Zimowy raport transferowy

momoko

Pozyskanie japońskiej pomocniczki przez Rosengård to póki co największy hit szwedzkiego okienka transferowego (fot. FC Rosengård)

Nowy rok – nowa liga? No, może nie zapędzajmy się od razu aż tak daleko, ale nie da się ukryć, że w naszej, nordyckiej rzeczywistości znaczenie zimowego okienka transferowego wydaje się być nieporównywalnie większe niż w ligach od lat grających zdecydowanie bardziej spopularyzowanym na kontynencie systemem jesień-wiosna. Z tego właśnie powodu grudniowe i styczniowe poranki od lat rozpoczynamy od nasłuchiwania najnowszych, transferowych wieści, gdyż to właśnie one w największym stopniu wpływają na bieżącą ocenę potencjału każdej spośród czternastu ekip Damallsvenskan. Tym razem, ze względu na dłuższą niż mogliśmy przypuszczać europejską przygodę BK Häcken, ze szczególną uwagą przyglądaliśmy się poczynaniom włodarzy klubu z Bravida Areny, ale Sztokholm czy Malmö również ani na moment nie dawały nam o sobie zapomnieć. Choć zdecydowanie najbardziej spektakularne noworoczne porządki dokonały się akurat w Örebro, co ku rozpaczy większości fanów futbolu z Närke, staje się już powoli swego rodzaju niepisaną tradycją.

Wróćmy jednak do Hisingen, gdzie na dokładnie tydzień przed prawdopodobnie najważniejszym jak dotąd meczem w całej historii tej obchodzącej nie tak dawno pięćdziesiątą rocznicę powstania franczyzy panuje… niezmącony niczym spokój. Zimowy obóz w Hiszpanii przebiegł bez poważniejszych zakłóceń, z klubem nie pożegnała się żadna z kluczowych zawodniczek, a transfery przychodzące Alice Bergström oraz Matildy Nildén doskonale wpisują się w długofalową strategię klubu. Sytuacja jest oczywiście dynamiczna i niewykluczone, że jeden klocek domina może w dowolnej chwili zburzyć tu bardzo wiele, ale gdyby udało się dotrwać w obecnym składzie personalnym do rewanżowego starcia z Paris FC, to bojowo nastawione Osy z zachodniego wybrzeża zdecydowanie dadzą sobie w ten sposób szansę na napisanie historii równie wspaniałej, co niewiarygodnej. Co ciekawe, Häcken godnego konkurenta spodziewać się może nie tylko w Europie, ale i na krajowym podwórku, gdyż opromienione blaskiem wywalczonego dopiero co dubletu Hammarby także tej zimy nie próżnuje, a bilans zysków i strat przedstawia się w Södermalm cokolwiek obiecująco. Aby to dostrzec, trzeba jednak zajrzeć pod powierzchnię, gdyż opinia publiczna w ostatnich miesiącach żyła głównie historiami zawodniczek co i rusz opuszczających szeregi Bajen. I o ile nie da się ukryć, że nazwiska Hamano, Janogy i Vinberg stanowiły w ekipie ze Sztokholmu sporą wartość dodaną, o tyle akurat każdą z nich jak najbardziej da się bez uszczerbku na sportowej jakości zastąpić. A uzupełnienie kadry pierwszoplanowymi gwiazdami norweskiej Toppserien oraz wyróżniającymi się na boiskach Damallsvenskan Stiną Lennartsson i Klarą Folkesson jak najbardziej robi wrażenie, podobnie zresztą jak związanie się długimi umowami z MVP tegorocznych zmagań Anną Tamminen, najbardziej ekscytująca napastniczką młodego pokolenia Ellen Wangerheim, czy wreszcie stanowiącym naprawdę solidny monolit defensywnym tercetem Carlsson – Boye – Nyström. Jedynym znakiem zapytania może być w przypadku obrończyń tytułu zmiana na stanowisku pierwszego trenera, ale oferta, którą już po noworocznych celebracjach otrzymał Pablo Pinones-Arce, była podobno z gatunku tych, których zwyczajnie się nie odrzuca.

