Damallsvenskan jedzie na mundial

Jak to zwykle bywa, na wielkim turnieju naszą szczególną uwagę przykuwać będą nie tylko kadrowiczki Petera Gerhardssona, ale również reprezentantki innych krajów, które na co dzień podziwiamy na boiskach szwedzkiej Damallsvenskan. Bo nawet jeśli nie mamy już u siebie jednej z najsilniejszych lig świata, to na najważniejszą imprezę czterolecia wysyłamy do Australii i Nowej Zelandii całkiem pokaźną grupę piłkarek. Mówiąc nieco bardziej konkretnie, jest ich dokładnie 23, czyli… dokładnie tyle, ile liczy sobie kadra każdej z rywalizujących na tegorocznym mundialu ekip. Mogło być jeszcze lepiej i bardziej okazale, ale dosłownie na ostatniej prostej z perspektywą wylotu na Antypody musiały pożegnać się Anam Imo, Jessica Miclat oraz Clarissa Larisey. I szczególnie nieobecność tej trzeciej stała się tematem wielu polemik, a zdecydowana większość kanadyjskiego środowiska piłkarskiego jest zdania, że napastniczce Häcken miejsce to po prostu się należało. Decyzja selekcjonerki Priestman jest jednak ostateczna, wobec czego 24-latka z Ottawy na przełomie lipca i sierpnia wcieli się w rolę kibicki. Podobnie zresztą jak większość z nas, w związku z czym serwis szwedzkapilka.com na najbliższe cztery tygodnie przechodzi z trybu Damallsvenskan w tryb mundial. Choć z małym zastrzeżeniem, że tym razem zawiłe losy szwedzkiej kadry śledzić będziemy nie z centrum wydarzeń (jak to miało miejsce w przypadku turniejów w Holandii, Francji, czy Anglii), a z perspektywy kilkunastu tysięcy kilometrów. To wszystko wcale nie musi być jednak zwiastunem niepowodzenia, gdyż podobnie wyglądało to podczas japońskich Igrzysk, które ostatecznie okazały się prawdopodobnie najlepszym turniejem w całej historii szwedzkiego futbolu. Oczywiście, teraz o powtórkę sportowego wyniku z Tokio i Jokohamy może być trudno, ale znawcy podobno mówią, że wszystko może się zdarzyć dopóki piłka w grze. I choć o optymizm niełatwo, to właśnie tę wersję uznajmy póki co za obowiązującą.

A żeby przejście z trybu ligowego do reprezentacyjnego odbyło się płynnie i bezboleśnie, na początek warto przyjrzeć się pełnej liście reprezentantek Damallsvenskan, które w najbliższym czasie spróbują zrobić hałas na boiskach Australii i Nowej Zelandii. Każdej z wymienionych życzymy oczywiście powodzenia i… możliwie krótkich letnich wakacji. Będziemy oglądać, kibicować, zaciskać kciuki i liczyć, że szybko tu do nas nie wrócicie!

UWAGA: podczas tworzenia listy brana była pod uwagę przynależność klubowa zawodniczek w rundzie wiosennej 2023. W związku z powyższym znajdziecie na niej na przykład nazwisko Erin Nayler, która już zdążyła ogłosić swoje odejście z Norrköping, a nie reprezentującej do niedawna barwy hiszpańskiego Levante Livii Peng.


FC Damallsvenskan na MŚ 2023:

Grupa A

Erin Nayler  (31 lat, bramkarka, Nowa Zelandia / Norrköping)

Julie Blakstad  (21 lat, pomocniczka, Norwegia / Häcken)

Jessica Cowart  (23 lata, obrończyni, Filipiny / Kalmar)

Katrina Guillou  (29 lat, napastniczka, Filipiny / Piteå)

Grupa B

Kyra Cooney-Cross  (21 lat, pomocniczka, Australia / Hammarby)

Charlotte Grant  (21 lat, obrończyni, Australia / Vittsjö)

Katrina Gorry  (30 lat, pomocniczka, Australia / Vittsjö)

Aivi Luik  (38 lat, obrończyni, Australia / Häcken)

Teagan Micah  (25 lat, bramkarka, Australia / Rosengård)

Clare Polkinghorne  (34 lata, obrończyni, Australia / Vittsjö)

Evelyne Viens  (26 lat, napastniczka, Kanada / Kristianstad)

Halimatu Ayinde  (28 lat, pomocniczka, Nigeria / Rosengård)

Grupa C

Maika Hamano  (19 lat, napastniczka, Japonia / Hammarby)

Grupa D

Simone Boye  (31 lat, obrończyni, Dania / Hammarby)

Grupa G

Jonna Andersson  (30 lat, obrończyni, Szwecja / Hammarby)

Tove Enblom  (28 lat, bramkarka, Szwecja / Örebro)

Jennifer Falk  (30 lat, bramkarka, Szwecja / Häcken)

Madelen Janogy  (27 lat, napastniczka, Szwecja / Hammarby)

Elin Rubensson  (30 lat, pomocniczka, Szwecja / Häcken)

Anna Sandberg  (20 lat, obrończyni, Szwecja / Häcken)

Olivia Schough  (32 lata, napastniczka, Szwecja / Rosengård)

Caroline Seger  (38 lat, pomocniczka, Szwecja / Rosengård)

Grupa H

Young-Geul Yoon  (35 lat, bramkarka, Korea Pd. / Häcken)

Runda na trzy pory roku

andersson

Śnieżna zamieć towarzyszyła debiutującym na pierwszoligowych boiskach piłkarkom z Norrköping (Fot. Magnus Andersson)

