Derby na sześć gwiazdek

Julie Blakstad rozstrzygnęła derbową potyczkę w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry (Fot. Bildbyrån)

Hitem jedenastej serii spotkań miały być zaplanowane na poniedziałkowy wieczór derby stolicy, w których Hammarby podejmowało Djurgården. Oprawa i okoliczności jak najbardziej nam zresztą o tym przypominały, wszak na Kanalplan w puli znajdował się między innymi awans na pierwszą lokatę w przejściowej tabeli, a także wszystkie pozostałe przywileje, z którymi z zasady wiąże się zwycięstwo nad lokalnym rywalem. Kwestie pozaboiskowe szybko zeszły jednak na dalszy plan, bo piłkarki obu stołecznych klubów zaserwowały nam najbardziej smakowitą ucztę pierwszej części ligowego sezonu. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, gdyż Hammarby potrzebowało zaledwie dwóch minut i dwudziestu sekund, aby po wrzutce Smilli Holmberg na bliższy słupek i… strzale głową Asato Miyagawy wysforować się na prowadzenie. Przedmeczowe założenia trenera Fernandeza trzeba było zatem błyskawicznie modyfikować, ale przed przerwą gospodynie kontroli nad meczem nie oddały ani na moment. W podobnym trybie rozpoczęła się także druga połowa i tylko dzięki niezwykle ofiarnym interwencjom Pauline Hammarlund, Ebby Hed oraz Anny Koivunen Djurgården jakąś nadprzyrodzoną siłą utrzymywał się w grze. A później przyszła 78. minuta, Therese Åsland zagrała idealną piłkę w kierunku Mimmi Larsson, a była reprezentantka Szwecji wykazała się niesamowitą przytomnością umysłu, wywalczając dla swojego zespołu rzut karny. Ten udało się ostatecznie zamienić na wyrównujące trafienie, ale ostatnie tego wieczora słowo i tak należało do gospodyń. A konkretniej do Julie Blakstad, czyli niekwestionowanej postaci numer jeden tego widowiska, która przymierzyła w samo okienko bramki DIF tak idealnie, że w lepszy sposób tego derbowego starcia podsumować się po prostu nie dało.

A co działo się wcześniej? Otóż na dwa dni w fotelu liderek wygodnie rozsiadły się piłkarki Häcken, a w Hisingen wszyscy powoli zapominają, że obecny sezon jedne z głównych faworytek do złota rozpoczęły od dwóch przykrych porażek oraz przedwczesnego pożegnania się z rozgrywkami Pucharu Szwecji. Tym razem podopieczne trenera Linda dosłownie przejechały się po AIK, prezentując podobny pokaz mocy jak chociażby w niedawnych starciach z Linköping, Alingsås i Brommą. Prawdziwy koncert w środku pola dała pochodząca z Wysp Owczych reprezentantka Danii Johanna Fossdalsa, która nagrodę dla najbardziej wartościowej zawodniczki tego spotkania zgarnęłaby nawet bez niezwykle spektakularnego trafienia na 4-0. Skoro jednak miał to być występ perfekcyjny, to wypadało podkreślić ów fakt w odpowiedni do sytuacji sposób. Całkiem przyjemne popołudnie na Bravida Arenie przeżyła także defensywna pomocniczka Häcken Carly Wickenheiser, gdyż to za jej sprawą gospodynie szybko ustawiły pod siebie mecz i kontroli nad boiskowymi wydarzeniami nie oddały ani na moment. Z kronikarskiego obowiązku warto odnotować jeszcze dwunaste w tej kampanii trafienie Felicii Schröder, niezwykle eksplozywne wejście z ławki Pauliny Nyström, a także łatwość, z jaką zawodniczki z Västergötland raz po raz rozmontowywały całkiem solidnie prezentującą się przecież tej wiosny defensywę z Solnej. Cóż, szwedzki Lyon najwyraźniej odnalazł zagubiony rytm i w Hisingen mogą tylko żałować, że prawie dwumiesięczna, letnia przerwa w rozgrywkach czai się tuż za rogiem.

