Hit w cieniu kontrowersji

kont

Największa kontrowersja kolejki, czyli nieuznany gol Emmy Westin w starciu Hammarby z Rosengård (Fot. Jesper Zerman)

To miał być jeden z najbardziej wyczekiwanych meczów pierwszej części sezonu, być może nawet kluczowy w kontekście tego, jak po wiosennej części ligowych zmagań przedstawiać się będzie układ sił w górnej połowie tabeli. Oczekiwania były zatem naprawdę spore, a czy i w jakim stopniu udało się je spełnić? Zgodnie ze sprawdzonym, amerykańskim scenariuszem, rozpoczęliśmy od swoistego trzęsienia ziemi, gdyż Momoko Tanikawa czujność Moy Edrud postanowiła przetestować już… w drugiej sekundzie meczu, uderzając celnie bezpośrednio z koła środkowego. Jak się miało za chwilę okazać, była to zapowiedź czekającej nas w kolejnych minutach ofensywy Rosengård, z której jednak poza pojedynczymi zrywami wynikało stosunkowo niewiele. Jak na wczesny seriefinal przystało, na murawie zgadzało się tempo, zgadzała się temperatura boiskowych starć, ale konkretów pod obiema bramkami próżno było się przed przerwą doszukać. W drugą odsłonę znacznie lepiej weszły za to gospodynie, zupełnie jakby do zdobycia ligowego szczytu pchał je nieprzerwanie wydobywający się z tysięcy gardeł zielono-białych fanów doping. Najlepsi kibice w kraju (a zdaniem wielu również w Europie) ewidentnie stanęli w poniedziałkowy wieczór na wysokości zadania, ale ku ich rozpaczy najpierw w stuprocentowej wręcz sytuacji fatalnie spudłowała Smilla Vallotto, a następnie najlepsza i najbardziej aktywna w szeregach Bajen Anna Jøsendal przymierzyła z rzutu wolnego w wewnętrzną część słupka. Kolejne minuty meczu to dalszy ciąg wzajemnego taktyczno-motorycznego przeciągania liny, z którego zwycięsko wyszły ostatecznie przyjezdne ze Skanii. To wszystko stało się możliwe za sprawą przepięknego zagrania Olivii Schough, która w sobie tylko znany sposób wpuściła Momoko Tanikawę na autostradę prowadzącą wprost do sztokholmskiej bramki. A że nastolatka z Fukushimy takich okazji marnować nie zwykła, to sektor zajmowany przez fanów z Malmö w jednej chwili oszalał ze szczęścia. Euforia ta nie trwała jednak długo, gdyż skromnego prowadzenia trzeba było bronić, a piłkarki Hammarby zdecydowanie nie miały w planach wywieszania białej flagi. Ich wysiłek zaowocował nawet wyrównującym trafieniem po efektownej kombinacji dwójki rezerwowych Bajen. Centrowała Vilde Hasund, walkę o górną piłkę z Jessiką Wik bezapelacyjnie wygrała Emma Westin, ale radość miejscowych przerwała mocno kontrowersyjna decyzja pani Sandry Almkvist, która we wspomnianej sytuacji dopatrzyła się przewinienia skrzydłowej ze Sztokholmu. W samej końcówce Eartha Cumings odbiła jeszcze futbolówkę po kąśliwym, choć nie do końca przygotowanym strzale Thei Sørbo i można było uroczyście obwieścić miastu i światu, że przynajmniej w najbliższej przyszłości Malmö pozostanie miastem lidera. Choć wszelkiej maści analizy i dyskusje po meczu na ligowym szczycie zdecydowanie pozostaną z nami przynajmniej przez kilka kolejnych dni i nocy.

Ciekawie i w pewnym stopniu dramatycznie działo się na Skytteholms IP, gdzie piłkarki AIK mierzyły się z Häcken. Wicemistrzynie Szwecji przystępowały do tej potyczki w roli absolutnych faworytek, ale pomimo przytłaczającej długimi fragmentami przewagi w posiadaniu piłki, a także absurdalnej wręcz liczby strzałów na bramkę gospodyń, podopieczne trenera Linda męczyły się na murawie w stolicy okrutnie. Nie pomagały ani przebłyski geniuszu Rosy Kafaji, ani spryt i przyspieszenie Clarissy Larisey, ani wreszcie bijąca rekordy kontaktów z piłką Filippa Curmark, która – jak na kapitankę przystało – próbowała brać na swoje barki odpowiedzialność nie tylko za rozgrywanie kolejnych akcji. Zawodniczki z Hisingen niezmiennie biły jednak głową w szczelny, sztokholmski mur, a na kwadrans przed końcem spotkania ich sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej. Wszystko rozpoczęło się od duetu środkowych pomocniczek AIK, następnie ważną przebitkę wygrała Adelisa Grabus, a perfekcyjnie wyprowadzoną kontrę przytomnym strzałem przy bliższym słupku perfekcyjnie zwieńczyła osiemnastoletnia Maja Johansson, strzelając w ten sposób zdecydowanie najcenniejszego gola w swojej dotychczasowej karierze. Taki obrót wydarzeń sprawił, że Häcken zabrał się do odrabiania strat z jeszcze większą determinacją i ostatecznie dopiął celu w stylu, który sympatyków stołecznych Gryzoni zabolał w sposób szczególny. Do wyrównania doprowadziła bowiem piłkarka, która dosłownie kilka miesięcy temu swoją grą uszczęśliwiała właśnie kibiców AIK, a kapitalną asystą przy trafieniu Matildy Nildén popisała się niezawodna w takich sytuacjach Kafaji. Jeden punkt żadną miarą gościń jednak nie satysfakcjonował, w efekcie czego napór na bramkę Vendeli Persbeck wciąż trwał i jego finalnym efektem okazał się strzał Anny Sandberg w ostatniej sekundzie regulaminowego czasu gry. Była zawodniczka Örebro przycelowała idealnie pod poprzeczkę, dzięki czemu Häcken po raz pierwszy tego popołudnia znalazł się na prowadzeniu. Skromnej zaliczki piłkarki z Västergötland z rąk już nie wypuściły, choć w czasie doliczonym niemal przecieraliśmy oczy ze zdumienia, gdy AIK skutecznie zamknął wicemistrzynie Szwecji w bliskich okolicach ich własnej szesnastki. Podobnie jak przed tygodniem w Linköping, wspomniany zryw nastąpił jednak zdecydowanie zbyt późno, a my znów mogliśmy tylko zastanawiać się, która z twarzy zaprezentowanych tego dnia przez beniaminka z Solnej, lepiej oddaje na obecną chwilę skalę jego potencjału.