Całą zabawę rozpoczynaliśmy w wietrznym, choć zaskakująco ciepłym jak na tamtą porę roku Malmö. Jasne, dziesięć kresek na plusie szału może nie robi, ale jak na późny, marcowy wieczór w Skanii dramatu zdecydowanie nie było. Szczególnie jeśli tego dnia akurat sympatyzowało się z drużyną gościń, bo skazywane jednogłośnie na pożarcie piłkarki z Piteå po golu w 85. minucie zdołały urwać dwa punkty trzynastokrotnym mistrzyniom kraju i dyżurnym faworytkom każdych kolejnych rozgrywek. Najbardziej ekspresyjnie swoją radość wyrażała wówczas Hanna Andersson, co jest o tyle zrozumiałe, że to właśnie ona była autorką trafienia na wagę bezcennego remisu. Jak się jednak miało za chwilę okazać, głównym powodem aż tak wielkiej ekscytacji nie był wcale wywieziony z niezwykle trudnego terenu punkt, a fakt, iż najniższa na boisku Andersson wpisała się na listę strzelczyń po uderzeniu głową. Tak, czy inaczej, pierwsza niespodzianka nowej, ligowej kampanii została właśnie odnotowana, choć nawet wtedy mało kto postawiłby choćby centa na to, że Piteå przywita letnią przerwę w rozgrywkach z pięciopunktową przewagą nad broniącym tytułu Rosengård.

O ile pierwszy dzień sezonu 2023 oszczędził nam pogodowych anomalii, o tyle domowy debiut piłkarek z Norrköping w krajowej elicie odbywał się w warunkach, na które mocno narzekaliby nawet przyzwyczajeni do skrajnie niskich temperatur biathloniści i biegacze narciarscy. Upływający czas umilała nam dodatkowo śnieżna zamieć, ale nawet ona nie była w stanie zmieść z trybun spragnionych pierwszoligowego futbolu kibiców beniaminka z Östergötland. Dedykację i poświęcenie fanów najwyraźniej doceniły także same zawodniczki, w pełni zasłużenie pokonując 2-1 prowadzone przez trenera Olofa Unogårda Växjö. Co więcej, autorką premierowego, a zarazem historycznego gola dla IFK na pierwszoligowych boiskach została ściągnięta do klubu w ostatnich dniach okienka transferowego wprost z upalnej Adelajdy Australijka Chelsie Dawber. I chyba skandynawska zima tej piłkarce akurat rzeczywiście nie jest straszna, gdyż jak pokazały kolejne miesiące, to właśnie w tej fazie sezonu prezentowała się ona najlepiej. Całkiem udane wejście do Damallsvenskan zanotował także beniaminek z Uppsali, który kadrę na pierwszoligowe przygody montował w trybie extra last minute po karnej degradacji Eskilstuny. I choć rozsądek podpowiadał, że ta drużyna nie ma prawa uzbierać do końca roku więcej niż trzech punktów, to Johanna Renmark, Elin Rombing, Matilda Kristell i reszta ambitnego zespołu bardzo szybko pokazały ekspertom, jak niewiele znaczą wszystkie przedsezonowe przewidywania. I bardzo dobrze, ani trochę nie mamy im tego za złe i nieśmiało prosimy o powtórkę jesienią. Bo prawda jest taka, że z naszej perspektywy liga zdecydowanie najciekawsza jest wtedy, gdy dzieją się w niej rzeczy nieoczywiste.

Wiosna i lato obrodziły też w ligowe hity, które zazwyczaj potrafiły sprostać niemałym przecież oczekiwaniom, a zdarzało się, że czasami nawet je przerastały. Tak było chociażby podczas starcia Hammarby z Rosengård, w którym było absolutnie wszystko, czego życzylibyśmy sobie od futbolowego spektaklu najwyższej próby. Obie drużyny przez pewien czas prowadziły, obie potrafiły odwracać losy meczu, obie miały momenty absolutnej dominacji, nie zabrakło przy tym obronionych rzutów karnych, kartek dla trenerów, ostrych wejść, czy wreszcie odpowiedniego poziomu intensywności. I nawet jeśli po upływie kilku tygodni spotkanie to zdecydowanie najbardziej kojarzy nam się z osobą Anny Tamminen, to przecież w trakcie meczu wydawało się, że bohaterką numer jeden zostanie tego wieczora Janogy, albo Jansson, albo Sørbo, albo Schough… i tak można wyliczać dalej, bo każda z wymienionych przeżywała na przestrzeni dziewięćdziesięciu minut swoje naprawdę wspaniałe momenty. Pamiętnych widowisk w rundzie wiosennej obejrzeliśmy jednak zdecydowanie więcej, a niepowtarzalną dramaturgię miały chociażby liczne potyczki derbowe (Djurgården – Hammarby, Norrköping – Linköping, Kristianstad – Vittsjö), ligowo-pucharowy dwumecz pomiędzy Hammarby i Häcken, czy lekcja zespołowego futbolu na tak udzielona mistrzyniom z Malmö przez surowe nauczycielki z Linköping. Oj było na co (i na kogo) patrzeć i podziwiać!

