Zagraniczny raport – zima 2024

Matilda-Vinberg-joins-Tottenham-696x457

Tottenham to pierwszy zagraniczny klub w karierze Matildy Vinberg (Fot. tottenhamhotspur.com)

Środek zimy to jak zawsze czas, w którym składamy wirtualną wizytę szwedzkim piłkarkom występującym na co dzień w ligach zagranicznych i pokrótce sprawdzamy, co tam dobrego (lub nie) się w ich karierach ostatnimi czasy zadziało. Zgodnie z tradycją, pod lupę bierzemy wszystkie czołowe rozgrywki europejskie, pozostałe ligi skandynawskie, a także zapowiadającą się w tym roku chyba jeszcze bardziej ekscytująco niż zwykle amerykańską NWSL. Na tegorocznej liście znalazło się ostatecznie dokładnie pięćdziesiąt nazwisk, więc bez zbędnego przedłużania – zaczynamy:

wsl

Zacznijmy może od pozytywnej konstatacji, że najliczniejsza (według stanu na 7. lutego 2024) szwedzka kolonia zebrała się w teoretycznie najsilniejszej lidze świata. Czternaście zawodniczek, z czego dokładnie połowa bezpośrednio zamieszana jest w wyścig zespołów angielskiej Wielkiej Trójki o mistrzowski tytuł to wynik więcej niż zadowalający, choć w kilku przypadkach zdecydowanie chciałoby się, aby tych minut i pozostałych liczb było w ich dorobku nieco więcej. Ale po kolei…

Prowadzony przez Jonasa Eidevalla londyński Arsenal ma na Wyspach Brytyjskich reputację szwedzkiego klubu, co nie do końca odpowiada stanowi faktycznemu. Rzeczywiście, były szkoleniowiec Rosengård chętnie sięga po piłkarki wyróżniające się wcześniej na boiskach Damallsvenskan, lecz sama narodowość ani trochę nie jest tutaj czynnikiem cokolwiek determinującym. I nawet jeśli Frida Maanum, Sabrina D’Angelo, czy Kyra Cooney-Cross (że przywołamy tylko kilka przykładów) rzeczywiście przedstawiły się wielkiemu światu w naszej rodzimej lidze, to w kadrze Petera Gerhardssona żadna z nich nigdy nie wystąpi. W szerokiej kadrze Kanonierek miejsce dla trzech Szwedek i tak się jednak znalazło, choć żadna z nich nie może o sobie powiedzieć, że oto właśnie w tej chwili przeżywa gwiezdny czas. Stina Blackstenius kluczowe mecze wciąż rozpoczyna na ławce rezerwowych i nawet słabsza dyspozycja Alesii Russo oraz rekonwalescentki Vivianne Miedemy niewiele w tej kwestii zmieniły, choć w najbliższym czasie możemy spodziewać się, że 28-latka z Vadsteny poważniejszą szansę wreszcie otrzyma. Amanda Ilestedt z regularną grą problemów za to nie miała, choć nie da się ukryć, że nieco pomogły jej w tym problemy zdrowotne pozostałych obrończyń z Leah Williamson na czele. Autorka czterech trafień na ubiegłorocznym mundialu swoją grą nikogo w angielskiej stolicy póki co na kolana jednak nie powaliła, a na tle partnerującej jej na środku defensywy Lotte Wubben-Moy momentami wypadała wręcz słabo, szczególnie jeśli oceniać będziemy wyłącznie poczynania w okolicach własnej szesnastki. Jeszcze więcej problemów zdaje się mieć Lina Hurtig, która w Londynie jak dotąd głównie walczy; albo z nawracającymi urazami, albo o miejsce w meczowej kadrze. Pamiętamy rzecz jasna, że mówimy o zawodniczce, która sportowo odradzała się już w najmniej spodziewanych momentach, ale jednak obecny dołek sprawia wrażenie zdecydowanie najgłębszego ze wszystkich dotychczasowych.

Trzy szwedzkie piłkarki znajdziemy także w kadrze Chelsea, a wśród nich zdecydowanie najwięcej i najlepiej mówiło się w ostatnich miesiącach o Johannie Kaneryd. 26-letnia skrzydłowa spod Sztokholmu w Anglii zdaje się mieć zdecydowanie lepszą prasę niż u siebie w kraju, gdzie zdecydowanie częściej próbuje się uwypuklać jej piłkarskie niedoskonałości. Tych zdaje się być jednak coraz mniej, podobnie zresztą jak w przypadku jej rówieśniczki Nathalie Björn, która zrobiła sobie noworoczny prezent w postaci przenosin do stolicy z Liverpoolu i wobec kontuzji kapitanki Niebieskich Millie Bright z miejsca stworzyła podstawowy duet stoperek z Jessicą Carter. Efekt? Aklimatyzacja w jednym z największych klubów na kontynencie przebiegła chyba szybko i bezboleśnie, a gdyby tylko Lauren James zamieniła na gole dwa fenomenalne, prostopadłe podania, to o londyńskim debiucie Björn mówiłoby się i pisało jeszcze więcej. Zdecydowanie mniej powodów do zadowolenia ma na początku nowego, 2024 roku Zecira Musovic, gdyż nieoczekiwanie to Hannah Hampton zajęła od początku rundy rewanżowej miejsce między słupkami Chelsea i nic nie wskazuje, aby jakoś niebawem zamierzała je zwolnić. Emma Hayes hierarchii wśród golkiperek stosować jednak nie zwykła, więc i szwedzka kadrowiczka może spodziewać się tego, że przynajmniej w kilku momentach sezonu jej bramkarskie umiejętności zostaną jeszcze wystawione na próbę.