Zdecydowanie przedwczesne okazały się głosy o rychłym pogrzebie FC Rosengård. Trzynastokrotne mistrzynie Szwecji wciąż żyją, mają się całkiem nieźle i nawet potrafią przeprowadzić najbardziej ekscytujący transfer tej zimy. Bo nie sposób rozpatrywać w innych kategoriach pozyskania japońskiej rozgrywającej Momoko Tanikawy, która u siebie w kraju cieszy się zdecydowanie większą estymą niż chociażby robiące ostatnimi czasy furorę na naszych boiskach Momiki, Hamano, czy Kadowaki. Tak, w stolicy Skanii niezmiennie mają mnóstwo nierozwiązanych problemów, trenerka Ieva Cederström 31. stycznia oficjalnie żegna się z posadą, a poszukiwania jej następczyni (lub następcy) wciąż się nie zakończyły, ale nawet w tym położeniu Rosengård jawi się nam jako poważny kandydat do ligowego podium i wszyscy bylibyśmy chyba więcej niż zaskoczeni, gdyby ekipie z Malmö przytrafił się drugi z rzędu tak katastrofalny rok. Choć z drugiej strony rzeczywistości nie da się tak do końca w nieskończoność zakłamywać: o ile w najbliższych miesiącach najbardziej utytułowany szwedzki klub cały czas będzie przynależeć do wąskiej, krajowej czołówki, o tyle z każdym kolejnym sezonem utrzymanie tego statusu stanie się wyzwaniem coraz bardziej wymagającym i jedynie od skuteczności (lub jej braku) klubowych włodarzy zależeć będzie to, czy legenda Rosengård zestarzeje się pięknie, czy wręcz odwrotnie.

Pozostałe kluby z naszego zwyczajowego TOP-6 w połowie stycznia znalazły się natomiast na mniejszym lub większym minusie. Nowa era w Kristianstad rozpoczęła się od hucznego pożegnania trenerskiej legendy Elisabet Gunnarsdottir, która to według doniesień angielskich mediów wydaje się być mocną kandydatką do objęcia sterów w jednym w potentatów FA WSL. Jej następca, zaledwie 25-letni Daniel Angergård, dysponować będzie mocno odmłodzoną kadrą i choć nazwiska Loeck, Petrovic, czy Eiriksdottir niezmiennie gwarantują pewien stały poziom, to nie da się ukryć, że tę drużynę trzeba będzie w jakimś sensie wymyślić na nowo już bez udziału tak charyzmatycznych postaci jak Mia Carlsson, Therese Ivarsson, czy Evelyne Viens. Misja ta wydaje się być niełatwa, ale kto wie, czy przed jeszcze trudniejszą nie stanie w Linköping hiszpański szkoleniowiec Rafael Roldan. Bo nawet jeśli w kadrze LFC wciąż znajdziemy królową strzelczyń Damallsvenskan z poprzedniego sezonu Cornelię Kapocs, czy rywalizującą z nią do ostatniej serii spotkań o Złotego Buta Cathinkę Tandberg, to już siła rażenia drugiej linii wydaje się zagadnieniem mocno problematycznym. Kibice w Östergötland trzymają oczywiście kciuki, aby Vilma Koivisto do spółki z uznawaną za nieoszlifowany diament Irene Dirdal skutecznie wypełniły lukę powstałą po odejściu japońskiego duetu Momiki – Takarada, ale… łatwo z pewnością im nie będzie i wyłącznie z grzeczności nie nawiążemy w tym miejscu do Mission Impossible. Jeszcze większy ból głowy mają w Vittsjö, gdyż decyzję o zakończeniu niezwykle bogatej kariery podjęła Clara Markstedt, a gwiazdorski tercet rodem z Australii rozjechał się po kraju i świecie. Nadzieją fanów futbolu w najsłynniejszej, piłkarskiej wsi pozostaje za to Heidi Kollanen, bo jeśli tylko fińska napastniczka harmonijnie odnajdzie się w nowej szatni, to niewykluczone, że z rozpędu okaże się ona jedną z najgłośniejszych gwiazd tegorocznej, ligowej kampanii.