Swoją cegiełkę do sukcesu całej ligi dołożyli także kibice, wśród których prym tradycyjnie wiedli ci z zielono-białej części szwedzkiej stolicy. Sympatycy Hammarby pierwszą próbkę swoich niemałych przecież możliwości dali już przed inauguracyjnym starciem z Vittsjö, a później było już tylko jeszcze lepiej i jeszcze bardziej efektownie. Wielu postronnych widzów zachwycało się oprawą z okazji rozgrywanego w Dzień Szwecji finału krajowego pucharu, ale warto docenić, iż fani Bajen w zasadzie na każdy mecz przygotowywali coś specjalnego, co w zamyśle miało ubarwić i dopełnić piłkarskie widowisko. Mieliśmy więc odnoszenie się bezpośrednio do spraw bieżących (terminarz), honorowanie bohaterek z przeszłości (Farley, Persson, Sundhage) oraz teraźniejszości (Gibson), godne pożegnanie kończącej bogatą karierę Hanny Folkesson, czy wreszcie życzenia dla piłkarek udających się na australijsko-nowozelandzki mundial. Warto jednak zauważyć, że po raz pierwszy w historii kibice Hammarby mają na krajowym podwórku realną konkurencję, a wszystko to za sprawą pojawienia się na pierwszoligowym horyzoncie IFK Norrköping. Absolutny beniaminek Damallsvenskan imponował nie tylko ogromną determinacją na boisku, a obrazki z wypełnionych po brzegi podczas derbów Östergötland trybun jednoznacznie pokazały, że gdyby o kolejności w tabeli decydowało wyłącznie zaangażowanie kibiców, to w Norrköping spokojnie mogliby szykować się do debiutu w europejskich pucharach. Choć patrząc na to, jak rozsądnie i długofalowo zarządzają tam klubem, to ten dzień i tak może nadejść szybciej niż wielu z nas mogłoby się spodziewać. I ani trochę nie dziwimy się, że My Cato i Wilma Leidhammar czują się na Platinumcars Arenie bardzo komfortowo, gdyż gra dla takiej publiczności to nie tylko spory obowiązek, ale także – a może przede wszystkim – wielka przyjemność. Skoro jesteśmy jeszcze w rubryce kibicowskiej, to warto docenić także rosnące frekwencje na stadionach w Piteå i Hisingen, bo choć wokalnie do najlepszego duetu wciąż brakuje tam sporo, to liczbowo zaczyna wyglądać to całkiem zacnie, co w pewnym sensie jest także następstwem wyników osiąganych na boisku przez zawodniczki tych klubów. W temacie decybeli wyróżnić możemy za to Vittsjö, co doskonale rozumie każdy, kto choć raz zdecydował się odwiedzić najsłynniejszą w całej Europie pierwszoligową wieś.

Ligowe zmagania powrócą pierwszego września i od razu tego dnia czekają nas dwa wyborne dania główne. Na początek… Piteå podejmie Rosengård i choć znów faworytek tej rywalizacji upatrywać będziemy raczej w drużynie z Malmö, to ewentualną stratę przez nią punktów tym razem przyjmiemy już chyba z większym zrozumieniem. No, chyba że stanie się to po kolejnym strzale głową w wykonaniu Hanny Andersson. Równie emocjonująco powinno być w Linköping, gdzie prowadzone przez nowego szkoleniowca wiceliderki z Bilbörsen Areny zmierzą się z prowadzonymi również przez nowego szkoleniowca liderkami z Hisingen. Mecz o tytuł? Zdecydowanie zbyt wcześnie na takie słowa, ale nie da się ukryć, że na przykład ewentualna wygrana gościń mocno ułatwiłaby im start w decydującą fazę sezonu. Tym wszystkim jeszcze zdążymy się jednak wystarczająco emocjonować, a póki co zamknijmy pierwszą część ligowych zmagań szybką ankietą w formie podsumowania. Trzymaj się, kochana ligo, widzimy się za niespełna dwa miesiące! Nie przejmuj się, zleci szybko!


Damallsvenskan – kolekcja zima/wiosna/lato 2023

23 razy ligowe NAJ:

NAJlepsza strzelczyni: Cornelia Kapocs (Linköping, 13 goli)

NAJlepsza asystentka: Olivia Schough (Rosengård, 8 asyst)

NAJwięcej punktów: Olivia Schough (Rosengård, 20 pkt., 12 + 8)

NAJwięcej strzelonych goli: Rosengård (41)

NAJmniej straconych goli: Häcken (5)

NAJlepszy mecz: Hammarby – Rosengård (2-2)

NAJlepsze derby: Norrköping – Linköping (0-0)

NAJładniejszy gol: Cornelia Kapocs (Linköping) vs Rosengård

NAJlepsza bramkarka: Anna Tamminen (Hammarby)

NAJlepsza stoperka: Josefine Rybrink (Häcken)

NAJlepsza wahadłowa: Anna Sandberg (Häcken)

NAJlepsza śr. pomocniczka: Marika Bergman Lundin (Häcken)

NAJlepsza of. pomocniczka: Yuka Momiki (Linköping)

NAJlepsza skrzydłowa: Olivia Schough (Rosengård)

NAJlepsza napastniczka: Evelyn Ijeh (Växjö)

NAJlepszy występ indywidualny: Anna Tamminen (Hammarby) vs Rosengård

NAJlepszy występ drużynowy: Linköping vs Rosengård

NAJwiększe odkrycie: My Cato (Norrköping)

NAJwiększy nieodkryty talent: Johanna Renmark (Uppsala)

NAJbardziej niedoceniana piłkarka: Nellie Karlsson (Linköping)

NAJwięcej minut piłkarek U-20: Uppsala (3939)

NAJwyższa średnia frekwencja: Hammarby (2271 widzów / mecz)

NAJlepsze w klasyfikacji fair play: Norrköping (7 ż. / 0 cz.)

