotrwali do ostatniego gwizdka.

Centra Kyry Cooney-Cross i perfekcyjna główka Madelen Janogy – liderki z Södermalm zrobiły swoje, a jeden gol w zupełności wystarczył, aby Hammarby dopisało do swojego dorobku kolejne domowe zwycięstwo. Choć tak naprawdę niewiele dzieliło nas od tego, aby licznie zebrani na popularnym Kanalplan kibice otrzymali w gratisie sporą dawkę niespodziewanych i zupełnie niepotrzebnych z ich perspektywy emocji. Na początku drugiej połowy Lotta Ökvist bezmyślnie powaliła bowiem w szesnastce szarżującą Katariinę Kosolę, ale Anna Tamminen błyskawicznie odpaliła tryb superbohaterki i nadzieje sympatyków Örebro zgasły jeszcze szybciej niż chwilę wcześniej rozbłysły. Wyraźnie niższą frekwencję odnotowaliśmy na Grimsta Idrottsplats, gdzie piłkarkom z Brommy zabrakło pięciu minut do tego, aby po raz pierwszy w tegorocznej kampanii zwyciężyć przed własną publicznością na własnym obiekcie. Prowadzenie gospodyniom dała w 69. minucie Fanny Hjelm, wykorzystując fatalny błąd Katriny Gorry, ale Vittsjö – zgodnie z doskonale znaną sobie tradycją – walczyło do końca i coś zdołało w ten sposób uratować. Tym czymś okazał się remis po akcji Kayli Adamek z Charlotte Grant. Polka dośrodkowała, Australijka trochę szczęśliwie zmieściła futbolówkę w siatce mimo interwencji Nichole Persson i mało satysfakcjonujący jeden punkt wpadł do skarbczyka drużyny prowadzonej przez Ulfa Kristianssona. Tempa nie zwalnia Linköping, choć rywalizacja na Bilbörsen Arenie rozpoczęła się mocno niestandardowo, bo od alarmu pożarowego (pirotechnika w sektorze przyjezdnych) i ewakuacji całego stadionu. Nieplanowane zamieszanie skończyło się na szczęście wyłącznie na strachu, a gdy można było skupić się już wyłącznie na sportowej rywalizacji, to podopieczne trenera Jeglertza szybko wybiły rywalkom ze stolicy pomysł na sprawienie ewentualnej niespodzianki. Yuka Momiki zagrała przepiękny koncert w drugiej linii, Cornelia Kapocs potwierdziła, że na ten moment jest jednym z najgorętszych ofensywnych nazwisk w lidze, a radzący sobie wciąż bez swojej liderki w osobie Olgi Ahtinen Linköping mógł celebrować jeszcze jedno, odniesione w naprawdę przyzwoitym stylu zwycięstwo.

Zdecydowanie najlepszy jakościowo mecz obejrzeli za to kibice w Kristianstad, co tylko potwierdza prawdziwość tezy, że w piłce nożnej często te bezbramkowe widowiska są jednocześnie tymi najciekawszymi. Poza golami na stadionie we wschodniej Skanii nie zabrakło bowiem niczego, a zawodniczki obu ekip zadbały o odpowiednią intensywność, pokazując w ten sposób, że nawet na narastającym zmęczeniu da się w szwedzkich, ligowych warunkach wykreować coś więcej niż tylko produkt meczopodobny. Wreszcie naprawdę udany występ zaliczyła Jennifer Falk, a jej interwencja w sytuacji sam na sam z Evelyne Viens przypomniała nam dlaczego to właśnie ta golkiperka aż czterokrotnie była najlepszą specjalistką w swoim fachu w Damallsvenskan. Solidnie zaprezentowała się także zastępująca do końca rundy kontuzjowaną Melinę Loeck Moa Olsson, co cieszy o tyle, że to właśnie o dyspozycję swojej wychowanki kibice z Kristianstad obawiali się najbardziej. A poza tym: Therese Ivarsson znów ratowała swój zespół skutecznym wybiciem z linii, Alice Nilsson harowała w defensywie na całej szerokości boiska, Bergman Lundin, Curmark i Rubensson pokazały, jak powinien prezentować się środek pola w solidnym klubie, a Eiriksdottir i Kafaji zrobiły naprawdę wiele, aby podtrzymać swoją strzelecką passę. W tym wszystkim szkoda tylko urazów Emmi Alanen oraz Anny Sandberg, które jeszcze przed przerwą przedwcześnie zakończyły udział w spotkaniu, ale mocno trzymamy kciuki, aby powrót do pełni formy przebiegał w obu przypadkach szybko i bezproblemowo. Jako się rzekło, na boisku skończyło się na 0-0, ale jeśli ktoś właśnie tego wieczora postanowił wybrać się na swój pierwszy w życiu piłkarski mecz, to raczej tej decyzji nie żałował. A ponieważ jesienią terminarz wydaje się być po stokroć bardziej sprzyjający, to z tym większą nadzieją wyczekujemy kolejnych ligowych delicji. Kristianstad i Häcken zadbały póki co o to, aby nasze apetyty były odpowiednio wyostrzone.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2

