Czekając na nową erę

uwcl

Wiele razy zdarzało nam się krytykować pomysły UEFA, ale zdarzało się również i tak, że szefowie europejskiego futbolu potrafili podjętymi przez siebie decyzjami bardzo pozytywnie zaskoczyć. Jednym z przykładów zdroworozsądkowego myślenia było powołanie do życia Ligi Narodów, która znacząco ograniczyła liczbę niepotrzebnych nikomu mismatchów podczas kolejnych eliminacyjnych kampanii (nie zapomnieliście jeszcze o hitowym starciu Anglii z Łotwą, prawda?), innym zaś całkowita reorganizacja rozgrywek klubowych. Nijak nieprzystająca do dzisiejszych realiów formuła Ligi Mistrzyń została zastąpiona fazą grupową, która po czterech latach płynnie przeistoczyła się w będącą obietnicą niespotykanych dotąd emocji fazę ligową. I choć doskonale zdaję sobie sprawę, że wśród czytelników tego tekstu nie brakuje futbolowych romantyków i konserwatystów (niepotrzebne skreślić), to raz jeszcze apeluję o potraktowanie tej rewolucyjnej nowinki bez uprzedzeń i wstrzymanie się z krytyką przynajmniej do grudnia. A jestem zadziwiająco spokojny, że wtedy głosów niezadowolenia będzie już jakby znacząco mniej. Ze szwedzkiej perspektywy chyba jeszcze istotniejsza zmiana dotyczy jednak zupełnie nowego organizmu, czyli Pucharu Europy. Wiadomo, że liczba miejsc w loży europejskich krezusów pozostaje ograniczona i nie każdy dysponuje środkami niezbędnymi do podjęcia rękawicy na poziomie fazy pucharowej Ligi Mistrzyń, więc dobrze się stało, że kluby spoza elitarnego grona (na chwilę obecną jego nieformalni członkowie to: Barcelona, Lyon, Chelsea, Man. City, Arsenal, PSG, Bayern, Real M. i Wolfsburg) także dostaną przestrzeń do zaprezentowania się na międzynarodowej scenie w roli innej niż support artystek pierwszego planu. Na popisy piłkarek Rosengårdu, Häcken oraz Hammarby w nowej erze europejskiego futbolu poczekamy jednak do jesieni, a wiosną przyjdzie nam emocjonować się ostatnią edycją Ligi Mistrzyń w nieco bardziej tradycyjnej formule. I słowo emocjonować nie pojawiło się tu bynajmniej przypadkowo, gdyż do fazy ćwierćfinałowej przedostali się wyłącznie wielcy, piękni i bogaci, którzy we własnym gronie rozstrzygną kwestię prymatu w klubowej piłce na naszym kontynencie.

Nie będziemy zatem przesadnie odkrywczy, gdy oznajmimy, iż dzisiejsze losowanie przyniosło nam hity. To było bowiem absolutnie pewne nawet przed jego rozpoczęciem, a jedyną niewiadomą stanowiła konfiguracja finałowej drabinki. Z tej ostatniej umiarkowanie zadowoleni mogą być w północnym Londynie, bo Arsenal (Stina Blackstenius, Lina Hurtig, Amanda Ilestedt, Rosa Kafaji) przynajmniej na papierze jawi się jako nieznaczny faworyt rywalizacji z madryckim Realem (Filippa Angeldal). Po tej samej stronie drzewka swoje miejsce znalazł także niezmiennie celujący w szybki powrót na europejski tron Lyon, który w ćwierćfinale zostanie przetestowany przez mający swoje problemy monachijski Bayern (Magdalena Eriksson, Linda Sembrant, Julia Zigiotti). Mistrzynie Niemiec zawczasu broni jednak z pewnością nie złożą, a że mówimy o drużynie potrafiącej zmobilizować się w chwili największej próby, to we francuskim Rodanie o spokojnych snach o bezkolizyjnym kursie na półfinał mowy być nie może. Drugą połówkę pucharowego jabłka stanowi wewnętrzna batalia dwóch najlepszych klubów poprzedniego sezonu FA WSL, w której Manchester City postara się zrewanżować za doznane ostatnimi czasy krzywdy londyńskiej Chelsea (Nathalie Björn, Johanna Kaneryd) oraz pozornie jednostronna, choć mająca całkiem świeże punkty odniesienia rywalizacja broniącej tytułu Barcelony (Fridolina Rolfö) z chyba wciąż trochę niedocenianym na salonach Wolfsburgiem (Rebecka Blomqvist). Nas cieszy jednak fakt, że w tych hitowych, generującej zainteresowanie kibiców z całego świata starciach, znalazło się miejsce dla kilkunastu szwedzkich kadrowiczek. To ich wyczyny będziemy oczywiście obserwować z największym zainteresowaniem, życząc realizacji sportowych celów każdej z nich, bez względu na klubowe barwy. Pod koniec maja w Lizbonie cieszyć będzie się tylko jeden z ośmiu pozostających aktualnie w grze zespołów, ale zanim to nastąpi, gorąco prosimy naszych europejskich potentatów o niezapomniane show i solidną dawkę piłkarskich emocji. Bo jak już zamykać jakąś erę, to koniecznie z właściwym dla tej okazji splendorem.