Jeśli chodzi o pozostałe ekipy, to nie będziemy aż w takich detalach zaglądać do gabinetów i korytarzy każdej z nich. Na uwagę zasługują jednak rozważne ruchy transferowe w Norrköping i ani trochę nie zdziwimy się, jeśli to właśnie ubiegłoroczny beniaminek okaże się tym razem pozytywną rewelacją sezonu. Papiery na wielkie granie już teraz na Platinumcars Arenie jak najbardziej są, a Fanny Andersson czy Elin Rombing mogą jedynie pomóc w wykonaniu kolejnego kroku do wytyczonego w chwili wywalczenia promocji do Damallsvenskan niezwykle ambitnego celu. Na zdecydowanie szersze przewietrzenie kadr zdecydowali się tej zimy w Växjö i Örebro, ale transferowe ruchy tych dwóch klubów zbliżone były jedynie pod względem skali. O ile bowiem trener Unogård będzie miał w najbliższej przyszłości okazję współpracować z kilkoma naprawdę ciekawymi piłkarkami (Nielsdottir, Svanström, Østergaard), które mogą okazać się skuteczną odpowiedzią na stratę Hensley Hancuff, czy Evelyn Ijeh, o tyle Rickard Johansson trzeci raz musi budować wszystko od podstaw i ponownie wymaga się, aby uczynił to w trybie mocno oszczędnościowym. Strategia odważna, czy może nierozważna? Ocenimy jak zawsze w okolicach połowy listopada. W Djurgården stawiają na jakość z norweskiej Toppserien oraz terapię szokową sygnowaną nazwiskiem Marcelo Fernandeza, w AIK liczą na to, że tym razem uda się uniknąć bolesnych błędów z przeszłości, a w Trelleborgu pilnują, aby na dobre nie zatracić się w euforii, bo przecież po zakończeniu obecnego sezonu będzie trzeba jeszcze rozegrać kolejny. I wcale nie musi być to taktyka straceńcza, co właśnie udowodniła nam bijąca się do ostatniej chwili o utrzymanie Uppsala. W portowym mieście w Skanii z pewnością nie obraziliby się na powtórkę z rozrywki, choć rzecz jasna najlepiej z nieco zmodyfikowanym zakończeniem w postaci pozostania absolutnego beniaminka w gronie pierwszoligowców.

Szwedzkie TOP-50 – napastniczki

kaneryd

Johanna Kaneryd – szwedzka błyskawica z Londynu (Fot. Getty Images)

Są piłkarki, u których statystyki prezentują się zdecydowanie bardziej imponująco niż ich realny, boiskowy wkład w osiągany przez zespół wyniki. Do tego grona z całą pewnością nie możemy jednak zaliczyć Johanny Kaneryd, która w każdym kolejnym roku coraz wyraźniej staje się żywym zaprzeczeniem tej tezy. Sprawę z tego najwyraźniej zdają sobie także Emma Hayes oraz Peter Gerhardsson, którzy od pewnego czasu konsekwentnie stawiają na 26-latkę i trzeba przyznać, że wychodzą na tej żelaznej konsekwencji całkiem nieźle. Trafnym posunięciem było także powierzenie kluczowej roli w ofensywie Häcken rekonwalescentce Rosie Kafaji, która wróciła na ligowe boiska po niemal rocznej przerwie i z marszu stała się symbolem gry równie efektownej, co efektywnej. Swoje umiejętności 20-latka z Solnej z powodzeniem pokazywała zresztą nie tylko na krajowym podwórku, a fani z Paryża i Madrytu zapewne do dziś zachodzą w głowę, jakim cudem ich ukochane zespoły dały się tak bardzo zaskoczyć wicemistrzyniom Damallsvenskan. Pierwszą trójkę kompletuje nam Madelen Janogy, która na podium zestawienia wraca po dwóch latach i z dwiema koronami na głowie. A żeby było jeszcze ciekawiej, opromieniona tytułem najlepszej zawodniczki zarówno finału Svenska Cupen, jak i kluczowego w kontekście walki o mistrzostwo listopadowego starcia na Tele2 Arenie.

