Wyzwanie: angielski tydzień

1154120_original_MR111

W Växjö radość i spokój, w Örebro smutek i niedowierzanie – właśnie tak rozpoczął nam się ten sezon (Fot. Ronny Johansson)

Takie tygodnie starsi, piłkarski kibice zwykli nazywać angielskimi i o dziwo wcale nie jest to nawiązanie do towarzyszących nam aktualnie warunków pogodowych, lecz do konieczności rozegrania przez każdy z klubów trzech ligowych meczów na przestrzeni ośmiu-dziewięciu dni. W szwedzkiej rzeczywistości z takim właśnie paradoksem mamy zazwyczaj do czynienia podczas zdecydowanie bardziej intensywnej rundy wiosennej i jest to najczęściej dobry pretekst, aby nieco bliżej przyjrzeć się zawodniczkom nieoczywistym, które podczas regularnego grania rzadziej wysuwają się na pierwszy plan. Nie jest wszak wielkim odkryciem, że napięty terminarz jednoznacznie sprzyja rotacjom (a nawet do pewnego stopnia je wymusza), a to z kolei tworzy idealne warunki ku temu, by tym razem to któraś ze zmienniczek w bohaterskim stylu uratowała swojej drużynie bezcenne punkty. Najbliższe godziny niechybnie wykreują nam więc przynajmniej jedną podobną historię, choć możemy spokojnie założyć, że i papierowe liderki zechcą w momencie próby potwierdzić swoją wartość, grając na miarę oczekiwań wymagających skądinąd kibiców.

Już jutro terminarz serwuje nam dwa niezwykle frapujące dania i doprawdy trudno orzec, które z nich powinniśmy wybrać jako główne, a które z konieczności niejako zdegradujemy do roli miejmy nadzieję równie pysznego deseru. Poważna kontuzja Islandki Nielsdottir nie okazała się bynajmniej zabójcza dla sięgających przynajmniej lokaty w górnej połówce tabeli planów Olofa Unogårda, a ściągnięta niejako na zastępstwo strażaczka-ratowniczka Jenny Danielsson z miejsca wkomponowała się w doskonale funkcjonującą maszynę z Kronobergu. Bardzo istotnymi jej elementami niezmiennie pozostają natomiast ustawiana konsekwentnie na dziesiątce Elin Nilsson oraz operująca nieco bliżej linii bocznej Larkin Russell, która wraz z Bułgarką Dessislavą Dupuy odpowiedzialna jest przede wszystkim za strzelanie goli. Realizacja tego zadania wychodzi im póki co kapitalnie, z czego cieszyć może się chociażby ekspertka od stałych fragmentów gry Alexandra Jonasson. Ona z kolei na pewno z chęcią zapisałaby wreszcie przy swoim nazwisku jakąś asystę, udowadniając przy okazji, że boiskowe wydarzenia z wiosny ubiegłego roku nie były wyłącznie zasługą dysponującej niespotykanym na szeroką skalę instynktem strzeleckim Evelyn Ijeh. Växjö ma zatem swoje problemy, ale one wydają się stosunkowo niewielkie przy tych, które stały się ostatnio udziałem trenera Maka Linda. Pochodzący z Bejrutu szkoleniowiec płaci cenę za absurdalnie intensywną w wykonaniu jego zespołu zimę, a wiele przeciążeniowych urazów w ekipie Os z Hisingen jest niestety bezpośrednim następstwem ambitnej rywalizacji na trzech, wymagających frontach w środku sezonu urlopowego. Żeby tego było mało, trochę wbrew zaleceniom i prośbom, na domowe EURO U-17 powołanie otrzymała Felicia Schröder, co jeszcze bardziej zawęża i tak już minimalne pole manewru. Kadra Häcken póki co okazuje się jednak mieć wystarczająco jakości, aby większość ligowych spotkań jakoś ostatecznie przepychać, ale jutro przed piłkarkami z Västergötland kolejna, wymagająca próba, podczas której koncentrację trzeba będzie zachować do samego końca. Bo wystarczy jedno spojrzenie w statystyki, aby zobaczyć, w której fazie spotkania Växjö potrafi być zdecydowanie najgroźniejsze. Ciekawa rywalizacja zarówno na murawie, jak i na trybunach, czeka nas za to w starciu niepokonanego Hammarby z mierzącym wysoko, lecz jak dotąd wciąż szukającym swojego stylu Norrköping. W obozie Peking cieszyć mogą się póki co przede wszystkim z  naprawdę przyzwoitego dorobku punktowego, strzeleckiego nosa Sary Kanutte, ogólnej dyspozycji Wilmy Leidhammar, sportowej jakości wnoszonej przez pozyskane zimą Danę Leskinen oraz Vesnę Milivojevic i wreszcie dyspozycji niezniszczalnej z perspektywy sympatyków IFK My Cato, bezbłędnie wywiązującej się z roli nie tylko kapitanki, ale i mentalnej przywódczyni tej ambitnej skądinąd grupy. Wyliczanka okazała się więc zaskakująco długa, ale czy tych atutów wystarczy także na ewidentnie nabierające rozpędu mistrzynie Szwecji? Przekonamy się jutro, ale oczy warto mieć w każdej fazie meczu szeroko otwarte.

