Wielka gra, wielkie sny

461208770_18279368872242504_2730889634418310242_n

Grupy Ligi Mistrzyń 2024-25 (Grafika: UEFA)

Tu już czwarty rok z nową, odświeżoną formułą Ligi Mistrzyń i niezwykle miło skonstatować, że w każdej z dotychczasowych edycji mogliśmy emocjonować się występami przynajmniej jednego szwedzkiego zespołu w fazie grupowej. Nie inaczej będzie i tym razem, choć w decydującej fazie eliminacji złośliwy los postanowił wystawić drużynę trenera Martina Sjögrena na niezwykle wymagającą próbę. Lizbońska Benfica nie tylko zawsze kwalifikowała się bowiem do najlepszej szesnastki, ale z roku na rok robiła na europejskich arenach coraz więcej zamieszania, czego efektem był chociażby ubiegłoroczny awans do ćwierćfinału (kosztem między innymi Frankfurtu oraz Rosengård), a także szalony, zakończony cokolwiek niestandardowym wynikiem 4-4 mecz przeciwko wielkiej Barcelonie. Hammarby perfekcyjnie stanęło jednak na wysokości zadania, będąc w dwumeczu z mistrzyniami Portugalii zespołem lepszym, bardziej kompletnym i w pełni zasługującym za awans. Decydującemu trafieniu Cathinki Tandberg towarzyszyły oczywiście niezwykle dramatyczne okoliczności, lecz gdy odrzucimy olbrzymi ładunek emocjonalny, to szybko dojdziemy do wniosku, iż dzięki niemu po prostu zatriumfowała sprawiedliwość. Bo piłkarki Bajen potrafiły dokonać tego, co w poprzednich sezonach bezskutecznie próbowały osiągnąć ich ligowe rywalki z Rosengård oraz Hisingen. I nawet jeśli malkontenci zaczną podnosić kwestię, że Benfica bez takich nazwisk jak Jessica Silva, Kika Nazareth, czy Cloe Lacasse to już nie ta sama jakość, to jednak wyeliminowanie po niezwykle solidnej i zdyscyplinowanej grze mistrzyń Portugalii niezmiennie pozostaje osiągnięciem, z którego jako społeczność powinniśmy być dumni. I nie mamy najmniejszego zamiaru ukrywać, że tak właśnie jest.

Nagrodą za wspomniany dwumecz okazała się perspektywa rywalizacji w grupie D tegorocznej edycji Ligi Mistrzyń. Losowanie to wywołało w Södermalm skrajnie różne reakcje, choć akurat w kontynentalnej Europie wszyscy eksperci z miejsca orzekli, że emocji będzie tu jak na rybach, a całą rywalizację moglibyśmy tak naprawdę zakończyć w chwili, gdy Fatmire Alushi z Nadine Kessler wyciągały podczas losowania w Nyonie ostatnią kulkę. Cóż, zakłamywanie rzeczywistości nie ma sensu i trzeba jasno podkreślić, że FC Barcelona i Manchester City wydają się być niemal stuprocentowymi kandydatkami do awansu, lecz na tym etapie zmagań perspektywa zmierzenia się z takimi rywalkami to dla zawodniczek Hammarby nie tylko ciekawe doświadczenie, ale i wielka szansa. Ustępujące mistrzynie Szwecji zagrają w tych spotkaniach bez jakiejkolwiek presji wyniku i mamy nadzieję, że ta całkiem komfortowa przecież perspektywa pozwoli im zaprezentować na murawie najlepszą wersję siebie, a przy po prostu dobrze się bawić. A jakie efekty może przynieść połącznie sumiennej pracy z dobrą zabawą, przekonaliśmy się chociażby przed dwunastoma miesiącami. Biegunowo inny ciężar gatunkowy będzie za miał październikowo-grudniowy dwumecz Hammarby z austriackim SKN St. Pölten i tam gromadzenie punktów (najlepiej kompletu) będzie już dla zawodniczek z Södermalm zadaniem do wykonania. Budować klubowy współczynnik trzeba, wszak już za rok obok Ligi Mistrzyń ruszają nowe, europejskie rozgrywki, w których to nasi przedstawiciele wreszcie będą mogli solidnie namieszać. Aby jednak w tych skrojonych wprost idealnie na szwedzkie potrzeby zmaganiach zaistnieć, trzeba uprzednio zadbać o detale, a jednym z nich niewątpliwie będzie pokonanie w nadchodzącym dwumeczu nieobliczalnych, choć znajdujących się zdecydowanie w zasięgu rywalek z Austrii. Sympatycy Bajen już rozpoczęli planowanie zimowego podboju Wiednia i okolic, więc warto postarać się, aby ta bajkowa wyprawa od początku do końca przebiegła w miłej i sympatycznej atmosferze, a powodów do świętowania było przynajmniej tyle, co nie tak dawno w podlizbońskim Seixal.