Bohaterki są zmęczone

C582223F-C59C-4A10-A161-07A0FFE4652E

Jutta Rantala nieoczekiwanie znalazła się na czele klasyfikacji asystentek (Fot. Henrik Eberlund)

Podsumowanie trzynastej kolejki Damallsvenskan rozpoczniemy od nieskomplikowanego, matematycznego równania. Okazuje się bowiem, że podczas tegorocznej kampanii częstotliwość rozgrywania meczów jest niemal dokładnie odwrotnie proporcjonalna do ich piłkarskiej jakości. Na przełomie kwietnia i maja nader często zachwycaliśmy się, że u nas w lidze jednak wciąż da się kopać futbolówkę na naprawdę przyzwoitym poziomie, a każde starcie dwóch ekip z górnej połówki tabeli było w zasadzie gwarancją odpowiedniej dawki sportowych emocji. Te czasy ewidentnie należą jednak do przeszłości, a im dłużej trwa sezon, tym rzadziej zdarza nam się trafić na dobre, piłkarskie widowisko. A odkąd zaczęliśmy grać po dwie kolejki w tygodniu, nie lada wyzwaniem stało się wyłowienie meczu zasługującego swoją atrakcyjnością na więcej niż dwie gwiazdki w sześciostopniowej skali. Trudno się jednak temu dziwić, skoro na narastające zmęczenie narzekają nie tylko w Brommie i Kalmarze, ale także w ośrodkach mierzących zdecydowanie wyżej.

Skoro jednak ktoś wymyślił, że przed australijsko-nowozelandzkim mundialem musimy rozegrać dwie trzecie sezonu, to trzeba po prostu zacisnąć zęby i grać. A ta sztuka zdecydowanie najlepiej wychodzi zawodniczkom Roberta Vilahamna, które wczoraj bez większego wysiłku klepnęły na Bravida Arenie beniaminka z Uppsali. Debiutujący w roli szkoleniowca Fin Samuel Fagerholm mógł przez chwilę łudzić się, że oto uda mu się zaliczyć najbardziej imponujący powrót do Damallsvenskan od czasów Anji Mittag, ale liderki z Hisingen marzenia o sprawieniu ogromnej sensacji skutecznie wybiły mu z głowy w niespełna sześćdziesiąt sekund. Bo dokładnie tyle czasu upłynęło od kontaktowego gola autorstwa Taryn Ries (godna uwagi asysta Elim Rombing!) do błyskawicznej odpowiedzi Clarissy Larisey. Większych emocji i wzruszeń nie zanotowaliśmy także w derbach Sztokholmu, bo choć Hammarby losy rywalizacji z Brommą rozstrzygnęło dopiero po przerwie, to chyba nikt ani przez moment nie miał wątpliwości, że mecz o tak jednostronnym przebiegu mógłby realnie doczekać się jakiegokolwiek innego zakończenia. Na jednej nodze po wracającym do swojej tradycyjnej, beznadziejnej postaci Kalmarze przejechały się natomiast mistrzynie z Rosengård. Olivia Schough oraz jej imienniczka Holdt mocno podreperowały sobie przy okazji indywidualne statystyki, w czym rywalki znad Bałtyku nie tylko nie przeszkadzały, ale wręcz dzielnie asystowały. I to w znaczeniu jak najbardziej dosłownym. Relatywnie podobny przebieg miała także potyczka w Kristianstad, gdzie Tindell, Viens i spółka faktycznie pokazały kilka przebłysków naprawdę niezłej, zespołowej gry, ale to wszystko działo się przy dosłownie minimalnym oporze zawodniczek z Växjö.

