Czas weryfikacji

Niemal dokładnie przed rokiem Felicia Schröder poprowadziła Häcken do cudownego powrotu w rywalizacji z Norrköping (Fot. Bildbyrån)

Piąta kolejka – pierwsza realna weryfikacja? Okej, to być może zdecydowanie zbyt daleko idące wnioski, choć nie da się ukryć, że wiele z czekających nas w najbliższy weekend meczów nosi znamiona konfrontacji wyjątkowo otwartych, w których tak naprawdę żaden rezultat nie będzie w stanie nas zdziwić. I choć zabrzmi to na pierwszy rzut oka wyjątkowo przewrotnie, to największych papierowych faworytek w swoich parach powinniśmy upatrywać chyba w duecie Kristianstad (póki co jedno zwycięstwo w bieżącej kampanii) – Linköping (jak dotąd zero zwycięstw w dorobku). W nadchodzącej serii spotkań na drodze tej dwójki staną jednak odpowiednio Alingsås oraz Piteå, czyli drużyny prezentujące na ten moment najniższą jakość sportową spośród całej pierwszoligowej czternastki. Czy jednak podobne słowa będziemy mogli napisać na przykład w poniedziałkowy wieczór? Niezbadane są boiskowe wyroki, szczególnie w naszej lidze, a klub z Norrbotten jest chyba najbardziej namacalnym potwierdzeniem tej tezy. Choć akurat w Kristianstad zawodniczki z dalekiej Północy czuły się wybitnie niekomfortowo nawet wówczas, gdy niespodziewanie dla wszystkich sięgały po największe triumfy.

Sobotnie derby Sztokholmu to okazja do rehabilitacji dla dwóch klubów ze stolicy, które jak dotąd zaksięgowały na swoich ligowych kontach zdecydowanie mniej punktów niż wynikałoby to z ich nadspodziewanie ambitnej boiskowej postawy. W czwartej kolejce zarówno AIK, jak i BP aż tak nam jednak nie zaimponowały, choć oczywiście doceniamy fakt, że w pierwszej połowy ze skutecznym sforsowaniem defensywnych zasieków ekipy z Brommy męczyły się nawet ligowe dominatorki z Södermalm. Druga połowa była już jednak efektownym koncertem Hammarby, a nielicznych i niezbyt fanatycznych sympatyków BP dodatkowo zaniepokoiła kontuzja Fridy Thörnqvist, która w starciu ze swoim byłym klubem musiała przedwcześnie opuścić murawę. Jak wiadomo, w przyrodzie niezbędna jest równowaga, więc w stolicy odbędzie się również potyczka zespołów punktujących tej wiosny zdecydowanie powyżej swojej aktualnej dyspozycji. Djurgården i Rosengård póki co potknęły się na ligowym gruncie zaledwie jeden raz, wobec czego ewentualne zwycięstwo którejkolwiek z tych drużyn pozwoli jej myśleć o realnym zadomowieniu się w górnej połówce tabeli na nieco dłużej. Potencjalnego faworyta wskazać tu jednak nie sposób, choć gdyby patrzeć wyłącznie na nazwiska, to zdecydowanie większe wrażenie robią te, które ma do swojej dyspozycji trener Marcelo Fernandez. Pamiętajmy jednak, że w przypadku Sevenius, Sprung, Johansson, czy Pelgander każdy upływający tydzień powinien teoretycznie działać na ich korzyść, a Emilia Larsson oraz Emma Jansson akurat na potyczkę z Dumą Sztokholmu dodatkowej motywacji potrzebować raczej nie będą.

Wielu ekspertów z wypiekami na twarzach wyczekuje dwóch aktów ligowo-pucharowej konfrontacji BK Häcken z IFK Norrköping. Niemal dokładnie rok temu drużyny te stworzyły niezapomniany, piłkarski spektakl, inspirowany w największym stopniu przez siedemnastoletnią autorkę hat-tricka Felicię Schröder. W najbliższych dniach snajperka z Hisingen – choć już o rok starsza – ponownie dźwigać będzie na swoich barwach nadzieje i pragnienia fanów z Bravida Areny, choć nas w szczególny sposób intryguje przede wszystkich perspektywa zderzenia się dwóch kompletnie odmiennych stylów i trenerskich wizji. W przeszłości doświadczony Stellan Carlsson potrafił znajdować skuteczne recepty na neutralizowanie ofensywnych zapędów Maka Adama Linda, ale powtórzenie tych osiągnięć wydaje się być dalece trudnym wyzwaniem. Szczególnie, że maszyna z Västergötland zdaje się wracać na właściwe obroty i choć jeszcze nie wszystko funkcjonuje w niej idealnie, to jednak IFK z całą pewnością nie może upatrywać swojej szansy w ewentualnej słabości rywalek. Podobnych nadziei nawet nie próbują sobie robić w Malmö, lecz jeśli dobrze ucho przyłożyć, to z obozu beniaminka da się usłyszeć jasne deklaracje, że nikt w stolicy Skanii przyjazdu liderek z Hammarby się nie boi. I słusznie, wszak Sara Kanutte na pewno zechce w odpowiedni sposób przypomnieć się byłemu pracodawcy, a MFF jako zespół pokazał już, że rywalizacja z przeciwnikiem potrafiącym i chcącym grać w piłkę może mu paradoksalnie służyć. Chyba najmniej medialna konfrontacja pierwszoligowego weekendu odbędzie się w Växjö, choć jeszcze kilka dni temu nie mielibyśmy wątpliwości, że każdy inny wynik niż pewne zwycięstwo gospodyń należałoby odbierać jako odstępstwo od logicznego następstwa zdarzeń. W starciu przeciwko Djurgården zawodniczki z Vittsjö rozegrały jednak swój najlepszy w obecnym roku kalendarzowym mecz i nawet jeśli Tunturi, Nyby, Ekengren i spółka i tak udadzą się do Kronobergu w roli underdoga, to po wydarzeniach z ubiegłej soboty jakoś łatwiej przychodzi nam wyobrażenie sobie scenariusza, według którego ekipa z północnej Skanii wcale nie udaje się w podróż powrotną bez jakiejkolwiek zdobyczny punktowej.

