Ahoj, nowa przygodo!

Reprezentacja Damallsvenskan gotowa na kolejną, europejską podróż

Tylko godziny dzielą nas od chwili, w której dwa z trzech szwedzkich klubów zainaugurują nowy sezon europejskich pucharów. I już przed pierwszym kopnięciem futbolówki możemy bez cienia wątpliwości nazwać go przełomowym. Po wielu bezpowrotnie straconych latach UEFA wreszcie na poważnie wzięła się za reorganizację swoich flagowych rozgrywek i po czteroletnim okresie przejściowym, wreszcie otrzymaliśmy do rąk produkt, który przy odrobinie dobrej woli możemy nazwać kompletnym. Jest Liga Mistrzyń w odświeżonej, niezwykle interesującej formule i jest (nareszcie!) Puchar Europy, dzięki któremu międzynarodowe trofea nie będą już tylko grą na kilkuosobowej grupy europejskich potentatów. Oczywiście, pewne detale wciąż wymagają usprawnień, wszak najsilniejsze ligi na kontynencie niewątpliwie zasługują na przynajmniej cztery pucharowe miejsca, ale gorąco wierzymy, że w kolejnych latach ten całkiem sprawnie działający system będzie już tylko i wyłącznie ulepszany. Bo skoro po dekadach (i nie jest to w żadnym wypadku hiperbola) frustracji i rozczarowań wreszcie znaleźliśmy się na właściwej ścieżce, to teraz trochę głupio byłoby z niej schodzić. Zachowanie czujności niezmiennie jednak zalecamy, gdyż decydenci z UEFA wiele razy udowadniali nam, iż dla nich nie ma rzeczy niemożliwych w każdym tego słowa znaczeniu.

Wracając jednak do kwestii sportowych, to Puchar Europy niewątpliwie wydaje się turniejem wręcz skrojonym pod takie ligi jak nasza. Stara i jak najbardziej prawdziwa maksyma mówi jednak, że mierzyć trzeba zawsze wysoko, więc piłkarkom Rosengård, Häcken oraz Hammarby z całego serca życzymy udanego szturmu na Ligę Mistrzyń. Bo tam nieporównywalnie większe i prestiż i potencjalne profity do podniesienia z murawy. Każde pojedyncze zwycięstwo będzie mieć jednak swoją wymowę, bo już jutro możemy być na sto procent pewni, że wszyscy reprezentanci Damallsvenskan w komplecie zameldują się przynajmniej w fazie zasadniczej Pucharu Europy. Aby ten plan minimum został zrealizowany, mistrzynie Szwecji z Rosengård muszą uporać się z macedońskim Ljubotenem, a podopieczne trenera Martina Sjögrena z ukraińską Woskłą Połtawa. Nie ma co zakłamywać rzeczywistości – jest to naprawdę przyjemny zestaw rywalek i każde inne rozstrzygnięcie niż dwa pewne i spokojne awanse postrzegalibyśmy jako sporego kalibru rozczarowanie. Jeśli którejś z naszych ekip przydarzyłaby się nieoczekiwana wpadka, szansa na występy w fazie głównej Pucharu Europy wciąż będzie oczywiście realna, lecz droga ta wydłuży się aż o dwie, potencjalnie trudniejsze przeszkody. Dbając o własny komfort, warto zatem załatwić sprawę już jutro i z relatywnie czystą głową przystąpić do bojów o wspomniane już wcześniej splendor, pieniądze i sławę. A na kolejnym etapie poprzeczka pójdzie już zdecydowanie wyżej, gdyż – zakładając, że obędzie się bez sensacji – Rosengård zmierzy się na wyjeździe z belgijskim Leuven, zaś Hammarby podejmie na Kanalplan angielski Manchester United z Julią Zigiotti i Fridoliną Rolfö w składzie.

Dwa zwycięstwa pozwoliłyby zespołom z Malmö i Sztokholmu zameldować się w decydującej rundzie eliminacji, zwanej także fazą play-off. Właśnie w niej do gry włączą się również piłkarki Häcken, które ten przywilej zawdzięczają w największym stopniu… koleżankom z londyńskiego Arsenalu i mediolańskiego Interu. Oj, skomplikowane to wszystko, ale najważniejsze, że ekipa z Hisingen przystąpi do rywalizacji pewna rozstawienia, więc przy dobrym układzie w dwumeczu o Ligę Mistrzyń może czekać ją bój z przeciwniczkami pokroju Sportingu Lizbona, Glasgow City lub Austrii Wiedeń. To oczywiście wersja bardziej optymistyczna, lecz w takim scenariuszu wariant 1 LM + 2 PE wydawałby się całkiem realny. Najważniejsze jednak, aby pozostać na tej efektownej, europejskiej imprezie jak najdłużej, bo każdy rozegrany mecz to szansa na podreperowanie zarówno współczynnika klubowego, jak i krajowego. A w tym ostatnim nasza rywalizacja z Norwegią i Holandią o siódmą lokatę, gwarantującą aż trzy miejsca w eliminacjach Ligi Mistrzyń i potencjalnie łatwiejszą drogą do faz zasadniczych obu rozgrywek, zapowiada się niesamowicie frapująco i na dziś zwyczajnie niemożliwe jest wskazanie, kto znajduje się choćby minimalnie bliżej celu. Choć dla porządku musimy zaznaczyć, że po odjęciu punktów zdobytych w sezonie 2020-21, to Holenderki startują do tego wyścigu z pole position, wyprzedzając Norwegię o 0,5, a Szwecję o 0,8 punktu. Różnice te są jednak na tyle minimalne, że na teraz zaprzątamy sobie głowy nie nimi, a jutrzejszymi meczami pierwszej rundy kwalifikacyjnej. Rosengård rozpocznie swoją batalię już o godzinie 13, Hammarby natomiast późnym wieczorem, ale niezależnie od pory dnia, liczymy na bardzo podobny efekt końcowy. A później… niech ta pucharowa karuzela się kręci, a my zadbamy o to, aby jak najdłużej się na niej utrzymać!

