Gröna, vita, oslagbara…

jubel

Trzydzieści osiem lat wyczekiwania dobiegło końca! Po niemal czterech dekadach Hammarby znów na szczycie Damallsvenskan (Fot. Bildbyrån)

Hammarby mistrzem, Häcken i Linköping na ligowym podium, Bromma w barażach, Uppsala w Elitettan – gdyby wczoraj wieczorem przeanalizować wszystkie możliwe scenariusze, to właśnie takie rozstrzygnięcia wydawałyby się tymi najbardziej logicznymi. Sobotnie popołudnie dobitnie pokazało jednak, że sport potrafi generować wielkie emocje nie tylko wtedy, gdy jesteśmy świadkami ogromnych sensacji lub ciągłych zwrotów akcji. Bo nawet jeśli zgodzimy się co do tego, że na koniec dnia jedyną realną niespodziankę sprawiły dziś piłkarki Vittsjö, nieoczekiwanie chyba nawet dla samych siebie stając się drużyną numer jeden w Skanii, to na pozostałych arenach również działo się całkiem sporo, a gole w całym kraju padały z niespotykaną na co dzień regularnością. Miłośnicy futbolu w wydaniu defensywnym (tak, tacy też chodzą po Ziemi) w wielu sytuacjach mogli jedynie łapać się za głowy, ale jeśli należycie do tej grupy, dla której piłka nożna kojarzy się przede wszystkim z dźwiękiem trzepoczącej siatki, to ta multiliga najpewniej z nawiązką spełniła wasze oczekiwania. Choć nie da się ukryć, że po ostatnim gwizdku cieszyli się przede wszystkim ci, którym zdecydowanie najbliższe są barwy zielone i białe.

Kilka tysięcy fanów z Södermalm na trybunach Platinumcars Areny ani trochę nie zdeprymowało bowiem podopiecznych Pabla Pinonesa-Arce, które błyskawicznie zadały kłam teoriom, że presja wyniku może im bardziej zaszkodzić niż pomóc. Szturm na szesnastkę Norrköping rozpoczął się niemal od pierwszej minuty i niezwykle szybko przyniósł on wymierne korzyści. Do linii końcowej zbiegła operująca na prawej flance Emma Westin i choć z jej podania nie skorzystała nabiegająca na wprost bramki Ellen Wangerheim, to znajdująca się tuż za jej plecami Madelen Janogy zrobiła, co zrobić trzeba było. Szybko strzelony gol mocno ułatwił gościniom z Södermalm zadanie, ale w żadnym razie nie załatwiał jeszcze sprawy, więc o żadnej zachowawczej grze ze strony liderek Damallsvenskan nie mogło być mowy. Najskuteczniejsza snajperka Bajen także była tego absolutnie świadoma i na kwadrans przed przerwą to znów jej celny strzał sprawił, że wypełniony do ostatniego miejsca zielono-biały sektor za bramką gospodyń oszalał ze szczęścia. W roli asystentki tym razem wystąpiła Smilla Vallotto, a prowadzenie różnicą dwóch goli wydawało się całkiem przyzwoitą pozycją wyjściową na niespełna godzinę przed końcem tegorocznej, ligowej kampanii. Tym bardziej, że z Hisingen zdawały się napływać cokolwiek optymistyczne z perspektywy fanów Hammarby wieści.