Nieco więcej emocji obiecywaliśmy sobie po pozostałych meczach, ale… na obietnicach niestety się tym razem skończyło. W meczu dwóch zespołów desperacko szukających przełamania Örebro pokonał 1-0 Norrköping, ale jeśli ktoś wyłączył transmisję z Behrn Areny tuż po golu Maji Bodin w dziesiątej minucie gry, ten raczej nie będzie tej decyzji żałować. Gościnie z Östergötland długo nie potrafiły bowiem znaleźć sposobu na wcale nie przypominającą monolitu defensywę z Närke, a jedyną godną uwagi okazję strzelecką udało im się wykreować dopiero tuż przed końcem doliczonego czasu gry. Wiedząc jednak, jak pechowo gra tej wiosny zespół prowadzony przez Rickarda Johanssona, aż trochę dziwimy się, że My Cato jednak nie wepchnęła ostatecznie futbolówki do siatki, bo akurat ta piłkarka wielokrotnie radziła sobie w zdecydowanie bardziej wymagających sytuacjach. Okazję na sprawienie niespodzianki miała także Olivia Holm, ale pomocniczka Piteå – podobnie jak kilka dni wcześniej w meczu przeciwko Växjö – znów nie potrafiła skutecznie sfinalizować sytuacyjnej piłki w polu karnym rywalek. I z perspektywy neutralnego kibica aż możemy tego nawet żałować, bo ewentualny gol dla rewelacji pierwszej połowy sezonu niewątpliwie dodałby temu meczowi nieco dramaturgii. Stało się jednak inaczej, dzięki czemu wszystko skończyło się dokładnie tak, jak w przypadku większości wypraw Stellana Carlssona i jego piłkarek do północnej Skanii. Czyli Clara Markstedt sobie postrzelała, a Vittsjö na dużym spokoju sięgnęło po komplet punktów. Piątkowe granie upłynęło nam na cokolwiek absurdalnej rywalizacji Djurgården i Linköping. Dlaczego absurdalnej? Bo nie zgadzało się tu po prostu nic: od miejsca rozegrania meczu (Grimsta IP), poprzez całą jego otoczkę, aż do faktu, iż największą robotę promocyjną zrobiła mu w mediach społecznościowych Hedvig Lindahl. Czterdziestoletnia golkiperka Dumy Sztokholmu poza boiskiem pokazała się zresztą ze zdecydowanie lepszej strony niż na nim, a podsumowaniem kompletnie nieudanego powrotu po niespełna trzymiesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją był katastrofalny w skutkach błąd przy golu Cornelii Kapocs na 0-2. Nagrodzona tytułem szwedzkiego Odkrycia Roku 2020 napastniczka z Linköping na listę strzelczyń wpisała się zresztą dwukrotnie, co mocno pomogło LFC w odniesieniu przekonującego zwycięstwa, dzięki któremu piłkarki trenera Jeglertza znów zameldowały się na ligowym podium. I możemy zakładać, że pozostać przynajmniej w tym miejscu planują aż do zakończenia mocno wydłużonej w tegorocznej kampanii rundy.

Trzynasta seria spotkań za nami, a to oznacza dokładnie tyle, że Damallsvenskan 2023 dobrnęła tym sposobem do półmetka rywalizacji. Na żadną imprezę z tej okazji się jednak nie wybieramy, gdyż dosłownie za kilkanaście godzin starcie Piteå z Kalmarem oficjalnie zainauguruje nam ligową jesień. Że niby w kalendarzach dopiero czerwiec? Skoro mieliśmy zimę w maju, to równie dobrze możemy mieć przecież jesień w czerwcu, wszak to szwedzka piłka klubowa. Mówiąc jednak całkiem serio, warto pogratulować dwóm muszkieterkom ze Skanii, które podobnie jak przed rokiem znajdują się na czele klasyfikacji punktowej. W poprzednim sezonie padła ona ostatecznie łupem Evelyne Viens, która strzelając 20 goli oraz notując 10 asyst zostawiła w pokonanym polu Olivię Schough (11+12). Tym razem na czele stawki dla odmiany znajduje się 32-latka z Falkenbergu (11+5), ale możemy być pewni, że jej najpoważniejsza kanadyjska konkurentka (10+3) zdecydowanie nie powiedziała jeszcze w tej grze ostatniego słowa. A przecież nie jest wcale wykluczone, że jesienią ktoś zdecyduje się na udany atak z drugiego szeregu, bo kandydatek do tej roli mamy aż nadto, a Rosa Kafaji (9+4), Anna Anvegård (8+2), czy Madelen Janogy (5+5) to tylko niektóre z nich. Co ciekawe, sporo nieoczywistych nazwisk znalazło się w czubie klasyfikacji asystentek. Wśród nich warto wspomnieć między innymi o liderce tego zestawienia Jutcie Rantali (Vittsjö), a także Alexandrze Jonasson (Växjö) oraz Katariinie Kosoli (Örebro). Gratulując całej trójce udanej wiosny mamy nadzieję na przynajmniej równie efektowną jesień w ich wykonaniu.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam1

