Startujemy za tydzień

020896c3-1567-5b2d-ae7b-53100b78419a-image-jpeg

W Malmö wszyscy mocno liczą na dobrą postawę reprezentantki Serbii Jeleny Cankovic (Fot. Johan Nilsson)

Do rozpoczęcia nowego sezonu Damallsvenskan pozostał dokładnie tydzień, więc nie ma nic dziwnego w tym, że powoli zaczynamy zadawać sobie coraz więcej pytań bezpośrednio związanych z nadchodzącą, ligową kampanią. A skoro są pytania, to przydałyby się i odpowiedzi. Na te definitywne poczekamy sobie jeszcze dość długo (bo aż do listopada), ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, abyśmy spróbowali poszukać wskazówek nieco wcześniej. Ot, na przykład teraz, zanim na Hammarby IP wybrzmi ten długo wyczekiwany, pierwszy gwizdek. I choć nasza liga jak zwykle będzie nas regularnie zaskakiwać, a spora część przedsezonowych prognoz bardzo szybko ulegnie dezaktualizacji, to niewinna zabawa w futbolowego jasnowidza nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Bo tak naprawdę większość z nas już dziś chciałaby wiedzieć …

… czy Rosengård ma z kim przegrać?

Tak. Oczywiście, nie ma co ukrywać, że zespół ze stolicy Skanii będzie głównym faworytem tegorocznych rozgrywek i każdy wynik poniżej trzynastego w historii mistrzowskiego tytułu zostanie odebrany w Malmö w kategoriach porażki. Klub ze stolicy Skanii przystępuje bowiem do nowego sezonu w niemal niezmienionym składzie, a jedyną poważniejszą roszadą w kadrze wydaje się być zamiana (oczywiście nie w sensie dosłownym) Sanne Troelsgaard na Rebeccę Knaak. Kolejne tygodnie powinny przynieść ponadto powroty Jessiki Wik oraz Frederikke Thøgersen i nie mamy najmniejszych wątpliwości, że obie te zawodniczki jedynie zwiększą komfort psychiczny holenderskiej trenerki Renée Slegers przy ustalaniu wyjściowej jedenastki. Drużyna z Malmö wydaje się być zatem kompletna w każdej formacji (szczególnie druga linia wygląda tu nadzwyczaj imponująco), a do tego zabezpieczona na wypadek ewentualnych urazów podstawowych zawodniczek. Czy zatem coś może tu pójść nie tak, a zaprogramowana na zwyciężanie maszyna może się zaciąć? W teorii wydaje się to mało prawdopodobne, ale Rosengård już wiele razy udowadniał, że rola faworyta nie zawsze mu odpowiada. A chociażby marcowy mecz przeciwko Linköping, choć ostatecznie wygrany przez FCR stosunkowo pewnie, ujawnił kilka nieoczywistych słabości ekipy ze Skanii. Otwartą sprawą pozostaje to, czy ktoś będzie miał wystarczająco dużo potencjału, aby to wykorzystać, ale niewątpliwie w Hisingen, Kristianstad, czy nawet południowych dzielnicach Sztokholmu odebrano jasny sygnał, że jeszcze jest zdecydowanie zbyt wcześnie na wysyłanie listów gratulacyjnych na adres Therese Sjögran, a sezon 2022 może przybrać całkiem niespodziewany obrót. Może, choć oczywiście absolutnie nie musi.

… kto zostanie MVP ligi?

Jelena Cankovic. Wiadomo, odpowiedź mało odkrywcza, ale co zrobić, skoro serbska pomocniczka nie bardzo pozostawia nam wybór. I jeśli tylko dopisze jej zdrowie, to możemy przygotować się na długie miesiące podziwiania bałkańskiej finezji w japońsko-hiszpańskim stylu. W Rosengård mogą tylko zacierać ręce, bo takiej kreatorki gry pozazdrościć mogą klubowi z Malmö nie tylko w kraju, ale i w całej Europie, a przedłużenie przez Cankovic kontraktu aż do końca sezonu 2025 oznacza albo gwarancję najwyższej jakości przez cztery kolejne lata, albo – w scenariuszu mniej optymistycznym – pokaźny zastrzyk gotówki. Bo jeśli była piłkarka między innymi Barcelony zdecyduje się ostatecznie na zmianę otoczenia, to z całą pewnością nie odbędzie się to na zasadzie wolnego transferu. To jednak wyłącznie czysto teoretyczne rozważania, bo póki co Cankovic doskonale odnajduje się w szwedzkiej, ligowej rzeczywistości i mamy nadzieję, że jeszcze długo będziemy mogli na żywo oklaskiwać jej boiskowe popisy.

… kto zostanie odkryciem sezonu?