Tak, obraz meczu na Bravida Arenie był dokładnie taki, jak prognozowaliśmy w naszej krótkiej zapowiedzi. Häcken atakował, Häcken dominował, Piteå grało mniej więcej tak, jak oczekiwalibyśmy od zespołu mającego do wygrania wyłącznie prestiż w zderzeniu ze zmotywowanym ponad wszelkie granice przeciwnikiem. I nie chodzi tu bynajmniej o brak zaangażowania, bo przecież nie było przypadku w tym, że Wilma Carlsson schodziła na przerwę z głową owiniętą zakrwawionym bandażem, a Anam Imo własnym ciałem blokowała zmierzającą do siatki futbolówkę. Piłkarki z Norrbotten rozgrywały jednak klasyczny, ligowy mecz, a ich rywalki z Hisingen prezentowały się jak drużyna, dla której jutro mogłoby nigdy nie nadejść. I nie ma co ukrywać, że rezultat takiej potyczki jest zazwyczaj dość łatwy do przewidzenia, choć tym razem klucz do sukcesu leżał w detalach. Bo Häcken nie tyle musiał w sobotę wygrać, co strzelać, strzelać i nie przestawać. A to akurat, pomimo taśmowo stwarzanych okazji, szło gospodyniom niesamowicie opornie. Przed przerwą tylko raz udało się umieścić futbolówkę w siatce Samanthy Murphy, gdy Katriina Kosola wykończyła efektowny, indywidualny rajd Anny Anvegård. Przy tak skromnym prowadzeniu mistrzowska jawiła się jako niezwykle odległy cel, ale libańsko-meksykański sztab szkoleniowy z Hisingen nie zamierzał bez walki zaakceptować takiego rozwoju wypadków. Trzy roszady personalne w połączeniu z motywującymi słowami w szatni (tych akurat nie słyszeliśmy, ale możemy sobie wyobrazić) sprawiły, że za sprawą rezerwowej Aishy Masaki szybko zrobiło się 3-0, a po chwili Rosa Kafaji bezbłędnie zamieniła rzut karny na trafienie numer cztery. Häcken ewidentnie zdawał się łapać zwycięski rytm, a czasu na to, aby skompletować efektowny comeback wciąż pozostawało jeszcze całkiem sporo, czyli mniej więcej trzydzieści minut.

Tymczasem w Norrköping liderki z Södermalm niezmiennie prowadziły różnicą dwóch goli, ale teraz to gospodynie zdawały się coraz bardziej przejmować boiskową inicjatywę. Oczywiście, Kanutte czy Hasund miały swoje okazje, aby chyba już definitywnie rozstrzygnąć kwestię mistrzostwa, ale jednak od pewnego momentu to pod bramką Tamminen robiło się zdecydowanie ciekawiej. Niejako zgodnie z tradycją, fińską golkiperkę postanowiła postraszyć także jedna z klubowych koleżanek, ale na szczęście dla gościń niefortunna interwencja Jonny Andersson nie przyniosła poważniejszych konsekwencji. Ambicja My Cato oraz Wilmy Leidhammar sprawiała, że beniaminek nie ustawał w dążeniu do uzyskania przynajmniej kontaktowego trafienia, ale tym razem na chęciach trzeba było niestety poprzestać. Końcowy gwizdek oznajmił wszystkim, że oto Hammarby zwyciężył w meczu 26. kolejki Damallsvenskan, ale nie było to jeszcze jednoznaczne z sygnałem do rozpoczęcia wyczekiwanych od niemal czterdziestu lat celebracji. Z tym trzeba było jeszcze poczekać, gdyż na Bravida Arenie wciąż grano w piłkę, a Häcken szukał piątego i szóstego gola na tyle desperacko, że rolę rozgrywającej brała na siebie już nie tylko Aivi Luik, co Jennifer Falk. Napór gospodyń okazał się jednak nieskuteczny, w wyniku czego po raz trzeci z rzędu w Hisingen trzeba było zadowolić się srebrnymi medalami i poczuciem tego, że ten najważniejszy cel nawet dziś znajdował się naprawdę na wyciągnięcie ręki. Kolejny raz przekonaliśmy się jednak, że w futbolu różnica między zwycięstwem, a jego brakiem potrafi być niesamowicie cienka.