Norrköping odrobił lekcję

Kibice z Norrköping mieli w Hisingen sporo powodów do świętowania (Fot. Niclkas Elmrin)

W piłkarskim uniwersum wrażenia artystyczne są zazwyczaj kwestią mocno subiektywną, lecz tym razem chyba przez aklamację możemy zgodzić się co do tego, że oto za nami najbardziej emocjonujący weekend ze szwedzkim futbolem klubowym. Dosłownie każdy z rozegranych w ramach piętnastej serii spotkań meczów miał swoją niepowtarzalną dramaturgię i w zasadzie zamiast malować tę historię słowami, powinniśmy chyba zaprosić do odtworzenia materiałów wideo, ponieważ tylko one realnie oddadzą przynajmniej namiastkę tego, co przyniosły nam ostatnie dni. Tradycję jednak trzeba szanować, wobec czego standardowe podsumowanie kolejki oczywiście w swoim zwyczajowym miejscu się pojawi, z tym jednak zastrzeżeniem, że jeśli coś w piątek, sobotę lub niedzielę was jednak ominęło, to tym razem zdecydowanie warto nadrobić te zaległości także w wersji obrazkowej.

Szybki rajd przez ligowe stadiony rozpoczynamy od Malmö Idrottsplats, gdzie bezskutecznie szukający pierwszego w rundzie rewanżowej zwycięstwa Rosengård podejmował prowadzone przez Olofa Unogårda Växjö. Przed przerwą obejrzeliśmy 45 minut sennego i kompletnie bezbarwnego widowiska, lecz po zmianie stron oba zespoły przeszły tak ogromną metamorfozę, że nawet najwięksi specjaliści w tej kategorii ani trochę by się jej nie powstydzili. Dwa gole samobójcze, pięć zmian prowadzenia, kapitalne trafienie Emmy Jansson po centrze Anastazji Pobiegajło i jeszcze lepsza odpowiedź niezawodnej Larkin Russell, a na koniec taniec radości gościń z Kronobergu, które dzięki wywiezionym ze Skanii trzem punktom wreszcie na dobre odskoczyły w tabeli od bezpośredniego sąsiedztwa strefy zagrożenia. W Malmö działo się zatem dużo i szybko, lecz na skąpanym w deszczu sztokholmskim Kanalplan byliśmy świadkami jeszcze bardziej efektownego spektaklu. Wprawdzie jedyne jak się okazało trafienie autorstwa Julie Blakstad trudno nazwać jego ozdobą, ale postawa obu golkiperek jak najbardziej zasługuje już na najwyższe uznanie. Pozyskana w trybie awaryjnym z angielskiego Brightonu Melina Loeck aż cztery razy kapitalnymi interwencjami ratowała Bajen przed utratą gola, a po drugiej stronie nie mniej pracy miała Moa Olsson, od czasu do czasu wspomagana dodatkowo przez harującą na całej szerokości boiska Emmę Petrovic. To spotkanie naprawdę mogło zakończyć się wynikiem w okolicach 5-3 i nie jest to bynajmniej nawet delikatna hiperbola, ale po ambitnej i pełnej determinacji grze z obu stron, to podopieczne trenera Sjögrena mogły w piątkowy wieczór świętować wywalczenie kompletu punktów.

A zwycięstwo nad trudnym rywalem okazało się o tyle cenniejsze, że kolejnego dnia na własnym boisku niespodziewanie potknęły się liderki z Hisingen. W zapowiedzi kolejki pisaliśmy, że mecz przeciwko niedocenianemu Norrköping będzie dla piłkarek z Bravida Areny pierwszą, jesienną weryfikacją i niestety dla nich zakończyła się ona całkowitą klapą. Już sam początek meczu zwiastował gospodyniom nie lada kłopoty, ale gdy fazę początkowej dominacji IFK udało się przetrwać bez strat, a później wynik rywalizacji otworzyła niezawodna Felicia Schröder, fortuna znów zdawała się sprzyjać zawodniczkom z Västergötland. Niestety dla nich, im także nie udało się w pełni wykorzystać dobrego fragmentu spotkania, a skromna zaliczka w tym wypadku okazała się być niewystarczająca. Jasne, wyrównujące trafienie rozgrywającej na środku defensywy IFK swój mecz życia Ebby Handfast było nieco szczęśliwe, a rzut karny podyktowany przez sędzię Selmę Griberg po domniemanym faulu na Vesnie Milivojevic mocno dyskusyjny, ale nie da się ukryć, że to Norrköping tego dnia zdecydowanie bardziej sobie pomógł. A że wnioski z niezwykle bolesnej, ubiegłorocznej porażki zostały w obozie IFK wyciągnięte, to tym razem dwubramkowej przewagi w Hisingen gościnie z rąk już nie wypuściły. I nawet wyśmienita dyspozycja niezmordowanej Alice Bergström na niewiele się miejscowym zdała. Pewnie wykonany rzut karny rozstrzygnął także niesamowicie wyrównane derby stolicy. Norweżka Therese Åsland ze stojącej, ustawionej dokładnie dwanaście jardów przed bramką piłki myli się jednak niezwykle rzadko, wobec czego to Djurgården powrócił w ten weekend na zwycięską ścieżkę, po której z kolei od dłuższego czasu pewnym krokiem podążają piłkarki Malmö FF. Beniaminek ze Skanii bez większych problemów rozbił na wyjeździe wyraźnie przygaszoną po letniej przerwie Brommę, a Mia Persson oraz Tuva Skoog raz jeszcze zgłosiły wyraźny akces do tegorocznej Jedenastki Sezonu Damallsvenskan, którą będziemy wybierać już za nieco ponad dwa miesiące.