Vittsjö i Linköping nie tak dawno zmierzyły się ze sobą na zakończenie fazy grupowej Pucharu Szwecji, ale tamto spotkanie okazało się równie rozczarowujące, co tegoroczna postawa obu zainteresowanych klubów. W północnej Skanii na horyzoncie pojawiły się jednak przynajmniej dwa nieco jaśniejsze promienie w postaci wyrwanego za sprawą Tanyi Boychuk dramatycznego zwycięstwa na Behrn Arenie w Örebro oraz tak bardzo wyczekiwanego, kilkumilionowego wsparcia od lokalnego samorządu, które przynajmniej na pewien czas pozwoli uzupełnić mocno ostatnio nadszarpnięty, klubowy budżet. Na podobne impulsy w Linköping wciąż czekają, ale jeśli kiedyś maszyna ta ma wreszcie odpalić, to… lepszej okazji może już nie być. I choćby z tego tylko powodu niepozorny wydawałoby się wyjazd do Vittsjö w środku tygodnia nabiera nagle nadspodziewanie dużego znaczenia, a warto pamiętać, iż akurat na tym obiekcie zawodniczkom LFC akurat nigdy łatwo się nie grało, choć mistrzowskie wspomnienia sprzed siedmiu lat mają z tego miejsca całkiem przyjemne. Na Vångavallen w Trelleborgu zmierzy się dwóch tegorocznych beniaminków Damallsvenskan i jeśli mielibyśmy wyciągać wiążące wnioski wyłącznie na podstawie wydarzeń ostatnich dni, to w tym zestawieniu po komplet punktów zdecydowanie powinien sięgnąć AIK. To wszystko oczywiście przy zastrzeżeniu, że zawodniczki z Solnej tym razem strzelać będą przede wszystkim do tej właściwej bramki, bo z tym akurat w pierwszej fazie sezonu pojawiły się cokolwiek nieoczekiwane problemy. W Örebro powoli mogą zastanawiać się, czy w zaistniałej sytuacji nie spróbować skorzystać z metod niekonwencjonalnych i nie zabawić się na przykład w zaklinanie rzeczywistości, choć myślący nieco bardziej pragmatycznie sugerowaliby zapewne raczej odpowiednią pracę nad sferą mentalną. A terminarz przychodzi w tej materii z pomocą, gdyż dysponujące naprawdę ograniczoną głębią kadry, a na dodatek mające w nogach podróż do Norrbotten Kristianstad, niekoniecznie musi być w pierwszej kolejności zainteresowane szukaniem zwycięskiego gola w formule 90+. O podtrzymanie perfekcyjnej, domowej passy z pewnością powalczy za to Bromma, a jej mecz przeciwko niespodziewanym triumfatorkom krajowego pucharu z Piteå jawi się jako równanie z wieloma niewiadomymi. Jeśli jednak ktoś ma je w czwartkowy wieczór ostatecznie rozwiązać, to najprędzej będzie to Ellen Toivio lub Frida Thörnqvist, choć cały czas warto mieć na uwadze fakt, iż gościnie z Północy jak mało kto w najmniej oczekiwanym momencie potrafią popsuć rywalkom każdą imprezę. Na koniec zostaje nam rywalizacja Rosengård z Djurgården, czyli ekip, o których było tutaj tej wiosny dużo i niemal wyłącznie pozytywnie. Tym razem grzecznie poprosimy więc piłkarki obu zespołów jedynie o kontynuację, choć zdajemy sobie sprawę, że dla zmagających się z brakami kadrowymi zawodniczek ze stolicy będzie to naprawdę niełatwy test na terenie rozpędzonego do granic przyzwoitości lidera rozgrywek.

md5

Derby w zielono-białych barwach

f0b6f8a994eb184ca6822d49b58e490a4fb71cc2-6000x4000

Ten obrazek najlepiej oddaje nastroje panujące w obu obozach po długo wyczekiwanych derbach Sztokholmu (Fot. Bildbyrån)

Jak najbardziej zasadnie okrzyknięte hitem czwartej serii spotkań derby stolicy okazały się mieć dwa oblicza. To pierwsze, w którym oba zespoły stworzyły na murawie Tele2 Areny kapitalny i pasjonujący spektakl, oglądaliśmy mniej więcej do 65. minuty. I o ile jako neutralni obserwatorzy bawiliśmy się w tym okresie naprawdę wybornie, o tyle możemy jedynie domyślać się, jakie napięcie towarzyszyło wówczas sympatykom obu stołecznych zespołów. Jako pierwsze pretekstu do celebracji dostarczyły swoim kibicom podopieczne trenera Fernandeza, puentując zespołowy wypad prawą flanką przepięknym, mierzonym strzałem tuż przy prawym słupku bramki Moy Edrud. Trudno było jednak oszacować, czy większe słowa uznania należały się wtedy finalizującej tę akcję Tove Almqvist, czy może ustawionej na prawym wahadle Rosjance Aleksandrze Łobanowej, dzięki której tak szczęśliwe z perspektywy gościń zakończenie było w ogóle możliwe. Z prowadzenia na terenie aktualnego mistrza kraju zawodniczki Djurgården nie cieszyły się jednak długo, gdyż Bajen potrzebowały zaledwie niespełna 180 sekund, aby całkowicie odwrócić losy derbowej rywalizacji. I warto zaznaczyć, że dokonały tego w stylu przynajmniej równie efektownym, bo zarówno prostopadłe zagranie Smilli Vallotto do ewidentnie łapiącej właściwy dla siebie rytm Ellen Wangerheim, jak i przytomne i w pełni przemyślane podłączenie się do ofensywnej akcji kapitanki Alice Carlsson, spokojnie można byłoby nazwać atrybutem godnym mistrzyń. Suchy wynik 2-1 dla Hammarby nijak nie oddaje jednak istnego rollercoastera emocji, który przeżywaliśmy w wyniku choćby zmarnowanej przez Shinomi Koyamę setki, obijania przez rzeczoną Japonkę słupka bramki Hammarby, czy wreszcie nieustannej walki o dominację w sektorze środkowym, która to w znacznym stopniu decydowała o tym, pod którym polem karnym za chwilę będą się działy rzeczy. Podobny obraz meczu obserwowaliśmy także w pierwszym kwadransie po przerwie, kiedy to piłkę meczową na remis miała na nodze chociażby Portugalka Ana Teles. Im jednak dłużej trwał mecz, tym wyraźniej zarysowywała się przewaga motoryczna zawodniczek trenera Sjögrena, a niemal całkowicie pozbawione wsparcia z ławki zawodniczki Djurgården zmuszone były cofać się coraz głębiej i głębiej. Do przewidzenia było, iż taka strategia w zderzeniu z rozpędzającą się maszyną z Södermalm może zwiastować tylko i wyłącznie kłopoty, a ich uosobieniem stała się w dużej mierze norweska skrzydłowa Anna Jøsendal. To właśnie ona dwoma najwyższej próby strzałami (bo tego dnia na Tele2 Arenie najwyraźniej nie dało się inaczej) ostatecznie przesądziła o tym, że to jej zespół przynajmniej na kilka kolejnych dni podtrzyma status niepokonanego w tegorocznej kampanii ligowej. Co jednak równie istotne, Hammarby tym razem wreszcie zagrało tak, że zdecydowanie więcej mówi się dziś o samym zwycięstwie i jego autorkach, niż o wątpliwym stylu, w którym zostało ono osiągnięte. A to w perspektywie kolejnych, majowych wyzwań, może okazać się dla trenera Sjögrena naprawdę istotnym kapitałem.