Madelen Janogy potwierdziła piłkarską prawdę, że zawodniczki wybitne topową dyspozycję potrafią pokazać akurat wtedy, gdy sytuacja najbardziej tego od nich wymaga. I do pewnego stopnia ta sama prawidłowość znalazła zastosowanie w przypadku Stiny Blackstenius. Za 27-letnią napastniczką Arsenalu niesamowicie wymagający rok, ale choć na co dzień nie było jej łatwo, w kluczowych chwilach potrafiła stanowić wartość dodaną zarówno w klubie, jak i w kadrze. Wzloty i upadki to także historia minionych dwunastu miesięcy u Olivii Schough, dla której po kapitalnej rundzie wiosennej przyszła zdecydowanie bardziej frustrująca jesień. Identyczną klamrą spiął się miniony rok w wykonaniu Evelyn Ijeh, choć tutaj po drodze mieliśmy jeszcze zmianę barw klubowych z bijącego się o pozostanie w szeregach Damallsvenskan Växjö na pewnie zmierzające po tytuł najlepszej ekipy w Meksyku Tigres. Dokładnie odwrotnie potoczyły się za to losy Lorety Kullashi, która harmonię i skuteczność odzyskała dopiero po transferze z Rosengård do Sassuolo, a hat-trick strzelony niedawno genueńskiej Sampdorii może okazać się zapowiedzią powrotu do czasów, w których tę właśnie zawodniczkę określaliśmy mianem największej nadziei szwedzkiej kadry. W przeciwieństwie do pozostałych bohaterek tego akapitu, równą i stabilną dyspozycję niezmiennie prezentowała nam Anna Anvegård odgrywająca jedną z absolutnie pierwszoplanowych ról w cudownej i wciąż czekającej na szczęśliwe zakończenie historii, którą wraz z koleżankami z Häcken udało się jej napisać w fazie grupowej Ligi Mistrzyń.

Tegoroczna lista jest o tyle wyjątkowa, że znajdziemy na niej całkiem liczną reprezentację piłkarek młodych, które swój sportowy prime zdają się mieć zdecydowanie przed sobą. Do tego grona wciąż zalicza się uhonorowana przed trzema laty mianem szwedzkiego Odkrycia Roku Cornelia Kapocs, która faworytką wyścigu o tytuł najskuteczniejszej snajperki Damallsvenskan zdecydowanie nie była, ale ani trochę nie przeszkodziło jej to w rozstrzygnięciu tej pasjonującej rywalizacji na swoją korzyść. Powrót marzeń na ligowe boiska zanotowała dziewiętnastoletnia Ellen Wangerheim, czyli najbardziej efektywna pod względem liczb napastniczka nie tylko Hammarby, ale całej szwedzkiej ekstraklasy. W jej przypadku kciuki powinniśmy trzymać przede wszystkim za zdrowie, bo jeśli tylko ono będzie dopisywać, to o resztę zawodniczka dysponująca tak niespotykanym talentem, popartym dodatkowo wspaniałym etosem pracy, z powodzeniem zadba już sama. Na sztokholmskiej ziemi błyszczały w minionym roku nie tylko przedstawicielki mistrzowskiego Bajen, czego najlepszym dowodem jest chociażby dyspozycja niezwykle eksplozywnego duetu skrzydłowych Djurgården. W zestawieniu znalazło się ostatecznie miejsce tylko dla Stinalisy Johansson, ale nie pogniewamy się, jeśli Alice Bergström pójdzie śladami Mariki Bergman Lundin i za rok wskoczy z nieformalnego miejsca numer szesnaście przynajmniej na pozycję numer trzy. A propos duetów, to w rundzie wiosennej regularnie zachwycał nas także ten z Uppsali i choć skazywany na pożarcie beniaminek w lidze utrzymać się nie zdołał, to kolejne świetne występy Johanny Renmark (transfer do Brann) oraz Klary Folkesson (transfer do Hammarby) nie uszły uwadze skautów zdecydowanie wyżej notowanych, marzących o regularnych występach w europejskich pucharach klubów. Konkurencję o miejsce w rotacji turyńskiego Juventusu niezmiennie wytrzymuje Paulina Nyström, choć chciałoby się, aby była piłkarka Eskilstuny poprawiła nieco swoją skuteczność. Z ostatnim z wymienionych aspektów najmniejszych trudności nie ma póki co doskonale usposobiona Matilda Nildén, która ewidentnie ma chrapkę, aby podobnie jak jej siostra stać się stałą bywalczynią zestawienia TOP-50. I o ile z tym akurat jakichkolwiek kłopotów być nie powinno, to nie mamy pewności, czy talent tak czystej wody uda się na dłużej zatrzymać nie tyle w Solnej, co w ogóle w szwedzkiej lidze.