Dały sobie po razie

Jada Conijneberg oraz Maya Antoine dołożyły sporą cegiełkę do tego, że IFK Norrköping utrzymał status drużyny niepokonanej na boiskach Damallsvenskan (Fot. Bildbyrån)

Świąteczne granie upłynęło nam pod znakiem potyczek derbowych, choć nie ma co ukrywać, że z największą ekscytacją czekaliśmy na niedzielne starcie o nieformalny prymat w Östergötland. Pierwszoligowa rywalizacja klubów z Linköping oraz Norrköping nie ma wprawdzie niesamowicie bogatej historii, lecz odkąd niemal równo przed dwoma laty obie ekipy wreszcie spotkały się w jednej lidze, każde ich bezpośrednie spotkanie generowało niesamowity ładunek emocji zarówno na murawie, jak i na trybunach. Nie inaczej było i tym razem, a obustronną wolę walki o niewątpliwie prestiżowe zwycięstwo dobitnie pokazuje nawet bardzo pobieżna analiza wybranych statystyk. 12-15 w strzałach, 9-9 w rzutach rożnych, 4-4 w klarownych sytuacjach strzeleckich, 50-50 w posiadaniu piłki i wreszcie 1-1 w tej zdecydowanie najistotniejszej z rubryk wskazują, że mieliśmy do czynienia z meczem, który mógł zakończyć się na wiele sposobów, ale remis na koniec dnia wydaje się tym jednocześnie najbardziej logicznym i sprawiedliwym. Problem jednak w tym, że choć dla LFC był to pierwszy w tegorocznej kampanii ligowej punkt, a IFK zachował status drużyny niepokonanej, to oba zespoły opuszczały stadion z poczuciem delikatnego rozczarowania. Niezwykle krótką listę umiarkowanie zadowolonych otwierała nam za to Michelle De Jongh, która przed dwa ostatnie tygodnie bez wielkiej przesady mogła nazywać się najbardziej pechową piłkarką biegającą po murawach Damallsvenskan. Tym razem zagraną idealnie w tempo przez Marię Olafsdottir Gros piłkę udało jej się wreszcie zamienić na gola, a za jego sprawą w Linköping przełamali passę trzech kolejnych porażek i przed niezwykle istotnym psychologicznie wyjazdem do Alingsås mogli wreszcie zaczerpnąć nieco świeżego powietrza.

Poniedziałkowa bitwa o Skanię najpierw przypominała nam typowy mecz walki, następnie przemieniła się w mecz pięknych goli, po drodze mieliśmy jeszcze niezwykle emocjonalny powrót Amy Sayer po niemal dwunastomiesięcznej przerwie, a na koniec i tak wszyscy mówili przede wszystkim o olbrzymiej kontrowersji w piątej z doliczonych minut. Wprowadzona na plac gry w samej końcówce Anni Hartikainen ewidentnie zapragnęła bowiem podgrzać nieco świąteczną atmosferę na Malmö IP i wyłącznie niespotykanemu w normalnych okolicznościach splotowi fortunnych zdarzeń może zawdzięczać, że nie przyniosło to opłakanych z perspektywy obrończyń tytułu konsekwencji. Fińska defensorka najpierw przy próbie wybicia nastrzeliła swoją własną rękę, a następnie przez mniej więcej dwie sekundy przytrzymała dłonią futbolówkę we własnym polu karnym. Sytuacja była o tyle ewidentna, że nawet miejscowi fani wydali ze swoich gardeł pomruk niezadowolenia, ale gwizdek pani Maral Mirzai bezwzględnie milczał. A ten brak jakiejkolwiek reakcji okazał się dla ekipy z Kristianstad o tyle bolesny, że już po raz trzeci w obecnej, ligowej kampanii piłkarki trenera Angergårda musiały przełknąć gorycz porażki. Honorowy gol Beaty Olsson nie wystarczył bowiem nawet do wywiezienia z Malmö jednego oczka, gdyż wcześniej do siatki Moy Olsson trafiały kolejno Bea Sprung oraz Oona Sevenius, które w niezwykle swoją drogą efektowny sposób zadbały o to, aby sympatycy czternastokrotnych mistrzyń kraju zamknęli długi weekend w całkiem optymistycznych nastrojach.