W Uppsali nie postrzelali

osclarsson

Mistrzynie z Malmö w cieniu beniaminka z Uppsali, czyli niespodzianka w piątkowy wieczór (Fot. Oscar Larsson)

Elin Rombing, Beatrice Gärds, Emilia Hjertberg, Julia Ragnarsson plus ostatnia instancja w osobie Milli-Maj Majasaari – tak przedstawia się defensywa, która w piątkowy wieczór przez 93 minuty skutecznie powstrzymywała ofensywne zapędy piłkarek Rosengård. Siedem goli strzelonych przed tygodniem w starciu z Växjö mogło sugerować, że mistrzynie Szwecji po mocno rozczarowującym początku sezonu właśnie zdają się łapać właściwy sobie rytm, ale wyjazd na teren nieobliczalnego beniaminka przysporzył podopiecznym Joela Kjetselberga mnóstwo nieoczekiwanych problemów. Bo nawet jeśli skazywaną przez wszystkich na pewną degradację Uppsalę już kilkukrotnie zdarzało nam się tej wiosny pochwalić, to jednak zderzenie ze znajdującymi się ewidentnie na fali wznoszącej Schough, Holdt, czy Bredgaard jawiło się jako misja w zasadzie nie do wykonania. Zawodniczki z Malmö również zdawały się w pełni rozumieć fakt, iż to one przystępują do rywalizacji w roli zdecydowanych faworytek, ale pomimo niemal siedemdziesięcioprocentowego posiadania piłki, nie były w stanie poważniej zagrozić bramce wspomnianej już Majasaari. Nieco więcej okazji do zaprezentowania indywidualnych umiejętności fińska golkiperka miała w drugiej połowie, kiedy to udało jej się zatrzymać próby Schough oraz Lundin, ale o żadnym sztormie w wykonaniu zawodniczek ze Skanii wciąż nie było mowy. Jasne, optyczna przewaga gościń momentami była wręcz przygniatająca, a dynamiczna Johanna Renmark tym razem nie miała zbyt wielu okazji, aby pościgać się z obrończyniami drużyny przeciwnej, ale efekty dominacji Rosengård najbardziej widoczne były w statystyce wymienionych podań. A piłkarki z Uppsali swój podstawowy plan realizowały z niebywałą konsekwencją, dzięki czemu to one po ostatnim gwizdku sędziego mogły pogratulować sobie nie tylko kolejnego dobrego meczu, ale i niezwykle cennego punktu, który w walce o pozostanie w Damallsvenskan może – choć absolutnie nie musi – mieć kolosalne znaczenie.