04 - fw

Szwedzkie TOP-50 – pomocniczki

rolfo

Decydujący gol w finale Ligi Mistrzyń to moment, który na długo pozostanie w pamięci Fridoliny Rolfö (Fot. Getty Images)

Choć pod względem sportowym rok 2023 zakończył się dla Fridoliny Rolfö mocno przedwcześnie, to nie mamy żadnych wątpliwości, że to właśnie ta piłkarka była na przestrzeni ostatnich dwunastu miesięcy postacią numer jeden całego szwedzkiego futbolu. A okraszony strzeleniem zwycięskiego gola finał Ligi Mistrzyń, mecz o brąz mundialu przeciwko gospodyniom z Australii, czy wreszcie szereg płynących do jej prywatnej gabloty nagród i wyróżnień indywidualnych są jedynie materialnym potwierdzeniem tej wcale nie kontrowersyjnej tezy. Z niezwykle dobrej strony regularnie pokazywała się także Filippa Angeldal, która w mierzącym przecież niezwykle wysoko Manchesterze City przeszła drogę od żelaznej rezerwowej, przez pierwszą wchodzącą, do bohaterki kluczowych, ligowych spotkań, niejako przy okazji stając się także niekwestionowaną liderką drugiej linii w kadrze Petera Gerhardssona. Chwaląc wykonany przez nią jakościowy skok, nie możemy przejść obojętnie obok tego, który w ostatnich latach stał się udziałem Mariki Bergman Lundin. Rok temu została wspomniana przy okazji całorocznego zestawienia jako pomocniczka numer szesnaście, lecz tym razem nie było już żadnych wątpliwości, że 24-latce z Landvetter należy się nie tylko miejsce w rankingu, ale i na jego podium.