O ile w przypadku Hammarby możemy mówić o pewnym przełamaniu, o tyle Rosengård tej wiosny coraz bardziej przypomina nam na ligowych boiskach… Barcelonę. Oczywiście, zachowujemy w tym porównaniu właściwy dla sytuacji umiar i proporcje, ale jednak nie da się przejść obojętnie obok faktu, że podopieczne Joela Kjetselberga zwyczajnie demolują napotkane na drodze rywalki, bawiąc się przy tym przednio i nie ma absolutnie żadnego znaczenia, kogo akurat danego dnia terminarz postawi im na drodze. Tym razem padło na Linköping, a w drodze po kolejny, pewny triumf nie zatrzymała liderek z Malmö ani kilkudziesięciominutowa przerwa z powodu szalejącej nad Östergötland ulewy, ani bardziej chyba rozpaczliwe niż przemyślane taktycznie roszady trenera LFC Rafaela Roldana. Momoko Tanikawa niezmiennie kontynuuje tradycję wpisywania się na listę strzelczyń w każdej (!) ligowej kolejce, a duńska snajperka Olivia Holdt zdaje się coraz mocniej pracować zarówno na powołanie do kadry Andrée Jeglertza, jak i na potencjalny transfer do jednej z czołowych lig Europy. Z niszczycielskiego dla rywalek rytmu piłkarek Rosengård nie wybił nawet niespodziewany przede wszystkim dla Earthy Cumings kiks Jessiki Wik, w wyniku którego nieco kuriozalnego gola z okolic koła środkowego strzeliła Irene Dirdal. Jej trafienie było jednak w zasadzie pojedynczym promykiem radości dla sympatyków Linköping, którzy wciąż czekają na pierwsze od wielu miesięcy zwycięstwo swojego klubu. Do wygrywania coraz bardziej zaczynają się za to przyzwyczajać w stolicy Skanii, a każdy kolejny mecz ewidentnie napędza i tak rozpędzony już zespół, który po ubiegłorocznym fiasku jak powietrza potrzebował takiej właśnie odmiany. I nawet jeśli przy okazji pomeczowych relacji FCR najczęściej przywołujemy nazwiska Tanikawy, Holdt, Öling, czy Bredgaard, to gołym okiem widać, że pod ich przywództwem z tygodnia na tydzień na naszych oczach rośnie cała kadra, nie wyłączając z tego ani utalentowanych nastolatek pokroju Bei Sprung oraz Jo-Anne Cronquist, ani tych najbardziej doświadczonych w osobach Olivii Schough, czy Caroline Seger. I nawet jeśli w pierwszej dekadzie maja nie będziemy jeszcze nikomu wieszać medali na szyjach, to tak wyjątkowego otwarcia sezonu w wykonaniu piłkarek z Malmö po prostu nie wypada nie docenić.