A co przyniosły nam piątkowo-sobotnie starcia? Zaczęło się to wszystko w tempie slo-mo, gdyż w rywalizacji Vittsjö z Djurgården jakiekolwiek mocniejsze pojawiały się z rzadka, a na potyczkę Piteå z Alingsås najbardziej humanitarnie byłoby po prostu spuścić zasłonę milczenia. Paradoksalnie, z wymienionego kwartetu zdecydowanie najbardziej korzystne wrażenie pozostawiły po sobie podopieczne trenera Mladena Blagojevicia, ale jubileusz 300. meczu na poziomie Damallsvenskan ekipy z najsłynniejszej pierwszoligowej wsi, zakończył się niestety jej porażką. Duma Sztokholmu wykazała się bowiem niesamowitą efektywnością i choć bramkowych okazji nie kreowała wiele, to te już stworzone bezlitośnie zamieniała na konkrety w postaci goli. Przed przerwą do siatki Savanny Madden trafiła niezastąpiona w podobnych sytuacjach Mimmi Larsson, a końcowy rezultat ustaliła nie bez przyczyny nazywana jednym z objawień pierwszej części sezonu Olivia Ulenius, wykorzystując nieco sytuacyjne dogranie Pauline Hammarlund. Autorką najszybszego trafienia okazała się jednak w miniony weekend Karin Lundin i to właśnie jej dwójkowa akcja z Idą Österlind pozwoliła nam na nieco ponad godzinę uwierzyć, że to właśnie tego dnia beniaminek z Alingsås zapisze na swoje konto pierwsze w sezonie zwycięstwo. Później sprawy przybrały jednak niezbyt korzystny z perspektywy przyjezdnych obrót, bo nie dość, że jeszcze w pierwszej połowie straciły z powodu kontuzji swoją liderkę, to krótko po wznowieniu gry dały się zaskoczyć zawodniczkom z Norrbotten ze stałego fragmentu. Na tym jednak nie koniec nieszczęść, bo gdy fani AIF zaczęli się powoli oswajać z myślą, że taki bramkowy remis przywieziony z dalekiej Północy to w gruncie rzeczy nawet akceptowalna zdobycz, klasykę centrostrzału zaprezentowała nam Emily Gray i grające toporny i długimi fragmentami całkowicie nieoglądalny futbol gospodynie raz jeszcze podniosły z murawy LF Areny komplet punktów.

Sobotnie granie to już zdecydowanie więcej piłki w piłce, choć akurat AIK – pomimo niezwykle efektownego gola autorstwa Danielli Famili – zaprezentował się zdecydowanie mniej korzystnie niż przy okazji trzech poprzednich ligowych występów. Spora w tym jednak zasługa rywalek z Malmö, które konsekwentnie wybijały rywalkom z Solnej z rąk największe argumenty, samemu bezlitośnie punktując ich maskowane dotąd słabości. Sara Kanutte ponownie udowodniła, że z pół sytuacji potrafi zrobić gola, Isabella D’Aquila potwierdziła status jednaj z bohaterek zimowego okna transferowego, Inés Belloumou pokazała nam w obrazku precyzję dośrodkowań w wykonaniu byłej gwiazdy francuskich młodzieżówek, a Tuva Skoog przypomniała sobie, że swego czasu nazywano ją jednym z trzech najbardziej obiecujących szwedzkich talentów w swoim roczniku. Zaskakująco wyrównany przebieg miała pierwsza połowa derbowego starcia Brommy z Hammarby, lecz po przerwie dominacja faworytek z Södermalm nie podlegała już jakiejkolwiek dyskusji i nawet bez bramkowego wsparcia ze strony Ellen Wangerheim, mistrzynie Szwecji sprzed dwóch lat zwyciężyły pewnie i przekonująco. O ile styl prezentowany tej wiosny Hammarby nie tak dawno porównywaliśmy do Barcelony, o tyle w Hisingen ewidentnie urodził nam się Lyon na miarę naszych możliwości. Felicia Schröder jako Ada Hegerberg, Hanna Wijk jako Amel Majri i Alice Bergström jako Ellie Carpenter? Mniej więcej tak to wyglądało i choć to gościnie z Växjö sprawiały wrażenie zespołu bardziej zainteresowanego wymianą podań, to zabójcze, prostopadłe piłki oraz dynamiczne rajdy wolnymi przestrzeniami na skrzydłach skutecznie pozbawiły zespół trenera Unogårda marzeń o jakiejkolwiek niespodziance na Bravida Arenie. A na jedynie dwóch golach przewagi skończyło się wyłącznie dlatego, że gospodynie miały tego popołudnia wyjątkowo rozregulowane celowniki i jedynie co czwarty strzał w ich wydaniu kierowany był w światło bramki Mai Bay.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:


#pokolejce


Jedenastka kolejki:

Wielka noc w Östergötland

Derby Östergötland, czyli świąteczna atmosfera bez względu na datę (Fot. Bildbyrån)

