Kadra na Szwajcarię i Hiszpanię

martinez

Bramkarka hiszpańskiego Levante Emma Holmgren niezmiennie czeka na debiut w pierwszej reprezentacji Szwecji (Fot. Angel Martinez)

Fazę grupową inauguracyjnej edycji Ligi Narodów, a zarazem rok 2023 w wydaniu reprezentacyjnym, kadra Petera Gerhardssona zakończy na początku grudnia wyjazdowym dwumeczem. W szwajcarskiej Lucernie nasze zawodniczki przystąpią do rywalizacji w roli zdecydowanych faworytek, choć starcie to może potencjalnie okazać się większą pułapką niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. A to dlatego, że pod względem piłkarskim Helwetki znalazły się właśnie w takim punkcie, z którego można już tylko odbić się do góry po kompromitującej serii meczów bez choćby jednego znaczącego zwycięstwa oraz mało przyjemnych okolicznościach rozstania z byłą już selekcjonerką Inką Grings. Latem 2025 Szwajcaria będzie gospodarzem finałów mistrzostw Europy, a pewny już w zasadzie spadek z najsilniejszej dywizji sprawia, że w najbliższych miesiącach reprezentantki tego kraju nie będą miały przesadnie wielu okazji do bezpośrednich konfrontacji ze światową czołówką. Możemy więc spodziewać się, że potyczkę ze Szwecją nasze przeciwniczki potraktują z pełną powagą i pomimo przejściowych trudności postawią nam naprawdę wymagające warunki. Tym bardziej, że już przy okazji niedawnego starcia na Gamla Ullevi w Göteborgu Smilla Vallotto wraz z koleżankami udowodniły, że lekceważenie ich potencjału jest obarczone sporym ryzykiem.

Zdecydowanie innego obrazu meczu spodziewamy się za to w Maladze, gdzie czeka nas czwarta już w ostatnich miesiącach konfrontacja z niezmiennie ocierającymi się o perfekcję Hiszpankami. Mistrzynie świata, liderki wirtualnego rankingu FIFA i prawdopodobnie najsilniejsza na tę chwilę drużyna w futbolu reprezentacyjnym kroczy w Lidze Narodów od zwycięstwa do zwycięstwa, przewodzi tabeli z kompletem punktów oraz nie mniej imponującym bilansem bramkowym i wielce prawdopodobne, że jeszcze przed meczem ze Szwecją zapewni sobie udział w czterozespołowym turnieju finałowym. Nawet taki scenariusz nie zagwarantuje nam jednak jakiejkolwiek taryfy ulgowej ze strony gospodyń, które na zapewne szczelnie wypełnionej La Rosaledzie w Maladze zechcą pokazać swoim kibicom próbkę naprawdę efektownego futbolu. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że kadrowiczki Gerhardssona nie będą w tym meczu stroną prowadzącą grę, ale i takie doświadczenie może okazać się z naszej perspektywy niezwykle cenne. Choć oczywiście w rozpoczynających się już w kwietniu przyszłego roku eliminacjach EURO ’25 kolejnej konfrontacji z Hiszpanią wolelibyśmy jednak uniknąć. Bo wiecie, w sporcie, jak i w życiu, dywersyfikacja jest jak najbardziej wskazana…

dac1

dac2

Baraż, który nie rozgrzał

alingsas_gruppbild

Piłkarki z Alingsås cały czas zachowują szansę na niespodziewany awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Jak nie na boisku, to poza nim (Fot. Bildbyrån)