Zwycięska seria Rosengård jest więc jak widać całkowicie uzasadniona, ale tego samego nie da się powiedzieć o wyniku sobotniej potyczki w Solnej. AIK przegrał w tegorocznej kampanii czwarty z rzędu mecz, choć tym razem to zawodniczki trenera Björka w zasadzie zdominowały na dystansie 90 minut przeciwniczki z Norrköping. Samobójczy gol już w pierwszej minucie sprawy beniaminkowi ze stolicy jednak nie ułatwił, podobnie zresztą jak doskonała skuteczność Sary Kanutte, która tej wiosny zamienia w złoto absolutnie wszystko, co dostanie na tacy. A że tym razem najpierw świetnym podaniem obsłużyła ją Dana Leskinen, a chwilę później jej wyczyn skopiowała kapitanka My Cato, to nawet wyborna dyspozycja Moy Sjöström w połączeniu z faktem, iż Wilma Leidhammar postanowiła wyjątkowo strzelać do swojej bramki, nie wystarczyły Gryzoniom ze Sztokholmu do sięgnięcia choćby po premierowy punkt. Dobra dyspozycja bramkarek nie pomogła także ekipom z Trelleborga oraz Brommy, choć gdy Anna Koivunen w niewiarygodny sposób odbiła futbolówkę po strzale Filippy Curmark, to przez krótką chwilę mogliśmy mieć poczucie, że oto na Bravida Arenie czeka nas mocno nieoczywiste rozstrzygnięcie. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce postanowiły wziąć odpowiedzialne w jedenastce Häcken za właściwe funkcjonowanie prawej flanki Hanna Wijk oraz Alice Bergström i to przede wszystkim dzięki temu duetowi komplet punktów pozostał ostatecznie w Hisingen. Zgodnie z oczekiwaniami, piłkarskich fajerwerków nie doczekaliśmy się w Närke, gdzie – co również zresztą przewidzieliśmy w stu procentach – szansę na zostanie bohaterkami swoich drużyn miały przede wszystkim Molly Johansson i Tanya Boychuk. A ponieważ sztuka ta udała się jedynie pochodzącej z Ukrainy Kanadyjce, to Vittsjö przywiozło do północnej Skanii pierwsze w tym roku zwycięstwo z delegacji. W Örebro zaś ponownie mogli zachodzić w głowę, ile razy da się jeszcze wypuścić z rąk stosunkowo korzystny wynik w ostatniej z doliczonych przez sędzię minut.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

awds4

Drużyna miesiąca – kwiecień

Podstawowa jedenastka

april

Między słupkami stawiamy na Earthę Cumings, która w zasadzie jako jedyna spośród zawodniczek grających na tej pozycji w każdym z kwietniowych meczów zanotowała przynajmniej jedną kluczową, ratującą wynik interwencję. Szkockiej golkiperki nie sposób zatem nazwać nieco przypadkową beneficjentką fenomenalnego otwarcia sezonu w wykonaniu Rosengård, bo nawet jeśli to nazwiska jej koleżanek z przedniej formacji zdecydowanie częściej rozpalały wyobraźnię, to drużyna trenera Kjetselberga w tyłach prezentowała się przynajmniej tak samo solidnie. Nominacja dla byłej zawodniczki Liverpoolu z pewnością jest jednak pewnym zaskoczeniem, gdyż po słabszym, a na dodatek zwieńczonym skomplikowanym urazem początku na szwedzkich boiskach, to Angel Mukasa zdawała się być zdecydowanie bliżej statusu bramkarki numer jeden zespołu ze stolicy Skanii. Obecnie ta hierarchia jest już jednak całkowicie klarowna, a pozycja 24-latki z Edynburga absolutnie niepodważalna.

Nieoczywistych wyborów nie brakuje także na obu bokach defensywy, ale zarówno Nesrin Akgün, jak i Ellen Toivio nie pozostawiły nam choćby minimalnych wątpliwości co do słuszności tych nominacji. Dziewiętnastolatka z Kronobergu nadspodziewanie szybko przystosowała się do całkowicie nowej dla siebie pozycji na boisku i występując już w roli wahadłowej odegrała pierwszoplanową rolę w obu kwietniowych zwycięstwach Växjö, zaś starsza od niej o siedem lat zawodniczka Brommy zaimponowała przede wszystkich w meczach przeciwko Linköping oraz Vittsjö, po których to skazywana na kolejny rok ostrej walki o ligowy byt ekipa z zachodniego Sztokholmu zebrała mnóstwo w pełni zasłużonych pochwał. Parę środkowych obrończyń tworzą natomiast doświadczona Jessica Wik, która bezbłędnie trzyma w ryzach nieco eksperymentalnie zestawianą defensywę z Malmö oraz Amerykanka Ashley Barron, szerzej kojarzona jako autorka najbardziej spektakularnego wejścia do Damallsvenskan w historii. Niestety dla kibiców z Närke, ów debiut okazał się ostatecznie mieć iście tragiczne zakończenie, ale ofiarne i co najważniejsze skuteczne interwencje rosłej stoperki z Cincinnati w zderzeniu z przeważającymi siłami ze Sztokholmu na długo pozostaną w naszej pamięci.

O boiskowych wyczynach pomocniczek Djurgården i Rosengård szczegółowo informowaliśmy na bieżąco, więc nie ma specjalnego zaskoczenia, że to właśnie duety reprezentujące na co dzień te dwa kluby stanowią trzon naszej drużyny miesiąca. Therese Åsland z Shinomi Koyamą sprawiły, że nieco zmęczeni już ciągłymi rozczarowaniami fani Dumy Sztokholmu po długiej przerwie znów zaczęli przychodzić na Stadion Olimpijski z uzasadnioną ekscytacją, a nie jedynie z poczuciem kibicowskiego obowiązku. Równie efektowny japońsko-nordycki duet stworzyły w Malmö Momoko Tanikawa z Olivią Holdt, a o jego niełatwej do powstrzymania sile przekonały się już na własnej skórze derbowe rywalki z VIttsjö oraz Kristianstad. Formację uzupełnia nam Szwajcarka Smilla Vallotto, czyli jedyna w tym gronie przedstawicielka mistrzowskiego Hammarby. Najlepsza zawodniczka Bajen w fazie grupowej Pucharu Szwecji nie miała problemów z przeniesieniem świetnej, zimowej dyspozycji na wiosnę i to między innymi dzięki jej postawie, obrończynie tytułu zaksięgowały w kwietniu trzy kolejne, ligowe zwycięstwa, a łatwo o nie wcale nie było.