Pewne, wyjazdowe zwycięstwa zaksięgowały w ten weekend obaj pierwszoligowcy z Malmö. Broniący tytułu Rosengård udał się w tym celu do Linköping i w odróżnieniu od kilku poprzednich ligowych batalii pokazał, że potrafi grać konkretnie i skutecznie. O ile wcześniej zdarzało nam się jak najbardziej słusznie narzekać na rażący brak skuteczności zawodniczek FCR, o tyle teraz trzy celne strzały wystarczyły, aby nie pozostawić przeciwniczkom jakichkolwiek złudzeń co do ostatecznych losów rywalizacji. Jeszcze w pierwszym kwadransie strzelanie rozpoczęła mierzonym uderzeniem z rzutu wolnego Emilia Larsson, gola na 2-0 w zasadzie zrobiła Oonie Sevenius rezerwowa tego dnia Molly Johansson, zaś efektowną wiktorię przypieczętowała szykująca się powoli do wyjazdu na szwajcarskie EURO z reprezentacją Norwegii Emilie Woldvik. W identycznych rozmiarach na LF Arenie w Piteå triumfowało MFF, choć podróżujący za swoim klubem dosłownie przez cały kraj fani ze stolicy Skanii z celebracją poczekać musieli aż do 60. minuty. Właśnie wtedy rozgrywające całościowo kapitalną rundę Isabella D’Aquila do spółki z Mią Persson po raz pierwszy znalazły sposób na sforsowanie defensywy z Norrbotten i w tym momencie właściwie stało się jasne, że komplet punktów wróci wraz z piłkarkami trenera Valfridssona samolotem do Malmö. Na swoim dawnym, domowym obiekcie przypomnieć postanowiła się jednak także Tuva Skoog, a chęci te zaowocowały golem, asystą i… zapisaniem w księdze klubowych rekordów nazwiska Matildy Kristell, która ustaliła wynik meczu przy okazji pierwszego kontaktu z piłką, zaledwie kilkadziesiąt sekund po pojawieniu się na boisku.

W czerwcowym upale, który dosłownie na chwilę nawiedził skandynawskie stadiony, punktami podzieliły się Norrköping i Växjö. Swoista batalia na wyniszczenie nie przyniosła zatem pełni szczęścia żadnej z ekip mocno kandydujących do niezbyt zaszczytnego miana największego rozczarowania pierwszej połowy sezonu. Zdecydowanie bliżej sięgnięcia po pełną pulę były piłkarki IFK, lecz pomimo ewidentnych starań Elin Rombing, Samanthy Angel i Vesny Milivojevic, optycznej przewagi nie udało się przekuć w nic ponad remis. A i o niego byłoby trudno, gdyby w ostatniej minucie przed przerwą za indywidualne krycie czyhającej na dalszym słupku Angel odpowiedzialny był ktokolwiek inny niż filigranowa Chloe Minas. Nieoczekiwany obrót przybrały wydarzenia na dwóch stadionach w Skanii, gdzie faworyzowane Kristianstad oraz Vittsjö męczyły się okrutnie z niżej notowanymi przeciwniczkami. Podopiecznym trenera Blagojevicia koniec końców udało się w najskromniejszym możliwym rozmiarze pokonać czerwoną latarnię z Alingsås, choć do teraz mamy wątpliwości, czy po sytuacyjnym strzale Lisy Klingi futbolówka aby  na pewno przekroczyła całym obwodem linię bramkową. Dwa punkty stracił natomiast kroczący ostatnimi czasy od zwycięstwa do zwycięstwa Kristianstad, bo choć perfekcyjnie prezentowała się australijska współpraca w tandemie Siemsen – Sayer, a super-rezerwowa Viktoria Persson raz jeszcze zrobiła swoje, to skuteczność ewidentnie opuściła tym razem pierwszoplanową tej wiosny snajperkę KDFF Beatę Olsson. Była piłkarka AIK miała przynajmniej dwie stuprocentowe okazje, aby definitywnie rozstrzygnąć losy starcia z Brommą, lecz w obu przypadkach pomyliła się w nieprawdopodobny wręcz sposób, a rewanżująca się za pechową interwencję z pierwszej połowy Julia Olsson do spółki z powracającą z przedwczesnej, sportowej emerytury Alice Ahlberg przypomniały, że w futbolu niewykorzystane sytuacje lubią się mścić.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:


#pokolejce


Jedenastka kolejki:

Derby zweryfikują?