Żeby było zabawnie, przez kilkadziesiąt sekund wirtualnymi mistrzyniami Szwecji mogły tytułować się piłkarki Linköping, które zabrały się do roboty niezwykle szybko i już po pięciu minutach dzięki jednemu, magicznemu podaniu Yuki Momiki całkowicie rozmontowały defensywę z Kristianstad. Podopieczne Elisabet Gunnarsdottir odpowiedziały jednak jeszcze bardziej spektakularnie, a swój najlepszy w krótkiej póki co pierwszoligowej przygodzie mecz dwiema asystami uświetniła osiemnastoletnia Tilda Sandén. Wymiana ciosów na Bilbörsen Arenie trwała jednak w najlepsze, licznie zebrani na trybunach fani nie musieli szukać alternatywnych metod rozgrzewkowych, a ostatecznie wychodzili chyba ze stadionu względnie usatysfakcjonowani. Bo choć to rywalki przez większą część spotkania przeważały, to cała potyczka zakończyła się remisem, Cornelia Kapocs zaklepała tytuł najlepszej snajperki sezonu, a Japonka Momiki zwyciężyła w klasyfikacjach asystentek oraz punktowej. Stratę dwóch oczek przez Kristianstad skrupulatnie wykorzystało Vittsjö i to właśnie wieś położona nieopodal Hässleholm jest od dziś nieformalną, piłkarską stolicą Skanii. Choć kto wie, czy na Behrn Arenie udałoby się podopiecznym trenera Kristianssona zwyciężyć, gdyby wydatnie nie pomogła im w tym Hannah Davison, prezentując w 49. minucie zagranie z pogranicza mieszanych sztuk walki i boksu tajskiego. W teorii interesująco wyglądała rywalizacja o uniknięcie bezpośredniej degradacji, choć gdzieś w środku cały czas mieliśmy przekonanie, że przegrywająca kolejno 0-1 i 1-2 Bromma skutecznie odwróci losy rywalizacji z Växjö. Tak też koniec końców się stało, choć gdyby w 88. minucie sytuacyjny strzał z dystansu w wykonaniu Emmy Pennsäter poleciał o kilka centymetrów niżej, to wtedy zrobiłoby się naprawdę ciekawie. Zgodnie z przewidywaniami z najwyższą klasą rozgrywkową żegna się więc Uppsala, której na pocieszenie pozostaje świadomość, że budowany przecież na występy w Elitettan zespół realnie pozostawał w grze przynajmniej o baraże aż do ostatniej kolejki. W której zresztą zaprezentował się z pierwszorzędnej strony, a Klara Folkesson oraz Maria Poli z całą pewnością po latach będą wspominać zwycięski wyjazd na Stadion Olimpijski nie tylko z tej gorzkiej strony.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2

Wielka Sobota

hif

Czy już w najbliższą sobotę spełni się przepowiednia z efektownej oprawy fanów Hammarby?

Takie oryginalne sobie wybraliśmy życie, że od marca do listopada upływające dni i tygodnie niezmiennie odmierza nam ligowy terminarz. Nadejście jesieni, a wraz z nią coraz silniejszych podmuchów chłodnego wiatru, zwiastuje jednak niezbicie, że oto już za chwilę kolejna całoroczna kampania znajdzie się na finiszu, a my – z poczuciem lepiej lub gorzej wypełnionego obowiązku – będziemy mogli przejść na tryb kilkumiesięcznego zimowego wyczekiwania. Zanim jednak na dobre rozstaniemy się z tegoroczną Damallsvenskan, wręczymy należne zwyciężczyniom medale oraz wyróżnienia indywidualne, czeka nas jeszcze ostatni, wypełniony sportowymi emocjami weekend. I w zasadzie bez względu na końcowe rozstrzygnięcia, nie mamy najmniejszych wątpliwości, że okaże się on absolutnie wyjątkowy, gdyż piłkarska multiliga od wielu lat nie zapowiadała się tak smakowicie. Aż na pięciu stadionach gra toczyć się będzie bowiem o realną stawkę, a jeśli założymy, że w Vittsjö poważnie podchodzą do walki o nieformalny prymat w Skanii, to i na Behrn Arenę warto będzie w sobotnie popołudnie od czasu do czasu rzucić okiem. Miało być ciekawie i emocjonująco do samego końca? No to dokładnie tak jest!