Drużyna miesiąca – lipiec

Bramkarka

team_01

Najlepsza na placu gry przeciwko Rosengård, choć w Malmö piłkarkom ambitnego beniaminka nie udało się wyszarpać choćby jednego punktu. Z zachodniego Sztokholmu podopieczne trenera Fredheima wracały już jednak z pełną pulą, w czym także spora zasługa niezwykle pewnie interweniującej bramkarki. A brakowało naprawdę niewiele, aby niewątpliwie udany miesiąc zamknęła niespodziewanym bonusem w postaci asysty przy trzecim golu dla IFK. Ten jednak finalnie nie padł, dzięki czemu to Erin McLeod oraz Jennifer Falk wciąż pozostają ostatnimi golkiperkami, które skutecznie zapunktowały w meczu naszej ligi.

Obrończynie

team_02

Defensywa z Piteå była w dwóch ostatnich kolejkach niemal bezbłędna, a w niezwykle szczelnym, pięcioosobowym bloku prym zdecydowanie wiódł duet krajowych stoperek. Pozyskana tej zimy z Umeå Carlsson w obu spotkaniach zapisała na swoim koncie interwencje, które spokojnie powinny znaleźć się wśród najbardziej spektakularnych zagrań tygodnia, zaś partnerująca jej Löfqvist imponowała procentem wygranych pojedynków z napastniczkami dwóch niezwykle groźnych, sztokholmskich drużyn. Na obu wahadłach stawiamy na energię, kreację i dynamikę, bez której ani w Linköping, ani w Vittsjö nie udawaliby się właśnie na letni wypoczynek w aż tak wybornych nastrojach.

Pomocniczki

team_03

Trudno powiedzieć, jak silna jest japońska druga linia, ale jej moc musi być doprawdy niezwykła, skoro taka wirtuozka futbolu jak Yuka Momiki lekką ręką znalazła się poza kadrą trenera Ikedy na nadchodzący mundial. W kontekście reprezentacji nie wspomina się póki co nazwiska Elin Nilsson, ale w Växjö wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, że punktowy wynik mocno ponad stan jest w dużej części jej zasługą. Dwa efektowne zwycięstwa i jedenaście strzelonych goli – w Vittsjö postanowili zakończyć wiosenno-letnie granie naprawdę mocnym uderzeniem. Znana z doskonałego podania Finka Rantala tym razem postanowiła strzelać (i trafiać) jak na zawołanie, a w drugiej linii rolę liderki wzięła na siebie nieustępliwa i waleczna Persson, która pod nieobecność pauzującej za kartki Gorry wywiązała się z tej roli na tyle wybornie, że zachwyceni tym faktem fani z północnej Skanii fetowali ją specjalnie dedykowaną przyśpiewką.

Napastniczki

team_04

Była już odkryciem, a teraz przyszedł czas, aby powalczyć o jeszcze ambitniejsze cele. Choć Cornelia Kapocs nie ma w świecie futbolu aż tak rozpoznawalnego nazwiska jak inne czołowe napastniczki ligi, to w najmniejszym stopniu nie przeszkadza jej to w skutecznym szturmowaniu kolejnych szczytów. Wybitną formę złapała w okolicach początku czerwca i od tamtej pory ani myśli zwalniać tempa, tworząc fenomenalny tercet z Yuką Momiki oraz Cathinką Tandberg. Zdecydowanie bogatsze CV ma za to Anna Anvegård, ale nie jest wykluczone, że dwukrotna królowa strzelczyń Damallsvenskan właśnie zgłosiła akces to walki o jeszcze jeden indywidualny tytuł. A korzysta na tym przede wszystkim zespół, bo kto wie, czy bez znajdującej się w ewidentnym uderzeniu 26-latki, kapitalna seria liderek z Hisingen niespodziewanie nie zakończyłaby się na przykład w miniony piątek.


july

Sofia Hjern (Norrköping) – Stina Lennartsson (Linköping), Ellen Löfqvist (Piteå), Wilma Carlsson (Piteå), Charlotte Grant (Vittsjö) – Yuka Momiki (Linköping), Elin Nilsson (Växjö), Nellie Persson (Vittsjö), Jutta Rantala (Vittsjö) – Cornelia Kapocs (Linköping), Anna Anvegård (Häcken)

W Malmö minus dwanaście

FCR-LFC-hemsidebild-230706

Starania Mii Persson nie pomogły mistrzyniom z Malmö powstrzymać rywalki z Linköping (Fot. FC Rosengård)

Nie bez problemów, nie bez przeszkód, nie bez nieoczekiwanych czasami turbulencji, ale wreszcie nadszedł ten moment, w którym z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku możemy zakrzyknąć: Zrobiliśmy to! Po trwającym właściwie nieprzerwanie od niemal pięciu miesięcy pucharowo-ligowym maratonie, rozciągnięta do granic wytrzymałości zimowo-wiosenno-letnia część rozgrywek oficjalnie dobiegła końca. I chyba dobrze się stało, gdyż niektórym coraz trudniej przychodziło ukrywanie, że w ostatnich tygodniach jechało się już bardziej na ambicji niż na umiejętnościach. Podsumowaniem całej rundy zajmiemy się jednak szczegółowo w osobnym wpisie, a póki co przyjrzyjmy się najciekawszym wydarzeniom wybitnie słonecznego, lipcowego weekendu na ligowych boiskach.

