Stylowe przebudzenie Norrköping

ifk

W piątkowy wieczór w Norrköping radość mieszała się z poczuciem ulgi (Fot. IFK Norrköping)

Wiele razy powtarzamy, że piłka nożna to prawdopodobnie jedyny sport zespołowy, w którym końcowy wynik może nijak nie korespondować z przebiegiem boiskowej rywalizacji. Tej wiosny boleśnie przekonali się o tym chociażby w Örebro, gdzie limit poniesionych w absurdalnych okolicznościach porażek wypełniono z nawiązką na kilka lat do przodu. Narzekać na chichoczący złowieszczo los mogli jednak również fani z Norrköping, bo choć ich ukochany zespół tydzień w tydzień prezentował się naprawdę solidnie, to w najmniejszym stopniu nie przekładało się to ani na punkty, ani nawet na gole. Przy takiej postawie cztery mecze z rzędu na zero z przodu wyglądały jak wyjątkowo nieśmieszny żart i choć w ostatniej przed letnią przerwą w rozgrywkach ligowej potyczce na Platinumcars Arenę przyjechał mocno rozpędzony Kristianstad, to w przedmeczowej zapowiedzi lojalnie ostrzegaliśmy, że w tym zestawieniu o żadnych faworytach i underdogach mowy być nie może. Podopieczne trenera Angergårda miały oczywiście po swojej stronie konkretne atuty, ale na korzyść Norrköping przemawiała… matematyka, a konkretnie nieśmiertelny nie tylko w sporcie rachunek prawdopodobieństwa. Bo jeśli cały czas robisz coś dobrze, a do pełni szczęście brakuje ci jedynie efektów, to te muszą prędzej czy później pojawić się na horyzoncie. Przekładając te słowa na nasz język branżowy: jeśli zachowasz wiarę, czujność i zaangażowanie, to w końcu piłka zacznie ci wpadać. Zawodniczki z Östergötland przekonały się o tym w miniony weekend, kiedy akurat wpadło im dwa razy. I to jak wpadło!

Już przed przerwą Norrköping sprawiał swoją grą zdecydowanie lepsze wrażenie niż niepokonany od dziewięciu ligowych spotkań rywal, ale akurat w tej fazie meczu wypracowanej mozolnie przewagi nie udało się jeszcze gospodyniom przekuć na choćby skromną zdobycz bramkową. Na trafienie numer jeden kibice na opustoszałej nieco bardziej niż zazwyczaj Curva Nordahl czekali jednak aż godzinę, ale ich cierpliwość zdecydowanie została nagrodzona. Bo nie dość, że do siatki przeciwniczek trafiły wówczas ich ulubienice, to jeszcze dokonały tego w stylu tak efektownym, że ręce mimowolnie składały się do oklasków nawet przedstawicielom nielicznej, lecz niewątpliwie fanatycznej delegacji wyjazdowej ze Skanii. W skrótach meczu zobaczymy z pewnością przytomną centrę Elin Rombing oraz jeszcze bardziej efektowne wykończenie specjalistki od pięknych goli Wilmy Leidhammar, ale jeśli tylko macie czas, to naprawdę odwińcie sobie całą sekwencję bezpośrednio poprzedzającą trafienie na 1-0 w tym starciu. Bo jeśli cenicie piłkę nożną także za jej zespołowy charakter, to w tej konkretnej akcji IFK najzwyczajniej w świecie można się zakochać. Jeśli jednak bliżej wam do zachwytów nad spektakularnymi strzałami po widłach, to i tutaj gospodynie postanowiły w całości zrealizować przekazane na ich ręce zamówienie. Presja ze strony znajdującej się w naprawdę wybornej dyspozycji Vesny Milivojevic, a także wyjątkowa precyzja rezerwowej Alexandry Hellekant, także miały potencjał, aby z miejsca stać się mocnymi pretendentkami do miana zagrania kolejki. Tak eksponowanego wyróżnienia prawdopodobnie nie zapisze w swoim sportowym życiorysie kanadyjska stoperka Maya Antoine, ale trzeba podkreślić, że to właśnie ona była w piątkowy wieczór cichą bohaterką rywalizacji na stadionie w Norrköping. Już tradycyjnie, waleczność i determinacja charakteryzowały boiskowe poczynania duetu My Cato – Wilma Leidhammar, dzielnie wspieranego tego dnia nie tylko przez proaktywną jak zawsze Samanthę Cary, ale również przez rutynowaną Fanny Andersson, która w środku pola zapewniła swojemu zespołowi tak bardzo potrzebny balans. Zwycięstwo gospodyń nie było zatem wyłącznie modelowym przykładem futbolowego paradoksu, lecz logiczną konsekwencją tego, jak na tle naprawdę poważnego przeciwnika zaprezentowała się ekipa IFK. I nie wspominajmy nawet o jakiejkolwiek niespodziance, gdyż – jak ładnie uplastyczniła nam to wspomniana już wielokrotnie w tym akapicie Leidhammar – jedyna różnica polegała na tym, że za piątym podejściem stolpe ut udało się z sukcesem zamienić na stolpe in. Niby to tylko dwie literki, ale przy korzystnym układzie mogą mieć one naprawdę niezwykłą, wręcz uzdrawiającą moc.