No dobrze, to skoro ta grupa D taka nudna, to gdzie powinniśmy spodziewać się największych emocji? W tej kwestii pełnej zgodności nie ma, choć ze szwedzkiej perspektywy z pewnością spoglądać będziemy przede wszystkim w kierunku grupy C, gdzie zebrała się nasza całkiem liczna kolonia. W każdej (!) z przydzielonych tam ekip bez trudu odnajdziemy bowiem potencjalne, byłe i przyszłe kadrowiczki Petera Gerhardssona, a dodatkowe smaczki w postaci chociażby rywalizacji Julii Zigiotti z Emmą Kullberg, duetu Sembrant – Eriksson ze Stiną Blackstenius i Rosą Kafaji, czy próby sprawienia wielkiej niespodzianki przez Tove Enblom oraz Linn Vickius, stanowią w tym wszystkim jedynie dodatkowy bonus. Grupa A to pierwszy w historii turecki uczestnik fazy grupowej, co nawet gdy weźmiemy pod uwagę imponujące jak na tamtejsze warunki letnie okienko transferowe w wykonaniu Galatasaray, jest niewątpliwie osiągnięciem ponad stan i oczekiwania. Ta piękna przygoda na tym etapie dobiegnie jednak najprawdopodobniej końca, ale jeśli zawodniczki ze Stambułu będą potrafiły urwać punkty komuś z trójki Lyon – Wolfsburg – Roma, to będziemy rozpatrywać ów fakt w kategoriach kolejnej niespodzianki. Rywalizacja wspomnianego tercetu także zapowiada się nadzwyczaj frapująco, bo oto w jednej grupie znalazły się zespoły przeżywające aktualnie może nie kryzys, ale na pewno coś na kształt okresu przejściowego i przynajmniej dla jednego z nich tegoroczna, europejska przygoda zakończy się sporego kalibru rozczarowaniem w postaci braku awansu do ćwierćfinału. W grupie B w roli papierowych faworytek wystąpią londyńska Chelsea (Johanna Kaneryd, Nathalie Björn, Zecira Musovic) oraz madrycki Real (Filippa Angeldal), choć ten ostatni jak dotąd w zasadniczej fazie Ligi Mistrzyń bynajmniej nie zachwycał. I właśnie na podtrzymanie tego trendu liczyć będzie Celtic Eleny Sadiku, który najpierw w niecodziennych okolicznościach zapewnił sobie tytuł mistrzowski w Szkocji, a następnie zafundował swoim fanom prawdziwy, emocjonalny rollercoaster już w pierwszej rundzie eliminacji. Swoje cele i ambicje mają również w Enschede, bo Twente skutecznie zrewanżowało się za tak bardzo pamiętaną w Szwecji porażkę w poprzedniej edycji i jako drugi w historii klub z Królestwa Niderlandów zameldowało się w elitarnym, europejskim gronie.

Początek fazy grupowej edycji 2024-25 już dziś o 18:45, więc najwyższa pora życzyć nam wszystkim dobrej zabawy. Po raz ostatni (przynajmniej na pewien czas) rywalizować będziemy w tej formule, więc… po prostu niech się dzieje!

Jednym świętowanie, innym ważne granie

seger

Caroline Seger wygrała podczas niesamowicie bogatej kariery wiele, ale złote medale 2024 smakowały w Malmö wyjątkowo (Fot. Pontus Orre)

W piątkowy wieczór już oficjalnie rozstrzygnęła się kwestia mistrzostwa Szwecji, a niespełna 24 godziny później wiele wyjaśniło się także w kontekście wyścigu o srebrne medale. Oczywiście, przejściowa tabela jasno pokazuje, że różnica pomiędzy Häcken i Hammarby wynosi na cztery kolejki przed końcem sezonu zaledwie trzy punkty, ale nie da się ukryć, iż to na korzyść ekipy z Hisingen przemawiają obecnie dosłownie wszystkie dostępne argumenty.