Siedemnasta kolejka przyniosła nam przede wszystkim dwa hitowe starcia, z których najbardziej frapująco zapowiadała się potyczka w Malmö. Trzynastokrotne mistrzynie Szwecji doskonale zdawały sobie sprawę, że nawet ewentualne zwycięstwo nad Linköping nie pozwoli im spędzić lata na ligowym podium, ale chęć rewanżu za dotkliwą porażkę sprzed kilku miesięcy była w zawodniczkach ze Skanii tak wielka, że trener Kjetselberg nie musiał martwić się o żadną dodatkową motywację. Kibice z Malmö swoje nadzieje wiązali przede wszystkim z kapitalnie dysponowaną ostatnimi czasy Olivią Holdt i 21-letnia Dunka jak najbardziej potwierdziła, że w tej fazie sezonu niezwykle trudno ją skutecznie powstrzymać. Bohaterka ubiegłorocznego dwumeczu z norweskim Brann ponownie wpisała się bowiem na listę strzelczyń, a jedynym zaskoczeniem był w tym wszystkim fakt, iż tym razem nie potrzebowała do tego nawet asysty ze strony Olivii Schough. Niestety dla fanów miejscowej drużyny, trochę podarowany przez defensywę LFC gol był jedynym, jakiego w piątkowy wieczór udało się strzelić gospodyniom. Zdecydowanie bardziej konkretne były natomiast gościnie z Linköping, które w tym naprawdę wyrównanym meczu górowały nad przeciwniczkami skutecznością i efektywnością. Ta różnica nie wzięła się jednak z niczego, gdyż rewelacyjna Yuka Momiki raz jeszcze pokazała nam jak wygląda futbolowa magia w japońskim wydaniu, zaś Cornelia Kapocs przypomniała, że jak nikt inny potrafi znaleźć się we właściwym miejscu o właściwym czasie. Swoje dorzuciły do tego niezmordowana Stina Lennartsson, wracająca do coraz wyższej dyspozycji Olga Ahtinen, a także nie bez przyczyny porównywana do Stiny Blackstenius Cathinka Tandberg i mała niespodzianka stała się faktem. A żegnający się po tym meczu z futbolem w wydaniu klubowym trener Jeglertz mógł tylko z radosnym uśmiechem na ustach przyglądać się, jak jego podopieczne dają obrończyniom mistrzowskiego tytułu koncert dokładnej, zespołowej gry. Po tej porażce Rosengård traci do lidera przejściowej tabeli już dwanaście punktów i chyba po raz pierwszy w tym wieku możemy z pełnym przekonaniem powiedzieć, że u progu lata najbardziej utytułowany szwedzki klub na dobre wypisał się z walki o mistrzostwo. Ciekawe czasy, prawda?

Wiele emocji towarzyszyło także rywalizacji Hammarby z Piteå. Rozpędzone zawodniczki z Södermalm dość nieoczekiwanie zgubiły dwa punkty w derbach na Grimsta Idrottsplats i w starciu z absolutną rewelacją rozgrywek pragnęły udowodnić, że było to wyłącznie drobne i niewiele znaczące potknięcie. Tak przynajmniej przedstawiała sprawę Madelen Janogy, która – podobnie jak kilka dni wcześniej – znów miała na nodze piłkę na wagę trzech punktów i raz jeszcze musiała obejść się smakiem. Podobnie zresztą jak każda z jej klubowych koleżanek, bo choć szczególnie w drugiej połowie boiskowa dominacja Hammarby nie podlegała dyskusji, to futbolówka ani myślała wpadać do siatki Samanthy Muprhy. A gdy wymagała tego potrzeba, to amerykańską golkiperkę Piteå skutecznie wyręczały jej koleżanki z bloku defensywnego. I choć obserwując determinację i zaangażowanie Kyry Cooney-Cross czy Ellen Wangerheim można żałować, że morze zielono-białych kibiców ze stolicy ponownie nie miało okazji do zaprezentowania nam niepohamowanego wybuchu radości, to jednak heroiczna postawa defensorek z Norrbotten również zasługuje na wielkie słowa uznania. A w sposób wyjątkowo szczególny wyróżnić należy kapitalny występ duetu Ellen Löfqvist – Wilma Carlsson, gdyż to właśnie para wymienionych tu stoperek wydatnie przyczyniła się do tego, iż ekipa z dalekiej Północy po raz trzeci w bieżącym roku kalendarzowym nie dała się pokonać zdecydowanie silniejszemu na papierze Hammarby (oczywiście mamy tu na myśli wynik w czasie regulaminowym). Podział punktów w Sztokholmie skwapliwie wykorzystały liderki z Hisingen, choć niewiele brakowało, a i one w nieprawdopodobnym stylu popsułyby sobie początek letnich urlopów. Rozczarowujące przez większą część rundy Örebro bardzo długo prowadziło bowiem na Bravida Arenie po golu Heidi Kollanen, a sytuacja gospodyń stałaby się jeszcze trudniejsza, gdyby tuż przed przerwą podyktowany został rzut karny za ewidentny faul Aivi Luik na Mai Bodin. W drugiej połowie gospodynie zabrały się jednak do odrabiania strat, a niezawodne Anvegård, Kafaji, Bergman Lundin i Larisey zadbały o to, aby na zachodnim wybrzeżu ponownie zapanował spokój i klimat radosnej, wakacyjnej sielanki.