Vilde Hasund. Byłoby sporą przesadą powiedzieć, że poprzedni sezon norweskiej Toppserien należał właśnie do niej, ale nie da się zaprzeczyć, że była ważnym elementem układanki, która poprowadziła Sandviken do pierwszego w historii mistrzowskiego tytułu. Solidna postawa w klubie sprawiła, że szansę debiutu w pierwszej reprezentacji Norwegii dał jej selekcjoner Martin Sjögren, a zimą jej pozyskaniem zainteresowanych było kilka klubów nie tylko ze Skandynawii. 24-letnia Hasund zdecydowała się ostatecznie na przenosiny do Hammarby i coś podpowiada nam, że jest to związek z naprawdę sporym potencjałem na przyszłość. Rewelacja poprzedniego sezonu Damallsvenskan ani myśli się zatrzymywać, a trener Pinones-Arce już wielokrotnie udowadniał, że rękę do prowadzenia zawodniczek o dokładnie takiej charakterystyce ma po prostu wyśmienitą. Pokazuje to chociażby przypadek Emilii Larsson, która rok temu najpierw zachwycała nas w fazie grupowej Pucharu Szwecji, a następnie została niemal jednogłośnie okrzyknięta rewelacją wiosennej części ligowych zmagań. Póki co historia zdaje się powtarzać w niemal stu procentach, bo Hasund przywitała się ze Sztokholmem kapitalnymi, pucharowymi występami przeciwko Brommie oraz Umeå. Nie ma więc co się dziwić, że z tym większą ekscytacją wyczekujemy tego, co przyniesie kwiecień, maj i kolejne ligowe miesiące. Oczekiwania są naprawdę duże, ale z drugiej strony … kto, jak nie ona i gdzie, jak nie w tym klubie?

… czy królową strzelczyń znów zostanie szwedzka piłkarka?

Nie. Jak pamiętamy, klasyfikację tę wygrywały Lotta Schelin czy Linnéa Liljegärd, ale później – przez dokładnie dekadę – tytuł najskuteczniejszej snajperki Damallsvenskan trafiał wyłącznie do piłkarek zagranicznych. Passę tę skutecznie przerwała dopiero Anna Anvegård, a w poprzednim sezonie jej wyczyn powtórzyła Stina Blackstenius. Ta ostatnia w styczniu zdecydowała się jednak zamienić Hisingen na Londyn, wobec czego korona królowej strzelczyń za kilka miesięcy na pewno znajdzie sobie nową właścicielkę. Wśród głównych pretendentek nie bez przyczyny wymienia się między innymi Olivię Schough (Rosengård), czy Madelen Janogy (Hammarby), choć nie brakuje także zwolenników talentu Mimmi Larsson i Felicii Rogic. Jak zatem widać, w przedsezonowych typowaniach zdecydowanie dominują szwedzkie nazwiska, ale i reszta świata będzie miała na boiskach Damallsvenskan całkiem solidną reprezentację. Sympatycy Häcken mocno liczą na eksplozję formy Stine Larsen, a w Kristianstad ściskają kciuki za powodzenie północnoamerykańskiego tercetu napastniczek Pridham – Tindell – Viens. Nie możemy oczywiście wykluczyć scenariusza, a którym któraś z zawodniczek zdecyduje się powtórzyć kapitalny wyczyn Tabithy Chawingi i wygrać klasyfikację strzelczyń w barwach klubu, który – mówiąc delikatnie – nie walczy o najwyższe cele. Skoro jednak trzeba się na coś zdecydować, to odważny typ idzie w kierunku amerykańsko-kanadyjskiego zaciągu we wschodniej Skanii.

… kto wygra klasyfikację asystentek?

Jelena Cankovic. Co więcej, rozszerzenie ligi może sprawić, że 26-letnia Serbka w tej statystyce wymaże z tabel wszystkie obowiązujące rekordy szwedzkiej ekstraklasy. Bo jeśli tylko będzie dopisywać jej zdrowie, to o dwucyfrowy wynik sympatycy Rosengård mogą być względnie spokojni. Dalsze wyjaśnienia wydają się w tym przypadku zbędne, ale gdyby ktoś chciał mimo wszystko upewnić się co do sportowej klasy Cankovic, to warto odwinąć sobie losowy opis meczu klubu z Malmö w poprzednich rozgrywkach.

… który klub zachwyci nas swoją grą?

Umeå. Tutaj oczywiście drobne wyjaśnienie: ze względów oczywistych nie bierzemy pod uwagę głównych faworytów rozgrywek, a także stołecznego Hammarby, które to niezmiennie zachwycało nas w poprzednim sezonie. A skoro tak, to spośród pozostałych na stole opcji, zdecydowanie najbardziej smakowicie przedstawia się ta z dalekiej Północy. W Västerbotten nie mają oczywiście planów powrotu do świetności sprzed dwudziestu lat, ale po cichu i bez wielkich nakładów finansowych Samuelowi Fagerholmowi udało się zmontować całkiem ciekawy i dobrze zbilansowany skład. Jest niezwykle solidna bramkarka w osobie Erin Nayler, są doświadczone w pierwszoligowych i międzynarodowych bojach defensorki (Dahlkvist, Miettunen, Santamäki), jest potencjalnie bramkostrzelna dziewiątka (Honkanen) i są wreszcie zawodniczki odpowiedzialne za przebłyski pozytywnie rozumianego, boiskowego szaleństwa (siedemnastoletnia Lisa Björk i starsza od niej o rok Monica Jusu Bah). Cały ten zestaw tworzy nam naprawdę interesującą mieszankę, która to jak najbardziej może stać się rewelacją tegorocznych rozgrywek. Teraz pozostaje jeszcze zdecydowanie najtrudniejsza część zadania w postaci przeniesienia teorii na praktykę, ale jakoś jesteśmy nad wyraz spokojni, że ligowe mecze z udziałem beniaminka z Umeå będą spotkaniami, podczas których nie będzie miejsca i czasu na nudę.

… czy w Piteå pożegnają się z pierwszoligowym graniem?