Rywalizacja o miejsce na dziewiątce była stosunkowo zacięta, ale ostatecznie to Wilma Leidhammar okazała się najlepszą spośród szerokiego grona pretendentek. Nominowana przed kilkoma miesiącami do tytułu piłkarskiego Odkrycia Roku w Szwecji napastniczka Norrköping błysnęła już na inaugurację przeciwko Häcken, gdzie długo wydawało się, że to właśnie jej zagrania poprowadzą ubiegłorocznego beniaminka do nieoczekiwanego zwycięstwa na terenie jednego z głównych faworytów tegorocznych rozgrywek. Swoją kapitalną dyspozycję potwierdziła także w rywalizacji przeciwko rewelacyjnemu w ostatnich tygodniach Djurgården, kiedy to nie dość, że mocno dała się we znaki obrończyniom Dumy Sztokholmu, to jeszcze zwieńczyła swój popis fenomenalnym uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego, który spokojnie byłby ozdobą każdego stadionu świata.


Ławka rezerwowych

april_res

Bramka: Serina Backmark (AIK)

Obrona: Ronja Aronsson (Piteå), Wilma Wärulf (Bromma)

Pomoc: Tove Almqvist (Djurgården), Alice Bergström (Häcken), Sofie Bredgaard (Rosengård), Julia Roddar (Hammarby)

Atak: Felicia Schröder (Häcken)

Piłka nożna – świętować nie można

1620938

Zdobywczynie pucharu wracają do ligowej rzeczywistości, a w niej już czeka bardzo niewygodny rywal (Fot. Bildbyrån)

Jeszcze w maju czekają nas wszystkie zaplanowane na wiosnę bezpośrednie starcia pomiędzy drużynami wielkiej trójki, ale choć pierwsze z nich odbędzie się dopiero za tydzień, to w najbliższy weekend ligowi potentaci także nie mogą bynajmniej liczyć na taryfę ulgową. Jako pierwsze na boisko wyjdą mistrzynie z Södermalm, które w derbowym boju zmierzą się z przeżywającym właśnie swój gwiezdny czas Djurgården i w tym zestawieniu spodziewać możemy się tak naprawdę wszystkiego oprócz… łatwego, lekkiego i przyjemnego zwycięstwa którejkolwiek ze stron. Szczególnie frapująco przedstawia się perspektywa walki o dominację w środku pola, do której z jednej strony stanie nieustraszony tercet Roddar – Joramo – Vallotto, z drugiej zaś zachwycające nas właściwie w każdym swoim występie od początku pucharowej fazy grupowej Therese Åsland oraz Nellie Lilja, w ostatnich tygodniach wzmocnione dodatkowo wsparciem nastoletniej rewelacji z Japonii Shimoni Koyamy. Zbliżone zarówno pod względem potencjału, jak i aktualnej dyspozycji, wydają się być także skrzydła obu stołecznych ekip, a pewnej przewagi Bajen upatrywalibyśmy chyba jedynie na dziewiątce (nawet wówczas, gdy Ellen Wangerheim wciąż ma status powracającej do regularnej gry rekonwalescentki, choć niezmiennie mamy nadzieję obejrzeć ją w nieco większym wymiarze) oraz na bokach defensywy. Czy ten czynnik okaże się w sobotnie popołudnie decydujący? A może szalę przechyli coś kompletnie innego, a my znów będziemy mogli przywoływać nieśmiertelny tekst o nieprzewidywalnych i rządzących się własnymi prawami derbach? Przekonamy się już za kilkadziesiąt godzin, ale ciekawie będzie na pewno.

Z nieco łatwiejszym zadaniem teoretycznie powinny mierzyć się zarówno liderki z Malmö, jak i wicemistrzynie z Hisingen, choć w obu przypadkach ewentualnej niespodzianki do końca wykluczyć także nie sposób. Problemem trapionych kontuzjami piłkarek Häcken może okazać się odpowiednia reakcja na trzeci z rzędu przegrany finał Pucharu Szwecji, który oznacza dokładnie tyle, że biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki, do gabloty klubu z Västergötland trafił właśnie piąty z rzędu srebrny medal. Dla wielu konkurentek z Damallsvenskan byłoby to oczywiście nie lada osiągnięcie, ale na Bravida Arenie celują zdecydowanie wyżej i są to jak najbardziej uzasadnione ambicje. Tych ostatnich nie brakuje także zawodniczkom Rosengård, które niemal dokładnie rok temu zostały wręcz upokorzone w pierwszej połowie rywalizacji na Bilbörsen Arenie w Linköping, a ponieważ trzon zespołu ze stolicy Skanii pozostał ten sam, to żądza rewanżu wydaje się w tym przypadku wręcz naturalna. Tym razem to podopieczne trenera Kjetselberga mają po swojej stronie mityczne momentum, to one przewodzą ligowej stawce, grają zdecydowanie najpiękniejszy w kraju futbol, ale nasza dyscyplina sportu jak mało która potrafi uczyć pokory. I nawet jeśli LFC pod wodzą Rafaela Roldana nie potrafił odnieść w obecnym roku kalendarzowym ani jednego zwycięstwa nad pierwszoligowym rywalem (pomimo aż pięciu podjętych prób!), to dziewięćdziesiąt minut w jedno, majowe popołudnie jest w stanie zmienić naprawdę wiele. Transfer Yuki Momiki do angielskiego Leicester znacząco zachwiał oczywiście układem sił, ale to też nie jest tak, że Cornelia Kapocs z Cathinką Tandberg nagle zapomniały, jak strzela się gole. Obrończyniom Rosengård zalecamy zatem szczególną uwagę.