Na pierwszy rzut oka postawiona w ten sposób teza może wydać się nadzwyczaj brawurowa, ale… mecze na LF Arenie w Piteå oraz na Behrn Arenie w Örebro połączył przynajmniej jeden wspólny mianownik. W obu przypadkach z murawy pokonana schodziła drużyna oddająca na przestrzeni całego meczu więcej strzałów i prezentująca się nieco korzystniej w ogólnym obrazku. W futbolu bonusów za styl jednak nie przyznajemy, a że kluczowymi z punktu widzenia tabeli dotknięciami popisały się odpowiednio Cathinka Tandberg i Sara Ikonen, to właśnie ich drużyny księgowały na koniec rundy komplety punktów. Przewrotność futbolu? Zgadza się, choć akurat w Norrbotten powinni doskonale pamiętać na przykład pierwszomajową wyprawę do Hisingen, kiedy to zespół prowadzony przez trenera Carlssona znalazł się po tej zdecydowanie przyjemniejszej stronie bezlitosnego, piłkarskiego równania. Cóż, soccer giveth, soccer taketh away – jak zgrabnie ujęliby to nasi angielscy przyjaciele. Na uśmiech fortuny nie zamierzały za to liczyć zawodniczki Växjö, które po stojącym na niskim poziomie widowisku wypunktowały u siebie Brommę. Wśród gospodyń raz jeszcze błysnęły nastoletnie odkrycia ligowej wiosny w osobach Nesrin Akgün i Victorii Svanström, ale – żeby nie było nudno i zbyt monotonnie – na listę strzelczyń wpisywały się kolejno niezawodna przy ofensywnych stałych fragmentach Elin Nilsson, a także islandzka rekonwalescentka Bryndis Arna Nielsdottir. Niezwykle cenne zwycięstwo nie przesłoniło jednak faktu, iż obie ekipy ewidentnie znajdują się obecnie w dołku i rozpoczynającą się właśnie kilkutygodniową przerwę w ligowych zmaganiach przywitają z nieukrywaną radością.

Na koniec szybki meldunek od tercetu liderek, u których tym razem wyjątkowo solidnie i stabilnie. Wymęczony nieprzyzwoicie wydłużoną rundą Häcken bez najmniejszych turbulencji poradził sobie z czerwoną latarnią z Trelleborga, a Rosa Kafaji wybiegła na murawę Bravida Areny tak naładowana, że aż musieliśmy szybko sprawdzić, czy jakimś niewytłumaczalnym zrządzeniem losu nie cofnęliśmy się w czasie do zimy i pamiętnych bojów w fazie grupowej Ligi Mistrzyń. Inna sprawa, że fani Os najczęściej i najgłośniej i tak oklaskiwali autorkę dubletu Felicię Schröder, liderkę drugiej linii, nienaganną dyrygentkę Filippę Curmark, a także zaliczającą jeszcze jedno efektowne wejście z ławki Ruby Grant, którą swego czasu ściągano do Västergötland jako potencjalne wzmocnienie… drużyny rezerw. Wyjątkowo długo defensywę lokalnych rywalek forsował w piątkowy wieczór Rosengård, ale gdy sztuka ta wreszcie się udała, to Rebecca Knaak zdążyła jeszcze zapracować na miano przechodniej bohaterki Malmö, a Olivia Holdt powiększyć przewagę nad grupą pościgową w klasyfikacji strzelczyń. Swój prawdopodobnie najlepszy w obecnej kampanii mecz zagrały za to mistrzynie z Södermalm, wreszcie dostrajając się w ten sposób do niezawodnych jak zawsze fanów Bajen. Emilie Joramo dała nam wspaniały, półtoragodzinny koncert w środku pola, Vilde Hasund zaimponowała techniką kojarzoną raczej z boiskami Japonii lub Hiszpanii, Smilla Holmberg położyła na stół jeszcze jeden argument przemawiający za powołaniem jej do kadry Petera Gerhardssona już przy najbliższej okazji, a Suzu Amano przywitała się z nowym otoczeniem w najsympatyczniejszy możliwy sposób.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

awds15

Los dobry, moment zły

lp

Czy tym razem piłkarkom z Linköping uda się przeskoczyć chociaż pierwszą przeszkodę na drodze do fazy grupowej? (Grafika: soccerdonna.de)

Losowania eliminacyjnych mini-turniejów ścieżki ligowej zdecydowanie nie kojarzyły nam się pozytywnie. No, może z wyjątkiem tego pierwszego, kiedy to prowadzony przez Elisabet Gunnarsdottir Kristianstad najpierw przywitał na swoim stadionie duńskie Brøndby, a gdy po złotym golu kapitanki Alice Nilsson poradził sobie z tym wyzwaniem, zmierzył się w kolejnej rundzie z francuskim Bordeaux. I pomimo naprawdę ambitnej postawy tam właśnie swoją pucharową przygodę zakończył, a rywalki z Division 1 kilka tygodni później rozegrały z Wolfsburgiem epicki, rozstrzygnięty dopiero konkursem rzutów karnych dwumecz o fazę grupową. Kibicom z północno-wschodniej Skanii także pozostały jednak całkiem sympatyczne wspomnienia, które dziś doceniamy chyba nawet jeszcze bardziej. Wszak od tamtych chwil żaden z zespołów zajmujących w tabeli Damallsvenskan lokatę na najniższym stopniu podium, nie potrafił wygrać w Europie nawet pojedynczego meczu o stawkę Sztuka ta udawała się wyłącznie w tak zwanych finałach pocieszenia, ale tam do podniesienia z murawy były tylko ułamki punktów do rankingów krajowego i klubowego. Czyli zdobycz oczywiście cenna, potencjalnie ułatwiająca życie, ale jednak nijak nie da się postawić jej obok perspektywy współtworzenia najbardziej prestiżowych rozgrywek w klubowym futbolu. A tę raz po raz wybijali nam z głowy możni europejskiej piłki, nawet jeśli sami znajdowali się akurat w fazie mocno przejściowej.