Faworyt w tym dwumeczu mógł być tylko jeden. Piłkarki z Brommy nie są oczywiście żadną pierwszoligową potęgą, ale runda jesienna była w ich wykonaniu więcej niż przyzwoita, czego potwierdzeniem były chociażby pewne zwycięstwo na Behrn Arenie w Örebro i cokolwiek pechowy remis ze znacznie wyżej klasyfikowanym Kristianstad. Podopieczne trenera Joakima Carlssona miały natomiast za sobą zdecydowanie trudniejszy czas, bo nawet jeśli do barażowego dwumeczu udało im się doczołgać bez większej nerwówki, to forma zespołu zdawała się wyraźnie pikować w dół. Problemem zawodniczek z Alingsås była przede wszystkim ofensywa, gdyż w zaledwie jednym spośród pięciu ostatnich meczów piłkarkom występującym na co dzień w charakterystycznych, zielonych strojach udało się znaleźć sposób na pokonanie bramkarki rywalek. A miało to miejsce w starciu z Jitexem, którego rozstrzygnąć na swoją korzyść również się zresztą nie udało. Doświadczony szkoleniowiec trzeciej siły tegorocznej Elitettan niewątpliwie stawał więc przed niezwykle ambitnym wyzwaniem, którego ani trochę nie ułatwiał fakt, iż z powodu kontuzji oraz kartek przeciwko Brommie nie mogły zagrać dwa niezwykle istotne filary formacji defensywnej: Ebba Ranieli i Alexandra Roholt. A to oznaczało mniej więcej tyle, że w najważniejszym od ponad dwóch dekad dwumeczu jeszcze przed pierwszym gwizdkiem trzeba będzie uciekać się do roszad i przemeblowywania całkiem nieźle funkcjonującej dotąd strategii.

Sam mecz rozegrano na nieco wysłużonym Gerdskenvallen, gdyż murawa na domowym stadionie zawodniczek z Alingsås zdecydowanie nie nadawała się do tego, aby w drugiej połowie listopada uprawiać na niej jakiekolwiek formy aktywności fizycznej. Spragnionych futbolowych emocji kibiców nie rozpieszczała też pogoda, a ponieważ żadna z rywalizujących tu ekip nie słynie raczej z głośnego czy choćby fragmentami intensywnego dopingu z trybun, to nijak nie mieliśmy poczucia, że oto na naszych oczach właśnie pisze się jakaś ciekawa historia. Gościnie ze stolicy od samego początku ruszyły do zmasowanych ataków na bramkę miejscowych, jakby podświadomie czując, że ten dwumecz można będzie rozstrzygnąć stosunkowo szybko i bezboleśnie. Pierwszy kwadrans upłynął więc pod znakiem całkowitej dominacji piłkarek z zachodniego Sztokholmu, ale tej niepodważalnej żadną miarą przewagi nie dało się tym razem przekuć na choćby najskromniejszą zdobycz bramkową. W kolejnych minutach napór podopiecznych trenera Gunnarsa nieco osłabł, ale niezmiennie to one sprawiały wrażenie drużyny zdecydowanie bardziej zainteresowanej wywalczeniem dziś kompletu punktów. Na prawej flance sporo wiatru robiła osiemastoletnia Vera Blom (trochę przypominająca stylem gry Johannę Kaneryd z czasów Djurgården), poprzeczkę bramki Alingsås obiła Sara Olai, a niezwykle aktywna Ida Bengtsson momentami szukała chyba nieco zbyt koronkowych rozwiązań zamiast decydować się na te najprostsze i często najskuteczniejsze. Po stronie gospodyń na wyróżnienie zdecydowanie zasłużył natomiast duet środkowych pomocniczek Cameras – Barth, choć i posklejana na ostatni moment defensywa – pomimo kilku całkowicie niepotrzebnych kiksów – prezentowała się co do zasady naprawdę solidnie. To wszystko sprawiało, że pomimo upływu kolejnych sekund, na umieszczonej za jedną z bramek tablicy wyników niezmiennie wyświetlał się bezbramkowy remis i choć w samej końcówce obejrzeliśmy jeszcze festiwal rzutów wolnych dla Brommy, sytuacyjny strzał w słupek w wykonaniu Elsy Karlsson i wreszcie nieco rozpaczliwe wybicie Pernilli Milton tuż sprzed linii bramkowej, ten stan rzeczy nie zmienił się aż do dziewięćdziesiątej minuty gry. Dodatkowych emocji dostarczył nam jeszcze czas doliczony, ale pomimo protestów sztokholmskiej ławki, pani sędzia Eva Svärdsudd nie dopatrzyła się zagrania ręką Moi Jarl i pierwsza z barażowych potyczek zwyciężczyń nam nie wyłoniła.