W zdecydowanie radośniejszych nastrojach kończyli weekend sympatycy innych stołecznych klubów. Zarówno Djurgården, jak i Bromma, odniosły w rozegranej właśnie kolejce cenne, wyjazdowe zwycięstwa, które jednak żadną miarą nie przyszły im łatwo. Słusznie nazywane rewelacją piłkarskiej wiosny zawodniczki BP wybrały się na teren beniaminka z Trelleborga i gdyby tylko Alice Egnér lepiej nastawiła tego dnia swój celownik, to spotkałaby je w tym urokliwym, portowym miasteczku zdecydowanie niemiła niespodzianka. Jak jednak uczciwie przyznała po końcowym gwizdku Klara Andrup, szczęście w ten słoneczny, niemal letni dzień było wyraźnie po stronie przyjezdnych, a dwa cokolwiek przypadkowe rykoszety pozwoliły dopisać ekipie z zachodniego Sztokholmu trzecie w obecnej kampanii zwycięstwo. Już po raz czwarty w tegorocznej Damallsvenskan komplet punktów zainkasował za to Djurgården, choć potyczka w Linköping tak na dobrą sprawę powinna być rozstrzygnięta już po upływie dwóch kwadransów. Kolejnych piłek meczowych nie potrafiły jednak wykorzystać Koivisto, Kapocs oraz Pridham (sytuacyjna interwencja Björklund po strzale tej ostatniej zasługuje na szczególne słowa uznania), a skoro gospodynie z umieszczeniem futbolówki w siatce się nie kwapiły, to sztuki tej dokonała Therese Åsland, popisując się cudownym uderzeniem z dystansu w same widełki bramki LFC. Po przerwie obraz gry zmienił się niewiele, bo Tandberg i spółka albo obijały słupki, albo o centymetry mijały się z piłką, a powracająca do gry po długiej rekonwalescencji Stinalisa Johansson wykorzystała odważny rajd prawym skrzydłem Lucii Duras, ustalając ostatecznie wynik boiskowej rywalizacji na 2-0 dla Djurgården. Z wyjazdowego zwycięstwa cieszyli się także w Norrköping, choć defensorki Vittsjö pewnie do teraz zastanawiają się, dlaczego w newralgicznej, 87. minucie postanowiły zostawić Vesnie Milivojevic tyle czasu i przestrzeni, że ta ostatnia spokojnie zdążyłaby jeszcze skoczyć na kawkę do Hässleholm, wrócić spacerkiem na murawę i strzelić rzeczonego, decydującego gola. Zgodnie z niepisaną tradycją, dramaturgii w końcówce nie mogło zabraknąć w meczu z udziałem Örebro, które to było dosłownie o milimetry od czwartej tej wiosny porażki, poniesionej po golu straconym w doliczonym czasie gry. Wykonywany przez Selinę Henriksson rzut karny skutecznie zastopowała jednak Clara Ekstrand, dzięki czemu nudne i bezbarwne starcie na Behrn Arenie zakończyło się mało satysfakcjonującym którąkolwiek ze stron podziałem punktów.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

awds7

Zagrajcie tę samą melodię!

Hammarby230522_0412

Thea Sørbo była jedną z nieoczywistych bohaterek ubiegłorocznej konfrontacji Hammarby z Rosengård (Fot. Anders Nyberg)

Dokładnie rok temu właśnie te dwa zespoły zafundowały nam przepiękną, piłkarską ucztę, w której to oba powinny wygrać, oba mogły przegrać, a ostatecznie całe zamieszanie zakończyło się sprawiedliwym podziałem punktów po obronionym przez Annę Tamminen w doliczonym czasie gry rzucie karnym. I nie będzie chyba wielką kontrowersją, że to ten niezapomniany spektakl nagrodziliśmy tytułem Szwedzkiego Meczu Roku 2023, choć konkurencja ze strony podbijających australijskie areny kadrowiczek Petera Gerhardssona, czy też robiących furorę w Lidze Mistrzyń zawodniczek z Hisingen, była przecież całkiem zacna. Nasze apetyty rozbudzone zostały jednak na tyle, że teraz aż chciałoby się poprosić zawodniczki Hammarby oraz Rosengård o powtórkę, bo okazja do szerszego zareklamowania naszej ligi trafia się wręcz wyborna. Mistrz kontra lider, dwie perfekcyjne jak dotąd ekipy, Martin Sjögren kontra klub, w którym ten szkoleniowiec odnosił pierwsze, poważniejsze sukcesy – zapowiedź tego, co potencjalnie może wydarzyć się za kilkanaście godzin na kultowym Kanalplan, pisze się w zasadzie sama. O odpowiednią atmosferę na trybunach zadbają najlepsi kibice w tej części Europy, choć i fani z Malmö zapowiadają, że pomimo poniedziałkowego terminu, ich obecność w stolicy będzie tym razem zauważalna i słyszalna. O to ostatnie może być tym łatwiej, że Momoko Tanikawa, Olivia Holdt, czy Ria Öling swoją aktualną dyspozycją jak najbardziej zachęcają do jeszcze bardziej żywiołowego dopingu i nawet jeśli całkowite fiasko w poprzednim sezonie ewidentnie odbiło się negatywnie również na nastawieniu sympatyków klubu z Malmö Idrottsplats, to podopieczne trenera Kjetselberga od kilku tygodni sukcesywnie pracują na odbudowę zarówno zaufania fanów, jak i mody na futbol w stolicy Skanii. Jak dotąd idzie im w tej materii całkiem nieźle, a ewentualne zwycięstwo na trudnym, sztokholmskim terenie niewątpliwie stanowiłoby jeszcze jeden argument za tym, że hierarchia na szczycie krajowej piramidy powoli wraca do doskonale znanego nam przez lata porządku. Tyle tylko, że Bajen mają w tym temacie zupełnie odmienne plany i nawet jeśli postawą aktualnych mistrzyń nie zachwycamy się tej wiosny tak często i tak głośno, to pod względem zdobyczy punktowej również w ich przypadku wszystko zdaje się być w jak najlepszym porządku.