Po pierwsze – aktualna dyspozycja. Podopieczne trenera Linda wreszcie chwyciły właściwy dla siebie rytm i nawet rotacje spowodowane problemami kartkowo-zdrowotnymi nie wpływają negatywnie na sportową jakość Os z Västergötland. W meczach przeciwko Växjö oraz Vittsjö zawodniczki z Bravida Areny zaprezentowały nam na murawie klasyczny one-way-traffic i choć w cyferkach dwumecz ten zamknęły komfortowym bilansem bramkowym 7-1, to nijak nie oddaje on skali ich absolutnej dominacji nad solidnymi skądinąd zespołami z środka tabeli. Oczywiście, nie od dziś zajmujemy się futbolem i doskonale zdajemy sobie sprawę, iż słowa te nadzwyczaj szybko mogą się zdezaktualizować, ale w pierwszej dekadzie października oglądamy zdecydowanie najlepszą i najbardziej kompletną wersję Häcken przynajmniej od czasów niezapomnianej, europejskiej przygody w Lidze Mistrzyń.

Po drugie – terminarz. O ile ubiegłoroczne mistrzynie z Hammarby wciąż mają przed sobą między innymi niełatwy wyjazd do Malmö, o tyle Häcken te najbardziej wymagające wyzwania zdążyło już z lepszym lub gorszym skutkiem zaliczyć. Piłkarkom z zachodniego wybrzeża do rozegrania pozostały jedynie domowe potyczki przeciwko Linköping i Piteå, a także dwa wyjazdy w delegację do stolicy (Djurgården, Bromma). Wiadomo, nie brzmi to jak beztroska i bezkolizyjna przejażdżka w kierunku zachodzącego słońca, ale z drugiej strony bez większego trudu dałoby się wymyślić zdecydowanie bardziej ekstremalny jesienny terminarz. Szczególnie, że w przeciwieństwie do rywalizującego na wszystkich możliwych frontach Hammarby, piłkarki z Hisingen wszystkie siły i całą energię będą mogły skupić wyłącznie na zmaganiach ligowych.

Po trzecie – indywidualności. Okej, tutaj mamy w zasadzie remis, a może nawet delikatne wskazanie na Bajen, bo to właśnie w barwach ekipy z Södermalm zachwycają nas takie postaci jak Tandberg, Holmberg, Joramo, czy Wangerheim. Hammarby jest jednak w położeniu o tyle niewygodnym, że w Sztokholmie muszą pilnie odrabiać straty, a trudno przypuszczać, aby liderki zespołu z Hisingen miały na to pozwolić. Anna Anvegård wzbiła się na poziom, na którym nie widywaliśmy jej od czasu, gdy dwukrotnie sięgała po koronę królowej strzelczyń Damallsvenskan, Hanna Wijk coraz śmielej zgłasza akces do seniorskiej reprezentacji Szwecji, w której może zresztą spotkać się chociażby z Felicią Schröder, Tabitha Tindell oraz Paulina Nyström z powodzeniem zakończyły proces aklimatyzacji, a scalająca to wszystko w tyłach Jennifer Falk zapewnia drużynie niezbędne spokój i bezpieczeństwo. Czy tak solidnie zbudowana konstrukcja miałaby zacząć się chwiać w najmniej spodziewanym momencie? Niemożliwe oczywiście nie istnieje, ale powiedzmy sobie szczerze: Häcken może wypuścić to srebro jedynie na własne żądanie.