Za tydzień czeka nas rewanż na Grimsta Idrottsplats, podczas którego powinniśmy raczej nastawiać się na powtórkę z dzisiejszej rozrywki. Czyli w największym skrócie: mroźne, przeszywające powietrze, senną atmosferę na trybunach i dość jednostajną próbę sforsowania defensywy z Alingsås przez napastniczki z Brommy. Bo nie ma co ukrywać, że to podopieczne trenera Gunnarsa wciąż są zdecydowanymi faworytkami do tego, aby prawo występu na pierwszoligowych boiskach wywalczyć sobie w trybie sportowym. Całkiem prawdopodobny jest jednak scenariusz, że podobnie jak przed rokiem obaj uczestnicy barażowego dwumeczu w Damallsvenskan się ostatecznie zameldują, gdyż nie jest wielką tajemnicą, że wszechwładna komisja licencyjna będzie miała w najbliższym czasie naprawdę sporo pracy podczas weryfikowania przesłanych przez kluby sprawozdań i prognoz budżetowych na kolejny rok. A skoro tak, to pozostaje być czujnym, bowiem w tych warunkach skład zarówno pierwszej, jak i drugiej ligi może ulec niespodziewanym modyfikacjom w najmniej spodziewanym momencie. Niezmienny pozostanie jednak fakt, że w obecnej sytuacji czternastozespołowa liga nie jest chyba z naszej perspektywy najbardziej szczęśliwym rozwiązaniem, a takie mecze jak dzisiejszy jedynie to spostrzeżenie potwierdzają. Czy jednak możemy liczyć w tej kwestii nawet nie tyle na refleksję, co na poważniejszą dyskusję? Raczej nie, ale to już chyba temat do niekończących się dywagacji na długie, zimowe wieczory. A póki co przed nami jeszcze rewanż, na który jakoś nikt z wypiekami na twarzach nie czeka, a na koniec i tak może się okazać, że jego rezultat tak naprawdę nie miał dla nikogo absolutnie żadnego znaczenia…

alibp

To był ich sezon!

Ligowy sezon 2023 dobiegł końca, a skoro tak, to czas kontynuować przyjemną tradycję wyboru Drużyny Roku w Damallsvenskan. Tym razem w wyjściowej jedenastce znalazło się miejsce dla przedstawicielek aż pięciu klubów, a dwa kolejne mają swoje przedstawicielki wśród zawodniczek rezerwowych. Najbardziej licznie reprezentowane są w tym gronie mistrzynie z Hammarby, ale w Hisingen, Piteå, czy Växjö także mają pełne prawo być dumni ze swoich liderek. Gratulując każdej z wyróżnionych piłkarek naprawdę udanego sezonu, możemy jednocześnie zastanawiać się, ile z nich będziemy oglądać na szwedzkich boiskach ligowych również na wiosnę, bo skauci z Hiszpanii, Włoch i – przede wszystkim – Anglii ani trochę nie ukrywają, że kilka z przywołanych tu nazwisk figuruje też w ich notesach. Nie ma w tym zresztą nic złego, gdyż w obecnej ekonomiczno-geograficznej układance rola trampoliny do naprawdę wielkiego futbolu jest chyba najlepszą spośród dostępnych dla nas opcji. Drużyno Roku, czapki z głów przed Wami i powodzenia w zdobywaniu następnych, sportowych szczytów… w tych samych lub całkiem innych barwach!

Drużyna Roku Damallsvenskan 2023

elva1

Bramkarka

Anna Tamminen (29 lat, Hammarby)

Obrończynie

Alice Carlsson (28 lat, Hammarby)

Simone Boye (31 lat, Hammarby)

Wilma Carlsson (23 lata, Piteå)

Anna Sandberg (20 lat, Häcken)

Pomocniczki

Marika Bergman Lundin (24 lata, Häcken)

Yuka Momiki (27 lat, Linköping)

Emmi Alanen (32 lata, Kristianstad)

Skrzydłowe

Madelen Janogy (28 lat, Hammarby)

Rosa Kafaji (20 lat, Häcken)

Napastniczka

Anam Imo (23 lata, Piteå)


Ławka rezerwowych

elva2

Melina Loeck (23 lata, Kristianstad)

Nellie Karlsson (28 lat, Linköping)

Julia Roddar (31 lat, Hammarby)

Alexandra Jonasson (24 lata, Växjö)

Kyra Cooney-Cross (21 lat, Hammarby)