Analizując na spokojnie ostatnie wydarzenia, papierowych faworytek poniedziałkowej konfrontacji upatrywać powinniśmy raczej w gościniach ze Skanii. Wszystkie te przewidywania zweryfikuje jednak boisko, a całkiem prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym o zwycięstwie lub porażce decydować może jeden przebłysk geniuszu lub (tego akurat wolelibyśmy uniknąć) jeden niepotrzebny kiks. Jeśli jednak w oczekiwaniu na pierwszy gwizdek też chcielibyście pobawić się w analizy i dywagacje, to poniżej znajdziecie siedem ciekawych, indywidualnych zestawień, które zostawiamy tu do osobistej interpretacji, bez dodatkowych sugestii, komentarzy i wskazań. Być może one pozwolą wam znaleźć odpowiedź na pytanie, kto jest w tym starciu faworytem, a kto atakować będzie z drugiego szeregu. A później ze stadionowych głośników popłynie słynne Just idag är jag stark… i ligowa jazda bez trzymanki rozpocznie się na całego. Dobrej zabawy, udanego poniedziałku!

01

02

03

04

05

06

07

Równania, testy i egzaminy

BP14_Alice-848x540

Bromma i Vittsjö sąsiadują ze sobą w tabeli, ale z początkowej fazy sezonu zadowoleni mogą być tylko sympatycy tego pierwszego klubu (Fot. Erik Bjernulf)

AIK w Damallsvenskan jest trochę jak Hanna Bennison w reprezentacji Szwecji. Niby gra, niby regularnie możemy te występy oglądać i analizować, a tak naprawdę konkretów mamy w tym temacie tyle, co nic. Bo niby jest pięć porażek w sześciu rozegranych dotąd meczach, a jedyne zwycięstwo odniesione zostało w klimatach wybitnie drugoligowych, na dodatek w starciu z kompletnie bezradnym i wybitnie proszącym się tamtego dnia o kłopoty Trelleborgiem. To wszystko kazałoby więc oczekiwać, że oto zespół prowadzony przez trenera Jespera Björka czeka jeszcze jeden sezon pełen frustracji i rozczarowań, ale wtedy przypominamy sobie końcówkę niedawnego starcia na Bilbörsen Arenie, gdzie naszym oczom ukazał się kompletnie odmieniony AIK. Jennie Nordin z Patricią Fischerovą, jak na duet doświadczonych i ogranych w najróżniejszych warunkach zawodniczek przystało, wreszcie stworzyły na środku defensywy solidną zaporę, Sjöström i Hagström odważnie poczynały sobie na prawej flance, a Grabus, Famili, czy Rojas Flores jakby chciały sobie i światu udowodnić, że tym razem od pierwszoligowego futbolu nie zamierzają się jedynie boleśnie odbić. Perspektywa sobotniej rywalizacji z Häcken w teorii ani trochę nie powinna przybliżyć nas do poznania odpowiedzi na pytanie o prawdziwą twarz beniaminka z Solnej, ale na miejscu zawodniczek z Hisingen wyprawę na Skytteholms IP potraktowalibyśmy jednak z maksymalną powagą. A przestrogę może stanowić dla nich historia sprzed trzech lat, kiedy to po efektownej dwucyfrówce na własnym obiekcie, bezbramkowy remis w wyjazdowym starciu przeciwko AIK definitywnie zamknął wówczas przed Häcken ścieżkę prowadzącą do obrony mistrzowskiego tytułu.