Nie. Zespół, który zaledwie nieco ponad trzy lata temu był sprawcą największej sensacji w historii nie tylko szwedzkiego, ale i europejskiego futbolu klubowego, od pewnego czasu stąpa po niebywale cienkiej linie. W sezonie 2020 status pierwszoligowca udało się zawodniczkom z Piteå uratować dopiero w ostatniej kolejce, a rok później przed degradacją uchroniła je … decyzja o rozszerzeniu ligi. Tej zimy z Norrbotten także docierały do nas niepokojące informacje, ale koniec końców w kadrze ekipy prowadzonej przez Stellana Carlssona wciąż pozostały liderki w postaci Faith Ikidi oraz Fanny Andersson. A jeśli do ich poziomu dobije wreszcie nie bez przyczyny uznawana za wielki talent Anam Imo, a między słupkami nadzieje w niej pokładane spełni sprowadzona niedawno do klubu Amerykanka Amanda McGlynn, to w Piteå mogą mieć cichą nadzieję na naprawdę satysfakcjonujący sezon. Oczywiście, żadną miarą nie mówimy tu o czymś na kształt powtórki z 2018, a zdecydowanie bardziej realnym scenariuszem jest miejsce w środku tabeli. Prognoza najbardziej realna zakłada jednak lokatę w dolnej połówce, ale jednak po właściwej stronie złowróżbnej kreski oznaczającej degradację.

… kto opuści szeregi Damallsvenskan?

Bromma i Kalmar, a Örebro utrzyma się po barażach. Na tak postawione pytanie zawsze odpowiada się najbardziej niezręcznie, ale od razu trzeba zaznaczyć, że nie chodzi tu o odbieranie komukolwiek szans na skuteczną walkę o utrzymanie. Coś o tym mogą powiedzieć chociażby w Örebro, gdzie ostatnimi czasy regularnie udaje się oszukać przeznaczenie, zajmując na koniec sezonu miejsce wyraźnie powyżej prognozowanych oczekiwań. Wydaje się jednak, że zdecydowanie najniżej stoją akcję beniaminka ze sztokholmskiej Brommy i choć dobrymi ruchami transferowymi wydaje się pozyskanie byłych reprezentantek Szkocji (Vaila Barsley) i Kanady (Shannon Woeller), to na tle pierwszoligowych rywalek kadra zespołu prowadzonego przez Marcelo Fernandeza przedstawia się chyba stosunkowo najmniej imponująco. Zdecydowanie największą zagadką wydaje się natomiast mocno międzynarodowy Kalmar, gdzie zimą dokonano prawdziwej rewolucji nie tylko wśród zawodniczek i sztabu szkoleniowego, ale i w całej filozofii zarządzania klubem. Na chwilę obecną jedynym pewnikiem wydaje się to, że w szatni ekipy ze Småland dominować będzie język angielski, ale powodzenie misji obrony pierwszej ligi przy pomocy licznego zaciągu zza Atlantyku wciąż pozostaje pod wielkim znakiem zapytania. Choć czas z pewnością będzie sprzymierzeńcem nadbałtyckiego klubu, to nie możemy zapominać o tym, że 19. czerwca będziemy już po piętnastej kolejce ligowej. A ekspresowa i mocno przeładowana intensywnością runda wiosenna może okazać się zbyt trudnym wyzwaniem dla klejonej naprędce kadry. Skoro potencjalnych spadkowiczów mamy już wytypowanych, to do obsadzenia pozostaje jeszcze miejsce barażowe, na którym widzimy Örebro. Ale to już tak trochę z przekornej sympatii, aby w Närke raz jeszcze pokazali, jak niewiele znaczące są dla nich papierowe przewidywania.

… czy liga będzie ciekawa?

Tak. Bo to Damallsvenskan, czyli miejsce w którym niemożliwe nie istnieje, a całkowicie wydawałoby się nieprawdopodobne scenariusze materializują się na naszych oczach. I tej odpowiedzi możemy być akurat zdecydowanie najbardziej pewni.

Półfinalistki w komplecie

BB211026VG233-e1639151943157-1024x576

Vilde Hasund była jedną z wyróżniających się piłkarek fazy grupowej Pucharu Szwecji (Fot. Hammarby IF)

Choć od kilku już lat nowy rok w piłce klubowej witamy fazą grupową rozgrywek o Puchar Szwecji, to tegoroczne zmagania przyniosły nam niecodzienną, lecz niezwykle interesującą sytuację. Układ meczów sprawił bowiem, że w drugi weekend marca obejrzeliśmy cztery starcia, które de facto mogliśmy nazwać nieformalnymi ćwierćfinałami pucharowej rywalizacji i choć niektórym do pełni szczęścia całkowicie wystarczał zwycięski remis, to o odpowiedni poziom emocji i tak byliśmy względnie spokojni. Jak się miało za chwilę okazać, było to podejście jak najbardziej słuszne, gdyż piłkarki żadną miarą nie zawiodły i swoją postawą na murawie sprawiły, że odliczanie do nowego sezonu Damallsvenskan stało się jeszcze bardziej niecierpliwe.