Anna Tamminen już dwukrotnie została wybrana najbardziej wartościową zawodniczką derbów pomiędzy Hammarby i Djurgården (Fot. Bildbyrån)

Czerwcowy wieczór, Kanalplan, sztokholmskie derby – to będzie mecz, którym z pewnością żyć będzie cała piłkarska stolica. Po jednej stronie liderki Damallsvenskan, dopiero co koronowane zwyciężczynie Svenska Cupen i faworytki nie tylko tej batalii. Po drugiej – drużyna aspirująca do tego, aby w najbliższym czasie stać się częścią szeroko rozumianej czołówki. Ligowa rywalizacja Hammarby i Djurgården w XXI wieku układa się tak, że zazwyczaj po komplet punktów sięga w niej zespół wyżej na dany moment notowany. I choć niespodziewanych rozstrzygnięć trafiło się jak na lekarstwo, to potyczki dwóch stołecznych klubów przyzwyczaiły nas do tego, że generalnie emocji i utrzymującego się do ostatnich minut napięcia w nich nie brakuje, o końcowym sukcesie jednych bądź drugich decydują pojedyncze zagrania, a w temacie czysto piłkarskiej jakości także wszystko się zgadza. Tym razem dodatkowego smaczku doda boiskowej rywalizacji konfrontacja dwóch fińskich golkiperek (Tamminen vs Koivunen), dwóch norweskich wirtuozek środka pola (Joramo vs Åsland), czy wreszcie dwóch wszechstronnych, szwedzkich snajperek reprezentujących kompletnie różne generacje i zupełnie odmienne style (Wangerheim vs Larsson). Na papierze w każdej z tych par delikatne, papierowe wskazanie poszłoby w kierunku Zielono-Białych i to właśnie podopieczne trenera Sjögrena tym razem wyjdą na boisko z przeświadczeniem, że derbowe zwycięstwo jest w ich przypadku obowiązkiem. Djurgården ma natomiast ten komfort, że przystępuje do gry jako ekipa, która zdecydowanie bardziej może niż musi, lecz po całkowicie nieudanej wyprawie do Malmö, na porażkę w równie bezbarwnym stylu, Marcelo Fernandez również pozwolić sobie nie może. Czy faworytki z Södermalm udźwigną presję wyniku, wysyłając tym samym jasny sygnał, że prawdziwy mistrzowski wyścig odbędzie się z udziałem tylko dwóch głównych pretendentów? A może wbrew wszelkim przewidywaniom doczekamy się niespodzianki, która może nie zrewiduje jeszcze naszych przewidywań, ale z całą pewnością wleje spore pokłady nadziej w serca sympatyków DIF, którzy podobnie jak piłkarki Dumy Sztokholmu od początku tegorocznej kampanii pokazują się z jak najlepszej strony? Póki co pewne jest jedno – w poniedziałkowy wieczór będzie się działo, a przedostatni, ligowy weekend przed letnią przerwą zakończymy z przytupem.