Poważny uraz Jill Roord, a także transfer wychodzący Deyny Castellanos sprawiły, że o miejsce w środku pola Manchesteru City zdecydowanie mniej musi niepokoić się znajdująca się dotąd na granicy wejściowej jedenastki Filippa Angeldal. Była zawodniczka między innymi AIK oraz Häcken tworzy obecnie podstawowy tercet środkowych pomocniczek wraz z Yui Hasegawą oraz Laurą Coombs i zestaw ten jak dotąd sprawdza się na murawie naprawdę solidnie. Pozyskanie Laury Blindkilde z Aston Villi dosłownie na kilkadziesiąt minut przed oficjalnym zamknięciem angielskiego okienka transferowego wyraźnie pokazuje jednak, że walijski szkoleniowiec Gareth Taylor woli mieć w odwodzie więcej nieoczywistych opcji. I w sumie dobrze, bo zdrowa rywalizacja jeszcze nikomu na dłuższą metę nie zaszkodziła, a Obywatelki z Manchesteru zamierzają wiosną rywalizować do samego końca na trzech frontach.

Swoje miejsce na angielskiej ziemi wreszcie zdaje się odnajdywać nasz duet z Brighton, choć dzieje się to w chwili, gdy mający przed rozpoczęciem sezonu naprawdę wysokie ambicje zespół jako całość delikatnie dołuje. Julia Zigiotti jest jednak od początku tegorocznej kampanii jedną z trzech (obok występującej w nieodległej przeszłości w wielkich klubach Pauline Bremer oraz niesamowicie bramkostrzelnej Elisabeth Terland) najlepszych i najrówniej grających zawodniczek Mew, a i Emma Kullberg ma coraz więcej momentów, w której możemy mówić o jej grze przede wszystkim pozytywnie. Choć postawa defensywy Brighton & Hove, do czego nawiasem mówiąc zdążyliśmy się już w zasadzie przyzwyczaić, ani trochę 32-latce z Västerbotten nie pomaga. Chwile lepsze i gorsze przeżywa w Evertonie Hanna Bennison, ale w jej przypadku największym plusem są regularne występy, które na tak wczesnym etapie kariery wydają się być niezwykle istotnym czynnikiem piłkarskiego rozwoju. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że ci, którzy oczekiwali, że to właśnie nasza niedawna Golden Girl już za momencik będzie w kadrze następczynią Kosovare Asllani lub Fridoliny Rolfö, mają prawo czuć się delikatnie rozczarowani.

Na koniec zostawiliśmy cztery transfery ze styczniowego okienka. Dwa z nich przeprowadził budujący w północnych dzielnicach Londynu autorską wersję Tottenhamu Robert Vilahamn, choć pozyskana z Hammarby Matilda Vinberg póki co zbiera w najlepszej lidze świata jedynie pojedyncze minuty (pomimo oczywistej konkurencji w kadrze Spurs, powinno się to jednak niebawem zmienić, więc cierpliwość w tej kwestii zdecydowanie zalecana). W zdecydowanie mocniejszym stylu przywitała się za to z angielską piłką wypożyczona z turyńskiego Juventusu Amanda Nildén, która zdążyła już zapisać na swoim koncie trzy występy w pełnym wymiarze czasowym. I żeby rozjaśnić wam cokolwiek: pierwszy z nich był całkiem przeciętny, drugi – bardzo słaby, a trzeci – bardzo solidny. Na zimowe zakupy wybrali się ponadto przedstawiciele West Hamu oraz Leicester, ale o ile opromieniona tytułem Progresu Roku 2023 Matilda Bergman Lundin w ekipie Młotów powinna pojawić się wiosną niejeden raz, o tyle nastolatka z Örebro do wyjściowej jedenastki swojego nowego zespołu będzie najpewniej przebijać się nieco spokojniej, choć symboliczny debiut udało jej się zaliczyć już przy pierwszej możliwej sposobności.

serie a

Na początek do raportu idzie ofensywny tercet z Florencji. Madelen Janogy weszła do Serie A z bramą i futryną, a pięć goli w trzech premierowych występach to dorobek, który wzbudził jak najbardziej słuszne zresztą zainteresowanie nie tylko w Italii. Z naszej perspektywy równie cenne jest to, że aż w trzech spośród wspomnianych tu bramkowych akcji Violi bezpośredni udział wzięła również Pauline Hammarlund, która obecny sezon rozpoczynała w roli rezerwowej, a obecnie skutecznie partneruje swojej młodszej rodaczce w wyjściowym składzie. Do pełni szczęścia brakuje nam już tylko tego, aby po dojściu do optymalnej dyspozycji szwedzkie trio w pierwszej linii Fiorentiny uzupełniła jeszcze Karin Lundin, ale nie zapominajmy, że nawet po wypożyczeniu do Como Węgierki Zsanett Kajan, chętnych do regularnej gry w ataku ekipy z Florencji nie brakuje. Była snajperka Örebro i Rosengård musi zatem przygotować się na intensywną, wewnętrzną rywalizację.