A co wydarzyło się na pozostałych stadionach? Vittsjö dało do zrozumienia, że jest jedynym chyba zespołem, dla którego letnia przerwa mogłaby się w ogóle nie zaczynać, a jeśli już musi, to absolutnie nie w tym momencie. Przed tygodniem było sześć strzelonych goli i derbowa zabawa, tym razem licznik zatrzymał się na pięciu trafieniach, ale Rantala, Grant i spółka bawiły się z zagubionymi piłkarkami Djurgården tak okrutnie, że te ostatnie już po kwadransie miały ochotę jak najszybciej czmychnąć z powrotem do stolicy. Wrażenie z poprzedniego weekendu podtrzymał także Kristianstad, który nie tylko nie podniósł się po derbowej klęsce, ale przyjął jeszcze na to wszystko dwa niesygnalizowane ciosy od beniaminka z Uppsali. I tutaj jak najbardziej musimy przyklasnąć słowom trenerki Gunnarsdottir, że akurat z punktu widzenia KDFF pauza w rozgrywkach jest dla szukającego drugiego oddechu klubu swego rodzaju wybawieniem. Powody do zadowolenia mają za to sympatycy Norrköping, którzy licznie udali się wesołymi autobusami do Sztokholmu, aby obejrzeć zwycięstwo swoich piłkarek nad niezmiennie szukającą czegoś na kształt stabilizacji Brommą. Sam mecz był niesamowicie trudny do oglądania, ale przed przerwą trafiła Gustafsson, po przerwie poprawiła Woeller i zgadujemy, że akurat dla fanów z Östergötland brak sportowej jakości był akurat tego popołudnia najmniejszym problemem. A skoro wspominamy już o wątpliwym poziomie, to na koniec zaglądamy do Småland, gdzie na wysłużonym Värendsvallen Växjö podejmowało Kalmar. Co ciekawe, w meczu ekip, które wybitnie nas tej wiosny nie rozpieszczały, to gościnie sprawiały zdecydowanie lepsze wrażenie. Cóż jednak z tego, skoro po samobójczym trafieniu Charlene Nowotny na prowadzeniu znalazły się podopieczne trenera Unogårda, które korzystny dla siebie wynik utrzymały aż do czwartej minuty doliczonego czasu gry. Wtedy to, po zupełnie bezsensownym faulu tuż przy linii końcowej, Amanda Persson dośrodkowała na głowę wprowadzonej chwilę wcześniej na boisko Mai Landin, a ta bez zastanowienia wykorzystała brak jakiegokolwiek zainteresowania swoją osobą ze strony rywalek. Klub znad Bałtyku dopisał tym samym do swojego dorobku trzeci punkt, ale latem w Kalmarze będą musieli poszukać odpowiedzi na szereg ważnych pytań, z których zdecydowanie najważniejszym pozostaje to, czy ten projekt jest jeszcze sens kontynuować. Nie jest wielką tajemnicą, że w klubie źle dzieje się na wielu frontach, a skoro tak, to może zachowanie ostatniego wspomnienia w postaci całkiem efektownego gola na wagę remisu, nie byłoby wcale aż tak bezsensownym rozwiązaniem? I choć zawsze jesteśmy za tym, aby tabelę układać wyłącznie na podstawie boiskowych rozstrzygnięć, to jednak dogrywanie sezonu ma sens wyłącznie wówczas, gdy nie odbywa się ono kosztem łamania karier zawodniczek. Bez względu na wszystko, działaczom z Kalmaru życzymy, aby jakimś cudem udało im się podążyć drogą Kristianstadu, a nie Kungsbacki, choć widoki na to są na chwilę obecną mocno mgliste i to pomimo mocno grzejącego nas od niedawna słońca.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2

Czas zrzucić szaty ofiary!

anna_harrington

Melbourne w gotowości, piłkarski mundial tuż-tuż (Fot. Anna Harrington)

Swego czasu obiecałem, że od czasu do czasu wleci tu jakiś felieton niekoniecznie związany bezpośrednio z bieżącymi wydarzeniami na szwedzkich boiskach, a obietnic – nawet takich, o których nikt zdaje się już nie pamiętać – warto dotrzymywać. Dziś będzie jednak krótko i przynajmniej w założeniu treściwie, bo i okazja wyjątkowa. Tak, możemy narzekać na VAR (słusznie), trzydzieści dwa zespoły w drabince (bardzo słusznie) i setki innych, trochę psujących nam radość z nadejścia piłkarskiego lata pomysłów FIFA, ale nie da się zaprzeczyć, że rozgrywany na boiskach Nowej Zelandii i Australii mundial jest wielkim, sportowym wydarzeniem. I tego faktu nie powinien chyba podważać absolutnie nikt posiadający choć w minimalnym stopniu umiejętność logicznego myślenia i kojarzenia faktów. Choć z drugiej strony… ostatnio coraz częściej dopada mnie refleksja, że naszą wartość jako całego środowiska WoSo najchętniej, najskuteczniej i z zadziwiającą wręcz konsekwencją podkopujemy my sami. Skąd ta cokolwiek śmiała teza? Na początek zapoznajmy się z materiałem źródłowym:

To doskonale zapewne znany wam film wideo z Portugalii, który niezwykle szybko zyskał olbrzymią popularność w mediach społecznościowych. Wielu oglądających nazwało go pięknym, a nawet inspirującym i patrząc na liczbę lajków czy łapek w górę pod tymi wpisami (w trzeciej dekadzie XXI wieku to prawdopodobnie najbardziej wartościowy miernik) można założyć, że wiele osób podziela ten punkt widzenia. I super, każdy ma prawo do swojej opinii. A teraz zobaczmy, w jaki sposób do drugiego w historii udziału swoich piłkarek w mundialu ładują się w Szwajcarii, która – przypomnijmy – już za dwa lata ugości u siebie uczestniczki EURO 2025:

W teorii wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku. W dość wymowny sposób zaprezentowano, jak długą drogę udało nam się przejść, aby wreszcie, po wielu dekadach trudów i wyzwań, znaleźć się w obecnym miejscu. Tyle tylko, że oglądam oba te filmiki po raz pierwszy i ani trochę nie wzbudzają one we mnie pozytywnych emocji. Podejmuję więc po kilku dniach kolejną próbę, następnie jeszcze jedną, ale efekt jest całkowicie odwrotny od oczekiwanego. Wiem, setkom osób się spodobały, a to oznacza mniej więcej tyle, że swoją rolę najwyraźniej spełniły. Jeśli jednak pozwolicie, to podzielę się w tym miejscu osobistymi wątpliwościami, z którymi oczywiście w najmniejszym stopniu nie musicie się zgadzać. A w moim pojmowaniu rzeczywistości pokazany powyżej przekaz zdecydowanie bardziej naszej dyscyplinie szkodzi niż pomaga, szczególnie jeśli analizujemy jego potencjalny efekt w nieco dalszej perspektywie.