Hlin jedzie do Anglii

0_Hlin-Eiriksdottir

Transfer Hlin Eiriksdottir do Leicester City znacząco zmienił aktualny rozkład sił w Damallsvenskan (Fot. Plumb Images)

Zaledwie dwa tygodnie temu przedłużała kontrakt w Kristianstad, a dziś jest już po debiucie na boiskach angielskiej FA WSL. Ostatnie tygodnie to bez wątpienia niesamowicie intensywny czas w życiu Hlin Eiriksdottir, a jej decyzja o przenosinach na Wyspy Brytyjskie znacząco zmieniła układ sił w nieformalnej grupie pościgowej zespołów aspirujących do obsadzenia medalowych lokat w tegorocznej Damallsvenskan. Oddajmy jednak, że niekwestionowana liderka Pomarańczowych bynajmniej nie zostawiła swojego byłego klubu z niczym i teraz to trener Daniel Angergård oraz szefowie pionu sportowego KDFF będą mieli okazję wykazać się swoimi zdolnościami. No, chyba że rolę pierwszej armaty Kristianstad weźmie na swoje barki pozyskana z… Leicester Australijka Remy Siemsen, choć wykręcone przez nią głównie w barwach AIK statystyki na szwedzkiej ziemi są póki co dalekie od imponujących. We wschodniej Skanii nie takie cuda już jednak widzieli, choć nawet gdyby ziścił się scenariusz zakładający eksplozję formy 25-latki z przedmieść Sydney, to pierwszą linię KDFF i tak warto byłoby wzmocnić, a przynajmniej poszukać do niej solidnego wsparcia do rotacji. A skoro rozpoczęliśmy ten cały wywód od osoby Hlin Eiriksdottir, to z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że debiut w najbardziej medialnej europejskiej lidze wylosował się jej średnio udany. Leicester City doznał bowiem zaskakująco wysokiej porażki z całkowicie bezbarwnym dotąd Evertonem, a bohaterka tego tekstu nie wniosła po wejściu z ławki oczekiwanego impulsu do postawy ofensywy Lisic. Nie wątpimy jednak, że teraz może być już tylko lepiej i za taki właśnie obrót spraw mocno trzymamy kciuki.

Skoro zajrzeliśmy już do Anglii, to warto pozostać tam nieco dłużej i przekonać się jak w tym niezwykle wymagającym piłkarsko ekosystemie radzi sobie kilkunastoosobowa, szwedzka kolonia. A moment na przeprowadzenie takich analiz jest przecież całkiem niezły, wszak ligi rywalizujące klasycznym dla kontynentu systemem jesień-wiosna właśnie przekroczyły półmetek. Nasz przegląd rozpoczynamy tradycyjnie od Londynu i wiadomości, którą wczoraj podzieliła się ze światem Zecira Musovic. Paradoksalnie, informacja o ciąży 28-letniej golkiperki może okazać się bardziej kluczowa w kontekście hierarchii w bramce reprezentacji Szwecji, gdyż akurat w Chelsea niekwestionowaną jedynką od początku kadencji Sonii Bompastor pozostaje Hannah Hampton i nie daje bynajmniej powodów, aby cokolwiek w tej materii zmieniać. Wydarzenia ostatnich godzin zimowego okienka transferowego mogą wpłynąć także na pozycję Nathalie Björn, która pod koniec rundy jesiennej wskoczyła do wyjściowej jedenastki w miejsce kontuzjowanej Kanadyjski Kadeishy Buchanan. Skoro jednak The Blues właśnie wydały miliony monet na sprowadzoną do klubu z dalekiego San Diego Naomi Girmę, to raczej nie po to, aby sadzać ją na ławce rezerwowych lub na trybunach. Wewnętrzna rywalizacja zapowiada się więc nadzwyczaj frapująco, choć im dłużej Chelsea pozostaje aktywna na kilku frontach, tym większa szansa na regularne występy zawodniczek szerokiej kadry. Tą ostatnią kwestią najmniej musi się przejmować Johanna Kaneryd, choć najlepsza szwedzka piłkarka ubiegłego roku w styczniu nie prezentowała się na boisku aż tak imponująco jak na początku obecnych rozgrywek. Powodów do paniki nie ma jednak najmniejszych, gdyż wciąż mówimy tu o kluczowej zawodniczce jednego z czołowych, europejskich klubów.

Zecira Musovic w tym sezonie już nie zagra, ale ponieważ liczba aktywnych szwedzkich piłkarek w FA WSL musi się zgadzać, to tuż po Nowym Roku na boisku ponownie obejrzeliśmy Amandę Ilestedt. 32-letnia stoperka póki co zaliczyła jedynie dwa epizody z ławki, ale oba miały miejsce w niezwykle istotnych z perspektywy Arsenalu zwycięskich, wyjazdowych bojach. Trochę martwić może natomiast fakt, że z licznej niebiesko-żółtej kolonii w kadrze londyńskich Kanonierek w miarę regularnie szansę gry otrzymuje jedynie Stina Blackstenius, która najwyraźniej ani myśli zmieniać swoich boiskowych przyzwyczajeń. W miniony weekend była snajperka Linköping zaprezentowała bowiem wszystko to, co tak dobrze zapamiętaliśmy jeszcze z czasów jej popisów na szwedzkich murawach: najpierw dwie zmarnowane w kuriozalnych okolicznościach setki, a następnie zwycięski gol, zamykający na jakiś czas usta najbardziej gorliwym krytykom. W drugim z zespołów z północnego Londynu szansę debiutu otrzymała pozyskana zimą z Häcken Josefine Rybrink i – co warte podkreślenia – w rywalizacji z Manchesterem United pełniła rolę jednej z dwóch szóstek. Na swojej nominalnej pozycji lewej defensorki cały mecz zagrała natomiast Amanda Nildén, która w przeciwieństwie do występującej w kratkę ofensywnej pomocniczki Matildy Vinberg, wydaje się być jedną z pewniaczek w talii trenera Roberta Vilahamna. W pozostałych klubach najmocniejszą pozycję zdecydowanie wyrobiła sobie My Cato (Crystal Palace), która dopiero co uratowała ekipie beniaminka bezcenny punkt w wyjazdowej rywalizacji z Brightonem i pozostaje kandydatką numer jeden do przyznawanej przez fanów CPFC nagrody Piłkarki Miesiąca. Z umiarkowanym optymizmem mogą spoglądać w przyszłość Anna Sandberg (Manchester United) oraz Cornelia Kapocs (Liverpool), bo choć żadnej z nich nie nazwalibyśmy pierwszym wyborem swojego trenera, to jednak miejsce w szesnastoosobowej rotacji jest w ich przypadku niepodważalne. Zdecydowanie mniej sympatycznie przedstawia się za to sytuacja Mariki Bergman Lundin (West Ham), która w ekipie stołecznych Młotów zaliczyła jak dotąd wyłącznie mało znaczące epizody i niewiele przemawia za tym, aby ów stan miał ulec w najbliższej przyszłości znaczącej poprawie.