Tegoroczne losowanie, po wielu latach rozczarowań, znów przywróciło nam nadzieję na podjęcie walki. Sparta Praga, dodatkowo podejmowana przez Linköping na stadionie w Östergötland, ani trochę nie sprawia wrażenia zapory nie do przejścia. A przecież, gdy niespełna dwanaście miesięcy temu w drabince LFC pojawiła się kulka z napisem Arsenal, to emocje tak naprawdę skończyły się, zanim na dobre zdążyliśmy je wzniecić. Skoro jednak jest tak dobrze (a przynajmniej znośnie), to skąd w nas ten przytłaczający brak entuzjazmu? Po części zapewne stąd, że tegoroczna wersja Linköping sprawia wrażenie produktu wadliwego, z wieloma usterkami, a sztab szkoleniowy rekordowo długo zwlekał z zaordynowaniem jakiegokolwiek planu naprawczego. Ponadto, doskonale wiemy, jak prezentuje się zestaw ewentualnych rywalek czekających na ostatnim płotku, więc nawet jeśli piłkarkom trenera Roldana (lub jego następcy w tej roli) udałoby się jakimś cudem w dobrym zdrowiu przetrwać wrześniowe sito podczas domowego mini-turnieju, to faza grupowa i tak wydaje się celem absolutnie nieosiągalnym. Drugi powód spokojniejszej niż zwykle reakcji wynika natomiast z faktu, iż Linköping wiosną po prostu swoją grą nas raczej męczył i nużył niż radował. Otwarta, sygnowana przede wszystkim nazwiskami Yuki Momiki oraz trenera Jeglertza gra stała się elementem zamkniętej przeszłości, a nowej tożsamości – pomimo ciągle całkiem niezłej jakości w kadrze – stworzyć się jak dotąd nie udało. I żadne, nawet prowizoryczne zalążki poprawy tego stanu rzeczy na horyzoncie się póki co nie pojawiają.

Przejście wicemistrzyń Czech wciąż jest jak najbardziej realne, ale w roli faworytek numer jeden i tak przyjadą na Bilbörsen Arenę zawodniczki francuskiego Paris FC. Szczególnie, że w ich przypadku nie przewidujemy większych problemów z aklimatyzacją, skoro rok temu obiekty te okazały się dla nich miejscem wyjątkowego triumfu. Wyeliminowanie londyńskiego Arsenalu już w pierwszej fazie eliminacji jak najbardziej słusznie zostało wówczas okrzyknięte jedną z bardziej spektakularnych niespodzianek w całej historii Ligi Mistrzyń. Tym razem zwycięstwo PFC wydaje się być wręcz wielce prawdopodobne, ale skoro wybudowana na potrzeby EURO 2013 arena lubi rozstrzygnięcia nieoczywiste, to może tym razem Linköping wcieli się w rolę nieoczekiwanego triumfatora? Sen o Lidze Mistrzyń najpewniej i tak przedłużyłoby to co najwyżej o pięć tygodni, ale skoro już los podarował nam taką szansę, to niepoważnym byłoby zupełnie ją zlekceważyć.

Letnie granie w derbowych rytmach

fcrvit

Fenomenalna runda w wykonaniu piłkarek Rosengård rozpoczęła się od derbowego zwycięstwa nad Vittsjö. Czy zawodniczki z Malmö zakończą ją w dokładnie ten sam sposób? (Fot. Bildbyrån)

Piętnaście ligowych kolejek w zaledwie dwa i pół miesiąca – tak wymagający terminarz sprawił, że szczególnie w ostatnich tygodniach mieliśmy naprawdę niewiele czasu na odpoczynek lub przynajmniej spokojne zebranie myśli. Nawet najbardziej szalona jazda kolejką górską musi się jednak kiedyś zakończyć i my właśnie szczęśliwie docieramy do tego punktu. W zasadzie to już tam prawie jesteśmy, bo do rozegrania pozostała nam już tylko jedna seria spotkań. I choć nie zmieni nam ona znacząco układu sił ani na podium, ani w strefie spadkowej, to o żadnym odpuszczaniu, czy tym bardziej grze na pół gwizdka, mowy być nie może. Najnowsza historia Damallsvenskan dostarczyła nam bowiem wystarczająco wiele dowodów, że chwila letniego rozprężenia może niespodziewanie okazać się niezwykle bolesna na przykład w połowie listopada. I tego właśnie scenariusza w każdym z czternastu klubów z pewnością chcą za wszelką cenę uniknąć.