Na górze ciekawie, na dole również. Goszczący w sobotnie popołudnie w Växjö beniaminek z Trelleborga usilnie szuka historycznego, pierwszoligowego zwycięstwa i trzeba przyznać, że za 22. podejściem był naprawdę o krok od sukcesu. Wspominamy o tym nie tylko dlatego, że po golu Linnéi Prambrant gościnie ze Skanii prowadziły do przerwy z zespołem trenera Unogårda, lecz ze względu na całokształt ich postawy oraz fakt, że w tej konkretnej rywalizacji były zwyczajnie zespołem lepszym. Szanse na wywalczenie kompletu punktów miały rzecz jasna obie ekipy i ten niesamowicie otwarty mecz tak naprawdę mógł zakończyć się każdym możliwym wynikiem, ale to Sofie Rewucha i przede wszystkim Hanna Persson jeszcze długo będą zastanawiać się, jakim cudem żadnej z nich nie udało się wepchnąć futbolówki do bramki strzeżonej przez Maję Bay. Po ostatnim gwizdku sędziego Niklasa Olssona najmłodsza w ekipie Trelleborga Thelma Persson Welin nie kryła łez rozczarowania, a tak emocjonalna reakcja tej niezwykle ambitnej, młodej piłkarki jedynie pokazuje, że w TFF doskonale zdawali sobie sprawę z szansy, które trochę nieoczekiwanie otworzyła się przed beniaminkiem z Południa. W pełni świadome stawki niedzielnego meczu były natomiast zawodniczki AIK i Örebro, gdyż przegrany w tej rywalizacji (tym bardziej, jeśli w roli tej wystąpiłaby drużyna z Närke) z miejsca ustawiał się w arcytrudnym położeniu w kontekście walki o pozostanie na najwyższym poziomie rozgrywkowym. W sposób naturalny oczekiwaliśmy więc meczu intensywnego, opartego przede wszystkim na walce o każdy fragment boiska i trzeba oddać, że oczekiwania te zostały w niemal stu procentach spełnione. W całej tej wyliczance zbyt mało było jedynie czysto piłkarskich konkretów, bo jeśli ktoś z obserwatorów nie był przesadnie zaangażowany po którejkolwiek ze stron, to klasyczny mecz walki niekoniecznie musiał się podobać. Fani obu ekip także zresztą nie byli na koniec dnia jakkolwiek ukontentowani, bo remis 1-1 po dwóch książkowo wykonanych stałych fragmentach gry, niewiele nam w perspektywie ostatecznych rozstrzygnięć powiedział. Wieści z Behrn Areny najbardziej ucieszyły chyba fanów futbolu w Brommie, ponieważ kilka godzin wcześniej zespół prowadzony przez Daniela Gunnarsa przegrał na własnym stadionie 0-1 z IFK Norrköping po golu Wilmy Leidhammar (godny uwagi najlepszy w sezonie występ pozyskanej z Mallbacken skrzydłowej Svei Rehnberg) i ewentualne trzy punkty dla Örebro lub AIK mocno skomplikowałyby sytuację klubu z zachodniego Sztokholmu.


Komplet wyników:


Statystyki indywidualne:


Statystyki drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

awds22

Mistrz, mistrz, Rosengård!

guld

Perfekcyjna drużyna, perfekcyjny sezon i najcenniejsze trofeum w szwedzkiej piłce klubowej wraca do Malmö (Fot. Bildbyrån)

Własny stadion, idealna, jesienna pogoda, wczesny, piątkowy wieczór – mniej więcej tak przedstawiał się anturaż, w którym piłkarki FC Rosengård mogły rozpocząć świętowanie rekordowego, czternastego tytułu mistrzyń Szwecji. Do pełni szczęścia brakowało jeszcze rzecz jasna derbowego zwycięstwa nad mocno poturbowanym i wykartkowanym Kristianstad, ale skoro na ligowym podwórku udało się wygrać 21 meczów z rzędu, to czemu ta niesamowita passa miałaby się zakończyć akurat w tak wyjątkowym dniu? Nie, tutaj wszystko musiało się udać, wszak całe Malmö, a przynajmniej ta jego piłkarska część, już od kilkudziesięciu godzin szykowało się na wielką fetę. I choć ostatecznie na murawie trzeba było się namęczyć być może nieco bardziej niż przewidywał to pierwotny scenariusz, 4. października 2024 roku koniec rzeczywiście zwieńczył dzieło. To znaczy, zawodniczki FCR rzecz jasna nie oddadzą pozostałych do rozegrania meczów walkowerem, ale od dziś ich wyniki będą mieć znaczenie przede wszystkim honorowo-statystyczne. Bo mistrzowskiego tytułu nikt i nic utytułowanemu klubowi ze stolicy Skanii w tym roku już nie odbierze. Niespełna dwanaście miesięcy po kompletnym fiasku i największym rozczarowaniu w całej historii Rosengård, odmieniona przez sztab trenera Kjetselberga drużyna powróciła na tron w iście filmowym stylu, bijąc po drodze wiele rekordów, których najprawdopodobniej z tabel szybko wymazać się nie uda. Futbol jest piękny, futbol jest wyjątkowy, futbol pisze naprawdę cudowne historie, których często najbardziej utalentowani reżyserzy i scenarzyści nie byliby w stanie wykreować.