Zdecydowanie najwięcej emocji wzbudza oczywiście wyścig czołowej trójki o mistrzowski tytuł. Piłkarki Hammarby w teorii zależne są już wyłącznie od siebie samych, ale wywiezienie kompletu punktów z niełatwego przecież terenu w Norrköping wcale nie musi okazać się wyłącznie formalnością. Szczególnie, jeśli przypomnimy sobie, co w wiosennym starciu tych zespołów robiła przed przerwą Jennie Egeriis. Wtedy jednak pierwszoplanową postacią w sztokholmskiej talii okazała się Anna Tamminen i to właśnie jej interwencje pozwoliły podopiecznym trenera Pinonesa-Arce uniknąć nieoczekiwanej straty punktów w rywalizacji z ambitnym beniaminkiem. Za sprawienie skutecznej tym razem niespodzianki przez lokalne konkurentki kciuki ściskać będą w Linköping, choć aby dać sobie szansę na medal z cenniejszego kruszcu, zawodniczki LFC muszą przede wszystkim zadbać o to, aby samemu się na ostatniej przeszkodzie nie potknąć. Tym bardziej, że Kristianstad przyjedzie do Östergötland potrójnie zmotywowany: po pierwsze do gry po długiej rekonwalescencji gotowe są Melina Loeck oraz Emma Petrovic, po drugie wypadałoby zorganizować trzem klubowym legendom naprawdę godne pożegnanie, po trzecie na szali niezmiennie leżeć będzie tytuł nieformalnej, piłkarskiej stolicy Skanii. Paradoksalnie, zdecydowanie najłatwiejsze zadanie może czekać za kilkadziesiąt godzin piłkarki Häcken, bo choć Piteå to bezsprzecznie największa rewelacja tegorocznych rozgrywek, to do odległego Hisingen ekipa z Norrbotten poleci bez wyraźnie skonkretyzowanego celu. Walka o ligowe podium jest już całkowicie nierealna, spadek na lokatę niższą niż czwarta też klubowi nie grozi, Anam Imo klasyfikacji strzelczyń lub asystentek raczej nie wygra, a głupio byłoby w takich okolicznościach złapać na Bravida Arenie niepotrzebną kontuzję. To wszystko nie oznacza oczywiście, że gospodynie bez większego wysiłku odniosą w sobotę okazałe zwycięstwo, ale niewątpliwie to właśnie w tym zestawieniu papierowe faworytki wskazać zdecydowanie najłatwiej.

Korespondencyjną rywalizacją o uniknięcie bezpośredniej degradacji do Elitettan żyć będą natomiast fani z Brommy i Uppsali. Póki co o jeden punkt bliżej celu znajdują się zawodniczki z zachodniego Sztokholmu, ale aby utrzymać lokatę gwarantującą prawo gry w barażach, muszą one w swoim ostatnim meczu osiągnąć wynik nie gorszy niż ich bezpośrednie rywalki. Jeżeli zatem Uppsala podzieli się punktami z Djurgården, to Bromma będzie musiała przynajmniej wyrównać to osiągnięcie w starciu z Växjö. W teorii podopiecznym Daniela Gunnarsa sprawę ułatwia fakt, że piłkarki ze Småland swój nadrzędny na obecny sezon cel zrealizowały już przed tygodniem, ale czy w związku z tym możemy mówić już o definitywnym rozstrzygnięciu? Zdecydowanie nie, a w Uppsali niezmiennie wierzą w cuda, gdyż w takich kategoriach należałoby traktować fakt, że budowana przecież na Elitettan kadra zdołałaby ukończyć ligowe zmagania na lokacie wyższej niż trzynasta.

Do tego wszystkiego dodajmy jeszcze wyjazd wspomnianego już Vittsjö na Behrn Arenę, gdzie – jako się rzekło – zawodniczki z najsłynniejszej, piłkarskiej wsi w Europie staną przed szansą odblokowania kolejnego questa, jakim niewątpliwie będzie miano drużyny numer jeden w Skanii. Aby to się wydarzyło, trzeba jednak nie tylko pokonać na wyjeździe Örebro, ale jeszcze liczyć na potknięcie zawodniczek z Kristianstad w Linköping. Sobotnie, pierwszoligowe granie powinno zatem dostarczyć nam całkiem solidną dawkę emocji, ale gdyby ktoś z jakiegoś powodu wciąż odczuwał ich niedosyt, to w niedzielę na swoją własną multiligę zaprasza Elitettan. Tam akurat najbardziej istotne rozstrzygnięcia na górze mamy już za sobą, ale korespondencyjna rywalizacja klubów z Sundsvall, Bromölli oraz Bollstanäs o pozostanie na szczeblu centralnym zapowiada się równie frapująco. A skoro tak, to pozostaje chyba tylko życzyć udanego weekendu…

Dzień jeden w roku

hifbkh

Zwycięstwo w meczu dekady smakuje jeszcze lepiej na wypełnionej niemal po brzegi Tele2 Arenie (Fot. Hammarby IF)