Jeszcze wczoraj głowy piłkarek, trenerów i kibiców z Piteå zajęte były tylko i wyłącznie celebrowaniem historycznego triumfu w Pucharze Szwecji, ale nieubłagalny, ligowy terminarz już puka w szybkę i prosi o atencję. Skoncentrowanie się na zwyczajnej konfrontacji z Kristianstad może okazać się jednak dla bohaterek z LF Areny zadaniem ponad siły, bo jak tu myśleć o skutecznym powstrzymaniu Hlin Eiriksdottir i spółki, skoro przed chwilą jedynym zajmującym uwagę tematem było śledzenie na żywo samochodowej podróży pucharu z Göteborga do Norrbotten, która to doczekała się na klubowej stronie oraz w mediach społecznościowych osobnej relacji (drużyna oczywiście wracała do domu samolotem). W Piteå doskonale zdają sobie sprawę, że jeśli zespół nie zapląta się niepotrzebnie w walkę o utrzymanie, to plan maksimum na ten rok został już właściwie wykonany, a teraz można do niego jedynie po drodze dokładać kolejne mniejsze lub większe skalpy. I ta jednocześnie komfortowa i potencjalnie niebezpieczna perspektywa może okazać się dla drużyny trenera Carlssona zarówno przekleństwem, jak i wybawieniem. Czas pokaże, która z tych opcji okaże się bliższa prawdy, ale póki co największymi beneficjentkami tego zamieszania zupełnie nieoczekiwanie mogą okazać się piłkarki z Kristianstad, dla których ewentualne zwycięstwo na dalekiej Północy byłoby niczym przypływ tak bardzo potrzebnej w tym niełatwym czasie dobrej energii. Zdecydowanie więcej do przegrania niż do wygrania mają za to w najbliższy weekend zawodniczki z Norrköping oraz Växjö, które już jutro udadzą się na stadiony wciąż szukających premierowego zwycięstwa w tegorocznej kampanii beniaminków. Leidhammar, Andersson, Cato, Russell, Dupuy, czy Danielsson to nazwiska, które tej wiosny już zdążyły zapisać się w świadomości nawet tych nieco mniej zagorzałych kibiców, ale aby pójść jeszcze jeden szczebelek wyżej, do efektownych przebłysków trzeba byłoby dorzucić solidność i powtarzalność. Patrząc pod tym kątem, wyjazdy do Solnej oraz Trelleborga wydają się być wręcz wymarzonym testem, z którym to każdy aspirujący do miana pozytywnej niespodzianki sezonu zespół powinien sobie bez większych turbulencji poradzić. Nieco enigmatycznie zapowiada się za to potyczka na Behrn Arenie, gdzie hołdujące grze na zero z przodu Örebro podejmie wyznające zasadę, że na początku był chaos Vittsjö. I coś mówi nam, że jeśli ktoś się z tego wszechobecnego chaosu wyłowi, to w pierwszej kolejności będzie to Tanya Boychuk lub Molly Johansson.

md4

Drużyna od cudów znów to zrobiła

Fotboll, Svenska Cupen, Final, Häcken - Piteå

Niemożliwe (wciąż) nie istnieje – Puchar jedzie na Północ!! (Fot. Michael Erichsen)

Cztery do zera – dokładnie tak mógłby brzmieć wynik dzisiejszego finału Pucharu Szwecji po upływie dwóch kwadransów pierwszej połowy i nikt nie mógłby zgłaszać w tej sprawie szczególnych pretensji. No bo policzmy na spokojnie: zaczęło się od niepewnej interwencji Samanthy Murphy po strzale Anny Csiki, kiedy to futbolówka mogła polecieć w zasadzie wszędzie, później mieliśmy dwa fenomenalne, prostopadłe podania autorstwa odpowiednio Josefine Rybrink oraz Johanny Fossdalsy, po których to wyborne okazje marnowała Clarissa Larisey, a na koniec tej fazy meczu obramowanie bramki gościń obiła jeszcze aktywna jak zawsze Alice Bergström, próbując w ten sposób sfinalizować jeden z licznych, zespołowych wypadów zawodniczek z Hisingen prawym skrzydłem. Dominacja miejscowych nie podlegała więc dyskusji, ale – zupełnie jak przed kilkoma dniami – nijak nie przekładało się to na konkretne wpisy w tych najbardziej kluczowych rubrykach meczowego protokołu. A skoro nie udawało się gospodyniom, to szczęścia postanowiły wreszcie spróbować także podopieczne trenera Carlssona, wykorzystując do tego cokolwiek niefrasobliwą postawę eksperymentalnie zestawionego środka defensywy Häcken. Brylowała w tym przede wszystkim Anam Imo, która na tyle skutecznie uciekła całkowicie bezradnej Lisie Löwing, że ta ostatnia nie potrafiła powstrzymać jej nawet ewidentnie przekraczając przepisy gry w piłkę nożną. Na drodze do pełni szczęścia byłej reprezentantce Nigerii stanęła jednak interweniująca Jennifer Falk, ale sympatycy ekipy z Hisingen nie odetchnęli bynajmniej na długo. Po upływie zaledwie kilkudziesięciu sekund Imo raz jeszcze wystąpiła w roli głównej, tym razem wykładając świetną piłkę ustawionej tuż przed linią pola karnego Selinie Henriksson. Jakość strzału pochodzącej z Kiruny pomocniczki pozostawiała już jednak sporo do życzenia, a ostrzeżone dwukrotnie Häcken postanowiło póki co więcej z ogniem nie igrać i znów przenieśliśmy się z akcją na połowę przyjezdnych z Norrbotten. Goli z tego jednak nie było, w wyniku czego do szatni oba zespoły udały się przy bezbramkowym remisie, a to zdawało się brzmieć jak obietnica niemałych emocji po przerwie.