Zanim jednak w szranki staną dwa zespoły ze stolicy, swoje mecze rozegrają pozostali pretendenci do medali. W niedzielę na swój najdalszy w sezonie wyjazd uda się beniaminek z Malmö, a przed wyprawą podopiecznych trenera Valfridssona do Piteå wiemy tak naprawdę tyle, że… nic nie wiemy. Jasne, indywidualna jakość jest po stronie MFF, a zawodniczki pokroju Isabelli D’Aquili, Sary Kanutte, czy Inés Belloumou już zdążyły podczas tej rundy pokazać, że w decydujących momentach potrafią wciąć na swoje barki odpowiedzialność za wynik drużyny. O specjalną motywację na LF Arenie martwić nie muszą się ponadto Moa Öhman, Ellen Löfqvist oraz znajdująca się w kapitalnej dyspozycji Tuva Skoog, gdyż one wszystkie nie tak dawno reprezentowały jeszcze klub z Norrbotten. Dysponujące zdecydowanie skromniejszym arsenałem Piteå jak nikt inny potrafi jednak zamykać mecze i sprowadzać je do nieustannej, boiskowej walki, a w takich zapaśniczych potyczkach szanse na triumf rozkładają się już bardziej po równo. Nie zdziwimy się jednak, jeśli na koniec dnia różnicę między zwycięstwem i porażką stanowić będzie wynik konfrontacji dwóch weteranek szwedzkich boisk, a pojedynek Josefin Johansson z Mią Persson o dominację w środku pola może nieoczekiwanie skraść show i stać się ozdobą nie tylko tego meczu, ale i całej kolejki. Nieco spokojniej powinno być za to w Kristianstad oraz Hisingen, bo choć Bromma i AIK konsekwentnie udowadniają, że Sztokholm w tym roku ma na poziomie pierwszej ligi cztery pełnowartościowe kluby, to jednak w starciu z takimi osobowościami jak Felicia Schröder, Anna Anvegård, Katla Tryggvadottir, czy Alexandra Johannsdottir, stołeczne ekipy mogą nie odnaleźć skutecznej odpowiedzi. Jak już jednak ustaliliśmy przy okazji zapowiedzi derbów – móc i musieć to dwa różne słowa, więc i tutaj z przedwczesnym dopisywaniem jakichkolwiek punktów zdecydowanie radzilibyśmy się przezornie wstrzymać.

I wreszcie dwie konfrontacje, które spokojnie możemy zaliczyć do grona meczów o odkupienie win. Jeśli bowiem wskazań cztery największe rozczarowania pierwszej fazy sezonu, to bez wątpienia na liście tej w komplecie znaleźliby się Norrköping, Växjö, Linköping oraz Rosengård. O kolejność moglibyśmy się tu oczywiście spierać (choć ta podana w poprzednim zdaniu nie jest bynajmniej przypadkowa), lecz każda z wymienionych ekip zdecydowanie może na tym etapie ligowej kampanii mieć sobie całkiem sporo do zarzucenia. A przynajmniej mieć powinna, bo jak posłucha się wypowiedzi nie tylko zawodniczek, ale i niektórych przedstawicielek obu klubów z Östergötland, to można odnieść wrażenie, że ktoś porusza się tu w alternatywnej rzeczywistości i bynajmniej nie jesteśmy to my. Zaklinanie rzeczywistości na niewiele się jednak zda, jeśli punktów nie zacznie przybywać, a margines błędu z każdym upływającym tygodniem staje się zwyczajnie coraz mniejszy. Kto zrozumie tę prawdę najpóźniej, ten może dosłownie za chwilę znaleźć się w kłopotach, z których wcale nie wychodzi się tak łatwo.

PS. miniony tydzień przyniósł smutne informacje o poważnych urazach Mai Regnås (Norrköping) oraz Tuvy Ölvestad (Bromma). Obu zawodniczkom życzymy oczywiście szybkiego rozpoczęcia rehabilitacji i wytrwałości w dążeniu do kolejnych celów, jakiekolwiek by one nie były.

Sztokholm smutny, Sztokholm radosny

Ligowy weekend rozpoczął się od kolejnego w tym sezonie domowego zwycięstwa AIK (Fot. Philip Kangas)