Linköping kontra Norrköping – te starcia nie mają wprawdzie przesadnie długiej historii, ale dotąd ze stuprocentową skutecznością dowoziły zarówno pod względem emocji czysto boiskowych, jak i tych nieco okołosportowych. Jeśli jednak ktoś z was zachował w pamięci wzrok My Cato wyprowadzającej swoją ekipę do historycznej batalii o prymat w Östergötland lub szaloną radość Samanthy Cary po strzeleniu lokalnym rywalkom zwycięskiego gola, ten doskonale zdaje sobie sprawę, że potyczka Peking vs LFC to coś więcej niż mecz i nie ma w tym stwierdzeniu ani krzty zbędnego patosu. Tym razem obie ekipy przystąpią do rywalizacji w odmiennych nastrojach, choć po prawdzie żadna z nich nie może być póki co w pełni zadowolona z prezentowanej przez siebie formy. Jasne, to w Linköping tydzień w tydzień kompromitują się po całości, ale i piłkarki z Platinumcars Areny – choć krótkoterminowe cele jak dotąd udaje im się realizować bez pomyłki – także nas bynajmniej przesadnie nie rozpieszczają. W starciach przeciwko Örebro oraz Kristianstad przed wpadką udało im się uciec niemal na finiszowej kresce, w rywalizacji z AIK dały się zdominować na własnym boisko grającym w liczebnym osłabieni rywalkom i w zasadzie jedynie wyjazd do beniaminka z Malmö udało się zwieńczyć czymś na kształt pełnego sukcesu. Lekceważyć nie można oczywiście kapitalnej dyspozycji tercetu Wilma Leidhammar – Vesna Milivojevic – Carrie Jones, ale po kontuzji Fanny Andersson z kwartetu sprawnych liderek ostał się tercet, co przynajmniej w teorii znacząco ogranicza trenerowi Carlssonowi pole manewru. Szczególnie, że ten ostatni w IFK ewidentnie próbuje wprowadzać porządki rodem z Norrbotten, a że Piteå nie było w ostatnich latach najbardziej efektownie grającym zespołem, nie trzeba chyba nikomu przypominać. I jeśli zestawimy to wszystko z faktem, że LFC musi wreszcie się przełamać, a Michelle De Jongh oraz Vilma Koivisto wyczerpały już limit pecha na rundę wiosenną, to wynik tej konfrontacji wcale nie wydaje się aż tak oczywisty, jak mogłaby to podpowiadać tabela. Choć fani IFK z pewnością będą dla swoich zawodniczek dwunastą zawodniczką i nie mamy wątpliwości, że nawet na Bilbörsen Arenie to oni okażą się głośniejsi, bardziej widoczni i gotowi do wspierania zespołu bez względu na okoliczności.

A jeśli derbowa niedziela komuś nie wystarczy, to emocje tego samego gatunku czekają nas zarówno w sobotę, jak i w poniedziałek. W pierwszym przypadku pędzące tanecznym krokiem po kolejne zwycięstwa Hammarby sprawdzi szczelność defensywy z Brommy i choć raz jeszcze postawa piłkarek BP na starcie kampanii okazała się dla nas ogromną niespodzianką in plus, to bezapelacyjne liderki Damallsvenskan z odniesieniem jeszcze jednego przekonującego zwycięstwa nie powinny mieć większych problemów. Wiadomo, zawsze może trafić się akurat taki dzień, w którym futbolówka nijak nie będzie chciała do siatki rywalek wpadać, ale po pierwsze to chyba jeszcze nie ten moment, a po drugie – wiara w Clarę Ekstrand oraz Amandę Wulff ma jednak swoje granice. Zdecydowanie ciekawiej i bardziej emocjonująco powinno być w Skanii, gdzie mistrzynie z Rosengård spróbują wrócić na zwycięską ścieżkę po planowej porażce z Bajen. Kristianstad Daniela Angergårda również nie jest jednak najbardziej wygodnym przeciwnikiem, o czym nie tak dawno przekonały się na swojej skórze pretendentki z Hisingen. Obrończynie tytułu mocno wierzą w sportową klasę Emilie Woldvik, ale słowa sprzed tygodnia niezmiennie pozostają aktualne: jeśli FCR ma w tym sezonie regularnie punktować, to norweska wahadłowa będzie potrzebowała zdecydowanie więcej wsparcia od swoich koleżanek. Szczególnie, że akurat w Kristianstad potencjalne liderki nie są pozostawiane same na placu boju, a Alice Egnér, Viktoria Persson, czy Fiippa Widén często gwarantują po wejściu z ławki mityczną wartość dodaną.