Sommarvädret – to słowo dało się usłyszeć na Bradvida Arenie zdecydowanie najczęściej, a na iście letnie warunki pogodowe uwagę zwracali przede wszystkim nieliczni, lecz zmotywowani nie mniej od swoich piłkarek kibice z dalekiej Północy. Oni mieli jednak ten komfort, że mając do dyspozycji niemal cały sektor za jedną z bramek, mogli w dogodnym dla siebie momencie poszukać tak bardzo potrzebnego w pełni majowego słońca orzeźwienia. Grające w czerwonych trykotach zawodniczki na podobne udogodnienia liczyć jednak nie mogły, a było absolutnie oczywistym, że to przede wszystkim biegająca bez piłki drużyna jako pierwsza może zacząć odczuwać trudy tego spotkania. A nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że Häcken jak mało kto potrafi cierpliwie czekać na swoją szansę, a następnie z zimną krwią wykorzystać minimalne spóźnienie lub błąd w kryciu jednej z rywalek. Kolejne minuty jednak upływały, trener Lind sukcesywnie wprowadzał do gry potencjalne super-rezerwowe (w tym zacnym gronie znalazły się chociażby Kafaji, Schröder oraz Jusu Bah), a premierowy gol wciąż nie padał. Nie brakowało oczywiście okazji, aby go strzelić, ale albo Wijk pocelowała o kilka centymetrów zbyt wysoko, albo niepewnie interweniująca Murphy szczęśliwie zdjęła piłkę z głowy Sandberg, albo strzał jednej ze swoich koleżanek wbrew własnej woli przyjęła na siebie Schröder. Prawe skrzydło gospodyń nieustannie stwarzało zagrożenie, lewe sprawiało wrażenie nieco uśpionego, Rybrink z Fossdalsą starały się rozerwać szczelne zasieki Piteå pojedynczym błyskiem geniuszu, ale na tablicy wyników niezmiennie świeciły się dwa zera. I nawet jeśli podopieczne libańskiego szkoleniowca Maka Linda zdawały się utrzymywać boiskowe wydarzenia pod swoją kontrolą, a zdroworozsądkowe myślenie podpowiadało, że solidny mur z Norrbotten najpewniej da się w końcu skruszyć (jak nie w regulaminowym czasie, to przynajmniej w dogrywce), to jednak perspektywa trzeciej z rzędu finałowej porażki chyba po raz pierwszy realnie pojawiła się w świadomości szykujących się od rana na fetę fanów Häcken. Gdyby ktoś zapewnił ich wtedy, że rzeczonej dogrywki w ogóle nie będzie trzeba grać, wszyscy zapewne przyjęliby taką wiadomość z niemałym entuzjazmem. Jednak, jak to często powtarzają mądrzy ludzie: uważaj, czego sobie życzysz, bo…

Czwarta minuta doliczonego czasu gry, wprowadzona na murawę dosłownie kilkadziesiąt sekund wcześniej Saga Swedman rusza odważnie do teoretycznie beznadziejnej piłki, wygrywa przebitkę z Lisą Löwing w okolicach koła środkowego i przytomnie daje się sfaulować. Zachowanie to wzbudza jak najbardziej uzasadniony entuzjazm sektora gościń, choć niemal wszyscy są wówczas przekonani, że podstawową korzyścią z perspektywy interesów Piteå okaże się zyskanie kilkudziesięciu sekund spokoju dla mocno sponiewieranej odpieraniem kolejnych ataków Häcken defensywy. Do stojącej futbolówki pewnym krokiem pochodzi jednak inna rezerwowa Asla Johannesen, ustawiona na szesnastym metrze kapitanka Josefin Johansson przedłuża jej zagranie głową, a prowadząca to spotkanie pani Tess Olofsson… bez wahania wskazuje na wapno. Na nic zdały się protesty Filippy Curmark, bo sędzia z Malmö nie wyrażała choćby minimalnego zainteresowania historią o naturalnym ułożeniu rąk i ochronie twarzy, którą to pomocniczka Häcken ekspresyjnie starała się przedstawić. Rzut karny to jednak jeszcze nie gol, a niemałą odpowiedzialność postanowiła wziąć na swoje barki Emma Viklund, czyli… trzecia ze zmienniczek w talii trenera Carlssona. Zadanie wcale nie należało do puli tych najłatwiejszych, o czym w marcowym półfinale boleśnie przekonały się chociażby obrończynie tytułu z Hammarby, ale 23-latka ze Skellefteå uderzyła tak precyzyjnie, że Jennifer Falk nie pomogłoby nawet bezbłędne odczytanie intencji strzelającej. 1-0 dla gościń z Piteå, na trybunach niemała konsternacja, a szczęśliwa bohaterka ze łzami w oczach podbiega do jedynego szalejącego z radości sektora, dumnie wskazując na herb ukochanego klubu. I podobnie jak kilka dni wcześniej w przypadku Isabelli Hobson z Evertonu, nikt nie miał wątpliwości, że ten jeden mały gest powiedział nam więcej niż tysiąc słów. Bo choć gospodynie rzuciły się jeszcze do odrabiania strat, dwa razy interweniować musiała Murphy, a Kafaji zdecydowała się na ostatni strzał rozpaczy, to ostatni gwizdek Tess Olofsson oznajmił, że oto drużyna od cudów raz jeszcze dokonała absolutnie niemożliwego. A kadra oparta na mocno identyfikujących się z lokalną społecznością zawodniczkach pochodzących z Norrland była w stanie zadać ćwierćfinalistkom tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń dokładnie tyle samo bólu i rozczarowania, ile… one same dopiero co zadały na nieco bardziej eksponowanej scenie faworyzowanym przeciwniczkom z Paryża czy Madrytu. Że niby romantyzm w piłce się skończył? Cóż, jak widać z całą pewnością nie w tej szwedzkiej…