Stali bywalcy tej witryny doskonale zdają sobie sprawę z tego, że na co dzień staramy się unikać tutaj skrajnych emocji i nazbyt mocnych słów. Wiadomo, epoka wszechobecnego clickbaitu rządzi się swoim prawami, ale na szczęście wciąż istnieją miejsca, gdzie szacunek do czytelnika ceni się zdecydowanie wyżej niż licznik odsłon. I to przede wszystkim z tego powodu niezwykle rzadko przeczytacie tu o meczach roku, transferach stulecia, czy hiper-super-sensacyjnych rozstrzygnięciach, które w równoległej rzeczywistości dziwnym trafem zdarzają się po kilka razy w tygodniu. Czasami jednak nadchodzi taki dzień i takie wydarzenie, że nawet najbardziej doniosłe słowa zdają się być jak najbardziej na właściwym miejscu. I nie ma co ukrywać, że dzisiejsze starcie na wypełnionej ponad piętnastoma tysiącami widzów Tele2 Arenie w Sztokholmie, było dokładnie takim wyjątkiem. Bo biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności, na mecz o zbliżonej randze szwedzka piłka klubowa czekała aż jedenaście długich lat. Jesienią 2012 w bezpośredniej potyczce o tytuł zmierzyły się ekipy z Malmö i Tyresö, a dziś przyszło nam emocjonować się rywalizacją piłkarek Hammarby oraz Häcken. I choć widowiska te różniły się od siebie niemal wszystkim, to nietrudno odnaleźć w nich jeden element wspólny: w obu przypadkach zespół ze stolicy okazywał się ostatecznie o jedno trafienie lepszy.

Tym razem nie było jednak mowy o żadnym zachowawczym 1-0, a prawdziwe emocje rozgorzały na dobre zanim wszyscy kibice zdążyli jeszcze zająć na trybunach przypisane im miejsca (z powodu długich kolejek do stadionowych kołowrotków pierwszy gwizdek i tak opóźniono o kilkanaście minut). Pozytywnie naładowanym gospodyniom wystarczyło bowiem zaledwie dziewięćdziesiąt sekund, żeby Smilla Vallotto zagrała świetną, prostopadłą piłkę, a Madelen Janogy sprytnie dała się powalić w szesnastce gościń Marice Bergman Lundin. Protesty ławki rezerwowych z Hisingen nie przyniosły wiele pożytku, sędzia Lovisa Johansson bez wahania wskazała na wapno, a próbę nerwów z Jennifer Falk kapitalnie wytrzymała Eva Nyström. Szybko stracony gol ani trochę nie podłamał jednak podopiecznych trenera Maka Linda i jeszcze przed upływem inauguracyjnego kwadransa dwie wyborne okazje do wyrównania stanu rywalizacji miała Anna Anvegård. Za pierwszym razem na drodze do pełni szczęścia stanął jej jednak słupek, a za drugim – zresztą nie po raz ostatni tego wieczora – rewelacyjna Anna Tamminen. Sam mecz niezmiennie toczył się jednak na niespotykanej często w Damallsvenskan intensywności, a okazje tworzone były z mniej więcej zbliżoną częstotliwością pod obiema bramkami. Z tą jednak różnicą, że o ile gościnie nijak nie potrafiły skierować futbolówki do siatki, o tyle zawodniczki Bajen czyniły to z chirurgiczną wręcz precyzją. Na 2-0 podwyższyła rozgrywająca do tego momentu pierwszoplanową partię Madelen Janogy, a trzeci cios niedługo później wyprowadziła przytomnie podłączająca się do akcji na lewym wahadle Jonna Andersson, korzystając zresztą z równie przemyślanego odegrania Ellen Wangerheim. Stadionowy zegar wskazywał wówczas 23. minutę, a Häcken, który przyjechał do Sztokholmu przypieczętować drugi w historii klubu mistrzowski tytuł, ewidentnie znalazł się na deskach, sprawiając przy tym wrażenie wyraźnie zamroczonego.