Przed reprezentacyjną przerwą dość szczegółowo wyjaśnialiśmy dlaczego na miejscu sympatyków Djurgården póki co wstrzymalibyśmy się jeszcze z wygłaszaniem triumfalnych tez. Wiosenny terminarz ułożył się bowiem dla ekipy trenera Fernandeza tak interesująco, że prawdziwą weryfikacją pucharowych ambicji jego podopiecznych miały być cztery ostatnie kolejki przed półmetkiem ligowej kampanii. Pierwszy poważny test piłkarki Dumy Sztokholmu miały przejść w miniony weekend, lecz wyjazdu do Malmö zdecydowanie nie będą miło wspominać. Już przed pierwszym gwizdkiem było jasne, że pod nieobecność Mimmi Larsson oraz Pauline Hammarlund, ówczesne liderki Damallsvenskan nie będą w tym starciu faworytkami, ale aż tak pokaźnych rozmiarów deklasacja zaskoczyła chyba nawet najbardziej ostrożnych w swoich prognozach fanów DIF. I w zasadzie po tak zimnym prysznicu pocieszać można się wyłącznie tym, że w futbolu lepiej raz przegrać 0-4 niż cztery razy po 0-1, gdyż więcej pozytywnych wniosków z tej wyprawy wyciągnąć się po prostu nie da. D’Aquila, Skoog i niezmordowana w środku pola Mia Persson wskazały rywalkom ze stolicy miejsce w kolejce, a gdyby nie kilka kapitalnych interwencji Anny Koivunen, ostateczny wymiar kary mógł okazać się jeszcze bardziej surowy.

Z potknięcia lokalnych konkurentek skwapliwie skorzystało Hammarby i po krótkiej przerwie to zawodniczki z Södermalm ponownie spoglądają z góry na cały ten ligowy peleton. Domowe zwycięstwo nad Vittsjö nie rodziło się może w bólach, trudzie i znoju, lecz gdyby gościnie z północnej Skanii nie dały się zaskoczyć już w 26. sekundzie drugiej połowy, być może na Kanalplan bylibyśmy świadkami zdecydowanie bardziej nerwowej końcówki. Rezultat 3-2 zdaje się być nieco mylący, choć jeśli podopieczne trenera Blagojevicia swój ostatni rzut rożny zamieniłyby przynajmniej na dogodną okazję strzelecką, teraz najpewniej pisalibyśmy o cudownym powrocie i przywoływali w tym miejscu historie punktów wyszarpywanych przez Vittsjö z rąk faworytek dosłownie w ostatnich sekundach. A akurat w tym klubie umieją to robić, o czym najlepiej zaświadczy nam na przykład Elaine Burdett, którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiamy. Tym razem trzęsienia ziemi jednak nie było, dublet Ellen Wangerheim wystarczył do zaksięgowania siódmego w sezonie zwycięstwa po stronie Bajen, a Stina Lennartsson udowodniła, że w tak zwanych warunkach normalnych byłaby absolutną pewniaczką do wyjazdu na szwajcarskie EURO, jeśli tylko pozwoliłoby jej na to zdrowie.

O kolejne trzy punkty swój ligowy dorobek powiększyły Växjö oraz AIK, a wiktorie te zdecydowanie mają twarze konkretnych bohaterek. Ekipę trenera Unogårda (a kto wie, czy przy okazji nie również jego posadę) uratowała amerykańska skrzydłowa Larkin Russell, w niesamowitych okolicznościach odwracając w końcówce losy meczu z Brommą. Piłkarki z Kronobergu po reprezentacyjnej przerwie pokazały się nam w całkowicie innym ustawieniu z trójką stoperek oraz duetem Russell – Redenstrand na wahadłach, a boiskowa rywalizacja przebiegała falami, podczas których to jeden, to drugi zespół przejmował kontrolę nad meczem. W pewnym momencie wydawało się, że to gospodynie raz jeszcze zagrają na nosie wszystkim ekspertom wieszczącym im niechybną degradację, lecz do pełnego sukcesu zawodniczkom ze stolicy znów zabrakło jakiejkolwiek wartości dodanej ze strony bramkarki. I choć niepopularne jest wskazywanie palcem winnych potencjalnych niepowodzeń, to nie da się ukryć, że jeśli Bromma koniec końców z ligi poleci, to główną przyczynę takiego stanu rzeczy wskazać będzie stosunkowo łatwo. Co zaś się tyczy AIK, cenne zwycięstwo nad Rosengård zapewniła Gryzoniom z Solnej Adelisa Grabus. Bośniacka snajperka najpierw wywalczyła jedenastkę, a następnie bezbłędnie zamieniła ją na gola, a grające w liczebnym osłabieniu obrończynie tytułu na taki przebieg wydarzeń nie znalazły już skutecznej riposty. Trzeba jednak podkreślić, że ogromny wykład w sukces ekipy trenera Syberyjskiego miały Daniella Famili (której jedynie wyjątkowy brak szczęścia nie pozwolił w sobotnie popołudnie cieszyć się z gola), a także najlepsza na placu gry Anna Oskarsson, która na prawej flance defensywy zagrała nam przepiękny koncert.