Wróćmy jednak do początku, czyli do sobotniego popołudnia na Malmö IP. Trener Linköping Andrée Jeglertz ze sporą pewnością siebie zapowiadał, że jego zawodniczki ani trochę nie przestraszą się bardziej utytułowanych rywalek ze stolicy Skanii i początek meczu rzeczywiście mocno na to wskazywał. Boiskowa inicjatywa należała wprawdzie do dwunastokrotnych mistrzyń kraju, ale dyrygowana przez rekonwalescentkę Nillę Fischer defensywa z Östergötland bardzo długo stawiała dzielny opór naszpikowanej gwiazdami pierwszej linii Rosengård. Ofensywny tercet Kullashi – Larsson – Schough nijak nie potrafił znaleźć sposobu na skuteczne rozmontowanie zasieków obronnych LFC, a po drugiej stronie boiska swojej okazji do pokonania Australijki Teagan Micah niezmiennie szukała Cornelia Kapocs. Długo wyczekiwane przez miejscowych fanów przełamanie przyszło dopiero na początku drugiej połowy, kiedy to na listę strzelczyń wpisała się grająca legenda Rosengård Caroline Seger. Gol doświadczonej pomocniczki zapewnił gospodyniom spokój, a gdy chwilę później na 2-0 podwyższyła Mia Persson, stało się jasne, że piłkarki ze Skanii tego awansu już nie oddadzą. W samej końcówce swoje trafienia dołożyły jeszcze Schough oraz Larsson, dzięki czemu końcowy triumf FCR stał się jeszcze bardziej okazały, ale nie da się ukryć, że to właśnie pierwszy kwadrans po przerwie okazał się decydującym w kwestii rozstrzygnięcia w tej parze.

Jeszcze bardziej naładowana pucharowymi emocjami była niedziela, gdyż dokładnie tego dnia poznaliśmy aż trzech uczestników decydującej rozgrywki. Futbolowe szaleństwo rozpoczęło się już o godzinie 13 na Bravida Arenie, gdzie broniące tytułu Häcken mierzyło się z nieukrywającym wielkich ambicji Kristianstad. Już same nazwy obu zespołów wystarczająco elektryzowały kibiców, a przecież wystarczy krótka lekcja najnowszej historii, aby wiedzieć, że akurat te ekipy mają sobie ostatnimi czasy sporo do udowodnienia. Tym razem obyło się na szczęście bez niepotrzebnych kontrowersji, a trenerka gości ze Skanii Elisabet Gunnarsdottir ewentualne pretensje o końcowy rezultat mogła zgłaszać przede wszystkim pod adresem swoich piłkarek. To one, trochę na własne życzenie, już w pierwszym kwadransie gry postawiły się niemal pod ścianą za sprawą błyskawicznych goli autorstwa Mille Gejl oraz Johanny Kaneryd. Wywalczenie dwubramkowego prowadzenia zajęło zawodniczkom Häcken niespełna 120 sekund i tak perfekcyjnie ustawionego pod siebie meczu tak doświadczona drużyna najzwyczajniej w świecie nie mogła wypuścić z rąk. Gościom ze Skanii trzeba oczywiście oddać, że ambitna walka o odrobienie strat trwała na murawie w Hisingen do ostatniego gwizdka, ale honorowe trafienie Delaney Baie Pridham pozwoliło jedynie na zakończenie pucharowej przygody miłym akcentem.

W niedzielę oglądaliśmy w akcji także dwa kluby ze Sztokholmu i to głównie za ich sprawą zafundowaliśmy sobie prawdziwy, emocjonalny rollercoaster z Pucharem Szwecji. Jako pierwsze swojej wielkiej szansy nie wykorzystały zawodniczki Djurgården, choć podopieczne trenera Pålssona na Tunavallen nie tylko mogły, ale nawet powinny strzelić przynajmniej jednego gola. Wybornych okazji – ze zmarnowanym rzutem karnym na czele – nie brakowało, ale celowniki Lindy Motlhalo i Hayley Dowd były tego dnia wyjątkowo słabo nastawione. Końcówka spotkania przyniosła nam nieprawdopodobną wymianę ciosów, w pewnym momencie emocje zaczęły brać górę nad zdrowym rozsądkiem, ale ostatecznie to piłkarkom z Eskilstuny udało się zamknąć kwestię awansu do półfinału bezbramkowym remisem. Nie był to jednak żadną miarą sukces w wielkim stylu, a nastroje w obu obozach mogły zmienić się jeszcze w ósmej doliczonej minucie. Goli doczekaliśmy się za to na Hammarby IP, gdzie rewelacja poprzedniego sezonu Damallsvenskan podejmowała beniaminka z Umeå. Strzelanie już w drugiej minucie spotkania rozpoczęła coraz mocniejsza kandydatka do tytułu najbardziej udanego transferu zimowego okienka Norweżka Vilde Hasund. Bufor bezpieczeństwa po stronie zielono-białych skurczył się nieco po wyrównującym trafieniu Henny-Riikki Honkanen. Druga połowa rozpoczęła się jednak niemal identycznie jak pierwsza, z tą jednak różnicą, że tym razem zdobytego prowadzenia gospodynie już nie oddały, uzupełniając tym samym tegoroczny skład pucharowych półfinalistek.

Witamy w Damallsvenskan!

