
Finały piłkarskiego EURO w Szwajcarii mają kilka niezaprzeczalnych plusów. Do tych bardziej oczywistych zaliczają się kwestie logistyczne związane chociażby z niewielkimi odległościami pomiędzy miastami-gospodarzami, do tych kompletnie nieoczywistych należy chociażby fakt, że to właśnie w tym kraju spotykamy się zdecydowanie najczęściej przy okazji firmowanych znaczkiem UEFA losowań. Dzisiejsza ceremonia wyciągania kulek z ośmiu identycznych miseczek w najmniejszym stopniu nie wyprowadziła nas zatem ze strefy komfortu, a jedynym elementem zaskoczenia okazał się inaugurujący ją występ artystyczny, podczas którego wokalista co i raz próbował wzniecić na sali koncertowe wibracje. Niestety, skuteczność tych starań okazała się być podobna jak u typowej Stiny Blackstenius, bo wszyscy zebrani czekali już raczej na danie główne i żadna przystawka nie była im do szczęścia potrzebna. Nieco zgrabniej dałoby się też zapewne ograć prezentację maskotki, pucharu oraz oficjalnej piłki przyszłorocznych finałów, choć uczciwie przyznajmy, że poziom niezręczności nie dobił do poziomu sprzed dekady, kiedy to kanadyjscy organizatorzy zaprezentowali nam cokolwiek nieskładny taniec w wykonaniu białej sowy imieniem Chouette. Inna kwestia, że sympatyczna Maddli ma potencjał, aby stać się jednym z absolutnych hitów nadchodzącego lata, a już sam fakt bycia słodkim szczeniaczkiem zauważalnie obniża jej próg wejścia do serc fanów futbolu z całego kontynentu. I nie tylko, bo jak dumnie obwieściła Nadine Kessler, popyt na bilety na szwajcarskie EURO zaobserwowano także w Ameryce i Oceanii. No i super, wszystkich chętnych oczywiście gorąco zapraszamy.
Co do samego losowania, to zaskoczeń w zasadzie nie zaobserwowano. Norwegia tradycyjnie zasiliła zdecydowanie najsłabszą na papierze grupę, a w niej zagwarantowała sobie najbardziej sprzyjający terminarz. Francja, Anglia i Holandia wskoczyły na siebie, a przy okazji na debiutującą na tym poziomie Walię, która teraz może się zastanawiać, czy może taktycznie nie dałoby się jednak puścić na turniej tych Irlandek, bo wyczekiwany przez dekady debiut może nieoczekiwanie okazać się niezwykle bolesny. Powody do radości i przedwczesnego rozpoczęcia świąteczno-noworocznych celebracji mają także w Italii, bo nie dość, że grupa zupełnie jak ta z Hammarby w tegorocznej Lidze Mistrzyń (Włoszki rzecz jasna w roli Manchesteru City), to jeszcze drabinka fazy pucharowej ułożyła się z ich perspektywy wprost idealnie. Od kilku miesięcy regularnie zastanawiamy się, czy Azzurre rzeczywiście wykonują na naszych oczach jakościowy skok i za kilka miesięcy nadarzy się okazja, aby tę tezę pozytywnie lub negatywnie zweryfikować. Bo oto ekipa trenera Soncina znalazła się może nie na autostradzie, ale z pewnością na drodze szybkiego ruchu do pierwszego w tym wieku realnego sukcesu w piłce reprezentacyjnej. No i wreszcie grupa C, która z oczywistych względów od tego momentu stała się nam najbliższa. Caroline Seger w ostatniej chwili postanowiła uratować temat, nie wsadzając swoich koleżanek na francusko-angielską minę, ale z Niemcami i Danią także nudy nie będzie. Znów trzeba wyciągnąć z szuflady teksty wspominające mundiale ’95 i ’03, a także niezapomniane z tysiąca powodów EURO ’13, znów z każdej szafki wyskakiwać będzie przemielona już chyba na popiół historia Pernille Harder i Magdaleny Eriksson, a co bardziej ambitni reporterzy dotrą nawet jej śladami do Linköping, gdzie miała ona swój początek. Kto wie, może w przypływie oryginalności ktoś zdecyduje się nawet wysłuchać historii bohaterki z Gamla Ullevi Stiny Lykke Petersen lub wspomnieć o najbardziej nieprawdopodobnych barażach i dniu, w którym całą Szwecję uratowała Charlotte Rohlin (nota bene, także idealna bohaterka potencjalnie inspirujących tekstów). Pewną nowością jest w tym całym zamieszaniu reprezentacja Polski, czyli drużyna stanowiąca znak zapytania chyba nawet dla jej sympatyków. Bo niby z jednej strony mówimy o zespole prowadzonym w bój przez jedną z czołowych piłkarek globu, która bynajmniej nie jest w swoich dążeniach osamotniona, a z drugiej mamy świeżo w pamięci ciąg kompromitujących występów polskiej defensywy w zakończonych właśnie eliminacjach. I jeżeli w tym zakresie nie nastąpi w najbliższych miesiącach wyraźna poprawa (a wielu okazji do testów podopieczne selekcjonerki Patalon w związku z występami w grupie B Ligi Narodów mieć nie będą), to zderzenie z poważnym, turniejowym może okazać się dla debiutantek bardzo nieprzyjemne.
W sporcie, jak i w życiu, pół roku to jednak szmat czasu, więc analizę ewentualnych szans i zagrożeń zostawimy sobie na później. Dziś możemy już natomiast przedstawić plan gier szwedzkiej kadry w fazie grupowej EURO ’25, bo to zawsze znak, że oto można (a nawet wypada) rozpocząć nieco bardziej szczegółowe planowanie. Szwajcario, nadjeżdżamy, tam przynajmniej na pewno nas z nikim nie pomylą!

Terminarz reprezentacji Szwecji – faza grupowa EURO 2025:
4. lipca – Szwecja vs Dania (Genewa)
8. lipca – Szwecja vs Polska (Lucerna)
12. lipca – Szwecja vs Niemcy (Zurych)


