Konfrontacja Stellana Carlssona ze swoim dawnym klubem zgodnie z przewidywaniami momentami zamieniała się w widowisko zapaśnicze, ale na koniec dnia to piłkarki z Piteå wydały z siebie gromki okrzyk radości. Wyjazdowe zwycięstwo nad typowanym przecież do walki przynajmniej o górną połówkę tabeli Norrköping wrażenie jednak robi, nawet jeśli osiągnięte zostało w typowym dla drużyny z dalekiej Północy stylu. Włodarze Peking mają tymczasem sporo materiału do analizy, bo gdy zimą wspominali o emocjonującej kampanii ligowej, zdecydowanie nie mieli na myśli perspektywy walki o ligowy byt. Swoje przedsezonowe cele z uśmiechami na ustach realizują za to w Kristianstad, a Emma Petrovic, Beata Olsson, Katla Tryggvadottir, czy wreszcie ostatnie odkrycie trenera Angergårda Filippa Widén zdecydowanie sprawiają w tej fazie sezonu wrażenie ludzi szczęśliwych, którzy doskonale wiedzą czego chcą i jakimi metodami zamierzają ów cel osiągnąć. Równie skuteczne okazały się propozycje piłkarek BK Häcken, które za sprawą długich, prostopadłych podań (w tym elemencie brylowała przede wszystkim Hikaru Kitagawa) oraz efektywnie rozgrywanych rzutów rożnych (tutaj w rolach głównych obejrzeliśmy tandem Anvegård – Fossdalsa) na koniec ligowego weekendu odniosły nadspodziewanie komfortowe zwycięstwo na Bilbörsen Arenie w Linköping.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:


#pokolejce


Jedenastka kolejki:

Luźne wnioski po kadrze

To było naprawdę udane zgrupowanie w wykonaniu kadry Petera Gerhardssona (Fot. Bildbyrån)

W czasach nieco większej prosperity naszej kadry, czasami wjeżdżały tutaj podsumowania kolejnych zgrupowań w postaci serii luźno powiązanych ze sobą wniosków. A skoro za nami niewątpliwie udany dla podopiecznych selekcjonera Gerhardssona tydzień, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby tymczasowo wrócić do korzeni i na szybko przeanalizować odpowiedzi, których na dziś ten włosko-duński spektakl w dwóch aktach nam dostarczył. Nie przedłużamy i rozpakowujemy:

Smilla Holmberg, Ellen Wangerheim i Felicia Schröder to gotowe reprezentantki kraju. Na dziś, nie na bliżej nieokreśloną przyszłość. I w dobrym interesie nas wszystkich będzie, jeśli staną się integralną częścią tego zespołu. Oczywiście tak długo, jak będą ku temu sportowe powody.

Kolejka chętnych do tego, aby wreszcie doczekać się realnej szansy na jakiekolwiek zaistnienie w kadrze wciąż jest długa. Na szczycie listy aktualnie znajdują się takie nazwiska, jak chociażby Evelyn Ijeh oraz My Cato, ale warto trzymać rękę na pulsie i na bieżąco obserwować poczynania szwedzkich piłkarek na boiskach całego świata.

No właśnie – reprezentacja to organizm specyficzny i w przeciwieństwie do drużyny klubowej nie buduje się go codzienną pracą na treningach. Przy takiej charakterystyce, zamykanie się na dopływ świeżej krwi jest tak naprawdę niczym więcej jak tylko działaniem na własną niekorzyść poprzez odcinanie sobie potencjalnych, nowych ścieżek. Im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej dla nas wszystkich, od selekcjonera tę wyliczankę rozpoczynając.