Na zdjęciu głównym widzimy cieszące się piłkarki FC Rosengård i chyba będziemy zgodni co do tego, że żaden inny obrazek nie stanowiłby bardziej trafnego podsumowania pierwszej połowy sezonu na boiskach Damallsvenskan. Podopieczne trenera Kjestelberga otworzyły rundę od efektownego 5-0 z Vittsjö i jak usadowiły się na wygodnym fotelu liderek, tak później nie oddały go ani na sekundę, bijąc po drodze kilka historycznych rekordów, które we współczesnych realiach wydawały się być nie do pobicia. Nazwiska Momoko Tanikawy, Sofie Bredgaard, czy bezbłędnie współpracujących na lewej flance Olivii Holdt i Schough, tydzień w tydzień dumnie zdobiły nagłówki sportowych portali, ale nie możemy zapominać, iż równie fascynujące historie napisały przecież przedwcześnie odpalona już przez niektórych Eartha Cumings, powracająca z lekarskich gabinetów na swój efektowny last dance Caroline Seger, czy wreszcie inna rekonwalescentka Rebecca Knaak, którą szczególnie cenią sobie wszyscy gracze naszej Fantasy League. Pewne jest już to, że letnią przerwę w rozgrywkach trzynastokrotne mistrzynie Szwecji spędzą na samym szczycie ligowej tabeli, ale czy na w pełni zasłużone urlopy udadzą się wciąż z nieskazitelnym rekordem? Jeśli tak, to będzie to doprawdy filmowa historia, gdyż w ostatnim meczu rundy znów przyjdzie im się zmierzyć z Vittsjö, które swoją drogą jeszcze nigdy w historii nie pokonało zdecydowanie bardziej utytułowanego rywala w bezpośrednim meczu o punkty. Pod znakiem derbów zamkną wiosenno-letnie granie także mistrzynie z Hammarby. Ich formę sprawdzi z kolei AIK, a że spotkanie odbędzie się na reprezentacyjnej Tele2 Arenie, to znów odżyją wspomnienia pamiętnego, frekwencyjnego rekordu sprzed trzech lat. Jego wyrównanie wydaje się być misją ponad siły, lecz fani z Södermalm z pewnością nie obraziliby się na powtórkę sportowego wyniku z jesieni 2021. A gdyby jeszcze oznaki rosnącej formy potwierdziły tak ważne dla piłkarskiego DNA Bajen zawodniczki jak Smilla Holmberg, Alice Carlsson, czy Ellen Wangerheim, to zadowolenie byłoby doprawdy pełne. Z grona liderek, teoretycznie najłatwiejszą przeprawę powinny mieć zawodniczki Häcken, co na pewno nie martwi ani trenera Linda, ani klubowych fizjoterapeutów. Nie możemy bowiem zapominać, że dla zespołu z Hisingen kończąca się właśnie runda trwa już w zasadzie pół roku, a rozpoczęły ją niezwykle wymagające, intensywne boje na poziomie fazy grupowej, a następnie ćwierćfinału Ligi Mistrzyń. I choć niewątpliwie było to cenne doświadczenie, to jednak młoda kadra Häcken jak najbardziej ma prawo odczuwać na tym etapie sezonu znużenie i psychiczne wypalenie. Na zamykającego tabelę beniaminka z Trelleborga energii wystarczyć jeszcze powinno, choć nie zapominamy, że w wyjazdowej potyczce w tym rywalem Osy przez niemal godzinę bezradnie próbowały sforsować zdyscyplinowaną defensywę rywalek, a w odniesieniu skromnego zwycięstwa ostatecznie pomógł im przede wszystkim niewytłumaczalny kiks Lovy Sternfeldt.

A jakie starcia mają największy potencjał na to, aby stać się hitami ostatniego weekendu z Damallsvenskan przed letnią przerwą? Typy są dwa, a ten bardziej oczywisty to rzecz jasna potyczka na Platimuncars Arenie w Norrköping. Po jednej stronie My Cato, Wilma Leidhammar, Sabina Ravnell, czy Samantha Cary, po drugiej zaś krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa (z przerwą na wyjątkowo honorowy remis) ekipa z Kristianstad. Tutaj naprawdę może dziać się dużo, a zaskoczeni nie będziemy ani efektownym zwycięstwem gościń po jeszcze jednym koncercie Pomarańczowej Armady, ani równie błyskotliwym przełamaniem piłkarek z Östergötland, które limit pecha wyczerpały tej wiosny przynajmniej na kilka miesięcy do przodu. Trochę wbrew logice, sugerujemy również zerknąć od czasu do czasu na LF Arenę w Norrbotten, bo nawet jeśli w tym roku nie przekonuje nas swoją postawą ani Linköping, ani Piteå, to dwa minusy czasami potrafią dać plus nie tylko w chemii czy matematyce. Nie obiecujemy oczywiście, że ten konkretny mecz okaże się ostatecznie żywym potwierdzeniem tej tezy, ale gdyby coś, to zostaliście na czas ostrzeżeni.

Ligowe ostatki czekają nas w sobotę, kiedy to obejrzymy w akcji trzy zespoły realnie zamieszane w walkę o utrzymanie oraz stołeczny Djurgården, który tym razem postanowił dla odmiany pozwiedzać nieco inne rejony ligowej tabeli. Walki i zaangażowania na pewno więc nie zabraknie, a poważniejsze obawy, szczególnie w przypadku zestawienia Växjö vs Bromma, możemy zgłaszać co do aktualnej formy sportowej zainteresowanych ekip. Bo choć obie miały tej wiosny swoje chwile chwały, to jednak końcówka rundy okazała się w ich wykonaniu do tego stopnia bezbarwna, że lokata tuż nad kreską oznaczającą konieczność rozegrania niełatwych baraży o pozostanie na najwyższym szczeblu rozgrywkowym, nikogo specjalnie nie dziwi. Choć jeśli – być może trochę na siłę – mielibyśmy w jednym z dwóch przywołanych tu obozów poszukać promyków nadziei, to zdecydowanie więcej znalazłoby się ich obecnie w Växjö. Szansy na złapanie kontaktu z wyjątkowo w tym roku zwartym środkiem ligowego peletonu poszukają za to w Örebro i jeśli zawodniczki z Behrn Areny tym razem nie zapomną utrzymać koncentracji do końcowego gwizdka, to wcale nie muszą kończyć rundy kolejną pechową porażką.

omg15

Drużyna miesiąca – czerwiec

Podstawowa jedenastka

june

Mocno doceniamy fakt, iż Eartha Cumings właśnie w czerwcu wymazała z tabel fenomenalny rekord Anny Tamminen, ale czternaście i pół godziny gry bez straconego gola (!) nie wystarczyło, aby tym razem wywalczyć sobie miejsce w wyjściowej jedenastce. To wszystko sprawka Jennifer Falk, która już w Örebro efektownymi paradami wybroniła swojej drużynie komplet punktów, a w wieńczącym miesiąc meczu przeciwko Kristianstad postawiła na linii bramkowej Häcken tak szczelną zaporę, że nawet jeden z byłych prezydentów USA byłby zapewne pod niemałym wrażeniem. Dwa kapitalne występy, z czego jeden będący mocnym kandydatem do miana najbardziej pamiętnego momentu całej rundy wiosennej, okazały się na tyle silnymi argumentami, że to właśnie etatowa kadrowiczka Petera Gerhardssona staje ostatecznie miedzy słupkami naszej drużyny gwiazd.