Mistrzowski tytuł dla Hammarby miał wiele twarzy i jeszcze więcej odcieni, ale odzyskanie miana najlepszej drużyny w kraju po niemal czterech dekadach oczekiwania byłoby znacząco trudniejsze bez harującego w środku pola duetu Julia RoddarMatilda Vinberg. Obie piłkarki dzieli jedenaście lat, boiskowa rola, a także zamiłowanie (lub jego brak) do twardej, fizycznej gry, ale cechami wspólnymi zdecydowanie są w ich przypadku ambicja, konsekwencja i poświęcenie dla wspólnego celu, który tym razem udało się zresztą w stu procentach osiągnąć. Po kapitalnym dla siebie roku 2022 z tonu spuściła nieco Kosovare Asllani, choć trzeba przyznać, że cały Milan zdecydowanie częściej swoich fanów rozczarowywał niż oczarowywał. Zupełnie inaczej mają się sprawy w Como, gdzie coraz śmielej wspominają o awansie do grupy mistrzowskiej Serie A, a gdyby miało się to ziścić, to jedną z architektek tego niebywałego sukcesu niewątpliwie będzie mogła nazwać się Julia Karlernäs. Niezwykle trudno ocenić kończący się rok w wykonaniu Elin Rubensson, bo z jednej strony mamy do czynienia z piłkarką, którą dopiero co umieszczaliśmy w jedenastce najjaśniej świecących mundialowych gwiazd, a z drugiej mamy w pamięci jej niekończące się problemy natury zdrowotnej w wyniku których w barwach Häcken udało jej się uzbierać na ligowych boiskach tylko nieco ponad 1200 minut.

21-letnia My Cato to nie tylko niekwestionowana idolka kibiców z Curva Nordahl, ale także nadzieja szwedzkiej kadry na zachowanie kontynuacji po czekającym nas prędzej niż później zakończeniem reprezentacyjnej kariery przez Kosovare Asllani. Hanna Andersson i Fanny Andersson przez większą część sezonu napędzały w środku pola ofensywne próby ligowej rewelacji z Piteå i choć pierwsza z wymienionych sezon kończyła już w stolicy Skanii, to daleka przeprowadzka ani trochę nie odbiła się na prezentowanej przez nią piłkarskiej formie. Na angielskich boiskach przypomniała o sobie Julia Zigiotti, dla której zakończona właśnie runda jesienna była bezsprzecznie najlepszą od czasu transferu do Brighton. Inna sprawa, że najlepsza nie znaczy w tym przypadku idealna, gdyż podobnie jak ma to miejsce u większości jej klubowych koleżanek, stabilizacja jest słowem, którego jeszcze nie udało im się wpisać do osobistego, futbolowego słownika. Zdecydowanie zbyt wyraźne wahania formy notowała także nasza Golden Girl Hanna Bennison, a fani The Toffees z coraz większym niepokojem wyczekują obiecanej eksplozji jej talentu. Ot, chociażby takiego, jaki w barwach beniaminka z Uppsali zaprezentowała nam na rodzimym gruncie wypożyczona z Rosengård Matilda Kristell, która wraz z reprezentującą Växjö Alexandrą Jonasson okazała się jednym z największych, a jednocześnie najbardziej niespodziewanych odkryć minionego sezonu.

03 - mid

Szwedzkie TOP-50 – obrończynie

bjorn

Radość Nathalie Björn, choć dla kibiców Evertonu zdecydowanie nie był to wymarzony rok (Fot. Getty Images)

Trochę po cichu, bez jakichkolwiek fanfar, Nathalie Björn dotarła szczęśliwie do punktu, w którym może z pełną odpowiedzialnością nazywać się najlepszą i najsolidniejszą szwedzką defensorką. Bo o ile gole autorstwa zawodniczek formacji obronnej jak najbardziej stanowią olbrzymią wartość dodaną, o tyle w tej profesji w pierwszej kolejności chodzi o możliwie najbardziej staranne zabezpieczenie tyłów, a w tej kategorii Björn nie miała sobie równych ani na mundialu, ani w fazie grupowej Ligi Narodów (przynajmniej do czasu, gdy przytrafiła jej się kontuzja). Także w Evertonie to ona wraz z Megan Finnigan trzymała w ryzach defensywę, o której można było powiedzieć bardzo wiele, ale nijak nie dało się jej nazwać monolitem. Umiejętnościami stricte strzeleckimi popisywać lubiły się za to nasze dwie weteranki z rocznika -93, a efekt tych występów stał się tyleż imponujący, co niecodzienny. Podczas turnieju na Antypodach najskuteczniejszą szwedzką snajperką okazała się Amanda Ilestedt, zaś Magdalena Eriksson worek z bramkami na dobre rozwiązała późną jesienią, na czym znacząco skorzystała nie tylko kadra, ale także broniący tytułu mistrza Niemiec monachijski Bayern.