Drugą z najbardziej szwedzkich lig zagranicznych niezmiennie pozostaje włoska Serie A, więc i w jej przypadku pokusimy się o krótki raport. Z ofensywnego tercetu we Florencji ostała się nam tylko Madelen Janogy (w miniony weekend przedwcześnie opuściła plac gry w rywalizacji z Interem), ale skoro życie nie znosi próżni, to trzy szwedzkie napastniczki tym razem spotkały się w Neapolu. Klara Andrup, Marija Banusic oraz Loreta Kullashi zostały oddelegowane do misji obrony statusu pierwszoligowca dla tego słynnego, portowego miasta i choć przejściowa tabela nie napawa optymizmem, to wobec chociażby ogromnych kłopotów genueńskiej Sampdorii… mocno zdziwilibyśmy się, gdyby tegoroczna kampania zakończyła się w przypadku Napoli gorzkim smakiem degradacji. O zdecydowanie inne cele walczą natomiast z Juventusem stoperka Emma Kullberg oraz pomocniczka Hanna Bennison, które do rywalizacji w grupie mistrzowskiej na pewno przystąpią w roli liderek tabeli. Czy jednak ten fotel uda im się zachować i jaki udział będzie miał w tym ewentualnym sukcesie szwedzki duet? Odpowiedzi na te pytania poznamy dopiero za kilka miesięcy, gdyż trener Massimiliano Canzi niestandardowych decyzji bynajmniej się nie boi. Korespondencyjny pojedynek o ostatnie wolne miejsce we wspomnianej grupie mistrzowskiej stoczą natomiast Julia Karlernäs (Como) oraz Evelyn Ijeh (Milan), które póki co mogą być jak najbardziej usatysfakcjonowane swoimi indywidualnymi osiągnięciami. Suche liczby szczególnie obiecująco przedstawiają się w przypadku 23-letniej napastniczki z Mediolanu, która we wszystkich rozgrywkach zanotowała już sześć goli oraz pięć asyst, wygrywając tym samym rywalizację o miejsce w wyjściowej jedenastce Wiśniowo-Czarnych z tak solidnymi konkurentkami jak Nadia Nadim czy Nikola Karczewska. Ze wzmożoną uwagą będziemy ponadto śledzić włoskie losy FIlippy Curmark (Fiorentina) oraz Olivii Schough (Inter), które dość nieoczekiwanie zdecydowały się tej zimy na przenosiny właśnie do zazwyczaj niezwykle gościnnej dla szwedzkich piłkarek Serie A.

A skoro z Mediolanu czy Turynu dosłownie rzut kamieniem do Bawarii, to spieszymy z informacją, że swój tegoroczny strzelecki licznik w Bundeslidze uruchomiła właśnie Magdalena Eriksson. To jej główka po dośrodkowaniu Carolin Simon z rzutu rożnego pozwoliła Bayernowi dopisać do swojego dorobku trzy punkty na niełatwym terenie w Lipsku, dzięki czemu obrończynie mistrzowskiego tytułu zachowały póki co fotel wiceliderek obecnych rozgrywek. W Monachium kolejny raz przekonaliśmy się także, że w futbolu nieszczęście jednego bywa czasami szansą dla innych, gdyż wobec poważnych urazów obu żelaznych liderek środka pola (Sary Zadrazil oraz Georgii Stanway), długo wyczekiwaną szansę otrzymała w wyjściowej jedenastce Julia Zigiotti i możemy spodziewać się, że była piłkarka Hammarby i Brightonu wiosną będzie mogła liczyć na zdecydowanie więcej minut od trenera Alexandra Strausa. I nie trzeba chyba dodawać, że jest to nadzwyczaj sprzyjająca informacja dla wszystkich sympatyków reprezentacji Szwecji, choć oczywiście zdecydowanie wolelibyśmy przekazywać ją w znacząco innych okolicznościach.

Przystanek Damallsvenskan

4CB3D046F3CD0AC925060533B361C846927B6D7FDBD1F85980113962B886F26F_713x0

Alexandra Johannsdottir tej zimy zamieniła fiolet na pomarańcz i Serie A na Damallsvenskan (Fot. Visir)

W szwedzkiej piłce nożnej styczeń nazywany jest przede wszystkim miesiącem transferów, więc nic dziwnego, że i u nas to właśnie ta tematyka zajmuje obecnie zdecydowanie najwięcej czasu antenowego. Wiele kluczowych ruchów zdążyliśmy podsumować już przy okazji poprzedniej aktualizacji, lecz bez obaw – działacze i skauci reprezentujący większość klubów Damallsvenskan bez wytchnienia harują w pocie czoła, aby i tym razem było o czym pisać. Bo choć jesteśmy w pełni świadomi naszej pozycji w europejskim, futbolowym ekosystemie, to okres przerwy międzysezonowej absolutnie nie musi kojarzyć się nam tylko i wyłącznie z sentymentalnymi rozstaniami. Jasne, jak co roku wiele gwiazd minionych rozgrywek wybyło z kraju w nadziei na podbój którejś z topowych lig, ale jakość przynajmniej kilku transferów przychodzących pozwala wyczekiwać marcowego grania z poczuciem umiarkowanej ekscytacji.