Dzisiejszy mecz wcale nie był z perspektywy liderek Damallsvenskan spacerkiem, co najlepiej podkreślają słowa wypowiedziane w przerwie przez same zawodniczki gospodyń. Jednogłośnie doceniały one niezwykle ambitną postawę przyjezdnych z Kristianstad, które to radziły sobie na stadionie w Malmö nadspodziewanie swobodnie. Czujność i bramkarską klasę Earthy Cumings postanowiły przetestować między innymi Alice Nilsson oraz Carly Wickenheiser, ale golkiperka FCR tylko potwierdziła, że nieprzypadkowo swoją postawą na szwedzkich boiskach zapracowała sobie na odzyskanie miejsca między słupkami solidnej przecież reprezentacji Szkocji. W drugiej linii KDFF zachwycaliśmy się ponadto grającą całkowicie bez kompleksów, piętnastoletnią Filippą Andersson Widén, która jeszcze kilka miesięcy temu bardziej niż fanom futbolu znana była miłośnikom… siatkówki plażowej. Wydaje się jednak, że ta utalentowana i wszechstronna jak widać sportsmenka ostatecznie postawi jednak na piłkę, bo skoro na tle takich przeciwniczek jak Caroline Seger, Momoko Tanikawa, czy Ria Öling pokazujesz się z tak solidnej strony, to może być to preludium do naprawdę poważnej kariery. Chwaląc Kristianstad, nie możemy jednak zapominać, że to gospodynie już na przerwę schodziły z jednobramkowym prowadzeniem, które to kolejny już raz było efektem perfekcyjnie rozegranego stałego fragmentu gry. Ze strzałem Mai Kadowaki Moa Olsson sobie jeszcze poradziła, ale wypluta przez nią futbolówka poleciała wprost pod nogi Rebecki Knaak, która w takich sytuacjach zwykła dokańczać dzieła z chirurgiczną wręcz precyzją, o czym wielu zdążyło się już na własnej skórze przekonać.

Początek drugiej połowy to z kolei okres dominacji Rosengård, lecz tym razem nie udało się podkreślić jej podwyższeniem skromnego prowadzenia. Być może byłoby o to łatwiej, gdyby najsłabsza tego wieczora na boisku sędzia Eva Svärdsudd podyktowała rzut karny za ewidentne zagranie piłki ręką przez Emmę Petrovic, choć i ławka Kristianstad miała jak najbardziej uzasadnione powody, aby domagać się gwizdka po kontakcie Katli Tryggvadottir z Jessiką Wik w szesnastce po przeciwległej stronie boiska. Pani arbiter z Umeå ewidentnie nie miała jednak dobrego dnia, przez co na murawie i w jej bezpośrednich okolicach zupełnie niepotrzebnie zapanowała nerwowa atmosfera. Szczególnie, że rezultat wciąż nie był przesądzony i nawet jeśli Emma Jansson i Gudrun Arnardottir sprawiały wrażenie zapory nie do sforsowania, to jeden kiks mógł sprawić, że całą tę misternie planowaną fetę trzeba będzie odłożyć w czasie. Tego typu rozważania przerwała nam jednak 77. minuta, kiedy to Momoko Tanikawa dośrodkowała z rzutu rożnego na bliższy słupek. Tam mniej więcej na wysokość pierwszego piętra wzbiła się Rebecka Knaak i choć tym razem była kapitanka Freiburga lotu futbolówki nie przecięła, to wywarta przez nią presja sprawiła, że w najbardziej niefortunny ze swojej perspektywy sposób uczyniła to Carly Wickenheiser. Dwa gole stanowiły już pewną poduszkę bezpieczeństwa, ale okrutnie mylił się ten, kto pomyślał, że oto mamy już tego dnia koniec sportowych emocji. Defensywa FCR pokusiła się bowiem o ten mityczny jeden moment nieuwagi, a perfekcyjnie obsłużona przez Tryggvadottir Tilda Sandén w dość ekwilibrystyczny sposób po raz pierwszy w obecnym sezonie Damallsvenskan zapisała swoje nazwisko w rubryce strzelczyń.