Golkiperka Rosengård znalazła się zaledwie wśród rezerwowych, ale duet środkowych obrończyń z Malmö rywalizację na swojej pozycji wygrał w cuglach. Bezstronnym obserwatorom imponować mogła przede wszystkim Rebecca Knaak, która ze swoich warunków fizycznych uczyniła taki atut, że do świetnej postawy w defensywie dołożyła jeszcze całkiem sympatyczny bonus w postaci pięciu goli, jednej asysty oraz bezpośredniego udziału przy samobójczym trafieniu Thei Birgerud. Liczby z przodu generowała także Islandka Gudrun Arnardottir, która była ponadto centralnym punktem niezniszczalnego bloku defensywnego FCR. Bo nie da się nie zauważyć, że bezbłędne dotąd liderki ze Skanii pojedyncze gole tracić zaczęły dopiero wówczas, gdy 28-latki z Hafnarfjörthur nie było na placu gry. Na bokach defensywy dwie młode strzelby, które w przyszłości powinny zachwycać nas nie tylko na ligowych arenach. Siedemnastoletnia Smilla Holmberg z przytupem wywalczyła miejsce w podstawowym składzie mistrzowskiego Hammarby, a w derbach przeciwko AIK ustrzeliła swojego pierwszego gola na poziomie Damallsvenskan, zaś starsza od niej o trzy lata Anna Sandberg była motorem napędowym Häcken w niezwykle trudnych, lecz ostatecznie zwycięskich bojach przeciwko Djurgården i Örebro.

Carly Wickenheiser to prawdopodobnie najbardziej niedoceniana na tę chwilę piłkarka Damallsvenskan. Decydując się na karierę defensywnej pomocniczki, tego typu niedogodności trzeba jednak wkalkulować w koszty, szczególnie gdy występuje się w zespole mogącym pochwalić się również wybitnymi jednostkami o ofensywnych inklinacjach. Jeśli jednak w grze 27-latki z Teksasu dostrzegacie odbicie Lisy Dahlkvist lub Caroline Seger z lat ich największej sportowej świetności, to są to spostrzeżenia w pełni zasadne. Pewne miejsce w jedenastce ma także Olivia Schough, która szczególnie w pierwszej połowie miesiąca stała się niekwestionowaną liderką w kadrze niekwestionowanych liderek i już samo to stanowi najlepszą możliwą recenzję jej boiskowej dyspozycji. A doświadczona skrzydłowa (tutaj niejako z konieczności ustawiona nieco bardziej centralnie) ani myśli zwalniać tempa, w związku z czym wiele indywidualnych rekordów ligi w bliżej nieokreślonej przyszłości może być naprawdę poważnie zagrożonych.

Skoro jesteśmy już w Malmö, to teraz proszę wszystkich czytelników o chwilowe przerwanie lektury i nagrodzenie gromkimi oklaskami Olivii Holdt, która wiosną tego roku ustrzeliła nam wyjątkowego hat-tricka. 23-latka z Ikastu jako jedyna znalazła się w każdej z proponowanych tu jedenastek miesiąca, a jedenaście goli oraz siedem asyst to tylko niektóre składowe przemawiające za tym, aby to właśnie do Dunki trafił nieformalny tytuł najbardziej wartościowej zawodniczki pierwszej części sezonu. Do takiej nagrody pretendować nie może Cornelia Kapocs, ale królowa strzelczyń poprzednich rozgrywek w czerwcu wyraźnie odżyła i to w znacznym stopniu dzięki niej (a także dzielnie sekundującej jej Michelle De Jongh), Linköping dopisał do swojego dorobku komplety punktów w starciach z Piteå oraz Växjö. Z obranego wcześniej kursu nie schodzi za to Hlin Eiriksdottir, za którą kolejne naprawdę udane tygodnie, spuentowane dla odmiany perfekcyjnym występem przeciwko… LFC. Jeśli jednak Kristianstad tak na serio zamierza wejść do gry o popsucie zabawy naszej dyżurnej wielkiej trójce, to zarówno reprezentantka Islandii, jak i jej koleżanki z przednich formacji Pomarańczowych, będą musiały się na tak wybitnym poziomie po prostu ustabilizować, bo gra o najwyższą stawkę nawet pojedynczych chwil słabości niestety nie wybacza.

Jedni nazywają ją największym objawieniem szwedzkiego ataku od czasów Lotty Schelin, inni wypominają jej pewne techniczne mankamenty, ale nie da się ukryć, że obok Ellen Wangerheim zdecydowanie nie da się przejść obojętnie. Szczególnie wtedy, gdy ta znajduje się w uderzeniu, a czerwiec 2024 jak najbardziej był właśnie takim miesiącem. Trener Sjögren rozsądnie dysponował siłami swojej najlepszej, wracającej do gry po długiej rekonwalescencji napastniczki, a ta odwdzięczyła mu się dwoma dubletami, niejako utrzymującymi Hammarby w wyścigu o najważniejsze klubowe trofea dobijającego aktualnie do półmetka sezonu 2024. I jeśli w Södermalm wciąż ma świecić słońce, to ten wyjątkowy talent trzeba po prostu pielęgnować.