W ostatnich latach najczęściej i najchętniej spoglądaliśmy w kierunku Turynu, ale w każdym kolejnym półroczu liczebność szwedzkiej kolonii w mieście Fiata ulega systematycznej redukcji. Co więcej, żadna z dwóch pozostałych w kadrze Juventusu Szwedek nie może raczej w najbliższym czasie liczyć na regularne występy w zespole prowadzonym przez Joego Montemurro. Paulina Nyström rozpoczęła sezon serią mocno przeciętnych występów i możemy śmiało założyć, że szczególnie wobec fantastycznej dyspozycji Nigeryjki Onyi Echeghini, była napastniczka Eskilstuny nawet po zaleczeniu urazu nie stanie się pierwszym (ani nawet drugim) wyborem australijskiego szkoleniowca. Swoje szanse z pewnością dostanie za to siedemnastoletnia Elsa Pelgander, choć z dużym prawdopodobieństwem będą to przede wszystkim występy w drużynie młodzieżowej, która w swojej kategorii wiekowej także rywalizuje o najcenniejsze, krajowe trofea.

Biorąc pod uwagę kilka czołowych lig w Europie, AC Milan to zdecydowanie największe zespołowe rozczarowanie obecnego sezonu. Niestety, w jakimś stopniu obciąża to także 35-letnią Kosovare Asllani, która przecież przedstawiana była jako zawodniczka mająca poprowadzić ekipę z wiśniowo-czarnej części Mediolanu do upragnionego scudetto. Wszystkie logiczne przesłanki wskazują jednak, że zamiast o którykolwiek z medali, podopieczne trenera Cortiego czeka w najbliższej przyszłości walka w grupie spadkowej, a 182-krotna reprezentantka Szwecji wcale nie musi być zawodniczką, od której szkoleniowiec będzie rozpoczynał proces optymalnego zestawienia podstawowego składu. Paradoksalnie, zaistniała sytuacja może nieco ułatwić powrót na europejskie boiska Evelyn Ijeh, która związała się z Milanem po średnio udanym epizodzie w lidze meksykańskiej. 22-latka wywalczyła wprawdzie z klubem z Monterrey mistrzostwo kraju, ale sama miała w tym sukcesie mocno ograniczony udział.

Teraz czas na dwie zawodniczki, których kluby nie goszczą może aż tak często w nagłówkach piłkarskich portali. Julia Karlernäs, jedna z kreatorek sensacyjnego mistrzostwa dla Piteå sprzed sześciu lat, swoje miejsce na futbolowym firmamencie nieoczekiwanie odnalazła we włoskim Como, gdzie od wielu miesięcy jest jedną z ulubienic lokalnych trybun. I nic w tym zaskakującego, gdyż to właśnie 30-letnia już pomocniczka z Torsby szybko stała się niekwestionowaną liderką drugiej linii w klubie z północy Lombardii, który na poziomie Serie A miał być jedynie mało znaczącą ciekawostką. Ten scenariusz jednak nijak się nie ziścił, a Karlernäs i spółka z miesiąca na miesiąc zdają się odważnie mierzyć coraz to wyżej i nie są to bynajmniej marzenia bez podparcia w solidnych fundamentach. Równie ciepło oklaskiwana jest na Półwyspie Apenińskim Loreta Kullashi, która – pomimo uprzednich wątpliwości – bez trudu odnalazła na murawie wspólny język z Laną Clelland oraz Danielą Sabatino, czyli dwiema niekwestionowanymi legendami formacji ofensywnej Sassuolo. Poczet szwedzkich napastniczek zamyka nam Marija Banusic z Neaoplu, która po ubiegłorocznej degradacji z Parmą ponownie zdaje się dryfować w kierunku spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej i chyba mało kto już dziś pamięta, że to właśnie ta piłkarka przed dekadą zasilała londyńską Chelsea jako potencjalna gwiazda angielskich boisk.

Włoską część kończymy wraz z dwójką zawodniczek mających obecnie zdecydowanie najmniejszą szansę na regularne, boiskowe występy. W przypadku 37-letniej Stephanie Öhrström przygodę z Romą możemy jednak potraktować przede wszystkim w kategoriach zwieńczenia naprawdę udanej kariery, której szczytowy punkt przypadł chyba na czas spędzony w niezwykle jak się okazuje przyjaznej dla szwedzkich piłkarek Florencji. W nieco innym miejscu znajduje się za to świętująca w ubiegłym roku dwudzieste urodziny Alice Söndergaard, która z kolei zdecydowała się podążyć za marzeniami i zamienić Elitettan na budowaną naprędce kadrę genueńskiej Sampdorii. Przeskok okazał się na ten moment jeszcze zbyt ambitny, ale mocno trzymamy kciuki, aby nazwisko tej napastniczki zdążyło jeszcze zapisać się w świadomości nie tylko największych miłośników naszej dyscypliny.