Mecze-pułapki czekają w najbliższych godzinach także na ekipy z Brommy oraz Piteå. Pierwsze z wymienionych swoje zadanie powinny jednak koniec końców wykonać, bo nawet jeśli na wyjazdach podopieczne Daniela Gunnarsa nie prezentują się jak dotąd tak efektownie, jak na Grimsta IP, to beniaminek ze Skanii nie dostarczył nam póki to choćby pojedynczego argumentu na to, że na poziomie pierwszej ligi powinien w ogóle występować. A mając w pamięci chociażby ubiegłoroczną historię skazywanej przez wszystkich na niechybną klęskę drużyny z Uppsali, to wypowiedzi Ediny Filekovic, Eliny Lenir, czy wreszcie samego trenera Felldina, mogą wywoływać delikatny niepokój. Bo tak, nikt nie oczekiwał od TFF cudów, ale ciągłe powtarzanie frazesów o nauce oraz czerpanej z niej przyjemności świadczy albo o kompletnym oderwaniu rzeczywistości (wersja mimo wszystko nieco mniej niebezpieczna), albo o całkowitym braku zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości. W profesjonalnym uprawianiu sportu nie chodzi bowiem o cieszenie się z małych rzeczy i chyba wszyscy zgodzimy się co do tego, że jako pasażerowie nie czulibyśmy się komfortowo w samolocie pilotowanym przez człowieka, który to właśnie z ekscytacją małego dziecka poznaje tajniki swojej pracy. Czas na naukę definitywnie się zakończył, a ekipę z Trelleborga niemal w każdy weekend czekają teraz kolejne egzaminy, które to beniaminek póki co konsekwentnie oblewa, nie wykazując przy tym jakichkolwiek zauważalnych symptomów nadchodzącej poprawy. Z nieco innymi problemami zmagają się w Örebro, choć połowa maja to zdecydowanie czas, w którym wreszcie wypadałoby przestać zasłaniać się banałami o zimowej przebudowie kadry. Bo jeśli trzy miesiące wspólnej pracy na treningach, a także czternaście rozegranych w tym okresie meczów (z czego dziewięć oficjalnych) nie pozwoliło wykonać oczekiwanego kroku do przodu, to przyczyn takiego stanu rzeczy poszukać trzeba chyba gdzieś indziej. Na szczęście dla fanów z Närke, na Behrn Arenę zawita w niedzielę Piteå, czyli rywal zawsze gotowy wyciągnąć do potrzebującego pomocną dłoń. Zawodniczki z Północy, szczególnie gdy przychodzi im grać z dala od domu, jak nikt inny potrafią gubić punkty w najmniej oczekiwanych momentach i jeśli Anam Imo nie przypomni sobie jak na powrót stać się realną liderką formacji ofensywnej ekipy z Norrbotten, to takie dość bezbarwne 1-0 lub 2-1 dla Örebro jawi się w tym starciu jak całkiem logiczny obrót spraw.

W pozostałych potyczkach także wiele może się wydarzyć, choć jeśli Kristianstad nie przyłoży się wreszcie do poprawy gry defensywnej, to na stadionie w Växjö może czekać nas mecz na stosunkowo niskiej intensywności, ale za to bogaty w gole. I nawet nie tyle aktualna dyspozycja, co piłkarski profil oraz snajperski nos Tabithy Tindell oraz Hlin Eiriksdottir każą przypuszczać, że w tej rywalizacji najbezpieczniejszym typem będzie ten mówiący o tym, iż oba zespoły trafią w poniedziałkowy wieczór do siatki. Jeszcze bardziej frapująco zapowiada się konfrontacja w Vittsjö, gdyż zarówno drużyna prowadzona przez Jonasa Axeldala, jak i jej najbliższy rywal, tej wiosny punktuje zdecydowanie skuteczniej niż gra. Dorobek obu ekip regularnie ratuje jednak solidna i równa postawa liderek i całkiem prawdopodobne, iż jutro to one ponownie przesądzą o ostatecznym rozstrzygnięciu. A zatem: Boychuk czy Kanutte? Sällström czy Leidhammar? Persson czy Cato? A może mało satysfakcjonujący kogokolwiek remis? Niezwykle ciekawy test czeka w niedzielę zawodniczki Djurgården, które po wyjazdowych porażkach z duetem liderek, a także przekonujących, domowych zwycięstwach nad przeciwniczkami pokroju Örebro i Trelleborga, tym razem udadzą się na teren znajdujących się w potężnym kryzysie ubiegłorocznych medalistek. Kapocs i Tandberg będą szukać zdecydowanie zbyt długo wyczekiwanego przełamania, Plan, Łobanowa i Hed spróbują ich zapędy powstrzymać, Selerud i Almqvist zagwarantują nam solidną porcję efektownych rajdów, a golkiperki obu ekip będą musiały zachować maksymalną czujność ze względu na straszące precyzyjnymi uderzeniami z dystansu Koivisto oraz Åsland. Przepis na mecz kolejki? Jak dotąd, typowanie takich starć wychodzi nam niemal bezbłędnie i nie obrazimy się, jeśli passa ta zostanie również w ten weekend podtrzymana.

W poniedziałek odbędzie się oczywiście jeszcze jeden mecz w ramach siódmej kolejki Damallsvenskan, ale o nim trochę więcej przeczytacie w osobnej, graficznej zapowiedzi.

md7

Witajcie na podwórku Momoko

Bez tytułu

Nastolatka z Japonii ewidentnie bawi się na boiskach Damallsvenskan wyśmienicie (Fot. FC Rosengård)