Po pierwsze mam już serdecznie dość powielanych co i raz treści, których główna oś obraca się wokół tego, jak to przez kilkadziesiąt lat byliśmy przez wszystkich ignorowani, jak to nikt nie chciał w naszym kierunku nawet spojrzeć i jacy to my przez okrutny los pokrzywdzeni i w ogóle najbiedniejsi z biednych. Tak, zdaję sobie sprawę z zachodzących na naszych oczach kolosalnych zmian, bo tak się składa, że przy piłce jestem właściwie od lat dziewięćdziesiątych. Doskonale pamiętam więc realia końcówki poprzedniego wieku, kiedy to każdy mecz reprezentacji Niemiec z dowolnym, europejskim rywalem odbywał się na zasadzie one-way-traffic. A gdy francuska młodzieżówka potrafiła w pojedynczym spotkaniu zdominować Niemki w statystyce posiadania piłki, z miejsca stało się to wydarzeniem, obok którego nie dało się przejść obojętnie. Bliski był mi też świat futbolu w wydaniu klubowym, którego centrum nie znajdowało się bynajmniej w Londynie, Paryżu, Lyonie, czy Barcelonie, a w kilkudziesięciotysięcznym miasteczku w Västerbotten, nieopodal koła podbiegunowego. To wszystko z dzisiejszej perspektywy wydaje się całkowicie nierealne, a mówimy przecież o rzeczywistości sprzed zaledwie dwudziestu kilku lat. W tak krótkim czasie udało się nam nie tylko wejść do szeroko pojętego mainstreamu, ale wręcz go podbić. I wiecie co? I myślę, że dotarliśmy już do punktu, w którym możemy to po prostu celebrować. Bez patosu, bez poczucia wiecznej krzywdy, bez bezsensownego i niczym nieuzasadnionego kompleksu niższości wobec kogokolwiek, a z uśmiechem, dumą i radością. Tak, pamiętajmy o przeszłości i przy każdej możliwej okazji oddawajmy szacunek tym, bez których dziś by nas tu nie było. Ale przewróćmy wreszcie tę cholerną kartkę, która nie pozwala patrzeć nam przed i wokół siebie bez kompletnie zbędnego balastu. Drodzy Portugalczycy, ja rozumiem, że bliskie waszym sercom są takie słowa jak fado, czy saudade, ale nie wiem, czy wiecie, że za kilkanaście dni czeka was mundialowy debiut w grupie z aktualnymi mistrzyniami i wicemistrzyniami świata? Serio, nie wiem, czy wiecie, bo mniej więcej trzy czwarte wypuszczonego z tej okazji filmu utrzymaliście w klimacie summertime sadness. Drodzy Szwajcarzy, czy latem 2025 zamierzacie inspirować się pierwszą połową waszego mundialowego filmu, zapraszając do siebie gości z całego kontynentu na EURO ’25? Tak, pamięć o przeszłości jest ważna, ale życie przeszłością jest już niebezpieczne. Wybaczcie może zbyt daleko idące porównanie, ale czy wyobrażacie sobie, aby na przykład Malta zachęcała do odwiedzenia tej naprawdę pięknej wyspy kampanią, w której większość czasu antenowego zajęłoby przypominanie faktu, iż podczas drugiej wojny światowej kraj ten był jednym z najmocniej i najdłużej bombardowanych skrawków ziemi? Tak istotnie było, ale kto chce, ten się o tym dowie, a kto nie ma takiej potrzeby, będzie cieszył się plażą, słońcem i zasłużonym wypoczynkiem.