Kończący się rok obrodził nam także w bohaterki mocno nieoczywiste, co wśród stoperek nie jest przecież wcale codziennością. Historie Wilmy oraz Alice Carlsson (zbieżność nazwisk całkowicie przypadkowa) bardziej szczegółowo przytaczaliśmy już przy okazji ogłaszania nominacji w kategorii Progres Roku, co chyba najlepiej pokazuje, jak wyjątkowy był to dla nich czas. W ujęciu kolektywnym najbardziej na boiskach Damallsvenskan imponowała defensywa Häcken, w której harmonijnie i bez przeszkód rozwijają się talenty Anny Sandberg oraz Hanny Wijk. Tym razem dla odmiany na pierwszy plan zdecydowanie częściej wysuwała się hasająca po lewej flance była piłkarka Örebro, ale nie mamy najmniejszych wątpliwości, że z obu fani nie tylko na Bravida Arenie będą mieli jeszcze sporo pociechy. Pozytywną informacją jest ponadto stabilizacja formy u Josefine Rybrink, która po krótkiej nieobecności powraca w wielkim stylu nie tylko do naszego rankingu, ale również – a może i przede wszystkim – do wąskiego grona zawsze solidnych ligowczyń. Swój najlepszy sezon na boiskach Damallsvenskan zanotowała natomiast Ellen Löfqvist, która wraz z Faith Ikidi oraz wspomnianą już chwilę wcześniej Wilmą Carlsson stworzyła w Piteå tercet będący w stanie powstrzymać każdą ligową ofensywę, nie wyłączając z tego grona tych całkiem słusznie siejących na naszych boiskach postrach, czyli Hammarby oraz Linköping.

A jeśli jesteśmy już przy klubie z Östergötland, to warto podkreślić, że jego sukces jest zasługą nie tylko niesamowitej Momiki, czy wewnętrznie rywalizujących do ostatniej serii spotkań o tytuł królowej strzelczyń ligi Kapocs oraz Tandberg. W barwach LFC pierwsze skrzypce z powodzeniem potrafiły zagrać także defensorki, a Nellie Karlsson i Stina Lennartsson czyniły to na tyle skutecznie, że bez większego problemu udało im się obronić miejsce w naszym zestawieniu. Już tradycyjnie, choć dla odmiany pod nowym nazwiskiem, ostoją i skałą formacji obronnej Vittsjö byłą Sandra Lynn, a Jonna Andersson w najważniejszych meczach sezonu pokazywała, dlaczego decydentom z Hammarby tak bardzo zależało na sprowadzeniu akurat tej konkretnej piłkarki do Södermalm. Stabilny czas na lewym wahadle turyńskiego Juventusu ma za sobą Amanda Nildén, która w początkowej fazie obecnego sezonu była przez pewien okres zamieszana w więcej niż co trzecią akcję bramkową wicemistrzyń Włoch, a powracająca do rankingu po kilku latach nieobecności Anna Oskarsson była jednym z powodów dlaczego stojącą na naprawdę niezłym poziomie rywalizację trzech klubów z Glasgow o mistrzostwo Szkocji ostatecznie rozstrzygnął na swoją korzyść ten zdecydowanie najbardziej z nich utytułowany.