Ot, spójrzmy choćby w kierunku Kristianstad, gdzie zupełnie nieoczekiwanie dokonano chyba najbardziej spektakularnego transferu tej zimy. 25-letnia Alexandra Johannsdottir to przecież piłkarka znajdująca się potencjalnie w szczytowym punkcie kariery, która dopiero co regularnie zbierała minuty na boiskach włoskiej Serie A, a wcześniej zaliczyła nawet epizod w Eintrachcie Frankfurt. 49 występów w całkiem przecież solidnej reprezentacji Islandii także ma swoją wymowę i doprawdy wręcz nie możemy się doczekać efektów jej boiskowej współpracy na przykład z Emmi Alanen. Czy zatem w środku pola Kristianstad już tej wiosny stworzony zostanie duet idealny? Cóż, takie pojęcia w sporcie podobno występują niezwykle rzadko, lecz jeśli fani w północno-wschodniej Skanii mają szybko zapomnieć o Carly Wickenheiser, to klubowi działacze naprawdę zrobili wiele, aby takiemu scenariuszowi dopomóc. Szczególnie, że mówimy o klubie, który z zupełnie oczywistych względów ma tożsamość bardziej islandzką niż połowa mieszkańców Reykjaviku.

Nieco bardziej oczywistym kandydatem na zwycięzcę zimowego polowania był beniaminek z Malmö i nie da się ukryć, że w największym mieście Skanii także nie zamierzali zasypywać gruszek w popiele. Na temat pozyskanej z potężnego Portland Thorns amerykańskiej napastniczki Izzy D’Aquili co nieco już wspomnieliśmy, więc teraz zwróćmy się w kierunku formacji defensywnej, którą również zasiliła zawodniczka nie tak dawno uważana za jeden z największych talentów w skali globalnej. 23-letnia Inés Bellomou była podstawową piłkarką kolejnych młodzieżowych reprezentacji Francji, w barwach Montpellier jeszcze jako nastolatka nastukała niemal sto oficjalnych występów, a niesamowicie owocny okres kariery przypieczętowała transferem do Bayernu Monachium. W ekipie bawarskiego potentata miejsca w wyjściowym składzie wywalczyć się jej niestety nie udało, ale jesienne popisy w koszulce rzymskiego Lazio pokazały dwie niezwykle istotne kwestie. Po pierwsze, informacje o nieprzeciętnym talencie Bellomou zdecydowanie znajdują swoje potwierdzenie w faktach. Po drugie, błękitna koszulka ewidentnie pozwala francuskiej defensorce uwolnić najlepszą wersję siebie. I świetnie, że w najbliższym czasie próby te będziemy obserwować regularnie na szwedzkich boiskach.

Nadchodzący sezon będzie dla kibiców FC Rosengård wyjątkowym doświadczeniem. Nie może jednak być inaczej, skoro klub przez dekady bazujący na doświadczeniu swoich liderek konstruuje właśnie kadrę niemal tętniącą młodzieńczą fantazją i entuzjazmem. Potwierdzeniem takiego właśnie kursu może być chociażby transfer zaledwie dwudziestoletniej snajperki z Finlandii Oony Sevenius, która powraca na północ kontynentu z wyraźną misją odbudowania się po nie do końca udanym epizodzie na włoskich boiskach. Aby jednak zachować niezbędny balans, ekipa czternastokrotnych mistrzyń Szwecji sięga także po zawodniczki o ugruntowanej już reputacji na lokalnym rynku i do tej właśnie grupy powinniśmy zaliczyć 26-letnią Emilie Woldvik. Norweską stoperkę bez jakiejkolwiek przesady śmiało możemy nazwać gwiazdą rodzimej ligi, a trzy mistrzowskie tytuły oraz dwa krajowe puchary wywalczone w barwach Lillestrøm jedynie ten status cementują. Niezaprzeczalnym atutem Woldvik jest także jej fizyczność, bo jeśli przez pięć kolejnych sezonów nie opuszczasz z powodu kontuzji choćby jednego ligowego weekendu, to w wymagającym coraz lepszego przygotowania motorycznego współczesnym futbolu ewidentnie masz nad swoimi konkurentkami pewną niezaprzeczalną i niezwykle pożądaną przewagę.

Przegląd zagranicznych transferów dni ostatnich warto uzupełnić jeszcze o kilka pozycji, których pod żadnym pozorem nie powinniśmy pozostawiać bez echa. Tak się bowiem ciekawie złożyło, że to właśnie w Piteå swój amerykański sen kontynuować będzie 24-letnia Emily Gray. Pochodząca z New Jersey pomocniczka była swego czasu typowana nawet na potencjalną jedynkę draftu, ale choć ze znalezieniem angażu w NWSL problemów nie miała żadnych, to jednak najbardziej wymagających rozgrywek świata zawojować się jej nie udało. Pewien przełom przyniosła dopiero odważna decyzja o przeprowadzce do duńskiego Odense i pozostaje wierzyć, że również w sąsiednim skandynawskim kraju Gray zechce pokazać nam tę lepszą piłkarsko twarz. Wzmocnień wybitnie niestandardowych poszukali w Vittsjö, choć gdyby przyjrzeć się temu fenomenowi nieco bliżej, to profile zarówno 23-latki z Kentucky Anny Haddock, jak i mającej za sobą niezwykle udany sezon 19-letniej Finki Ilony Walty, zaskakująco dobrze wpasowują się w kontynuację nieśmiertelnego dziedzictwa Caleviego Hämäläinena. Honorowy właściciel klubu z okolic Hässleholm z pewnością nie obraziłby się także na transfery Nanne Ruuskanen oraz Camille Ashe, lecz akurat ten duet będzie próbować wiosną swojego szczęścia w barwach stołecznego Djurgården, gdzie wciąż szukają (i niezmiennie nie potrafią odnaleźć) złotej, zwycięskiej formuły.

trjan

Plan półroczny

firande

Poprzedni rok w szwedzkim futbolu bezsprzecznie należał do piłkarek FC Rosengård (Fot. Norra Skåne)

Liga, puchar, kadra – choć najbliższe półrocze pozornie nie zapowiada się przesadnie ekscytująco, to jednak nie zabraknie w nim dat, które zdecydowanie warto już zawczasu zaznaczyć w kalendarzu czerwonym flamastrem. Poniższa lista nie jest oczywiście kompletna, lecz niewątpliwie stanowi ona niezły punkt wyjściowy do planowania sezonu zimowo-wiosennego ze szwedzkim futbolem. A jeśli tak, to planery w dłoń i do dzieła!