liga f

W hiszpańskiej ekstraklasie pozostało nam sześć szwedzkich piłkarek, ale z tego grona jedynie Emma Holmgren mogła liczyć na regularne występy w jesiennej części tegorocznych rozgrywek. Co więcej, golkiperka Levante ma za sobą naprawdę udaną rundę, o czym świadczy kilka wyborów do jedenastki kolejki, a także fakt, że w dużej mierze właśnie dzięki solidnej postawie defensywy, klub z Walencji znalazł się na półmetku zmagań na najniższym stopniu podium. Początek nowego roku nie był już jednak dla pochodzącej z Uppsali zawodniczki aż tak szczęśliwy, a dość skomplikowana kontuzja biodra wiązała się niestety z koniecznością przymusowej pauzy. Gorąco wierzymy jednak, że Holmgren stosunkowo szybko dostarczy nie tylko nam, ale i sztabowi Petera Gerhardssona konkretnych argumentów potwierdzających tezę, że rywalizację o miano bramkarki numer jeden w szwedzkiej kadrze niezmiennie powinniśmy uważać za otwartą.

Jeszcze poważniejszy uraz sprawił, że całą rundę jesienną straciła niekwestionowana gwiazda mistrzowskiej Barcelony Fridolina Rolfö. Najlepsza szwedzka piłkarka minionego roku bardzo długo odwlekała konieczność przeprowadzenia inwazyjnego zabiegu, ale po zakończeniu australijsko-nowozelandzkiego mundialu zdecydowała się ostatecznie na ten mało przyjemny, lecz absolutnie konieczny z medycznego punktu widzenia krok. Nikt nie ma chyba jednak najmniejszych wątpliwości, że w przypadku zawodniczki z Kungsbacki kwestie zdrowotne pozostają tak naprawdę jedynym znakiem zapytania, gdyż sportowo trafił się nam tutaj prawdziwy fenomen.

Zarówno Freja Olofsson w Madrycie, jak i Sofia Hagman w Huelvie zanotowały całkiem obiecujący początek na hiszpańskiej ziemi, ale im dalej w las, tym więcej przeszkód i problemów pojawiało się na ich drodze. Obecnie obie znalazły się w takim położeniu, że pomimo mocnego zaangażowania ich klubów w rywalizację o konkretne (choć skrajnie odmienne) cele, żadna nie jest w oczach swojego klubowego trenera pewniaczką do regularnych występów i nie ma jakichkolwiek przesłanek sugerujących rychłą poprawę tego stanu rzeczy. Klubową koleżanką Hagman została w zimowym okienku reprezentująca do niedawna barwy beniaminka z Norrköping Lovisa Gustafsson, lecz ani ona, ani tym bardziej rezydująca od kilku tygodni na Teneryfie Cassandra Larsson (ex-Bollstanäs), iberyjskich stadionów w rozpoczynającej się właśnie rundzie raczej nie podbije.

bundesliga

W Niemczech prawdziwy, szwedzki szpital, gdyż na dokładnie połowę spośród czterech naszych przedstawicielek w Bundeslidze ostatnimi czasy zdecydowanie łatwiej wpaść w gabinetach lekarzy i fizjoterapeutów niż na treningu z piłką. O ile jednak przyszłość Magdaleny Eriksson w Monachium większych obaw nie wzbudza, nawet biorąc pod uwagę fakt ewidentnej obniżki formy 30-letniej stoperki w porównaniu z okresem jej najbardziej udanych występów w barwach londyńskiej Chelsea, o tyle trzyletnia przygoda Rebecki Blomqvist w Wolfsburgu to przede wszystkim historia kolejnych rozczarowań zarówno pod względem sportowym, jak i zdrowotnym. Mamy oczywiście na uwadze fakt, że Wilczyce nieuchronnie czeka w najbliższych miesiącach konieczność zdefiniowania się na nowo, a to może w sposób naturalny otworzyć drzwi zawodniczkom pełniącym dotychczas role bardziej drugoplanowe, ale jednak byłą liderkę ofensywy Göteborga coraz częściej wizualizujemy sobie w koszulce innej niż zielona.

Pod nieobecność Eriksson, duet środkowych obrończyń Bayernu stworzyła z Glodis Perlą Viggosdottir bohaterka chyba najbardziej sensacyjnego, szwedzkiego transferu trwającej właśnie zimy. Obchodząca niebawem 37. urodziny Linda Sembrant przeniosła się do stolicy Bawarii na zasadzie wypożyczenia z turyńskiego Juventusu i trzeba przyznać, że był to ruch, którego absolutnie nikt, być może z samą zainteresowaną na czele, jeszcze kilka miesięcy wcześniej się nie spodziewał. Szybko okazało się jednak, że doświadczenie to szczególnie w tym sektorze boiska niezaprzeczalny atut, a nordycka kooperacja sprawdza się zaskakująco dobrze. I nawet jeśli Sembrant z wielu oczywistych powodów koła nam już na nowo nie wynajdzie, to nie jest wcale wykluczone, że na koniec niezwykle bogatej kariery uda się jej dopisać do prywatnej kolekcji przynajmniej jedno przywiezione z Niemiec trofeum.