02 - def

Szwedzkie TOP-50 – bramkarki

musovic

Zecira Musovic, czyli liderka niejednoznaczna (Fot. Getty Images)

Rok temu wspominaliśmy, że takiej posuchy jak wtedy na pozycji bramkarki szwedzka piłka w całej swojej historii jeszcze nie miała. I dwanaście kolejnych miesięcy nie przyniosło w tej kwestii znaczącej zmiany, choć – jak mawiają klasycy – zalążki lepszych momentów tym razem zdecydowanie były. Te najbardziej spektakularne to oczywiście popisy Zeciry Musovic na australijsko-nowozelandzkim mundialu, które z wiadomych względów śledził i podziwiał cały sportowy świat. 27-letnia golkiperka Chelsea między innymi z tego powodu utrzymała więc pozycję liderki w poniższym zestawieniu, choć niezmiennie chcielibyśmy wreszcie zobaczyć w jej grze więcej stabilizacji. Bo fakt, że zdarzają się jej mecze wybitne (żeby daleko nie szukać – 1/8 finału MŚ przeciwko USA), jest oczywiście informacją powszechnie dostępną, ale wciąż są to jedynie sympatyczne ciekawostki i przebłyski naprawdę najwyższej, bramkarskiej klasy. A codzienność pochodzącej z Falun zawodniczki wygląda już znacznie mniej spektakularnie, czego najbardziej dobitnym przykładem był niestety niesławny sparing z Romą. Do kadry mistrzyń Anglii z przypadku się jednak nie trafia i gdyby trzeba było pokusić się o predykcję, to wydaje się, że Musovic właśnie w tej chwili może wchodzić w swój piłkarski prime.

Drugie miejsce na podium należy do Jennifer Falk, dla której ostatnich kilkanaście miesięcy było prawdziwym, emocjonalnym rollercoasterem zarówno pod względem sportowym, jak i prywatnym. Na szczęście, wydaje się, że okres największych turbulencji 30-latka z Bravida Areny pozostawiła już za sobą i niesamowicie cieszy nas, że w końcówce roku znów coraz częściej pokazywała między słupkami najlepszą wersję siebie. O ile jednak w Enschede czy Paryżu jej dyspozycja bezsprzecznie pomogła Häcken w wywalczeniu niezwykle cennych punktów, o tyle w lidze tych kluczowych interwencji ostatecznie zabrakło, w wyniku czego mistrzowski puchar na koniec sezonu wznosiła Anna Tamminen i jej Hammarby. Mocno cieszy nas również powrót do regularnej gry Emmy Holmgren, która trybuny w Lyonie postanowiła zamienić na boisko w Walencji i już teraz widać, że zdecydowanie nie była to zła decyzja. Golkiperka Levante w nowym klubie szybko złapała wspólny język z całym blokiem defensywnym, a że fortuna zazwyczaj także jej sprzyja, to statystyki jesieni wykręciła naprawdę imponujące, a dwie nominacje do jedenastki kolejki hiszpańskiej Ligi F dają nadzieję na kolejne kroki do przodu w najbliższej przyszłości.

Czołowa trójka rankingu daje więc delikatne powody do ostrożnego optymizmu, ale trzeba uczciwie przyznać, że kandydatek do lokat numer cztery i pięć trzeba było szukać w lokalizacjach cokolwiek egzotycznych. Wyścig ten wygrały ostatecznie piłkarka występująca na co dzień na drugim poziomie rozgrywkowym, a także golkiperka kończąca sezon jako rezerwowa w kadrze beniaminka z Norrköping i już samo to pokazuje, że poprzeczka ponownie nie wisiała na przesadnie wymagającej wysokości. Żeby jednak była jasność, zarówno Serina Backmark, jak i Sofia Hjern mają za sobą naprawdę udany rok, w którym obie dostąpiły zresztą zaszczytu gry w młodzieżowych reprezentacjach Szwecji. Aby jednak ich nazwiska na stałe zagościły w świadomości nie tylko tego najbardziej zaangażowanego kibica, przed obiema wciąż jeszcze wiele pracy, choć oczywiście mocno trzymamy kciuki, aby tegoroczne wyróżnienie okazało się w obu przypadkach zaledwie pierwszym z wielu. A taki właśnie scenariusz nie jest przecież ani trochę wykluczony, bo talentu i zaangażowania odmówić im nie sposób.

01 - gk