01

Wiosenne granie pod znakiem Damallsvenskan potrwa dokładnie trzy miesiące. Cała karuzela zacznie kręcić się 22. marca i tego dnia Linköping postara się wziąć skuteczny rewanż za ubiegłoroczną, inauguracyjną wpadkę w Brommie. A okazja będzie ku temu całkiem niezła, gdyż Lwice z Östergötland ponownie zawitają na początek sezonu do stolicy, choć tym razem do jej północnych dzielnic. W pierwszej kolejce zdecydowanie najciekawiej zapowiadają się jednak potyczki wicemistrzowskiego Häcken z beniaminkiem z Malmö (czyżby jeszcze jeden popis Felicii Schröder?) oraz stołecznego Hammarby z odmienionym i mierzącym naprawdę wysoko Växjö.

Bezpośrednie starcia ekip Wielkiej Trójki tym razem rozłożyły się nam w terminarzu stosunkowo równomiernie: już 14. kwietnia mistrzynie z Rosengård udadzą się do stolicy, trzy tygodnie później ze sportową wizytą do Södermalm wpadnie Häcken, który 24. maja zawita również w podobnym celu do Skanii. Jeszcze w marcu podopieczne trenera Linda czeka natomiast wyjazdowe starcie w Kristianstad, a chyba nie trzeba nikomu przypominać, jak emocjonująco ułożył się ubiegłoroczny dwumecz między tymi właśnie ekipami. Inna sprawa, że dla piłkarek ze wschodniej Skanii początek sezonu zapowiada się nadzwyczaj wymagająco, gdyż 21. kwietnia ich wiosenną dyspozycję przetestują także na swoim boisku obrończynie tytułu z Rosengård. Ze względu na specyfikę zimowego okienka transferowego, w powyższym kalendarzyku znalazło się także miejsce dla potyczki Piteå vs Malmö, która nie tylko otworzy zupełnie nowy rozdział rywalizacji Północy z Południem, ale przede wszystkim będzie absolutnie wyjątkowym przeżyciem dla przynajmniej kilku piłkarek, które dopiero co zmieniły klubową przynależność.

Na derbowym poletku także będzie się działo: będące niemal stuprocentowym gwarantem emocji na murawie i na trybunach derby Östergötland czekają nas już 20. kwietnia, w pierwszej połowie maja obejrzymy w akcji chyba najbardziej nieprzewidywalną parę lokalnych, ligowych bohaterek (Kristianstad vs Vittsjö), a dosłownie chwilę później czeka nas rywalizacja pod wezwaniem Matildy Plan, czyli mecz Djurgården vs AIK. I tylko w Malmö fani futbolu będą musieli uzbroić się w cierpliwość, gdyż ze względu na przygotowania kadry do wyjazdu na szwajcarskie EURO, 13. kolejkę Damallsvenskan oficjalnie przeniesiono na jesień, wobec czego na te chyba najbardziej wyczekiwane przez wszystkich derby trzeba będzie poczekać nieco dłużej niż zakładał to pierwotny plan.

02

Półfinał w Święto Pracy, finał w Dzień Szwecji – ta nowa tradycja utożsamiania ważnych dat w kalendarzu z decydującą fazą zmagań o Puchar Szwecji ewidentnie się sprawdza. Kandydatek do tego, aby zmierzyć się w decydującej batalii, wciąż jest jednak szesnaście, a o tym, kto dostąpi zaszczytu znalezienia się w tym nieformalnym Final Four, przekonamy się podczas trzech napakowanych emocjami, marcowych weekendów.

Na nasze szczęście, SvFF orz EFD wreszcie zdecydowali się pójść po rozum do głowy, dzięki czemu w tym roku odpuszczamy sobie kuriozalne kryteria geograficzne. Co więcej, na wcześniejszych etapach rywalizacji nie odpadł żaden z potencjalnych pretendentów i choć wtedy większość neutralnych obserwatorów obserwowała ten całkowity brak niespodzianek z rozczarowaniem, to teraz przynajmniej na papierze gwarantuje on więcej emocji w rozpoczynającej się już niebawem fazie grupowej. A trzeba uczciwie przyznać, że byłby on zdecydowanie wskazany, gdyż ostatnimi czasy właśnie ten etap rozgrywek najbardziej ucierpiał na atrakcyjności. Kompletny podział na grupy znajdziecie w grafice powyżej i chyba zgodzimy się co do tego, że na pierwszy rzut oka z największą ekscytacją spoglądamy w kierunku zestawu Rosengård, Växjö, Linköping, Malmö. Puchar nie od dziś rządzi się jednak własnymi prawami, więc być może znów ktoś zaskoczy nas do tego stopnia, jak niespełna dwanaście miesięcy temu zrobiła to pewne ekipa z Północy. A być może znów będzie to nasz dobry znajomy Stellan Carlsson, który zechce powtórzyć niezapominane chwile wielkiego triumfu ze swoim nowym klubem.

03

Tutaj naprawdę krótka wzmianka, gdyż ten terminarz analizowaliśmy szerzej przy okazji całorocznego podsumowania dokonań naszych kadrowiczek. Lutowe zgrupowanie to dwa wyjazdy, w kwietniu przywitamy u siebie kolejno Włoszki oraz Walijki, a na przełomie maja i czerwca dowiemy się jak bardzo postawa podopiecznych selekcjonera Gerhardssona w meczach Ligi Narodów potencjalnie ułatwiła (lub opcjonalnie utrudniła) im drogę na brazylijski mundial. Bo trzeba pamiętać, że to właśnie na podstawie wyników tych sześciu spotkań, dokonany zostanie ostateczny podział na koszyki el. MŚ w strefie europejskiej.