Mocno chwalimy tej wiosny AIK, ale w Solnej na pewno nie mieliby nic przeciwko temu, aby tym razem w parze z dobrą grą poszedł również wynik. Morale w drużynie trenera Syberyjskiego wydaje się być odpowiednie, cała kadra, od Jady Whyman, przez Jennie Nordin i Daniellę Famili, aż po Adelisę Grabus, wydaje się być odpowiednio zmotywowana, ale beniaminek z Malmö niejedną imprezę zdołał już popsuć. Dośrodkowania Inés Belloumou, eksplozywność Nathalie Hoff Persson, doświadczenie i precyzja Mii Persson oraz chirurgiczna precyzja w wykańczaniu akcji Sary Kanutte, to póki co działająca z reguły bez zarzutu formuła, na której potknął się już niejeden rywal. Mało przyjemnie wspominają większość wyjazdów w delegację do Vittsjö piłkarki Djurgården, lecz tym razem – nawet mając na uwadze absencję kontuzjowanej na treningu Elsy Pelgander – to one udają się w podróż do północnej Skanii w roli faworytek, z której jednak trzeba będzie jeszcze wywiązać się na boisku. Czy różnicę raz jeszcze zrobi strzelecki nos Pauline Hammarlund oraz bezbłędny występ ustawiającej pod swoje dyktando środkową strefę boiska Therese Åsland? Większych sensacji nie spodziewamy się na Bravida Arenie, a w Växjö mogą pocieszać się głównie tym, że od następnego weekendu w terminarzu powinno być już nieco bardziej z górki. Na papierze gospodynie wydają się także na niezłej pozycji do sięgnięcia po komplet punktów na LF Arenie, choć w Piteå ostatnie dni przyniosły mały pożar, po którym zdecydowano się pożegnać z aż trzema zawodniczkami pierwszego zespołu. Niby żadna z nich nie odgrywała w wyjściowej jedenastce wiodącej roli, ale naprawdę nie trzeba pomocy detektywów z internetu, aby dojść do wniosku, że pod względem personalnym na dalekiej Północy nie dzieje się najlepiej. Czy to właśnie w tych okolicznościach Alingsås pokusi się o to, aby podłączyć się do walki o coś więcej niż honorowa poprawa pierwszoligowego bilansu sprzed 24 lat (jedno zwycięstwo i jeden remis na przestrzeni jedynego jak dotąd sezonu na najwyższym szczeblu rozgrywkowym)?

Niech żyje nam!

Rywalki muszą mieć się na baczności, gdy Felicia Schröder wybiega na murawę w swoje urodziny (Fot. Nicklas Ermlin)

Niezwykle rzadko w podsumowaniach wydarzeń na boiskach szwedzkiej ekstraklasy odnosimy się do paradoksów znanych raczej miłośnikom fizyki kwantowej, ale to nasze piękne i jedyne w swoim rodzaju uniwersum czasami zaprowadzi nas w miejsce, w którym ani trochę nie spodziewalibyśmy się znaleźć. Pod takim właśnie wezwaniem upłynął nam miniony weekend, podczas którego z ligowymi emocjami było dokładnie tak, jak ze słynnym już kotem Schrödingera. Działo się bowiem jednocześnie wiele i niewiele, ostateczne rozstrzygnięcia okazały się w podobnym stopniu spodziewane, co zaskakujące, a tabela po trzech pełnych kolejkach daje nam obraz tyleż przejrzysty, co kompletnie zagmatwany. Jeżeli podczas lektury tego wstępu się nie zagubiliście, to albo jesteście absolutnymi mistrzami logicznego myślenia, albo z Damallsvenskan obcujecie już na tyle długo, że nic nie jest w stanie was zaskoczyć.

Spróbujmy jednak ten uroczy chaos troszkę uporządkować i w tym celu cofnijmy się… do początku. Ligowe granie po reprezentacyjnej przerwie wznowiliśmy bowiem w Kristinebergu, gdzie wciąż korzystający z zastępczego obiektu Djurgården podejmował gościnie z dalekiego Piteå. W praktyce niemal wszystko przemawiało za tym, że to piłkarki Dumy Sztokholmu dopiszą do swojego dorobku jeszcze jeden komplet punktów, ale choć najpierw udało im się wynik otworzyć, a następnie – po przyjęciu dwóch szybkich gongów od rywalek – raz jeszcze ułożyć mecz pod swoje dyktando, wszystko skończyło się mało satysfakcjonującym kogokolwiek w stolicy remisem. Wynik 3-3, na dodatek okraszony ciągle zmieniającym się prowadzeniem, sugerowałby, że oto byliśmy świadkami iście epickiej, futbolowej bitwy, ale solennie zapewniamy, że nic podobnego nie miało miejsca. Jasne, proaktywną postawę Ebby Hed warto odnotować, podobnie jak snajperski nos Pauline Hammarlund oraz comeback z ligowych zaświatów Anam Imo, ale całościowo na murawie w Kristinebergu długimi fragmentami byliśmy świadkami niezbyt finezyjnej kopaniny. A z niej urodziło się aż sześć goli, dzięki którym Djurgården aż do poniedziałku mógł umościć się w fotelu liderek, czego jednak – mając na uwadze wypuszczone z rąk zwycięstwo – nikt w stolicy nawet nie celebrował. Ot, jeszcze jeden intrygujący paradoks.