Bezwarunkowa gwarancja miejsca w wyjściowej jedenastce rozleniwia i jest na każdej możliwej płaszczyźnie przeciwskuteczna. Występ chociażby Kosovare Asllani czy Stiny Blackstenius przeciwko Danii jasno pokazuje, że odrobina wewnętrznej rywalizacji jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Julia Zigiotti uwielbia grać przeciwko Dunkom, a to doskonała informacja w perspektywie być może kluczowego meczu w fazie grupowej tegorocznego EURO.

In Kaneryd we trust. Nasza liderka ewidentnie ma tę moc i w przededniu wielkiej imprezy pokazuje, że będziemy mogli na nią liczyć.

W podobnych słowach możemy określić obecną sytuację Filippy Angeldal i trzeba chyba ostatecznie przyzwyczajać się do rzeczywistości, w której to pomocniczka madryckiego Realu stanie się niekwestionowaną liderką szwedzkiej drugiej linii.

Śmierć. Podatki. Główki Horan. Szwedzkie stałe fragmenty. Najsilniejsza broń i symbol kadry pod przewodnictwem Gerhardssona wciąż funkcjonuje i może pomóc nam w kluczowych momentach.

Wracaj do zdrowia, Fridolina! Bez Ciebie ta kadra po prostu nie jest taka sama i nie mówimy tu wyłącznie o sportowej jakości.

Magdalena Eriksson oraz Nathalie Björn są w stanie stworzyć niezwykle trudną do sforsowania, dwuosobową zaporę, ale pod jednym warunkiem: musi wylosować się ku temu dobry dzień. Bo jeśli stanie się inaczej, znajdziemy się w wielkich kłopotach.

Pierwsze miejsce na koniec fazy grupowej Ligi Narodów niesie za sobą dwa wymierne skutki; jeden wybitnie pozytywny, drugi – niełatwy do jednoznacznego sklasyfikowania.

Zacznijmy od pozytywów: w zasadniczej fazie eliminacji do mundialu na pewno nie zagramy przeciwko Hiszpanii, Niemcom oraz Francji.

Dokładnie z tymi rywalkami nowy selekcjoner rozegra za to jesienią aż cztery mecze i doprawdy trudno orzec, czy okaże się to z perspektywy Tony’ego Gustavssona nagrodą, czy przekleństwem.

Choć skoro już robić przegląd kadr i ogłaszać nowe otwarcie, to może faktycznie warto sprawdzić się na tle absolutnego topu. Inna sprawa, że doskonale pamiętając losy przyszłego selekcjonera z czasów jego pracy w Tyresö, nie obrazilibyśmy się na możliwość rozegrania przynajmniej dwóch spotkań z rywalkami na przykład z przełomu pierwszej i drugiej dziesiątki światowego rankingu.

Ogólny bilans zgrupowania wychodzi jednak na zdecydowany plus, co oczywiście na ten moment nie jest żadną gwarancją nawet namiastki lipcowego sukcesu.

Dlatego właśnie idziemy dalej, wciąż w nadziei ściskając kciuki, że sztab Gerhardssona nie zaliczy spektakularnego potknięcia na ostatnim płotku. Bo szwedzki futbol w wydaniu reprezentacyjnym na takie wstrząsy nie jest niestety ani trochę przygotowany.

Znów będzie mijanka?

A któż to się tak pięknie cieszy? To chyba wciąż aktualne liderki Damallsvenskan z Djurgården (Fot. Bildbyrån)

