
Pomimo ciągłych problemów z grą w kolejnych klubach, Hanna Bennison niezmiennie zyskuje zaufanie selekcjonerów (Fot. Getty Images)
Pierwszego kwietnia selekcjoner Tony Gustavsson nie zaszokował opinii publicznej, a kadra na domowy dwumecz eliminacyjny w zdecydowanej większości pokrywa się z listą, którą dzisiaj spodziewaliśmy się zobaczyć. Nazwiska powracających do kadry po dłuższych nieobecnościach Zeciry Musovic oraz Amandy Ilestedt wzbudzają rzecz jasna różne emocje, lecz skoro pierwsza z wymienionych niemal z miejsca posadziła solidną przecież Moę Öhman na ławce w drużynie klubowej, a druga w reprezentacyjnej koszulce zawsze stanowiła wartość dodaną, to trudno mówić tu o szerszej kontrowersji. W podobnych kategoriach tym bardziej nie możemy rozpatrywać nominacji dla zachwycającej nas na angielskich boiskach Beaty Olsson, czy też ewidentnie cieszących się zaufaniem sztabu szkoleniowego, a na dodatek pozytywnie zweryfikowanych w niedawnych bojach Belli Andersson oraz Elmy Nelhage. Osobistym odkryciem selekcjonera wydaje się być wciąż czekająca na oficjalny debiut wszechstronna defensorka Hammarby Sofia Reidy, lecz – jak już wiele razy podkreślaliśmy – każdy trener ma prawo do swoich indywidualnych wyborów, a na obronę tego konkretnego spokojnie i bez większego wysiłku znalazłoby się przynajmniej kilka racjonalnych argumentów.
Jedyną nominacją wzbudzającą nieco większe emocje jest ta dla Hanny Bennison, która w wieku zaledwie 23 lat powoli staje się jedną z największych zagadek szwedzkiego futbolu obecnej dekady. Nieprzypadkowo nazywana swego czasu cudownym dzieckiem Rosengård filigranowa pomocniczka po wyjeździe za granicę wyraźnie wytraciła swój impet i o ile w Evertonie zdarzały się jej jeszcze pojedyncze przebłyski (dla jasności: niezwykle sporadycznie), o tyle w Hiszpanii Bennison przepadła już dokumentnie, a w zbieraniu chociażby skromnych, minutowych ochłapów (przez amerykańskich kibiców sportów wszelakich nazywanych pogardliwie garbage time) nie pomaga jej nawet ogromna rotacja stosowana przez trenerów madryckiego Realu. Całkowity zastój kariery klubowej nie stanowił jednak jakiegokolwiek problemu dla Petera Gerhardssona i najwyraźniej także jego następca nie dostrzega w tym miejscu sygnału alarmowego, choć sama zainteresowana podczas meczów kadry jak dotąd swoją postawą (przynajmniej tą na murawie) nie dostarczała przesadnie wielu argumentów na obronę tych decyzji. Inna kwestia, że nawet nie miała ku temu specjalnie okazji, bo choć nabijanie statystyki rozegranych meczów idzie jej całkiem płynnie, to jej reprezentacyjne występy najczęściej mają formę kilkuminutowych, dosłownie rozumianych epizodów. Tym sposobem, w kadrze mamy zawodniczkę z imponującym 60A przy nazwisku i nawet jeśli każdy z tych meczów obejrzeliśmy dokładnie po kilka razy, wciąż nie jesteśmy sformułować konstruktywnej opinii na temat jej przydatności dla drużyny. A kariera klubowa ani trochę nam w tej materii nie pomaga, gdyż przynajmniej na przestrzeni ostatnich osiemnastu miesięcy istnieje ona – cytując klasyka – wyłącznie teoretycznie.
Ani trochę nie obrazilibyśmy się, gdyby właśnie w kwietniu Hanna Bennison przeżyła przełomowy moment swojej reprezentacyjnej przygody, choć patrząc na aktualną dyspozycję Julii Zigiotti, a także pozycję wypracowaną w grupie przez Filippę Angeldal, nie wyobrażamy sobie, aby najbardziej optymalnie zestawiony duet w szwedzkim środku pola mógł na tę chwilę stworzyć ktoś inny. A przynajmniej podczas konfrontacji na Gamla Ullevi w Göteborgu, zadanie czekające na nasze pomocniczki będzie niezwykle wymagające. Nie bez przyczyny Olivia Holdt jest mocną kandydatką do najlepszej jedenastki sezonu angielskiej Barclays WSL, a Pernille Harder – choć chwilami nie aż tak eksplozywna i bezbłędna jak w swoim prime – przewodzi klasyfikacji strzelczyń niemieckiej Bundesligi, a przy okazji trafia jak na zawołanie w fazie pucharowej Ligi Mistrzyń. A nie zapominajmy, że sezon absolutnie wybitny rozgrywała także na włoskich boiskach Sofie Bredgaard, którą jednak w ostatnich tygodniach ewidentnie trapią kontuzje. Jasne, szczególnie w tyłach Dunki także mają swoje problemy i niepokoje, lecz na szczycie najciekawszej z kwalifikacyjnych grup nie znalazły się bynajmniej z przypadku i z pewnością zrobią wiele, aby przynajmniej do końca nadchodzącego dwumeczu na nim pozostać. Szczególnie, że po trzech ubiegłorocznych porażkach żądza sąsiedzkiego rewanżu zdaje się być za Kattegatem niezwykle silna, a stawka kwietniowej konfrontacji jedynie ją wzmacnia. Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że 14. kwietnia jedna ze skandynawskich ekip może znaleźć się na pole position w wyścigu na brazylijski mundial, a obok tak ewidentnej szansy nikt obojętnie przechodzić zdecydowanie nie zamierza.