Koszulka z dziesiątką na plecach to dla wielu tych nieco bardziej tradycyjnych kibiców piłkarskich artefakt wręcz kultowy, choć nie da się ukryć, że znaczenie całej tej zaawansowanej numerologii staje się we współczesnym futbolu coraz bardziej teoretyczne. Od tej reguły zdarzają się jednak wyjątki, a jednym z nich bez wątpienia jest właśnie najbardziej utytułowany szwedzki klub. Tak się bowiem ciekawie składa, że od początku obecnego stulecia z tym potencjalnie zarezerwowanym wyłącznie dla wybitnych osobistości numerem biegały tak niekwestionowane legendy Damallsvenskan, jak chociażby Marta Vieira da Silva, Ramona Bachmann, czy Jelena Cankovic, a wiele wskazuje na to, że do tej napakowanej jakością i niepodważalną, sportową klasą listy już teraz możemy z pełną odpowiedzialnością dopisać nazwisko Momoko Tanikawy. Bo choć osiemnastolatka z Japonii jak dotąd uzbierała w barwach Rosengård zaledwie dziesięć oficjalnych występów, to w absolutnie każdym z nich pokazała tak efektowną twarz, że… ani trochę nie zdziwimy się, jeśli już za kilka miesięcy będziemy oglądać ją w koszulce pewnego klubu z siedzibą w Monachium. Wczorajszy mecz na szczycie szwedzkiej ekstraklasy także okazał się być teatrem jednej, pierwszoplanowej aktorki, która już w siódmej minucie przepięknym strzałem w okienko nie dała najmniejszych szans Jennifer Falk na skuteczną interwencję. I o ile ta sytuacja zapewne pozostanie wizualną ozdobą poniedziałkowej rywalizacji na Bravida Arenie, o tyle jej symbolem stanie się zapewne odpowiedzialny, a na dodatek zakończony skutecznym odbiorem futbolówki powrót Tanikawy do defensywy w samej końcówce. Losy meczu w tamtym momencie wydawały się już przesądzone, ale reprezentantka Japonii pełnię koncentracji i determinacji ewidentnie zachowała do ostatnich chwil, za co gromkimi brawami nagrodziły ją zresztą nie tylko sektory zajmowane przez kibiców z Malmö. A ci ostatni powodów do zadowolenia mieli zdecydowanie więcej, bo równie sympatycznie z ich perspektywy musiała wyglądać współpraca na lewej flance dwóch Olivii, która to zresztą zapoczątkowała drugą, bramkową akcję FCR. I choć samo trafienie było już nieco przypadkowe (niefortunna interwencja duetu Hanna Wijk – Filippa Curmark), to błąd ten wynikał bezpośrednio z presji, jaką podopieczne trenera Kjetselberga bez ustanku nakładały na rywalki z Västergötland, nie dając im w zasadzie ani chwili wytchnienia. A wiemy, że z osiągnięciem podobnego efektu dopiero co różnie radziły sobie nawet wielkie firmy z czołowych, europejskich lig.

A Häcken? Choć pozornie może w tym zdaniu występować wiele sprzeczności, to zestawione w nieco eksperymentalnym stylu Osy z Hisingen wcale nie zagrały jakiegoś przesadnie złego meczu. I to pomimo faktu, iż pierwszy (podkreślmy od razu, że całkowicie niegroźny) strzał w kierunku bramki Earthy Cumings udało im się oddać dopiero w okolicach 65. minuty spotkania. Zarówno trener Lind, jak i jego piłkarki, cały czas poszukiwali jednak właściwej odpowiedzi na narzucane im przez przeciwniczki z Malmö rozwiązania, a żywym symbolem tych rozpaczliwych chwilami działań z pewnością stanie się kapitanka gospodyń Filippa Curmark, która to w okolicach dwudziestej minuty pierwszej połowy przez dłuższą chwilę poruszała się po murawie Bravida Areny z… wypełnioną instrukcjami kartką. Pochodzący z Libanu szkoleniowiec Häcken stosunkowo szybko próbował ratować się więc planem awaryjnym, ale choć nie sposób odmówić mu sensowności, to jednak tego wieczora było to zdecydowanie zbyt mało, aby choćby postraszyć rozpędzoną maszynę ze Skanii. I chyba można zaryzykować stwierdzenie, iż nawet zdrowe Anna Anvegård, czy Monica Jusu Bah, w tym konkretnym dniu nie byłyby zdolne odwrócić losów tej rywalizacji dwóch wielkich firm.

Szwedzki, ligowy klasyk dla Rosengård, a na LF Arenie górą obrończynie mistrzowskiego tytułu. Zawodniczki trenera Sjögrena przed przerwą wykreowały na stadionie w Piteå zaledwie jedną, godną uwagi akcję, ale okazało się to w zupełności wystarczyć do tego, aby zamienić ją na zwycięskiego jak się miało ostatecznie okazać gola. Docenić należy jednak zespołowość, dynamiczne wejście szarżującej na lewym skrzydle Anny Jøsendal, a także przytomność umysłu Ellen Wangerheim, która to najpierw wzorowo zgubiła krycie, a następnie spokojnie dostawiła nogę, doprowadzając tym samym do rozpaczy wypełnioną do ostatniego miejsce trybunę za bramką Samanthy Murphy. Druga połowa meczu przyniosła nam nieco więcej emocji, bo najpierw idealną okazję na podwyższenie prowadzenia Bajen zmarnowała Julie Blakstad, a następnie do głosu coraz śmielej zaczęły dochodzić gospodynie. Zaczęło się od niesygnalizowanego uderzenia z dystansu w wykonaniu Josefin Johansson, a chwilę później do zdecydowanie większego wysiłku zmusiła Moę Edrud rezerwowa w ekipie trenera Carlssona Emma Viklund. Gola wyrównującego fani z Norrbotten ostatecznie się jednak nie doczekali, w wyniku czego już za tydzień czeka nas kolejna uczta w postaci starcia dwóch niepokonanych na ligowych arenach drużyn. Pewnym zmartwieniem dla sztabu medycznego z Södermalm może okazać się w tej perspektywie uraz Stiny Lennartsson, ale… szczęście w nieszczęściu polega tu na tym, iż tej wiosny w wybornej dyspozycji wydają się być zarówno Smilla Holmberg, jak i Thea Sørbo, a to właśnie te zawodniczki w pierwszej kolejności wypełnią ewentualną lukę na prawej stronie niezmiennie dyrygowanego przez Evę Nyström bloku defensywnego.

