Häcken in – Bajen out

Tak prezentuje się duet na miarę przedłużenia mistrzowskich marzeń w Hisingen (Fot. Bildbyrån)

Zgodnie z oryginalnym rozkładem jazdy rundy jesiennej nasi dwaj pucharowicze mieli zmierzyć się w bezpośrednim starciu za nieco ponad miesiąc. W drugiej połowie września priorytetem zarówno w Hisingen, jak i w Södermalm, będzie jednak walka o spełnienie europejskiego snu, więc przełożenie tego meczu na nieco bardziej dogodny termin jak najbardziej leżało w interesie obu zainteresowanych klubów. Mając na uwadze wzmożoną aktywność transferową podczas trwającego wciąż okienka, upchnięcie go gdzieś pod koniec letnich wakacji również zdawało się rozwiązaniem dalekim od ideału, lecz przynajmniej nie dało się powiedzieć, aby nowa data wyraźnie faworyzowała którąkolwiek ze stron. Co więcej, olbrzymia liczba znaków zapytania sprawiała, że na środowy wieczór czekaliśmy z tym większym zainteresowaniem. Jak się miało okazać, całkiem zresztą słusznie, gdyż na przestrzeni niespełna dwóch godzin dostaliśmy dokładnie to, czego oczekiwalibyśmy od potyczki na absolutnym szczycie Damallsvenskan. Była odpowiednia do rangi spotkania intensywność, nie zabrakło walki o każdy milimetr środkowej strefy boiska (rywalizacja Joramo vs Curmark z każdą upływającą minutą stawała się coraz bardziej frapująca), okazję do wykazania się nieprzeciętnym zmysłem taktycznym otrzymali obaj szkoleniowcy (i jednogłośnie zwycięsko wyszedł z niej Mak Adam Lind), a każda z bramkowych akcji okazała się być przepyszną delicją dumnie zdobiącą ten wysokiej jakości piłkarski tort. I tylko gospodyń w tym wszystkim szkoda, bo Hammarby już po raz trzeci w obecnych rozgrywkach przegrało z bezpośrednim rywalem w tabeli mecz, w którym z przebiegu gry na porażkę nijak nie zasłużyło.

Jako się rzekło, pierwsza połowa rywalizacji na popularnym Kanalplan stała pod znakiem sumiennej, taktycznej batalii, a także cierpliwego wyczekiwania na błąd po stronie przeciwniczek. Żadna ze stron ostatecznie się go nie doczekała, choć pomijając sam początek starcia, to gospodynie sprawiały wrażenie zespołu nastawionego zdecydowanie bardziej proaktywnie. Osy z Hisingen przyjęły natomiast postawę wyczekującą, ale pomysł z uruchamianiem długimi, prostopadłymi podaniami dynamicznych skrzydłowych w osobach Alice Bergström i Moniki Jusu Bah ewidentnie nie spełnił spodziewanych założeń. Co gorsza, nie dość, że mistrzyń z Södermalm nie udało się porządnie użądlić, to jeszcze niezwykle szybko trzeba było księgować straty własne, gdy z powodu urazów plac gry przedwcześnie opuszczały kolejno Paulina Nyström oraz Tabby Tindell. Nikt jeszcze wtedy nie mógł przypuszczać, iż to właśnie wprowadzone w ich miejsce Anna Anvegård oraz Felicia Schröder, za kilkadziesiąt minut w zasadzie we dwójkę przesądzą o tym, że to w Hisingen będą mieć tego wieczora zdecydowanie więcej powodów do świętowania. Zanim jednak nastąpił punkt kulminacyjny, poprzeczkę bramki Häcken obiła jeszcze uderzeniem z dystansu Julie Blakstad i naprawdę zabrakło dosłownie milimetrów, aby na przerwę to zawodniczki Bajen schodziły z jednobramkową zaliczką i mocno podbudowanymi morale w klubowej szatni.