Jeśli jednak jest w naszej lidze klub, dla którego sytuacje beznadziejne po prostu nie istnieją, to szukać należy go właśnie w Hisingen. Wicemistrzynie Szwecji przecież dopiero co dwukrotnie odwracały losy rywalizacji w eliminacjach Ligi Mistrzyń, więc i tym razem – zamiast lamentować – postanowiły błyskawicznie zabrać się do odrabiania strat. Taktyczna zmiana Katariiny Kosoli na Elmę Nelhage, płynne przejście na ustawienie z trójką stoperek, Bergman Lundin rehabilitująca się za trochę nieprzemyślany faul z drugiej minuty i Hanna Wijk precyzyjnie, choć nieco szczęśliwie pakująca piłkę do siatki pod brzuchem Tamminen – tak wyglądała w telegraficznym skrócie odpowiedź Os z Västergötland. A będąc nieco bardziej precyzyjnym: jej pierwsza część, ponieważ Häcken nie zamierzało zadowalać się honorowym trafieniem na 1-3. Jeszcze przed przerwą upragniony kontakt mogła dać swojej drużynie Rosa Kafaji, ale i ona obiła jedynie słupek sztokholmskiej bramki. Początek drugiej połowy to znów optyczna przewaga gościń, choć piłkarkom trenera Pinonesa-Arce stosunkowo długo udawało się wybijać rozpędzające się rywalki z optymalnego z ich perspektywy rytmu. Błyskawicznie zauważył to Mak Lind, a jego reakcją było zastąpienie Kafaji oraz Felicii Schröder dwójką dynamicznych skrzydłowych w osobach Aishy Masaki i Moniki Jusu Bah. Coraz bardziej zmęczone piłkarki Hammarby miały olbrzymie trudności ze zneutralizowaniem funkcjonującej na niesamowicie wysokich obrotach maszyny z Hisingen, choć Simone Boye do spółki z Alice Carlsson znów robiły naprawdę wiele, aby skutecznie czyścić przedpole bramki Anny Tamminen. Bywało jednak, że w drodze po upragnione zwycięstwo ponownie trzeba było liczyć na przychylność fortuny, a ta – zupełnie jak kilkadziesiąt minut wcześniej – raz jeszcze uśmiechnęła się do zawodniczek z Södermalm, gdy więcej niż stuprocentowej okazji nie wykorzystała Jusu Bah. Rezerwowa Häcken swoje i tak zdążyła jeszcze zrobić, gdyż to właśnie jej centra na głowę Masaki sprawiła, że w sektorze gości na trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry znów zaczęła tlić się nadzieja. Zawodniczkom z zachodniego wybrzeża do zachowania jak najbardziej korzystnego z ich punktu widzenia statusu quo wystarczał przecież remis, a od tej chwili dzielił je od niego zaledwie jeden gol. A ten najpewniej padłby po sytuacyjnym strzale Anny Sandberg, z którym jednak w sobie tylko znany sposób poradziła sobie Tamminen. I raz jeszcze, zupełnie jak w meczach przeciwko Djurgården, Uppsali, Rosengård, Kristianstad i wielu, wielu innych, rywalki Hammarby w najważniejszym momencie meczu odbiły się od fińskiej ściany, a zamiast koronacji mieliśmy na koniec piłkarskiego weekendu zmianę na fotelu liderek. I bez względu na to, co wydarzy się w najbliższą sobotę, chyba nikt nie ma wątpliwości, do kogo powinna trafić w bieżącej kampanii statuetka MVP.

Na innych arenach:

Jako się rzekło, mecz dekady nie trafie się co tydzień, ale na innych ligowych arenach także działo się w ostatnich godzinach całkiem sporo. A skoro tak, to czas na subiektywny speedrun po najciekawszych wydarzeniach, które mogły was ominąć, gdy na przykład byliście w drodze na Tele2 Arenę:

Czas wzruszających pożegnań w Kristianstad. Po kilkunastu latach w pomarańczowych barwach z klubem ze wschodniej Skanii rozstają się Mia Carlsson, Therese Ivarsson oraz trenerka Elisabet Gunnarsdottir. Terminarz ułożył się o tyle ciekawie, że ostatnim domowym meczem było dla wspominanej trójki derbowe starcie z Rosengård, a każdy wynik poza porażką miejscowych oznaczał, że Kristianstad po raz pierwszy w historii zakończy rozgrywki wyżej od zdecydowanie bardziej utytułowanego, lokalnego rywala. Bardzo długo zanosiło się jednak, że przyjezdne z Malmö skutecznie wcielą się w rolę party poopers, a to wszystko za sprawą akcji nieco zapomnianego tej jesieni duetu Olivia Schough – Jessica Wik. Tuż przed końcem spotkania do remisu strzałem głową doprowadziła jednak Emmi Alanen, a uczyniła to w stylu tak efektownym, że choćby dla tej jednej akcji warto odwinąć sobie derbowy skrót.