Niejako planowe, domowe zwycięstwa odniosły w minionej kolejce Häcken oraz Växjö, otwierając tym samym swój tegoroczny, punktowy licznik. Na wyjątkowo słonecznej o tej porze roku Bravida Arenie ani przez moment nie mieliśmy wątpliwości, że oglądamy potyczkę zespołów z dwóch różnych, piłkarskich światów, a całe show i tak skradła znajdująca się u progu sezonu w wybornej dyspozycji strzeleckiej Felicia Schröder. Dokładnie rok temu napastniczka ta popisała się hat-trickiem przeciwko Norrköping w swoje siedemnaste urodziny, a że osiemnastkę wypada celebrować z jeszcze większą pompą, to Vittsjö przyjęło od niej cztery sztuki, a niewiele brakowało, aby i na tym się nie skończyło. Aż boimy się liczyć, ile goli wypadnie na przykład na 21. urodziny, jeżeli ów zwyżkowy trend miałby stać się dla filigranowej snajperki regułą. Choć gdyby 13. kwietnia wypadł nam akurat mecz kadry, to selekcjoner Gerhardsson i tak najpewniej uznałby, że Schröder na swoją szansę powinna jeszcze chwilę cierpliwie zaczekać. Odmiennego zdania były jednak w tej kwestii Tabitha Tindell oraz Alice Bergström, które w sobotnie popołudnie podzieliły się asystami przy trafieniach swojej młodszej, klubowej koleżanki. Jako się rzekło, z wysokiego zwycięstwa cieszyli się także niezbyt licznie odwiedzający stadion fani z Växjö, choć beniaminek z Alingsås postawił podopiecznym trenera Unogårda nadspodziewanie trudne warunki i kto wie, jak by się to wszystko potoczyło, gdyby w samej końcówce gościniom udało się wykorzystać przynajmniej jedną z dwóch piłek na remis. Maja Bay czyste konto zachowała jednak do końca, a Elin Nilsson do spółki z Mają Bodin definitywnie wybiły rywalkom z głów marzenia o pierwszych w obecnej kampanii punktach.

Zaledwie dziesięciu sekund potrzebowały piłkarki z Norrköping, aby otworzyć wynik rywalizacji w konfrontacji z AIK. Brzmi imponująco, prawda? To dodajmy do tego fakt, że to nie one rozpoczynały mecz! Dana Leskinen popisała się jednak natychmiastowym przechwytem, błyskawicznie wypuściła w bój Sveę Rehnberg, a słynąca z nieprzeciętnych atrybutów szybkościowych napastniczka pewnym strzałem dopełniła formalności. Nieszczęść zawodniczek z Solnej najwyraźniej było jeszcze mało, gdyż dosłownie dwie minuty później Leskinen raz jeszcze urwała się stołecznej defensywie, tym razem wykorzystując fatalne podanie wsteczne Felicii Saving. Sytuację próbowała jeszcze ratować Serina Backmark, ale ostatecznie wyszło z tego trochę gaszenie pożaru benzyną i golkiperka AIK mogła udać się pod prysznic, zanim mecz tak na dobre się rozpoczął. Upłynęło kolejnych kilkadziesiąt sekund i słupek bramki gościń obiła Wilma Leidhammar, po czym zawodniczki IFK najwyraźniej doszły do wniosku, że ich praca na ten dzień została już wykonana. Grający w osłabieniu AIK rozpędzał się za to z każdą upływającą minutą, spychając po przerwie wyżej notowane rywalki do coraz bardziej rozpaczliwej defensywy. Daniella Famili rozgrywała kapitalne zawody w środku pola, niezmordowana Anna Oskarsson szarpała prawym skrzydłem, a rezerwowe Carstens i Bogucka okazały się nieocenionym wsparciem dla harującej z przodu Adelisy Grabus. Efekt? Aż trzy razy przyjezdnym udało się obić obramowanie bramki Caroline DeLisle, do tego raz futbolówka zatańczyła na linii bramkowej, ale wyrównującego trafienia sympatycy stołecznych Gryzoni tym razem się nie doczekali. Ambitna postawa piłkarek AIK została jednak odpowiednio doceniona przez kibiców z Solnej, którzy po wielu latach posuchy wreszcie doczekali się drużyny, którą przyjemnie się ogląda i za którą warto wybrać się na najdalszy nawet wyjazd.

Jeden gol wystarczył także do tego, abyśmy poznali rozstrzygnięcie w pierwszych w tegorocznej kampanii derbach Skanii. Inés Belloumou dośrodkowała ze stojącej piłki, Sara Kanutte w swoim stylu dołożyła głowę i beniaminek z Malmö wreszcie doczekał się ligowego zwycięstwa na własnym stadionie. W ekipie trenera Valfridssona kapitalną partię zagrała w środku pola Mia Persson, swoją cegiełkę do zwycięstwa dołożyła także dowodzona przez najmniej w tym gronie doświadczoną Agnes Mårtensson formacja defensywna, choć Kristianstad swoje szanse w tym meczu też miał, że wspomnimy tylko strzał w słupek Katli Tryggvadottir, czy fatalne pudło z kilku metrów Beaty Olsson. Prawdziwe problemy mają jednak dopiero w Linköping, bo nawet jeśli zgodzimy się co do tego, że Ida Bengtsson oraz Frida Thörnqvist znajdują się u progu sezonu w życiowej formie, a Paula Klingspor okazała się szokująco skutecznym remedium na uraz Wilmy Wärulf, to jednak przegrywać w tak marnym stylu z mocno osłabioną tej zimy Brommą po prostu nie wypada.