Co nie udało się tuż przed przerwą, zdecydowanie lepiej wyszło zaraz po niej. Podopieczne trenera Sjögrena ostatecznie dopięły bowiem swego, a wynik meczu otworzyły fenomenalną, zespołową akcją, którą zapoczątkował kluczowy odbiór w środku pola, a zakończył sprytny strzał Ellen Wangerheim. Dziewiętnastoletnia snajperka ze stolicy odebrała nagrodę za to, że poszła w tej sytuacji do końca, choć w pewnym momencie wydawało się, iż Alva Selerud spokojnie wyjaśni całe zamieszanie. Była zawodniczka Linköping na ułamek sekundy się jednak zawahała i tylko tyle wystarczyło, aby zielono-białe sektory zajmowane przez sympatyków Hammarby oszalały ze szczęścia. A uskrzydlone tą atmosferą gospodynie ewidentnie postanowiły pójść za ciosem, w wyniku czego Häcken znajdował się w tej batalii w coraz głębszej defensywie i niewiele przemawiało za tym, że losy tej rywalizacji uda się jeszcze zawodniczkom z zachodniego wybrzeża odwrócić. Wtedy jednak centralny punkt sceny postanowiła zająć Anna Anvegård, która niespodziewanie dla wszystkich posłała w samo okienko bramki Bajen taką bombę, że nawet najbardziej kwiecisty opis nie odda choćby ułamka wyjątkowej urody tego strzału. I jak to w futbolu często bywa, pojedyncze mgnienie sprawiło, że gościnie z Hisingen podarowały sobie drugie życie, które zresztą postanowiły całkiem produktywnie spożytkować. Raz jeszcze w roli bohaterki dnia wystąpiła Anvegård, która wykonawszy całą robotę, tym razem pozwoliła dokończyć dzieła Felicii Schröder. Urodzona wiosną 2007 piłkarka swojej zdecydowanie bardziej doświadczonej koleżanki nie zawiodła, a jej trafienie okazało się ostatnim, jakie przyszło nam obejrzeć tego wieczora na Kanalplan. Bo choć niesamowita Smilla Holmberg bez wytchnienia szalała na prawej flance, Joramo i Andersson seriami biły stałe fragmenty gry, a Josefine Rybrink wygarniała futbolówkę tuż sprzed linii bramkowej, Hammarby nie był w stanie chociażby wyrównać stanu rywalizacji, de facto wypisując się w ten sposób z mistrzowskiego wyścigu. Piłkarki trenera Linda wciąż w nim natomiast pozostają, choć już w najbliższy poniedziałek czeka je równie wymagający egzamin, który również zdać trzeba będzie koniecznie w pierwszym terminie.

Powrót, że raz, dwa, trzy!

bp

Co za gol, co za szał, co za radość! Piłkarki z Brommy w spektakularnym stylu odwróciły losy derbów Sztokholmu (Fot. Henrik Montgomery)

To miał być zwykły, piłkarski poniedziałek upływający pod znakiem nadrabiania ligowych zaległości. Zawodniczki dwóch sztokholmskich klubów mocno postarały się jednak o to, aby wieczór na Stadionie Olimpijskim okazał się na swój sposób niezapomniany. I choć na koniec dnia powody do świętowania miał tylko jeden zespół, to – paradoksalnie – nawet pokonane ostatecznie gospodynie nie mogły mieć do siebie większych pretensji. Podopieczne trenera Fernandeza świetnie weszły w mecz i nawet jeśli wynik udało im się otworzyć cokolwiek szczęśliwie, to akcja poprzedzająca trafienie numer dwa była już wyłącznie wypadkową efektownej, zespołowej akcji piłkarek Dumy Sztokholmu. A przecież klasyczną setkę w niewiarygodny wprost sposób zmarnowała jeszcze Shinomi Koyama (ofiarną interwencją sytuację wyjaśniła wówczas Sara Olai), kąśliwy strzał Stinalisy Johansson instynktownie zatrzymała Anna Koivunen i mogło się wydawać, że kwestią czasu pozostaje moment, w którym papierowe faworytki z Djurgården definitywnie zamkną nam ten mecz. Oczywiście, uderzeniem w poprzeczkę odgryzła się także Klara Andrup, ale przed przerwą była to jedyna godna odnotowania próba w wykonaniu gościń z zachodniej dzielnicy. Niedawny przypadek reprezentacji Kolumbii nauczył nas jednak, że jeśli nie potrafisz odebrać mocno naruszonemu przeciwnikowi resztek nadziei na odrobienie strat, to niedługo później możesz zapłacić za to naprawdę wysoką cenę. I dziś na swojej skórze przekonały się o tym zawodniczki w charakterystycznych, pasiastych strojach, choć przed przerwą takiego scenariusza nie zapowiadało absolutnie nic.