Przywołane tu filmy są jednak rzetelnym obrazem naszej społeczności jako całości. Kojarzycie hasztag #nikogo? Zapewne, bo kto by nie kojarzył. W nieco zmodyfikowanej formie pojawia się on zresztą w wielu wersjach językowych i w każdej z nich wzbudza podobne emocje. Z jakiegoś magicznego i kompletnie nieznanego mi powodu wielu z nas na widok wspomnianej kratki czuje w sobie przypływ obowiązku, aby od razu wytłumaczyć wszystkim, że piłka nożna w kobiecym wydaniu to super sport, którym absolutnie każdy powinien się zainteresować i za miesiąc recytować z pamięci wyjściową jedenastkę Realu Sociedad czy innego Hoffenheim. Albo, w wersji nieco bardziej hardcore, wtedy właśnie zaczyna się prowadząca absolutnie donikąd wymiana docinek i innych uprzejmości. Czy ma to w ogóle jakiś sens? Moim zdaniem nie. Ostatnio znalazłem się zresztą w odwrotnej sytuacji, bo gdy w towarzystwie osób zajmujących się na co dzień futbolem mężczyzn przyznałem, że nie mam pojęcia, kto jest aktualnym mistrzem świata (teraz już wiem, bo jestem świeżo po researchu na temat naszej grupy G), to nikt z moich rozmówców nie zaczął ani mnie prowokować, ani przekonywać do błyskawicznej zmiany zainteresowań. I my też naprawdę nie musimy na każdym kroku udowadniać, że nie jesteśmy wielbłądami. Ktoś nie zamierza oglądać australijsko-nowozelandzkiego mundialu? Spoko. Ktoś czuje potrzebę, aby obwieścić to publicznie? Spoko. Ja też nie oglądałem na przykład mistrzostw świata w hokeju na lodzie i właśnie oficjalnie o tym informuję. I uwierzcie mi, że po tej łamiącej informacji hokej istnieć nie przestanie. Wiem, że wielu z was przyświecają jednoznacznie dobre intencje, ale pamiętajcie, że odpowiadając ewidentnym prowokatorom, tak naprawdę karmicie ich swoimi emocjami. A to z kolei przyniesie raczej efekt dokładnie przeciwny od tego, który chcielibyście osiągnąć. My naprawdę funkcjonujemy dziś w rzeczywistości, w której nikt normalny nie wymaga od nas, abyśmy co i rusz udowadniali, że zasługujemy na miejsce przy stole. My przy nim po prostu na pełnych prawach siedzimy. W Wielkiej Brytanii wizerunki piłkarek znajdziemy na płatkach, napojach, okładkach magazynów, czy gigantycznych graffiti, w Melbourne czy Sydney na miejskich tramwajach, o Holandii czy USA nawet nie wspominam, bo to zupełnie osobna historia. Czy naprawdę potrzebujemy kolejnych dowodów na to, że my już jesteśmy częścią głównego nurtu i żadne hejty, lamenty, czy marne prowokacje tego nie zmienią? Oczywiście, zawsze może być jeszcze lepiej i jak najbardziej idźmy dalej tą drogą, ale już teraz źle naprawdę nie jest.

Gdy ostatnio Reading ogłosił, że w kolejnym sezonie sekcja piłkarek zdegradowanego z FA WSL klubu będzie funkcjonować w trybie półzawodowym, od razu pojawiła się lawina komentarzy, że to krok w tył dla dyscypliny, przekreślenie wszystkich dotychczasowych osiągnięć i w ogóle Armagedon czai się za rogiem. A ja czytałem te katastroficzne wpisy i ponownie zastanawiałem się jak głęboko zakorzenił się w nas ten gen wiecznej ofiary. Otóż nie, sytuacja w Reading nie jest wcale zapowiedzią upadku czegokolwiek, a całkowicie normalną koleją rzeczy, która w zależności od wielu czynników może mieć miejsce w absolutnie każdym biznesie. Wiecie, że w piłce ręcznej mężczyzn finaliści tegorocznej edycji Ligi Mistrzów dosłownie balansowali na krawędzi bankructwa? Że medalistka mistrzostw świata i cyklu Grand Prix w łyżwiarstwie figurowym dosłownie chwilę temu organizowała internetowe zbiórki, aby opłacić swoje treningi? Przykładów szukać można zresztą nie tylko w świecie sportu, wszak nie tak dawno wszyscy funkcjonowaliśmy w trybie epidemicznym, który odcisnął swoje nieodwracalne piętno w zasadzie wszędzie. To wszystko przyjmujemy jednak z mniejszym lub większym zrozumieniem, ale gdy tylko w kłopotach znajdzie się piłkarski klub, w naszych głowach zawsze i bezwarunkowo jest to następstwem nieuczciwego traktowania na przestrzeni dekad, a poczucie pokrzywdzenia znów wygrywa ze zdrowym rozsądkiem.

Po co w ogóle o tym wszystkim piszę? Cóż, składa się tak, że jestem osobą, która w wieku późno nastoletnim dowiedziała się, że od tej pory moje życie nie będzie już wyglądało tak samo jak dotychczas. I o ile żaden moment nie jest dobry na otrzymanie takich informacji, to ten wydawał mi się absolutnie najgorszym z możliwych. Nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły, ale bogatszy o te doświadczenia wiem, że dopóki poczucie krzywdy i niesprawiedliwości jest tak silne, że pozwalamy mu przejąć kontrolę nad naszymi emocjami, nigdy nie będziemy w stanie tak naprawdę pójść dalej i w pełni cieszyć się codziennością. Przekładając to na naszą rzeczywistość, jeżeli wreszcie nie zrobimy tego kroku naprzód, to nie będziemy odczuwać realnej satysfakcji nawet wtedy, gdy zbudujemy stadion na milion widzów i wyprzedamy go w pół godziny. A jeśli sami zaczniemy szanować się tak, jak na to zasługujemy, to o szacunek ze strony innych jestem całkowicie spokojny. Z tego powodu, w przededniu kolejnego mundialu życzę nam, abyśmy wreszcie przestali produkować materiały wideo, w których sami siebie podświadomie przedstawiamy jako produkt zastępczy drugiej kategorii. Skończmy z myśleniem, że latem 2023 TEŻ odbywa się mundial, a zamiast tego zacznijmy myśleć, że latem 2023… po prostu odbywa się mundial. Bo to nie jest TEŻ mundial, lecz TEN mundial. Jedna literka, a tak wiele zmienia. A to, że da się najważniejszą imprezę czterolecia celebrować bez cierpiętniczego patosu i smutnej muzyczki w tle, całkiem zgrabnie pokazali nam Amerykanie. I muszę przyznać, że oglądając tę zapowiedź nawet turniej z VAR-em od razu staje się ciekawszy, a na jego rozpoczęcie czeka się z niemałą ekscytacją. Zostawiam was więc z amerykańską perełką, życząc przy okazji emocjonującego i wypełnionego szczerą, piłkarską radością lata. Bo bez względu na to, które kolory są nam najbliższe na co dzień, już za moment rozpoczyna się nasze wspólne święto. Udanego świętowania!