W niedzielę pasjonowaliśmy się przede wszystkim sytuacją w dolnej połówce tabeli, w której to na dobre zakopały się ostatnimi czasy zespoły z Alingsås oraz Linköping. Oba w ten weekend rozgrywały mecze na własnych obiektach, oba całkiem realnie miały nadzieję na odbicie się od dna, lecz tylko piłkarkom trzykrotnych mistrzyń Szwecji zamierzenia te udało się ostatecznie zrealizować. I to w stylu, który jeszcze głośniej każe zadawać pytania o to, co ta drużyna wyprawiała w zasadzie od początku rozgrywek. Tak bardzo chwalone przez nas na starcie rundy jesiennej Vittsjö na Bilbörsen Arenie nie zaistniało nawet przez sekundę a porażka 0-3 była z perspektywy ekipy trenera Blagojevicia najniższym wymiarem kary. Lisa Björk, Maria Olafsdottir, Sara Eriksson, czy Jonna Andersson wreszcie zagrały na miarę swojego potencjału, a kapitalny performance orkiestry Wiliego Kirka podsumowała spektakularnym strzałem w samo okienko bramki Savanny Madden Keera Mellenhorst. W biegunowo odmiennych nastrojach kończyły niedzielne granie zawodniczki z Alingsås, choć pomimo absencji Karin Lundin oraz Tilde Karlsson, a także błyskawicznie obejrzanej przez Idę Österlind czerwonej kartce, beniaminek niezwykle długo stawiał dzielny opór rywalkom z Piteå i długimi fragmentami był na Mjörnvallen zespołem wyraźnie lepszym. Futbol czasami bywa jednak w swojej nieprzewidywalności niezwykle okrutny, a trafienia last-minute kolejno Sagi Swedman oraz Emmy Viklund pozwoliły piłkarkom z Norrbotten złapać chwilowy oddech. Przy odradzających się ekipach z Växjö i Linköping, a także mocno nieprzewidywalnej Brommie, o spokojnej końcówce sezonu na LF Arenie mowy być jednak absolutnie nie może.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:


#pokolejce


Jedenastka kolejki:

Liga nabiera tempa

Daniela Galic (Vittsjö) i Mia Persson (Malmö) mają za sobą bardzo udane otwarcie rundy rewanżowej (Fot. Christian Örnberg)

Żyjąc i funkcjonując w erze TikToka siłą rzeczy musimy przyzwyczaić się do obowiązujących w niej reguł. A ta być może najistotniejsza przypomina nam, że obecnie wszystko wokół nas dzieje się zdecydowanie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a każdy moment nieuwagi może nas potencjalnie naprawdę drogo kosztować. Prawidła te tyczą się oczywiście również naszej ligi, która to niby dopiero wznowiła rozgrywki po letnim szaleństwie reprezentacyjnym, a już za chwilę  – szczególnie w jej dolnych rewirach – może przynieść nam odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania. Jasne, w końcówce sierpnia, ani nawet w pierwszej połowie września, nikt ostatecznie z najwyższej klasy rozgrywkowej jeszcze nie spadnie, lecz ewentualne straty poniesione w tym newralgicznym okresie, mogą okazać się koniec końców niemożliwe do zniwelowania. Te słowa kierujemy szczególnie do piłkarek z Linköping, które niby nie grają aż tak tragicznie, jak podpowiadałyby suche liczby, ale jednak deficyt aż dziewięciu punktów do bezpiecznej strefy nie wziął się przecież znikąd. W obozie nie tak dawnych przecież mistrzyń Szwecji oficjalnie panuje względny spokój, lecz gdy nieco dokładniej ucho przyłożyć, to można spotkać się z opiniami, że w gabinetach LFC po przegranych w mocno średnym stylu derbach wreszcie na poważnie zdali sobie sprawę z powagi sytuacji. Zdecydowanie mniejsze ambicje mieli przez rozpoczęciem rozgrywek w Alingsås, lecz siedem wywalczonych na Mjörnvallen punktów sprawiło, że i w tej ekipie nieśmiało zaczęli kreślić plany sięgające realnej walki o utrzymanie. Oba znajdujące się aktualnie w strefie spadkowej zespoły zagrają w najbliższy weekend na własnych obiektach i oba podejmą na nich rywalki teoretycznie znajdujące się w ich zasięgu. Trudno rzecz jasna stawiać sprawę w taki sposób, że oto piętnasta seria spotkań okaże się tą definiującą los którejkolwiek z ekip, ale nie da się uciec od tezy, że zarówno Linköping, jak i Alingsås wyjdą na murawę z przeświadczeniem, że tym razem gra idzie o znacznie większą stawkę niż tylko trzy kolejne punkty. Tym bardziej, że znajdujące się na szczycie ewentualnych drużyn do prześcignięcia Bromma oraz Växjö w czekających je potyczkach z rywalkami z Malmö faworytkami nie będą i ten wciąż spory dystans w najbliższych dniach realnie dałoby się znacząco skrócić. Warunek niezbędny jest jednak wciąż ten sam – czas wreszcie zacząć wygrywać swoje mecze, bo bez tego nawet najkorzystniejszy splot wydarzeń towarzyszących nie pomoże w skutecznej realizacji celów.