cupen

cupen2

Między ustami, a brzegiem pucharu

33b4c7e2-531b-4d09-9ede-4d22aedceadc

Ubiegłoroczny finał Pucharu Szwecji był pokazem siły Hammarby zarówno na boisku, jak i na trybunach (Fot. Emma Wallskog)

Häcken czy Piteå? Już jutro jeden z tych dwóch klubów zapisze się na liście triumfatorek Pucharu Szwecji. W przypadku gospodyń byłby to piąty tego rodzaju wpis, gościnie z Norrbotten stoją natomiast przed szansą dokonania czegoś historycznego. Za piłkarkami z Hisingen przemawia oczywiście zdecydowanie większa sportowa jakość, ale ich sprzymierzeńcem zdaje się być również… historia. Tak się bowiem ciekawie składa, że Häcken jak dotąd zawsze sięgał po trofeum, gdy stawał do finałowej batalii w roli gospodarza (2011, 2012, 2019, 2021), natomiast w roli gościa wszystkie dotychczasowe podejścia (2002, 2022, 2023) kończyły się niepowodzeniem. Jak wiadomo, jutrzejsze starcie odbędzie się na Bravida Arenie, co w oczywisty sposób sugeruje, że to właśnie w Västergötland powinni powoli przygotowywać się do długich, wieczorno-nocnych celebracji. Tyle tylko, że w Piteå doskonale zdają sobie z tego wszystkiego sprawę, a Stellan Carlsson jak mało kto potrafi skutecznie zepsuć zabawę krajowym potentatom. Najlepszym tego przykładem była rzecz jasna mistrzowska kampania 2018, a niespełna sześć lat później niepozorny klub z Północy staje przez szansą, aby ponownie zaistnieć w świadomości nie tylko ludzi szwedzkiej piłki. Bo choć sam awans do finału jest dla Piteå czymś absolutnie wyjątkowym, to historia lubi zapamiętywać wyłącznie zwycięzców. I nadzwyczaj ambitny plan zakłada, że to właśnie w tym gronie znajdzie się zespół prowadzony od wielu lat przez charyzmatycznego trenera Carlssona.

Zanim jednak na dobre pochłonie nas wir boiskowej rywalizacji, warto rozprawić się z pewnym, często powtarzanym mitem. Jutrzejsze starcie nie będzie bowiem ani rewanżem za minioną sobotę, ani tym bardziej za ostatnią kolejkę poprzedniej, ligowej kampanii, kiedy to Häcken z rywalkami z Piteå się uporał, ale rozmiary tamtego zwycięstwa nie pozwoliły zawodniczkom z Hisingen prześcignąć w wirtualnej tabeli liderującego wówczas Hammarby. Finałowe starcie stanowić będzie bowiem całkowicie osobne opowiadanie, którego treść zapisana zostanie wyłącznie podczas 90 lub 120 minut. Konieczność grania dogrywki nie byłaby zresztą dla żadnego z klubów wypłynięciem na nieznane wody, gdyż w obu marcowych półfinałach losy awansu rozstrzygały się właśnie w dodatkowym czasie gry. Co więcej, zarówno Häcken, jak i Piteå przeszły na tym etapie rozgrywek realną próbę charakteru, bo w pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że wszystko harmonijnie zmierza w kierunku finału Hammarby – Rosengård. Zawodniczki z Norrbotten skutecznie podniosły się jednak po dwóch błyskawicznie przyjętych z ręki (a będąc bardziej precyzyjnym: nogi oraz głowy) Olivii Holdt ciosach i w nieprawdopodobnie dramatycznych okolicznościach najpierw odrobiły straty, a następnie same zadały faworyzowanym oponentkom decydujące trafienie. Zielono-białą nawałnicę przetrwać musiały natomiast Osy z Hisingen, które to w pierwszej połowie potyczki z Hammarby w grze utrzymywały przede wszystkim kapitalne parady Jennifer Falk. Reprezentacyjna golkiperka była zresztą także jedną z pierwszoplanowych postaci emocjonującego, dziesięcioseryjnego konkursu rzutów karnych, do którego doszło za sprawą wyrównującego gola autorstwa Katariiny Kosoli. Jak zatem widać, emocji i zwrotów akcji w pucharowych półfinałach zdecydowanie nie brakowało, ale finał – jako się rzekło – to już zupełnie inne historia. I choć w jej epilogu tylko jedna z rywalizujących ekip będzie mogła wznieść w niebo Västergötland puchar, to dobrego, trzymającego w napięciu i pozbawionego kontrowersji meczu życzymy niniejszym obu zespołom. Walczcie fair i dajcie wszystkim kibicom, a przede wszystkim sobie samym show, do którego wracać będziemy jeszcze długo po jego zakończeniu.

Sverige, nu kör vi igen!


Droga obu klubów do finału


Puchar Szwecji – tabela zwyciężczyń

cup3


Puchar Szwecji 2023-24 – klasyfikacja strzelczyń

cup4