Całkiem nowy świat

akgun

Nesrin Akgün w barwach Häcken – jeden z hitów zimowego okienka transferowego na szwedzkim podwórku (Fot. BK Häcken)

Nowy rok, nowa Damallsvenskan. Jak co roku szwedzkie kluby zimą ani myślą próżnować i po trosze z chęci, po trosze z potrzeby chwili, znacząco przemodelowują swoje kadry. Efekty tych starań bywają oczywiście różne, wszak zarządzanie zasobami ludzkimi to zaiste skomplikowana materia, lecz owa wzmożona aktywność na transferowym ryneczku niewątpliwie ułatwia nam egzystencję podczas długich, zimowych wieczorów. I samo odliczanie do wiosny staje się nieco bardziej znośne, gdy oczami wyobraźni wizualizujemy sobie konkretne piłkarki w nowych barwach i nierzadko w odmiennych niż dotychczasowe systemach gry.

W gabinetach naszej eksportowej Wielkiej Trójki okres przejściowy zazwyczaj zwiastuje ogromne zmiany, lecz tym razem w Södermalm zwyczajowego trzęsienia ziemi udało się póki co uniknąć. I choć jedynym transferem przychodzącym Hammarby jest jak dotąd pozyskanie nazywanej onegdaj wielkim talentem defensorki ze Skanii Athinny Lundgren, to właśnie ekipa Martina Sjögrena może dumnie nazwać się jednym z największych zwycięzców zimowej zawieruchy. Bo w ligach pokroju Damallsvenskan najwięcej zyskuje ten, kto skutecznie chroni swoje najcenniejsze aktywa, a w tej kategorii szefowie Bajen wykazali się rzadko spotykaną u nas skutecznością. Efektownego rozbioru dokonano za to na mistrzowskim i zarazem rekordowym Rosengård, gdzie do ubytków kontrolowanych (Seger, Berglund, Tanikawa) i oczekiwanych (Holdt, Wik, Knaak), trzeba było dopisać także te nie do końca wliczone w koszty (Schough, Kadowaki). A tutaj wcale nie musi się ta nieprzyjemna wyliczanka zamknąć, bo przecież chociażby Ria Öling nie od dziś wzbudza niemałe zainteresowanie klubów z mocniejszych piłkarsko krajów. Co więcej, do potężnych zmian doszło w Malmö również na stanowiskach dyrektorskich i dopiero przyszłość zweryfikuje, jak z zastąpieniem charyzmatycznej i kontrowersyjnej Therese Sjögran poradzi sobie Emelie Lundberg. W stolicy Skanii wciąż wierzą za to w magię Joela Kjetselberga, a uważne obserwowanie jego pracy może stać się jednym z najbardziej ekscytujących aspektów futbolowej wiosny. Bo jeśli w nieporównywalnie trudniejszych warunkach uda mu się w miarę bezboleśnie przeprowadzić utytułowany klub przez realia pokoleniowej sztafety, a wprowadzanie młodych gwiazdek (Molly i Maja Johansson, Bea Sprung, Oona Sevenius, a być może także coraz częściej łączona medialnie z Rosengård Emilia Pelgander) przyniesie oczekiwane efekty, to będzie to niepodważalny dowód, że tytuł Trenera Roku 2024 trafił w absolutnie godne ręce. Sporo nowych twarzy pojawiło się także na pierwszych po noworocznej przerwie zajęciach na Bravida Arenie. Najgłośniej dyskutowanym posunięciem transferowym Häcken okazał się oczywiście powrót mającej za sobą niełatwe przejścia natury prywatnej Elin Rubensson, choć kto wie, czy to dwudziestoletnia wahadłowa Nesrin Akgün nie okaże się kluczem do odzyskania mistrzowskiej korony dla ekipy z zachodniego wybrzeża. Inna kwestia, że libański trener Mak Adam Lind w nowym rozdaniu będzie musiał radzić sobie bez kilku jak dotąd kluczowych elementów swojej pieczołowicie tworzonej układanki, choć akurat Carly Wickenheiser wydaje się wręcz idealnym zastępstwem dla wytransferowanej do Florencji Filippy Curmark, Emelie Byrnak zgłasza pełną gotowość do błyskawicznego wskoczenia w miejsce zwolnione przez Josefine Rybrink, a stanowiąca mimo wszystko pewną zagadkę Filipa Sampaio stanowi zabezpieczenie na wypadek ewentualnego odejścia Anny Anvegård.

W pozostałych klubach zasoby zdają się być zdecydowanie bardziej ograniczone, wobec choć doświadczenie uczy, że i tutaj możemy spodziewać się potencjalnych złotych strzałów. Jednym z nich, choć absolutnie nieoczywistym, jest niewątpliwie przedłużenie kontraktu w Kristianstad przez Hlin Eiriksdottir, która postanowiła pozostać we wschodniej Skanii pomimo naprawdę konkretnych ofert z zagranicznych lig. Bliźniaczo podobnie prezentują się efekty zimowego shoppingu obu zespołów z Östergötland, które solidarnie pozyskały w swoje szeregi doświadczoną, szwedzką weterankę na jeden z boków defensywy oraz nieprzetestowaną dotychczas w skandynawskim klimacie młodą napastniczkę. W Norrköping mają oczywiście nadzieję, iż duet Jessica Wik – Jada Conijnenberg okaże się zdecydowanie lepszym wyborem niż chyba minimalnie bardziej bezpieczny zestaw Jonna Andersson – Lilli Halttunen, lecz z dzisiejszej perspektywy nie sposób pokusić się w tej kwestii o choćby przybliżoną predykcję. Z dość dużą pewnością możemy za to stwierdzić, że podoba nam się zimowa, transferowa aktywność Olofa Unogårda. Szkoleniowiec i zarazem szef pionu sportowego z Växjö ewidentnie nie zraził się oczekiwanymi odejściami Nesrin Akgün i Alexandry Jonasson, sprowadzając w ich miejsce nie tylko obiecujący, japoński duet Suzu Amano – Miho Kamogawa, ale również nakłaniając niezwykle solidną i pewną Nellie Karlsson do powrotu w dawne, miło przecież wspominane strony. Dodajmy do tego gwarantującą konkretne liczby Maję Bodin, a także dysponujące sporym, choć na tę chwilę mocno uśpionym potencjałem Ebbę Wieder oraz Josefin Harrysson i nota dla ekipy z Zielonej Stolicy Szwecji musi być naprawdę wysoka.