Do miana hitu kolejki najbardziej pretendują chyba dwa spotkania, które zostaną rozegrane w stolicy. Już jutro szykujące się do nowej, europejskiej przygody Hammarby podejmie na Kanalplan mocno niewygodny z ich perspektywy Kristianstad. Być może zabrzmi to dla niektórych wręcz nieprawdopodobnie, ale odkąd ekipa z Södermalm pokonała u siebie KDFF w roli beniaminka Damallsvenskan, w kolejnych próbach nie potrafiła ugrać w domowych bataliach z zespołem ze wschodniej Skanii choćby skromnego punkcika. Przebieg tych rywalizacji był bardzo różny, ale na koniec zawsze zgadzało się to, że komplet oczek odjeżdżał wesołym busem do K-Town, jak do chóralnie śpiewano w szatni za kadencji Elisabet Gunnarsdottir. Co więcej, starcia tych zespołów kreowały zazwyczaj nieoczywiste bohaterki, więc już teraz z niesłabnącym zaciekawieniem zastanawiamy się, czy w tym roku w tej roli wystąpi na przykład Filippa Widén, czy może jednak któraś z zawodniczek Bajen. Równie frapująco zapowiada się sobotnia konfrontacja AIK z Djurgården. Oba zespoły w swoich ostatnich występach solidarnie zawiodły, więc gdzie się w oczach własnych fanów rehabilitować, jak nie w potyczce z odwiecznym, lokalnym rywalem? Therese Åsland czy Danialle Famili? Pauline Hammarlund-Rubin czy Adelisa Grabus? Jennie Nordin z Matildą Plan, a może jednak Camille Ashe z Nanne Ruuskanen? A przecież nawet nie wspomnieliśmy jeszcze nawet o dynamicznych skrzydłowych w osobach Olivii Ulenius oraz Idy Björnberg. Oj tak, potencjał na wielkie, sztokholmskie meczycho jak najbardziej tutaj dostrzegamy! Zdecydowanie najpoważniejszy od początku rundy test czeka także liderki z Hisingen. Drużyna trenera Linda w starciu z Norrköping będzie oczywiście celować w pewne zwycięstwo, ale pomimo ogromnego uznania dla niedawnych poczynań dla tego, co od pewnego momentu wyczyniają w tym sezonie na ligowych boiskach Schröder, Anvegård, Jusu Bah, Tindell, czy Bergström, naprawdę potrafimy dostrzec w tym zestawieniu ścieżkę prowadzącą w kierunku rozstrzygnięcia jednoznacznie nieoczywistego. Nie jest ona oczywiście tą najbardziej prawdopodobną, ale zawodniczki z Östergötland już w poprzednich rozgrywkach dały nam na Bravida Arenie naprawdę niezłe show i teoretycznie nic nie stoi na przeszkodzie, aby przynajmniej ten scenariusz powtórzyć, być może tym razem z nieco bardziej szczęśliwym dla nich finałem.

Weekend gospodarskich derbów

Bitwa o Östergötland tym razem dla piłkarek z Norrköping (Fot. Bildbyrån)

Była 23. minuta derbowego starcia na Platinumcars Arenie w Norrköping, kiedy gospodynie wreszcie udokumentowały golem swoją bezdyskusyjną przewagę w tej fazie spotkania. Ów fakt sam w sobie nie był jakoś przesadnie zaskakujący, lecz ku uciesze najbardziej zagorzałych fanów zasiadających na kultowej Curva Nordahl, na listę strzelców wpisała się zawodniczka, której nazwiska w tej konkretnej rubryce spodziewaliśmy się chyba najmniej. Osiemnastoletnia Freja Lindwall wskoczyła do wyjściowej jedenastki w wyniku urazu Elin Rombing i choć w pierwszych kilku minutach meczu w jej boiskowych poczynaniach dało się zauważyć pewne zalążki sportowej tremy, to błyskawicznie została ona przekształcona w pozytywną energię, a niezwykle efektowny gol na 1-0 był najlepszym tego dowodem. Przed przerwą zawodniczki w biało-niebieskich strojach zdawały się całkowicie kontrolować przebieg rywalizacji, ale coraz bardziej rozpaczliwie szukający jakichkolwiek punktów Linköping podjął jeszcze próbę podłączenia się do gry. Seryjnie bite rzuty rożne oraz rosnąca w szybkim tempie liczba wymienionych podań ani trochę nie przekładały się jednak na konkrety pod bramką Caroline DeLisle, a gdy gościniom wreszcie udało się coś wykreować, to stadionowy zegar wskazywał dziewięćdziesiątą minutę i dwa gole deficytu. Grające zdecydowanie bardziej energooszczędnie podopieczne trenera Carlssona potrafiły bowiem wyprowadzić składną, zespołową akcję, którą celnym strzałem sfinalizowała Vesna Milivojevic.