Örebro zostaje w Damallsvenskan na kolejny rok (no, chyba że komisja licencyjna zdecyduje inaczej)! Nieco ponad trzy miesiące temu Audrey Harding lamentowała, że futbol to bardzo niesprawiedliwa dyscyplina sportu, a inspiracją do wygłoszenia tej odważnej skądinąd tezy był fakt, że Uppsala wywiozła z Behrn Areny komplet punktów, choć z przebiegu gry ani trochę na to nie zasługiwała. Od tamtych chwil minęło jednak trochę czasu, w Svartån zdążyło już upłynąć trochę wody, a my ponownie przekonaliśmy się, że z tym futbolowym bilansem szczęścia i pecha koniec końców wychodzi najczęściej na zero. Tym razem role całkowicie się bowiem odwróciły i to Örebro cieszyło się ze zwycięstwa w meczu, którego w teorii wygrać nie miało prawa. A w pomeczowym wywiadzie to Agnes Nyberg mogła jedynie zastanawiać się dlaczego po strzałach Danielsson i Sarjanoji futbolówka wtaczała się do siatki, a po równie dopieszczonych próbach Ries i Folkesson fani w Uppsali jedynie z niedowierzaniem łapali się za głowy.

W Piteå spadły już pierwsze, listopadowe śniegi, a na LF Arenie ekipa Stellana Carlssona wzorowo wypunktowała Brommę. Nieoczywistą bohaterką Norrbotten została tym razem Selina Henriksson, która miała bezpośredni udział przy obu ustawiających mecz golach w pierwszej połowie. Ci, którzy czekali przede wszystkim na błysk geniuszu Anam Imo, także się doczekali, a największą beneficjentką powstałego w ten sposób zamieszania okazała się Emma Viklund, gdyż to jej strzał do pustej już bramki gościń ze Sztokholmu ustalił wynik meczu na 3-0. Taki rezultat na dalekiej Północy oznaczał, że pewne pierwszoligowego bytu mogło być też Växjö. Podopieczne Olofa Unogårda nie chciały jednak polegać wyłącznie na innych, a utrzymanie w krajowej elicie przypieczętowały zwycięstwem 2-0 nad stołecznym Djurgården. Co ciekawe, spotkanie w Småland jeszcze przed przerwą przerwano na niemal pół godziny z powodu alarmu przeciwpożarowego, ale nieplanowana pauza ani trochę nie przeszkodziła Amerykance Larkin Russell w ustrzeleniu efektownego dubletu. Przy pierwszym golu asystowała jej znajdująca się jesienią w wybornej dyspozycji Tilde Johansson, a trafienie numer dwa to już efektowna bomba bezpośrednio z rzutu wolnego, z którą nie poradziła sobie jej rodaczka Katelin Talbert.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2

Awans, który nadszedł zbyt szybko

contentmedium

Trelleborg już za kilka miesięcy stanie się kolejnym pierwszoligowym miastem na piłkarskiej mapie Szwecji (Fot. Johanna Wallén)

Historia futbolu zna wiele przypadków, w których ambitny, długofalowy projekt udawało się ostatecznie zrealizować przed planowanym terminem. Ten najbardziej sztandarowy przykład to oczywiście słynna, japońska strategia Nadeshiko Vision, choć i na krajowym podwórku też mieliśmy przecież konsekwentnie wspinające się po ligowej drabinie ekipy z Växjö czy Norrköping, którym przyszło zasmakować pierwszoligowej piłki dokładnie dwanaście miesięcy wcześniej niż w swoich najbardziej optymistycznych założeniach przewidywali to klubowi włodarze. Wydarzenia te nieprzypadkowo przywołujemy akurat dziś, bo oto na boiskach Elitettan właśnie wydarzył się kolejny awans, którego u progu obecnego sezonu nikt raczej nie prognozował. Nikt z wyjątkiem piłkarek z Trelleborga, które zaledwie rok temu cieszyły się z perspektywy gry na szczeblu centralnym i odważnie zapowiadały, że w roli beniaminka postarają się odcisnąć na drugoligowym pejzażu swoją pieczęć. Mało kto przypuszczał jednak, iż okaże się ona aż tak wyraźna, że już wiosną 2024 będziemy mogli zaprosić wszystkich na premierową relację z meczu Damallsvenskan rozgrywanego w pięknym, portowym mieście południowej Skanii, które dotąd kojarzyło się raczej z wszechobecnymi promami, czy jedynym w kraju pełnowymiarowym torem kolarskim zlokalizowanym w całości na świeżym powietrzu. Już za kilka miesięcy krajobraz ten uzupełni także pierwszoligowa drużyna piłkarska i trzeba przyznać, że jest to perspektywa cokolwiek ekscytująca nie tylko dla fanów z Trelleborga i okolic.