Ławka rezerwowych

june_res

Bramka: Eartha Cumings (Rosengård)

Obrona: Nesrin Akgün (Växjö), Emma Petrovic (Kristianstad)

Pomoc: Emmi Alanen (Kristianstad), Alice Bergström (Häcken), Vilde Hasund (Hammarby), Asla Johannesen (Piteå)

Atak: Sofie Bredgaard (Rosengård)

Hisingen zapłonęło, remis na szczycie

his

Reprezentantki Islandii, podobnie jak cały zespół z Kristianstad, rozegrały na Bravida Arenie naprawdę udany mecz (Fot. kdff.nu)

Pierwsza połowa obecnego sezonu ligowego tym razem nie obfitowała w mecze, które śmiało moglibyśmy nazwać najlepszą reklamą Damallsvenskan, ale niedzielne starcie na Bravida Arenie zdecydowanie wyłamało się pod tym względem obowiązującym trendom. Piłkarki Häcken oraz Kristianstad zafundowały nam fenomenalny, trwający ponad 103 minuty spektakl, po którym absolutnie wszyscy mieli poczucie niedosytu. Obie ekipy musiały bowiem zmierzyć się z rzeczywistością pechowej w ich opinii straty dwóch punktów (bo właśnie w tych kategoriach rozpatrywano w obu sztabach bezbramkowy remis), zaś neutralnym obserwatorom smutno było przede wszystkim dlatego, że tak kapitalne widowisko dobiegło końca i żadne bisy, ani nawet dogrywki nie są niestety przewidziane w harmonogramie. Bo grające na tak wielkim zaangażowaniu drużyny ze ścisłej, krajowej czołówki, aż chciałoby się oglądać w nieskończoność. A przynajmniej z większą częstotliwością.

Na kultowym obiekcie w Hisingen zabrakło tak naprawdę jedynie goli, ale doskonale zdajemy sobie sprawę, że te ostatnie nie wszystkim sympatykom futbolu są bynajmniej niezbędne do szczęścia. Obiektywna ocena samej gry wskazywałaby jednoznacznie, że nieco bliżej zwycięstwa były w niedzielne popołudnie gościnie ze Skanii, ale Jennifer Falk rozegrała w bramce Häcken taką poezję, że śmiało moglibyśmy umieścić ten jednoosobowy performance w jednym rzędzie chociażby z Zecirą Musovic zatrzymującą na mundialu reprezentację USA czy w pucharowej fazie Ligi Mistrzyń VfL Wolfsburg. Podopieczne trenera Angergårda wykreowały sobie więcej czystych sytuacji niż pewnie same to sobie wizualizowały, ale 31-letnia golkiperka postawiła na linii bramkowej mur, którego sforsować nie dało się żadną znaną nam siłą. Prostopadłe piłki, regularnie posyłane przez Emmę Petrovic oraz Clare Polkinghorne w kierunku napastniczek KDFF, robiły w defensywie wicemistrzyń Szwecji zaskakująco dużo chaosu, ale nawet gdy Tabby Tindell lub Hlin Eiriksdottir znalazły się w sytuacji jedna na jedną z Falk, to bramkarka za każdym razem wychodziła z takiego pojedynku obronną ręką. Szczęścia z dystansu bezskutecznie próbowały Alanen i Arnadottir, po jednym z perfekcyjnie rozegranych stałych fragmentów bliska przełamania bramkowej niemocy była nawet skupiona zazwyczaj przede wszystkim na bronieniu Carly Wickenheiser, ale choć spełnienie było blisko, to zupełnie jak w przypadku poprzedniej rywalizacji tych ekip, fani z Kristianstad znów mogli jedynie kręcić z niedowierzaniem głowami. W tej całej laurce dla gościń należy jednak podkreślić, że piłkarki Häcken także nie rozegrały tego dnia słabego meczu i to także za ich sprawą kibice na Bravida Arenie właściwie nie mieli sposobności się nudzić. Dobre wejście w mecz tradycyjnie zanotowała Anna Sandberg (niestety z powodu kontuzji nie było jej dane dograć spotkania do końca), a nieco bardziej aktywna od swojej vis-à-vis Monica Jusu Bah raz po raz posyłała w szesnastkę Moy Olsson kąśliwe dośrodkowania, po których sympatykom Pomarańczowych robiło się naprawdę gorąco. To wszystko nie przełożyło się ostatecznie na choćby jednego gola, ale piłkarki z Hisingen swoje szanse jak najbardziej miały i nawet jeśli nie do nich należała inicjatywa, to za współtworzenie naprawdę emocjonującego widowiska szacunek i brawa jak najbardziej się należą. Bo przecież w ostatnim kwadransie mieliśmy klasyczną grę od jednego pola karnego do drugiego i choć bardzo długo wydawało nam się, że ktoś wreszcie otworzy tu wynik, to nijak nie byliśmy w stanie wskazać zespołu, któremu sztuka ta się ostatecznie uda.

Sporo uwagi poświęciliśmy wydarzeniom na Behrn Arenie, ale to tam działo się zdecydowanie najwięcej i najciekawiej. Z pozostałych wydarzeń na pierwszy plan z pewnością wysuwa się za to niebywała wręcz efektywność zawodniczek Hammarby, które oddały w Norrköping trzy celne strzały (przy sześciu takich próbach rywalek) i… pokonały ekipę z Platinumcars Areny w stosunku 3-0. Statystykę tę przywołujemy jednak przede wszystkim w ramach ciekawostki, gdyż tego zwycięstwa Bajen żadną miarą nie możemy sklasyfikować jako szczęśliwego lub przypadkowego. Podopieczne trenera Sjögrena rozegrały bowiem jeden z lepszych meczów w trwającej właśnie ligowej kampanii, a Ellen Wangerheim oraz Smilla Holmberg raz jeszcze udowodniły, że to właśnie do nich należeć będzie przyszłość szwedzkiego futbolu. I mamy wielką nadzieję, że nie tylko tego w wydaniu klubowym. Po fenomenalnym początku gwałtownie wyhamowała Bromma, która ani trochę nie przypomina bezkompromisowego zespołu z przełomu kwietnia i maja. Tym razem piłkarki z zachodniego Sztokholmu nie podjęły nawet walki w derbowej potyczce z Djurgården i wobec tak biernej postawy koleżanek z pola, nawet wyczyniająca cuda w bramce Anna Koivunen nie była w stanie uratować im jeszcze jednego remisu do kolekcji. Podziałem punktów zakończyła się natomiast rywalizacja Vittsjö i Örebro, choć gospodyniom raz jeszcze udało się w doliczonym czasie gry umieścić futbolówkę w siatce Clary Ekstrand. Tym razem sędzia odgwizdał jednak nieprzepisowe zagranie jednej z piłkarek ze Skanii, dzięki czemu na Behrn Arenie uniknęli jeszcze jednej porażki w trybie last minute. Växjö nadspodziewanie mocno postawiło się faworyzowanemu Linköping, ale to Lwice z Östergötland miały w swoich szeregach królową strzelczyń z poprzedniego sezonu, która ewidentnie zdaje się odnajdywać zagubioną przed kilkoma miesiącami dyspozycję. Rywalizację liderek z czerwoną latarnią Damallsvenskan najlepiej i najcelniej podsumować krótkimi hasłami: dwucyfrówki nie było, czystego konta po stronie Rosengård również (a to ci niespodzianka!), Öling z hat-trickiem, Bredgaard z dubletem i transferem najprawdopodobniej do włoskiej Serie A, oba kluby umocniły się na zajmowanych uprzednio pozycjach i niewiele przemawia za tym, aby w najbliższym czasie miały je opuścić.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