Wyjątkowo mało gościnne były dla swoich derbowych konkurentek także piłkarki z Kristianstad, które zresztą powinny w sobotnie popołudnie opuszczać murawę z identycznym wynikiem, co dzień później ich koleżanki z Norrköping. Pomarańczowe w tym sezonie mają jednak wyjątkowego pecha do arbitrów i jeśli jeszcze kilka dni temu wydawało nam się, że wiosennego popisu Anni Hartikainen absolutnie nic w najbliższym czasie nie przebije, to te założenia szybko przyszło nam zweryfikować. Bo oto w 56. minucie derbów Skanii prowadząca to spotkanie Salma Griberg najwyraźniej postanowiła zapewnić fanom obu ekip nadprogramowe emocje, uznając gola dla FC Rosengård, którego widziała… tylko ona sama. Po główce Emmy Pennsäter (swoją drogą, warto odnotować kolejne kapitalne dośrodkowanie mającej zdecydowanie dobry czas Anastazji Pobiegajło) Moa Olsson sparowała futbolówkę na poprzeczkę tak ewidentnie, że ta w żadnym momencie nie doleciała nawet do linii bramkowej. Ani jedna z zawodniczek FCR nie zdecydowała się nawet na taktyczne podniesienie rąk do góry, defensorki z Kristianstad celebrowały udaną interwencję swojej golkiperki, aż tu nagle pani sędzia postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i całe szczęście, że decyzja ta nie wpłynęła ostatecznie w sposób bardziej znaczący na końcowe rozstrzygnięcie. Gospodynie do siatki Samanthy Murphy trafiały bowiem dwukrotnie i w obu przypadkach były to gole przecudnej urody. Tym najbardziej spektakularnym uznaliśmy ostatecznie trafienie autorstwa Alice Egnér, a stało się tak prawdopodobnie dlatego, że w przeciwieństwie do Emmy Petrovic była skrzydłowa Trelleborga nie uderzała ze stojącej piłki. Dla Kristianstad zdecydowanie najważniejszy był jednak tego dnia sam powrót na zwycięską ścieżkę, choć wywalczone w takich okolicznościach zwycięstwo nad takim rywalem z pewnością wpłynie pozytywnie na i tak całkiem niezłe morale w klubowej szatni.

Drugi w sezonie mecz wygrały piłkarki beniaminka z Alingsås, dzięki czemu trwające rozgrywki już teraz stały się najlepszymi w całej historii klubu. Jeszcze bardziej budujące jest jednak to, że podopieczne trenera Häggströma w sobotę były od przeciwniczek z Brommy po prostu wyraźnie lepsze, a dwukrotne odwrócenie niekorzystnego wyniku było w pełni zasłużoną konsekwencją wypracowywanej mozolnie przewagi. Tilde Karlsson rozegrała mecz, który przy dobrym układzie może okazać się w jej sportowej karierze punktem zwrotnym, lecz na specjalne wyróżnienie swoją postawą zasłużyły także autorka zwycięskiego gola Emmy Blomberg oraz harująca jak mrówka na prawej flance Alma Öberg. O występującej tym razem w roli asystentki Karin Lundin nawet nie wspominamy, gdyż wszystko, co dla AIF w ostatnich miesiącach dobre, najczęściej zaczyna się właśnie od napastniczki pozyskanej zimą z włoskiej Fiorentiny i nie inaczej było także i tym razem. Bliskie równie efektownego zwycięstwa nad wyżej notowanym Djurgården były ponadto piłkarki z Vittsjö, lecz na drodze do sięgnięcia po pełną pulę stanęła im kombinacja indolencji strzeleckiej Sofie Rewuchy oraz niesamowity refleks Anny Koivunen. Ze stolicy zawodniczki z okolic Hässleholm mogły jednak wracać w poczuciu dobrze wykonanej misji, a premierowe trafienie Australijki Danieli Galic na boiskach Damallsvenskan jest z ich perspektywy dodatkowym bonusem i obietnicą spokojniejszej niż można było jeszcze nie tak dawno przypuszczać rundy jesiennej.

Na koniec wspomnimy o tercecie liderek, który zrobił swoje, zwyciężając w swoich meczach pewnie, bezdyskusyjnie i całkiem efektownie. Felicia Schröder i Ellen Wangerheim niezmiennie śrubują strzeleckie rekordy, a Tabitha Tindell z Monicą Jusu Bah (po stronie Häcken) oraz Anna Jøsendal z Vilde Hasund (w ekipie Hammarby) dzielnie im w tych przedsięwzięciach sekundują. Tempo tandemu faworytek póki co zaskakująco dobrze wytrzymuje beniaminek z Malmö, prowadzony w bój przez charyzmatyczną liderkę drugiej linii Mię Persson. Doświadczona pomocniczka w niedzielę zapisała przy swoim nazwisku asystę przy golu Tuvy Skoog, a jej zespół po raz drugi w tym sezonie pewnie pokonał stołeczny AIK. Dla piłkarek trenera Syberyjskiego był to z pewnością wyjątkowo zimny prysznic po udanym początku rundy, ale w Solnej mogą przynajmniej pocieszać się tym, że naprzeciwko ewidentnie najbardziej niewygodnego z ich perspektywy ligowego rywala do końca roku już ani razu nie przyjdzie im stanąć.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:


#pokolejce


Jedenastka kolejki:

Doceńmy derby póki czas

Norrköping kontra Linköping – czy za rok te ekipy również będą miały okazję rozegrać ligowe derby? (Fot. Bildbyrån)