Olivia Schough (32 lata, Rosengård)

Hlin Eiriksdottir (23 lata, Kristianstad)

Evelyn Ijeh (22 lata, Växjö)

Paryż podbity, a lider w Hisingen!

bild1

Häcken nie przestaje przywozić cennych skalpów z pucharowych wojaży. Po zwycięstwie w Enschede przyszedł czas na Paryż! (Fot. Bildbyrån)

Na wstępie trzeba ustalić jedną kwestię: zwycięstwo przedstawicielek Damallsvenskan na francuskiej ziemi w fazie grupowej europejskich pucharów to bezsprzecznie duża rzecz. Bo nawet jeśli Paris FC nie jest przeciwnikiem klasy Olympique Lyon, to jednak cały czas mówimy tu o zespole, który tej jesieni odprawił w eliminacjach dwóch półfinalistów poprzedniej edycji Ligi Mistrzyń, a na krajowym podwórku pogromczynie znalazł jedynie we wspomnianych już hegemonkach z Lyonu. Tak, podopieczne Maka Adama Linda udały się dziś na naprawdę niełatwy teren i pomimo absencji tak kluczowych piłkarek jak Hanna Wijk, Clarissa Larisey, czy Elin Rubensson wróciły z tej wyprawy opromienione jednym z najcenniejszych skalpów szwedzkiej piłki klubowej w ostatnich latach. I co by nie miało się od tego momentu wydarzyć, za Enschede i za Paryż zawodniczkom z Hisingen już teraz należy się po prostu ogromny szacunek.

A jego skala tylko i wyłącznie rośnie, gdy w głowie po kolei pojawiają się nam obrazki z dzisiejszego meczu. Pamiętacie może, jak we wrześniu Häcken w czterech kolejnych meczach przeciwko niżej notowanym rywalkom zagrał konsekwentnie na zero z przodu? Jeden z moich dobrych znajomych zażartował wówczas, że nie ma absolutnie powodów do obaw, bo pożądana skuteczność wróci właśnie na Ligę Mistrzyń i kilka tygodni później te wypowiedziane trochę z przekory słowa okazały się wyjątkowo prorocze. Bo jeśli trzeba byłoby wskazać jedną cechę, która charakteryzowała wicemistrzynie Szwecji podczas wyjazdowych starć w Holandii i Francji, to najpewniej byłaby nią niesamowita precyzja w wykorzystywaniu stwarzanych przez siebie sytuacji. Jasne, niemal w komplecie były one konsekwencją składnych, zespołowych akcji, ale tym razem zgadzały się nie tylko pomysł i wykonanie, ale także wykończenie. A tego kluczowego skądinąd składnika naszym pucharowiczkom brakowało w przeszłości wielokrotnie. Häcken raz jeszcze udowodnił jednak, że w przypadku tego klubu efektywność jak najbardziej może iść w parze w efektownością i jakoś nie mamy ani krzty wątpliwości, że końcowy rezultat z Paryża uszczęśliwił dziś nie tylko sympatyków Damallsvenskan, ale i wielu neutralnych miłośników futbolu. Bo takie historie zawsze wzruszają, a gdy pisze je zespół, na który zwyczajnie przyjemnie się patrzy, to radość momentalnie staje się podwójna.