1-37-780x470

Amanda Andradottir ma za sobą udane występy w norweskiej Vålerendze (Fot. Bildbyrån)

Wczesna wiosna to niezmiennie bardzo interesująca pora roku w szwedzkim futbolu. Kadry klubów na nowy sezon są już w zasadzie skompletowane i wtedy właśnie rozpoczyna się klasyczne, nordyckie narzekanie. Bo przecież ta Damallsvenskan już nie ta sama co dawniej, bo we współczesnym, skomercjalizowanym świecie nijak nie da się konkurować z klubami z Anglii czy Hiszpanii, a nawet (o zgrozo!) Włoch, bo większość wybijających się w poprzednim sezonie zawodniczek zimą zdecydowała się zmienić ligę i w ogóle kiedyś to było, a teraz to nie ma, a każdy, kto tego nie rozumie jest zwyczajnie mało rozsądnym, niepoprawnym optymistą. Cóż, nie da się ukryć, że raczej nie zanosi się, abyśmy kiedykolwiek dożyli jeszcze czasów, w których klub z miasteczka pokroju Umeå sięga po najwyższe laury na kontynencie, ale czy aby na pewno musimy z tej okazji wyłącznie lamentować? Absolutnie nie! Co więcej, odświeżona Damallsvenskan ma wszelkie dane ku temu, aby stać się ligą, w której na szerokie wody będą wypływać przyszłe gwiazdy futbolu, a obserwowanie z bliska rozwoju ich talentu może być nawet ciekawsze niż późniejsze oklaskiwanie ich w szczycie kariery. I nawet jeśli do Szwecji tak często nie będą zaglądać już kluczowe zawodniczki z Anglii czy Niemiec (choć i takich całkowicie nie zabraknie!), to przecież kraje nordyckie, Kanada, Australia, Afryka, a wierzymy, że w niedalekiej przyszłości również Europa Wschodnia i Ameryka Południowa to rynki, które niewątpliwie mogą uczynić naszą ligę zdecydowanie ciekawszą w odbiorze. Skupmy się jednak na kończącym się właśnie zimowym okienku transferowym, bo również podczas niego kluby Damallsvenskan nie próżnowały, I choć na nagłówki poczytnych portali trafiały z reguły newsy o zawodniczkach opuszczających tę ligę, to interesujących ruchów w przeciwnym kierunku także nie zabrakło. A skoro tak, to poniżej znajdziecie w pełni subiektywną listę jedenastupiłkarek, które niewątpliwie mają potencjał, aby w najbliższych miesiącach stać się nowymi ulubienicami szwedzkich trybun. A ponieważ takie rankingi zazwyczaj wywołują nieco emocji, to aby uniknąć kolejnych potencjalnych spięć, została ona ułożona w porządku alfabetycznym. A zatem – przegląd czas zacząć:

Amanda Andradottir (Kristianstad, ex-Vålerenga)

Zdecydowanie najmłodsza w całym zestawieniu, bo dopiero co ukończyła osiemnaście lat. Wejście w piłkarską dorosłość wciąż przed nią, choć warto zaznaczyć, że pomimo młodego wieku na już za sobą doświadczenie występów w ekstraklasie duńskiej i norweskiej. A także w seniorskiej reprezentacji Islandii, w której to zagrała chociażby w obu zwycięskich bojach podczas zakończonego niedawno turnieju SheBelieves Cup. Dodatkowym atutem może okazać się także osoba trenerki Elisabet Gunnarsdottir, która bezsprzecznie ma talent to wyszukiwania najbardziej utalentowanych spośród swoich rodaczek, a następnie robieniu z nich gwiazd szwedzkich boisk. Czy urodzona w norweskim Molde nastolatka okaże się kolejnym potwierdzeniem tej tezy?

Gabrielle Carle (Kristianstad, ex-Florida State)

W kadrze Kanady zadebiutowała już w wieku szesnastu lat, a rok później strzeliła w jej barwach pierwszego i jedynego jak dotąd gola. Zawodniczki defensywne rozliczamy jednak nie ze statystyk strzeleckich, a na swojej robocie 23-letnia dziś Carle zna się jak mało kto. Podczas lutowego okienka reprezentacyjnego miała okazję sprawdzić się między innymi na tle Giulii Gwinn z monachijskiego Bayernu czy Athenei del Castillo z madryckiego Realu i choć nie ustrzegła się pojedynczych kiksów, to z obu tych starć wyszła na zero z tyłu. Obiecująco i harmonijnie rozwijała się również jej kariera w piłce uniwersyteckiej, czego dowodem chociażby dwa wybory do jedenastki sezonu. Czas pokaże, czy podobne indywidualne laurki przyjdzie jej odberać także na szwedzkich boiskach.

Paige Culver (Kalmar, ex-Bordeaux)

Bez wątpienia był to jeden z najbardziej nieoczekiwanych ruchów transferowych tej zimy, wszak niecodziennie beniaminek Damallsvenskan wzmacnia się zawodniczką klubu, który dopiero co omal nie wyrzucił za burtę Ligi Mistrzyń wielki Wolfsburg. I nawet jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż 24-letnia Culver była w Bordeaux piłkarką rezerwową, to w Kalmarze i tak mogą pogratulować sobie skuteczności w negocjacjach. Bo pozyskanie kanadyjskiej stoperki z pewnością powinniśmy rozpatrywać w tych kategoriach. Warto zaznaczyć, że mówimy tu o zawodniczce znajdującej się obecnie w optymalnym dla dalszego rozwoju wieku, a dodatkowo mającej już za sobą regularną grę na europejskich boiskach w barwach włoskiego Bari. Transfer do Kalmaru będzie dla niej wielką szansą, ale również ogromnym testem. Pozostaje trzymać kciuki, aby – jak przystało na byłą studentkę Uniwersytetu Kent – zdała go z bardzo dobrym wynikiem.