Zapowiedzi pierwszej jesiennej kolejki po prostu nie dało się uświetnić innym zdjęciem. Bo choć derby Östergötland to w naszym uniwersum tradycja wciąż stosunkowo nowa, to chyba nikomu nie trzeba już specjalnie tłumaczyć, jak unikatowe to wydarzenie. Oba kluby, obie grupy kibiców, a nawet oba rywalizujące miasta na ten jeden dzień mobilizują się w sposób absolutnie wyjątkowy i ani trochę nie dziwi nas, iż Amerykanka Samantha Angel doskonale zdawała sobie sprawę, dlaczego strzelony przez nią zwycięski gol przeciwko LFC znaczy po tysiąckroć więcej niż trafienia przeciwko innym ligowym rywalkom. Bez wątpliwości, najbliższa niedziela w Damallsvenskan będzie zatem miała charakter świąteczny, lecz na stole cały czas znajduje się pytanie, czy aby starcie to nie będzie ostatnią – przynajmniej na jakiś czas – pierwszoligową potyczką pod hasłem Norrköping vs Linköping. Tak się bowiem nieciekawie składa, że ekipa prowadzona od kilku tygodni przez Williego Kirka na półmetku rozgrywek traci do bezpiecznej pozycji aż dziewięć punktów, a do strefy barażowej tylko o jedno oczko mniej. Dystans do nadrobienia? Jasna sprawa, ale jeśli na Bilbörsen Arenie za rok chcą wciąż grać w krajowej elicie, to najwyższy czas zacząć w końcu te mecze wygrywać. Argumentów przemawiających za powrotem nie tak dawnych mistrzyń Szwecji z wiosenno-letniego niebytu trochę by się znalazło, bo przecież Jonna Andersson, Michelle De Jongh, czy Maria Olafsdottir nagle nie zapomniały na czym polega futbol, a sprowadzone w trybie trochę awaryjnym Amerykanki Mellenhorst oraz Kelley także udowodniły, że zasady tej gry doskonale rozumieją. Co więcej, w drużynie Stellana Carlssona niezmiennie panuje szpital, a natężenia problemów zarówno typowo sportowych, jak i tych czysto medycznych, znacząco przekracza dopuszczalną średnią. Czy jednak przed rywalizacją derbową warto opierać się na jakichkolwiek logicznych przesłankach? Być może tak, choć gdy tylko przypomnimy sobie z jaką determinacją w oczach na historyczną potyczkę przeciwko Linköping wychodziły z tunelu My Cato i Wilma Leidhammar, to niczym bumerang powraca dziwne przeczucie, że w niedzielę to sfera mentalno-emocjonalna znów odegra jeśli nie najważniejszą, to na pewno pierwszoplanową rolę. Na trybunach będzie głośno, radośnie i biało-niebiesko, a jak będzie na murawie? Cierpliwości, o tym przekonamy się już za kilkadziesiąt godzin.

A skoro już jesteśmy przy derbach… Kristianstad niezwykle długo szukał sposobu na to, by pokonać Rosengård, lecz odkąd legendarna Elisabet Gunnarsdottir wreszcie po raz pierwszy zatriumfowała nad zespołem prowadzonym wówczas tymczasowo przez Malin Levenstad, to w bezpośredniej rywalizacji tych ekip niewątpliwie rozpoczęła się nowa era. I choć Pomarańczowe nie zdominowały jej do tego stopnia, jak wcześniej czyniły to ich zdecydowanie bardziej utytułowane lokalne konkurentki, to jednak perspektywa ewentualnego zwycięstwa KDFF raczej nikogo dziś nie szokuje. Co więcej, gdybyśmy pisali tę zapowiedź kilka tygodni temu, to w zespole trenera Angergårda należałoby upatrywać faworytek, lecz zarówno przebieg letniego okienka transferowego, jak i postawa obu ekip na starcie rundy rewanżowej każą spojrzeć na tę potyczkę jak na typowy mecz z gatunku 50/50. A przecież nie zapominajmy, że gdzieś w tle będzie jeszcze przewijać się temat rewanżu za wiosnę, kiedy to Rosengård sięgnął po zwycięstwo w nadzwyczaj kontrowersyjnych okolicznościach, a nieodgwizdane, podwójne zagranie ręką Anni Hartikainen stało się viralem, który przedostał się nawet poza szwedzką bańkę. Jako nautralni sympatycy zdecydowanie najbardziej ciekawi nas jednak postawa liderek obu ekip, ze szczególnym uwzględnieniem Amy Sayer (wśród gospodyń) oraz Anastazji Pobiegajło (w zespole trenera Kjetselberga). Choć raz jeszcze warto zaznaczyć, że w tej rywalizacji bohaterką nagłówków może zostać dosłownie każda z zawodniczek dowolnej drużyny.