Zupełnie odmienne cele przyświecać będą na wiosną Mimmi Larsson, która wraca na europejskie boiska po nie do końca udanym epizodzie w Missouri. Misja ratowania pierwszej ligi dla beniaminka z Lipska do łatwych z pewnością się nie zalicza, ale jeśli ma się ona ostatecznie zakończyć powodzeniem, to klub ze stajni Red Bulla potrzebuje właśnie piłkarek o charakterystyce zbliżonej do 30-krotnej reprezentantki Szwecji. Pierwsze, ligowe testy pokazały, że duet Larsson – Fudalla naprawdę daje radę, ale jeśli chce się pozostać w najwyższej klasie rozgrywkowej (a co za tym idzie – również i w klubie) na kolejny sezon, to domowe zwycięstwo nad wyżej notowanymi rywalkami z Kolonii musi okazać się zaledwie pierwszym z wielu miłych, wiosennych akcentów.

toppserien

Ze względu na przerwę macierzyńską na boiskach norweskiej ekstraklasy nie obejrzymy wiosną i latem szybkiej niczym błyskawica Felicii Rogic, ale szwedzki kontyngent w mistrzowskiej Vålerendze niezmiennie trzyma się mocno. Pomocniczka Linn Vickius na boiskach Toppserien wykonała ewidentny postęp i dziś znajduje się już w zdecydowanie innym punkcie swojej kariery niż wtedy, gdy z łatką trochę niespełnionego jednak talentu przyszło jej opuszczać Eskilstunę. Spore nadzieje pokładają w Oslo także z pozyskaną w zimowym okienku z Örebro Tove Enblom, która o zwolnione niedawno przez Guro Pettersen miejsce między słupkami w ekipie mistrzyń Norwegii będzie najpewniej rywalizować z Amerykanką Jalen Tompkins i wydaje się być w tym potencjalnym zestawieniu minimalną faworytką do regularnych występów.

Johanna Renmark przez ostatnich dwanaście miesięcy przebyła niesamowitą drogę z Elitettan do okraszonego remisem z Olympique Lyon awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń, ale musimy uczciwie zaznaczyć, że w talii przymierzanego niedawno do objęcia posady trenera Hammarby Martina Ho, 20-letnia Szwedka najczęściej bywa tylko i aż pierwszą zmienniczką. Miejsce w rotacji wydaje się być pewne, lecz o wyjściową jedenastkę trzeba konkurować z tak charyzmatycznymi postaciami, jak chociażby Rakel Engesvik, Amalie Eikeland, czy wreszcie najbardziej na tę chwilę gorący, norweski talent Signe Gaupset i – jak się zapewne wszyscy domyślamy – nie jest to bynajmniej łatwa rywalizacja. Liczymy jednak, że Renmark będzie mogła liczyć w nadchodzącym sezonie na swoje szanse w wymiarze zdecydowanie większym niż tylko typowo zadaniowa zmiana na ostatnich kilkanaście minut spotkania.

Trochę niespodziewaną, lecz bardzo sympatyczną karierę zdaje się robić w Lillestrøm Amanda Johnsson Haahr, która w Damallsvenskan odpalić z formą nijak nie była w stanie. W jej przypadku strzałem w przysłowiową dziesiątkę okazał się jednak transfer do belgijskiego Leuven, gdyż to właśnie solidna postawa w jednej z czołowych ekip Beneluksu utorowała jej drogę do w pełni udanego jak się miało okazać powrotu do skandynawskiej piłki. Na solidność w defensywie, a także atomowe uderzenie z lewej nogi z pewnością liczył trener Jan Jönsson, gdy ściągał do prowadzonego przez siebie Stabæk rodaczkę Fanny Lång i trzeba przyznać, że póki co ta znana przede wszystkim z występów w barwach Djurgården lewa obrończyni oczekiwania te jak najbardziej zdaje się spełniać. 30-letnia Louise Högrell jesienią nie była w stanie wygrać rywalizacji o miejsce w wyjściowej jedenastce Växjö, lecz zarówno fani Røa IL, jak i szkoleniowiec tego zespołu Geir Nordby, mocno liczą na to, że właśnie była młodzieżowa reprezentantka Szwecji okaże się skutecznym rozwiązaniem na obsadę newralgicznej jak dotąd pozycji bramkarki w klubie z zachodnich przedmieść norweskiej stolicy.

kvindeliga

Od początku sezonu było absolutnie jasne, że to 21-letnia Dunka Freja Thisgaard jest niepodważalną jedynką między słupkami bramki Fortuny Hjørring. Kiedy jednak podstawową golkiperkę jedenastokrotnych mistrzyń kraju z gry wykluczyła kontuzja, swoją szansę otrzymała wychowanka szkółki w Umeå Hannah Kohl i choć trochę się tego wyzwania obawialiśmy, to początkowy niepokój okazał się ostatecznie całkowicie nieuzasadniony. Pochodząca z Västerbotten zawodniczka odkryciem piłkarskiej zimy w Danii może nie została, ale w roli zmienniczki spisuje się na tyle solidnie, że w Hjørring pod koniec roku cieszyli się między innymi z czterech punktów wywalczonych w dwumeczu przeciwko Brøndby oraz Køge, co zdecydowanie jest zdobyczą godną uwagi.