Katrina Gorry (Vittsjö, ex-Brisbane)

Rok temu mocno podgrzewaliśmy temat transferu do Vittsjö Clare Polkinghorne i szybko okazało się, że nie było to bynajmniej hype’owanie na wyrost. Doświadczona obrończyni z Australii stworzyła z Sandrą Adolfsson najlepszy duet stoperek w lidze i nie przez przypadek znalazła się na koniec roku w jedenastce sezonu. Skąd te wspominki akurat w tym akapicie? Ano stąd, że w północnej Skanii postanowili raz jeszcze zadziałać w sprawdzony sposób, a transfer kompaktowej pomocniczki z Brisbane w wielu aspektach przypomina pozyskanie jej nieco bardziej defensywnie usposobionej rodaczki. Jedyne różnice polegają na tym, że Gorry jest od Polkinghorne młodsza, ale przy tym ograna w dosłownie każdych warunkach; od NWSL, przez Europę, po Japonię. Czyli co, klasyczny przykład transferu skazanego na sukces?

Vilde Hasund (Hammarby, ex-Sandviken)

Gdy interesuje się tobą Hammarby, to możesz mieć pewność, że przed tobą wielka kariera! Trochę tu oczywiście hiperbolizujemy, choć nie da się zaprzeczyć, że sztab trenera Pinonesa-Arce ma ostatnimi czasy niemal perfekcyjną skuteczność we wprowadzaniu na wyższy poziom piłkarskiego wtajemniczenia przyszłych gwiazd futbolu. Czy nazwisko Vilde Hasund będzie następnym na tej liście? Całkiem prawdopodobne, bo 24-letnia Norweżka już w swojej rodzimej lidze udowodniła, że papiery na poważne granie ma. A okraszony dwoma golami i asystą debiut w zielono-białych barwach w pucharowych derbach z Brommą sprawił, że to właśnie o niej mówi się teraz najwięcej w południowych rewirach Sztokholmu. A my nieśmiało przypomnimy tylko, że w niemal identyczny sposób dokładnie rok temu przedstawiła się nam Emilia Larsson i wszyscy pamiętamy, jaki był ciąg dalszy tej opowieści.

Andrine Hegerberg (Häcken, ex-Roma)

Bezsprzeczna zwyciężczyni w kategorii Powrót Roku! Niektórzy może nie pamiętają, inni zdążyli już zapomnieć, ale to właśnie w Göteborgu piłkarka ta przedstawiła się wielkiemu światu, a sezon 2015 do dziś pozostaje zdecydowanie najjaśniejszym punktem jej kariery. Później był transfer do Anglii, następnie przygody w Paryżu i Rzymie, ale nawracające kontuzje sprawiły, że nieprzypadkowo uznawana niegdyś za jeden z największych futbolowych talentów globu pomocniczka, ewidentnie znalazła się na sportowym zakręcie. Aby wyjść z niego bez turbulencji udała się więc w miejsce, które kojarzyć może jej się wyłącznie pozytywnie. I choć jej stary-nowy klub zdążył w czasie jej nieobecności przeprowadzić się z Valhalli na Bravida Arenę, to na zachodnim wybrzeżu wszyscy mocno wierzą w to, że na boiskach Damallsvenskan znów ujrzymy tę piłkarkę, która tak bardzo zachwycała nas przed siedmioma laty. Witaj w domu, Andrine i powodzenia w powrocie tam, gdzie twoje miejsce!

Rebecca Knaak (Rosengård, ex-Freiburg)

Oceniając mocno subiektywnie: jeden z największych hitów zimowego okienka transferowego, który z całkiem niezrozumiałych względów nie doczekał się należnej sobie medialności. Taki już jednak los solidnych piłkarek defensywnych, które po cichu robią swoje, bez skierowanych w ich kierunku świateł i fleszy. 25-letniej Knaak nie trzeba chyba piłkarskiej społeczności bliżej przedstawiać, gdyż cały czas mówimy o zawodniczce, która przez siedem (!) ostatnich lat występowała regularnie na boiskach niemieckiej Bundesligi, a w rundzie jesiennej obecnego sezonu to właśnie na jej barkach spoczywała odpowiedzialność za poczynania obronne Freiburga. I wszelkie możliwe statystyki pokazują, że mamy do czynienia z piłkarką, która nie boi się odpowiedzialności nawet w starciach z rywalkami najwyższej klasy. A to może być całkiem dobrą wróżbą w perspektywie letnio-jesiennych bojów o Ligę Mistrzyń, do której w Malmö jak najbardziej planują awansować.

Erin Nayler (Umeå, ex-Reading)

I znów była zawodniczka Bordeaux, która zdecydowała się zimą dołączyć do beniaminka Damallsvenskan. W tym miejscu analogie się jednak kończą, bo o ile omawiana już wcześniej Paige Culver we Francji sobie wiele nie pograła, o tyle Erin Nayler była przed trzema laty bramkarką numer jeden nie tylko klubu z Żyrondy, ale całej Division 1! Całkiem niezłe referencje, prawda?! Jasne, od tego czasu trafiła się jeszcze nieudana przygoda w angielskim Reading, gdzie Nowozelandka bezsprzecznie przegrała rywalizację o miejsce między słupkami z Grace Moloney, ale wciąż mówimy przecież o piłkarce, która w optymalnej dyspozycji może stać się jednym z największych odkryć ligowego sezonu w Szwecji. A mając gwarancję solidności na pozycji bramkarki klub z Västerbotten ma pełne prawo marzyć o tym, aby zagrać nam coś na kształt ubiegłorocznego Hammarby. I nie są to bynajmniej porównania na wyrost!