Punktem wspólnym dla pozostałych spotkań szóstej kolejki Damallsvenskan może być przede wszystkim to, że każde z nich zakończyło się ostatecznie wynikiem… najbardziej wiernie oddającym obraz meczu. Choć w niektórych przypadkach długimi minutami się na to ani trochę nie zanosiło, bo na przykład na Grimsta Idrottsplats w Sztokholmie to Växjö schodziło do szatni z dwubramkową zaliczką. Strzelanie rozpoczęła Alexandra Jonasson, która jeszcze przed upływem pierwszego kwadransa opuściła plac gry z kontuzją, a zastępująca ją Victoria Svanström okazała się jak najbardziej godną pierwszoligowych scen dublerką. Pozyskana zimą z IFK Göteborg młodzieżowa reprezentantka kraju miała spory udział przy trafieniu na 2-0, ale nawet taka zaliczka okazała się niewystarczająca, gdy po zmianie stron BP przełączył się na doskonale znany nam tej wiosny tryb wygrywania. I nawet jeśli zgodzimy się, że przy kontaktowym trafieniu autorstwa Sary Olai było troszkę przypadku, to już piorunująca i celnie spuentowana przez Julię Olsson oraz Klarę Andrup końcówka nie pozostawiła żadnych wątpliwości, że komplet oczek jak najbardziej zasłużenie pozostanie w stolicy. Niemal identyczny przebieg miała potyczka na Stadionie Olimpijskim, gdzie prowadzenie dała Vittsjö będąca na ten moment zdecydowanie najjaśniejszym punktem klubu z północnej Skanii Tanya Boychuk, a podrażniony tym faktem Djurgården odpowiedział po przerwie golami Shinomi Koyamy (fatalne w skutkach kiksy w odstępie kilku sekund przytrafiły się Shannon Woeller oraz Lisie Klindze) oraz Aleksandry Łobanowej. Akcja z trafieniem na 2-1 była przy okazji zdecydowanie tą zdecydowanie najbardziej efektowną, a na osobne słowa uznania zasługuje tu nie tylko kapitalne uderzenie 23-letniej Rosjanki, ale także – a może i przede wszystkim – rola, jaką odegrały w niej wspomniana już wcześniej Koyama oraz Ebba Hed. Same do siebie pretensje mogą mieć za to piłkarki AIK, które do odważniejszych ataków rzuciły się na Bilbörsen Arenie w Linköping dopiero w końcowych minutach, kiedy to za sprawą gola Alvy Selerud przegrywały już 0-1. Bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej wciąż pozostaje Örebro, które tym razem wracało na tarczy z Platinumcars Areny w Norrköping. Co ciekawe, wszystkie gole padały w tym meczu bezpośrednio po stałych fragmentach gry, a choć do siatki trafiały wyłącznie podopieczne trenera Fredheima, to wynik pozostawał sprawą otwartą w zasadzie do ostatnich sekund czasu doliczonego. A to wszystko dlatego, że w przeciwieństwie do Elin Rombing oraz kapitalnie obsłużonej dośrodkowaniem przez Vesnę Milivojevic Ebby Handfast, Samantha Cary umieściła futbolówkę w bramce Sofii Hjern. Na szczęście dla gospodyń, okazało się to nie nieść za sobą poważniejszych konsekwencji. Dyspozycję w najlepszym razie drugoligową wciąż prezentuje nam beniaminek z Trelleborga, który tym razem nie miał zbyt wiele do powiedzenia w Kristianstad. Pomimo czwartego już tej wiosny zwycięstwa, drużyna Daniela Angergårda także bynajmniej nie zachwyca i jeśli najbliższe tygodnie nie przyniosą w tym temacie znaczącej poprawy, to KDFF niechybnie zacznie obsuwać się nam w ligowej tabeli.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

awds6

Klasyk i cała reszta

4830fd65-e2d5-403d-9911-a67e0c0927a6

W poprzednim sezonie żaden ze szwedzkich klasyków nie doczekał się rozstrzygnięcia (Fot. Sportbladet)

Każda szanująca się liga ma swój klasyk i Damallsvenskan bynajmniej nie jest w tej materii wyjątkiem. Zestaw drużyn biorących udział w takim meczu zmienia się oczywiście na przestrzeni lat, choć akurat na naszym podwórku niezmiennie od kilku sezonów to rywalizacja FC Rosengård z BK Häcken jak żadna inna rozpala wyobraźnię postronnych kibiców. Fakt ten nie stanowi rzecz jasna wielkiego zaskoczenia, gdyż to właśnie te dwa zespoły, mniej więcej od końcówki poprzedniej dekady, święciły w krajowych rozgrywkach zdecydowanie najwięcej triumfów. O ile jednak na boisku w Malmö zawodniczki ze stolicy Skanii są dla przyjezdnych wyjątkowo mało gościnne (zero porażek w oficjalnych starciach!), o tyle w Västergötland gra idzie z reguły na żyletki, a o końcowym wyniku w podobnym stopniu, co doskonały plan taktyczny i umiejętności czysto piłkarskie, decydują także zdecydowanie mniej obiektywne zmienne. To wszystko stanowi jednak obietnicę, że oto w najbliższy poniedziałek nie będziemy się nudzić, gdyż dwaj faworyci do tytułu staną w szranki właśnie na Bravida Arenie w Hisingen. Po jednej stronie przetrzebione kontuzjami Häcken, choć już ze ściągniętą w trybie nadzwyczajnym ze zgrupowania kadry młodzieżowej Felicią Schröder, a także powracającymi do treningów rekonwalescentkami Kafaji, Luik oraz Jusu Bah, po drugiej zaś sprawiający wrażenie drużyny idealnej Rosengård, który jednak już dawno nie był zmuszony przechodzić aż tak wymagającego testu. Czy Momoko Tanikawa raz jeszcze skradnie całe show i wraz z Rią Öling oraz Olivią Holdt nie pozostawi wątpliwości co do tego, kto na tę chwilę rządzi w szwedzkiej piłce klubowej? A może najjaśniej zabłyśnie gwiazda innej wschodzącej gwiazdy Johanny Fossdalsy, która najtrudniejszych wyzwań ani trochę się nie obawia, co udowodniła chociażby w połowie grudnia na londyńskim Stanford Bridge? Przez nadchodzące godziny możemy się nad tym wszystkim jedynie zastanawiać, a potem niech przemówi boisko…

Na wynik rywalizacji na szczycie nerwowo czekać będą przede wszystkim w Södermalm, choć podopieczne trenera Martina Sjögrena skupić powinny się jednak w pierwszej kolejności na wykonaniu swojego zadania. Wyjazd na niełatwy teren do Piteå często okazuje się bowiem zdradliwy, a Hammarby nawet w tak bardzo wyjątkowym dla siebie, mistrzowskim sezonie nie potrafiło rozstrzygnąć na swoją korzyść żadnego z trzech pojedynków przeciwko rywalkom z Norrbotten (mówimy tu oczywiście wyłącznie o regulaminowym czasie gry). Jasne, wtedy w wybornej dyspozycji znajdowała się Anam Imo, a dzielnie sekundowała jej reprezentantka Filipin Katrina Guillou, ale drużyna Stellana Carlssona jak żadna inna potrafi w najmniej spodziewanym momencie wykreować bohaterki kompletnie nieoczywiste. Dyrygowana przez zbierającą tej wiosny kapitalne recenzję Evę Nyström defensywa będzie musiała mieć się zatem na baczności, bo skoro nabierający niebywałego rozpędu Rosengård skarciła na LF Arenie Saga Swedman, a marzenia Häcken o dorzuceniu do klubowej gabloty jeszcze jednego pucharu rozbiła w pył Emma Viklund, to nie można wykluczyć, że tym razem na pierwszy plan wysunie się na przykład Selina Henriksson lub mająca skądinąd całkiem sporo do udowodnienia swojemu byłemu klubowi Sara Eriksson. Logika oczywiście wyraźnie podpowiada, że pod względem sportowej jakości niemal wszystkie atuty znajdują się po stronie obrończyń tytułu, ale czy to wystarczy, aby Bajen po zakończeniu szóstej serii spotkań wciąż mogły chwalić się wszem i wobec perfekcyjnym, ligowym rekordem?

Kto wie, czy najbardziej niedoceniany w tej kolejce mecz nie odbędzie się od razu na jej rozpoczęcie. Bromma i Växjö to zespoły, których oglądanie zdecydowanie nie męczy oczu, a momentami potrafi wręcz zachwycić i jeśli tylko oba zespoły nie zdecydują się na maksymalnie zamknięty model boiskowej rywalizacji, to powinno czekać nas całkiem sympatyczne, niedzielne popołudnie z Verą Blom i resztą sympatycznego składu spod znaku BP. Aż tak interesująco teoretycznie nie powinno być w Kristianstad, choć derby tu i ówdzie potrafią solidnie zaskoczyć swoją nieprzewidywalnością i wymykaniem się utartym schematom. Jeśli jednak beniaminek z Trelleborga miałby pozytywnie zaskoczyć, to musi ustrzegać się tak banalnych błędów, jakie co i raz stawały się udziałem podopiecznych trenera Felldina podczas niedawnej konfrontacji z AIK. Co do drugiego z tegorocznych, pierwszoligowych nowicjuszy, to wyjazd na teren znajdującego się w naprawdę głębokim kryzysie sportowo-egzystencjonalnym Linköping niespodziewanie stał się dla zawodniczek z Solnej nie lada szansą, ale mieć jej świadomość to jedno, a zrobić z niej realny użytek to drugie. Szczególnie jeśli samemu prezentuje się poziom predestynujący raczej do występów na zapleczu krajowej elity. Na stadionie w Norrköping pierwszych w sezonie punktów poszuka Örebro i ani trochę nie zaskoczy nas zarówno zakończenie tej misji pełnym sukcesem, jak i jej całkowite fiasko. Która wersja okaże się ostatecznie tą prawdziwą, w pierwszej kolejności zależy jednak od postawy zawodniczek IFK, gdyż to one mają w swoich rękach, nogach i głowach zdecydowanie więcej piłkarskich atutów, z których to będzie można w poniedziałek zrobić spory użytek ku uciesze zasiadających na kultowej Curva Nordahl sympatyków najwyżej notowanego klubu z Östergötland.

md6

Mamy Barcelonę w domu

javerud

Wygrywanie kolejnych meczów powoli staje się w Malmö elementem piłkarskiej codzienności (Fot. Mats Javerud)