A skoro przenieśliśmy się już poniekąd na zachodnie obrzeża Kopenhagi, to warto odnotować także transfer Johanny Alm, która zimą zamieniła ławkę w Linköping na – miejmy nadzieję – pewny plac w ekipie walczącej o odzyskanie po kilkuletniej przerwie mistrzostwa Danii. Konkurencja w formacji defensywnej zespołu prowadzonego przez Pera Lundgrena Nielsena wydaje się być niezwykle wyrównana, lecz 22-latka z Lindö przynajmniej na początku zmagań w grupie mistrzowskiej o regularne, ligowe występy powinna być względnie spokojna.

nwsl

Nie będzie wielkim zaskoczeniem, że ze szczególną uwagą obserwować będziemy w najbliższych miesiącach przede wszystkim wydarzenia w San Diego, gdyż to właśnie z naszym kalifornijskim duetem powinniśmy chyba wiązać zdecydowanie największe nadzieje na podbój amerykańskiej ziemi. Doświadczona Sofia Jakobsson doskonale zna już smak rywalizacji na boiskach NWSL, ale ów fakt wcale nie ułatwia jej rywalizacji o miejsce w wyjściowej jedenastce z młodszymi od niej o mniej więcej dekadę Amirą Ali i Elyse Bennett, czy najbardziej chyba w tym gronie docenianą, zaledwie 19-letnią Jaedyn Shaw. Pamiętając jednak znakomitą w wykonaniu naszej skrzydłowej fazę play-off sprzed dwóch sezonów, jesteśmy spokojni o to, że nawet w roli zmienniczki Jakobsson swoje szanse nie tylko dostanie, co również je wykorzysta. Pewną niewiadomą pozostaje za to rola, jaką w ekipie z San Diego pełnić będzie 21-letnia sztokholmianka Hanna Lundkvist. Z jednej strony w kadrze Wave cały czas znajduje się będąca niejako symbolem ligowej stabilności Christen Westphal (z którą, co ciekawe, niedawno również przedłużono kontrakt), z drugiej – nie po to sprowadza się perspektywiczną defensorkę z Atletico Madryt, aby ta w ogóle nie wskoczyła do rotacji. Sytuacja na prawej flance formacji obronnej jest więc zdecydowanie dynamiczna i z ciekawością wyczekujemy kolejnych personalnych decyzji angielskiej trenerki Casey Stoney.

Pozostałe szwedzkie piłkarki w kadrach zespołów NWSL stanowią za to jedną, wielką niewiadomą. Hanna Glas w swojej optymalnej dyspozycji byłaby solidnym wzmocnieniem dla absolutnie każdej ekipy, ale powrót do gry po trzecim z kolei zerwaniu więzadeł krzyżowych przednich zawsze stanowi jeden wielki znak zapytania. Evelina Duljan próbkę swojego nieprzeciętnego talentu pokazała nam w Kristianstad, ale później całkowicie przepadła we Włoszech, w związku z czym nie zaryzykujemy wiele mówiąc, że Orlando postawiło tym transferem na wciąż niezweryfikowany w poważnym futbolu potencjał. Podobne słowa charakteryzować mogą także Agnes Nyberg, która wprawdzie z regularnymi występami w ostatnich miesiącach problemów nie miała, ale jednak przeskok z Uppsali czy AIK do być może najbardziej niewdzięcznych z perspektywy defensywnej pomocniczki rozgrywek świata, wydaje się być naprawdę znaczący. 23-letnia piłkarka wielkich wyzwań najwyraźniej się jednak nie boi, w związku z czym pozostaje tylko śledzić losy jej kariery i trzymać kciuki za to, aby ten konkretny amerykański sen spełnił się w stu procentach.

graph

Francuską ścieżką do Bilbao

GFpfrfTX0AAF4S8

Szwedzki klub w ćwierćfinale Ligi Mistrzyń – niby wiemy o tym od tygodnia, ale ta fraza niezmiennie poprawia nam nastrój (Fot. UEFA)

O łatwym losowaniu mowy na tym etapie rozgrywek mowy być nie mogło, ale koniec końców ćwierćfinałowymi rywalkami wicemistrzyń Szwecji został zespół, którego nazwa wymieniana była w kontekście najciekawszego potencjalnego zestawienia chyba najczęściej. Jodie Taylor, czyli jak by nie patrzeć była napastniczka klubu z Göteborga, próśb najwyraźniej wysłuchała, w efekcie czego już w połowie marca czeka nas kolejny rozdział niezwykle interesującej rywalizacji piłkarek z Hisingen z wielką, europejską marką. Tak się bowiem złożyło, że w poprzedniej edycji Ligi Mistrzyń obie ekipy miały sposobność zetrzeć się już w fazie eliminacyjnej i wówczas to paryżanki okazały się lepsze, zwyciężając w dwumeczu 4-1. Pomimo faktu, że awans był wówczas stosunkowo daleko, na długo pozostanie nam jednak w pamięci heroiczna postawa zawodniczek Häcken na Stade Jean-Bouin, a w szczególności kapitalne trafienie autorstwa Mariki Bergman Lundin, które na mniej więcej godzinę skutecznie uciszyło paryski stadion. Bohaterki tamtej akcji w Hisingen już wprawdzie nie ma, lecz nie jest wcale powiedziane, że marzec nie przyniesie nam podobnych, a może jeszcze bardziej pozytywnych emocji. Bo Osy z Västergötland we francuskiej stolicy ewidentnie poczynają sobie nadzwyczaj swobodnie, o czym nie tak dawno przekonała się ta zdecydowanie mniej medialna drużyna z tego miasta. A tym razem okazja to tego, by narobić na murawie trochę zamieszania, będzie jeszcze bardziej dogodna, gdyż absolutnie nikt nie nakłada na wicemistrzynie Szwecji jakiejkolwiek presji. Brak awansu PSG do półfinału byłby dla sympatyków tego klubu emocjonalno-wizerunkową katastrofą, zaś Häcken podchodzi do tego dwumeczu w roli underdoga, który nic już nie musi, ale wciąż bardzo wiele może. I co by nie mówić, jest to całkiem przyjemna pozycja startowa.