Nowe czasy nam nastały. Za chwilę połowa czerwca, na horyzoncie długie, gorące, letnie wieczory, a Djurgården przystępuje do gry po reprezentacyjnej przerwie jako wciąż niepokonany na ligowych boiskach lider. Już jutro piłkarki trenera Fernandeza czeka jednak niezwykle poważny, a do tego wyjątkowo istotny test. Bo skoro coś prognozować trzeba, to scenariusz rozstrzygnięcia mistrzowskiego wyścigu w tandemie Häcken – Hammarby wciąż wydaje się najbardziej logicznym ciągiem zdarzeń. W takim układzie do wzięcia cały czas pozostawałaby jednak lokata na najniższym stopniu podium, a jest to nagroda o tyle atrakcyjna, że pozwala ona spróbować swoich sił w Europie. Taką szansę z największym zadowoleniem przyjęliby w obozie beniaminka z Malmö, lecz na nieukrywającą swoich długofalowych ambicji i celów ekipę ze Skanii coraz silniejszą presję zaczyna wywierać stołeczne Djurgården. Bezpośrednie starcie na Eleda Stadion żadnych wiążących odpowiedzi nam jeszcze nie da, lecz gdyby z czterech punktów zaliczki sztokholmianek nagle miało zrobić się siedem, to nawet na tym etapie rozgrywek stanowiłoby to całkiem pokaźny kapitał. Nie można jednak również wykluczyć, że po starciu w Malmö zamiast zwyciężczyń i pokonanych będziemy mieli dwa rozczarowane brakiem pełnej puli zespoły i za taki przebieg sobotniego popołudnia kciuki ścigają przede wszystkim w Kristianstad. Zespół trenera Angergårda przed dwutygodniową przerwą na reprezentacyjne granie regularnie zachwycał prezentowaną przez siebie formą i jeśli tylko kluczowe zawodniczki składu ze wschodniej Skanii fenomenalnej dyspozycji gdzieś po drodze nie zagubiły, to one także powinny być mocno brane pod uwagę przy okazji medalowych rozważań.

W Norrköping dojdzie do pierwszego, ligowego spotkania Stellana Carlssona z jego dawnym klubem i już tylko ten jeden argument wystarcza, aby bliżej zainteresować się tą rywalizacją. Jej sportowy aspekt również nie jest jednak bez znaczenia, bo o ile obecności ekipy z Piteå gdzieś w okolicach strefy spadkowej można było się spodziewać, o tyle włodarze IFK przedsezonowe oczekiwania mieli niewspółmiernie wyższe. Człowiekiem, który miał pomóc w ich realizacji obwołany został właśnie były, wieloletni opiekun piłkarek z Norrbotten i tuż przed półmetkiem ligowej kampanii wybór ten wydaje się równie kontrowersyjny i pozbawiony argumentów, co kilka miesięcy wcześniej. Dopóki piłka pozostaje w grze, nikogo nie można jednak skreślać, choć akurat potencjał na przykład takiej Wilmy Leidhammar z pewnością dałoby się uwolnić zdecydowanie bardziej efektywnie. Ciekawie zapowiadają się także sobotnie potyczki w dwóch sztokholmskich dzielnicach; w Solnej naprzeciwko siebie staną dwa prawdopodobnie najbardziej chimeryczne i nierówne zespoły Damallsvenskan, które na dodatek w dziewięciu rozegranych dotąd kolejkach uzbierały identyczną liczbę punktów, zaś w Brommie jedno z pozytywnych zaskoczeń otwarcia sezonu podejmie rozczarowujące jak dotąd w niemal każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła Växjö. I nie trzeba chyba nawet dodawać, że rezultat obu tych konfrontacji pozostaje sprawą całkowicie otwartą.

Potknąć nie powinni się za to w najbliższy weekend obaj faworyci, którzy solidarnie przystąpią do gry w niedzielę. Podrażnione porażką w Kristianstad, lecz dla równowagi podbudowane udanymi występami Smilli Holmberg oraz Ellen Wangerheim w kadrze Petera Gerhardssona Hammarby, podejmie na Kanalplan Vittsjö i bez względu na okoliczności nie może pozwolić sobie na stratę w tej potyczce jakichkolwiek punktów. Uważać na potencjalną pułapkę będą musieli także w obozie Häcken, bo nawet jeśli Linköping z każdym tygodniem zanurza się coraz głębiej w pokładach beznadziei, to akurat na niespodziewane, pojedyncze wyskoki ekipę trzykrotnych mistrzyń Szwecji wciąż jak najbardziej stać. Przed rokiem boleśnie przekonały się o tym właśnie Osy z Hisingen, które teraz postarają się wszystkimi siłami dopilnować, aby nie dopuścić do ani trochę niepotrzebnej im powtórki.