Wyjazdowe zwycięstwa odniosły w dwunastej kolejce dwa zespoły ze Sztokholmu, choć… sportowo akurat nas tym razem nie zachwyciły. Djurgården wybrał się z wizytą do Kalmaru i dość szybko postanowił pokazać outsiderkom tegorocznej Damallsvenskan ich miejsce w szeregu. Efektowną asystą popisała się Tilde Lindwall, a znajdująca się ostatnio w wybornej dyspozycji Alice Bergström bez większych problemów pokonała Annę Koivunen. Podopieczne trenera Pålssona postanowiły pójść za ciosem, ale – jak to już wielokrotnie podczas tegorocznej kampanii – ze skuteczną finalizacją akcji było im wybitnie nie po drodze. A to okazało się o tyle istotne, że po przerwie to gospodynie nieoczekiwanie przejęły inicjatywę i pod bramką Elviry Björklund zaczęło robić się naprawdę gorąco. I to do tego stopnia, że Jessica Ayers obiła słupek, a Violah Nambi strzeliła nawet jak najbardziej prawidłowego gola wyrównującego. Momentu przekroczenia linii przez futbolówkę nie wychwycił jednak ani sędzia Olsson, ani jego asystentka, dzięki czemu Duma Sztokholmu zachowała równie skromne, co szczęśliwe prowadzenie. Liczbowo nieco bardziej efektownie zaprezentowało się Hammarby, choć nie będziemy ukrywać, że zespół prowadzony przez trenera Pinonesa-Arce widywaliśmy już w zdecydowanie bardziej atrakcyjnych odsłonach. Choć może jesteśmy w tych ocenach nieco zbyt surowi, bo gdy zaledwie kilka dni po największym sukcesie klubu od niemal trzydziestu lat wraca się z Behrn Areny z trzybramkową zaliczką, to chyba nie ma tu wielkich powodów do niepokoju. Tym bardziej, że Madelen Janogy właśnie ustrzeliła kolejny dublet, Kyra Cooney-Cross znów zdominowała środek pola, a długo wyczekiwana Ellen Wangerheim powrót na ligowe boiska uczciła golem w doliczonym czasie gry. Skoro jesteśmy już przy klubach ze stolicy, to zdecydowanie mniej powodów do optymizmu mają na tę chwilę kibice z Brommy. Piłkarki z zachodniej części Sztokholmu spróbowały przeciwstawić liderkom z Hisingen ambicję i determinację, ale na podrażnione wicemistrzynie kraju było to zdecydowanie zbyt mało. Tym bardziej, że Kafaji, Anvegård oraz Bergman Lundin najwyraźniej były świadome obecności na trybunach Grimsta IP selekcjonera Gerhardssona i z tej okazji postanowiły zagrać swój najlepszy w tej rundzie mecz. A to z perspektywy gospodyń mogło oznaczać wyłącznie niekończące się kłopoty.

Po cenne zwycięstwo sięgnął Linköping, nie bez trudu odprawiając na swoim stadionie Vittsjö. Zawodniczki z północnej Skanii trzeci raz w ostatnich tygodniach postanowiły sprawdzić, czy da się wygrać ligowy mecz, budząc się dopiero po sześćdziesiątej minucie gry i trzeci raz uzyskały w tej kwestii odpowiedź negatywną. Tym razem nie udało im się nawet uratować remisu, a kontaktowy gol Katriny Gorry, choć absolutnie przepiękny, nie pozwolił dopisać do ligowego dorobku choćby jednego punktu. Filigranowa pomocniczka z Australii pocieszać może się jednak tym, że już za niewiele ponad miesiąc w jej kraju rozpoczyna się piłkarski mundial, a ona wydaje się łapać optymalną dyspozycję w najbardziej oczekiwanym momencie sezonu. Ta sama uwaga tyczy się zresztą także Charlotte Grant. Przegranych i wygranych nie było za to w konfrontacji Växjö z Piteå, a remis w tym starciu można uznać za rezultat w pełni sprawiedliwy. Z przebiegu gry nieco bliższe zwycięstwa były bowiem podopieczne trenera Unogårda, ale w samej końcówce to Rebecka Holm w niebywały wprost sposób zmarnowała idealną piłkę meczową. Serię siedmiu porażek z rzędu bardzo chciały przerwać zawodniczki z Norrköping, ale spokojnie potrafimy sobie wyobrazić łatwiejszego rywala na przełamanie niż także mający całkiem sporo do udowodnienia Kristianstad. Piłkarki z Östergötland postanowiły jednak mocno postawić się wyżej notowanym przeciwniczkom i to one jeszcze przy wyniku 0-0 najpierw strzeliły gola z minimalnego spalonego, a następnie pechowo zmarnowały rzut karny (strzał Vilmy Koivisto w słupek). Niewykorzystane okazje zemściły się błyskawicznie, a Emmi Alanen oraz Hlin Eiriksdottir dały beniaminkowi Damallsvenskan bezpłatną lekcję na temat tego, jak istotne we współczesnym futbolu może być doświadczenie wyniesione z pierwszoligowych boisk. Bo doprawdy trudno nie zgodzić się z faktem, że to przede wszystkim ten czynnik sprawił, że komplet punktów w poniedziałkowy wieczór wrócił wesołym autobusem do Skanii.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2