A gdyby misja podboju Paryża raz jeszcze zakończyła się powodzeniem, to w półfinale najpewniej nie będziemy ruszać się z Francji ani o milimetr. W tej samej połówce pucharowej drabinki znalazło się bowiem miejsce dla duetu Olympique Lyon – SL Benfica i pomimo wielkiej sympatii do debiutującej w tej fazie rozgrywek drużyny z Portugalii, trzęsienia ziemi w postaci przedwczesnego odpadnięcia podopiecznych Sonii Bompastor jednak nie przewidujemy. A skoro tak, to możemy pokusić się o stwierdzenie, że w przypadku Häcken droga do finału w Bilbao ewidentnie wiedzie przez francuską ścieżkę. Cóż, nie trzeba być chyba znawcą futbolu, aby dojść do wniosku, że jest to szlak niezwykle wymagający, ale skoro jesienią udało się odczarować niedostępną wcześniej dla każdego z przedstawicieli Damallsvenskan ścieżkę ligową, to dlaczego by nie dokonać czegoś absolutnie historycznego kolejny raz? Ale to wszystko na pełnym luzie i bez żadnej presji, bo plan maksimum został już przecież przez piłkarki z Hisingen dawno wykonany. A skoro tak, to po prostu cieszmy się każdą chwilą tej cudownej przygody. Udanej wiosny!


Drabinka fazy finałowej Ligi Mistrzyń 2023-24:

Krajobraz po awansie

tab1

Ćwierćfinaliści tegorocznej edycji LM w komplecie, a wśród nich miła, szwedzka niespodzianka

Pierwsze podmuchy wczesnowiosennego, nieco cieplejszego powietrza, słońce nie zachodzi już wraz z nadejściem popołudnia, lecz zostaje z nami do wieczora, a główną atrakcją jednego z rzeczonych wieczorów jest mecz o awans do półfinału piłkarskiej Ligi Mistrzyń z udziałem szwedzkiego klubu – jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że o takiej rzeczywistości długo będziemy mogli tylko i wyłącznie marzyć, ale zawodniczki BK Häcken najpierw postanowiły zamienić odważne marzenia w cel, a następnie go zrealizować. I w ten właśnie sposób dotarliśmy do punktu, w którym za kilka dni będziemy emocjonować się losowaniem par ćwierćfinałowych zdecydowanie bardziej niż miało to miejsce w ostatnich latach. Inna sprawa, że bez względu na to, jaką przygodę zafunduje wicemistrzyniom Szwecji los, na Bravida Arenę w Hisingen zawita w drugiej połowie marca rywal z absolutnego, europejskiego topu. Jasne, nie brakuje takich, którzy kombinują, że może to PSG jest w stawce ekip rozstawionych najsłabsze i przy dobrym układzie akurat z nimi dałoby się stoczyć równorzędne boje, ale takie deklaracje póki co odłóżmy jednak na półkę z napisem soccer fiction. Bo rozpatrywanie drużyny dysponującej ofensywnym tercetem Chawinga – Katoto – Baltimore w podobnych kategoriach jest chyba jednak cokolwiek zuchwałe. Nie zmienia to oczywiście faktu, że powalczyć można (a nawet trzeba) z każdym, ale to na przeciwniczkach piłkarek z Västergötland ciążyć będzie na tym etapie rozgrywek sto procent presji. Bo brak awansu kogokolwiek z grona Lyon – Barcelona – PSG – Chelsea do najlepszej czwórki byłoby z perspektywy któregokolwiek z tych klubów absolutnym fiaskiem i mimo wszystko wielkim, sportowym rozczarowaniem. Plan jest bowiem taki, że to wielkie firmy, po uprzednim wyeliminowaniu czterech rewelacji fazy grupowej, stoczą decydujący bój o najcenniejsze laury wyłącznie we własnym gronie. I koniec końców najpewniej tak właśnie się stanie, choć gdyby ktoś jesienią powiedział nam, że oto w lutym Szwecja, Portugalia, Norwegia i Holandia wciąż będą miały swojego przedstawiciela w najbardziej prestiżowych, europejskich rozgrywkach, to za nic byśmy w taki obrót wydarzeń nie uwierzyli. A skoro tak, to z ferowaniem ostatecznych wyroków jeszcze się wstrzymajmy i pozwólmy piłkarkom rozstrzygnąć najważniejsze kwestie w boiskowej walce.