Cała ta ligowa zawierucha doprowadziła nas do konstatacji, że u progu sezonu wszyscy zagrali dla Hammarby. Piłkarki z Södermalm w poniedziałek stanęły przed niezwykłą szansą odskoczenia od grupy pościgowej już w połowie kwietnia, lecz aby tego dokonać, trzeba było pokonać na własnym terenie definiujący się właśnie na nowo Rosengård. Zadanie w teorii nie wydawało się zaliczać do tych przesadnie skomplikowanych, ale podopieczne trenera Sjögrena nie zamierzały fundować swoim kibicom niepotrzebnej nerwówki i już w pierwszych dwudziestu minutach w zasadzie zamknęły temat zwycięstwa w wieńczącym trzecią serię spotkań meczu. Fani na popularnym Kanalplan mogli się zatem zrelaksować i ze spokojem obserwować, jak znajdujące ewidentnie w uderzeniu piłkarki Bajen dosłownie bawią się grą, całkowicie deklasując czternastokrotne mistrzynie Szwecji w każdym możliwym aspekcie futbolowego rzemiosła. Wyjątkowo dobrze bawiła się na murawie Stina Lennartsson, choć indywidualne laurki spokojnie moglibyśmy wręczyć tak naprawdę każdej zawodniczce w biało-zielonym stroju i zdecydowanie nie byłoby w tym wielkiej przesady.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:


#pokolejce


Jedenastka kolejki:

Szwedzki Skarb Kibica 2025

Damallsvenskan 2025 – czternaście klubów zwartych i gotowych do boju

Zgodnie z obietnicą, zimowe okienko transferowe podsumowujemy najbardziej aktualną wersją szwedzkiego Skarbu Kibica 2025. Jak zawsze, w kadrze każdego z klubów szczebla centralnego umieściliśmy nie tylko piłkarki kontraktowe, ale również przedstawicielki ekip młodzieżowych regularnie otrzymujące szansę w meczach pierwszego zespołu. Niektóre z nich zdążyły nam już nawet zadebiutować w pucharowo-ligowej rzeczywistości, z pewnością wielokrotnie będziemy mieli okazję obserwować je w kadrach meczowych, więc nie widzimy powodu, dla którego w poniższym kompendium miałoby ich zabraknąć.

W przypadku zawodniczek posiadających dwa lub więcej paszportów, przynależność reprezentacyjną określaliśmy według ostatniego występu w rozgrywkach międzynarodowych pod egidą FIFA, a gdy takich nie było pod uwagę braliśmy najpierw ewentualną deklarację samej zainteresowanej, a następnie miejsce urodzenia.

Prognozy końcowych tabel na sezon 2025 zostały oczywiście wykonane przed startem rozgrywek i decydowanie nie zamierzamy ich korygować ze względu na wyniki inauguracyjnych, wiosennych kolejek. A trzeba przyznać, że faworytki zarówno Damallsvenskan, jak i Elitettan, na początek nowej kampanii zaliczyły spektakularny falstart.

Tyle słowem wstępu, miłej lektury i dobrej zabawy!































Hit wybitnie nieoczywisty

Podczas domowej inauguracji piłkarki z Brommy miały nadspodziewanie dużo okazji do celebracji (Fot. Fredrik Backman)

Gdyby patrzeć wyłącznie na herby i nazwy klubów, hitowym starciem trzeciej serii spotkań bez wątpliwości należałoby obwołać poniedziałkową konfrontację na Kanaplan. Lider kontra mistrz, do tego dwie ekipy z perfekcyjnym jak dotąd rekordem, a na dokładkę z sumarycznym bilansem bramkowym 11-1 w dwóch premierowych kolejkach młodej jeszcze ligowej kampanii. Nie da się jednak ukryć, że konfrontacja Hammarby z Rosengårdem będzie mieć zdecydowanego faworyta i w tej roli wybiegną na murawę podopieczne trenera Martina Sjögrena. Na korzyść sztokholmianek przemawia bowiem nie tylko atut własnego boiska, ale także – a może przede wszystkim – sportowa jakość kadry. Co więcej, liderki w osobach Ellen Wangerheim, Julie Blakstad, czy Smilli Vallotto imponują u progu wiosny formą, Vilde Hasund ewidentnie przeżywa swój złoty czas na szwedzkiej ziemi, a współpraca Smilli Holmberg ze Stiną Lennartsson na prawej flance przynosi dalece przewyższające najśmielsze oczekiwania korzyści. W zespole gościń gotowe do gry będą już wprawdzie sprowadzone do klubu w ostatnich godzinach zimowego okienka transferowego Yuna Hazekawa oraz Isabella Sara Tryggvadottir, ale czy obecność tego duetu w meczowej kadrze faktycznie zmienia jakkolwiek nasze odważne predykcje? Niekoniecznie, wszak do podjęcia rzuconej przez kompletną wersję Hammarby rękawicy nawet życiowa dyspozycja Emilie Woldvik i kliniczna skuteczność Oony Sevenius mogą okazać się niewystarczające. Ku pokrzepieniu serc fanów czternastokrotnych mistrzyń Szwecji warto jednak przypomnieć, iż przed niespełna dekadą oba kluby starły się w walce o ligowe punkty w niemal dokładnie odwrotnych okolicznościach i głównie za sprawą fenomenalnego występu Emmy Holmberg oraz Julii Zigiotti, doszło wówczas do ogromnej niespodzianki. Jeśli ktoś chciałby odświeżyć sobie tamte nie tak odległe przecież czasy, zapraszamy do kliknięcia w ten link.