W drugiej połowie Bromma zagrała ambitnie, wreszcie przypominając samą siebie z pierwszych kolejek tegorocznej kampanii. Ida Bengtsson rozgrywała w środku pola niezwykły koncert bez jakiejkolwiek fałszywej nuty, dynamiczne wahadła napędzały odpowiednio Julia Olsson oraz Wilma Wärulf, a Tuva Ölvestad przepięknym uderzeniem zza pola karnego przywróciła swojemu zespołowi wiarę, że w tych derbach będzie można realnie powalczyć o coś więcej niż tylko ładną porażkę. Gol kontaktowy był jednak zaledwie początkiem drogi, z której zawodniczki BP błyskawicznie mogły zostać zawrócone. Djurgården nie był może tego wieczora aż tak bezwzględny, jak w tym sezonie już wielokrotnie być potrafił, ale duet Åsland – Koyama wykreował koleżankom z formacji ofensywnej wystarczająco dużo sytuacji, aby komplet punktów pozostał jednak na Olimpijskim. Szczęśliwie interweniująca Koivunen, czy stająca na linii niemal każdego strzału Ahlberg, skutecznie uchroniły jednak swoją drużynę przed dalszymi stratami, a co nie wpadło gospodyniom, to wpadło przyjezdnym. Tuva Ölvestad tym razem dwukrotnie wystąpiła w roli asystentki, a miejscowych fanów do rozpaczy doprowadziły najpierw pozyskana w letnim okienku z Linköping Johanna Svedberg, a następnie… odstrzelona swego czasu w niezbyt elegancki sposób z kadry DIF Sara Olai. O żadnej zemście nie było jednak absolutnie mowy, bo dla całego obozu BP najważniejsze było w tym momencie samo odwrócenie losów tej źle rozpoczętej przecież rywalizacji. I jeśli prawdą jest powiedzenie, że pojedynczy mecz czasami potrafi zbudować lub odbudować drużynę, to bez dwóch zdań oto przed chwilą byliśmy świadkami właśnie takiego wydarzenia. Inspirująca Brommo, jak dobrze, że do nas wróciłaś!

******

Spore oczekiwania w temacie nadrabiania ligowych zaległości mieli w Kristianstad, ale domowy dwumecz przeciwko Norrköping i Vittsjö okazał się dla podopiecznych trenera Angergårda istnym koszmarem. Zaczęło się od kuriozalnego rzutu karnego, sprokurowanego przez kompletnie nieodpowiedzialne zachowanie Elli Reidy, a skończyło na swobodnie hasających wśród cokolwiek pogubionych defensorek KDFF Tanyi Boychuk oraz Lindy Sällström. I w zasadzie jedynie wyjątkowej nieskuteczności tej ostatniej, fani z Kristianstad mogą dziękować za to, iż z sześciu możliwych do podniesienia z własnej murawy punktów, niekwestionowana rewelacja końcówki ligowej wiosny cudem wyrwała chociaż jeden. Najmniejszych problemów z pokonaniem pozbawionego niemal wszystkich atutów Linköping nie miały mistrzynie z Hammarby, ale choć Joramo czy Blakstad istotnie nas zachwyciły, a gol autorstwa Tandberg stał się swego rodzaju symbolem, to jednak prawdziwą siłę Bajen poznamy dopiero przy okazji środowej potyczki z Häcken. Bo bezzębny, a na dodatek prowadzony przez rozpaczliwie miotającego się przy linii hiszpańskiego trenera LFC, naprawdę trudno nazwać realnym miernikiem czegokolwiek. Strzał życia Sophii Redenstrand (sama zainteresowana sprawiała wrażenie wyraźnie tym faktem zaskoczonej) sprawił, że letnie granie od zwycięstwa rozpoczęto również w Växjö. Oprócz nieoczywistej autorki jedynego gola, sporych rozmiarów cegiełkę dołożyła do niego także duńska golkiperka Maja Bay oraz dzielnie sekundujące jej na środku bloku defensywnego Emma Holmqvist z Mimmi Nurmelą. Jak zatem widać, potrzeba chwili również w futbolu czasami potrafi podsunąć nam naprawdę skuteczne rozwiązania, a Olof Unogård nie od dziś potrafi z nich korzystać.