Wspominałem już o zmieniających się niczym pokaz slajdów cudownych, paryskich obrazkach, więc myślę, że jak najbardziej na miejscu będzie przywołanie w tym tekście kilku z nich. Tym bardziej, że żyjemy w czasach, w których stosunkowo łatwo jest odwinąć sobie cały mecz akcja po akcji, jeśli tylko ktoś poczuje taką potrzebę. Zdecydowanie bardziej znamienna niż suche liczby na tablicy wyników była dla mnie chociażby stonowana, a jednocześnie na swój sposób ekspresyjna radość Anny Sandberg po golu na 2-0. Lewa wahadłowa z Hisingen najpierw stoczyła niesamowitą walkę z czasem o powrót na boisko, eliminacyjny dwumecz z Twente rozpoczęła od… asysty przy pierwszym golu dla rywalek, za co później bardzo się obwiniała, ale na początkowe niepowodzenia odpowiedziała w najlepszy możliwy sposób i jeszcze w starciu z wicemistrzyniami Holandii dołożyła do finalnego awansu całkiem sporych rozmiarów cegłę. Strzelony dziś gol był więc w jej przypadku zwieńczeniem niesamowitego, emocjonalnego rollercoastera, ale i nagrodą za niezwykły upór i konsekwencję w dążeniu do celu. Swój wielki dzień miała w stolicy Francji również inna dwudziestolatka, autorka trafienia na 1-0 Rosa Kafaji. Pozyskana z AIK napastniczka imponowała jednak nie tylko skutecznością, ale i niezwykle ofiarną postawą w defensywie, co przełożyło się na rekordową liczbę odbiorów oraz przechwytów w centralnej tercji boiska. Pojedynki indywidualne zdarzało się przegrać na przykład Elmie Nelhage, czy Katariinie Kosoli, ale gdy takie coś miało miejsce, to koleżanki z formacji obronnej już czekały z asekuracją, a wspomniane zawodniczki błyskawicznie odpracowywały swoje na przykład wygranym pojedynkiem powietrznym lub rozstrzygniętą na swoją korzyść kluczową przebitką. I choć to starcie miało niewątpliwie bohaterki pierwszoplanowe, to ten wspaniały triumf ma przynajmniej kilkanaście twarzy. Bo trzech punktów przywiezionych z francuskiej metropolii nie byłoby zarówno bez kapitalnych interwencji Jennifer Falk, jak i bez przemyślanych podań Mariki Bergman Lundin. Całe swoje serce włożyła w ten mecz zarówno opadająca w końcówce z sił i jadąca już przede wszystkim na ambicji Anna Anvegård, jak i rezerwowa, szesnastoletnia Felicia Schröder, a nawet posłana w bój w samej końcówce Johanna Fossdalsa z Wysp Owczych, która ani trochę nie bała się ostrych, fizycznych starć przed własnym polem karnym. I jeśli ktoś będzie miał kiedyś wątpliwości, czy futbol aby na pewno – jak głosi znane porzekadło – jest najbardziej drużynową z gier zespołowych, to postawa piłkarek Häcken na gościnnych występach w Holandii i Francji daje tu raczej jednoznaczną odpowiedź. A brzmi ona tak, że przynajmniej przez najbliższy tydzień liderek grupy D szukać należy nie w Paryżu, Londynie lub Madrycie, lecz w Hisingen.

******

Dzień wcześniej swoje grupowe zmagania rozpoczęły także zawodniczki FC Rosengård, które na dzień dobry uległy na własnym boisku niemieckiemu Frankfurtowi 1-2. Wynik ten jest jednak pewnym zakłamaniem rzeczywistości, gdyż ekipa z środka tabeli Bundesligi dominowała w stolicy Skanii niepodzielnie i wyłącznie na własną prośbę zafundowała sobie ostatecznie niesamowicie nerwową końcówkę. Fakt, kontaktowy gol Olivii Schough padł dopiero w czwartej minucie doliczonego czasu gry, ale niespełna kwadrans wcześniej futbolówka odbiła się od poprzeczki bramki gościń po kąśliwym strzale z dystansu Hanny Andersson, a Stina Johannes mogła mówić o sporym szczęściu, że sytuacja ta nie zakończyła się ostatecznie golem samobójczym. Nieco wcześniej sygnał do ataku dała trzynastokrotnym mistrzyniom Szwecji Ria Öling, rozgrywając prostą, acz efektowną, dwójkową akcję z tradycyjnie już trzymającą solidny poziom Mai Kadowaki. Z całkiem pozytywnej strony zaprezentowała się także rezerwowa Bea Sprung, a jej pojawienie się na boisku wniosło do gry Rosengård szczyptę tak bardzo potrzebnej temu zespołowi fantazji. Kilka niewątpliwych plusów nie może jednak ani trochę zaciemnić smutnego w przeważającej części obrazu, który na przestrzeni całego roku kalendarzowego rysuje się nam w stolicy Skanii. Bo nawet jeśli uznamy, że Frankfurt był w tej akurat rywalizacji minimalnym faworytem, to jednak od drużyny tak doświadczonej, ogranej na wielu frontach i zawsze aspirującej do gry o najwyższe cele powinniśmy oczekiwać chyba nieco więcej niż przekonującego zwycięstwa nad Spartakiem Subotica. Ekipa z Malmö ponownie rozczarowała jednak swoich sympatyków i jeśli za niespełna tydzień chce uniknąć ósmej z rzędu porażki w fazie grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzyń, to w Lizbonie będzie musiała zaprezentować się zdecydowanie korzystniej. Potencjał ku temu niewątpliwie jest, tylko niestety coraz częściej przychodzi nam zastanawiać się, czy poza nim zostało w tym zespole coś więcej. Dla dobra całej szwedzkiej piłki lepiej, aby odpowiedź na tak postawione pytanie okazała się jednak twierdząca.