W Sztokholmie hitem na lokalną skalę było niewątpliwie przejście Matildy Plan z Djurgården do AIK, a bardziej lub mniej zorientowani w temacie eksperci nie omieszkali przeanalizować tego ruchu również pod kątem nie do końca sportowym. Ci nieco bardziej skupieni na futbolu fani DIF mogli natomiast celebrować przedłużenie umowy z co i raz kuszoną przez możnych naszego kontynentu Therese Åsland, transfery przychodzące wspomnianej przed chwilą Jonasson oraz Anny Koivunen, a nie jest wcale wykluczone, że ich tropem podąży także stacjonująca dotychczas we Włoszech młodsza z sióstr Pelgander. Nieco spokojniejsza piłkarsko zima nawiedziła tym razem zachodnie rubieże naszej stolicy, choć nie da się ukryć, że Bromma w absolutnie każdej formacji straciła jeden niezwykle cenny element (Koivunen – Karlsson – Hjelm – Andrup). Ze zdecydowanie największą ekscytacją tradycyjnie spoglądamy jednak w kierunku beniaminków i choć to w Malmö ma swoją siedzibę najbardziej wyczekiwany pierwszoligowy debiutant w obecnym stuleciu, to i w Alingsås klubowi właściciele mają tej zimy ręce pełne roboty. Transfery występującej dotychczas w Mallbacken bramkarki Alexandry Blom, czy też reprezentującej barwy Göteborga młodzieżowej reprezentantki Austrii Isabelli Svanström opinią publiczną może nie wstrząsnęły (choć docenić je trzeba), ale jeśli do skutku dojdzie dopinane właśnie pozyskanie Karin Lundin z włoskiej Fiorentiny, to już bezsprzecznie będziemy mogli mówić o jednym z absolutnych hitów krajowego okienka. Jako się jednak rzekło, tych ostatnich najwięcej znajdziemy w Malmö, gdzie dysponujący naprawdę solidnymi atutami beniaminek nie tylko dokonał czegoś na kształt pierwszego rozbioru Piteå (Öhman, Löfqvist, Skoog), ale podbił dodatkowo stawkę pozyskaniem liderek ofensywy Djurgården (Stinalisa Johansson) oraz Norrköping (Sara Kanutte) i nawet na poletku NWSL zarzucił skutecznie sieci (Izzy D’Aquila). Efekty? Jak zawsze… po owocach ich poznacie.

Szwedzkie TOP-50 – napastniczki

skysports-johanna-rytting-kaneryd_6691492

Johanna Kaneryd miała jesienią wiele okazji, aby zamanifestować radość po swoich udanych zagraniach (Fot. Sky Sports)

To była prawdziwie złota, szwedzka jesień w zachodnim Londynie. Ale zanim Johanna Kaneryd rozkochała w sobie połowę Kingsmeadow, przyszedł popis na Aviva Stadium w Dublinie, gdzie w niesamowicie istotnym z perspektywy całych eliminacji meczu z Irlandią, pochodząca spod Sztokholmu skrzydłowa niemal w pojedynkę poprowadziła Blågult do tak bardzo potrzebnego nam wówczas zwycięstwa. Jej dyspozycja okazała się kluczowa także w niezwykle prestiżowych dwumeczach przeciwko Anglii oraz Francji, a na niwie klubowej jej rajdy, centry i precyzyjne strzały siały popłoch w defensywie takich ekip jak Real Madryt, Arsenal, czy Manchester City. I jeśli Sonia Bompastor marzy o tym, aby już w pierwszym roku pracy na Wyspach Brytyjskich zagwarantować sobie dożywotnie miejsce w galerii sław Chelsea, to Kaneryd w życiowej formie będzie jej do osiągnięcia tego celu po prostu niezbędna. Bo mówimy tu o jednej z niewielu piłkarek, która jest w stanie w pojedynkę zrobić różnicę w rywalizacji przeciwko tuzom pokroju Barcelony i Olympique Lyon, a pokonanie przynajmniej którejś z tych ekip może okazać się konieczne, aby w gablocie Niebieskich wreszcie pojawił się ostatni niezdobyty, tak bardzo wytęskniony puchar.

Sezon 2023 był w karierze Madelen Janogy kolejnym wielkim przełomem, lecz w przeciwieństwie do większości koleżanek z mistrzowskiego składu Hammarby, zamiast na zasłużone wakacje, nasza bohaterka udała się zimą na podbój włoskiej Serie A. Aklimatyzacja we Florencji przebiegła nadzwyczaj szybko i bezboleśnie, a przecież był to jeden z aspektów tej przeprowadzki, którego w przypadku Janogy obawialiśmy się najbardziej. Urodzona w Falköping napastniczka błyskawicznie odnalazła się jednak w nowej rzeczywistości, w łaski fanów Violi wkupiła się wyjazdowym dubletem przeciwko Juventusowi, a na listę strzelczyń wpisywała się tak regularnie, że w pewnym momencie stała się realną kandydatką do tytułu królowej strzelczyń. Sporo turbulencji miniony rok przyniósł w północnym Londynie i bez wątpienia wpłynęły one także na postawę całej szwedzkiej kolonii w Arsenalu. Rosa Kafaji zdążyła jednak błysnąć formą jeszcze w barwach Häcken, gdyż to jej gol pozwolił Osom z Hisingen świętować awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń, a jej wejścia z ławki w reprezentacyjnych bojach przeciwko Irlandii oraz Anglii jak najbardziej zasadnie określiliśmy mianem brawurowych. Stina Blackstenius w kadrze trafiała głównie przeciwko niżej notowanym rywalkom, a w zespole Kanonierek stała się w pewnym momencie żelazną rezerwową bez konkretnych liczb. Nowe otwarcie pod wodzą Renée Slegers okazało się jednak realną szansą także dla niej, czego dowodem były taśmowo wywalczane przez nią stałe fragmenty gry oraz niespotykane wcześniej statystyki w segmencie kreacji. A zatem czyżby właśnie dokonywała się reaktywacja Blackstenius w wersji dziewięć i pół? Ku chwale kadry, oby tak się stało! Alessia Russo jak najbardziej także stawia pod tą odważną zapowiedzią łapkę w górę.

BK Häcken niezmiennie pozostaje najbardziej szwedzkim klubem spośród naszych ligowych potentatów, lecz mało kto spodziewał się, że to od osoby Alice Bergström rozpoczniemy tegoroczną wyliczankę ofensywnych bohaterek klubu z Hisingen. Pozyskana z Djurgården skrzydłowa próbki swoich nieprzeciętnych okoliczności pokazywała już w okresie przedsezonowym, a później –  zupełnie jak w kalifornijskim filmie – generowane za jej udziałem emocje na trybunach Bravida Areny tylko i wyłącznie rosły. I choć po drodze nie obyło się bez pojedynczych potknięć, to jednak całościowo mówimy tu o piłkarce gotowej na zdecydowanie poważniejsze wyzwania niż szwedzka ekstraklasa. Swoje chwile chwały latem i wczesną jesienią przeżywała także Anna Anvegård, która wyjątkowo upodobała sobie nękanie defensywy stołecznego Hammarby. I trochę tylko szkoda, że w decydujących dla ekipy trenera Linda tygodniach, dwukrotna królowa strzelczyń Damallsvenskan poczynania swoich klubowych koleżanek oglądać musiała wyłącznie z perspektywy trybun. Siłami siedemnastoletniej Felicii Schröder rozsądnie i odpowiedzialnie dysponował za to sam szkoleniowiec, lecz nawet całkiem słusznie rozciągnięty nad jej harmonijnie rozwijającą się karierą parasol ochronny nie powstrzymał jej przed strzelaniem w fazie grupowej Ligi Mistrzyń, urodzinowym hat-trickiem przeciwko Norrköping i wreszcie osiągnięciem dwucyfrowego dorobku na koniec sezonu ligowego. Niemal identycznym bilansem legitymowała się także ulubienica Kanalplan Ellen Wangerheim, która znalazłaby się w tym zestawieniu zdecydowanie wyżej, gdyby kilka razy w decydujących momentach nie zawiodła jej skuteczność. Bo choć gol strzelony Manchesterowi City przy wypełnionych trybunach bez dwóch zdań miał swoją wymowę, to naprawdę niewiele brakowało, aby niespodziewanie ukłuć na jej terenie wielką Barcelonę, czy definitywnie pogrążyć Häcken w starciu decydującym o pozostaniu w mistrzowskim wyścigu. W tym ostatnim bezkonkurencyjna okazała się jednak prowadzona przez trenera Kjetselberga ekipa FC Rosengård, w której to uwagę zwracała w pierwszej kolejności bezbłędnie funkcjonująca lewa flanka, gdzie po profesorsku współpracowały ze sobą Olivia Schough oraz jej duńska imienniczka Holdt.

Półroczny wypad do Meksyku przyniósł Evelyn Ijeh medal i puchar do gabloty, jednak dopiero występy na boiskach włoskiej Serie A miały realnie zweryfikować skalę jej talentu. Egzamin ten zaliczyć udało się może nie z wyróżnieniem, lecz jednoznacznie pozytywnie, a posiadającą nigeryjskie korzenie snajperkę w sposób szczególny zapamiętali sympatycy Sassuolo i Sampdorii, gdyż to właśnie przeciwko tym dwóm klubom 23-latce z Milanu grało się najlepiej i najbardziej efektywnie. Samej zainteresowanej na długo w pamięci pozostanie także barażowy mecz kadry z Luksemburgiem, w którym to oficjalnie uruchomiony został jej strzelecki, reprezentacyjny licznik. Mnóstwo przeżyć natury wszelakiej zafundowała runda wiosenna ubiegłorocznej królowej strzelczyń Damallsvenskan, lecz latem Cornelia Kapocs skutecznie wyrwała się z Linköping do Liverpoolu i w nowych barwach zdążyła już nawet ustrzelić dwa ratujące swojemu angielskiemu pracodawcy bezcenne punkty trafienia przeciwko Tottenhamowi oraz Crystal Palace. Jeszcze jeden niesamowicie produktywny rok ma za sobą Wilma Leidhammar, która w ofensywie Norrköping stworzyła z Sarą Kanutte i Vesną Milivojevic prawdziwy tercet od zadań specjalnych. Po kilkuletnim niebycie z przytupem przypomniała o swoim istnieniu Mimmi Larsson, która najpierw niczym feniks odrodziła się w Lipsku, a następnie kontynuowała proces powrotu do zbiorowej, kibicowskiej świadomości serią udanych występów w barwach Djurgården. Ekipę Dumy Sztokholmu z powodzeniem reprezentowała także Stinalisa Johansson, potwierdzając niejako, że poprzedni sezon nie był dla niej wyłącznie jednorazowym wystrzałem. W niemal identycznych słowach podsumować możemy pierwszy pełny, zagraniczny sezon w wykonaniu Johanny Renmark, która wraz z koleżankami z norweskiego Brann nie obroniła wprawdzie mistrzowskich insygniów, lecz indywidualnie zaliczyła w statystycznym ujęciu naprawdę zauważalny progres.

topka4