awds14

Kulki znów idą w ruch

rosa

W poprzedniej edycji Ligi Mistrzyń fenomenalna Rosa Kafaji potrafiła uciszyć stadiony między innymi w Paryżu i Madrycie (Fot. Getty Images)

Pierwsze po gruntownej reformie europejskich pucharów zwycięskie eliminacje w ścieżce ligowej, historyczny udział dwóch przedstawicieli Damallsvenskan w fazie grupowej i wreszcie przepiękna, jesienno-zimowo-wiosenna bajka z zawodniczkami Häcken w rolach głównych, która pisała się na naszych oczach przez wiele miesięcy, prowadząc nas z wietrznego Enschede, przed Madryt i Londyn, aż do kultowego, paryskiego Parku Książąt – niezwykle emocjonujący sezon 2023-24 w Lidze Mistrzyń niewątpliwie pozostanie dla wszystkich fanów szwedzkiej piłki niezapomniany. A jeśli macie szczęście przynależeć do grona tych, którym właśnie klub z Hisingen jest szczególnie bliski, to gole Rosy Kafaji, przepiękne strzały z dystansu Katariiny Kosoli, odwaga Felicii Schröder, ofiarność Filippy Curmark i Mariki Bergman Lundin, ratujące bezcenne punkty interwencje Jennifer Falk, czy wreszcie obraz odkupiającej swoje winy Anny Sandberg, pozostaną już z wami na zawsze. I jest to zdecydowanie pozytywna wiadomość, bo przecież między innymi dla takich właśnie wspomnień wszyscy zachwyciliśmy się pewnego dnia akurat tą dyscypliną sportu. Życie nie znosi jednak przestojów i choć przeszłości nikt nam nie odbierze, to patrzeć należy przede wszystkim przed siebie. A okazja ku temu nadarza się wyjątkowa, wszak już w tym tygodniu szwajcarski Nyon raz jeszcze stanie się jednym z centralnych punktów na futbolowej mapie Europy. I choć w najbliższy piątek nazwy swoich przeciwniczek w dwóch początkowych rundach kwalifikacyjnych poznają tylko w Linköping (sympatycy Hammarby oraz Häcken podobne emocje przeżywać będą dopiero 9. września), to już teraz przyjrzymy się bliżej ścieżce, która każdego z naszych pucharowiczów może potencjalnie zaprowadzić aż do fazy grupowej. Wszystkie te rozważania sugerujemy oczywiście wziąć w odpowiedni nawias, ale bez względu na indywidualne podejście do tematu, zgodzimy się z całą pewnością co do jednego – łatwo to już było, a z tak poważnym wyzwaniem szwedzka piłka klubowa na podobnym etapie rozgrywek nie mierzyła się jeszcze nigdy w historii. Ścieżka ligowa sprawia wrażenie nie tyle wyzwania, co pokręconego do granic elementarnej logiki labiryntu bez jakichkolwiek dostrzegalnych na ten moment wejść i wyjść, zaś teoretycznie łatwiejsza droga mistrzowska zawiera w sobie tak wiele potencjalnych pułapek, że trenerowi Martinowi Sjögrenowi zalecamy wyjątkową ostrożność podczas ewentualnych prób ich rozbrajania. Zacznijmy jednak chronologicznie i złóżmy w tym celu krótką, niezapowiedzianą wizytę w Östergötland…

01. lfc

Miało być trudno i wymagająco? Ależ proszę bardzo! Listę prawdopodobnych rywalek Linköping otwiera prowadzony przez Jonasa Eidevalla londyński Arsenal, który niemal dokładnie dwanaście miesięcy temu przyjechał na Bilbörsen Arenę bez meczowego rytmu, w zasadzie w środku okresu przygotowawczego, ale ani trochę nie przeszkodziło to naszpikowanej gwiazdami światowych boisk drużynie z angielskiej WSL w odniesieniu spokojnego, trzybramkowego zwycięstwa. Na powyższej liście znajdziemy także kluby, z którymi ostatnimi czasy – z różnym efektem – mierzyły się inne przedstawicielki szwedzkiej ekstraklasy. W grupowych dwumeczach niemiecki Eintracht Frankfurt dwukrotnie wypunktował FC Rosengård, a szczególnie bolesna okazała się dla fanów ze Skanii wyjazdowa klęska 0-5 na Waldstadionie. Zdecydowanie przyjemniejsze wspomnienia z potyczek z francuskim Paris FC mają za to w Hisingen, gdyż podopieczne libańskiego trenera Maka Adama Linda najpierw w niesamowitych okolicznościach przywiozły z francuskiej stolicy zwycięstwo 2-1, a następnie osiągnęły na Bravida Arenie w pełni satysfakcjonujący je wówczas bezbramkowy remis. Brøndby oraz Ajax to z kolei zespoły doskonale znane w Kristianstad, ale o ile duńską przeszkodę udało się piłkarkom Elisabet Gunnarsdottir nie bez kłopotów przeskoczyć, o tyle Holenderki okazały się zbyt wymagającymi przeciwniczkami, a pokonanie ekipy ze wschodniej Skanii tak bardzo rozochociło zespół z Amsterdamu, że kilka tygodni później jego wyższość uznać musiał także… Frankfurt i dopiero Arsenal, po niezwykle ciężkich bojach, potrafił zatrzymać niderlandzki marsz ku fazie grupowej. Nieco egzotycznie wygląda w towarzystwie potencjalnych rywalek LFC białoruski FK Mińsk, którego szeregi regularnie zasilają sprowadzane w niezwykle tajemniczych okolicznościach zawodniczki ze wszystkich zakątków globu. Niemniej, także ze względów społeczno-politycznych, akurat tego losu zdecydowanie wolelibyśmy uniknąć. Z przyjemnością obejrzelibyśmy za to zespół z Östergötland rywalizujący z hiszpańskim Atletico lub z czeską Spartą, gdyż takie zestawienia realnie odpowiedziałyby nam na przynajmniej kilka pytań dotyczących aktualnego potencjału trzykrotnych mistrzyń Szwecji.