Komplet wyników:


Przejściowa tabela:

dam2


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:

Stan kadry – lato ’24

2I6ccQrA9-dFoP_OkxdFkqZQEtzc-REGULAR

Felicia Schröder w reprezentacyjnej koszulce – do tego widoku powoli powinniśmy się przyzwyczajać (Fot. Bildbyrån)

Niemal dokładnie rok temu kadra Petera Gerhardssona nieoczekiwanie sięgnęła na boiskach Australii i Nowej Zelandii po brązowe medale piłkarskich mistrzostw świata. Wynikowo zgadzało się wówczas wszystko, styl gry też prezentowaliśmy jak najbardziej akceptowalny, ale już wtedy dało się zauważyć pewne zagrożenia, z którymi prędzej lub później szwedzki futbol w wydaniu reprezentacyjnym będzie musiał się zmierzyć. Później nadeszła zmarnowana po całości jesień z Ligą Narodów, a następnie faza grupowa kwalifikacji do szwajcarskiego EURO, gdzie pomimo naprawdę solidnej postawy, nasze piłkarki musiały w ostatecznym rozrachunku ustąpić miejsca Francuzkom i Angielkom, skazując się tym samym na grę w dodatkowych, dwuetapowych barażach. Te czekają nas dopiero pod koniec roku, ale zanim Jelena Cankovic i spółka spróbują wybić nam z głów marzenia o zaliczeniu kolejnego, wielkiego turnieju, przyjrzyjmy się bliżej stanowi posiadania szwedzkiej kadry w sierpniu 2024. Okazja ku temu trafia się wręcz idealna, wszak ćwiartka pełnego, mundialowego cyklu to najlepszy możliwy moment, aby na chwilę przystanąć, zorientować się w sytuacji i poszukać odpowiedzi na zadawane od najdawniejszych czasów pytania: Gdzie jesteśmy? Dokąd zmierzamy? I najważniejsze: Jakim potencjałem realnie dysponujemy na trzy lata przed startem brazylijskiego mundialu?


swe24

leg

gk

cb

fb

dm

cm

wg

fw

Zaległości i zawiłości

uswnt1

Trzy razy po 1-0 i olimpijskie złoto po dwunastu latach wraca do domu (Fot. Getty Images)