Saori Takarada (Linköping, ex-Washington)

Jeszcze jedna zawodniczka, dla której sezon 2019 był niewątpliwie przełomowy. Właśnie wtedy absolutną rewelacją japońskiej ekstraklasy był zespół z Osaki, a jedną z zawodniczek prowadzących go do sukcesów była zaledwie dziewiętnastoletnia wówczas Takarada. Dobra postawa w lidze, a także kapitalny występ na młodzieżowym mundialu, doprowadziły ją do debiutu w seniorskiej kadrze Nadeshiko. Następnym krokiem był transfer do amerykańskiej NWSL i nawet jeśli pobyt w Washington Spirit nie okazał się aż tak owocny, jak sama zainteresowana mogłaby oczekiwać, to w niczym nie zmienia to faktu, iż pula 22-letnich piłkarek z podobnym doświadczeniem jest mocno ograniczona. W Linköping mogą mówić o wielkim szczęściu, że jedna z nich trafiła właśnie do Östergötland, a obecność w kadrze LFC jej rodaczki Yuki Momiki niewątpliwie ułatwi jej aklimatyzację w szwedzkich realiach.

Frederikke Thøgersen (Rosengård, ex-Fiorentina)

Umieszczenie jej w zestawieniu jest delikatnym nagięciem regulaminu, bo przecież mamy tu transfer dopięty jeszcze pod koniec letniego okienka transferowego. Poważna kontuzja sprawiła jednak, że debiut na szwedzkich, ligowych boiskach wciąż przed nią, a w Malmö mocno trzymają kciuki, aby na najważniejsze mecze sezonu 26-letnia pomocniczka była już w pełni gotowa. I nie ma w tym nic dziwnego, bo mówimy tu przecież o wciąż aktualnej wicemistrzyni Europy, a także ponad 50-krotnej reprezentantce Danii. Co ciekawe, piłkarka ta miała już okazję mocno zasłużyć się dla Rosengård jeszcze za czasów występów we włoskiej Fiorentinie, bo to wyszarpany przez Violę remis ze Slavią Praga utorował swego czasu klubowi ze Skanii drogę do ćwierćfinału Ligi Mistrzyń. Mamy jednak przeczucie graniczące z pewnością, że prawdziwa lista zasług Thøgersen dla zespołu z Malmö jeszcze nawet nie zaczęła się pisać.

Evelyne Viens (Kristianstad, ex-Gotham)

Transfery z NWSL do Damallsvenskan nie należą do rzadkości, ale jednak w zdecydowanej większości przypadków mówimy tu o zawodniczkach, które w zawodowej lidze po drugiej stronie Atlantyku bardziej były niż grały. Przypadek 25-letniej mistrzyni olimpijskiej z Tokio jest jednak zupełnie inny, gdyż mamy tu zawodniczkę, która szczególnie w pierwszej części sezonu potrafiła pokazać się w barwach nowojorskiego Gotham FC z naprawdę przyzwoitej strony. I choć konkurencja ze strony Midge Purce czy Ifeomy Onumonu okazała się ostatecznie zbyt silna, to jednak potencjał sportowy Viens nie może być poddawany w wątpliwość. A gdyby ktoś mimo wszystko próbował to robić, to zawsze możemy przypomnieć jej jedyny sezon w Europie, okraszony jedenastoma golami w czternastu występach dla francuskiego Paris FC. Wystarczy tylko podobny przebłysk talentu na szwedzkich boiskach, a w Kristianstad mogą nadspodziewanie szybko przestać tęsknić za Sveindis Jane Jonsdottir.

Wnioski po Pucharze Algarve

swe_ita_segerbild

Występ kadry na Pucharze Algarve dostarczył nam wiele interesujących wniosków (Fot. Bildbyrån)

Dwa miesiące przed decydującym meczem w eliminacjach mundialu, niespełna pięć miesięcy przed rozpoczęciem finałów EURO 2022 i wreszcie półtora roku przed turniejem, który będzie dla tej drużyny zwieńczeniem pewnego cyklu, kadra Petera Gerhardssona udała się na zgrupowanie do Portugalii. Pewne zwycięstwo nad gospodyniami oraz remis z Włoszkami pozwoliły nam przedłużyć do 26 (!) passę meczów bez porażki, ale nie jest to bynajmniej najważniejszy z wniosków, który możemy wyciągnąć z występu szwedzkiej reprezentacji na Pucharze Algarve. I choć jak to zwykle w futbolu bywa, wszelkie analizy i tak zostaną zweryfikowane przez boisko, to warto przyjrzeć się temu, kto na przestrzeni ostatnich dni zyskał najwięcej, a dla kogo nie były one specjalnie udane. Oto subiektywny przegląd tego, co wiemy po Portugalii:

– stałe fragmenty gry wróciły! Za kadencji selekcjonera Gerhardssona to właśnie niespotykana wcześniej efektywność przy ofensywnych rzutach wolnych i rożnych stała się jednym z symboli szwedzkiej kadry. Po Igrzyskach w Japonii mieliśmy na tym polu chwilowy przestój, ale mecz z Portugalią pokazał, że wszystko powoli wraca do normy. Trzy gole, na dodatek strzelone na trzy kompletnie różne sposoby to wynik, którego zdecydowanie nie musimy się wstydzić!