A co tam słychać o naszego tercetu liderek? W teorii powinno być spokojnie i stabilnie, ale w tej dywizji żadnych rozstrzygnięć nie można być pewnym. Podążające pewnym krokiem od zwycięstwa do zwycięstwa piłkarki z Hisingen z Växjö powinny jednak wrócić bogatsze o trzy kolejne punkty i to nie tylko ze względu na absurdalnie wręcz perfekcyjną skuteczność Felicii Schröder. Trener Lind ma bowiem w swoim rękawie zdecydowanie więcej asów i jokerek, w kapitalnej (żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie) dyspozycji znajdują się Tabitha Tindell, Alice Bergström i Anna Anvegård, przemożną ochotę do gry wykazuje Monica Jusu Bah, a w blokach startowych niezmiennie czekają nowe nabytki w osobach Pernille Sanvig oraz Faith Chinzimu. Na nieprzyjemny teren do Piteå wybiera się wicelider z Södermalm i w tę daleką podróż samolot z piłkarkami Hammarby na pokładzie wyruszy jeszcze pod wodzą Martina Sjögrena. W tym tygodniu pojawiła się jednak informacja, że były selekcjoner reprezentacji Norwegii od przyszłego sezonu będzie trenerem amerykańskiego Chicago Stars, a ogłoszenie to wzbudziło mieszane reakcje po obu stronach Atlantyku. Dla fanów Bajen najważniejsze w ten weekend będzie jednak utrzymanie dystansu do Häcken i jakiś konkretny impuls przekonujący o tym, że forma liderek wreszcie znajduje się na wznoszącej. Bo z wyjątkiem norweskiego tercetu Blakstad – Hasund – Joramo, kluczowe zawodniczki Hammarby na starcie rundy aktualną dyspozycją absolutnie nie imponują. Tego samego nie da się powiedzieć o znajdujących się ewidentnie w uderzeniu Miljanie Ivanovic oraz Tuvie Skoog, ale czy beniaminek z Malmö na tak energicznie trzepoczących skrzydłach wzbije się ku kolejnemu zwycięstwu? Logika podpowiada, że ze względów personalno-taktycznych dla AIK może to być jedno z najtrudniejszych spotkań w sezonie, ale na papierze punktów jeszcze nigdy (no, prawie) nikomu nie dopisywaliśmy i teraz też nie damy się na podobny manewr namówić. I dokładnie z tych samych powodów zaapelujemy o ekstra koncentrację w obozie Brommy, bo jeśli tak często i słusznie chwalone tutaj podopieczne trenera Gunnarsa faktycznie chcą podczepić się do gry o bezpośrednie utrzymanie, to sobotnie popołudnie bezwzględnie muszą zaksięgować na plus trzy. A przecież na malowniczym Mjörnvallen niejeden śmiałek zostawił już sporo nie tylko mocno nadszarpniętych nerwów, ale i bezcennych punktów.

Felicia tworzy historię

Felicia Schröder i BK Häcken w połowie ligowej kampanii zdecydowanie znajdują się na właściwym kursie (Fot. Bildbyrån)

Przez 65 minut sobotniej rywalizacji na Bravida Arenie Felicia Schröder nie zaliczała się do pierwszoplanowych postaci tego widowiska. Piłkarki z Hisingen konsekwentnie próbowały zagrażać bramce strzeżonej przez Annę Koivunen, ale jeśli kogokolwiek mielibyśmy za te działania wyróżnić, to na czele komitetu kolejkowego znajdowałyby się przede wszystkim Tabitha Tindell oraz Monica Jusu Bah. To właśnie skrzydłowe klubu z Hisingen robiły najwięcej wiatru w okolicach szesnastki Djurgården i to one – po pojedynczych błyskach geniuszu – jeszcze przed przerwą stanęły przed szansą na otwarcie wyniku. Najskuteczniejsza snajperka ligi była natomiast wyjątkowo niewidoczna, a gdy już na moment się uaktywniła, to w spektakularny sposób przegrała pojedynek z golkiperką reprezentacji Finlandii. Piłkarski mecz trwa jednak 90 minut, a osiemnastoletnia Schröder z tego oczywistego faktu doskonale zdaje sobie sprawę. Cierpliwe wyczekiwanie na odpowiedni moment przyniosło wreszcie efekty, gdy najbardziej obecnie rozchwytywana zawodniczka całej Damallsvenskan ruszyła idealnie w tempo do piłki zagranej przez Tindell, zwiodła całą formację defensywną Dumy Sztokholmu i precyzyjnym strzałem nie pozostawiła Koivunen jakichkolwiek szans na skuteczną interwencję. Häcken wyjątkowo długo bił głową w postawiony przez rywalki ze stolicy mur, ale gdy już udało się go przebić, to w Västergötland rozpoczęła się fiesta na całego. Po czterech kolejnych minutach przytomne zachowanie w polu karnym pozwoliło Felicii Schröder cieszyć się z dubletu, a hat-trick stał się rzeczywistością jeszcze przed upływem kwadransa, gdy liderka klasyfikacji strzelczyń wykorzystała swoją niebywałą szybkość po kapitalnym, otwierającym podaniu od Anny Anvegård. W tym momencie zabawa się jednak nie zakończyła, gdyż ewidentnie pozytywnie usposobiona Schröder po raz czwarty ukłuła już w doliczonym czasie gry, tym razem korzystając z pozycji wykreowanej przez rezerwowe tego dnia Matildę Nildén oraz Alvę Selerud. I choć brzmi to wręcz niewiarygodnie, świętująca w tym roku pełnoletniość piłkarka na półmetku ligowych zmagań legitymuje się dorobkiem dwudziestu goli i gdyby jakimś cudem udało się jej tę skuteczność podtrzymać także jesienią, to nazywany przez wielu nieosiągalnym historyczny rekord legendarnej Hanny Ljungberg (39 goli w sezonie 2002) byłby realnie zagrożony. A przecież warto wspomnieć, że do podobnych liczb nie potrafiły zbliżyć się takie legendy futbolu jak Lotta Schelin, Marta, Ramona Bachmann, Pernille Harder, czy Tabitha Chawinga. Inna sprawa, że nawet jeśli z dowolnych powodów tego konkretnego wyniku z tabel ostatecznie nie uda się jednak wymazać, to kampania 2025 już zawsze będzie dla nas mieć twarz Felicii Schröder. A jeśli po raz drugi w historii mistrzowski tytuł zawita w listopadzie do Hisingen, to raczej nie będzie większych problemów ze wskazaniem ewidentnej pretendentki do tytułu MVP.