Zdecydowanie inny ciężar gatunkowy będzie miało sobotnie starcie na Grimsta Idrottsplats. Skazywane przez wielu na niemal pewną degradację piłkarki z Brommy rozpoczęły bowiem sezon od pewnego zwycięstwa nad Alingsås, a z wyjazdu do Vittsjö punktów nie przywiozły w zasadzie wyłącznie na własną prośbę. Zdecydowanie mniej powodów do zadowolenia mieli natomiast u progu wiosny w Linköping, a mało ekskluzywna cyfra zero po stronie zarówno zdobytych punktów, jak i strzelonych goli, jest tego najbardziej namacalnym dowodem. Choć ligowa karuzela dopiero wchodzi na wysokie obroty, przegrany w tym meczu najprawdopodobniej na dobre uwikła się w rywalizację w dolnych rejonach tabeli, a tego scenariusza absolutnie wszyscy – bez względu na klubową przynależność – woleliby za wszelką cenę uniknąć. Czy Koivisto, Bakker, Björk, a także ulubienica selekcjonera Gerhardssona Jonna Andersson w porę przypomną sobie, że w tej lidze zwyczajnie nie wypada im grać aż takich ogonów? A może to Ida Bengtsson, Frida Thörnqvist i Tuva Ölvestad udowodnią, że zdecydowanie zbyt wcześnie spisaliśmy zespół z zachodniego Sztokholmu na straty? Minimalne wskazanie wędruje chyba w kierunku LFC, lecz w tym zestawieniu możliwe jest absolutnie każde rozstrzygnięcie.

Czas przejść teraz do dwóch chyba najciekawszych meczów najbliższego weekendu, a jednym z nich będzie niewątpliwie potyczka beniaminka z Malmö z napędzanym fińsko-islandzkim silnikiem Kristianstad. Obie ekipy mają już tej wiosny na rozkładzie ligowego potentata z Hisingen, lecz obie po drodze przyjęły także kilka nieoczekiwanych ciosów w postaci bolesnych pucharowo-ligowych rozczarowań. Kolejnym elementem łączącym jest kluczowa rola zawodniczek sprowadzonych do Szwecji w zimowym okienku transferowym, gdyż wspomniane, głośne zwycięstwa nad Häcken raczej nigdy nie zmaterializowałyby się bez wydatnego wkłady własnego Alexandry Johannsdottir (KDFF) oraz Isabelli D’Aquili (MFF). Idąc dalej, nie sposób zestawić ze sobą solidnych formacji defensywnych, a także nie zwrócić uwagi na dynamikę prawych wahadłowych, kluczowych zarówno w personalnej układance trenera Angergårda, jak i jego vis-à-vis ze stolicy Skanii. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak perspektywa rywalizacji z własnym odbiciem w lustrze, ale jednak gdy zajrzymy pod powierzchnię, to szybko zauważymy, iż kluby te zdecydowanie więcej dzieli niż łączy. Począwszy od pomysłów taktycznych, poprzez środki wykorzystywane w realizacji boiskowych celów, a na długofalowej wizji projektu kończąc. Czyli co, jednak hit kolejki? Bez wątpliwości tak! Z równie wielką uwagą obserwować będziemy wyjazd w delegację do Norrköping piłkarek AIK, które tak często ostatnimi czasy chwaliliśmy. Być może nieco na wyrost, lecz nie da się ukryć, że sztab trenera Syberyjskiego tchnął w poczynania klubu z Solnej nowe życie. Teraz jednak przed stołecznymi Gryzoniami naprawdę wymagający test, wszak naprzeciwko Signe Carstens, Elli Reidy oraz Danielli Famili staną zaprawione w pierwszoligowych bojach Frida Andersson i Carrie Jones, a dowodzona przez Jennie Nordin formacja defensywa będzie musiała znaleźć sposób na zneutralizowanie zagrożenia ze strony duetu Leidhammar – Milivojevic. To ostatnie jak dotąd nie udało się tej wiosny nikomu, lecz chyba rzeczywiście doczekaliśmy czasów, w których to AIK postrzegamy w kategoriach zespołu mogącego skutecznie przełamać podobny trend.

Na pozostałych arenach kluby także spróbują sumiennie wywiązać się ze swoich zadań. Dla Djurgården będzie nim pójście za ciosem i rozpoczęcie sezonu od trzech kolejnych zwycięstw, co od czasu powrotu do krajowej elity przed dziesięcioma laty jeszcze się Dumie Sztokholmu nie zdarzyło. Häcken oraz Växjö spróbują natomiast odkupić część win za ewidentny, ligowy falstart i nie tylko zapisać na swoje konto pierwsze w sezonie punkty, ale zrobić to w stylu pozwalającym wierzyć, że realizacja tegorocznych celów wciąż leży na stole, a w gabinetach nie na nawet zalążka dyskusji o jakichkolwiek planach B. Klasa rywalek, a także atut własnego boiska, niewątpliwie takiemu podejściu sprzyjają, lecz ani a Kronobergu, ani tym bardziej w Hisingen, nie ma już choćby delikatnego marginesu na kolejne potknięcia i wpadki.