Los marzeń: Brøndby

Los strachu: Arsenal

02. bkh

Przed rokiem przeżywaliśmy dzięki piłkarkom Häcken cudowne i niezapomniane chwile, ale powiedzmy sobie jasno, iż powtórka z pięknej, rozpoczętej wyszarpanym na murawie w Enschede zwycięstwem drogi, wydaje się tym razem przynależeć do kategorii soccer fiction. Wyniki najsilniejszych lig europejskich ułożyły się bowiem tak, że teoretycznie najwygodniejszym z perspektywy wicemistrzyń Szwecji rywalem wydaje się być… Wolfsburg, a to mówi nam już chyba wszystko. Żądzą rewanżu za blamaż sprzed roku z pewnością pała zapowiadający letnią ofensywę transferową Real Madryt, a Manchester City, Arsenal i PSG to w ogóle zespoły z kompletnie innego, piłkarskiego świata. A jeśli jakimś cudem zawodniczkom Jonasa Eidevalla nie udałoby się do tej rundy dotrzeć, to skala trudności wcale nie spada o kilka poziomów, gdyż następny w kolejce do rozstawienia jest włoski Juventus. Tak, będzie ekstremalnie trudno, lecz miejmy nadzieję, że i ta rywalizacja dostarczy nam wielu ciekawych wrażeń. Bo o szczęśliwe zakończenie, choć gorąco w nie oczywiście wierzymy, prosić nawet nie zamierzamy.

Los marzeń: Wolfsburg

Los strachu: Paris SG, Manchester City

03. hif

Na tej ścieżce przedstawicielkom szwedzkiej piłki jeszcze nigdy nie przytrafił się przegrany dwumecz, ale dla szykującego się do swojego pucharowego debiutu Hammarby, ów fakt może okazać się naprawdę nieprzyjemną pułapką. Bo nawet jeśli faktycznie na załączonej liście próżno szukać nazw tych największych, europejskich firm, to jednak wcale nie jest tak, że – jak to lubią mawiać złośliwi komentatorzy – nie ma tu z kim odpaść. Lizbońska Benfica regularnie napotyka na swojej drodze szwedzkie przeszkody i jak dotąd radzi sobie z nimi wybornie, a klasę mistrzyń Portugalii dodatkowo podnosi zarówno osiągnięty w poprzedniej edycji, historyczny ćwierćfinał, jak i możliwość odrzucenia opiewającej na kilka milionów koron oferty z Barcelony dla Kiki Nazareth. Zgodzimy się chyba co do tego, że przynajmniej to ostatnie wydaje się z naszej perspektywy czymś kompletnie niewyobrażalnym. Całkiem pokaźnym jak na tę fazę rywalizacji budżetem i równie solidną kadrą dysponuje ponadto AS Roma, która w przeszłości także potrafiła nie tylko meldować się w fazie grupowej, ale nawet mocno zaznaczyć w niej swą obecność. I trzeba chyba obiektywnie przyznać, że zarówno do ewentualnego starcia z Benfiką, jak i do rywalizacji z Romą, Hammarby przystępowałby zdecydowanie z pozycji underdoga.

Wśród potencjalnych rywalek nie brakuje jednak również tych teoretycznie mniej wymagających i do tej grupy zaliczyć możemy na przykład ukraińską Worskłę Połtawa oraz albańską Vllaznię Szkodra. Oba wymienione kraje zdążyły już wprawdzie w fazie grupowej nowej Ligi Mistrzyń zadebiutować, ale gdyby to właśnie z nimi przyszło zmierzyć się mistrzyniom Szwecji, to zwycięskiego dwumeczu będziemy od podopiecznych trenera Sjögrena zwyczajnie wymagali. Mając na uwadze wyraźne, norweskie wpływy w kadrze Bajen, absolutnie najciekawszą opcją byłyby jednak ewentualne nordyckie derby z Vålerengą, gdzie zresztą szwedzkich piłkarek również pod dostatkiem. Taka ewentualność przypuszczalnie gwarantowałaby nam emocjonujący i wyrównany dwumecz, a o sukcesie jednej z ekip mogłyby zadecydować mityczne, choć niezwykle istotne w naszej profesji detale. Fani z Södermalm dokonali już jednak wyboru, gdyż im z kolei marzy się wyjazd do holenderskiego Enschede i nie jest to bynajmniej zachcianka podyktowana ubiegłoroczną wiktorią BK Häcken. Czy życzenia te zostaną ostatecznie wysłuchane? Na tę konkretną odpowiedź poczekać musimy akurat przynajmniej do września…

Los marzeń: Vllaznia, Vålerenga, Worskła

Los strachu: Roma, Benfica