Możemy spodziewać się, że jak to często w przypadku promocji do najwyższej klasy rozgrywkowej bywa, kadrę TFF czeka zimą całkiem solidna przebudowa. Warto jednak przyjrzeć się zawodniczkom, które do wywalczenia historycznego awansu dołożyły chyba największą cegiełkę. Choć oczywiście jak zawsze zastrzegamy, że jest to wybór całkowicie subiektywny, gdyż w jednym z najbardziej zespołowych sportów żaden sukces nie byłby możliwy bez wysiłku całej drużyny. Skoro jednak czas na rozdawanie indywidualnych laurek, to jedna z nich bez wątpienia powinna powędrować w ręce Eliny Lenir. 23-letnia skrzydłowa ma już za sobą krótką, pierwszoligową przygodę w barwach Limhamn Bunkeflo, a jej ostatnie występy (okraszone zresztą nagrodą dla Zawodniczki Miesiąca) sugerują, że bardzo chętnie sprawdziłaby się na tym poziomie raz jeszcze, choć tym razem już w zdecydowanie bardziej eksponowanej roli. Najlepszą strzelczynią zespołu z Trelleborga w trwających jeszcze rozgrywkach jest dwudziestoletnia Alice Egnér, choć w południowej Skanii chyba jeszcze większe nadzieje wiąże się z obdarzoną niespotykanym wprost instynktem strzeleckim charyzmatyczną i trochę nieobliczalną (w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu) Rio Strand. Jak to często w sporcie bywa, wielkich wyników nie byłoby bez solidnej defensywy, a tę formację TFF trzymają w ryzach takie osobowości jak wychowanka FC Rosengård Edina Filekovic, czy mająca w swoim piłkarskim CV epizod w duńskim Brøndby Saga Ollerstam. Do tej układanki koniecznie powinniśmy dorzucić także Linnéę Prambrant, której historia – mocno naznaczona niestety poniesionymi z dala od sportowych aren traumami – niedawno znalazła się na czołówce jednego z najbardziej poczytnych szwedzkich dzienników. Pieczę nad ambitną i najwyraźniej nieuznającą kompromisów kadrą od pewnego czasu niezmiennie sprawuje 44-letni szkoleniowiec Joakim Gunnar Felldin, który powoli wyrasta nam na kolejnego po Olofie Unogårdzie narodowego specjalistę od awansów. A w związku z powyższym nadszedł chyba odpowiedni czas, aby zakrzyknąć tradycyjne:

Trelleborgs FF – witamy w Damallsvenskan!


Co ciekawe, znamy już także komplet zespołów, które w obecnych rozgrywkach okazały się najlepsze w każdej z grup na trzecim poziomie rozgrywkowym, wywalczając sobie w ten sposób prawo gry na szczeblu centralnym na wiosnę 2024. W gronie tym nie brakuje wielkich nazw, gdyż w grupie północnej bezkonkurencyjne okazały się zawodniczki Sunnanå SK (jak dotąd 32 sezony na poziomie Damallsvenskan), zaś na południu bez straty choćby jednego punkcika od zwycięstwa do zwycięstwa kroczyły piłkarki Malmö FF. Zdecydowanie najwięcej emocji przyniosła nam rywalizacja w grupie centralnej, gdzie dopiero ostatnia seria spotkań przesądziła o tym, że to atakujące z pozycji wiceliderek Örebro SK mogło otwierać szampany i zakładać okolicznościowe koszulki. Dla porządku dodajmy jeszcze, że na drugiej pozycji do ligowej mety dobiegły takie zespoły jak Team TG FF (Północ), Smedby AIS (Centrum) oraz IFK Göteborg (Południe). W teorii lokata ta nie gwarantuje oczywiście awansu szczebel wyżej, lecz doskonale wiemy, że w najbliższych tygodniach do gry wejdzie komisja licencyjna, a jej decyzje już wielokrotnie modyfikowały nam skład poszczególnych lig, sprawiając jednocześnie, że w niektórych ośrodkach trzeba było w trybie więcej niż pilnym modyfikować zimową strategię działania. Możemy zatem spodziewać się, że sportowych emocji także i w tym roku nie zabraknie również z dala od zielonej murawy.