Olimpijski turniej piłkarek nożnych oficjalnie za nami. Jakim go zapamiętamy? To pozornie łatwe pytanie nie jest bynajmniej aż tak oczywiste, gdyż odbiór otaczającej nas rzeczywistości mocno kształtują indywidualne, subiektywne przeżycia i doświadczenia. Jeśli więc zmagania najlepszych futbolistek globu na efektownych, francuskich arenach oglądali ci, którzy mają sposobność pamiętać mistrzowskie turnieje sprzed kilkunastu lat, to pewne obserwacje dosłownie same cisnęły się na usta. Bo naprawdę trudno było nie zastanowić się, czy z porównywalnym entuzjazmem zakochalibyśmy się w dyscyplinie sportu kojarzącej się przeze wszystkim z absurdalną i niczym nieuzasadnioną liczbą doliczonych do każdej połowy minut, wybiórczym i uznaniowym analizowaniem niektórych boiskowych sytuacji na osławionym już monitorku, sędziami liniowymi sprowadzonymi do roli paprotek, sztucznym budowaniem emocji i dramaturgii, czy wreszcie meczami co i rusz wytracającymi swój rytm ze wszystkich powodów wspomnianych powyżej. A fakt, że z murawy niezwykle często zwyczajnie wiało nudą, jeszcze bardziej sprzyjał spokojnej kontemplacji, bo nawet jeśli starcie Amerykanek z Japonkami życzliwie włożymy na półkę z napisem taktyczne szachy, to już na przykład boiskowej postawy Hiszpanek czy Francuzek jakkolwiek usprawiedliwić się nie da, a setki wymienianych bezcelowo przez zawodniczki z tych krajów podań, żałosnego obrazu ogólnej bezradności ani trochę nie poprawiają. Tak, futbol musi się zmieniać, ale jeśli chcemy względnie bezboleśnie przystosowywać się do szybko rozwijającego się świata, to chyba zdecydowanie bardziej przemyślanym ruchem byłaby na przykład rezygnacja z niepotrzebnych nikomu dogrywek, nie zaś rozdmuchiwanie piłkarskiego widowiska i odbieranie mu ostatnich resztek pozostałej dynamiki. Co bardziej uważni sympatycy sportu doskonale wiedzą, że na Igrzyskach w Tokio swój niezwykle udany debiut zaliczyła koszykówka uliczna, która w założeniu miała stanowić interesującą alternatywę dla klasycznej, halowej odmiany tej dyscypliny sportu. Ta mocno krytykowana z początku decyzja okazała się ostatecznie strzałem w przysłowiową dziesiątkę i dziś dziesięciominutowa rywalizacja trzyosobowych zespołów na jeden kosz potrafi przyciągnąć przed ekrany więcej obserwatorów niż ciągnące się nierzadko w nieskończoność mecze w hali. Te ostatnie bronią się w zasadzie jedynie magią pojedynczych nazwisk kojarzonych przez niedzielnych fanów z parkietów ligi NBA, ale i ta przewaga w erze TikToka i Instagrama będzie stopniowo zanikać, bo dziś niezwykle łatwo wykreować nowych bohaterów, nawet jeśli ich sława często bywa brutalnie przelotna. Ani trochę nie zdziwi mnie zatem, jeśli w najbliższej przyszłości dotrze do moich uszu propozycja poszerzenia programu Igrzysk o futbol w zdecydowanie bardziej przystępnej, skondensowanej wersji, a gdy nabierze już ona realnych kształtów, to z prawdopodobieństwem bliskim pewności, będę tej idei mocno kibicować. Bo jeśli na tak bardzo bliskiej każdemu z nas zielonej murawie emocji i pozytywnej energii znajdujemy z roku na rok coraz mniej, to rozsądnym byłoby poszukać ich gdzieś indziej. A czy będzie to hala, plaża, czy może miejski rynek, to już w tym przypadku kwestia wybitnie drugorzędna…

All-star team Igrzysk Olimpijskich 2024:

Bramkarki: Lorena (Brazylia), Ann-Katrin Berger (Niemcy)

Stoperki: Naomi Girma (USA), Vanessa Gilles (Kanada), Jorelyn Carabali (Kolumbia)

Boczne obrończynie: Giulia Gwinn (Niemcy), Yasmim (Brazylia), Crystal Dunn (USA)

Środkowe pomocniczki: Lindsey Horan (USA), Aitana Bonmati (Hiszpania), Yui Hasegawa (Japonia), Samantha Coffey (USA)

Skrzydłowe: Trinity Rodman (USA), Mallory Swanson (USA), Jule Brand (Niemcy)

Napastniczki: Sophia Smith (USA), Barbra Banda (Zambia), Ludmila (Brazylia)


Choć pierwsza planowa kolejka Damallsvenskan po letniej przerwie czeka nas dopiero za dwa tygodnie, to zawodniczki wielu klubów swoje ligowe obowiązki zaczną wykonywać zdecydowanie wcześniej. Już za kilka godzin, na stadionie w Kristianstad, podopieczne trenera Angergårda spotkają się w zaległym starciu z ubiegłorocznym beniaminkiem z Norrköping w meczu, który pierwotnie miał odbyć się 13. czerwca.  Co ciekawe, wiosennych zaległości obie te ekipy zarobiły sobie więcej, bo w kolejny weekend zawodniczki z Kristianstad czeka prestiżowa, derbowa potyczka z zawsze nieobliczanym Vittsjö, zaś ekipa z Östergötland uda się w poszukiwaniu bezcennych punktów do nie zawsze gościnnego Växjö. Druga połowa sierpnia to czas, w którym wyjątkowo zapracowani będą także nasi tegoroczni pucharowicze, którzy z kolei zdecydowali się przełożyć na najbliższe dni swoje wrześniowe potyczki. Aby zatem się w tym wszystkim nie zagubić, poniżej znajdziecie pełną listę czekających nas w najbliższych dniach nadprogramowych meczów, którym oczywiście na bieżąco poświęcać będziemy należną uwagę:

11. sierpnia; 15:00 – Kristianstad vs Norrköping (zaległy, 10. kolejka)

17. sierpnia; 13:00 – Hammarby vs Linköping (zaległy, 13. kolejka)

18. sierpnia; 15:00 – Kristianstad vs Vittsjö (zaległy, 13. kolejka)

18. sierpnia; 15:00 – Växjö vs Norrköping (zaległy, 13. kolejka)

19. sierpnia; 19:00 – Djurgården vs Bromma (zaległy, 13. kolejka)

21. sierpnia; 19:00 – Hammarby vs Häcken (awansem, 20. kolejka)

28. sierpnia; 19:00 – Örebro vs Linköping (awansem, 18. kolejka)


I na koniec jeszcze jedna, luźna, olimpijska uwaga. Kilka lat temu część piłkarskiej społeczności ze sporym niezadowoleniem przyjęła fakt, że w jednym z plebiscytów to nie Hanna Bennison, a pochodzący z doskonale znanej nam miejscowości Umeå siatkarz plażowy David Åhman, został wyróżniony jako potencjalna nadzieja szwedzkiego sportu. Z perspektywy czasu wybór ten wydaje się jednak całkiem zasadny, skoro ten wybitny specjalista od beach volleya – oczywiście w parze ze sztokholmianinem Jonatanem Hellvigiem –  zdążył na przestrzeni niespełna trzech lat sięgnąć po dwa tytuły mistrza Europy, wygrać prestiżowy cykl pucharu świata, zagrać w finale siatkarskiego mundialu, wspiąć się na sam szczyt rankingu FIVB, a na koniec spuentować to wszystko wywalczonym w imponującym stylu złotem paryskich Igrzysk. W analogicznym okresie kariera naszej Golden Girl mocno natomiast wyhamowała i pozostaje liczyć na to, iż podjęta przed kilkoma miesiącami decyzja o przenosinach z Liverpoolu do Turynu, okaże się w jej przypadku tak bardzo wyczekiwanym, pozytywnym bodźcem. Wszak byłoby naprawdę miło, gdybyśmy jeszcze kiedyś mogli zestawić osiągnięcia obu wspomnianych tu sportowców nie tylko w celu uwypuklenia faktu, jak jedna z nich kompletnie rozminęła się z mającymi przecież naprawdę realne podstawy oczekiwaniami.

Damallsvenskan Power Ranking – wiosna ’24

olivia

23-letnia Olivia Holdt była wiosną najbardziej wartościową zawodniczką naszej ligi (Fot. Vera Loitzsch)

Grafiki często przemawiają do naszej wyobraźni bardziej niż ściany tekstu, wobec czego w przeddzień wznowienia ligowych rozgrywek prezentujemy jedyny w swoim rodzaju Damallsvenskan Power Ranking, który stanowi modyfikację doskonale znanego wszystkim bywalcom tego bloga zestawienia TOP-55. Niespodzianek w nim nie brakuje, młode gwiazdy ewidentnie coraz bardziej zauważalnie rozpychają się w walce o należną sobie przestrzeń, ale i doświadczone legendy (z niezniszczalną Caroline Seger na czele) nie zamierzają bynajmniej oddawać go przedstawicielkom nowej generacji z uśmiechem na ustach. Po wielu godzinach przemyśleń i analiz, jedenastka wiosny ’24 w szwedzkiej ekstraklasie prezentuje się następująco:

Bramkarka: Jennifer Falk (Häcken)

Prawa obrończyni: Smilla Holmberg (Hammarby)

Środkowe obrończynie: Rebecca Knaak (Rosengård), Jessica Wik (Rosengård)

Lewa obrończyni: Anna Sandberg (Häcken)

Defensywna pomocniczka: Carly Wickenheiser (Kristianstad)

Środkowe pomocniczki: Olivia Holdt (Rosengård), Momoko Tanikawa (Rosengård)

Skrzydłowe: Alice Bergström (Häcken), Olivia Schough (Rosengård)

Środkowa napastniczka: Felicia Schröder (Häcken)


Damallsvenskan Power Ranking – wiosna ’24

Czas olimpijsko-wakacyjno-transferowy

x1000w-240726TABBY038

Wewnątrzligowy transfer Tabby Tindell do BK Häcken mocno zaskoczył wielu obserwatorów szwedzkiej piłki (Fot. Bildbyrån)

W rozgrywkach ligowych przerwa, kluby Damallsvenskan dopiero za kilkanaście dni wrócą do nadrabiania wiosennych zaległości, a kadra Petera Gerhardssona najbliższy dwumecz o stawkę rozegra na przełomie listopada i grudnia. To wszystko sprawia, że fani futbolu mogą z czystym sumieniem skierować sporą część swojej uwagi na Paryż, gdzie oto w najlepsze trwa zdecydowanie największa sportowa impreza czterolecia. I choć tym razem odbywa się ona bez czynnego udziału naszych piłkarek (przesadnie z tego tytułu rozpaczać nie zamierzamy), to szwedzka kadra co i rusz dostarcza nam we francuskiej stolicy i jej najbliższych okolicach nadspodziewanie wiele powodów do zadowolenia. Słowa te dotyczą chociażby godnie broniących honoru gier zespołowych szczypiornistek i szczypiornistów, którzy solidarnie kroczą w kierunku pewnego awansu do ćwierćfinału turnieju olimpijskiego (panie zresztą już nawet matematycznie go sobie zapewniły). Niekwestionowanym bohaterem ostatnich godzin bez wątpienia został jednak pochodzący z niewielkiej miejscowości o nazwie Hovmantorp 22-letni Truls Möregårdh, któremu tak spodobało się eliminowanie z dalszej rywalizacji wyżej notowanych rywali (nie wyłączając z tego grona aktualnego lidera światowego rankingu), że w niedzielę jako pierwszy Euopejczyk w XXI wieku dostąpi zaszczytu gry w finale singla mężczyzn w turnieju tenisa stołowego. Kapitalną robotę wykonała ponadto niekwestionowana gwiazda szwedzkiego sportu, 30-letnia pływaczka Sarah Sjöström, która najpierw w ogóle na królewskim dystansie 100 metrów kraulem startować nie planowała, lecz gdy już zmieniła zadnie, to skończyło się to wywalczonym w niesamowicie mocnej i wyrównanej stawce złotym medalem. Historię przepięknego powrotu na sportowy szczyt napisała kolarka górska Jenny Rissveds, która osiem lat temu stanęła na najwyższym stopniu olimpijskiego podium, później przeżyła na swojej drodze sporo turbulencji i wybojów, aby teraz spiąć tę niesamowitą drogę przepiękną, brązową klamrą. Ponadto, srebro na strzelnicy trafił ubiegłoroczny mistrz świata z Baku Victor Lindgren, krążek tego samego koloru wyłowiła na Lazurowym Wybrzeżu żeglarska dwójka Vilma Bobeck – Rebecca Natzler (pieczętując ten niebywały sukces zwycięstwem w wyścigu medalowym), a największą pozytywną niespodziankę pierwszego tygodnia zmagań sprawiła na tatami osiemnastoletnia sztokholmianka Tara Pippi Babulfath, sięgając po brąz w zmaganiach najlżejszej kategorii wagowej dżudoczek. Pięć krążków (plus pewny, choć jeszcze nie zaksięgowany szósty) to naprawdę przyzwoity wynik niezbyt licznej przecież reprezentacji, więc pozostaje tylko podziękować i poprosić o kolejne powody do radości także podczas drugiego tygodnia Igrzysk.

Zdecydowanie mniej ciekawie jest za to na arenach piłkarskich, bo trzeba jasno powiedzieć, że faza grupowa olimpijskiego turnieju okazała się jednym wielkim rozczarowaniem. W grupie A najwięcej emocji wzbudziła słynna afera dronowa, fenomenalna skuteczność Marie-Antoinette Katoto (która jak widać potrafi seryjnie strzelać nie tylko szwedzkim bramkarkom) i zakończona jedynie połowicznym sukcesem pogoń ambitnych Kolumbijek za prowadzącymi do przerwy różnicą trzech goli gospodyniami. Nadzwyczaj ciężko oglądało się każdą z potyczek w ramach grupy C, bo gdyby nie przebłyski geniuszu Aitany Bomnati, kapitalne wejście z ławki Momoko Tanikawy w rywalizacji z Brazylią, czy całkowicie zasłużona czerwona kartka dla Marty, której w pewnym momencie ewidentnie odcięło logiczne myślenie, to już teraz o każdym z sześciu spotkań zdążylibyśmy pewnie zapomnieć. I całe szczęście, że w tym bezkresnym oceanie przeciętności trafił się nam przynajmniej stojący na niesamowicie wysokim poziomie klasyk USA – Niemcy, bo radosne popisy prowadzonych przez Tony’ego Gustavssona Australijek pominiemy po prostu życzliwym milczeniem.

Ciekawie jest także na szwedzkim podwórku transferowym, gdzie zgodnie z przewidywaniem niezwykle intensywne lato czeka przede wszystkim pewien klub z Hisingen. Pozyskanie Tabby Tindell (ex-Kristianstad), Pauliny Nyström (ex-Juventus), Alvy Selerud i Emmy Östlund (obie ex-Linköping) oznaczało mniej więcej tyle, że już za moment spodziewać możemy się również transferów wychodzących. Niepotwierdzone z początku plotki wskazywały, że kierunek na Wielką Brytanię obrać mogą dwie utalentowane zawodniczki z rocznika -03 i rzeczywiście wszystko przemawia za tym, iż zarówno Annę Sandberg, jak i Rosę Kafaji już niedługo regularnie oglądać będziemy na boiskach angielskiej WSL. Do urokliwej Florencji przenosi się jedna z dotychczasowych liderek Rosengård Sofie Bredgaard, ale żeby bilans szwedzko-włoskiej wymiany wyszedł mniej więcej na zero, to szeregi Djurgården zasiliła właśnie jedna z dotychczasowych liderek ofensywy Fiorentiny Pauline Hammarlund. Barwy Dumy Sztokholmu jesienią przywdziewać będzie także Mimmi Larsson (ex-Lipsk), zaś AIK (Haruna Tabata, Hwa-Yeon Son) oraz Hammarby (Suzu Amano, Asato Miyagawa) potencjalnych wzmocnień szukały aż w dalekiej Azji i taktyka ta ma w obu przypadkach okazać się skuteczną receptą na sukces. Nieco bardziej konwencjonalnie, bo na Islandii, kadrowe niedostatki postanowili uzupełnić działacze obu zespołów z Östergötland, a mając świeżo w pamięci kapitalne wejście do Damallsvenskan Katli Tryggvadottir, mocno trzymamy kciuki, aby w jej ślady poszła zarówno nowa piłkarka Linköping Maria Olafsdottir, jak i pozyskana latem przez ubiegłorocznego beniaminka z Norrköping Sigdis Barthardottir. Już tradycyjnie, ciepłe miesiące wiążą się bezpośrednio z odpływem kluczowych postaci z Örebro i tym razem tę niezbyt przyjemną z perspektywy fanów z Närke tradycję kontynuować postanowiła amerykańska stoperka Ashley Barron, której w drugiej połowie sezonu w ogóle nie zobaczymy zresztą na szwedzkich boiskach.