Zanim jednak kulki pójdą w ruch, warto podkreślić, że kapitalna postawa Häcken (przy niewielkiej pomocy ze strony tandemu Rosengård – Linköping) z prawdopodobieństwem bliskim pewności pozwoliła nam utrzymać siódmą lokatę w rankingu krajowym. A to jest o tyle istotne, że spadek choćby o jedno oczko oznaczałby, iż jedynie dwa najlepsze kluby tegorocznej Damallsvenskan otrzymałyby w sezonie 2025-26 szansę pokazania się na europejskiej scenie. Odparcie czesko-holendersko-norwesko-austriackiego ataku oznacza natomiast nie tylko pewne miejsce dla trzeciej drużyny szwedzkiej ekstraklasy w pierwszej fazie eliminacji, ale także szansę na bezpośredni udział mistrza kraju w rozgrywanej po raz pierwszy w nowej formule fazie grupowej. Tym ostatnim póki co nie zaprzątajmy sobie jednak głowy, gdyż zależne jest to zarówno od składu przyszłorocznego finału Ligi Mistrzyń, jak i od rozstrzygnięć w rozgrywkach krajowych. Skumulowany, pięcioletni ranking po zakończeniu tegorocznej fazy grupowej prezentuje się jednak tak bardzo sympatycznie, że aż warto przynajmniej chwilkę na niego popatrzeć.

tab5

Skoro jesteśmy już przy wszelkiego rodzaju klasyfikacjach, to w ramach ciekawostki przywołajmy jeszcze tabelę wszechczasów fazy zasadniczej Ligi Mistrzyń, liczoną od czasu ostatniej reformy rozgrywek. Nie będzie wielkim zaskoczeniem, że na szczycie rankingu niepodzielnie rządzi FC Barcelona, czyli zespół, który jako pierwszy przekroczył barierę dwudziestu zwycięstw, stu strzelonych goli i dziarsko zmierza w kierunku kolejnej setki, tym razem w rubryce z punktami. Lyon, Chelsea oraz PSG kompletują nam czołową czwórkę, co jedynie cementuje pogląd, że w najbliższy wtorek w koszyku z zespołami rozstawionymi znajdą się same potęgi, które na ten moment nadają ton europejskiej piłce nożnej w wydaniu klubowym. W zestawieniu mamy ponadto dwa szwedzkie kluby, ale o ile tegoroczna kampania Häcken pozwoliła Osom z Hisingen na znaczący awans w statystycznej hierarchii, o tyle w Malmö raczej nie będą spoglądać w kierunku poniższej tabelki z łagodnymi uśmiechami na twarzach. Bo nawet jeśli zgodzimy się co do tego, że wygrywanie w fazie grupowej nie jest sprawą łatwą, to jednak punktowo-bramkowy dorobek Rosengård trudno ocenić inaczej niż jako zawstydzający. I nawet konieczność rozegrania aż czterech meczów przeciwko Barcelonie nie jest w tym aspekcie dla utytułowanego klubu ze Skanii żadną wymówką.

tab2

Zerknijmy jeszcze na klasyfikacje indywidualne, w których czołówka wydaje się zdecydowanie bardziej nieoczywista. Bo powiedzcie szczerze, czy obstawilibyście, że najlepszą snajperką trzech ostatni edycji Ligi Mistrzyń wcale nie jest jedna z zawodniczek Barcelony? Ani nawet Lyonu? Samantha Kerr raz jeszcze udowadnia jednak, że regularność jest jej mocną stroną i nawet jeśli na świecie nie brakuje krytyków jej talentu, to pewnych przymiotów trudno 30-latce z Perth odmówić. Niestety, ze względu na odniesioną niedawno poważną kontuzję, gwiazda londyńskiej Chelsea swojego bramkowego dorobku w najbliższych miesiącach nie poprawi, w związku z czym możemy oczekiwać, że 26. maja liderką zestawienia będzie już albo jedna z absolutnych gwiazd ekipy z Katalonii, albo przedstawicielka ligi francuskiej. Katoto, Diani oraz Hegerberg także mają bowiem swoje ambicje, a taśmowo zdobywane gole z pewnością przybliżą klub z Lyonu lub Paryża do ich realizacji.

tab3

W klasyfikacji asystentek jeszcze większy ścisk, bo na pierwszym miejscu wirtualnego podium muszą zmieścić się aż trzy zawodniczki. Nazwisko żadnej z nich nie jest jednak najmniejszym choćby zaskoczeniem, gdyż Selma Bacha, Aitana Bonmati oraz Caroline Graham Hansen to właśnie te piłkarki, o których pomyślelibyśmy tu w pierwszej kolejności. Zdecydowanie większa dominacja Barcelony niż ma to miejsce w przypadku strzelczyń w zasadzie potwierdza stereotyp mówiący o nadrzędnej roli zespołowości w boiskowych poczynaniach mistrzyń Ligi F. Ten ostatni fakt sprawia, że w pierwszej dziesiątce zestawienia niezmiennie plasuje się między innymi Fridolina Rolfö, która dotychczasową część obecnego sezonu opuściła z powodów zdrowotnych. Cieszy ponadto obecność na liście trochę nieoczywistych, młodych, choć doskonale znanych nam już zawodniczek. Do tego grona możemy zaliczyć chociażby byłą, islandzką gwiazdę Kristianstad Sveindis Jane Jonsdottir czy Portugalkę Kikę Nazareth. Piłkarka lizbońskiej Benfiki zasługuje na tym większe uznanie, że wysoką lokatę w rankingu udało jej się wywalczyć reprezentując klub niezaliczający się do europejskiej czołówki.

tab4