Komplet wyników:


Tabele grup LM:

Bez większych nadziei

fcrfcb

Niespełna siedem lat temu Rosengård i Barcelona rozegrały niezwykle intensywny dwumecz w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń (Fot. Emil Langvad)

Jedno zwycięstwo i jedenaście porażek – tak na chwilę obecną przedstawia się dorobek szwedzkich klubów w fazie grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzyń. W tegorocznej edycji tych prestiżowych rozgrywek Damallsvenskan ma na tym etapie aż dwóch przedstawicieli, ale ani FC Rosengård, ani BK Häcken zdecydowanie nie zaliczają się do wąskiego grona faworytów. Co więcej, nie brakuje pesymistów, którzy prorokują, że sukcesem któregokolwiek z naszych reprezentantów będzie nawet pojedyncza wygrana, a komplet dwunastu porażek wcale nie jawi się jako mocno nieprawdopodobny scenariusz. Czy rzeczywiście funkcjonujemy już w takich realiach, że na tle europejskiej pierwszej ligi stanowić możemy wyłącznie mało atrakcyjne tło? Dwumecz piłkarek z Hisingen przeciwko holenderskiemu Twente wskazuje na to, że aż tak apokaliptyczne wizje są dalece przesadzone, choć nie da się ukryć, że od tej pory poprzeczka zawieszona będzie jeszcze wyżej niż miało to miejsce w Enschede. Po zakończeniu eliminacji mieliśmy jeszcze cichą nadzieję na stosunkowo sprzyjające losowanie, ale kulki w szwajcarskim Nyonie tym razem ułożyły się szczęśliwie dla zespołów z Pragi, Sankt Pölten i Bergen. Jedna z tych ekip na pewno przeżyje wiosną przyszłego roku fantastyczną, pucharową przygodę, a jeśli okaże się nią Slavia lub SKN, to dodatkowo skomplikuje nam to życie w kontekście krajowego współczynnika UEFA. Z drugiej jednak strony, przecież dopiero co Jamajka wyrzucała za burtę mundialu Brazylię, Kolumbia robiła dokładnie to samo z Niemcami, a Piteå wbrew jakiejkolwiek logice świętowało mistrzostwo Damallsvenskan. Trzymajmy się zatem wiary, że oto nadszedł czas, kiedy sprawczyniami podobnych, futbolowych cudów okażą się piłkarki Rosengård lub Häcken. Bo skoro nie zagrało dla nas losowanie, terminarz ułożył się tak, że zwyczajnie szkoda na niego słów, to teraz powinno być już tylko i wyłącznie lepiej i bardziej pozytywnie. Powinno, prawda?


FC Rosengård – grupa A

14. listopada; godz. 18:45 – Frankfurt (dom)

22. listopada; godz. 21:00 – Benfica (wyjazd)

13. grudnia; godz. 18:45 – Barcelona (dom)

21. grudnia; godz. 21:00 – Barcelona (wyjazd)

25. stycznia; godz. 18:45 – Benfica (dom)

31. stycznia; godz. 21:00 – Frankfurt (wyjazd)


BK Häcken – grupa D

15. listopada; godz. 18:45 – PFC (wyjazd)

23. listopada; godz. 18:45 – Real M. (dom)

14. grudnia; godz. 21:00 – Chelsea (wyjazd)

20. grudnia; godz. 21:00 – Chelsea (dom)

24. stycznia; godz. 18:45 – PFC (dom)

30. stycznia; godz. 18:45 – Real M. (wyjazd)