A propos historii, to ta zadziała się także w stolicy Skanii, gdzie w piątek rozegrano długo wyczekiwane derby Malmö na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej. Mecz ten był wyjątkowy jeszcze zanim w ogóle wybrzmiał pierwszy gwizdek, wszak w naszym uniwersum nieczęsto zdarza się, aby absolutny beniaminek jechał na teren obrończyń tytułu w roli faworyta. Zawodniczki w błękitno-białych strojach z tej roli wywiązały się jednak bezbłędnie, choć na zadanie decydującego ciosu przyszło im czekać aż do 86. minuty. Co więcej, wyprowadzony został on w wyjątkowo kuriozalnych okolicznościach, gdyż po dalekim podaniu Nathalie Hoff Persson powracająca na szwedzkie boiska golkiperka FCR Samantha Murphy zaliczyła wyjątkowo brzemienny w skutkach pusty przelot, a do bezpańskiej piłki dopadła… wprowadzona na plac gry kilkadziesiąt sekund wcześniej Anna Plantin. Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że gościnie na to zwycięstwo naprawdę solidnie zapracowały i każdy inny wynik tej potyczki byłby z ich perspektywy krzywdzący. W obozie Rosengård mocno liczyli na nowe otwarcie będące bezpośrednim następstwem letnich transferów, lecz w zasadzie jedynie Białorusinka Anastazja Pobiegajło może być ze swojego piątkowego występu umiarkowanie zadowolona. W zdecydowanie lepszych nastrojach boisko opuszczała wykupiona przez Malmö FF z angielskiego London City Lionesses Serbka Miljana Ivanovic, która do spółki z Tuvą Skoog może stworzyć najbardziej eksplozywny duet skrzydłowych w naszej lidze. I nawet jeśli w obecnych rozgrywkach nie wystarczy to do bezpośredniego włączenia się do mistrzowskiego wyścigu, to trzeba jasno powiedzieć, że oto dotarliśmy do punktu, w którym brak awansu do europejskich pucharów byłby z perspektywy beniaminka ogromnym rozczarowaniem. Nie bez racji mówią jednak, że presja to przywilej, więc obserwujmy, jak skutecznie podopieczne trenera Valfridssona będą w najbliższym czasie z niego korzystać.

Na innych boiskach także byliśmy świadkami kilku ciekawych rozstrzygnięć, wśród których z pewnością na pierwszy plan wysuwa się efektowna wiktoria piłkarek z Växjö na Bilbörsen Arenie. Przez mniej więcej 25 minut to zawodniczki z Linköping absolutnie dominowały na murawie i wyłącznie kapitalna dyspozycja Mai Bay pozwalała gościniom z Kronobergu utrzymywać się w grze. Piłkarkom trenera Unogårda wystarczył jednak tylko jeden ofensywny zryw, aby Suzu Amano wyprowadziła swój zespół na prowadzenie, skutecznie dobijając próbę Mai Bodin. A gdy jeszcze przed przerwą w niesamowicie efektowny sposób po jednym trafieniu dołożyły do zespołowego dorobku Larkin Russell oraz Ebba Wieder, stało się jasne, że oto Växjö zapisze na swoim koncie niezwykle cenne punkty, a bieżąca sytuacja trzykrotnych mistrzyń Szwecji stanie się więcej niż kryzysowa. Spodziewane, choć wywalczone po niemałym trudzie i znoju zwycięstwo odniósł na Grimsta IP zespół z Norrköping. Nie będzie wielkiego zaskoczenia, że autorkami bramek na wagę zwycięstwa okazały się Vesna Milivojevic i Wilma Leidhammar, lecz warto nadmienić, że być może jeszcze pokaźniejszych rozmiarów cegiełkę dołożyły do tego wyniku defensorki, dowodzone tego dnia przez niemal perfekcyjną w swoich poczynaniach Jessikę Wik. Nawet po wygranej wśród sympatyków Peking nie zapanowała jednak niezmącona niczym radość, gdyż do wyjątkowo i niepokojąco długiej listy kontuzjowanych piłkarek IFK dopisaliśmy właśnie nazwisko Elin Rombing, która murawę w wielkim bólu i dyskomforcie opuścić musiała jeszcze przed przerwą. Aż takich rozterek nie mają za to w Solnej, bo tam akurat rundę wiosenną udało się zakończyć dokładnie tak samo, jak w marcu ją rozpoczęto. Znów sympatyczne, domowe 2-0, znów świetna postawa formacji defensywnej (ratujące zespół przed utratą gola interwencje Nordin oraz Lindstedt zdecydowanie warto sobie odwinąć) i znów gole autorstwa piłkarek nieoczywistych, z którymi trener Syberyjski może wiązać naprawdę duże nadzieje na niechybnie nadchodzącą jesień. Wielkich marzeń i planów nie brakuje także w Södermalm, gdzie jedne z dwóch głównych pretendentek do tytułu bez najmniejszych problemów odprawiły z bagażem siedmiu goli beniaminka z Alingsås. A językiem obowiązującym na Kanalplan podczas tego zamieszania był niewątpliwie norweski i do teraz nie możemy się w pełni zdecydować, czy bardziej zaimponowały nam cztery trafienia Julie Blakstad, czy może cztery asysty komfortowo liderującej tej właśnie statystyce Vilde Hasund.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:


#pokolejce


Jedenastka kolejki: