Czekając na rozstrzygnięcia

Fotboll, Damallsvenskan, Hammarby - Linköping

W Linköping bez zmian: zero zwycięstw, zero refleksji (Fot. Kenta Jönsson)

Dziewiętnasta kolejka Damallsvenskan okazała się… zdecydowanie najbardziej przewidywalną z dotychczas rozegranych. Faworytki w komplecie zwyciężały, gole padały tam, gdzie w zasadzie w pierwszej kolejności mogliśmy się tego spodziewać, a zaskoczenia nie stanowiły ani nazwiska strzelczyń, ani nawet takie czynniki, jak warunki atmosferyczne lub frekwencja na poszczególnych stadionach. Gdyby więc ktoś kiedyś spróbował podjąć się niemożliwego zadania polegającego na zaprzeczeniu tezie o nieprzewidywalności futbolu, to miniony weekend mógłby stanowić dla takiej osoby naprawdę ciekawy materiał poglądowy.

Zgodnie z oczekiwaniami, największe stężenie solidnego, pierwszoligowego grania zaobserwowaliśmy na Platinumcars Arenie w Nörrköping, choć gdy już w ósmej minucie spotkania Alva Selerud wyprowadziła gościnie z Hisingen na prowadzenie po absurdalnym błędzie Sofii Hjern, niektórzy spodziewali się spokojnej, łatwej i przyjemnej przeprawy dla podopiecznych trenera Linda. Obserwowane z trybun przez swoją niedawną kapitankę My Cato gospodynie nie zamierzały jednak poddawać się bez walki, w wyniku czego szczególnie w drugiej połowie byliśmy świadkami naprawdę interesującego widowiska, w którym to o końcowym zwycięstwie szykujących się do kolejnej, europejskiej przygody wicemistrzyń Szwecji przesądziły wyłącznie detale. A najważniejszym z nich okazał się fakt, iż zastępująca tego popołudnia nieobecną Jennifer Falk doświadczona Holenderka Loes Geurts – w przeciwieństwie do swojej vis-a-vis – prezentów przeciwniczkom nie rozdawać nie planowała. Fani na słynnej Curva Nordahl kilka razy zrywali się z miejsc, gdy szczęścia próbowały między innymi znajdująca się tej jesieni w wybornej dyspozycji Vesna Milivojevic, a także debiutująca na szwedzkich boiskach Carrie Jones, ale choćby pojedynczego wybuchu radości na biało-niebieskich sektorach koniec końców się nie doczekaliśmy. Jedno trafienie rozstrzygnęło także rywalizację ekip z Växjö i Piteå, gdzie zgodnie z niepisanym prawem triumfowały gospodynie. Decydująca dla losów meczu okazała się siedemdziesiąta minuta, w której to celnym strzałem w długi róg popisała się przeżywająca ostatnio małą, strzelecką niemoc Amerykanka Larkin Russell. Pierwszoplanowymi postaciami w talii trenera Unogårda raz jeszcze okazały się jednak Elin Nilsson oraz Nesrin Akgün, co szczególnie w przypadku tej ostatniej z miejsca uruchomiło lawinę transferowych plotek i podszeptów. A przecież okienko na futbolowym ryneczku dopiero co zamykaliśmy i przynajmniej przez kilkanaście najbliższych tygodni nic się w tej kwestii nie zmieni…

W meczach kompletnie bez historii po komplety punktów sięgały natomiast Hammarby, Kristianstad, Rosengård oraz Vittsjö. Żeby było ciekawiej, stosunkowo najwięcej emocji mieliśmy chyba na Vångavallen, gdzie niezmiennie poszukujący historycznego, pierwszoligowego zwycięstwa Trelleborg długo stawiał się wyżej notowanym sąsiadkom z północy Skanii. Beniaminka znad Bałtyku pogrążyły jednak fatalne błędy duetu Filekovic – Ollerstam i nawet jeszcze jeden kapitalny występ będącej prawdopodobnie najbardziej niespodziewanym oczarowaniem tegorocznej kampanii Viktorii Persson nie pomógł gospodyniom w skutecznym odwróceniu losów rywalizacji. Satysfakcjonującą strzelecką formę potwierdziły ponadto Islandki z Kristianstad oraz Norweżki z Södermalm, którym jednak – co przyznajemy z otwarcie wyrażaną dezaprobatą – rywalki z odpowiednio Solnej i Brommy niespecjalnie przeszkadzały w śrubowaniu indywidualnych rekordów. Po japońsku mówią natomiast autorki obu bramek, które stosunkowo szybko ustawiły nam rywalizację na Behrn Arenie. O ile jednak Tanikawa i Kadowaki najjaśniej błyszczały przed przerwą, o tyle po niej boiskowe show skradła wszystkim Emilia Larsson, a premierową asystę w barwach Rosengård zapisała na swoim koncie osiemnastoletnia Belgijka Rebecca Maravall. Długi weekend zakończyliśmy tym razem… we wtorek, kiedy to na Stadionie Olimpijskim w Sztokholmie premierowego w rundzie jesiennej ligowego zwycięstwa szukały w bezpośredniej rywalizacji piłkarki Djurgården i Linköping. Cel osiągnęły ostatecznie gospodynie, a żeby radość była pełna, w odstępie niespełna piętnastu minut swoje pierwsze gole po głośnych powrotach na szwedzkie boiska zapisały na swoich kontach Pauline Hammarlund oraz Mimmi Larsson. Inna sprawa, że LFC na tym etapie sezonu prezentuje się po prostu tragicznie i chyba najwyższy czas, aby w klubie z Östergötland znalazł się choć jeden odważny, który uczciwie przyzna, iż uparcie lansowana w ostatnich miesiącach strategia prowadzi ten utytułowany klub nad przepaść. Jak dotąd spodziewanego otrzeźwienia nie stwierdzono, a przecież nie od dziś wiadomo, że szybko postawiona właściwa diagnoza znacząco zwiększa szanse na rychły powrót pacjenta do pełni sprawności.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

awds19

Jesienny Skarb Kibica 2024

1724053908CS1_8376

Hikaru Kitagawa była jedną z bohaterek letniego okienka transferowego (Fot. BK Häcken)

Kilkadziesiąt godzin temu oficjalnie zamknęło się letnie okno transferowe w ostatnim ze strategicznych ze szwedzkiej perspektywy krajów, więc oto nadszedł najlepszy moment, aby przedstawić najnowszą aktualizację Skarbu Kibica Damallsvenskan. Tym bardziej, że przecież tuż po zakończeniu wiosennych zmagań odważnie prognozowaliśmy wzmożony ruch w wielu klubowych gabinetach i gorącą temperaturę nie tylko w kontekście czysto meteorologicznym. Przewidywania te w pewnym stopniu się zresztą sprawdziły, bo biorąc pod uwagę oczywisty fakt, że u nas to zima niezmiennie pozostaje naturalnym wyborem do przeprowadzenia poważniejszych kadrowych rewolucji, tegoroczny summer break rzeczywiście przyniósł nam całkiem sporo interesujących roszad i przetasowań. Większość z nich nie była niestety bezpośrednią inicjatywą szwedzkich klubów, lecz to akurat wynika w linii prostej z miejsca, które przyszło nam zajmować w europejskim, piłkarskim ekosystemie.

Ofiarą trwającej aż do wiosny cudownej, europejskiej przygody, stał się w pierwszej kolejności BK Häcken. Od pewnego momentu czymś absolutnie oczywistym stało się, że zawodniczki pokroju Rosy Kafaji, czy Anny Sandberg ze szwedzkim futbolem ligowym pożegnają się prędzej niż później, więc z rosnącym zaciekawieniem z bliska obserwowaliśmy proces poszukiwań potencjalnych następczyń tych młodych, lecz już ogranych na największych, piłkarskich arenach gwiazd poprzedniej edycji Ligi Mistrzyń. I trzeba przyznać, że przynajmniej na papierze działacze z Hisingen spisali się całkiem nieźle, skoro na lewe wahadło ściągnięto z japońskiego INAC Kobe dopiero co błyszczącą na francuskich Igrzyskach Hikaru Kitagawę, a w przednich formacjach nowymi żądłami Os zostały powracająca do kraju po umiarkowanie udanej włoskiej przygodzie Paulina Nyström (ex-Juventus) oraz doskonale znająca realia Damallsvenskan Amerykanka Tabitha Tindell (ex-Kristianstad). Do tej listy dopisać możemy jeszcze wyciągnięty z Linköping duet Emma Östlund – Alva Selerud i chyba w miarę jednogłośnie zgodzimy się co do tego, że to niezwykle wymagające na wszystkich możliwych frontach lato udało się przetrwać na Bravida Arenie bez schodzenia na duży, jakościowy minus.

Rynek japoński stał się zresztą tego lata prawdziwym hitem, co tylko pokazuje, jak wspaniałą reklamę swoim rodaczkom zrobiły na boiskach Damallsvenskan Yuka Momiki, Maika Hamano, czy ostatnio Momoko Tanikawa. Dziwić może jednak fakt, iż potrzebowaliśmy aż tak wiele czasu, aby nieco odważniej otworzyć się na tak bardzo oczywisty przecież kierunek. Swoją drogą, podobnie ma się sprawa z cały czas reprezentowanym w szwedzkim futbolu bardzo nieśmiało regionem Europy wschodniej, z którego także powinniśmy zacząć korzystać często i regularnie, z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych stron. Wracając jednak do Japonii, to aż dwie zawodniczki z tego kraju zasiliły kadrę mistrzowskiego Hammarby, ale o ile z Asato Miyagawą zdążyliśmy się już przywitać i nawet na swój sposób zaprzyjaźnić, o tyle Suzu Amano najpierw wylądowała w lekarskich gabinetach, następnie udała się do Kolumbii na młodzieżowy mundial i jej osoba wciąż pozostaje dla fanów Bajen nieodgadnioną zagadką. Azjatyckie wibracje towarzyszyły także letnim zakupom dyrektorów sportowych AIK, lecz póki co ani Hwa-Yeon Son, ani Jada Whyman, ani nawet Haruna Tabata nie zaprezentowały nam na murawie walorów, które uzasadniałyby sierpniową ekscytację i szumne zapowiedzi działaczy z Solnej. Pytanie jednak, ile w tym winy samych zainteresowanych, a ile źle dobranej i jeszcze gorzej egzekwowanej strategii, która już zdążyła doprowadzić ten najbardziej przepłacony klub ligi na granicę degradacji.

Jeśli chodzi o transfery wewnętrzne, to tutaj rynek nieco się nam uspokoił, co także możemy odczytywać jako swego rodzaju znak nowych, być może lepszych czasów. Oprócz wspomnianej wcześniej Tindell zdecydowanie najwięcej emocji towarzyszyło przenosinom Norweżki Cathinki Tandberg z Linköping do Hammarby. Ubiegłoroczna wicekrólowa strzelczyń Damallsvenskan (ten prestiżowy tytuł przegrała ze swoją ówczesną klubową koleżanką Cornelią Kapocs… minimalnie większą liczbą rozegranych w całym sezonie minut) w nowym dla siebie środowisku zaaklimatyzowała się jednak błyskawicznie i kto wie, czy i w tym roku nie spróbuje rzucić wyzwania czołowym snajperkom ligi, ze szczególnym uwzględnieniem strzelających niemal na zawołanie zawodniczek Rosengård. Kosztem ligowych konkurentek wzmocnić postanowili się także w Brommie i choć transfery Emmy Engström z AIK oraz Johanny Svedberg z Linköping aż tak szerokim echem się nie odbiły, to jednak w BP konsekwentnie realizują swój plan, który z kolei wydaje się nosić zdecydowanie więcej znamion logiki niż na przykład ten wdrażany przez sąsiadki z północnej dzielnicy szwedzkiej stolicy.

Lato ’24 to także okres mniej lub bardziej głośnych sportowych powrotów. Do kategorii tych pierwszych bez wątpienia zaliczamy ofensywę transferową Djurgården, które zdecydowało się rozwiązać przedłużające się problemy na dziewiątce transferami dwóch byłych reprezentantek Szwecji: Pauline Hammarlund (ex-Fiorentina) oraz Mimmi Larsson (ex-Lipsk). Efekt? Jak dotąd marny, gdyż Duma Sztokholmu po wznowieniu rozgrywek nie wygrała jeszcze meczu, a duet powracających do kraju gwiazd snajperskiego dorobku nawet nie otworzył, choć okazji ku temu – również z gatunku tych stuprocentowych – zdecydowanie nie brakowało. Na otwarcie nowego, szwedzkiego rozdziału decydują się czasami także piłkarki zagraniczne i tym właśnie sposobem do Kristianstad zawitały latem Niemka Mathilde Janzen (ex-Werder) oraz Australijka Remy Siemsen (ex-Leicester). Wśród nazwisk krajowych na wyróżnienie zasługują z pewnością Anna Oskarsson (z Glasgow City do AIK), Cassandra Larsson (z Teneryfy do Brommy), czy Sofia Hagman (z Huelvy do Vittsjö), bo każda z wymienionych znalazła się na takim etapie kariery, w którym wiele kwestii może się w tę czy inną stronę rozstrzygnąć. A skoro już zajrzeliśmy do północnej Skanii, to warto podkreślić, że to właśnie tam oraz w Linköping transferowe szaleństwo rozkręciło się latem najbardziej, a jego efektem okazał się raczej wzmożony niepokój niż euforia. Choć z drugiej strony ani trochę nie zdziwimy się, jeśli na przykład cokolwiek egzotyczny na pierwszy rzut oka tercet Bakker – Olafsdottir – Claypole okaże się ostatecznie niezwykle efektowną bombą z opóźnionym zapłonem. Tyle tylko, że w LFC najpierw powinni zrobić porządek z marazmem otaczającym ławkę trenerską, bo bez tego nieprzyjemnego, lecz czasami koniecznego ruchu, będzie niezwykle trudno wykonać choćby malutki krok we właściwym kierunku. Z tym ostatnim problemów nie mają za to w Norrköping, a transfery Carrie Jones (ex-Bristol) oraz Sigdis Barthardottir (ex-Vikingur) jasno pokazują, że w Östergötland zmiana na szczycie piłkarskiej hierarchii może dokonać się szybciej niż jeszcze całkiem niedawno mogliśmy się tego spodziewać.


Skarb Kibica Damallsvenskan – jesień 2024:

Starcie nienasyconych w Norrköping

felicia

Felicia Schröder w poprzedniej rundzie poczęstowała rywalki z Norrköping efektownym, urodzinowym hat-trickiem (For. Bildbyrån)

Znacie szybki przepis na ciekawy, wrześniowy hit? Nic prostszego! Wystarczy po prostu zestawić ze sobą dwie nieukrywające swoich mocarstwowych planów drużyny, którym póki co realizacja owych założeń idzie nie do końca zgodnie z harmonogramem. Obie jednak ani myślą się poddać, a ponieważ dysponują środkami mającymi ambitne cele wkrótce urzeczywistnić, to zagwarantowaną mamy przynajmniej najwyższą jakość sportową. Szczególnie, że Milivojevic, Kanutte i Rombing po jednej oraz Anvegård, Schröder i Kitagawa po drugiej stronie znajdują się u progu ligowej jesieni w naprawdę solidnej dyspozycji. Całkowicie spokojni możemy być zresztą także o odpowiedni do okazji ładunek emocjonalny, bo wiosenna potyczka Häcken i Norrköping na Bravida Arenie okazała się meczem, do którego w obu klubach wracano jeszcze długo po jego zakończeniu. Gościnie z Östergötland w nieprawdopodobnych wręcz okolicznościach odwróciły bowiem wówczas losy boiskowej rywalizacji i jeszcze w połowie doliczonego czasu gry były o krok od wywiezienia z zachodniego wybrzeża niespodziewanego, lecz w pełni zasłużonego kompletu punktów. Wtedy nastąpił jednak kolejny zwrot akcji, w wyniku którego pierwszego na poziomie Damallsvenskan hat-tricka skompletowała świętująca akurat tamtego dnia swoje siedemnaste urodziny Felicia Schröder, a zespół z Hisingen triumfował ostatecznie w stosunku 4-3. Czy i tym razem możemy spodziewać się aż tylu zwrotów akcji i emocji do ostatniej sekundy? Tego nijak nie przewidzimy, ale jeśli któryś z naszych stadionów ma w najbliższy weekend zapłonąć z ekscytacji, to Platinumcars Arena jest tu chyba najbardziej naturalnym wyborem.

W Södermalm wciąż liżą rany po nieplanowanej wpadce z Kristianstad, lecz jeśli do prawdopodobnie najważniejszego dwumeczu w historii klubu przeciwko lizbońskiej Benfice piłkarki Bajen chcą przygotowywać się w nieco bardziej optymistycznych nastrojach, to derbową potyczkę na Grimsta Idrottsplats muszą wygrać w naprawdę przekonującym stylu. Okoliczności zdają się wciąż aktualnym mistrzyniom Szwecji sprzyjać, bo coraz bliższa powrotu do optymalnej dyspozycji zdrowotnej wydaje się być Anna Jøsendal, jej rodaczka Cathnka Tandberg strzela tak regularnie, jak robiła to podczas swoich najlepszych chwil w Linköping, a wahadła Holmberg – Andersson stanowią nie lada wyzwanie nie tylko dla rywalek z krajowego podwórka. Obowiązek dopisania do swojego dorobku kolejnego zwycięstwa spoczywa także na liderkach z Malmö, dla których jednak Behrn Arena w Örebro wielokrotnie stawała się już areną traum i frustracji. Podobnie zresztą jak dla innych wyżej notowanych ekip, które nawet podczas tegorocznej kampanii nie miały bynajmniej na stadionie w Närke łatwej przeprawy. Rosengård nie zamierza się jednak przesadnie tymi statystykami emocjonować i po prostu zrobić swoje, gdyż Holdt, Tanikawa, Schough, Seger i spółka realnie stoją w tej chwili u progu napisania naprawdę niebywałej historii i głupio byłoby akurat w takim spotkaniu tę jedyną i niepowtarzalną szansę zaprzepaścić.

Zarówno Kristianstad, jak i AIK rozpoczęły jesienne granie od wyraźnego falstartu, ale o ile w północno-wschodniej Skanii napędzana dwucylindrowym, islandzkim silnikiem maszyna z każdym kolejnym meczem nabierała rozpędu, o tyle w obozie beniaminka z Solnej działo się najpierw źle, później gorzej, a ostatnio wręcz fatalnie. Miała być nowa jakość, miało być nieszablonowe podejście polegające na szukaniu potencjalnych liderek na nieodkrytych wcześniej rynkach, a póki co fani stołecznych Gryzoni dostali kolejną powtórkę z rozrywki w postaci odbicia się ich ukochanego zespołu od poważnego, pierwszoligowego grania. I jeśli nie uda się tego bałaganu w miarę szybko i sensownie ogarnąć, to historia ta może już za niespełna dwa miesiące znaleźć iście katastrofalny epilog. Wszak ewentualna degradacja przy takich nakładach zarówno finansowych, jak i personalnych, byłaby osobistą porażką każdego, kto w jakimkolwiek stopniu partycypował w tworzeniu tegorocznej, sportowo-biznesowej strategii AIK. Skoro jesteśmy już w temacie ligowych przegrywów, to coraz śmielej poczynają sobie w tym mało chlubnym zestawieniu także Djurgården oraz Linköping, które na boiskach Damallsvenskan wygrały jak dotąd po wznowieniu rozgrywek dokładnie… zero meczów. I w obu przypadkach jest to bilans doprawdy wstydliwy, choć z całkiem odmiennych powodów. Mogłoby się wydawać, iż bezpośrednie starcie będzie dla znajdujących się w ewidentnym dołku drużyn idealną okazją do odwrócenia złej passy, ale ostatnie popisy tego duetu podpowiadają, że tak bardzo pożądanego zwycięstwa równie dobrze może nie doczekać się ostatecznie żadna ze stron. Swój dorobek o trzy oczka powinny za to poprawić piłkarki Vittsjö, bo choć w drużynie trenera Axeldala gole niezmiennie strzela wyłącznie Tanya Boychuk, to w derbowej potyczce z Trelleborgiem właśnie ta posiadająca ukraińskie korzenie Kanadyjka może okazać się czynnikiem decydującym. Choć w Hässleholm i okolicach mocno wierzą w to, że w osiągnięciu oczekiwanego wyniku wydatne pomogą jej także letnie wzmocnienia Vittsjö, ze szczególnym uwzględnieniem innych przedstawicielek kontynentu północnoamerykańskiego: Jaidy Nyby oraz Lisy Pechersky.

omg19

(Znów) trudne się wylosowało

festejos-new

Piłkarki Benfiki na początku nowego sezonu dostarczyły już swoim fanom wiele powodów do radości (Fot. Getty Images)

Choć wydaje się to całkowicie sprzeczne z rachunkiem prawdopodobieństwa, to piłkarskie uniwersum najwyraźniej rządzi się własnymi regułami. A te stanowią jasno, że zawodniczki lizbońskiej Benfiki muszą w ostatnim kwartale każdego roku udać się z gościnnymi występami do Szwecji. Malmö oraz Göteborg podbić im się już udało, do skompletowania klasycznego hat-tricka pozostał więc Sztokholm i to właśnie tam podopieczne trenerki Filipy Patao już za kilkanaście dni powalczą o kolejny awans do fazy grupowej Ligi Mistrzyń. Debiutujące w tych prestiżowych rozgrywkach Hammarby nie może więc mówić o szczęściu w losowaniu, bo trafić nie udało się ani rywala wymarzonego sportowo, ani tym bardziej logistycznie. Małe ułatwienie stanowić może jedynie fakt, iż to Bajen mają przywilej rozegrania spotkania rewanżowego przed własną publicznością, choć we współczesnym futbolu znaczenie kolejności rozgrywania meczów ewidentnie staje się coraz bardziej marginalne. A taki układ sprawia, że o wynik dający nadzieję trzeba będzie powalczyć już w Portugalii, co – o czym trzykrotnie zdążyliśmy się już na własnej skórze przekonać – nie należy bynajmniej do najprzyjemniejszych zadań. I nawet jeśli w kadrze Benfiki doszło latem do kilku znaczących zawirowań, to nie ma co ukrywać, że oto Hammarby staje przed naprawdę wymagającym, choć z drugiej strony jak najbardziej wykonalnym zadaniem. Aby jednak marzenia o hymnie Ligi Mistrzyń w Södermalm jakkolwiek urzeczywistnić, trzeba będzie zdecydowanie lepszej postawy niż w niedawnych potyczkach przeciwko Djurgården oraz Kristianstad, gdzie szczególnie formacje defensywne notowały przedłużające się niepokojąco w czasie momenty przestoju.

Para Benfica – Hammarby wydaje się hitem tej fazy rozgrywek nie tylko ze szwedzkiego punktu widzenia, ale nie jest to bynajmniej równoznaczne z tym, że na pozostałych boiskach nie doczekamy się zaciętej i ciekawej rywalizacji. Szczęście ani myśli opuszczać prowadzonych przez doskonale znaną nam Elenę Sadiku mistrzyń Szkocji, które najpierw w nieprawdopodobnych okolicznościach w ogóle po ów tytuł sięgnęły, następnie po zaskakująco trudnych bojach pokonały w kwalifikacyjnych przedbiegach fińsko-litewskie przeszkody, a teraz w decydującej rozgrywce zmierzą się z niewygodną, choć znajdującą się jak najbardziej w zasięgu Worskłą Połtawa. Realne szanse na awans do fazy grupowej zachowuje także nasze trio z Vålerengi, gdyż to właśnie w ekipie z Oslo należy chyba upatrywać minimalnych faworytek w rywalizacji z belgijskim Anderlechtem. Szansę na napisanie nowego rozdziału tureckiego futbolu podarowały sobie natomiast piłkarki Galatasaray, które przepiękną historię postarają się dopełnić w dwumeczu z praską Slavią. W pozostałych parach Roma, Twente oraz Sankt Pölten na papierze wydają się górować nad swoimi przeciwniczkami w niemal wszystkich aspektach piłkarskiego rzemiosła i byłoby zaskoczeniem, gdyby choć jednego przedstawiciela tego tercetu miało ostatecznie w kolejnej fazie zmagań zabraknąć.

uwcl1

Rok temu Häcken dokonał rzeczy wielkiej, przedostając się do fazy grupowej Ligi Mistrzyń przez ścieżkę ligową, lecz już przed losowaniem wiedzieliśmy, że w tym roku poprzeczka przed podopiecznymi trenera Linda zawiśnie na wysokości niemal nieosiągalnej. Jedyną niewiadomą stanowiła nazwa wielkiej, europejskiej firmy, która w drugiej połowie września zawita na Bravida Arenę, bo innych opcji zwyczajnie w koszyku ekip rozstawionych nie uświadczyliśmy. W tym całym zamieszaniu najbardziej chcieliśmy jednak uniknąć wyprawy do Anglii, a skoro tak, to… los przydzielił Osom z Hisingen londyński Arsenal. Oczywiście, historia tego dwumeczu napisze się nam w zasadzie sama, bo przecież Jonas Eidevall, bo Stina Blackstenius, bo wreszcie Rosa Kafaji, ale nie ma wątpliwości, że nawet znajdujący się cały czas w trybie przedsezonowym przedstawiciel najsilniejszej w Europie angielskiej FA WSL będzie tutaj niemal stuprocentowym kandydatem do awansu i jedynie kataklizm mógłby pozbawić Kanonierki kwalifikacji do fazy grupowej. Szwedzkich akcentów nie zabraknie także w innych zestawieniach, choć ze szczególną uwagą śledzić będziemy przede wszystkim rywalizacje Fiorentiny z Wolfsburgiem, a także Juventusu z Paris SG. Swoje pięć minut w Europie przedłużyć spróbuje także opromieniony wyeliminowaniem wielkiego Frankfurtu portugalski Sporting, choć dla debiutujących na tym poziomie lizbońskich Lwic rywalizacja z głodnym tak długo wyczekiwanego międzynarodowego sukcesu madryckim Realem może okazać się jednak wyzwaniem ponad siły. Choć legendarna Claudia Neto z pewnością ma na ten temat zdecydowanie odmienne zdanie.

uwcl2

Pogoda grze nie sprzyjała

saaranen

Kapitanka Hammarby Alice Carlsson miała po ostatnim gwizdku niedzielnej potyczki mnóstwo powodów do głębokich rozmyślań (Fot. Mattias Saaranen)

Osiemnastą serię ligowego grania rozpoczęliśmy jeszcze w sierpniu, kiedy to w rozegranym awansem meczu Örebro nieoczekiwanie pokonał na własnym terenie Linköping, na dobre uciekając w ten sposób ze strefy bezpośredniego zagrożenia degradacją. O zwycięstwie ekipy z Närke przesądziły wówczas w pierwszej kolejności rezerwowe, a najwięcej mówiło się o magicznym dotyku wyciągniętej gdzieś z czeluści fińskiej drugiej ligi Viivi Ollonqvist, a także kojarzonej przez wielu z nas zdecydowanie lepiej Idzie Björnberg, która wykazała się nie tylko przytomnością umysłu i kapitalną asystą przy decydującym trafieniu Mai Bodin, ale całością występu sumiennie zapracowała na to, aby trener Rickard Johansson dawał jej w decydujących o przyszłości klubu tygodniach zdecydowanie więcej czasu antenowego. Bardzo solidny, pierwszoligowy debiut zanotowała ponadto nieprzypadkowo nazywana nadzieją szwedzkiej bramki siedemnastoletnia Saga Andersson, zwyżkującą wraz w upływem letnich miesięcy dyspozycję potwierdziła Wilma Öhman, zaś amerykańska stoperka Maggy Henschler zasygnalizowała, iż luka spowodowana transferem do ligi portugalskiej jej niesamowitej rodaczki Ashley Barron wcale nie musi okazać się aż tak bolesna w skutkach. Jasne, zwycięstwo nad wyjątkowo daremnym pod wodzą Rafaela Roldana LFC wcale nie musi być sygnałem jakiegoś spektakularnego przełamania, lecz w przypadku balansującego de facto na niezwykle cienkiej linie klubu, taki rezultat musi zostać dostrzeżony i odpowiednio skonsumowany.

Z meczów rozegranych planowo, pierwszoligowy poziom zaprezentowały nam natomiast wyłącznie piłkarki Hammarby oraz Kristianstad. Co ciekawe, te ostatnie trzeci raz z rzędu wywiozły z niełatwego przecież terenu w stolicy komplet punktów, choć – jak to one miewają czasami w zwyczaju – jeszcze w pierwszym kwadransie maksymalnie utrudniły sobie zadanie. Golkiperka Moa Olsson w całkowicie niegroźnych okolicznościach absurdalnie zderzyła się ze swoją defensorką Clare Polkinghorne, a całe to zamieszanie bez skrupułów wykorzystała Cathinka Tandberg, z najbliższej odległości wpychając futbolówkę do siatki. Jako się jednak rzekło, w Kristianstad znów rozpoczęli rundę dostojnie, ponownie potrzebowali trochę czasu na nabranie rozpędu, ale teraz wszystkie puzzle wreszcie wydają się znajdować na właściwym miejscu. Podobnie jak przed tygodniem, niesamowicie efektowny one-woman-show zaserwowała nam Hlin Eiriksdottir i to w pierwszej kolejności ona stała za tym, że gościniom ze Skanii udało się nie tylko odrobić straty, ale jeszcze skutecznie przechylić na swoją stronę szalę zwycięstwa. Przy trafieniu wyrównującym znacząco pomógł jeszcze niefortunny rykoszet od nóg Alice Carlsson, ale w 79. minucie już absolutnie nikt nie miał wątpliwości, w czyją stronę powinny być w niedzielne popołudnie wycelowane obiektywy wszystkich kamer i aparatów fotograficznych. Gol reprezentantki Islandii okazał się ozdobą nie tylko tego meczu, podobnie zresztą jak zapierające dech w piersiach jej niekończące się pojedynki z nastoletnią defensorką Bajen Smillą Holmberg. Po stronie KDFF na osobne uznanie zasługuje ponadto zaledwie piętnastoletnia Filippa Andersson Widén, która to nieoczekiwanie wybiegła w wyjściowej jedenastce obok Alice Nilsson, czy Carly Wickenheiser i… przez ponad siedemdziesiąt minut nie zasygnalizowała choćby ułamka tremy, który jak najbardziej mógł nieść za sobą występ na takim terenie, przed taką, znaną nie tylko w Szwecji publicznością. Swoją cegiełkę do ostatecznej wiktorii dołożyły jeszcze inna bohaterka jesiennej metamorfozy Kristianstad Katla Tryggvadottir, autorka niezwykle przytomnej asysty przy golu na 2-1 Tilda Persson, czy wreszcie szalejąca na prawym wahadle Gudny Arnadottir i to również za ich przyczyną ta mimo wszystko delikatna niespodzianka stała się faktem.

Na pozostałych arenach rekordowo upalna aura (w dwóch przypadkach po raz pierwszy w tegorocznej kampanii oficjalnie przebiliśmy podczas trwania meczu trzydzieści kresek na termometrach) ewidentnie nie sprzyjała efektownym, piłkarskim popisom. W szybkim podsumowaniu pochwały i słowa uznania wyślemy więc przede wszystkim do zawodniczek z Norrköping, które za sprawą kultowego już schematu (asysta Elin Rombing – skuteczna główka Sary Kanutte) błyskawicznie napoczęły rywalki z Växjö, a następnie przypilnowały korzystnego wyniku do końcowego gwizdka. Ich zwycięstwo mogło być oczywiście jeszcze bardziej okazałe, lecz w Östergötland nastroje i tak dopisują, a z tak dysponowanymi Vesną Milivojevic, czy Fanny Andersson, nawet nadchodząca w najbliższych dniach wizyta na Platinumcars Arenie piłkarek Häcken nie musi jawić się wcale jako misja z gatunku tych nie do wykonania. Co zaś się tyczy podopiecznych trenera Linda, to zarówno one, jak i liderki z Rosengård, odniosły w miniony weekend pewne, domowe zwycięstwa. Nie będziemy się jednak na ich temat przesadnie rozpisywać, gdyż niżej notowane rywalki ze Sztokholmu (odpowiednio Bromma oraz AIK) mentalnie na boisko w ogóle nie dojechały, co w pomeczowych wywiadach między wierszami przyznały nawet liderujące obu klasyfikacjom indywidualnym dwie Olivie z Malmö, które zresztą skwapliwie z tych okoliczności korzystając, z przyjemnością powiększyły swój osobisty dorobek. Na pierwsze po wznowieniu rozgrywek zwycięstwo niezmiennie czeka Djurgården, lecz tym razem premia należy się absolutnie każdemu, kto wyjątkowej klasy wyrób meczopodobny w Vittsjö zdołał obejrzeć w całości. Festiwal błędów i kiksów przydarzył się także na LF Arenie w Piteå, ale tam przynajmniej kibice doczekali się z tego tytułu jakiegokolwiek zamieszania pod obiema bramkami. A ponieważ prezenty i podarunki nieco bardziej hojnie rozdawały gościnie z Trelleborga, to za sprawą mocno nieoczywistych bohaterek w osobach Sagi Swedman oraz Emmy Åström, komplet punktów oznaczający w zasadzie spokojną i bezpieczną jesień, pozostał na dalekiej Północy.


Komplet wyników:


Klasyfikacje indywidualne:


Klasyfikacje drużynowe:


Przejściowa tabela:

dam2


#pokolejce

awds18

Jesienne oczekiwania vs rzeczywistość

img

Piłkarki Djurgården w ostatnich latach najczęściej nie miały w Vittsjö łatwej przeprawy (Fot. Bildbyrån)

Osiemnastą serię ligowego grania zainaugurowaliśmy jeszcze w pełni sierpniowego słońca, kiedy to w rozegranym awansem meczu KIF Örebro cokolwiek niespodziewanie pokonał na Behrn Arenie Linköping, chwilowo uciekając dzięki temu ze strefy bezpośredniego zagrożenia degradacją. Inspirowany przez duet super-rezerwowych Björnberg – Ollonqvist triumf drużyny trenera Rickarda Johanssona pozwolił więc wszystkim jej sympatykom na pierwsze od dłuższego czasu zaczerpnięcie głębszego oddechu, lecz żadną miarą niczego nam definitywnie nie wyjaśniał. Układ sił w dolnych rejonach tabeli zmienił się jednak o tyle, że od teraz to AIK desperacko potrzebował punktów, aby wystawić głowę przynajmniej nad tę najbardziej znienawidzoną, czerwoną kreskę. I choć w obozie beniaminka z Solnej o żadnej panice mowy być jeszcze nie może, to jednak w najbliższy weekend o ewentualne odrobienie strat będzie stołecznym Gryzoniom nadzwyczaj trudno. Ligowe wyjazdy do Hisingen zazwyczaj kończyły się bowiem dla zawodniczek z żółto-czarnej części Sztokholmu mniejszą lub większą traumą, a fakt, iż mierzący przecież naprawdę wysoko zespół z Bravida Areny przystąpi do rywalizacji podrażniony zgubieniem w dwóch ostatnich kolejkach aż pięciu punktów, sprawy ani trochę nie ułatwia. Pewną iskierkę nadziei z perspektywy AIK mogłyby stanowić problemy zdrowotne, z którymi ponownie musi zmierzyć się u progu piłkarskiej jesieni trener Lind, ale w Västergötland przytomnie zadbali o to, by odpowiednią sportową jakość prezentowała nie tylko galowa jedenastka BKH. Zakładamy zatem, że ekipie z Solnej o jakąkolwiek konkretną zdobycz będzie tym razem niezwykle ciężko, podobnie zresztą jak drugiemu z beniaminków, który w drodze na LF Arenę przemierzy dystans 1500 kilometrów! Ta rekordowa w dziejach naszej ligi podróż robi oczywiście wrażenie, lecz nawet mając na uwadze wyjątkową indolencję strzelecką napastniczek z Piteå nie sądzimy, aby w powrotną drogę do Skanii udało się zabrać gościniom konkretną pamiątkę w postaci punktów lub – co byłoby chyba najbardziej interesującą opcją – historycznego dla klubu z portowego miasteczka zwycięstwa na poziomie Damallsvenskan.

W roli zdecydowanych faworytek do wykonywania ligowych obowiązków przystąpią także liderki z Malmö oraz mistrzynie z Södermalm. Te pierwsze podejmą na własnym obiekcie Brommę, z którą w oficjalnych potyczkach jak dotąd zawsze radziły sobie lekko, łatwo i przyjemnie. Nie inaczej powinno być i tym razem, a skoro w pełni sił witalnych zdają się wreszcie być zarówno Olivia Holdt, jak i Momoko Tanikawa, to możemy przypuszczać, iż znajdującą się obecnie w wybornej dyspozycji Annę Koivunen już za kilka godzin czekać będzie prawdziwy egzamin bramkarskiej dojrzałości. Niełatwy czas prognozujemy także tak bardzo chwalonym przez nas ostatnio Islandkom z Kristianstad, choć akurat Eiriksdottir, Tryggvadottir, Arnadottir i spółka mogą przynajmniej pocieszać się tym, że w ich przypadku statystyka jest akurat nadspodziewanie łaskawa. Ostatnie domowe zwycięstwo nad KDFF Hammarby odniósł bowiem jeszcze jako beniaminek najwyższej klasy rozgrywkowej, a kolejne próby powtórzenia tego wyniku kończyły się z perspektywy Bajen porażką na całej linii. Solidna i równa forma kluczowych postaci ofensywy Hammarby (Blakstad, Tandberg, Vallotto, Wangerheim) pozwala oczywiście niespecjalnie się tą niekorzystną mini-serią przejmować, ale piłkarską wyższość podopieczne trenera Sjögrena będą musiały potwierdzić jeszcze na boisku.

Na koniec zostawiliśmy sobie potyczki w Norrköping oraz Vittsjö, gdzie w roli gospodyń do gry przystąpią zespoły wykazujące się wzmożoną aktywnością w ostatnich godzinach letniego okienka transferowego. Szeregi Peking opuścić zdążyły bowiem pomocniczka Molly Wiklander, a także kapitanka i żywa legenda klubu My Cato, które zdecydowały się kontynuować swoje kariery w ligach zagranicznych. Ponadto, za porozumieniem stron rozwiązano obowiązujący jeszcze przez kilkanaście kolejnych miesięcy kontrakt z doświadczoną golkiperką Emmą Lind, a jej miejsce w kadrze IFK zajęła występująca dotychczas w akademickim UCF Trojans Caroline DeLisle. 24-letnia golkiperka z Florydy niewątpliwie stanowi na papierze znaczące wzmocnienie kadry zespołu z Östergötland, choć prawdziwą bombą transferową okazało się wykupienie z angielskiego Bristol City młodej reprezentantki Walii Carrie Jones, która podpisała z klubem z Norrköping wieloletni kontrakt. Z oczywistych względów nieco bardziej ekonomicznie do tematu kadrowych rewolucji podchodzić musieli w północnej Skanii, gdzie Kaylę Adamek, Paulę Myllyoję i Jessicę Ayers wymieniono na Jaidę Nyby, Lisę Pechersky, Savannę Madden oraz Sofię Hagman. Czy roszady te pozwolą wreszcie odciążyć nieco Tanyę Boychuk, która wielokrotnie musiała niemal w pojedynkę dźwigać na swoich barkach odpowiedzialność za ofensywne poczynania drużyny trenera Axeldala? A może brak zgrania i automatyzmów w szeregach gospodyń wykorzysta stołeczny Djurgården, który ambitnie zapowiadał rywalizację o lokatę numer cztery, lecz dotychczasowe efekty tych działań inspirowałyby nas jedynie do stworzenia nowego mema w klimatach oczekiwania vs rzeczywistość? Osiemnasta kolejko Damallsvenskan, przybywaj i przynieś nam niezapomniane emocje!

md18