Drużyna miesiąca – listopad

Bramkarka

01

W listopadowych kolejkach z bardzo dobrej strony pokazała się nowa golkiperka Växjö Hensley Hancuff, ale futbol to taka dyscyplina sportu, w której niektóre interwencje znaczą minimalnie więcej niż inne. Dlatego też ponownie wyróżnienie dla najlepszej bramkarki miesiąca wędruje do Södermalm, bo gdyby nie dwie kapitalne parady Anny Tamminen w meczu o złoto przeciwko Häcken, to całkiem prawdopodobne, że to w Hisingen właśnie kończyłaby się mistrzowska feta. Anvegård, Kafaji i Jusu Bah boleśnie zderzyły się jednak z niesamowicie szczelną fińską ścianą i dalszy ciąg tej historii wszyscy znamy chyba już na pamięć…

Obrończynie

02

Dwie doświadczone defensorki ze Skanii, dwie byłe reprezentantki Szwecji, które wciąż mają na boisku całkiem sporo do zaoferowania. Niektórzy mogą twierdzić, że zarówno Jessica Wik, jak i Sandra Lynn peak swoich karier mają już za sobą, ale nikt nie zaprzeczy, że to między innymi dzięki nim defensywa odpowiednio Rosengård oraz Vittsjö wyglądała pod koniec sezonu naprawdę solidnie. Obok nich stawiamy na przeżywającą w tym roku absolutnie gwiezdny czas Evę Nyström, która pewnym uderzeniem z dwunastu jardów rozpoczęła przed tygodniem demontaż Häcken, a także na mocno niedocenianą, dynamiczną Tildę Persson, czyli jeden z dwóch motorów napędowych wahadeł z Kristianstad.

Pomocniczki

03

O Yuce Momiki napisaliśmy przez ostatnie miesiące chyba wszystko, więc teraz zwyczajnie pogratulujmy jej piętnastu goli, dwunastu asyst, bezapelacyjnego zwycięstwa w klasyfikacji punktowej, a także – co chyba w tej całej wyliczance najważniejsze – zaprowadzenia nieobliczalnej drużyny z Linköping na ligowe podium. Julia Roddar to specjalistka od wygrywania tytułów, ale w wywalczeniu dubletu dla Hammarby 31-latka z Falun miała zdecydowanie większy udział niż chociażby w drodze Washington Spirit do mistrzostwa NWSL. Larkin Russell to natomiast jeden z powodów, dla których wiosną 2024 znów zaprosimy wszystkich czytelników na pierwszoligowe relacje z Växjö. Bohaterka bezcennego z perspektywy drużyny Olofa Unogårda meczu przeciwko Djurgården formą imponowała jednak za każdym razem, gdy wybiegała na boisko.

Napastniczki

04

Madelen Janogy na przestrzeni sezonu zdecydowanie nie imponowała równą formą, ale w chwilach najważniejszej próby to ona brała na siebie odpowiedzialność za postawę ofensywy z Södermalm. Tak było w finale krajowego pucharu, a także w dwóch starciach, które ostatecznie zdecydowały o kształcie ligowego podium. Reprezentantka Tanzanii Aisha Masaka drużynowo cieszyć może się jedynie ze srebra, ale jej kapitalne liczby w drugiej połowie rundy jesiennej sugerują, że w Hisingen szlifuje się właśnie jeszcze jeden piłkarski diament. Hat-trick na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie nie uratował wprawdzie pierwszej ligi dla Uppsali, ale akurat Klarę Folkesson na tym poziomie rozgrywkowym zobaczyć jak najbardziej powinniśmy. Choć sama zainteresowana z pewnością zamieniłaby na przykład dwa gole z ostatniej kolejki na przynajmniej jedno trafienie w rywalizacji z Örebro, kiedy to do pełni szczęścia co i raz brakowało jej dosłownie centymetrów.


november

Anna Tamminen (Hammarby) – Tilda Persson (Kristianstad), Jessica Wik (Rosengård), Sandra Lynn (Vittsjö), Eva Nyström (Hammarby) – Julia Roddar (Hammarby), Yuka Momiki (Linköping) – Aisha Masaka (Häcken), Larkin Russell (Växjö), Madelen Janogy (Hammarby) . Klara Folkesson (Uppsala)