Na tablicy wyników mamy zatem 2-1, a to gwarantuje emocje do końcowego gwizdka. Na bramkę Cumings suną kolejne ataki, formację ofensywną Kristianstad wzmacniają Nilsson oraz Polkinghorne, ale tym razem z tego artystycznego chaosu i nieładu nie udaje się stworzyć bezpośredniego zagrożenia pod bramką Rosengård. Gościnie z północy Skanii mają jeszcze rzut rożny, ale to szybki kontratak gospodyń wzbudza na trybunach najwięcej zainteresowania. Dynamiczny rajd Mai Kadowaki kończy się na dwudziestym metrze przed bramką KDFF, lecz jej podanie w kierunku wychodzącej na czystą pozycję Caroline Seger ofiarnie blokuje jedna z defensorek. Na wyprowadzenie konkretnej odpowiedzi podopiecznym trenera Angergårda brakuje już jednak zarówno czasu, jak i konceptu. Pani Svärdsudd gwiżdże po raz ostatni, Joel Kjetselberg pozwala sobie na wyjątkową chwilę radości, Caroline Seger z trudem powstrzymuje łzy wzruszenia, Halimatu Ayinde odrzuca kule, a Rebecka Knaak jako pierwsza dzieli się z perspektywy murawy swoimi emocjami w tej – bez najmniejszej hiperboli – historycznej chwili. Tak, Rosengård znów to zrobił, lecz w równie imponującym stylu po mistrzowski tytuł nie sięgnął wcześniej jeszcze nikt. Gratulujemy i życzymy niezwykle udanej celebracji, bo takie chwile trzeba przeżyć tak, aby nie umknęła z nich choćby jedna sekunda.

Mästarna från Malmö – FC Rosengård!!

01

Do mistrzostwa jeden krok

Rywalizacja piłkarek AIK i Örebro często generuje dodatkowe emocje (Fot. Jonathan Näckstrand)

To może być weekend, podczas którego poznamy odpowiedź na najważniejsze pytanie, jakie co roku stawiamy sobie przy okazji startu kolejnej ligowej kampanii. Choć w zasadzie po zabawie może być już dziś wieczorem, bo jeśli w piątkowych derbach Skanii Rosengård pokona na własnym obiekcie mocno osłabiony Kristianstad, to w Malmö z poczuciem perfekcyjnie wykonanego zadania będą mogli rozpocząć celebrację czternastego w historii klubu mistrzowskiego tytułu. Analizując wydarzenia ostatnich tygodni, a nawet miesięcy, właśnie taki scenariusz wydaje się być tym najbardziej prawdopodobnym, a aktualna dyspozycja Olivii Schough, Mai Kadowaki, czy Momoko Tanikawy wyłącznie te predykcje legitymizuje. Jeśli jednak jest w Damallsvenskan klub, który akurat w tej fazie rozgrywek miałby rzucić wyzwanie niepokonanym liderkom, to szukać powinniśmy go w Kristianstad. Jasne, nieobecność zawieszonej za kartki Hlin Eiriksdottir, problemy zdrowotne jej rodaczki Katli Tryggvadottir i przedłużające się nieobecności innych liderek (Emmi Alanen, Amy Sayer) niekoniecznie przemawiają na korzyść podopiecznych trenera Angergårda, ale i w Malmö mają swoje bolączki, choć powrót do treningów Jessiki Wik zdecydowanie ucieszył wszystkich zmartwionych defensywnymi turbulencjami sympatyków FCR. Bez względu na wszystko, stolica Skanii jest już w pełni gotowa na rozpoczęcie świętowania, choć o tym, czy w piątkowy wieczór piłkarskie Malmö w ogóle położy się spać, zdecyduje sześć kwadransów boiskowej rywalizacji. A derbowe starcia, o czym słusznie przypomina nam często przywoływane powiedzenie, nierzadko potrafią zamieszać w tabeli bardziej niż podpowiadałyby to logika i zdrowy rozsądek.

Drugi z kluczowych meczów 22. kolejki Damallsvenskan odbędzie się w niedzielne popołudnie na Skytteholms Idrottsplats. Zarówno beniaminek z Solnej, jak i gościnie z Behrn Areny, jak dotąd zgromadziły na swoim koncie 15 punktów, a wszystkie znaki na ziemi wskazują, że słabszy z tego właśnie duetu już za nieco ponad miesiąc będzie musiał szykować się do gry na drugoligowym froncie. W teorii nieco więcej sportowej jakości znajdziemy w szeregach gospodyń, co szczególnie uwidacznia się w momencie porównywania ofensywnych potencjałów obu ekip. Adelisa Grabus notuje właśnie swój najlepszy sezon na pierwszym poziomie rozgrywkowym, dynamiczna Moa Sjöström dostarcza jej sporo wartościowych dośrodkowań z prawego skrzydła, a sprowadzona latem niezwykle wszechstronna Japonka Haruna Tabata stanowi wartość dodaną wtedy, gdy jej zespół szczególnie tego potrzebuje. Piłkarki Örebro zdecydowanie najwięcej wiatru robiły jak dotąd za sprawą tandemu Wilma Öhman – Molly Johansson, ale przez większą część rundy jesiennej trener Rickard Johansson musiał radzić sobie bez wsparcia tej ostatniej. Swój niemały wkład w wyszarpane rywalkom punkty miały natomiast rekonwalescentka Maja Bodin (od pewnego czasu naturalny wybór KIF na dziewiątce) oraz Norweżka Nora Håheim potrafiąca zarówno wykończyć akcję, jak i bezbłędnie dośrodkować ze stojącej piłki. Czy akurat któraś z nich okaże się na arenie w Solnej bohaterką pierwszoplanową? A może w roli tej zobaczymy którąś z zawodniczek AIK? Czas pokaże, ale bez względu na wynik oraz poziom czysto piłkarski, dramaturgii i skrajnych emocji w tej rywalizacji będziemy mieli aż nadto. I bardzo dobrze, wszak również dla takich chwil kiedyś pokochaliśmy tę grę.

Siłą rzeczy, pozostałe mecze znajdą się tym razem w cieniu tych, które nieco szerzej zapowiadaliśmy w poprzednich akapitach. Hammarby i Häcken udadzą się na nie zawsze gościnne delegacje do Linköping oraz Vittsjö, dla których tegoroczna kampania mogłaby się w zasadzie już teraz bez żalu zakończyć. Ewentualne punkty zdobyte na przedstawicielach szwedzkiej Wielkiej Trójki byłyby jednak dla obu tych zespołów naprawdę godną nagrodą pocieszenia, nawet jeśli obiektywnie patrząc obecnego sezonu nikt i nic już im nie uratuje. Zupełnie odmienne nastroje panują za to w Norrköping, gdzie po raz pierwszy w historii będzie się mieścić siedziba najlepszego klubu w Östergötland. Kanutte, Rombing, Leidhammar i spółka dobrą passę postarają się podtrzymać w Brommie, a ponieważ zawodniczki trenera Gunnarsa to jedna z najmniej przewidywalnych ekip naszej ligi, to trudno wyrokować w tym zestawieniu jakiekolwiek konkretne rozstrzygnięcie. Zdecydowanymi faworytkami potyczki na Stadionie Olimpijskim będą za to zawodniczki Djurgården, bo choć Duma Sztokholmu w przejściowej tabeli sąsiaduje ze swoimi najbliższymi przeciwniczkami z Piteå, to trener Carlsson nie posiada w swojej talii takich asów jak Mimmi Larsson, Pauline Hammarlund, Therese Åsland, czy Tove Almqvist. Choć z drugiej strony, akurat w Norrbotten wiele razy przekonywali już, że w szwedzkiej pice klubowej niepozorne jokery potrafią znaczyć zauważalnie więcej niż cała wymieniona tu kareta asów.

omg22

Drużyna miesiąca – wrzesień

Podstawowa jedenastka

september

W bramce solidna i stabilna niczym w swoich najlepszych latach Jennifer Falk, dla której obecne rozgrywki ewidentnie stanowią tak bardzo potrzebny i długo wyczekiwany przełom. Reprezentacyjna golkiperka nie potrafiła wprawdzie zachować czystych kont w obu meczach na szczycie, ale gdyby nie ona, to Häcken najprawdopodobniej poniosłoby w nich dwie druzgocące porażki. Dodatkowym bonusem, choć oczywiście nieuwzględnionym przy okazji tej nominacji, była kapitalna dyspozycja w domowym meczu przeciwko londyńskiemu Arsenalowi, kiedy to klub z Hisingen dopisał do swojej całkiem już pokaźnej kolekcji europejskich trofeów jeszcze jedno niezwykle cenne zwycięstwo.