– wspomniane stałe fragmenty zafunkcjonowały także w drugim meczu i nie chodzi bynajmniej nawet o to, że jedynego gola udało się strzelić Włoszkom po rzucie karnym. Umiejętnościami skutecznego dośrodkowania ze stojącej piłki regularnie popisywały się Jonna Andersson oraz Kosovare Asllani, a przecież trzy dni wcześniej Amanda Nildén również zapisała na swoim koncie asystę najwyższej próby. Tyle tylko, że jeśli chcemy stwarzać po stałych fragmentach zagrożenie, to najpierw … wypadałoby je mieć. A na przykład takie Włoszki podczas 90 minut gry nie pozwoliły Szwedkom na wywalczenie choćby jednego rzutu rożnego. Szczerze mówiąc nie pamiętamy, kiedy ostatnio miała miejsce podobna sytuacja, ale w jej poszukiwaniu z pewnością trzeba byłoby się cofnąć bardzo głęboko.

– dwójka z przodu – żaden problem! Nie jest tajemnicą, że ustawienie 4-2-3-1 oraz jego podwarianty to podstawowa taktyka kadry za kadencji Gerhardssona. Przeciwko Portugalii Szwedki zagrały jednak na dwójkę ustawionych niemal w linii napastniczek i opcja ta dała nam w ofensywie wachlarz nowych możliwości. Współpraca Madelen Janogy ze Stiną Blackstenius wyglądała na boisku bardzo obiecująco, a jednoczesna obecność na placu gry ruchliwych skrzydłowych sprawiła, że ani trochę nie zdziwimy się, gdy podobny wariant zostanie przez selekcjonera uruchomiony w razie potrzeby na przykład podczas EURO.

– wysoki pressing męczy, ale skutecznie odbiera przeciwniczkom koncept. Pamiętacie mecz przeciwko Japonkom na Igrzyskach? Oczywiście, bo był to popis taktycznej dominacji szwedzkiej kadry nad rywalkami. Nie inaczej było w niedawnym starciu z Portugalią, czyli zespołem, który stylem gry nieco przypomina Nadeshiko. Zawodniczki z Półwyspu Iberyjskiego kompletnie nie radziły sobie z nieustanną presją i w zasadzie przez cały mecz nie były w stanie złapać właściwego rytmu. A ilość szwedzkich odbiorów i przechwytów tylko podkreśla skuteczność tego pomysłu. Czyli co, Hiszpania jednak ma się kogo (czego) bać?

– Kosovare Asllani i Stina Blackstenius grają w tej kadrze życiówki. Niby już do tego zdążyliśmy się trochę przyzwyczaić, ale zawsze można podkreślić to raz jeszcze. Jasne, mówimy tu o zawodniczkach uznanych, ale jednak za kadencji poprzednich selekcjonerów żadna z nich nie była w stanie wejść w reprezentacji na oczekiwany poziom. Za kadencji Gerhardssona odwróciło się to jednak o całe sto osiemdziesiąt stopni i teraz na obie te piłkarki możemy liczyć nawet wtedy, gdy w teorii nie są w najwyższej dyspozycji lub dopiero wracają do gry po kontuzji. Portugalski turniej jedynie to potwierdził.

– eksperymenty się opłacają! Oczywiście, Amanda Nildén nie była może postacią numer jeden lutowego zgrupowania, ale defensorka Juventusu z pewnością dała swoją grą powody, aby przy okazji kolejnych powołań znów zostało wyczytane jej nazwisko. A my konsekwentnie liczymy na to, iż w tym miejscu kadrowa rotacja się nie zakończy, bo na liście zawodniczek, które już teraz mogłyby dać tej drużynie coś ekstra, jest jeszcze kilka niesprawdzonych na reprezentacyjnym gruncie piłkarek.

– Amanda Ilestedt gra regularnie w klubie i to zdecydowanie widać. Co więcej, defensorka PSG w zespole mistrza Francji występuje cały czas na tej samej pozycji, co zdecydowanie nie było normą w czasach jej gry dla Bayernu czy Turbine. Mecz z Portugalią pokazał, że pod nieobecność Sembrant, Fischer i Eriksson to właśnie Ilestedt już teraz jest gotowa do tego, aby zostać liderką szwedzkiego bloku defensywnego i nie mamy wątpliwości, że podziękowania za taki stan rzeczy możemy wysyłać przede wszystkim do francuskiej stolicy.

– Hanna Glas to piłkarka niezniszczalna! Trzy razy wracała do gry po ciężkich urazach i każdy kolejny powrót był jeszcze bardziej spektakularny. W Niemczech zachwycają się jej grą, regularnie wybierając ją do wszelkich możliwych jedenastek, ale ani trochę się temu nie dziwimy. I jeśli tylko kolejne miesiące będą dla niej tak udane, jak występ przeciwko Portugalii, to chyba najwyższy czas, aby boczna defensorka na poważnie włączyła się do gry o Diamentową Piłkę. Bo taka zawodniczka to prawdziwy diament!