Jak grać i wygrywać w trybie wybitnie ekonomicznym? Lekcję o takiej właśnie tematyce poprowadziły w tym tygodniu trzy najsilniejsze kadrowo szwedzkie kluby. Każdy z nich mierzył się z mocno niewygodnym rywalem, ale koniec końców udało im się uniknąć nie tylko potencjalnych niespodzianek w postaci straty punktów, ale i całkowicie z ich perspektywy niepotrzebnej nerwówki w końcówkach spotkań. A to ostatnie, mając na uwadze intensywny i niełatwy terminarz najbliższych tygodni, było kwestią niemal tak samo istotną jak suchy wynik. W przypadku Häcken w zasadzie idealnie potwierdziło się nam porzekadło o zerowym bilansie szczęścia i pecha w zawodowym futbolu. O ile w finale Pucharu Szwecji, czy w ligowej potyczce na Bilbörsen Arenie, podopiecznym trenera Linda piłka ewidentnie nie chciała wpadać do siatki, o tyle w środowy wieczór mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem dokładnie odwrotnym. Wystarczyły zaledwie trzy ofensywne wypady, aby Rosa Kafaji ustrzeliła premierowy w tej kampanii dublet, Clarissa Larisey dołożyła trafienie numer trzy, a Ruby Grant szturmem zaatakowała czołowe lokaty w klasyfikacji asystentek. Växjö naprawdę nie prezentowało się na boisku źle dla oka, trener Unogård specjalnie na ten dzień nakreślił całkiem interesujący plan, ale cóż z tego, skoro już po upływie dwóch kwadransów przewaga faworytek zrobiła się tak duża, że od tego momentu obserwowaliśmy wyłącznie dogrywanie tego meczu przez oba zespoły. Już tradycyjnie swoje problemy miały także mistrzynie z Hammarby, które dopiero tuż przed końcem pierwszej połowy oddały premierowy celny strzał w światło bramki Sofii Hjern. Jak na ironię, w tym momencie gospodynie i tak prowadziły jednak różnicą jednego gola, a to wszystko zasługa grającej jeszcze jeden fenomenalny, indywidualny koncert Smilli Vallotto. Młoda gwiazda reprezentacji Szwajcarii wprowadziła bowiem w poczynania defensywy z Norrköping tyle popłochu, że Maja Regnås nad wyraz niefortunną interwencją zwyczajnie wyręczyła usilnie szukające premierowego trafienia zawodniczki Bajen. Po stronie plusów trener Sjögren jak najbardziej powinien zanotować także nazwisko Smilli Holmberg, która wystąpiła w wyjściowej jedenastce w miejsce uczestniczki ubiegłorocznego mundialu Stiny Lennartsson i na pewno nie zaprezentowała się od nieco bardziej doświadczonej koleżanki gorzej. Nawet po przełączeniu na tryb zachowawczy zdecydowanie najbardziej efektownie niezmiennie wygląda jednak postawa piłkarek FC Rosengård, które do słynnej Barcelony upodabniają się nie tylko kolorami trykotów. Występ Momoko Tanikawy i Olivii Holdt w zasadzie co kilka dni moglibyśmy opisywać korzystając jedynie z opcji kopiuj-wklej, bo w słowniku wyrazów bliskoznacznych powoli zaczyna już brakować tych, których do podkreślenia ich niewątpliwej, sportowej klasy jeszcze tej wiosny nie wykorzystaliśmy. Nieszczęśnikiem wpadającym pod koła rozpędzonego walca ze stolicy Skanii w tym przypadku okazał się Djurgården, ale drużyna z Malmö zdaje się nie zwracać jakiejkolwiek uwagi na to, kogo danego dnia akurat postawiono jej na drodze. Zawodniczki trenera Kjetselberga na boisko wychodzą tylko po to, aby zaprezentować nam swoją najlepszą grę i jak dotąd strategia ta sprawdza się wręcz doskonale.

Na pozostałych arenach nie działo się wiele, choć – paradoksalnie – najbardziej żywy mecz obejrzeli kibice na Grimsta Idrottsplats w Sztokholmie. Rywalizacja Brommy z Piteå goli nam wprawdzie nie dostarczyła, ale tempa, jakości i szeroko rozumianej pierwszoligowej piłki właśnie tam dostaliśmy zdecydowanie najwięcej. Zasługa w tym przede wszystkim regularnie zachwycających nas tej wiosny gospodyń, które to jak dotąd nie mają jakiejkolwiek konkurencji w wyścigu o miano pozytywnej niespodzianki sezonu. W rozegraniu jeszcze jednego świetnego meczu zawodniczkom z zachodniego Sztokholmu nie przeszkodziła ani nieobecność jednej z dotychczasowych liderek (Ellen Toivio), ani nieco bardziej anonimowy występ drugiej (Wilmy Wärulf), a ręce do oklasków składały nam się przede wszystkim po fenomenalnych zagraniach dziewiętnastoletniej Very Blom, która z kolei coraz wyraźniej pretenduje do miana pierwszego poważniejszego odkrycia tegorocznych rozgrywek. Jej boiskowa współpraca zarówno z Idą Bengtsson, jak i z dwójką dynamicznych skrzydłowych, z tygodnia na tydzień prezentuje się coraz bardziej płynnie, choć poprawę jakości w poczynaniach BP da się dostrzec w niemal każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła. Na przeciwnym biegunie znajdują się za to pod tym względem niedawne medalistki z Linköping, którym na otarcie łez pozostają jedynie niesamowicie efektowne gole. Autorką jednego z nich była w czwartkowe popołudnie Vilma Koivisto, ale uderzenie z dystansu pod poprzeczkę bramki Elin Vaughan nie wystarczyło nawet do tego, aby ze stadionu w Vittsjö wywieźć choćby jeden punkt. Piłkarki z północnej Skanii swoją grą również bynajmniej nie zachwyciły, ale różnicę po ich stronie zrobił przede wszystkim tercet mocno nieoczywisty w składzie Tanya Boychuk – Linda Sällström – Kayla Adamek. Na Vångavallen w Trelleborgu dobitnie przekonaliśmy się, że niełatwo pozbyć się drugoligowych nawyków nawet kilka miesięcy po wywalczeniu promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej. Trochę tu śmieszkujemy, ale nie da się ukryć, że obserwując niemal zerowe tempo, brak intensywności i pomyślunku, gole padające po szkolnych, podstawowych błędach i wreszcie hat-tricka sygnowanego nazwiskiem Adelisa Grabus, dostaliśmy w zasadzie żywą reklamę tego, co pojedynczy zapaleńcy nazywają stylem życia à la Elitettan. Gol Ashley Barron nie pomógł Örebro wydostać się ze strefy spadkowej, bo jedna (no dobrze, w porywach trzy) zawodniczki reprezentujące pierwszoligowy poziom to wciąż zbyt mało, aby zawiązać realną walkę z pełnoprawnym pierwszoligowcem. I to nawet wówczas, gdy ten ostatni ma swoje problemy i aktualnie znajduje się na etapie coraz słabiej maskowanego kryzysu.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

awds5