Inną bohaterką ekipy z Hisingen była we wrześniu Hanna Wijk, dzięki której fani Os mogli na moment zapomnieć o spowodowanych zawirowaniami transferowo-zdrowotnymi problemami w bocznych sektorach formacji defensywnej. Wybrana niegdyś Szwedzkim Odkryciem Roku dwudziestolatka udowodniła, że w tamtym wyróżnieniu nie było ani krzty przypadku, a potencjał w niej drzemiący jak najbardziej uprawnia ją do jeszcze większych zaszczytów w przyszłości. Co ciekawe, obok niej ustawiamy tym razem dwie zawodniczki, które patrząc obiektywnie swój sportowy prime mają już zdecydowanie za sobą. Tyle tylko, że zarówno Australijka Clare Polkinghorne, jak i Kanadyjka Shannon Woeller, w ostatnich tygodniach dały nam jasno do zrozumienia, że wiek to li i wyłącznie mało znacząca liczba, a dwa kluby z północy Skanii dzięki tym futbolowym mądrościom zapisały na swoim koncie kilka bonusowych punktów i czystych kont. Całkiem uczciwy deal, prawda? W tym całym zamieszaniu, miejsca w wyjściowej jedenastce nie wystarczyło niestety dla innej z muszkieterek trenera Angergårda Emmy Petrovic, więc wypada jasno i wyraźnie zaakcentować, że również serbska kadrowiczka zamknęła właśnie niezwykle udany i produktywny z jej perspektywy miesiąc.

Druga linia to w tegorocznych rozgrywkach to domena FC Rosengård, a żaby poznać skalę tej dominacji, wystarczy po prostu pobieżnie spojrzeć na kilka najistotniejszych rubryk przejściowej tabeli. Nie inaczej było i we wrześniu, gdzie wystawiana wreszcie częściej na swojej nominalnej pozycji Ria Öling zaczęła seryjnie dorzucać konkretne liczby, Olivia Schough niewiele robiła sobie z kontuzji swojej imienniczki Holdt i niezmiennie uczyniła z lewej flanki boiska swoje niedostępne dla zwykłych, ligowych śmiertelniczek królestwo, zaś Momoko Tanikawa (zresztą do spółki z niezniszczalną Caroline Seger) udowodniła, że kandydatek do tytułu najbardziej wartościowej piłkarki tej ligowej kampanii może być wiele, ale tytuł na koniec roku i tak musi trafić do Malmö. Pomarańczowym rodzynkiem w tej formacji okazała się jedynie Gudny Arnadottir, która trudny i mocno absorbujący okres w Milanie ma już ewidentnie za sobą, a każdy kolejny mecz tylko utwierdza nas w słusznym skądinąd przekonaniu, iż w Kristianstad jak nigdzie potrafią w nieoczywiste i nie zawsze logiczne transfery.

A propos nagród i wyróżnień, to nie mamy nawet mikroskopijnych wątpliwości, że tytuł najlepszej zawodniczki Damallsvenskan we wrześniu powinien trafić w ręce Islandki Hlin Eiriksdottir. 24-latka z Kristianstad błyszczała w absolutnie każdym meczu swojego zespołu, prowadząc go zresztą do niemal perfekcyjnego rekordu, na który złożyło się między innymi niezwykle cenne zwycięstwo na terenie wciąż aktualnych mistrzyń Szwecji. W starciu tym honorowe trafienie dla Bajen zapisała na swoim koncie bohaterka letniego okienka transferowego Cathinka Tandberg, która zresztą kilka tygodni później golem w 95. minucie zapewniła klubowi z Södermalm historyczny awans do fazy grupowej piłkarskiej Ligi Mistrzyń, a nieco wcześniej podbiła nagłówki lokalnych serwisów internetowych dzięki niecodziennemu trafieniu w derbach przeciwko Brommie. Inną piłkarką, dla której początek jesieni niewątpliwie okazał się czasem odkupienia, okazała się Mimmi Larsson. Wracająca z Lipska do stołecznego Djurgården była reprezentantka Szwecji wreszcie przełamała swoją strzelecką niemoc, a gdy to już nastąpiło, to od tego czasu trzydziestoletnia snajperka w protokole meczowym zapisuje swoje nazwisko niezwykle regularnie, a uskrzydlona tym faktem Duma Sztokholmu sukcesywnie odrabia poniesione latem straty, pnąc się tym samym w ligowej tabeli. Na osobne wyróżnienie zasługują ponadto cicha bohaterka Bravida Areny Anna Anvegård (swoją drogą, bez jej wkładu także trudno byłoby o sukces w rywalizacji z Arsenalem), a także próbująca przedłużyć pierwszoligową egzystencję AIK za pomocą wszystkich dostępnych jej sił i środków Adelisa Grabus.


Ławka rezerwowych

september_res

Bramka: Anna Koivunen (Bromma)

Obrona: Maggy Henschler (Örebro), Emma Petrovic (Kristianstad)

Pomoc: Elin Nilsson (Växjö), Caroline Seger (Rosengård)

Atak: Anna Anvegård (Häcken), Julie Blakstad (Hammarby), Adelisa Grabus (AIK)